Zapomniani Bohaterowie

Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
wtorek, 02 kwietnia 2019
Zamknięcie bloga Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie!
Zamknięcie bloga "Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie" na blox.pl i przeniesienie na nową domenę!


Szanowni Czytelnicy!

W związku z planowanym na 29 kwietnia 2019 r. zamknięciem przez Agora S.A. serwisu Blox.pl, na którym od 13 lat, pod adresem http://podziemiezbrojne.blox.pl, znajdował się blog "Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie" informuję, że od dzisiaj możecie nadal korzystać z zasobów bloga, który przeniósł się na nową domenę i znajduje się pod adresem:


Wprawdzie na nowej stronie nie wszystko jeszcze działa jak należy (problem z linkami wewnętrznymi), jednak korzystając z wyszukiwarki na stronie bez problemu znajdziecie wszystkie teksty, które od 2006 r. były publikowane na blogu. Najważniejsze, że udało się w całości uratować 13 lat pracy nad przywracaniem pamięci o Żołnierzach Wyklętych i mam nadzieję, że te przejściowe trudności uda się z czasem przezwyciężyć.
Zachęcam do lektury i przekazywania tej informacji dalej.


Grzegorz Makus

niedziela, 24 lutego 2019
Obejrzyj dyskusję o kpt. "Burym" na youtube!
Kapitan Romuald Rajs ps. Bury - bohater antykomunistycznego podziemia? - zapis video dyskusji historycznej z 20.02.2019. Obejrzyj na youtube!

Zapis video debaty historycznej "Kapitan Romuald Rajs ps. Bury – bohater antykomunistycznego podziemia?", zorganizowanej przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W debacie brali udział:
  • dr Kazimierz Krajewski (IPN)
  • dr Wojciech Jerzy Muszyński (IPN)
  • Michał Ostapiuk (IPN)
  • mec. Grzegorz Wąsowski (Fundacja "Pamiętamy")
  • Michał Wołłejko (moderator MŻWiWPPRL)
Debata odbyła się 20 lutego 2019 r. w siedzibie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.




Zapraszam do lektury obszernego (69 stron) artykułu dr. Kazimierza Krajewskiego i Grzegorza Wąsowskiego, pt. Kpt. Romuald Rajs „Bury” na kartach książki „Skazy na pancerzach” czyli prawda według Piotra Zychowicza, w którym autorzy ostatecznie rozprawiają się z fałszywymi oskarżeniami, kłamstwami, oszczerstwami i mitami, na temat kpt. Romualda Rajsa "Burego", narosłymi przez dekady komunistycznej propagandy, ale przede wszystkim drobiazgowo, "zdanie po zdaniu", rozbijają fałszywy obraz kpt. Rajsa, stworzony przez Piotra Zychowicza na kartach jego książki Skazy na pancerzach. W wątkach śledztwa oraz procesu "Burego" i "Rekina" szczegółowo odnoszą się także do książki Jerzego Kułaka, Rozstrzelany oddział. Monografia 3 Wileńskiej Brygady NZW, Białostocczyzna 1945-1946.
Autorzy, w oparciu o imponującą ilość dokumentów źródłowych, dokonali drobiazgowej rekonstrukcji zdarzeń, dzięki której ostatecznie powinno zostać zdjęte odium "zbrodniarza" a także "zdrajcy" z bohatera, jakim był kpt. Romuald Rajs "Bury".
Artykuł ukazał się po raz pierwszy w nr. 36 pisma Glaukopis.
Lektura obowiązkowa!



Dr Kazimierz Krajewski
historyk, badacz dziejów polskiego podziemia niepodległościowego,
pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie,
prezes Nowogródzkiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK


Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954

Strona główna>
Prawa autorskie>
czwartek, 21 lutego 2019
72. rocznica śmierci mjr. "Ognia"
72. rocznica śmierci mjr. Józefa Kurasia  "Ognia"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Major Józef Kuraś "Ogień"

72 lata temu, 21 lutego 1947 r., w wyniku zdrady Stanisława Byrdaka, Antoniego Twaroga i Stefanii Kruk, w Ostrowsku na Podhalu został otoczony przez obławę UB-KBW mjr Józef Kuraś "Ogień", dowódca Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica". Nie widząc szansy wyrwania się z okrążenia, ostatnią kulę przeznaczył dla siebie. W wyniku postrzału zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku.
 
W lecie 1946 r. jego rozkazom podlegało kilkanaście oddziałów, skupiających w sumie ok. 600 partyzantów, zaś liczba współpracowników przekraczała 2 tysiące ludzi. Oddziały podporządkowane „Ogniowi” niepodzielnie panowały na terenie Podhala i powiatu tatrzańskiego,  zbrojnie przeciwstawiając się nowej okupacji.
Walczyliśmy o Orła, teraz - o koronę dla Niego, hasłem naszym Bóg, Ojczyzna, Honor
Tekst ulotki mjr. Józefa Kurasia "Ognia" z 1945 r.
 [...] Sprawa złożenia broni: jako Polak i stary partyzant oświadczam: wytrwam do końca na swym stanowisku «Tak mi dopomóż Bóg». Zdrajcą nie byłem i nie będę. [...] Daremne wasze trudy, mozoły i najrozmaitsze podstępy.
Fragment listu mjr. "Ognia" do UB

Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (przyjmuje meldunek). Lato 1946 r.

Mjr. Józef Kuraś "Ogień" z żoną Czesławą z d. Polaczyk (lato 1946 r., Gorce).

Komuniści przez kilkadziesiąt lat kreowali opinie o „Ogniu”. Zafałszowana propaganda miała zastąpić fakty skrywane w archiwach. W tysiącach egzemplarzy wielokrotnie wznawiano preparowane przez komunistycznego literata Władysława Machejka rzekome „dzienniki” „Ognia”. Do dziś wielu uważa je za autentyczny „dokument”...
Najgroźniejsze było to, że banda «Ognia» miała oparcie w tamtejszym społeczeństwie.
I sekretarz Komitetu Powiatowego PPR w Nowym Targu Jan Półchłopek
Miejscowa ludność miała uzasadnioną wątpliwość czy władza ludowa w ogóle istnieje, wszak na tym terenie faktycznie nie liczyła się, nie była odczuwalna, na każdym kroku dawało o sobie znać [...] reakcyjne podziemie. Górale nie wywiązywali się z obowiązków wobec Państwa [...], np. do odbycia służby wojskowej zgłosiło się zaledwie 5 proc. poborowych.
Eugeniusz Wojnar - instruktor propagandy PPR w Nowym Targu

Grupa sztabowa zgrupowania „Ognia” nad Przełączą Borek w Gorcach latem 1946 r. „Ogień” z żoną stoi po lewej stronie.

Apel w obozie oddziału ochrony sztabu mjr. Józefa Kurasia „Ognia” (zaznaczony „×”). Gorce, lato 1946 r.

Józef Kuraś „Ogień” wśród podkomendnych (w środku grupy w białej koszuli), pierwszy z lewej Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek "Ognia", osaczony wraz nim poległ 21 II 1947 r.), drugi z prawej Jan Kolasa „Powicher”.

Major został zdradzony przez  Stanisława Byrdaka, Antoniego Twaroga i Stefanię Kruk. Wszyscy ci ludzie związani byli wcześniej z jego oddziałami. To dzięki m.in. Stefanii Krukowej – łączniczce i matce złapanego i maltretowanego przez bezpiekę jednego z „ogniowców” – Urzędowi Bezpieczeństwa udało się zasadzić na mjr. Józefa Kurasia „Ognia” w 1947 r. w Ostrowsku. Nowotarskie UB informacje otrzymało ok. godz. 9:30, 21 lutego 1947 r. Ok. godz. 10:00, czterdziestoosobowa grupa z odwodu Wojsk Wewnętrznych, wzmocniona przez dziesięciu funkcjonariuszy UB i MO, wyjechała do Ostrowska.

Dom w Ostrowsku, w którym 21 lutego 1947 r. osaczono Józefa Kurasia „Ognia”.

Atak na dom Józefa i Anny Zagatów, w którym przebywał „Ogień” rozpoczęto ok. godz. 13:00. Wcześniej otoczono cały kompleks zabudowań w trójkącie trzech dróg. W trakcie strzelaniny Jan Kolasa „Powicher” wraz z rannym Stanisławem Ludzią „Harnaś” zdołali się przebić i uciec. Zginęli Stanisław Sral „Zimny”, Kazimierz Kuraś „Kruk” (bratanek „Ognia”). Franciszkowi Dróżdżowi  „Szpakowi” udało się ukryć.

Stanisław Ludzia ps. "Harnaś", dowódca postogniowego oddziału "Wiarusy", walczącego na Podhalu do końca lat 40-tych. W wyniku prowokacji ujęty przez UB i zamordowany 12 stycznia 1950 roku. Zdjęcie z aresztu WUBP w Krakowie, wykonane w drugiej połowie 1949 r.

Partyzanci najpierw niepostrzeżenie przeniknęli do sąsiedniego budynku Michała Ostwalda. Podpalono zabudowania, ale „Ogień” wraz z Ireną Olszewską ps. „Hanka” zdołał przedostać się do kolejnego budynku Marii Kowalczyk - Pachowej. Tam otoczony, został wezwany do poddania się. Odmówił, polecając skorzystać z tej propozycji „Hance”. Po jej wyjściu z budynku „Ogień” próbował popełnić samobójstwo. Strzał w skroń nie spowodował jednak natychmiastowego zgonu – w stanie utraty przytomności został pojmany. Żołnierze obławy, po wdarciu się na strych, zrzucili nieprzytomnego „Ognia” po schodach, jednak UB-ecy, doceniając w pełni wagę informacji, jakie planowali uzyskać podczas przesłuchań, za wszelka cenę chcieli go ocalić. Przeniesiono go na ciężarówkę, sanitariusz KBW udzielił mu pierwszej pomocy i zawieziono go do nowotarskiego szpitala, który otoczył kordon KBW, a wewnątrz pilnowała „Ognia” obstawa UB i MO.

Ostrowsko, 21 lutego 1947 r. Ubecka fotografia rannego mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. Po śmierci jego ciało zostało pogrzebane przez komunistów w nieznanym miejscu. W sprawie ukrycia zwłok „Ognia” ówczesny kierownik Sekcji ds. Walki z Bandytyzmem PUBP w Nowym Targu, Kazimierz Jaworski, wyraził się jasno: „Nie chcieliśmy pochować go na ziemi nowotarskiej, aby jego grób nie stał się miejscem manifestacji, składania kwiatów itp.”.

Próby uratowania życia okazały się nieskuteczne. Major Józef Kuraś „Ogień” zmarł dwadzieścia minut po północy, czyli już 22 lutego 1947 roku. Ciało zostało zabrane i złożone na podwórku WUBP w Krakowie i według niepotwierdzonych informacji, następnego dnia przekazano je Wydziałowi Lekarskiemu Akademii Medycznej, jako zwłoki nieznanego mężczyzny.

Ufundowany przez Fundację "Pamiętamy" i odsłonięty w Zakopanem, 13 sierpnia 2006 r. przez ŚP. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego pomnik w hołdzie mjr. "Ogniowi" i jego żołnierzom jest niewielkim, symbolicznym zadośćuczynieniem za ogrom kłamstw, krzywd i zbrodni, których doświadczyli Ci ludzie z rąk komunistycznych oprawców.



Major Józef Kuraś "Ogień" do dziś nie ma swojego grobu, UB nigdy nie ujawniło miejsca jego pochówku, czy tajemnicy co się stało z ciałem, choć wiele wskazuje na to, że po śmierci legendarnego partyzanta jego szczątki spoczęły na Rakowicach w Krakowie, w kwaterach gdzie grzebano partyzantów, którzy zginęli z rąk komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. W walce z komunistami zginęło lub zostało zamordowanych ponad dziewięćdziesięciu podkomendnych "Ognia". Grobów zdecydowanej większości z Nich także do dzisiaj nie udało się odnaleźć. Być może w przyszłości dane będzie Majorowi i jego żołnierzom spocząć w poświęconej ziemi...



12 sierpnia 2012 r. przy szlaku na Turbacz, nieco poniżej najwyższego wierzchołka Gorców, odsłonięto kolejny (23) pomnik ufundowany przez Fundację "Pamiętamy", poświęcony partyzantom walczących w Gorcach z niemieckim i komunistycznym zniewoleniem.

Pomnik w kształcie brzozowego krzyża nakrytego partyzancką czapką upamiętnia żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej, Ludowej Straży Bezpieczeństwa, Zgrupowania "Błyskawica" Józefa Kurasia "Ognia" oraz partyzantów postogniowego oddziału "Wiarusy".



18 lutego 2017 r., podczas uroczystości w 70. rocznicę śmierci, które odbyły się w Waksumndzie, rodzinnej miejscowości majora Józefa Kurasia "Ognia", Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie potwierdziło stopień oficerski tego legendarnego żołnierza.



GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat mjr. Józefa Kurasia "Ognia", Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica" i oddziału "Wiarusy" czytaj:



POLECANE ARTYKUŁY:
Strona główna>
wtorek, 12 lutego 2019
Kpt. Romuald Rajs "Bury" - dyskusja historyczna
Kapitan Romuald Rajs ps. Bury - bohater antykomunistycznego podziemia? - dyskusja historyczna.

W imieniu organizatora - Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL - zapraszam na dyskusję historyczną poświęconą kpt. Romualdowi Rajsowi "Buremu", która odbędzie się 20 lutego 2019 r. o godz. 17.30 w siedzibie MŻWiWP PRL przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.

Korzystając z okazji raz jeszcze zapraszam do lektury obszernego (69 stron) artykułu dr. Kazimierza Krajewskiego i Grzegorza Wąsowskiego, pt. Kpt. Romuald Rajs „Bury” na kartach książki „Skazy na pancerzach” czyli prawda według Piotra Zychowicza, w którym autorzy ostatecznie rozprawiają się z fałszywymi oskarżeniami, kłamstwami, oszczerstwami i mitami, na temat kpt. Romualda Rajsa "Burego", narosłymi przez dekady komunistycznej propagandy, ale przede wszystkim drobiazgowo, "zdanie po zdaniu", rozbijają fałszywy obraz kpt. Rajsa, stworzony przez Piotra Zychowicza na kartach jego książki Skazy na pancerzach. W wątkach śledztwa oraz procesu "Burego" i "Rekina" szczegółowo odnoszą się także do książki Jerzego Kułaka, Rozstrzelany oddział. Monografia 3 Wileńskiej Brygady NZW, Białostocczyzna 1945-1946.
Autorzy, w oparciu o imponującą ilość dokumentów źródłowych, dokonali drobiazgowej rekonstrukcji zdarzeń, dzięki której ostatecznie powinno zostać zdjęte odium "zbrodniarza" a także "zdrajcy" z bohatera, jakim był kpt. Romuald Rajs "Bury".
Artykuł ukazał się po raz pierwszy w nr. 36 pisma Glaukopis.
Lektura obowiązkowa!



Dr Kazimierz Krajewski
historyk, badacz dziejów polskiego podziemia niepodległościowego,
pracownik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie,
prezes Nowogródzkiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy AK


Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954

Strona główna>
Prawa autorskie>
niedziela, 20 stycznia 2019
74. rocznica śmierci por. Jana Borysewicza "Krysi"
74. rocznica śmierci por. Jana Borysewicza "Krysi", "Mściciela".

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Jan Borysewicz "Krysia", Mściciel" (1913-1945). Zdjęcie przedwojenne.

74 lata temu, 21 stycznia 1945 r., w walce z zasadzką zorganizowaną przez grupę operacyjną 105. Oddziału Pogranicznego NKWD koło wsi Kowalki pod Naczą poległ por. Jan Borysewicz "Krysia". Ciało komendanta, pozostawione przez podkomendnych podczas odwrotu w śniegu, wpadło w ręce bolszewików. Sowieci obwozili je potem po terenie, prezentując je ludności. Śmierć legendarnego dowódcy miała złamać ducha oporu ludności polskiej.

Jan Borysewicz „Krysia” był jednym z najwybitniejszych dowódców partyzanckich Armii Krajowej w Nowogródzkim Okręgu ZWZ-AK. Jego wielkość tworzy jednak nie tylko ocena dokonań organizacyjnych i bojowych, ale też i społeczny odbiór jego postaci przez mieszkańców Ziemi Mickiewicza. Jeszcze za życia stał się bowiem symbolem kresowego żołnierza Polski Walczącej. Nie było chyba bardziej popularnego dowódcy jednostki partyzanckiej na Nowogródczyźnie niż „Krysia” - a przecież w Nowogródzkim Okręgu AK działało, nie licząc mniejszych jednostek, dziewięć partyzanckich batalionów AK prowadzonych przez dzielnych oficerów, także słynnych i cieszących się popularnością wśród ludności. Por. „Krysia” stał się symbolem walki o Polskę - ale też i obrony kresowej ojcowizny, pochodził bowiem z rodziny z dziada pradziada zamieszkałej na tych ziemiach. Jednakowo skutecznie bił obu okupantów. Był dowódcą - i przywódcą - jak to się dziś określa „charyzmatycznym”. Pierwsze strzały oddawał w wojnie obronnej 1939 r. - ostatnie, po pięciu latach walki - bojach z nowym - sowieckim okupantem, z Wojskami Wewnętrznymi NKWD. Poszedł „do lasu” z siedmioma podkomendnymi - a po roku miał pod swymi rozkazami pełny batalion. Całe wyposażenie i uzbrojenie „Krysia” i jego podkomendni zorganizowali sobie lub zdobyli w walce sami. Tu nie było ani jednego zrzutu alianckiego, a z nikłych dostaw wyposażenia przysyłanego przez Centralę Zaopatrzenia Terenu Kedywu KG AK - nie otrzymali ani jednej sztuki broni. Wśród ścierania się wpływów niemieckich, sowieckich, litewskich i białoruskich - poprowadził por. Jan Borysewicz miejscową społeczność polską do skutecznej walki, zorganizowanej na wzór wojskowy. Był przy tym autentycznym obrońcą kresowych wiosek i zaścianków - każdy, kto występował przeciw społeczności polskiej, bez względu na to pod jakimi znakami działał, spotykał się z jego przeciwdziałaniem. Był świetnym oficerem, wybitnym organizatorem, a nade wszystko - przyzwoitym człowiekiem, świetnie rozumiejącym się z żołnierzami i ludnością, bez poparcia której żadna działalność konspiracyjna czy partyzancka nie byłaby możliwa... [czytaj dalej]>

Por. Jan Borysewicz "Krysia".

Jan Borysewicz. Zdjęcie przedwojenne ze Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej - Komorowie.

Jan Borysewicz (drugi od prawej, bez czapki) w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej - Komorowie.

Jan Borysewicz (pierwszy od prawej, bez czapki) w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej - Komorowie.

Ppor. Jan Borysewicz podczas służby w 41 pułku piechoty WP w Suwałkach.

GLORIA VICTIS !!!



Więcej na temat por. Jana Borysewicza "Krysi" czytaj tutaj:
Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej, m.in.:
po wkroczeniu sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:


Strona główna>
Prawa autorskie>
piątek, 18 stycznia 2019
Mord na oficerach 11 Grupy Operacyjnej NSZ
68. rocznica zamordowania żołnierzy i oficerów 11. Grupy Operacyjnej NSZ

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Proces sztabu 23 Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Na ławie oskarżonych siedzą od lewej: Jerzy Wierzbicki "Dodek”, Stanisław Lewandowski "Ogrodnik”, Jan Przybyłowski "Onufry” (stoi), Stefan Bronarski "Liść”, "Roman”, Stefan Majewski "Szczepan”, Wiktor Stryjewski "Cacko”, Jan Nowak "Korab”.

26 września 1948 r. w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie rozpoczęto akcję rozbicia sztabu 23 Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
Po aresztowaniu por. Stefana Bronarskiego, bezpieka przeprowadziła wobec żołnierzy niepodległościowego podziemia okrutne śledztwo trwające przez blisko półtora roku. Więzień Witold Teske tak to wspominał:
Począwszy od zmroku, całą noc do rana odbywały się przeważnie śledztwa, którym towarzyszyły bezustanne krzyki mordowanych. Nikt nie spał, a nawet odważnych ludzi ogarniał strach. Wycia były nieustanne, ludzie krzyczeli z bólu. Słychać było charczenie ludzi duszonych. Szczególnie przykre były krzyki i płacz katowanych kobiet. Będąc w celi gdzie były szczeliny przy futrynie, widziałem jak funkcjonariusze trzymali leżącego i rozkrzyżowanego Stefana Majewskiego. Był obecny lekarz ze strzykawką a śledczy Bronisław Szczerbakowski początkowo straszył a w końcu polecił dokonać leżącemu zastrzyku, co nastąpiło, czemu towarzyszyło nieludzkie wycie torturowanego.
18 stycznia 1951 r. na Rakowieckiej zostali zamordowani (w kolejności wykonywanych wyroków):

Sierż. podch. Jerzy Wierzbicki - „Dodek”, ur. 8 listopada 1925 r. w Radzanowie. sierżant podchorąży w Oficerskiej Szkole Piechoty we Wrocławiu. W czasie okupacji niemieckiej żołnierz Armii Krajowej. Uczestnik Powstania Warszawskiego w II Obwodzie „Żywiciel” na Żoliborzu w zgrupowanie „Żaglowiec” w plutonie 205, odznaczony Krzyżem Walecznych. Po kapitulacji ukrywał się na terenie Sierpca. Po wkroczeniu wojsk sowieckich od stycznia do lutego 1945 r. z rozkazu Stefana Bronarskiego - funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sierpcu. Żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej, a następnie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Aresztowany 2 października 1948 r. Był oskarżony m.in. o to, że „w lutym 1945 r. jako funkcjonariusz PUBP w Sierpcu, wbrew swemu obowiązkowi, opuścił swoje stanowisko służbowe i wstąpił do nielegalnego związku NSZ (Narodowe Siły Zbrojne), (...) w okresie od 16 stycznia 1945 r. do 2 października 1948 r. należał do nielegalnego związku NSZ (Narodowe Siły Zbrojne) mającego na celu przemocą obalenie obecnego ustroju w Polsce, na stanowisku początkowo dowódcy oddziału bojowego a potem członka wywiadu, posługiwał się ps. „Ilski”, „Leszek”, „Dodek”, działając na terenie powiatów: Płock. PŁońsk, Lipno, Sierpc i Włocławek oraz miasta Wrocław, (...) wspólnie z innymi uzbrojony w broń palną, dokonywał gwałtownych zamachów na funkcjonariuszy UB, MO, ORMO i KBW oraz członków PPR, dopuścił się aktu sabotażu przez zniszczenie urządzeń telefonicznych, (...) w okresie od listopada 1947 r., bliższej daty nie ustalonej do 2 października 1948 r, działając na szkodę Państwa Polskiego, gromadził wiadomości wywiadowcze o składzie i uzbrojeniu jednostek Wojska Polskiego, które to wiadomości przekazywał Bronarskiemu Stefanowi ps. „Roman”.
Protokół wykonania kary śmierci na Jerzym Wierzbickim.

Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, w składzie: Mieczysław Widaj - przewodniczący składu sędziowskiego, Maksymilian Lewandowski - ławnik, Antoni Hoffman - ławnik, w obecności oskarżyciela Jerzego Tramera, w dniu 3 lipca 1950 r. skazany 4-krotnie na karę śmierci. Wyrok wykonano 18 stycznia 1951 r. w Warszawie o godzinie 20.10. Do dziś nie odnaleziono jego ciała.

Wiktor Wacław Stryjewski "Cacko", "Wyrwicz","Zbyszko". Zdjęcie sygnalityczne wykonane przez UB.

Sierż. Wiktor Wacław Stryjewski „Cacko” – ur. 1 września 1915 r. w Żychowie, w powiecie Sierpc. Przed wojną mieszkał w rodzinnej miejscowości, gdzie prowadził 27 hektarowe gospodarstwo. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. w szeregach 32. pułku piechoty. W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem AK w Obwodzie Sierpc. Po wkroczeniu wojsk sowieckich został skierowany przez swoje dowództwo do Służby Ochrony Kolei w Sierpcu. W lutym 1946 r. stanął w obronie Polki gwałconej przez sowieckiego żołnierza, którego zabił, za co został aresztowany przez UB. Dzięki pomocy współpracującego z podziemiem funkcjonariusza resortu bezpieczeństwa zbiegł z aresztu. Ukrywał się na terenie powiatu sierpeckiego, gdzie wstąpił do oddziału Ruchu Oporu Armii Krajowej Obwodu krypt. „Mewa”, dowodzonego przez Leona Ziółkowskiego „Lisa”. Wyróżnił się w wielu akcjach zbrojnych skierowanych przeciw komunistycznemu aparatowi represji, m.in. likwidując posterunki MO i urzędy gminne w Zawidzu, Strzegowie, Rościszewie, Łęgu, Skrwilnie, Lidzbarku, Gralewie. Podczas amnestii 1947 r., wspólnie z por. Franciszkiem Majewskim „Słonym” nie ujawnił się. Brał udział w rozbiciu obławy UB i MO 12 lipca 1947 r. pod Okalewem w powiecie rypińskim, gdzie poległo wówczas 16 funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa. 11 października 1947 r. we wsi Chudzynek, wykonał zamach na Władysława Rypińskiego „Rypę”, dowódcę pepeerowskiego „szwadronu śmierci” skrytobójczo mordującego członków PSL i byłych żołnierzy AK. W październiku 1947 r. wszedł w skład 11. Grupy Operacyjnej NSZ, obejmując dowództwo patrolu bojowego działającego na terenie powiatów płońskiego, płockiego i sierpeckiego.
Ujęty przez UB 8 lutego 1949 r. po walce z 262-osobową grupą operacyjną KBW, UB i MO we wsi Gałki. Został skazany na 38-krotną karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie. Wyrok wykonano 18 stycznia 1951 r. w więzieniu mokotowskim o godz. 20.20. Do dziś nie odnaleziono jego ciała.

Jan Przybyłowski "Onufry", "P-102".

Por. Jan Przybyłowski - „Onufry”, „P-102”, ur. 27 września 1917 w Byszewie w powiecie Lipno, rolnik. Ochotnik w kampanii wrześniowej i uczestnik bitwy nad Bzurą. Wzięty do niewoli a następnie wywieziony do obozu jenieckiego w Niemczech, z którego uciekł w 1942 r. Ukrywał się we wsi Sobowo w powiecie Płockim i nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, która weszła w skład AK. Został członkiem wywiadu AK – wpierw Obwodu Płockiego a następnie Inspektoratu Płocko-Sierpeckiego. Podlegał bezpośrednio szefowi wywiadu i kontrwywiadu AK na Obwód Płock ppor. Zygmuntowi Kozickiemu „Karolowi”. Sam posługiwał się pseudonimem „P-102”.
W maju 1944 r. podczas akcji zwalczania podziemia komunistycznego, wszedł w skład struktur AL. Na początku był zastępcą dowódcy na gminę Brudzeń, a następnie sam nim został. Otrzymał stopień starszego sierżanta. Podczas swojej misji wywiadowczej, uratował Jakuba Krajewskiego „Kubę”, jednego z dowódców oddziałów komunistycznych, wynosząc go z okrążenia. W październiku 1944 r., przyczynił się do zlikwidowania przez oddział Kedywu AK, pięciu skoczków sowieckich, prowadzących działania wywiadowcze skierowane przeciw AK. Uczestniczył w akcji kontrwywiadu AK prowadzonej z Niemcami przez Inspektorat Płocko-Sierpecki AK, dzięki której wyniku w listopadzie i grudniu 1944 r. Niemcy zwolnili z płockiego więzienia kilkudziesięciu zatrzymanych.
Po wejściu Sowietów pomoc dla ściganych żołnierzy AK. W marcu 1945 r., wraz z ppor. Stefanem Bronarskim „Liściem”, zaczął organizować zbrojną samoobronę przed samowolą komunistyczną. Kierował lokalna poakowską samoobroną. Pod koniec lata 1946 r. wszedł do sztabu 11 Grupy Operacyjnej NSZ, gdzie pełnił stanowisko szefa wywiadu na teren powiatów: płockiego, płońskiego, sierpeckiego, lipnowskiego i rypińskiego.
Ujawnił się podczas amnestii 1947 r., ale nie ujawnił przynależności i działalności w 11 Grupie Operacyjnej NSZ. W tym też czasie założył rodzinę, żeniąc się z Romualdą Wiśniewską, z którą miał dwoje dzieci: Zbigniewa i Bożenę. Zagrożony aresztowaniem, przeniósł się do Warszawy i nie przerwał działalności wywiadowczej.
Aresztowany 28 lub 30 września 1948 r. z żoną i większość członków Sztabu 11 Grupy Operacyjnej NSZ. Przeszedł brutalne śledztwo, w którym bezpieka torturowała na jego oczach ciężarną żonę, skazaną na dwa lata więzienia. Romualda urodziła w szpitalu więziennym syna Jana. Ojciec jednak nigdy go nie zobaczył. Wyrokiem WSR w Warszawie, w dniu 3 lipca 1950 r., został skazany na trzykrotną karę śmierci. Rozprawie przewodniczył Mieczysław Widaj. Podczas procesu Jan Przybyłowski wezwał na świadka obrony Jakuba Krajewskiego „Kubę”, którego uratował przed śmiercią, a później był sekretarzem powiatowym PPR w Płocku. Jan Przybyłowski, szef wywiadu 11.Grupy Operacyjnej NSZ, został zamordowany w więzieniu przy ul. Rakowieckiej o 20.30. Jego ciało zostało odnalezione na Łączce.

Stefan Majewski "Szczepan", "Ekscelencja".

Ppor. Stefan Majewski - ps. „Szczepan”, „Ekscelencja”, ur. 27 stycznia 1910 r. w Warszawie. Jego rodzina pochodziła z Kurowa. Przed 1939 r. był klerykiem Seminarium Duchownego w Łomży. W czasie okupacji przez kilka miesięcy delegat Rządu Rzeczypospolitej na teren powiatu Sierpeckiego a następnie żołnierz Kedywu Obwodu Płockiego AK. Po wkroczeniu wojsk sowieckich w Narodowych Sił Zbrojnych a od lata 1946 r. żołnierz Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Po utworzeniu 11 Grupy Operacyjnej NSZ został członkiem sztabu i szefem Informacji i Propagandy. Ściśle współpracował z dowódcą 11 Grupy Operacyjnej por. Stefanem Bronarskim redagując wydawany w podziemiu „Mazowiecki Biuletyn Informacyjny”. W połowie 1948 r. uzyskał jego zgodę na przerwanie działalności konspiracyjnej i kontynuowanie studiów teologicznych. Wyjechał wówczas do Krakowa gdzie rozpoczął studia na IV roku teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Aresztowany 11 października 1948 r. podczas zajęć na Uniwersytecie, z których w sutannie został wyprowadzony w kajdankach. Podczas pobytu w więzieniu na ul. 11 listopada w Warszawie poddany okrutnemu śledztwu. W lipcu 1950 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na 6-krotną karę śmierci. Zamordowany został 18 stycznia 1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie o godz. 20.35. Do dziś nie odnaleziono jego ciała.

Stefan Bronarski "Liść", "Roman".

Ppor. Stefan Bronarski - „Liść”, „Roman”, ur. 17 sierpnia 1916 r. w Płocku. Ukończył gimnazjum im. Władysława Jagiełły w Płocku, aktywny działacz w Towarzystwie Gimnastycznym „Sokół”. Absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty. Po zakończeniu służby wojskowej rozpoczął studia w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Podczas wojny obronnej 1939 r. walczył w obronie Warszawy. Dostał się do niewoli, z której zbiegł. Od 1940 r. w konspiracji w Narodowej Organizacji Wojskowej na terenie Płocka, gdzie brał udział w akcjach dywersyjnych. Żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych w powiecie Przasnysz. Po scaleniu NSZ z AK, objął dowództwo Kedywu Inspektoratu i Obwodu Płockiego AK. Za dowodzenie akcjami zbrojnymi został odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany do stopnia podporucznika.
Po wkroczeniu wojsk organizował na terenie powiatów płockiego, płońskiego i sierpeckiego pierwsze struktury samoobrony, gromadził broń, ukrywał i legalizował ściganych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa żołnierzy AK. Latem 1946 r. utworzył strukturę Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, występującą jako 11. Grupa Operacyjna NSZ. Nie ujawnił się podczas amnestii w 1947 r. i kontynuował walkę przejmując działające nadal oddziały Ruchu Oporu Armii Krajowej. Podległe mu oddziały wykonały kilkadziesiąt akcji przeciwko komunistycznemu aparatowi represji. 26 września1948 r. został aresztowany w Warszawie wraz z większością członków sztabu 11. Grupy Operacyjnej NSZ. Skazany na karę śmierci Przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie i zamordowany 18 stycznia 1951 r. w więzieniu mokotowskim o godz. 20.38. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.
GLORIA VICTIS!

środa, 02 stycznia 2019
72. rocznica śmierci por. "Jastrzębia"
72. rocznica śmierci por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja" (1925-1947)

3 stycznia 2019 roku mija 72 lata od śmierci legendarnego dowódcy oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", "Zawiei". Zmarł on w wyniku ran odniesionych podczas ataku na grupę ochronno - propagandową KBW stacjonującą w Siemieniu.

Nocą z 31 grudnia 1946 r. na 1 stycznia 1947 r. oddział Obwodu WiN Włodawa pod dowództwem ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” wspólnie z połączonymi oddziałami radzyńskiego Obwodu WiN, wziął udział w jednej z największych akcji polskiego antykomunistycznego podziemia, kiedy to ok. 350-osobowe zgrupowanie partyzanckie przeprowadziło atak na komunistyczne organy represji w Radzyniu Podlaskim.

Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja"

Kontakty pomiędzy Obwodami WiN Włodawa i Radzyń Podlaski zapoczątkowano na początku grudnia 1946 r. Przez komendanta placówki Miłków [gm. Siemień pow. radzyński], Józefa Stanisławskiego „Trutnia”, ppor. „Jastrząb” nawiązał kontakt z komendantem rejonu w Obwodzie WiN Radzyń Podlaski, por. Jerzym Skolincem „Krukiem”, dzięki któremu w połowie grudnia 1946 r. doszło do spotkania z komendantem radzyńskiego Obwodu WiN  kpt. Leonem Sołtysiakiem ps. James. Tak opisał je na kartach swojego pamiętnika brat i zastępca dowódcy Edward Taraszkiewicz „Żelazny”:
„[...] Na spotkaniu tym przedstawił „Dżems” [„James”] swój projekt zaatakowania UB w Radzyniu i uwolnienia więźniów politycznych. Według jego słów, akcja ta miała się odbyć w noc sylwestrową. „Jastrząb” nie odmawia prośby udzielenia pomocy, obiecując przyjechać na umówiony punkt autem. Otrzymaliśmy hasło w największej tajemnicy, brzmiące pasująco do wym[ienionej] akcji, a mianowicie „Północ-Pożar”[...]”.

Kpt. Leon Sołtysiak "James", "Znachor", Komendant Obwodu WiN Radzyń Podlaski.

Zgodnie z ustaleniami, choć spóźniony z powodu problemów z samochodami, oddział „Jastrzębia” przybył na miejsce koncentracji wieczorem 31 grudnia 1946 r. Dalszy rozwój wypadków znany jest z pamiętników „Żelaznego”:
„[...] Na lotnisku w pobliżu Radzynia, na punkcie koncentracyjnym czekało już ok. 300-350 ludzi z całego Obwodu. Była to prawie cała „armia” jak to określił „Jastrząb”.  „Dżems” [„James”] czekał też już na nas. Brakowało jeszcze dwóch dużych grup konspiracyjnych z dalszych okolic pow. radzyńskiego, mających przyjechać autami, które zawiodły w podobieństwie naszych [...]”.
Po przybyciu oddziału „Jastrzębia” odbyła się ostatnia odprawa. Dowodzący wszystkimi grupami kpt. „James” przedstawił na niej plan opanowania miasta, według którego w pierwszej kolejności postanowiono zaatakować i rozbroić PUBP i KPMO oraz ok. 50-osobowy oddział KBW. Przedstawiony plan wzbudził jednak kontrowersje, a zastrzeżenia co do jego niektórych punktów  przedstawił „Jastrząb”, który zaproponował, by podstępem rozbroić wartowników i wydobyć od nich hasło, co pozwoli niepostrzeżenie i bez walki opanować budynek PUBP. Niestety, plan „Jastrzębia” został odrzucony, co - jak się później okazało - było błędem.

Styczeń 1946 r. Część oddziału ppor. „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Ostatecznie uzgodniono, iż oddział „Jastrzębia” będzie atakował główny, najtrudniejszy cel – budynek PUBP, grupy Jerzego Skolińca „Kruka” i Jana Grudzińskiego „Płomienia” budynek szkoły obsadzony przez KBW, a bojówka Antoniego Grochowskiego „Kuli” miała zająć pocztę i zniszczyć centralę telefoniczną. Plutony pod dowództwem por. Wacława Stelmaszuka „Marnego” z rejonu VIII oraz por. Piotra Waszczuka „Roli” z rejonu II, stanowiły ubezpieczenie od strony Łukowa, Radzynia, Międzyrzeca i Parczewa. Atak miał nastąpić o północy, jednak do akcji ruszono z dwugodzinnym opóźnieniem, bez dwóch grup, którym nie udało się dotrzeć. Ok. godz. 4.00 żołnierz stojący na warcie przy Urzędzie Pocztowym zauważył wchodzących partyzantów z rejonu VI. Natychmiast powiadomił o tym kwaterującą w szkole załogę punktu kontrolnego KBW. Dowódca tego punktu por. Pudłowski ogłosił alarm. Doszło do wymiany strzałów. Nie udało się również zdobyć budynku PUBP. Podłożona pod murem budynku UB mina wyrwała zbyt mały otwór. Następny, 9-kilowy ładunek nie wybuchł, gdyż miał przemokniętą spłonkę. Ostrzał budynku także nie przyniósł spodziewanego efektu. Drobny sukces odniosły grupy atakujące budynek szkoły, w którym bronili się żołnierze KBW, bez strzału zaś opanowano jedynie budynek poczty.

Dawna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radzyniu Podlaskim przy ul. Warszawskiej 5 i 5a.

O świcie dowodzący akcją kpt. Sołtysiak zarządził odwrót zgrupowania. Kolejno, w kierunku swoich rejonów, wycofywały się poszczególne grupy. Oddział „Jastrzębia” odszedł z placu boju w kierunku Marynina jako jeden z ostatnich. W ogólnym rozrachunku akcja okazała się nieudana, nie zdobyto strategicznych punktów, jednak pokazała komunistom, że nadal nie mogą się czuć bezpiecznie nawet w dużych miastach powiatowych.

Podczas odskoku z Radzynia 1 stycznia 1947 r. „Jastrząb” zorganizował pod Okalewem [gm. Milanów] zasadzkę na 40-osobową pościgową grupę operacyjną UB-KBW, w trakcie której zniszczone zostały strzałami z rusznicy dwa samochody, zginęło 4 żołnierzy KBW, referent UB z Radzynia Podlaskiego Jan Smoraczewski, do niewoli wzięto 7 żołnierzy. Spośród partyzantów zginął Stefan Kucharuk „Ryś II” i Kazimierz Kłosiński „Biały”, ranny zaś został Stanisław Łuć „Żandarm”. „Jastrząb” kazał uwolnić szeregowców, zaś plut. Władysława Klimsa zlikwidowano, a powodem była - jak zapisał „Żelazny” -  „pełna pierś medali za walkę z bandami”.

Po akcji w Okalewie,  nocą z 1 na 2 stycznia 1947 r., oddział wycofał się do kolonii Sarnów [gm. Siemień], gdzie doszło do kolejnego spotkania z oficerami radzyńskiego Obwodu WiN: zastępcą por. Skolinca - Januszem Traczem „Kłosem” oraz Józefem Stanisławskim „Trutniem”. Podczas narady podjęto decyzję o rozbrojeniu, liczącego 29 żołnierzy, oddziału KBW stacjonującego w nieodległym Siemieniu [pow. radzyński]. Późnym wieczorem 2 stycznia 1947 r. partyzanci ruszyli do akcji, która okazać się miała jedną z najtragiczniejszych w historii oddziału.

Zdecydowano, by jedną grupą podejść do budynku szkoły, w którym kwaterowali żołnierze i wezwać ich do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr okrążenia, który miała wykonać grupa pod komendą „Żelaznego”. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Pierwsza grupa pod osobistym dowództwem „Jastrzębia”, udając oddział wojska, zaczęła zbliżać się do szkoły. Tuż przed budynkiem partyzanci zostali wezwani przez wartownika do zatrzymana się i podania hasła. W trakcie krótkiej wymiany zdań, niespodziewanie padły strzały. Po krótkiej wymianie ognia i szturmie, budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów. Żołnierzy rozbrojono i rozstrzelano kilku z nich: komendanta grupy - sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka za odznaczenia „za walkę z bandami”, strzelca Hamala, gdyż telefonował po pomoc do UB oraz strzelca Uruska, gdyż powiadomił dowódcę o zbliżaniu się partyzantów. Następnie wyprowadzono żołnierzy na zewnątrz, zdjęto z nich mundury i kazano położyć się na ziemi, po czym „Żelazny” wygłosił przemówienie, w którym nawoływał ich do przyłączenia się do partyzantki. Atakujący, oprócz mundurów, zdobyli 3 rkm, 21 PPSz i 4 kb. Akcja rozpoczęła się o godz. 1.00 i trwała 45 minut. Jedynym poszkodowanym wśród partyzantów był dowódca oddziału ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Został on ciężko ranny w brzuch, w wyniku czego po kilku godzinach, podczas transportowania go przez Janusza Tracza „Kłosa” na placówkę terenową, zmarł 3 stycznia 1947 r.


Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" (1925-1947). Zdjęcie ze stycznia 1946 r.

Do dzisiaj nie są jasne okoliczności ranienia „Jastrzębia”. Według jednej z wersji, został on postrzelony przez domniemanego agenta UB o ps. "Bolek-Łapka" [N.N.], ulokowanego w oddziale. Śledztwo przeprowadzone przez ppor. „Żelaznego” miało rzekomo potwierdzić te podejrzenia i niedługo później agent został zlikwidowany przez patrol podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, pod komendą Stanisława Kuchciewicza „Wiktora”.

Wersja ta budzi jednak spore wątpliwości, chociażby w świetle raportu Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP mjr. Łanina z dnia 10 stycznia 1947 r., w którym cytował zeznanie uczestnika tej akcji, Edwarda Wrzaszcza "Groma":
„[...] kiedy banda podeszła pod budynek [...], „Jastrząb” rozkazał wszystkim bandytom rozsypać się w tyralierę i lec na ziemi, a sam podszedł do wartownika na odległość paru metrów. Na krzyk wartownika »stój, kto idzie« „Jastrząb” odpowiedział »Wojsko Polskie«. Wartownik zapytał wtedy o hasło, na co „Jastrząb” nie odpowiedział nic i począł się zbliżać do wartownika. Wtedy wartownik otworzył ogień z PPsz i trafił 4-ma kulami w brzuch „Jastrzębia”, z których dwie przeszły na wylot, a dwie pozostały w ciele [...]”.
Podobnie zapamiętał to zdarzenie, biorący udział w tej akcji Jan Jarmuł „Wąż”, który tak relacjonował okoliczności ranienia swojego dowódcy:
„[…] Zawsze Leon pierwszy, w każdej akcji... nie to, że ludzi posyłał - on pierwszy szedł. Wartownik stał przy szkole na warcie i on [„Jastrząb”] krzyczy do wartownika »ręce do góry« - to słyszeliśmy. Wartownik do strzału się mierzy... i równocześnie jeden drugiego trzasnął. Ten wartownik Leona tu [po brzuchu] przejechał, a Leon jego na śmierć położył... wymiana strzałów była. Ja to tak widziałem”.
Ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb” spoczął na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy pochowali go potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczął we własnym grobie, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis „Leon”. Dopiero po 44 latach, 30 czerwca 1991 r., mogły odbyć się oficjalne uroczystości pogrzebowe i poświęcenie jego mogiły w Siemieniu.

Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu.


62 lata od śmierci por. "Jastrzębia" i 58 lat po śmierci jego brata ppor. "Żelaznego", postanowieniem z dnia 20 sierpnia 2009 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie obu braciom, legendarnym dowódcom oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa - por. Leonowi Taraszkiewiczowi ps. "Jastrząb" i ppor. Edwardowi Taraszkiewiczowi ps. "Żelazny", Krzyże Wielkie Orderu Odrodzenia Polski, Polonia Restituta.

Jedne z najwyższych polskich odznaczeń państwowych, nadane za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, odebrała w imieniu poległych dowódców ich siostra Pani Rozalia Taraszkiewicz - Otta w dniu 25 września 2010 r.

Rozalia Tarszkiewicz-Otta, siostra por. "Jastrzębia" i ppor. "Żelaznego", 25 IX 2010 r.

W listopadzie 2016 r. z grobu znajdującego się na cmentarzu w Siemieniu ekshumowano szczątki Leona Taraszkiewicza. W 1991 r. postawiono tam pomnik, na którym znalazły się pełne dane Leona Taraszkiewicza, jednak wtedy nie przeprowadzono ekshumacji. O ekshumację zwłok "Jastrzębia" i przeniesienie szczątków na Cmentarz Wojenny we Włodawie  zwróciła się do wojewody lubelskiego jego rodzona siostra – Rozalia Otta.

16 lipca 2017 r. we Włodawie odbyły się uroczystości pogrzebowe por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia". Szczątki dowódcy oddziału partyzanckiego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" Obwodu Włodawa zostały pochowane  na Cmentarzu Wojennym we Włodawie, przy ul. Lubelskiej, ok. 300 m od jego rodzinnego domu [zobacz FOTORELACJĘ].

Włodawa, ul. Lubelska, Cmentarz Wojenny Żołnierzy Wojska Polskiego - miejsce spoczynku por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i symboliczna mogiła jego brata i zastępcy ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", którego miejsce pochówku jak dotąd pozostaje nieznane.

„Jastrząb” został pochowany w mogile będącej także symbolicznym grobem jego brata, ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”, którego miejsce pochówku pozostaje nieznane.


GLORIA VICTIS !!!

Z racji tej smutnej rocznicy chciałbym przypomnieć trzy z wielu [kalendarium działań bojowych, część: 1>, 2>, 3>], najbardziej spektakularne akcje, jakie wykonał oddział pod dowództwem por. "Jastrzębia" w 1946 r., a mianowicie zajęcie Parczewa, atak na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie i bitwę pod Świerszczowem. Wprawdzie była jeszcze bezprecedensowa akcja uprowadzenia rodziny B. Bieruta, ale o tym można przeczytać tutaj:
Więcej o walce por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" czytaj:
Strona główna>
Prawa autorskie>

czwartek, 06 grudnia 2018
72. rocznica śmierci ppor. "Jeża"
72. rocznica śmierci ppor. Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor. Wiktor Zacheusz Nowowiejski ps. "Jeż" (1915-1946).

72 lata temu, 6 grudnia 1946 r., oddział funkcjonariuszy UB z Przasnysza, silnie wzmocniony przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich (LWP), przeprowadził obławę na Zembrzus, rodzinną wieś dowódcy Obwodu "Las" ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej) Przasnysz - ppor. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego „Jeża”, w której wówczas przebywał na kwaterze.

Przeciwko jednemu partyzantowi rzucono kilkudziesięciu uzbrojonych po zęby ludzi. Por. Nowowiejski nie poddał się - zawsze mówił, że nie da się wziąć żywy - i podjął próbę przebicia w kierunku pobliskich bagien. Kapitan Radaj, dowódca pułku LWP, oparł karabin o płot i strzelał do uciekającego partyzanta. Ranny „Jeż”, będąc bez szans na przerwanie pierścienia okrążenia, przyłożył do głowy pistolet i ostatni strzał przeznaczył dla siebie.

Północne Mazowsze, 1946 r. Żołnierze oddziału ppor. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża". Od lewej stoją: Stanisław Borzuchowski "Niedźwiedź", Tadeusz Piotrowski "Zbyszek", Mieczysław Szczepkowski "Beton", ppor. Zacheusz Nowowiejski "Jeż", klęczy Mirosław Krajewski "Wiesiek".

Wiktor Zacheusz Nowowiejski urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo, w dawnym powiecie przasnyskim, w patriotycznej rodzinie szlacheckiej. Rodzice, Władysław i Marianna z Zembrzuskich, posiadali 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie, uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Seminarium ukończył w 1936 r. i wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po zakończeniu służby podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego, powrócił w rodzinne strony. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Jeż”. Latem 1943 r. włączył się do oddziału partyzanckiego AK kierowanego przez Stefana Rudzińskiego „Wiktora”. Oddział ten wsławił się wieloma brawurowymi akcjami przeciwko Niemcom na terenie Prus.

Oddział samoobrony Obwodu ROAK Przasnysz, dowodzony przez ppor. Zacheusza W. Nowowiejskiego "Jeża" (stoi czwarty od lewej).

Po wkroczeniu sowietów na tereny powiatu przasnyskiego, nie złożył broni. Wraz z innymi partyzantami, jako oddział samoobrony Obwodu ROAK (Ruch Oporu Armii Krajowej) Przasnysz, prowadził akcje, w których bronił ludzi represjonowanych przez komunistów. Na „Jeża” organizowano obławy, szczególnie w jego rodzinnej wsi, prześladowano rodzinę. 6 grudnia 1946 r. grupa funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich doprowadziła do śmierci Nowowiejskiego w Zembrzusie, niedaleko jego własnego domu. Trafiony kulą, próbował ucieczki, a gdy ta okazała się niemożliwa, strzałem w głowę pozbawił się życia. Ciało „Jeża” zabrano do Przasnysza. Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

Wykonana przez funkcjonariuszy UB z Przasnysza fotografia ppor. Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża", poległego w walce 6 XII 1946 r. w miejscowości Zembrzus - Mokry Grunt.
GLORIA VICTIS !

Prawa autorskie>
poniedziałek, 03 grudnia 2018
69. rocznica śmierci ostatniego komendanta NZW
69. rocznica śmierci por. Kazimierza Żebrowskiego "Bąka" i Jerzego Żebrowskiego "Konara"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Kazimierz Żebrowski "Bąk", ostatni komendant III Okręgu NZW Białystok. Poległ 3 grudnia 1949 r.

69 lat temu, rankiem 3 grudnia 1949 r., w wyniku doniesienia agenturalnego, zabudowania w Mężeninie (pow. Łomża), gdzie przebywał komendant białostockiego Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego por. Kazimierz Żebrowski "Bąk" wraz ze swoim synem Jerzym ps. "Konar", zostały otoczone przez grupę operacyjną II Brygady KBW i UB. Dowodzący operacją wezwał partyzantów do poddania się. W odpowiedzi "Konar" wystrzelił serię z automatu i wybiegli z ojcem przez tylne drzwi stodoły, ale i tam natknęli się na linię obławy, którą ostrzeliwując się próbowali sforsować. Teofil Lipka, gospodarz, u którego się ukrywali, tak wspominał ostatnie chwile Komendanta:

[...] "Bąk" z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich. "Konar" zachwiał się, krzyczy: "Tato! Jestem ranny" – i zwalił się na ziemię. "Bąk" zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się, przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą, żeby przestał się bić. "Bąk" strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.

Ciało ostatniego komendanta białostockiego Okręgu NZW zastygło obok ciała jego syna. Walczyli i zginęli razem. Stało się tak, jak często w rozmowach z Teofilem Lipką zapowiadali. Mówili mu, że jeżeli znajdą się w sytuacji bez wyjścia, nie dadzą się wziąć żywcem. Wedle rachuby: zginąć, ale nikogo nie wydać. Uznawali, że są to winni ludziom, którzy przez lata udzielali im schronienia; wedle przyrzeczenia "Bąka", że z komunistami będzie się bił do ostatniego naboju, a ten ostatni nabój zostawi dla siebie. Słowa dotrzymali!

Jerzy Żebrowski "Konar", syn por. Kazimierza Żebrowskiego "Bąka". Żołnierz NZW Okręgu Białystok. W konspiracji od 1941 r. Poległ 3 grudnia 1949 r.

Komendant Kazimierz Żebrowski "Bąk" (oznaczony cyfrą 4) przed szeregiem żołnierzy III Okręgu NZW. Zdjęcie wykonane na przełomie kwietnia i maja 1947 na kolonii Tabędz (za domem Jana Głębockiego „Brzytwy” – dowódcy batalionu). Pod numerami:
1. 17-letni wówczas Jerzy Żebrowski „Konar” (syn Kazimierza Żebrowskiego "Bąka") zginął wraz z ojcem 3.12.1949 r. w Mężeninie. (W związku z licznymi błędami w publikacjach, podaję prawidłową datę jego urodzenia: 21 I 1930 r.); 2. Stanisław Zienkiewicz „Kalina” zginął 28.01.1948 r. w Lipiance; 3. NN.; 4. Por. Kazimierz Żebrowski „Bąk” zginął 3.12.1949 r. w Mężeninie; 5. Antoni Przychodzeń „Grom” zginął 3.05.1947 r. w Tabędzu (obok zabudowań Jana Głębockiego „Brzytwy”) - pochowany na miejscowym cmentarzu; 6. Henryk Rogowski „Sokora” zabity 22.07.1947 w Kleczkowie, pochowany na miejscowym cmentarzu; 7. NN „Marian” od „Śmiałego” (z Brygady Wileńskiej); 8. Marian Łuba „Smal” zabity 14.05.1948 w Krajewie Borowym; 9. NN.; 10. NN; 11. Teofil Jemielity „Wicher” zabity 30/31.07.1947 w PUBP w Ostrołęce; 12. NN; 13. NN „Śmiały” – zabity. (Opis zdjęcia: Leszek Żebrowski).
Prawa autorskie>
niedziela, 02 grudnia 2018
74. rocznica śmierci ppor. "Ragnera"
74. rocznica śmierci ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor. Czesław Zajączkowski ps. "Ragner", dowódca IV batalionu 77 pp AK, a następnie Zgrupowania "Południe" na Nowogródczyźnie.

74 lata temu, 3 grudnia 1944 r., podczas próby przebicia się przez okrążenie złożone z 1400 funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, wspartych artylerią i bronią pancerną, poległ wraz z kilkoma swoimi żołnierzami ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner", dowódca IV batalionu 77. pp Armii Krajowej, a następnie Zgrupowania "Południe" na Nowogródczyźnie.

W dniu 3 grudnia 1944 r. trzy pierścienie funkcjonariuszy WW NKWD (ponad 1400 ludzi) okrążyły teren pomiędzy Niecieczą i Cackami (do bezpośredniej akcji użyto 400 funkcjonariuszy). Walka z niespełna 30-osobowym oddziałem "Ragnera" rozegrała się koło chutoru Jeremicze. Większość oddziału polskiego zdołała wymknąć się z pierścienia okrążenia, a sowieci zdołali zniszczyć jedynie 8-sobową grupkę partyzantów, w składzie której znajdował się komendant. Według polskich relacji poległo 7 partyzantów, w tym ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner", jego brat Leon Zajączkowski "Drzewica" i plut. Stanisław Tobota "Ojciec" (śmiertelnie ranny), zaś jeden - Wacław Brylewski "Mucha" - dostał się do niewoli. Ciała poległych partyzantów i ppor. "Ragnera" funkcjonariusze NKWD pogrzebali w nieznanym do dzisiaj miejscu.

Ppor. "Ragner" (drugi z prawej) z grupą swoich żołnierzy. Pierwszy z prawej plut. Stanisław Tobota "Ojciec".

Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner" był jednym z najbardziej znienawidzonych przez sowietów dowódców nowogródzkiej Armii Krajowej. Jego działania przeciwko sowieckiej partyzantce permanentnie zwalczającej „białopolaków”, prowadzone na przełomie 1943/44 na Nowogródczyźnie, a także późniejsza niezłomna walka przeciw bandyckim działaniom, godzącym w ludność polską i podjęte w związku z tym poważne uderzenia odwetowe w sowiecką administrację i siły bezpieczeństwa, doprowadziły do tego, że nowi okupanci zaczęli bać się go jak ognia, nadając mu nawet wiele mówiący przydomek - "CZIORT W OCZKACH" (diabeł w okularach).

Ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner" z żoną.

Ppor. "Ragner" należał do tych dowódców AK, którzy nie złożyli broni przed Sowietami w lipcu 1944 r. Był najwybitniejszym organizatorem oporu przeciw sowieckim okupantom w centralnej części województwa nowogródzkiego. Dowodzone przez niego oddziały wchodzące w skład Zgrupowania AK „Południe” wykonały setki akcji przeciw NKWD i sowieckiej administracji. W liście z września 1944 r. skierowanym do władz sowieckich w Lidzie „Ragner” informował, że w odwet za zbrodnie popełnione przez komunistów na ludności Nowogródczyzny będzie likwidował przedstawicieli aparatu okupacyjnego.

Bielica nad Niemnem. Wśród dziewcząt ppor. Czesław Zajączkowski "Ragner".

Po śmierci ppor. "Ragnera", pozostali przy życiu jego podkomendni kontynuowali działalność pod nowym dowództwem, przeciwstawiając się sowieckim okupantom jeszcze przez kilka lat. Z pozostałych w polu ludzi na przełomie 1944 i 1945 r. nowy oddział partyzancki zorganizował adiutant "Ragnera" sierż. Anatol Urbanowicz „Laluś”, a ostatni z tych Kresowych Straceńców walczyli i ginęli jeszcze w maju 1949 roku, pod rozkazami ppor. Anatola Radziwonika "Olecha".

Sierż. Anatol Urbanowicz "Laluś". Adiutant ppor. "Ragnera", dowodził oddziałem po jego śmierci. Okresowo pełnił funkcję Komendanta Obwodu Szczuczyn-Lida. Wiele razy starł się z grupami operacyjnymi NKWD. 27 maja 1945 pod Lidą osaczony z oddziałem przez grupę zwiadu 34. zmotoryzowanego pułku strz. NKWD. Nie chcąc wpaść w ręce Sowietów zastrzelił się.

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”,
„Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

Śmierć ppor. Anatola Radziwonika "Olecha" oznaczała symboliczny kres zorganizowanego polskiego oporu przeciwko Sowietom na Kresach Wschodnich II RP, jednak co najmniej do połowy lat 50-tych walka zbrojna na tym terenie była kontynuowana przez drobne grupki „ostatnich leśnych”, nawet przez pojedynczych partyzantów, których propaganda bolszewicka nazywała „terroristy odinoczki”.

GLORIA VICTIS !

Więcej informacji o ppor. "Ragnerze" znajdziesz w artykule:
Zainteresowanych walką polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. ppłk cc Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza", por. Jana Borysewicza "Krysi"ppor. Anatola Radziwonika "Olecha") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:


Czytaj również:


Kazimierz Krajewski
Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej 1939-1945

Wydawnictwo Literackie 2015, ss. 928, oprawa twarda, format: 160x240 mm


Dramatyczna i wciąż bardzo mało znana historia polskiej armii i partyzantki na Kresach Wschodnich w czasach drugiej wojny światowej i początków komunistycznej Polski.

Kresy Wschodnie — sam termin może narzucać skojarzenie z niewielkim pasem ziemi na wschodzie II Rzeczypospolitej, a były to przecież obszary stanowiące ponad połowę terytorium ówczesnej Polski.
Gdy sięgniemy do podstawowych danych dotyczących owych „kresów”, okaże się, że wymowa liczb jest wstrząsająca. Kresy Wschodnie to nie był żaden odległy skrawek naszych ziem, tylko przeszło połowa terytorium Rzeczypospolitej Polskiej! Kresy Wschodnie, zagarnięte w 1939 roku przez Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich i ostatecznie anektowane przez to państwo w latach 1944–1945, to siedem najdalej wysuniętych na wschód województw, a także część województwa białostockiego (tj. Grodno z powiatami grodzieńskim i wołkowyskim) oraz spora część powiatu augustowskiego (gminy Balla Kościelna, Łabno, Sopoćkinie i Hołynka). Tereny, o których mówimy, zamieszkiwało w 1939 roku około trzynastu milionów obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.
To tam niemieccy i sowieccy najeźdźcy uścisnęli sobie dłonie we wrześniu 1939 roku, a po hitlerowskiej inwazji na Związek Radziecki właśnie na Kresach rozpętała się wojenna zawierucha, w której walkę toczyły dwa totalitarne reżimy i partyzantki kilku narodów na czele z Polakami.
Wojna na Kresach nie skończyła się po kapitulacji Niemiec, trwała jeszcze przez kilka lat, a układy sił i sojuszy kilkukrotnie uległy zmianom. Książka Kazimierza Krajewskiego, historyka warszawskiego IPN-u, jest opowieścią o walce, którą na Kresach stoczyła Armia Krajowa.
Od pierwszych polskich oddziałów, przez działalność w ramach AK, a następnie, już po jej rozwiązaniu, konflikt z nowym, „czerwonym” okupantem pod szyldami różnych podziemnych organizacji poakowskich. Historia, o której jeszcze niewiele uczą w szkołach: walka każdego z każdym – Wehrmacht, Polacy, Ukraińcy, Litwini, Żydzi, Armia Czerwona i komunistyczna partyzantka. Najpierw wojenny cyklon, który wymagał czasem nieoczekiwanych taktycznych sojuszy AK z Niemcami czy Sowietami. Potem dalsza walka „leśnych żołnierzy” z komunistycznym reżimem – bezpieką i wojskiem Polski Ludowej i ZSRR.


Książka do nabycia m.in.:

Zapoznaj się również z opracowaniem, autorstwa Kazimierza Krajewskiego i Tomasza Łabuszewskiego, zatytułowanym "Polegli na straconych posterunkach. Z dziejów polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach  II Rzeczypospolitej (1944-1956)", które - klikając na okładkę poniżej - można pobrać w całości (w formacie PDF).


Strona główna>
Prawa autorskie>
sobota, 01 grudnia 2018
71. rocznica śmierci kpt. "Bartka"
71. rocznica zamordowania kpt. Henryka Flamego "Bartka"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Kpt. Henryk Flame "Bartek"

71. lat temu, 1 grudnia 1947 roku, w Zabrzegu pod Czechowicami został zamordowany kpt. Henryk Flame "Bartek", legendarny dowódca zgrupowania partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych na Śląsku Cieszyńskim.

Dnia 1 grudnia 1947 roku o godzinie 14.00 Henryk Flame przyszedł do warsztatu znajomego Wiktora Cimali z prośbą, żeby zrobił drzwi żelazne do kościoła Św. Katarzyny. Praca nad drzwiami, w której pomagał Flame, trwała do godziny 18.00. Po skończonej pracy, Cimola zaproponował „Bartkowi", że odprowadzi go do domu. Po drodze wstąpili do restauracji prowadzonej przez Kozika na piwo. Tam spotkali Wiktora Ryszkę do którego się dosiedli. Później doszło kilku innych znajomych między innymi Rudolf Stafi z żoną i Stefan Kapela. W tym mniej więcej towarzystwie na propozycję Stefana Kapeli cała grupa udała się samochodem do restauracji Czyloka w Zabrzegu.

Pod restaurację prowadzoną przez Józefa Czyloka w Zabrzegu samochód z gośćmi, wśród których był Flame, podjechał między godziną 19.00 a 20.00.  Z samochodu oprócz wyżej wymienionych gości, wyszło również dwóch funkcjonariuszy MO oraz kilku członków orkiestry, którą wzięto z restauracji Kozika. Całe towarzystwo bez przeszkód weszło do restauracji i zajęło stoliki. W tym czasie około godz. 20 funkcjonariusz MO o nazwisku Drapacz poznawszy wchodzącego do restauracji Henryka Flame poszedł na miejscowy posterunek, gdzie poinformował komendanta placówki Kazimierza Dolacińskiego, że widział jak „Bartek" w towarzystwie znajomych wszedł do restauracji u Czyloka, mówiąc przy tym, że może dojść do „gradny" gdyż kilka dni wcześniej, 29 listopada 1946 roku, Flame strzelał w tej restauracji na wiwat i nieprzychylnie wypowiadał się o „władzy ludowej". Obaj milicjanci poszli zatem do restauracji, tam zastali już funkcjonariusza MO Całujka a chwilę później przyszli milicjanci, Rudolf Dadak i Multak.  Byli tam również czechowiccy milicjanci Stanisław Kopeć i Jan Zygowski, którzy przyjechali w towarzystwie Flamego. W związku z tym, że miejscowy posterunek został bez obstawy, komendant Dolaciński odmeldował Dadaka i Drapacza na placówkę MO. Jednak Dadak został, a zamiast niego na posterunek poszedł Multak.

Około godziny 21.20 do baru, przy którym stali milicjanci, podszedł Flame i zaprosił komendanta Dolacińskiego do stolika, ale ten odmówił mówiąc przy tym, że jest na służbie a zresztą nie pije z nieznajomymi na co Flame przedstawił się podając jednocześnie swój NSZ-owski pseudonim, tak że wszyscy w pobliżu to usłyszeli. W tym czasie w restauracji znajdowało się pięciu milicjantów pilnujących porządku przed ewentualną awanturą, zwłaszcza, że towarzystwo Flamego było już mocno rozbawione. O godzinie 22 Czylok zabrał się do zamykania baru, widząc to Flame podszedł do Dolacińskiego i poprosił o dłuższe pozostanie obecnych na sali, ponieważ ma obawy, że na zewnątrz może dojść do awantury. Dzięki interwencji komendanta posterunku Czylok zrezygnował z zamknięcia restauracji.

Gdy kolejny raz Flame podszedł do baru zaczepił go Rudolf Dadak pytając czy pamięta go z roku 1944 na co zapytany odpowiedział, że jeżeli był w partyzantce to walczyli razem przeciwko okupantowi i na tym rozmowa się skończyła. Według późniejszej relacji samego Dadaka rozmowa przebiegła nieco inaczej, a mianowicie, że „podchmielony" Flame podszedł do niego i mu ubliżył używając przy tym wulgarnych słów. Bezpośrednio po tym incydencie Flame poszedł do osobnego pomieszczenie gdzie przysiadł się do Marii Stafi i do żony Ryszka. Był podłamany, skarżył się, że jego na świecie już nic nie cieszy, żyje tylko dla dzieci i dla matki.

Dochodziła godzina 23 dnia 1 grudnia 1947 roku gdy usłyszano serię strzałów i towarzyszący jej krzyk kobiet. Chwilę później Henryk Flame leżał bez ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Od razu dopadł go funkcjonariusz Całujek, który odebrał Dadakowi broń. Na zapytanie dlaczego to zrobił odparł, że „nie może znosić by tacy wrogowie Demokracji, którzy przed niedawnym czasem strzelali do milicjantów chodzili teraz bezkarnie."

Zwłoki kpt. "Bartka" skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w Zabrzegu.

Henryk Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 15 stycznia 1918 we Frysztacie na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947) – pilot wojskowy, żołnierz NSZ.

Był synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame przeniosła się do Czechowic (obecnie Czechowice-Dziedzice) znajdujących się w granicach II Rzeczypospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.

Zdjęcie wykonane po amnestii 1947 r. Henryk Flame „Bartek” (pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami (od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, N.N., Stanisław Włoch, ps. „Lis”).

W wojnie obronnej Polski w 1939 r., jako pilot 123 eskadry myśliwskiej przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyma doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z 6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów – Zaleszczyki.

Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania przez niego volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z niepodległościową konspiracją.

Założył organizację HAK podległą AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i 1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji, z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został zaprzysiężony na żołnierza NSZ.

12 lutego 1945 roku do Czechowic wkroczyła Armia Czerwona, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ, ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury, oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z komunistami.

W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako "Bartek" odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim, którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych. Do największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, dwugodzinną defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał stopień kapitana NSZ i stał się największym postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.

Od lewej: Alojzy Wizner „Lis”, Antoni Wizner „Brzoza”, członkowie zgrupowania „Bartka”, straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy wyroku WSR w Katowicach.

We wrześniu 1946 roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 100 żołnierzy zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał miejsce w lasach w okolicach wsi Barut lub okolicach Grodkowa. Kolejnym postulowanym miejscem mordu są Łambinowice). Od tego czasu zgrupowanie pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów, którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".

Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.

W obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień 22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame, ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka" wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu niemal 400 ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.

Do skrytobójczego zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy zamachu (Henryk Wendrowski), mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali ujawnieni i postawieni przed sądem.


Tomasz Greniuch
Chrystus za nas, my za Chrystusa. Historia Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII Śląskiego Okręgu Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka Flamego "Bartka"

(do książki dołączona jest płyta DVD z filmem "Ziemia przemówiła")
Fundacja Kwartalnika Wyklęci 2018, 768 s. (w tym 205 s. wkładka zdjęciowa), oprawa twarda, format: 165 x 235 mm.

Dr hab. Tomasz Panfil: Książka o Zgrupowaniu NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka” jest właśnie próbą policzenia, zawołania po imieniu tych, których komunistyczni oprawcy mordowali w mroku nocy, wrzucali do tajemnych dołów, zacierali ślady i pamięć. Książka ta to obowiązkowa lektura każdego, kto interesuje się dziejami polskiego podziemia niepodległościowego walczącego z niemieckim terrorem, a następnie komunistycznym zniewoleniem.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk: Legendarny oddział „Bartka” stał się tematem szeregu opracowań poświęconych antykomunistycznemu oporowi zbrojnemu w Polsce, w tym szczególnie podziemiu na Śląsku Cieszyńskim. Żadne z nich nie było jednak opracowaniem monograficznym, opisującym go w sposób całościowy. Pionierskiego – i co należy podkreślić – trudnego zadania opracowania pełnej historii Zgrupowania podjął się dr Tomasz Greniuch.

Prof. dr hab. Jan Żaryn: Szanowni Czytelnicy! Książka, którą państwo mają w swoich rękach, czytana przez mieszkańca Podbeskidzia wzmacnia tożsamość narodową, wpłynie na rozumienie tegoż dziedzictwa, któremu na imię – mała ojczyzna. Ci wszyscy, którzy nie utożsamiają się z dziejami Podbeskidzia, znajdą w niej nowe fakty pozwalające na coraz bogatsze zdefiniowanie fenomenu polskiego patriotyzmu. Bardzo się cieszę, że praca ta trafia na rynek, do polskich mieszkań i domów!

Książka do nabycia m.in.:
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47