Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
sobota, 24 listopada 2012
St. sierż. Paweł Heczko "Edek" i OP "Wędrowiec" - część 1/2
St. sierż. Paweł Heczko ps. "Edek" i oddział partyzancki "Wędrowiec"

Burzliwy wiek XX wydał wielu zbrodniarzy, ale także i setki bohaterów. W polskiej historiografii niewątpliwie w czołówce największych herosów znajdują się Żołnierze Wyklęci – ludzie podstępnie mordowani, celowo usuwani ze świadomości społeczeństwa przez władzę ludową, przedstawiani jako „zaplute karły reakcji” i „faszystowskie bandy” rzekomo mordujące Żydów. Osoby młode, którym wojna przerwała spokojną egzystencję, walczące sześć lat z hitlerowskim okupantem po to, by w powojennej Polsce – wydawałoby się wolnej – zginąć za rzekomą współpracę z Niemcami.
Jedną z takich postaci jest zapomniany przez historię st. sierż. Paweł Heczko. Miał zaledwie 40 lat gdy go stracono. 66 lat temu, 29 sierpnia 1946 roku, w katowickim więzieniu przy ulicy Mikołowskiej został rozstrzelany wraz z ostatnimi żołnierzami oddziału „Wędrowiec”.


Paweł Heczko (pierwszy z prawej) z rodziną [kliknij w zdjęcie aby powiększyć].

Paweł Heczko ps. „Edek”, „Waryński”, „Lampart”, „Dee”, „Waręcki” urodził się 30 listopada 1906 roku w Brennej, w rodzinie ewangelickiej, jako jeden z sześciorga dzieci Jerzego i Ewy z domu Bujok. 5 lutego 1930 roku ożenił się z Marią Pierzchawką, z którą miał trójkę dzieci. Cztery lata później urodził im się syn Henryk, w kolejnych latach córka Wanda i syn Paweł.
Heczko ukończył dwie klasy szkoły powszechnej, z zawodu był kamieniarzem, rzeźbiarzem i kierowcą. Pracował w firmie kamieniarskiej, jako ceniony fachowiec. Od 1931 roku był kierownikiem kamieniołomów na Wołyniu. Rok później wrócił do rodzinnej miejscowości, gdzie założył własny zakład kamieniarski, który funkcjonował do wybuchu wojny. Pracował m.in. przy budowie Opery w Poznaniu, gmachu Żeglugi Polskiej w Gdyni oraz Banku Gospodarstwa Krajowego w Katowicach. W 1941 roku odmówił podpisania volkslisty, przez co utracił firmę i zmuszony został podjąć pracę w nadleśnictwie. W 1943 roku wpisano go przymusowo na III grupę volkslisty i wcielono do Wehrmachtu. Na przełomie 1943/1944 zdezerterował, przyłączając się do stacjonującego w okolicach Brennej oddziału Armii Krajowej „Wędrowiec”, podległego Rybnickiemu Inspektoratowi AK, w którym od 1 września 1944 roku do 5 kwietnia 1945 roku pełnił funkcję dowódcy oddziału.

Jeszcze w sierpniu 1944 roku – nocą z 23 na 24 – w Brennej wylądował desant ośmiu spadochroniarzy sowieckich pod dowództwem mjr. NKWD Wasilija Stiepanowicza Anisimowa „Szczepanowicza”, próbującego przejąć dowództwo nad breńskim oddziałem, co mu się po części udało. Argumentował to niepewną sytuacją oddziału po wkroczeniu Armii Czerwonej. W rzeczywistości ich głównym zadaniem były działania agenturalne i przekazywanie informacji o sytuacji na ziemiach polskich. Informacje wywiadowcze, zbierane przez niektórych partyzantów, przesyłano drogą radiową. Jedynie grupa Pawła Heczki, który był najbardziej zorientowany w sytuacji Akowców pod sowiecką okupacją, całkowicie odcięła się od Anisimowa. Na złe stosunki Heczki z enkawudzistą wpłynęło rozbrojenie przez "Szczepanowicza" krewnego „Edka”, chcącego po dezercji z niemieckiej armii przyłączyć się do „Wędrowca”. Paweł Heczko, z rozkazu inspektora rybnickiego AK – Pawła Cierpioła, zorganizował zamach na Anisimowa. Nocą – wraz z braćmi Jerzym i Karolem oraz Emilem Ruśniokiem "Gustlikiem" i paroma innymi członkami oddziału „Wędrowiec” – zakradł się do bunkra na Diablim Młynie by zlikwidować Sowietów. Niestety, major NKWD został wcześniej poinformowany o planach Heczki, więc atak się nie powiódł.

Sierż. Emil Ruśniok "Gustlik", żołnierz oddziału AK "Wędrowiec".

„Edek” chciał objąć dowództwo nad całym oddziałem, będąc świadomym tego, czym może zakończyć się współpraca z Sowietami. Grupa Heczki, już po całkowitym odcięciu się od Anisimowa, prowadziła działalność dywersyjną. 7 września 1944 roku brat Pawła – Karol, otrzymał zgodę na odwiedzenie rodziny, jednak pod warunkiem, że nie pójdzie sam. Zabrał więc ze sobą braci – Pawła i Jerzego. Dwa dni później, przed południem dom gdzie przebywała żona Karola, Emilia, otoczyli Niemcy. Po zlokalizowaniu przebywających w stodole partyzantów otworzyli ogień, w wyniku czego Jerzy został postrzelony w płuco. Jego bracia wynieśli go ze stodoły i uciekli do lasu, jednak wrócili po niego, gdy dowiedzieli się, że przeżył. Paweł Heczko wyciągnął mu kulę z piersi, po czym wrócili do bunkra. Jesienią 1944 roku grupa Heczki rozkręciła szyny w rejonie Pogórza i zaatakowała posterunek policji w Grodźcu. W listopadzie zorganizowano wypad na Niemców w Kisielowie (poległo 5 Niemców, zdobyto broń). Następnie starcie miało miejsce pod koniec listopada w Harbutowicach gdzie zginął jeden Niemiec. 10 maja 1945 roku miała miejsce ostatnia potyczka z Niemcami, grupą SS-manów na Bukowym Groniu, w wyniku której zginęło dwóch Niemców, a osiemnastu wzięto do niewoli.

Rozkaz awansu sierż. "Gustlika", podpisany przez dowódcę K.P. "Wędrowiec" Pawła Heczko "Edka".

Po wydaniu przez gen. Okulickiego rozkazie o rozwiązaniu Armii Krajowej – o którym dowiedziano się na Śląsku Cieszyńskim z opóźnieniem – żołnierze oddziału ogłosili:
[…] wyzwolenie nastąpiło, german został pobity, lecz tego o cośmy walczyli, nie mamy. Wobec tego żołnierze plutonu »Wędrowiec« zobowiązują się trzymać starego hasła: Bóg, Honor i Ojczyzna i zastosować się do rozkazów Rządu Polskiego zasiadającego w Londynie. Wobec czego pluton, jaki był po zorganizowaniu »Mrówki« [Wiktora Kani], który działał do 1.9.44 pod jego dowództwem, a od 1.9.44 do 5.4.45 pod dowództwem »Lamparta« [Pawła Heczko], oprócz sześciu żołnierzy, którzy okazali się zwolennikami komunistycznymi, stoi i pluton »Wędrowiec« czeka na dalsze rozkazy.
Inspektor rybnickiego inspektoratu AK Paweł Cierpioł ps. „Makopol” nie był jednak zainteresowany dalszą działalnością oddziału, co spowodowało, że Paweł Heczko na krótko wrócił do pracy na gospodarstwie. Niestety, w wyniku działań nowych okupantów dość szybko zmuszony został do powrotu w szeregi partyzantki, tym razem już antykomunistycznej. Powstał obwód „Wędrowiec” Narodowej Organizacji Wojskowej, którym kierował Heczko pod ps. „Waryński”.

Sierż./por. Wiktor Kania "Felek", "Andrzej", "Mrówka", "Nad", od 1 lipca 1943 roku dowódca oddziału partyzanckiego AK "Wędrowiec". Zdjęcie z okresu robót przymusowych, 1941 r.

Już we wrześniu 1945 roku, w okolicy Grodźca, grupa Pawła Heczko ostrzelała samochód, w którym zginęli sowiecki pułkownik i szofer. W wyniku działań aparatu bezpieczeństwa w październiku 1945 roku rozpoczęły się aresztowania członków NOW, w wyniku czego struktury organizacji zostały rozbite. Paweł Heczko uniknął aresztowania, a oddział przeszedł pod dowództwo Narodowych Sił Zbrojnych. Pod koniec 1945 roku na Błatniej Heczko spotkał się z podległą kpt. Henrykowi Flame „Bartkowi” grupą st. sierż. Józefa Kołodzieja ps. „Wichura”. W ocenie szefa PUBP Cieszyn, zagrożenie dla bezpieczeństwa powiatu stanowiły pod koniec 1945 roku jedynie grupy Pawła Heczki i Stanisława Krausa ps. „Andrus”, związane z grupą Henryka Flamego ps. „Bartek”. 15 października 70-osobowa obława cieszyńskiego UB, milicji i wojska otoczyła grupę Heczki w schronisku na Błatniej. Paweł Heczko zdołał ponownie umknąć, zabijając przy tym dwóch funkcjonariuszy MO. Podczas starcia ranny Józef Suchy dostał się do niewoli i wkrótce zmarł.

St. sierż. Józef Kołodziej „Wichura", jeden z dowódców w zgrupowaniu NSZ kpt. Henryka Flame "Bartka". Zamordowany przez komunistów 31 grudnia 1946 roku w Katowicach, w więzieniu przy ul. Mikołowskiej.

W grudniu 1945 roku Wiktor Kania „Mrówka” odnalazł ukrywający się w górach oddział „Wędrowiec”. Przekwaterował partyzantów do Osin koło Żor i nawiązał kontakty z ludźmi inspektora rybnickiego „Makopola”. Na początku stycznia 1946 roku pozyskał do współpracy funkcjonariuszy MO w Żorach: zastępcę komendanta Rudolfa Bednarza i Franciszka Skrobola, który pomógł mu nawiązać łączność z Wilhelmem Szwajnochem „Promem”. W styczniu Heczko spotkał się z Kanią, Ruśniokiem i Szwajnochem by odebrać przysięgę od dwóch milicjantów, zwerbowanych do współpracy.

Ponownie podjęto działania zbrojne i porządkowe. 6 stycznia 1946 roku zastrzelono w Kleszczowie k. Żor I Sekretarza KM Polskiej Partii Robotniczej i członka miejskiej Rady Narodowej w Żorach Augustyna Biskupa. Do około 50 członków PPR z Żor trafiły ostrzeżenia o zaprzestaniu działalności komunistycznej, opatrzone pieczątką „1-wszy pluton »Wędrowiec« NSZ”. 30 stycznia miała miejsce akcja na kopalnię w Dębieńsku. Tego dnia partyzanci spotkali się w Leśniczówce (prawdopodobnie Rzędówce). Nie licząc jednego NSZ-owca wszyscy ubrani byli w wojskowe mundury. Ustawiono blokadę w Przegędzy, na drodze z Rybnika do Dębieńska, gdzie wkrótce zatrzymano pojazd z konwojentami. Okazało się jednak, iż wypłata znajdowała się w ciężarówce jadącej przed eskortą. Konwojentów odprowadzono do lasu. Pilnowało ich trzech partyzantów, a trzech pozostałych ruszyło w pościg za ciężarówką, którą dogonili 400 m przed kopalnią. Zatrzymano ciężarówkę i rozbrojono strażników. W wyniku akcji zdobyto 2,5 mln zł, jednak reperkusje były poważne - aresztowano wielu byłych akowców. Akcja ta miała na celu zdobycie pieniędzy na przetrwanie zimy 1946 roku. Dawała także nadzieje na zjednoczenie grupy dywersyjnej.

Na początku 1946 roku Wiktor Kania i Paweł Heczko rozpoczęli rozmowy z dowództwem Okręgu Śląskiego Konspiracyjnego Wojska Polskiego „Klimczok”. W lutym 1946 roku powstała Komenda Powiatowa „Leśniczówka” z Wiktorem Kanią na czele i Pawłem Heczko jako zastępcą, który od marca został już dowódcą nowo utworzonej KP „Wędrowiec”. W tym czasie Heczko dowodził także grupą Służby Ochrony Społeczeństwa „Wędrowiec” – jednostką bojową, która liczyła początkowo czterech ludzi i działała w powiecie Cieszyn i częściowo Pszczyna, ściśle współpracując z SOS „Leśniczówka”.

Raport K.P. "Wędrowiec" do K.P. KWP "Klimczok".

W lutym 1946 roku grupa Wiktora Kani (najprawdopodobniej także Heczko i Ruśniok) dokonała akcji na siedzibę PPR w Żorach. W jednym z raportów pisano:
W nocy z 19 na 20 II [1946] nieznani sprawcy włamali się do biura PPR w Żorach przez wytłuczenie wszystkich szyb w oknach, po czym zniszczyli wszystkie znajdujące się w biurze akta, kradnąc maszynę do pisania oraz sztandar PPR-u. Po dokonaniu napadu zbiegli w niewiadomym kierunku.
13 marca 1946 roku Heczko i Kania przeprowadzili akcję na garbarnię skór w Orzeszu-Jaśkowicach, zaś 16 marca „Mrówka” z Ryszardem Kulą w Jaśkowicach zlikwidowali Jana Rajcę - sekretarza PPR Mikołów, wcześniej członka KPP. Warto wspomnieć o sytuacji, kiedy kierownik garbarni w Jaśkowicach poprosił W. Kanię o zwrot torby, ten nakazał ją oddać. Podobnie było w innych sytuacjach, co bez wątpienia świadczy o tym, iż żołnierze KWP przestrzegali zasady o niezabieraniu cywilom ich prywatnego mienia. 19 marca 1946 roku w miejscowości Gotartowice między Żorami a Rybnikiem Kania wraz z Heczką i Ruśniokiem wykonali w wyrok na referencie PUBP Rybnik – Zygmuncie Ćwiklińskim oraz na sekretarzu PPS Augustynie Buchaliku. Heczko zorganizował również akcję na browar w Tychach, gdzie zdobył 1,3 mln zł w gotówce. Partyzanci oddalili się ciężarówką, którą następnie porzucili w lesie. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, wsparci przez oddział „ludowego” Wojska Polskiego dogonili w lesie „Wędrowców”. Partyzanci zastosowali fortel i zaczęli udawać milicjantów, co pozwoliło im rozbroić czujkę. Następnie „Wędrowcy” ruszyli w las, jednoczenie otwierając ogień. W trakcie starcia udało im się partyzantom schwytać trzech ubeków, których następnie wypuszczono.

St. sierż. Paweł Heczko "Edek" i OP "Wędrowiec" - część 2/2>
Strona główna>

St. sierż. Paweł Heczko "Edek" i OP "Wędrowiec" - część 2/2
30 marca 1946 roku Wiktor Kania rozkazał utworzenie w powiecie cieszyńskim komendy KWP. Zlecił to 6 swym partyzantom, którymi dowodził Paweł Heczko. Niedługo później dokonano zamachu na drugiego sekretarza PPR w powiecie cieszyńskim – Józefa Szewczyka. Miało to miejsce w Brennej, z rozkazu Pawła Heczko, jednakże bez jego udziału z obawy przed rozpoznaniem. 7 kwietnia wykonano chłostę na PPR-owcach w Grodźcu. Następnie przeprowadzono rekwizycję żywności miejscowej spółdzielni i zastrzelono sowieckiego żołnierza, który mógł być oficerem NKWD. 10 kwietnia Heczko został mianowany dowódcą KP „Wędrowiec”.

Ostrzeżenie wysłane przez partyzantów "Wędrowca" do członka PPR.

12 kwietnia rozesłano ostrzeżenia do 22 komunistów z Brennej, Górek Wielkich i Małych. Ostrzeżenia wysłano z Dziedzic, opatrzono pieczątką NSZ-u, a pisano m.in. tak:
Z pewnych danych dowiadujemy się, że jest pan czynnym członkiem „Związku Byłych Partyzantów” i „Związku Walki Młodych”, które współpracują z PPR-em nad wprowadzaniem reżimu bolszewickiego na terenach Rzeczpospolitej Polski. W wypadku dalszego kontynuowania przez Pana wrogiej propagandy, zostanie Pan uznany jako wróg Narodu Polskiego i ukarany najwyższym wymiarem kary.

Jedno z ostrzeżeń wysłanych przez partyzantów OP "Wędrowiec" do komunistów z Brennej, Górek Wielkich i Małych.

Kiedy pierwsze ostrzeżenie nie przynosiło rezultatów, partyjniakowi wymierzano karę chłosty. W szczególnych sytuacjach przeprowadzano egzekucję (np. w przypadku Jana Rajcy, będącego osobą stwarzającą znaczące zagrożenie). Nigdy nie wykonywano wyroków bez uzasadnienia, jak również nie strzelano do ludności cywilnej.
13 kwietnia wychłostano 6 PPR-owców z Chybia i Mnicha. Dokonano także akcji na lokal PPR w Świerklanach, gdzie również wymierzono kary cielesne członkom partii. Następnie „Wędrowcy” udali się na akcję do Szczejkowic, gdzie podali się za milicjantów i zdobyli listę członków PPS-u, zniszczyli sztandar PPS i wychłostali sekretarza tyle razy ile zapłacił składek. 15/16 kwietnia, po północy partyzanci Heczki udali się do sekretarza PPR na Pruchną i Zebrzydowice – Jana Granicy. Według raportu:
Gdy znaleźli [Granicę] kazali mu zejść na dół, przedtem jeszcze wymierzając mu parę policzków. Po zejściu do mieszkania zażądano od Granicy legitymację członkowską PPR, a gdy ją znaleźli – za należenie jako czynny członek partii wydzielono mu 35 razów. Po skończonej chłoście, w której otrzymujący doznał silnych obrażeń i złamania lewej ręki w trzech miejscach, zabrano mu trzy rowery, m.in. jego córki, a przy odejściu oświadczono, że jeżeli do 14 dni nie rozwiąże partii PPR, będzie skazany najwyższym wymiarem kary.
Potem „Wędrowcy” poszli po towar i gotówkę do miejscowej spółdzielni. Pracownikowi spółdzielni dano kwit rekwizycyjny z pieczątką oddziału, mówiąc: „Powiedzcie władzy, wszystko to zabrało NSZ”. Następnie, kilka dni później oddział udał się do Pruchnej, gdzie przeprowadził rekwizycję w folwarku stanowiącym własność państwa. Pod koniec kwietnia 1946 roku miała miejsce strzelanina w Drogomyślu z funkcjonariuszem PUBP Cieszyn. W akcji zginął Michał Dymczyszyn „Żbik”, zaś Heczko został trzykrotnie  ranny w rękę. 28 kwietnia 1946 roku Pawła Heczko z tymczasowego lokalu przetransportowano na plebanię przy parafii rzymsko-katolickiej w Pielgrzymowicach, gdzie opiekował się nim ksiądz Jan Górka. Stanowisko Heczki przejął Emil Ruśniok "Gustlik".

W tym okresie KP KWP "Leśniczówka" była już dobrze rozpracowana przez Urząd Bezpieczeństwa, którego tajny współpracownik, podpisujący donosy jako "Jan Kuczera" przeniknął do struktur organizacji. Z 4 na 5 maja 1946 roku we wsi Osiny przeprowadzona została obława z udziałem znacznych sił Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i milicji, w wyniku której Wiktor Kania poniósł śmierć w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. Obecny na odprawie KP "Leśniczówka" mjr Gerhard Szczurek "Erg", zdołał zbiec. W niedzielę 5 maja 1946 roku zwłoki "Andrzeja" zostały przetransportowane przez mieszkańców Osin na cmentarz farny w Żorach. W obliczu dużej ilości osób cywilnych zebranych w tym miejscu, przedstawiciele komunistycznych władz miasta oraz przybyli funkcjonariusze UB nie zdecydowali się na zatrzymania ciała. Ubecy zbezcześcili zwłoki, zdzierając z nich mundur i grzebiąc denata w bieliźnie. Obecnemu na miejscu księdzu zabroniono odprawienia ceremonii żałobnych.

Sierż./por. Wiktor Kania "Felek", "Andrzej", "Mrówka", "Nad", od 1 lipca 1943 roku dowódca oddziału partyzanckiego AK "Wędrowiec"; 18 marca 1946 r. mianowany przez komendanta wojewódzkiego KWP “Klimczok”, mjr. Gerharda Szczurka, dowódcą KWP w powiatach rybnickim, pszczyńskim i cieszyńskim oraz komendantem komendy powiatowej KWP “Leśniczówka” na powiat rybnicki. Zginął z 4 na 5 maja 1946 r.

Po śmierci Kani, jego funkcje przejął Roch Koziołek ps. „Odra”. Związki „Wędrowca” z KWP uległy rozluźnieniu. Koziołek w rozmowie z informatorem UB „Janem” powiedział pod koniec maja 1946 roku, że oddział Heczki nie chce mu się podporządkować. Heczko nie uznał nowego dowództwa, przeszedł całkowicie na tereny Śląska Cieszyńskiego i prawdopodobnie dołączył do NSZ kpt. Henryka Flame „Bartka”. Od momentu powstania komendy „Wędrowiec” nastroje eneszetowskie były tam bardzo silne. Gerhard Szczurek „Erg”, komendant Komendy Wojewódzkiej KWP o kryptonimie „Klimczok” pod koniec czerwca (już po aresztowaniu) uważał, że „prawdopodobnie »Wędrowiec« przeszedł do organizacji NSZ-u”. Wg zeznań Emila Ruśnioka, Heczko spotkał się [ponownie] z Józefem Kołodziejem „Wichurą”. Heczko pochwalił się, że przeprowadził egzekucję Szewczyka. Załatwił z „Wichurą” interesy handlowe.

W czerwcu 1946 roku „Wędrowiec” ponownie zaczął działać. 17 czerwca oddział pod dowództwem Emila Ruśnioka „Gustlika” dokonał napadu na siedzibę PPR w Pruchnej. „Wędrowcy” rozbroili dziesięciu milicjantów, którzy strzegli lokalu. Zdemolowali pomieszczenia. Następnie oddział udał się na zabawę, podczas której jeden z żołnierzy zabrał głos ws. niegłosowania na „tak” podczas referendum. Ostrzegli obecnych tam członków PPR aby zaprzestali działalności w aparacie komunistycznym. Wieczorem partyzanci udali się do Kończyc Wielkich, gdzie zdemolowali gmach Urzędu Gminy, rozbili granatami lokal wyborczy, a także rozbroili dziesięciu milicjantów. W trakcie akcji doszło do starcia między partyzantami a dwudziestoma żołnierzami, biegnącymi na pomoc funkcjonariuszom MO. Podczas strzelaniny zraniony został porucznik dowodzący żołnierzami WP, który następnie rozkazał swoim podkomendnym złożyć broń. Żołnierzom zabrano rkm, „automat” i pistolet oficera. Partyzanci, z racji tego, że byli bardzo dobrze uzbrojeni, niepotrzebne im karabiny zniszczyli, a następnie nieniepokojeni splądrowali magazyny spółdzielni i się wycofali. 20 czerwca wczesnym popołudniem, grupa na czele z „Gustlikiem” na przedwyborczym wiecu w Golasowicach wykonała wyrok na Cywcu i konfidencie UB – Bronisławie Kuśce. Tutaj także wygłoszono przemówienie. Później rozbrojono posterunek ORMO, po czym wycofano się. Dwa dni później Ruśniok i jego oddział udali się do Tychów. Podając się za żołnierzy Wojska Polskiego, którzy mieli być organizatorami wiecu przed referendum, około godz. 8.00 do browaru w Tychach, skąd zabrali 1.650 tys. złotych oraz samochód, którym odjechali z miejsca akcji. Samochód następnie pozostawiono w lesie.

Na jakiś czas „Wędrowiec” nie chcąc się zbytnio narażać aparatczykom, zwłaszcza przy ich wzmożonej działalności przed referendum, zaprzestał organizowania większych akcji. Pod koniec 1946 roku do oddziału dołączyło kilku żołnierzy KWP z Pawłowa, którzy uniknęli aresztowań. Była to część grupy KWP kompanii Bielszowice. Skontaktowali się oni z oddziałem Ruśnioka, a Zygfryd Kołodziej „Jastrząb” doprowadził kolegów w miejsce koncentracji. Nowych partyzantów uzbrojono w pepesze. 2 lipca 1946 roku Paweł Heczko przyjechał do Zbytkowa i odebrał od nowych żołnierzy przysięgę. Wtedy oddział najprawdopodobniej był podporządkowany Narodowym Siłom Zbrojnym kpt. Henryka Flame „Bartka”. Dotychczasowi członkowie KWP z „Wędrowca” musieli składać nową przysięgę.

W związku z rozpracowywaniem oddziału przez UB, funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa wspomagani przez agenturę, zastawili pułapkę na grupę Ruśnioka. Jak raportowano po akcji:
Z dnia 7 na 8-go rozstawiliśmy wszystkich naszych referentów w powiecie, by obserwowali obiekty, gdzie odbywają się zabawy, gdyż bandyci w prawie każdą niedzielę odwiedzali jakąś zabawę. Ponieważ w kierunku tym zamieszkiwał leśniczy Majko Józef, prezes koła PSL-u, który był u nas na indeksie agenturalnym jako meliniarz bandytów, zarządziłem natychmiastowy pościg i obławę w okolicach gdzie zamieszkiwał Majko, tj. w lasach kiczyckich gmina Skoczów. [...] Na podstawie doniesień agenturalnych z rozkazu Szefa Urzędu udałem się do Pierśca, gdzie miała przyjść banda »Wędrowiec« na zabawę. Około godz. 23-ej dnia 7.7.46 przyszła banda w sile 12-tu ludzi na zabawę przy poprzednim wylegitymowaniu wszystkich obecnych będących na zabawie. Ja sam byłem legitymowany przez bandytów, lecz uprzednio zdążyłem schować pistolet i dokumenty, sam bawiłem się z bandytami. O godz. 5-ej nad ranem bandyci odeszli z zabawy, udając się do leśniczego Majki. Powiadomiłem natychmiast Urząd Bezp[ieczeństwa].
Na akcję wysłano 20 żołnierzy 7. DP, 12 funkcjonariuszy MO oraz 10 ubeków pod dowództwem zastępcy szefa PUBP Cieszyn, Czesława Zawadzkiego (stryjeczny brat wojewody śląskiego). 8 lipca 1946 roku koło południa leśniczówka – wówczas miejsce przebywania partyzantów – została otoczona. Rozpoczęła się strzelanina, w trakcie której zginęło 4 partyzantów oraz leśniczy Majko. Dwóch kolejnych rozerwały miny. Po stronie komunistycznej zginął dowodzący obławą Czesław Zawadzki. Część partyzantów zdołała się przebić, jednak zostali później schwytani przez UB.

Rozkaz zatrzymania Pawła Heczko wydany 13 lipca 1946 roku przez szefa PUBP w Cieszynie.

Niedługo później cieszyński aparat bezpieczeństwa wpadł na trop Pawła Heczko, którego wydał dowódca KWP w Bielszowicach – Teodor Hassa „Vis”, który zaczął współpracować UB. 14 lipca 1946 roku plebania w Pielgrzymowicach została otoczona przez KBW. Ksiądz Górka zaprzeczał, żeby Heczko miał się u niego ukrywać, jednak po dokładnej rewizji KBW odnalazło „Edka”. Znaleziono także 5 maszyn do pisania, 55 tys. zł i broń osobistą dowódcy „Wędrowca”. Także dzięki informacjom „Visa” 22 lipca 1946 roku zatrzymano w Zabrzu Ruśnioka, Zygfryda Kołodzieja ps. „Jastrząb” oraz jego ojca Roberta. 

Raport naczelnika Wydziału III WUBP w Karowicach z dnia 9 sierpnia 1946 roku dotyczący zatrzymania st. sierż. Pawła Heczki "Edka".

St. sierż. Pawła Heczkę przewieziono do aresztu UB w Cieszynie. Przesłuchiwali go: Jan Zieliński, Jan Stefański i Markus Kac. O tymczasowym aresztowaniu zadecydował prokurator Marek Szauber. Rewizji dokonali: Jan Zieliński oraz Mieczysław Jakubowski. Po jego aresztowaniu, funkcjonariusze cieszyńskiego UB spalili jego dom w Brennej, który już wcześniej został przez nich ograbiony. Jego żona wraz z dziećmi zmuszona była ukryć się u siostry, skąd później wyjechała w Poznańskie, gdzie miała rodzinę. Akt oskarżenia, sporządzony przez prokuratora Tadeusza Jaszowskiego, skierowano do sądu 10 sierpnia 1946 roku, a rozprawa odbyła się tydzień później - 17 sierpnia 1946 roku.
„Wędrowcy” zostali skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach na sesji wyjazdowej w Cieszynie, podczas procesu, który odbywał się w sali cieszyńskiego Ratusza. Przewodniczącym składu sędziowskiego był Julian Giemborek, sędzią – Mieczysław Janicki. Funkcję ławnika pełnił Zdzisław Jankowiak. Obrońcą „Edka” był Zygmunt Wagner. W rozprawie uczestniczył także sowiecki oficer, ciągle wtrącający coś w języku rosyjskim.

Wycinek prasowy z "Trybuny Robotniczej" z dnia 19 sierpnia 1946 roku, w której komunistyczna propaganda informowała o procesie i w kłamliwy sposób przedstawiała partyzantów "Wędrowca".

Szesnaście osób – w tym ostatnie dowództwo oddziału – zasiadło pod silną eskortą na ławie oskarżonych. Według relacji świadków, oskarżeni byli skuci i trzymani w metalowych klatkach. Żołnierze oddziału mieli wyraźne ślady pobicia na ciele, co świadczy o brutalnym, bestialskim śledztwie (prowadzonym w trybie doraźnym). Z wypowiedzi córki jednego z oskarżonych wynika, iż „ojciec miał tak spuchniętą twarz, że w ogóle nie było widać oczu”. Wyrok po dwudniowym procesie ogłoszono o pierwszej w nocy. Osiem osób otrzymało karę śmierci – sześciu za przynależność do oddziału, dwóch za rzekomą współpracę z nim i nielegalne posiadanie broni. Pozostałym wymierzono kary – najniższą 10 lat więzienia, najwyższą – dożywocie. W procesie wyeksponowano przede wszystkim zamachy na najbardziej aktywnych działaczy komunistycznych – przede wszystkim funkcjonariuszy UB i członków PPR. Zamachy te rzekomo miały mieć rabunkowy charakter. Były to zarówno oskarżenia zgodne z prawdą, jak i wymyślone na potrzeby procesu.

Ogłoszenie Wojskowego Prokuratora Rejonu Katowice o skazaniu na karę śmierci partyzantów "Wędrowca".

21 sierpnia 1946 roku Bierut nie skorzystał z prawa łaski, pisząc m.in.: „Skazani, będąc wybitnymi członkami band leśnych, posiadali nielegalnie broń, dopuścili się całego szeregu gwałtownych zamachów, dlatego też na ułaskawienie nie zasługiwali”. Krewna jednego ze skazanych odwoływała się 28 sierpnia 1946 roku do Bieruta, jednak bezskutecznie.
29 sierpnia 1946 roku o godzinie 5.30 w więzieniu w Katowicach przy ul. Mikołowskiej na partyzantach „Wędrowca” wykonano wyroki śmierci przez rozstrzelanie. Do dzisiaj nie są znane miejsca ich pochówku.

Pomnik w Brennej poświęcony żołnierzom Oddziału Partyzanckiego AK "Wędrowiec".

10 listopada 2005 roku z inicjatywy lokalnych środowisk kombatanckich oraz pracowników IPN o. Katowice, samorząd gminy Brenna uhonorował partyzantów, fundując w Brennej pomnik poświęcony żołnierzom Oddziału Partyzanckiego AK "Wędrowiec" na którym wymienione zostały nazwiska jego kolejnych dowódców: Karola Hellera, Wiktora Kani i Pawła Heczko.


Marta Joanna Ociepka

Opracowano na podstawie:
  • Bębnik G., Ewangelicy w podziemiu antykomunistycznym na Śląsku Cieszyńskim i Żywiecczyźnie w latach 1944-946 [w:] Ewangelicy na Górnym Śląsku w ruchu oporu wobec hitleryzmu i stalinizmu (1939-1946), red. J. Szturc, Katowice 2007.
  • Dziuba A., Podziemie poakowskie w województwie śląsko-dąbrowskim w latach 1945-1947, Kraków 2005.
  • Miler T., Działalność oddziału partyzanckiego AK „Wędrowiec” w latach 1942-1945 w świetle wspomnień i relacji, [w:] Podziemie niepodległościowe na Podbeskidziu w latach 1939-1947, red. A. Namysło, T. Kurpierz, Bielsko-Biała 2002.
  • Miler T., Paweł Heczko (1906–1946), [w:] Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944–1956. Słownik biograficzny, t. II, Kraków–Warszawa–Wrocław 2004.
  • Niezgoda B., Wiktor Kania (1914-1946), [w:] Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944–1956. Słownik biograficzny, t. II, Kraków–Warszawa–Wrocław 2004.
  • Skazani na karę śmierci przez WSR w Katowicach w l. 1946-1955, red. T. Kurpierz, Katowice 2004.
St. sierż. Paweł Heczko "Edek" i OP "Wędrowiec" - część 1/2>
Strona główna>
niedziela, 24 czerwca 2012
Podporucznik "Igła" - część 1/2
Ppor. Tadeusz Zieliński ps. "Igła"

24 czerwca 1948 r., otoczony i ranny, rozerwał się granatem ostatni dowódca polowy oddziału partyzanckiego wywodzącego się ze Związku Zbrojnej Konspiracji, ppor. Tadeusz Zieliński „Igła”. Był on jednym z najbardziej zdeterminowanych w walce żołnierzy antykomunistycznego podziemia na Kielecczyźnie. O żadnej innej zbrojnej grupie podziemia, funkcjonującej w latach 1947-1948 na tamtejszym terenie, nie mówiono w kręgach władzy komunistycznej z taką obawą i respektem jak o oddziale „Igły”. Swoisty hołd oddał mu płk UB Stanisław Wałach, który w swoich wspomnieniach z okresu „utrwalania władzy ludowej” nazwał ppor. „Igłę” nieugiętą bestią.

Ppor. Tadeusz Zieliński ps. "Igła".

Niewiele wiadomo o przedwojennych i wojennych losach Tadeusza Zielińskiego. Urodził się 27 września 1927 r. w miejscowości Gaj, gm. Skaryszew, pow. Radom. Był synem Maksymiliana i Heleny, miał młodszego brata – Henryka (ur. 20 kwietnia 1930 r.), z którymi podczas wojny nadal mieszkał w Gaju. Najprawdopodobniej od końca  1943 r. należał do 1 komp. 72 pp Armii Krajowej,  pod komendą  ppor. Michała Gumińskiego ps.  „Cezar”, pierwszego dowódcy oddziału Inspektoratu Radomskiego AK, który poległ 24 lutego 1944 r. w leśniczówce Kobyli Las, podczas pomyłkowego starcia z oddziałem Batalionów Chłopskich Józefa Abramczyka „Tomasza”. Nie wiadomo czy brał udział w akcji „Burza”, jednak po wkroczeniu Sowietów nie złożył broni i pozostał w podziemiu.

Cmentarz w Kociołkach na skraju Puszczy Kozienickiej. Pomnik poświęcony ppor. Michałowi Gumińskiemu ps. "Cezar", organizatorowi i dowódcy jednego z pierwszych oddziałów Armii Krajowej okręgu radomskiego.

W nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. oddziały Armii Krajowej pod dowództwem jednego z najsłynniejszych dowódców Armii Krajowej kpt. Antoniego Hedy „Szarego” przeprowadziły akcję rozbicia więzienia w Kielcach, w której brał również udział Tadeusz Zieliński „Igła”. Mobilizacja do akcji objęła żołnierzy z dawnego 3. pp leg. AK i 72. pp AK, m.in. pododdziały por. Stefana Bębińskiego „Harnasia”, ppor. Henryka Podkowińskiego „Ostrolota”, por. Henryka Wojciechowskiego „Sęka”, ppor. Zygmunta Barkowskiego „Zygmunta”, ppor. Wacława Borowca „Niegolewskiego”. Dla zabezpieczenia kwatermistrzowskiego dokonano dwóch ekspropriacji w bankach w Warszawie i w Łodzi. Ostatecznie w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. kpt. Antoni Heda przeprowadził na czele zgrupowania w sile 180-200 żołnierzy operację opanowania i rozbicia więzienia. Aby dostać się do środka budynku, trotylem wysadzono bramę, a potem drzwi w celach. Uwolnionych zostało kilkuset więźniów, którym groziło wywiezienie w głąb Związku Sowieckiego. Po tej akcji Tadeusz Zieliński nadal pozostawał w konspiracji, ale dopiero od początku 1946 r. jego działalność zaczęła nabierać rozmachu.

Pod koniec 1945 r., w ramach tworzenia struktur Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, por. Franciszek Jaskulski „Zagończyk” otrzymał rozkaz zorganizowania terenu radomsko - kozienickiego. Od grudnia 1945 do lutego 1946 r. „Zagończyk” był szefem referatu bezpieczeństwa Zrzeszenia WiN w Obwodach Kozienice i Puławy, od lutego do maja 1946 r. – komendantem Inspektoratu WiN Kozienice, a od maja do lipca 1946 – komendantem Inspektoratu WiN, obejmującego Obwody: Radom, Kozienice, Starachowice, Kielce i Końskie, pod kryptonimem „Związek Zbrojnej Konspiracji” (ZZK). Od końca 1945 r. „Zagończyk” podporządkował ZZK szereg lokalnych grup samoobrony i samodzielnych oddziałów, m.in. znanego z akcji na więzienie w Radomiu ppor. Włodzimierza Kozłowskiego „Oriona”, st. sierż. Tadeusza Bednarskiego „Orła”, st. sierż. Tadeusza Moryca „Mściciela” i ppor. Mariana Sadowskiego „Dzidy”. W skład ZZK weszły także walczące w iłżeckim oddziały Konstantego Koniusza „Zapory” i Tadeusza Życkiego „Beliny” oraz duża grupa N.N. „Sokoła”.

1946 rok. Kadra Dowódcza Związku Zbrojnej Konspiracji, dowodzonego przez mjr. Franciszka Jerzego Jaskulskiego "Zagończyka". Siedzą od lewej: Włodzimierz Kozłowski "Orion" (zastępca "Zagończyka"), Feliks Mazurek "Furmański" (szef sztabu ZZK), kpt. Czesław Niedbała "Marek" (Komendant Obwodu Iłżeckiego ZZK, w czasie okupacji niemieckiej Komendant Powiatu Kozienice NSZ-AK, po aresztowaniu "Zagończyka" wspólnie z "Orionem" kierował działaniami organizacji), Jerzy Buzon "Jur" (adiutant "Zagończyka"), Zenon Ochal "Jastrząb", Tadeusz Bednarski (?) "Orzeł". Leżą od lewej: Józef Zagożdżon "Kruk" i NN "Orzeł".

W styczniu 1946 r. w powiecie kozienickim zorganizowano około 10-osobową grupę pod dowództwem Stefana Nowackiego „Zagóry”, która wkrótce podporządkowała się działającemu z polecania por. „Zagończyka” Józefowi Rutkowskiemu „Jantarowi”. Po aresztowaniu „Jantara” przez UB w marcu 1946 r., dowództwo nad grupą ponownie objął „Zagóra”. Zwiększający się w szybkim tempie stan osobowy grupy spowodował trudności w działalności konspiracyjnej (brak odpowiedniej liczby kwater, „melin”) oraz kłopoty organizacyjne. W związku z tym w kwietniu 1946 r. grupę „Zagóry” podzielono na dwa oddziały, liczące po około 20 żołnierzy. Na czele jednego nadal stał Nowacki, zaś nad drugim komendę objął - „wybrany na dowódcę przez […] żołnierzy” - ppor. Tadeusz Zieliński „Igła”.
Aresztowanie „Jantara” spowodowało zerwanie kontaktów pomiędzy grupami „Zagóry” i ppor. „Igły” a Komendą Inspektoratu ZZK. Zostały one nawiązane ponownie prawdopodobnie w pierwszej połowie maja 1946 r., jednak formalnie oddział ppor. „Igły” wszedł w skład Związku Zbrojnej Konspiracji dopiero 13 czerwca 1946 r. Oddział „Zagóry” został na rozkaz por. „Zagończyka” rozwiązany w maju lub czerwcu, a jego członkowie w większości przeszli pod komendę „Igły”.

Na przełomie czerwca i lipca 1946 r. nastąpiła reorganizacja struktur bojowych ZZK, której celem było rozwiązanie niektórych jednostek i uzupełnienie stanu osobowego pozostałych. Pozostawiono cztery oddziały, przydzielając je określonym obwodom. Obwodowi Kozienickiemu (krypt. KRO) przyporządkowano oddział st. sierż. Tadeusza Bednarskiego „Orła”. W Obwodzie Radomskim (krypt. PPS), a szczególnie w północnej części powiatu radomskiego i na pograniczu z pow. opoczyńskim, miał operować ppor. Marian Sadowski „Dzida”. Obwodowi Iłżeckiemu (krypt. SL) przydzielono oddział ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, który miał możliwość dokonywania akcji również w południowej części powiatu radomskiego. W Obwodzie Koneckim (krypt. ZWM) działał oddział podporządkowany N.N. „Sokołowi”. Stany osobowe wymienionych oddziałów wahały się w granicach 30-40 osób, jednak miały one znacznie rozbudowaną siatkę terenową, co dawało możliwość szybkiego podwajania liczebności. Poza tym, niektóre jednostki formalnie podporządkowane Inspektoratowi ZZK miały własne placówki, niezwiązane ze strukturami obwodów i rejonów. Było tak na pewno w przypadku oddziału ppor. „Igły”, co umożliwiło mu później, po ujawnieniu oddziałów i siatki organizacyjnej ZZK, ponowne rozpoczęcie działalności i funkcjonowanie aż do połowy 1948 r. w oparciu o część tych niezdekonspirowanych placówek.

Od lewej stoją: ppor. Tadeusz Zieliński ps. "Igła", Jerzy Domagała "Mazur".

Stosowane przez ZZK metody walki – a w związku z tym również rodzaje akcji – można podzielić na dwie podstawowe: obronne i zaczepne, jednak często trudno jest wytyczyć granice pomiędzy działaniami o charakterze obronnym, a tymi uznawanymi zwykle za typowo zaczepne. Akcje odwetowe skierowane były przede wszystkim przeciwko wszystkim funkcjonariuszom UB, konfidentom i niektórym milicjantom, w związku z ich bezwzględną walką z podziemiem. Podobny charakter miała również walka z pospolitym bandytyzmem i zabieranie broni osobom niezwiązanym z konspiracją, co służyło ochronie ludności przed plagą przestępczości kryminalnej.

Traktowanie oddziałów WP i żołnierzy KBW było inne niż milicjantów, a szczególnie funkcjonariuszy UB. Zastępca ppor. „Igły” (do 24 V 1946 r.) Mieczysław Brewczyński „Śmiały” stwierdził, że u „Zagończyka” był rozkaz, że nie wolno było zabierać broni żołnierzowi Wojska Polskiego, można mu ewentualnie zabrać amunicję. Nie zawsze było to przestrzegane, ale już sam rozkaz jest wymowny. Jak wspominał ppor. Jerzy Buzon „Jur”, czasami podczas akcji pacyfikacyjnych z wykorzystaniem jednostek WP, dochodziło do zawarcia niepisanej umowy o niestrzelaniu do siebie. Unikano starć z wojskiem lub strzelano w powietrze; były też podejmowane jakieś kontakty z wojskiem, ale bardzo ostrożne. Brak woli walki ze strony jednostek WP podczas starć z oddziałami podziemia zasygnalizował w swoim wystąpieniu, na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Narodowej w maju 1946 r., szef WUBP w Kielcach mjr Władysław Sobczyński mówiąc, że w czasie od 12 do 25 IV b.r. [1946] przeprowadzono wspólnie z wojskiem likwidację band terrorystycznych [chodzi o oddziały podporządkowane ZZK] […]. Akcja nie dała takich wyników, jak należało, gdyż biorące udział w akcji wojsko nie należycie wypełniało swe zadanie. Zachowanie żołnierzy WP w trakcie kwietniowej pacyfikacji powiatów radomskiego, kozienickiego i iłżeckiego nie było tak naprawdę czymś wyjątkowym. Podobnie sytuacja wyglądała w całej Polsce.

Największą i najgłośniejszą akcją przeprowadzoną przez podziemie antykomunistyczne na Kielecczyźnie w 1946 r., w której uczestniczył również oddział ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, była walka pod Zwoleniem (pow. kozienicki) stoczona 15 czerwca 1946 r. Doszło do niej przypadkowo, ponieważ celem zgrupowania było uderzenie na PUBP w Kozienicach i uwolnienie aresztowanych. W operacji brały udział oddziały: st. sierż. „Orła”, sierż. podch. Zenona Ochala „Jastrzębia”, ppor. „Igły”, ppor.  Włodzimierza Kozłowskiego „Oriona”, ppor. Tadeusza Życkiego „Beliny”, pod ogólnym dowództwem komendanta Inspektoratu ZZK por. „Zagończyka”. Wybrane do akcji oddziały, liczące łącznie około 130 żołnierzy, rozpoczęły realizację tej operacji bojowej od zorganizowania na drodze Radom – Zwoleń (w okolicach wsi Podgóry) zasadzki, w którą wpadła kolumna 30 samochodów kierowanych przez żołnierzy Armii Czerwonej. Doszło do gwałtownego starcia, w wyniku którego zginęło bądź odniosło rany prawdopodobnie kilkunastu czerwonoarmistów, a większość samochodów sowieckiej kolumny została zniszczona. Zgrupowanie partyzanckie udało się w pozostałych dziewięciu samochodach w kierunku Zwolenia, gdzie partyzanci czasowo rozdzielili się na dwie grupy. Cztery pojazdy, dla opanowania miejscowego posterunku MO i Urzędu Pocztowego, zatrzymały się na krótki postój, zaś pozostała część partyzanckiego zgrupowania, ulokowana na pięciu ciężarówkach, wolnym tempem skierowała się do Kozienic. Działania przeprowadzone przez partyzantów w Zwoleniu były obliczone na zerwanie łączności telefonicznej, aby informacja o walce pod wsią Podgóra lub przejeździe kolumny samochodów wojskowych przez Zwoleń nie dotarła do Kozienic przed rozpoczęciem ataku na siedzibę tamtejszej bezpieki. Wykonano je sprawnie i bez strat, po czym  partyzanci operujący w Zwoleniu natychmiast załadowali się na samochody i ruszyli  w ślad  za pozostałą częścią zgrupowania. Ta zaś, w okolicach wsi Strykowice Górne, leżącej kilka kilometrów od Zwolenia, natknęła się na kilkudziesięcioosobową jednostkę żołnierzy Armii Czerwonej. Sowieci jako pierwsi zaatakowali partyzancką kolumnę, uzyskując dzięki temu inicjatywę w początkowej  fazie starcia. Pomimo silnego ognia prowadzonego przez wroga, partyzanci błyskawicznie zeskoczyli z samochodów, zapadli w przydrożnym rowie i natychmiast zorganizowali obronę. To uratowało ich od masakry. Wkrótce, nadal pod silnym sowieckim ostrzałem, rozpoczęli odwrót w kierunku zachodnim, w stronę południowego skraju Puszczy Kozienickiej. W czasie, gdy uwikłana w walkę część zgrupowania partyzanckiego cofała  się pod naporem sowietów, pozostałe jego siły – te, którym przyszło zatrzymać się na kilka minut w Zwoleniu - dotarły w rejon boju. Wchodzący do akcji żołnierze ZZK szybko zajęli stanowiska bojowe na skraju Puszczy Kozienickiej, dokąd pod naporem wroga wycofywali się ich koledzy. Pod zbawczą dla cofających się partyzantów osłoną puszczańskich drzew doszło do połączenia sił zgrupowania, co żołnierzom ppor. „Oriona” pozwoliło odeprzeć sunący od strony szosy sowiecki atak i przejść do natychmiastowego kontruderzenia. Pod silnym ogniem partyzantów napastnicy zaczęli odwrót w kierunku szosy. W tej fazie starcia padło ich co najmniej kilkunastu. Straty sowieckie poniesione w dniu 15 czerwca 1946 r. w starciach z żołnierzami ZZK należy szacować na  40 zabitych, 16 rannych i 5 zaginionych. Niestety, zwycięstwo zostało okupione śmiercią siedmiu partyzantów ZZK. Zginęli: Sylwester Rokita „Czarny”, Tadeusz Krawczyk „Witold”, Władysław Skrzypek „Groźny”, Tadeusz Nowakowski „Zając”, Jan Prygiel „Gołąb”, N.N. „Burza” i N.N. Sowieci w zemście za porażkę spalili w okolicznych miejscowościach co najmniej 28 domów i zabudowań gospodarczych. Ich odwet spadł na Zwoleń, w którym spalono dziesięć domów, a także na  wsie Jedlanka, Karczówka, Strykowice Górne i Łysocha.

Pierwsza połowa 1946 r. Od lewej: ppor. Włodzimierz Kozłowski "Orion", dowodzący oddziałem ZZK w bitwie pod Zwoleniem, Jerzy Tyralski "Boruta" (w czerwcu 1946 r. poległ w bitwie z UB-KBW pod miejscowością Odechów gm. Skaryszew).

W nocy z 29 na 30 czerwca 1946 r. oddział ppor. „Igły” przeprowadził trzy akcje w miejscowościach Suliszki i Dzierzkówek (w pow. radomskim) oraz w Kowalkowie (pow. iłżecki), w ramach represji wymierzonych w organizatorów referendum ludowego, którzy najaktywniej pracowali na rzecz „właściwego przebiegu i wyniku referendum”, czyli po prostu odpowiedzialni byli za fałszowanie wyników. W Kowalkowie rozbrojona została grupa ochronna i zabity funkcjonariusz UB, zaś w Dzierzkówku i Suliszkach rozbrojono kilku żołnierzy zabezpieczających lokale komisji.
Jednym z największych sukcesów oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły” okazała się zasadzka zorganizowana w okolicach Modrzejowic na trasie Iłża-Skaryszew. 18 lipca 1946 r. wpadł w nią, przejeżdżający przez województwo kieleckie w drodze na odprawę do Warszawy, ppłk Alfred Wnukowski wraz z 15-osobową obstawą. Ten 26-letni oficer Armii Czerwonej pełnił funkcję dowódcy Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego na województwo rzeszowskie i nie było to jego pierwsze spotkanie z ppor. „Igłą”, w którego ręce wpadł kilka miesięcy wcześniej. Za pierwszym razem – po udzieleniu stanowczego ostrzeżenia, aby zaprzestał działalności przeciwko niepodległościowcom – został zwolniony. Partyzanci nie wiedzieli wówczas, że Wnukowski w okresie okupacji niemieckiej był politrukiem sowieckiej Brygady im. 25-lecia Sowieckiej Białorusi, działającej na terenie Nowogródczyzny przeciwko oddziałom AK. W wyniku walki, część grupy, na czele z ppłk. Wnukowskim została wzięta do niewoli, reszta uciekła. Wnukowski, jego adiutant i 6 żołnierzy KBW zostali rozstrzelani. W trakcie wymiany ognia śmierć poniosła również żona Wnukowskiego - Irena Sztejmach, będąca wówczas w siódmym miesiącu ciąży. Niestety, dopiero po akcji partyzanci zorientowali się, że w ostrzeliwanej kolumnie samochodów była kobieta. Ten tragiczny wypadek posłużył później funkcjonariuszom UB do tworzenia mrożących krew w żyłach paszkwili oczerniających ppor. „Igłę”, jakoby przed śmiercią – na jego rozkaz – żona Wnukowskiego była bestialsko torturowana i zgwałcona. Warto dodać, że ppłk. Wnukowski był najwyższym rangą sowieckim oficerem poległym w walce z oddziałami polskiego podziemia antykomunistycznego, co może uzasadniać wściekłość i późniejsze komunistyczne kalumnie wypisywane np. w „dziełach” byłego funkcjonariusza UB Stefana Skwarka, czy wspomniany już obelżywy przydomek „nieugiętej bestii”, nadany ppor. „Igle” w pisanych (i wielokrotnie wznawianych) przez płk. UB Stanisława Wałacha wspomnieniach, który nota bene w swoich książkach w podobnie ordynarny i kłamliwy sposób „mieszał z błotem” także innych dowódców i żołnierzy niepodległościowego podziemia (wcześniej biorąc udział w ich likwidacji), m.in. mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, Stanisława Ludzię „Harnasia”, kpt. Jana Dubaniowskiego „Salwę”, mjr. Jana Tabortowskiego „Bruzdę”, por. Stanisława Marchewkę „Rybę”, i wielu innych.

Resztki pomnika wybudowanego przez komunistów w lesie przy trasie Iłża-Skaryszew, gdzie 18 lipca 1946 r. wpadł w zasadzkę ppor. "Igły" i został zlikwidowany sowiecki ppłk Alfred Wnukowski. Jak widać, umieszczony tam napis nazywający oddział niepodległościowego podziemia "bandą faszystowską WiN", został jednoznacznie oceniony i "uhonorowany" przez Polaków.

26 lipca 1946 r. na Związek Zbrojnej Konspiracji spadł ciężki cios, który okazał się być początkiem końca Inspektoratu. W następstwie zdrady jednego z partyzantów, funkcjonariusze UB aresztowali komendanta organizacji, por. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”. 2 sierpnia w Sławnie doszło do spotkania ppor. Włodzimierza Kozłowskiego „Oriona”, który po aresztowaniu komendanta kierował działalnością bojową Inspektoratu, z dowódcami i działaczami Obwodu Radomskiego ZZK. W trakcie spotkania stwierdził on, że należy skoncentrować siły, ustalić, gdzie siedzi „Zagończyk”, a następnie [go] odbić.

Franciszek Jaskulski ps. "Zagończyk"

Przygotowania do zbrojnego uwolnienia por. Jaskulskiego zostały przerwane po kilku dniach, kiedy to kilka „grup operacyjnych o manewrowym charakterze” rozpoczęło akcje przeciwko podziemiu, a uderzenia te okazały się niestety dużo skuteczniejsze niż kilka miesięcy wcześniej. W sierpniu 1946 r. ponownie do walki z podziemiem w powiatach radomskim i iłżeckim wkroczyły grupy z II batalionu 18. pułku NKWD. Kierujący siłami represji w województwie kieleckim zdawali sobie sprawę z zaistniałego przełomu w walce z podziemiem. Pomimo że jeszcze przez cały prawie sierpień 1946 r. dochodziło do starć pomiędzy patrolami i oddziałami „leśnych” a jednostkami sił represji, widoczne już były w tym miesiącu oznaki „wyczerpywania się” dotychczasowych form i metod prowadzenia walki przez Inspektorat ZZK. Praktycznie ustała działalność propagandowa, a większość starć zbrojnych miała charakter obronny. Większą inicjatywę wykazywały tylko oddziały funkcjonujące w Obwodzie Radomskim, w tym żołnierze ppor. „Igły”. 18 sierpnia 1946 r. jego oddział starł się z grupą operacyjną z 2. pal WP w miejscowości niedaleko Odechowa (pow. radomski), a natarcie partyzantów był tak skuteczne, że przeciwnik wycofał się „w popłochu […] aż do Radomia”. 22 sierpnia czteroosobowy patrol „Igły” wtargnął do fabryki prochu w Pionkach i pobił sekretarza PPR, zaś dwa dni później zarekwirowano na trasie Radom-Zwoleń 11 sztuk trzody chlewnej.

Kwiecień 1946 r., Edwardów koło Skaryszewa. Żołnierze WiN z oddziału ppor. "Igły". Stoją od lewej: Tadeusz Zieliński (?) "Spalony", ppor. Tadeusz Zieliński "Igła", N.N. Strzecha". Leżą od lewej: Stanisław Oleś "Góral" i Mieczysław Brewczyński "Śmiały". Klęczy N.N.

W drugiej i trzeciej dekadzie sierpnia 1946 r. coraz trudniejsza była sytuacja oddziałów leśnych ZZK podporządkowanych wówczas ppor. „Orionowi”. Bezustanne obławy i akcje pacyfikacyjne powodowały coraz większe straty w ludziach. Aresztowany „Zagończyk” przyjął wysuniętą przez UB propozycję podjęcia negocjacji na temat ujawnienia żołnierzy ZZK, w zamian za uwolnienie jego osoby i innych członków ZZK przebywających w więzieniach oraz za amnestię dla  tych, którzy zdecydują się ujawnić. W toku „negocjacji” doszło do kilkakrotnych spotkań między nim a pozostającymi na wolności członkami kierownictwa Inspektoratu. Na przełomie sierpnia i września 1946 r. osiągnięto porozumienie w sprawie warunków zakończenia działalności przez ZZK i 6 września 1946 r. rozpoczęło się ujawnianie oddziałów zbrojnych tej organizacji. W okresie kilku najbliższych tygodni ujawniło się co najmniej 500 jej członków i współpracowników. Wśród ujawnionych był również oddział ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”. Ponieważ proces ujawniania struktur ZZK był rozciągnięty w czasie, UB - dla utrzymania pozorów wykonywania ustaleń poczynionych z kierownictwem ZZK - w pierwszych dniach obowiązywania porozumienia zdecydowało o wypuszczeniu kilkunastu podkomendnych „Zagończyka”. Kilkunastu innych, sądzonych we wrześniu 1946 r., otrzymało stosunkowo niskie wyroki, a wykonanie niektórych z nich zawieszono. Taki stan rzeczy nie trwał długo. „Zagończyk” nie tylko nie odzyskał wolności, ale został skazany na karę śmierci, którą wykonano 19 lutego 1947 r., na dwa dni przed ogłoszeniem „amnestii”.

Zaznaczający się już pod koniec września 1946 r. powrót ze strony aparatu bezpieczeństwa do polityki represji w postaci aresztowań wśród ujawnionych spowodował, że w połowie października ppor. Tadeusz Zieliński „Igła” postanowił odtworzyć oddział i wrócić do działań zbrojnych. Wpływ na tę decyzję miał również fakt, że w jego oddziale znajdowała się grupa żołnierzy pochodzących z kresów wschodnich.  Problemy te tak opisał w swoich zeznaniach ppor. Franciszek Chojnacki „Zawierucha”:

Za pierwszym czy drugim razem rozmawiałem z „Igłą” na temat, dlaczego ci ludzie tak się włóczą gromadnie po ulicy [w Skaryszewie, po ujawnieniu we wrześniu 1946 r.]. Odpowiedział mi, że nie wie, co z nimi zrobić, bo ma kilkunastu ludzi zza Buga, a nie ma pieniędzy, aby im dać przed wyjazdem. Ludzie ci, mówił, nie mają rodzin. […] Mówił też, że on by po ujawnieniu nie zwolnił swoich ludzi, ale sam się nie utrzyma. […] Ja mu ze swojej strony radziłem, aby nie wiązał żadnego oddziału, bo szkoda krwi i że nic nie zrobi dobrego, że walka jest beznadziejna i że nie wiadomo właściwie, o co walczyć.

Ale nawet i przeciwnicy walki zbrojnej, do których należał „Zawierucha”, nie zaznali spokoju i nie mogli przystosować się do nowych warunków. Pierwsze aresztowania i nieudane próby dokonania ich miały miejsce już pod koniec września 1946 r. To one wywarły największy wpływ na ponowne zorganizowanie przez ppor. „Igłę” i Konstantego Koniusza „Zaporę” oddziałów zbrojnych. W połowie października 1946 r. w miejscowości Gaj (pow. radomski) doszło do spotkania „Igły” z kilkunastoma jego byłymi podkomendnymi (w tym kilkoma pochodzącymi zza  Buga) i po przeanalizowaniu sytuacji odtworzono oddział. Był on mniejszy niż przed ujawnieniem i przez kilkanaście następnych miesięcy stan jego wynosił 13-15 osób. Liczebność ta utrzymywała się do końca 1947 r., ponieważ na miejsce zabitych, aresztowanych lub opuszczających grupę, werbowani byli następni. Oddział został podzielony na kilkuosobowe patrole, którymi w różnych okresach dowodzili: Stanisław Krój „Litwin”, Feliks Dębiec „Wilk” († 14 VI 1948 r.), Antoni Szeliga „Wicher” († 23 X 1948 r.) i Aleksander Młyński „Drągal” († 25 VIII 1950 r.), który dołączył do oddziału „Igły” w drugiej połowie listopada 1946 r., po ujawnieniu się jego dotychczasowego dowódcy chor. Antoniego Owczarka  „Zygadły” (aresztowany kilka dni po ujawnieniu, zmarł w komunistycznym więzieniu 6 II 1950 r.). Przez ostatnie miesiące 1946 r. „Igle” podporządkowany był również oddział Jerzego Bellona „Cygana” (w połowie 1947 r. skazany na karę śmierci i stracony). Większość partyzantów była uzbrojona w broń automatyczną, w tym kilka karabinów maszynowych, której nie zdano w czasie ujawnienia.

Oddział, który można określić mianem kadrowego, składał się z osób o długim stażu partyzanckim i dużym doświadczeniu bojowym. Największy jednak wpływ na jego funkcjonowanie przez następne prawie dwa lata miał sam ppor. Tadeusz Zieliński „Igła”. Wymagał od podkomendnych ścisłego przestrzegania przyjętych zasad konspiracji i dyscypliny, miał wyjątkowo rygorystyczny stosunek do swoich żołnierzy, tępił również pijaństwo. Za niewykonanie rozkazu lub inne przewinienia dostawało się pewną ilość batów, dodatkową wartę lub też stójkę pod karabinem. Kontakty ze współpracującymi z oddziałem milicjantami ze Skaryszewa utrzymywał najczęściej sam. O planowanych akcjach wiedzieli tylko najbardziej zaufani ludzie. W ostatnich miesiącach działalności (pierwsza połowa 1948 r.) konspiracja była posunięta do takiego stopnia, że mieszkańcy okolicznych wiosek, którzy dostarczali partyzantom żywność, nie przynosili jej do miejsca kwaterowania w lesie, ale na jego skraj, skąd odbierał je osobiście „Igła” lub jego zastępca „Wilk”. Podobna sytuacja miała miejsce przy korzystaniu z noclegów w chłopskich zabudowaniach. Rygorystyczne przestrzeganie zasad konspiracji powodowało, że w trakcie przesłuchań, zatrzymani członkowie oddziału mogli spokojnie zeznawać tak, jak np. Kazimierz Czesnowski, który mówił, że z nazwisk nie znam żadnego, ponieważ kwaterowaliśmy po stodołach i z gospodarzami nie rozmawialiśmy […] noclegi i kwatery załatwiał „Igła”.

Oddział nie byłby w stanie utrzymać się w terenie przez dłuższy czas, gdyby nie miał zorganizowanych własnych placówek oraz grupy osób dorywczo z nim współpracujących, udostępniających tzw. meliny przelotne, dostarczających żywność i podwody. Ostoją grupy był Skaryszew w powiecie radomskim, nazywany przez partyzantów ppor. „Igły” już w pierwszej połowie 1946 r. „stolicą”, oraz okoliczne mniejsze miejscowości. Do grudnia 1946 r. skrzynką kontaktową w Skaryszewie było mieszkanie Marii i Tadeusza Kosowieckich. Inny punkt kontaktowy mieścił się w sklepie przy ul. Słowackiego w Radomiu. Do zadań placówek należało zbieranie informacji o ruchach i dyslokacji oddziałów WP w terenie, MO i UB oraz wyszukiwanie agentury zajmującej się rozpracowaniem podziemia.

Podporucznik "Igła" - część 2/2>
Strona główna>

Podporucznik "Igła" - część 2/2
Patrole wysyłane przez „Igłę” przeprowadzały akcje w powiatach: radomskim, kozienickim, iłżeckim i kieleckim. Spotykały się one i współdziałały z innymi samodzielnymi grupami partyzanckimi, w tym Władysława Frąka „Cichego” i Konstantego Koniusza „Zapory”. Grupy „Cichego” i „Zapory” skupiały po około 10 osób. Pierwsza z nich nie była zbyt aktywna i po przeprowadzeniu kilku akcji zaopatrzeniowych w powiecie radomskim ujawniła się wiosną 1947 r., korzystając z ogłoszonej amnestii. Los grupy „Zapory” był podobny, z tą różnicą, że przed ujawnieniem miała ona kilka starć z milicjantami w powiecie iłżeckim. Natomiast podporządkowany ppor. „Igle” patrol Antoniego Szeligi „Wichra” prawdopodobnie pod koniec 1947 r. usamodzielnił się i przeprowadzał akcje przeciwko funkcjonariuszom sił represji w powiatach radomskim i kozienickim.

Ppor. Tadeusz Zieliński "Igła"

Charakter działalności oddziałów oddają fragmenty zeznań Jerzego Bellona „Cygana”:

Na początku listopada 1946 r. otrzymałem polecenie [od ppor. „Igły”] zorganizowania patrolu dywersyjnego na terenie pow. Kielce, uzbroić ten patrol i postarać się o wyżywienie ze spółdzielni i z kas kolejowych. Patrol mój mógł liczyć najwyżej 8 ludzi. Drugie polecenie był to zakres działania mojego patrolu i tak miałem likwidować funkcjonariuszy UB wszystkich, funkcjonariuszy MO tych, którzy specjalnie łapią członków organizacji, zaś członków poszczególnych stronnictw demokratycznych, którzy współpracują z UB i innych aktywnych członków tylko bić […]. Ostatnie polecenie [to] był zakaz ujawniania się i zdawania broni.

Ponadto przed styczniowymi wyborami patrol otrzymał od ppor. „Igły” polecenie likwidowania trójek wyborczych i przeszkadzania w pracy propagandzistom komunistycznym na terenie woj. kieleckiego. Prowadzono też własną działalność propagandową, rozdając ulotki polecające głosowanie na listę nr 1 (PSL) i odezwy do żołnierzy, nawołujące by nie brali oni udziału w walce z oddziałami podziemia. Innym rodzajem ulotek były materiały uświadamiające, np. „Dlaczego wybuchło powstanie warszawskie” lub piosenki o treściach antyrządowych i antykomunistycznych. Rozlepiano je w wioskach powiatów iłżeckiego i kieleckiego, a podpisywane były słowami „WiN – czuwa”.
Jednoznacznym przykładem charakteryzującym działalność partyzantów, a jednocześnie pokazującym jak absurdalne i kłamliwe były późniejsze propagandowe kłamstwa, przypisujące im pospolity bandytyzm, jest protokół przesłuchania Henryka Kaczorowskiego z 13 stycznia 1948 r., który w nadziei na otrzymanie łagodniejszego wyroku, próbował przekonać śledczego z UB, że należał do „zwykłej bandy rabunkowej”. W reakcji na taką linię obrony przesłuchujący funkcjonariusz zadał następujące pytanie:

Twierdzicie, że to była zwykła banda rabunkowa, w której wy bezpośrednio tkwiliście – więc dlaczego wy i wasi wspólnicy dokonywaliście napady rabunkowe wyłącznie na spółdzielnie, na sołtysów, którzy już zebrali podatki od gospodarzy, oraz na członków partii politycznych, używając nad nimi siły fizycznej, tj. bicia, i grożąc karą śmierci. Gdyby wam chodziło wyłącznie o zyski materialne, więc dlaczego nie dokonaliście napadu na jakiegoś zamożnego gospodarza czy też kupca, którzy dysponują grubszą gotówka pieniędzy? Wytłumaczcie to? [...].

Podobnie jak grupy w innych rejonach Polski, oddział ppor. „Igły” na Kielecczyźnie również przykładał dużą wagę do ochrony społeczeństwa przed pospolitymi bandytami, którzy bardzo często podczas rabunków podszywali się pod partyzantów. Jednym z przykładów takiej działalności była likwidacja 11 XI 1946 r., niedaleko Suliszek w powiecie radomskim, trzech ujętych przestępców, którzy zajmowali się rabunkiem gospodarzy. O wydaniu wyroku ostatecznie przesądził fakt pozostawiania przez nich po rabunkach pokwitowań z podpisem „ps. Igła”.

Warto w tym miejscu zastanowić się nad przyczynami tak długiej, jak na warunki woj. kieleckiego, działalności ppor. „Igły” i jego grupy. Czynnik osobistego zagrożenia nie mógł być jedynym motywem, gdyż w przeciwieństwie do niektórych dowódców i członków ZZK, nie opuścił on zagrożonego terenu, lecz pozostał w rodzinnych stronach. Wydaje się zatem, że istotne były dwa powody. Pierwszy – trzon oddziału tworzyła grupa osób pochodzących z kresów; niektórzy z nich byli dezerterami z „ludowego” Wojska Polskiego. Wyobcowanie i poczucie utraty rodzinnych stron oraz pamięć o sowieckich zbrodniach z lat 1939-1941 po agresji Armii Czerwonej, wpływała na ich determinację i zaangażowanie. Drugim czynnikiem była głęboka wiara tych żołnierzy w zmianę sytuacji politycznej w Polsce w wyniku międzynarodowego konfliktu, o czym zeznawał jeden z ujętych przez UB żołnierzy „Igły”, Kazimierz Belica. Przytoczył on słowa ppor. Tadeusza Zielińskiego, który mówił im, że [...] obecnie chodzimy po lesie jak Piłsudski ze swymi legionami ukrywał się po lasach, a potem wywalczył Polskę, tak jak i my kiedyś będziemy mieli dobrze, gdyż niedługo wybuchnie wojna między Ameryką a Rosją, a wtedy zmieni się rząd w Polsce [...]. Następnie opowiadał nam, żeby w bojach z UB lub wojskiem bić się do ostatniego, nie poddawać się, a gdy brakuje amunicji, to ostatnią kulą zabić siebie, a nie dać się złapać żywcem [...].

Rok 1946. Żołnierze WiN z oddziału ppor. Tadeusza zielińskiego "Igły". Stoją od lewej: N.N., Tadeusz Zieliński "Igła", Edward Sochaczewski "Szyszka", N.N., Tadeusz strzelecki "Synek" (aresztowany przez UB 20 maja 1947 r., skazany na karę smierci i zamordowany 3 października 1947 r. w Radomiu), Leżą: pierwszy od lewej Staniewski (imię nie znane), trzeci Jerzy Domagała "Mazur".

Od listopada 1946 r. do przełomu 1947 i 1948 r. (z przerwami na ujawnienie wiosną 1947 r. i czasowe zawieszenie działalności jesienią tego roku) oddział przeprowadził kilka akcji przeciwko milicjantom, np. z posterunków w Błotnicy i Gozdzie oraz członkom PPR. W czasie amnestii z 1947 r.,  tj. w okresie marzec - kwiecień tegoż roku, większość partyzantów „Igły” - podzielona na mniejsze grupy - ujawniła się, choć sam dowódca najprawdopodobniej nie zdecydował się na ten krok lub uczynił to pod fałszywym nazwiskiem. Spokój nie trwał jednak długo. Już w maju „Igła” wrócił do podziemia, a tak szybki powrót spowodowany był realną perspektywą aresztowań i represji w stosunku do ujawnionych. Walkę podjęto na nowo...
Już 12 czerwca 1947 r. oddział był bliski odniesienia spektakularnego sukcesu. Opierając się na informacjach wywiadu, zorganizowano zasadzkę na komendanta wojewódzkiego MO mjr. Stanisława Olszańskiego i szefa WUBP w Kielcach ppłk. Józefa Plutę, którzy wyruszyli na inspekcję posterunku MO w Skaryszewie. Ppor. „Igła” do zmroku nie zatrzymywał żadnych pojazdów, dopiero kiedy się ściemniło umiejscowione w trzech miejscach posterunki partyzanckie rozpoczęły akcję. Zatrzymywano wszystkie przejeżdżające samochody, które uprowadzano do lasu i kontrolowano, jednak okazało się, że poszukiwani wysocy funkcjonariusze aparatu represji powrócili do Komendy Powiatowej MO w Radomiu pociągiem, a nie jak wcześniej planowano samochodem.

W sierpniu 1947 r. oddział „Igły” przeprowadził największą akcję ekspropriacyjną na trasie Poświętne – Odrzyłów w powiecie opoczyńskim. Po zatrzymaniu kilku samochodów skonfiskowano dużą ilość gotówki, jednak starcie z grupa operacyjną, jakie wywiązało się bezpośrednio po tej akcji, spowodowało czasowe zawieszenie działalności zbrojnej. Jeden z żołnierzy oddziału – Jan Kotecki, tak zeznawał w 1950 r. na ten temat:

„Igła” dał propozycję, aby bandę rozwiązać, [mówiąc] iż działalność […] jest niemożliwa. Na propozycję […] zgodziliśmy się i członkowie bandy rozeszli się na swoje tereny.

Po 2-3 miesiącach ppor. Tadeusz Zieliński ponownie zebrał swoich partyzantów. Sytuacja oddziału była coraz trudniejsza. Powtarzające się akcje „nękania” środowisk sprzyjających „leśnym”, rozbudowana siatka informatorów UB oraz systematyczne „przeczesywanie zagrożonych terenów” przez jednostki sił represji, skutecznie ograniczały bazę i możliwości działania kilkunastoosobowej grupy partyzanckiej.
Do zwalczania oddziału ppor. „Igły”, wraz z bardziej samodzielnymi patrolami „Wichra” i „Drągala”, władze bezpieczeństwa przeznaczyły jednostkę KBW w sile batalionu z siedzibą w Radomiu, co było ewenementem w skali województwa. Jednostka ta określana jako Grupa Operacyjna „Radom”, współpracując z aparatem UB i MO, prowadziła działania polegające na tropieniu, ściganiu oraz „patrolowaniu terenu w połączeniu z psychicznym i materialnym nękaniem środowisk współpracujących z bandami”. W ramach tych działań 30 stycznia 1948 r.  w remizie OSP w Skaryszewie odbyła się sesja wyjazdowa WSR w Kielcach, który za współpracę z oddziałem ppor. „Igły” skazał 17 osób na bardzo wysokie wyroki. Za samym dowódcą oddziału Komenda Powiatowa MO w Radomiu wystawiła list gończy.

List gończy wystawiony w 1948 roku na ppor. Tadeusza Zielińskiego "Igłę" przez Komendę Powiatowa MO w Radomiu.

Dla sprawniejszego przeprowadzenia akcji przeciwko podziemiu utworzono podgrupy w sile plutonu lub drużyny i rozlokowano je w miejscowościach powiatów radomskiego i kozienickiego, m.in. w Szydłowcu, Wolanowie, Przytyku, Jedlińsku, Stromcu, Dobieszynie, Skaryszewie, Kazanowie, Jedlni Letnisko i Kozienicach. Zaangażowanie tak ogromnych sił i środków uważano za konieczne, ponieważ uznano (podobnie jak i w innych rejonach kraju, gdzie podziemie zbrojne jeszcze funkcjonowało), że w „grupach zbrojnych pozostał element nie tylko najbardziej desperacki, ale i najbardziej doświadczony w prowadzeniu walki i przestrzeganiu zasad konspiracji”, a „siła jego wynikała nie z liczebności, lecz przede wszystkim z posiadanej dobrze zorganizowanej sieci współpracowników spośród miejscowej ludności”.

W materiałach źródłowych brakuje dokumentów, które umożliwiałyby statystyczne ujęcie działalności grupy ppor. „Igły”, jednak w jednym z opracowań resortowych (z 1989 r.) znajduje się informacja, że grupy operacyjne z WUBP w Kielcach i powiatowych UBP w Kozienicach, Radomiu i Starachowicach przeprowadziły od maja 1946 r. do czerwca 1948 r. 28 akcji zbrojnych przeciwko patrolom ppor. Tadeusza Zielińskiego. W wyniku tych działań zginęło 19 członków grupy, a 137 osób aresztowano (byli to przeważnie współpracownicy i osoby wspomagające); skonfiskowano też 94 jednostki broni.
„Wicher” i „Wichura”
Prawdopodobnie 1948 r. Od lewej: Antoni Szeliga "Wicher", N.N. "Wichura".

Działania sił represji spowodowały, że od połowy 1947 r. oddział przebywał coraz częściej w lasach, kwaterując w zbudowanych przez siebie szałasach. Prawdopodobnie jesienią tego roku partyzanci wykopali pierwsze bunkry, z których zaczęto korzystać coraz częściej. Znajdowały się one w lasach powiatu radomskiego w pobliżu Kozłowa, Suliszek, Polany i Jeziorna. W specjalnych kryjówkach, najczęściej także w lasach, przechowywano broń i amunicję. Zapasy były duże. 5 lipca 1948 r. grupa operacyjna sił represji odkryła niedaleko Jeziorna miejsce przechowywania amunicji, gdzie znaleziono 10 250 sztuk (153 kg) nabojów do pistoletów maszynowych.

W 1948 r. większość działań oddziału ppor. „Igły” miała już charakter obronny. Były to przeważnie potyczki z grupami operacyjnymi przeprowadzającymi obławy. Co jakiś czas partyzanci dokonywali akcji zaopatrzeniowych. Często zmieniali miejsce pobytu, aby – jak zeznawał Kazimierz Belica, będący w oddziale do jego końca – zmylić ślady przed ścigającym nas wojskiem […], nigdy długo nie przebywaliśmy w jednej miejscowości, lecz przechodziliśmy do innej i tak było zawsze. Nie byli już wtedy w stanie podjąć otwartej walki, dlatego też po starciu „rozpraszali się po lesie”, by po pewnym czasie dotrzeć do „punktu odnalezienia się w razie ewentualnego rozbicia”.

Do połowy czerwca 1948 r. po kolei ginęli najbardziej doświadczeni żołnierze oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”: Adam Łęcki „Ewa”, Władysław Jachymowicz „Maciek”, Józef Budzyński „Żandarm”, Feliks Dębiec „Wilk”, Walenty Woźniak Wolny”. Ujęci zostali m.in. Ryszard Paliński „Żbik” i Zygmunt Pawłowski „Śmigły”. Nieuchronnie zbliżał się tragiczny koniec...
10  maja 1948 r. zginął „Żandarm”, zaś 14 czerwca 1948 r. w starciu niedaleko Skaryszewa polegli: zastępca dowódcy „Wilk” i „Wolny”, natomiast ppor. „Igła” został ranny. Po kilkudniowym ukrywaniu się, podczas którego miejscowi lekarze udzielali mu podstawowej pomocy medycznej, postanowił on rozformować oddział. Wraz z jednym z podkomendnych - Marianem Mirotą ps. „Listek” - opuścił powiat radomski, udając się pieszo w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. Podczas jednego z postojów „Listek” ciężko ranił śpiącego dowódcę, chcąc go najprawdopodobniej oddać w ręce UB, aby w ten sposób „zrzucić z siebie wszelkie przestępstwa” oraz „obmyć się z dotychczasowej działalności”. Następnie sam oddał się w ręce funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. 24 czerwca 1948 r. ciężko ranny ppor. Tadeusz Zieliński „Igła”, wierny słowom kierowanym wcześniej do swoich żołnierzy - by nie zostać ujęty żywcem – rozerwał się granatem.

Na początku lipca 1948 r. ujawnili się w Radomiu i zostali zatrzymani przez UB Jan Czyż „Pszczoła” i Jan Wójcicki „Komar”. 23 października 1948 r. na przedmieściach Radomia zagrożony aresztowaniem, raniony Antoni Szeliga „Wicher” popełnił samobójstwo. Aleksander Młyński „Drągal” i jego partyzanci do sierpnia 1950 r. operowali na tych samych terenach co grupa ppor. „Igły” (m.in. powiaty: radomski, kozienicki, opoczyński) i znani byli okolicznej ludności.
http://wpolityce.pl/site_media/media/cache/3d/a0/3da016d8e6118ff3c15c3e16ea21245f.jpg
Prawdopodobnie 1948 r. Od lewej: Aleksander Młyński "Drągal", Zbigniew Ejnenberg "Powstańczyk", Antoni Szeliga "Wicher", N.N. „Wichura” i „Daszko” – późniejszy zdrajca.

Wielu mieszkańców północnej Kielecczyzny udzielało im pomocy, płacąc później za to pobytem w aresztach UBP i więzieniach. Pomimo nieprzerwanych działań operacyjnych, aparatowi bezpieczeństwa przez kilka lat nie udawało się całkowicie rozbić grupy, a wokół samego dowódcy wytworzył się „mit człowieka niezwyciężonego”. Dopiero 25 sierpnia 1950 r., w pobliżu Kolonii Wawrzyszów w pow. radomskim, specjalna grupa funkcjonariuszy UB, udająca cichociemnych, doprowadzona przez zdrajcę - Mariana Bukałę „Zbycha” - przeprowadziła  udana likwidację „Drągala” i dwóch jego żołnierzy:  Zbigniewa Ejnenberga „Powstańczyka” oraz Zygmunta Chmielewskiego „Lwa”.
Aleksander Młyński „Drągal” (1948 r.)
Aleksander Młyński ps. "Drągal". 1948 rok.

Ostatnie strzały oddane do komunistów przez byłego żołnierza oddziału ppor. „Igły” padły w połowie 1954 r. Oddał je Józef Bednarczyk „Olcha”. W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem AK, po wejściu Sowietów nie złożył broni. Uczestniczył w akcji rozbicia więzienia w Kielcach (z 3 na 4 czerwca 1945 r.) oraz więzienia w Radomiu (z 8 na 9 września 1945 r.). Następnie walczył w szeregach ZZK, w oddziale ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”. Ujawnił się w ramach lokalnej amnestii we wrześniu 1946 r. Zagrożony aresztowaniem wrócił do podziemia i ponownie znalazł się w odtworzonym oddziale „Igły”. Po śmierci dowódcy, w latach 1951-1954 ukrywał się w powiecie radomskim, jednak nie unikał starć z przedstawicielami sił represji i prowadził agitację polityczną. Wielu mieszkańców radomskich wsi uważało go za obrońce „uciśnionych przez rząd”. W wyniku zdrady 10 lipca 1954 r. wpadł w zasadzkę grupy operacyjnej UB i podczas próby przebicia się z okrążenia poległ w walce.

Zwłoki Józefa Bednarczyka ps. "Olcha" (zdjęcie pośmiertne wykonane przez funkcjonariuszy UB), żołnierza w oddziale ppor. Tadeusza Zielińskiego "Igły". Po śmierci dowódcy, w latach 1951-1954 ukrywał się w powiecie radomskim. 10 lipca 1954 r. otoczony przez grupę operacyjną UB, zginął w czasie próby przebicia się z okrążenia.

Działalność partyzantów ppor. „Igły” i związanych z nim patroli w latach 1947-1948, miała poważne skutki społeczne i polityczne. O żadnej innej zbrojnej grupie podziemia, funkcjonującej jeszcze w tym okresie na Kielecczyźnie nie mówiono w kręgach władzy komunistycznej z taką obawą i respektem jak o „bandzie Igły”. Wynikało to po części z jej negatywnego oddziaływania na struktury PPR, gdyż „częste ukazywanie się ludzi uzbrojonych” wpływało „ujemnie na rozwój […] partii, która jeszcze żyje wspomnieniem terroru”. Równocześnie aparat administracyjny i PPR przyznawały, że „banda” ma „oparcie w niektórych gromadach” oraz że występuje zjawisko „ukrywania przestępstw w terenie przez chłopstwo”. Miało to duże znaczenie, ponieważ – jak pod koniec 1947 r. stwierdził w sprawozdaniu KW PPR w Kielcach: obiektywna sytuacja polityczna w naszym terenie zawsze sprzyjała możliwości odrodzenia się bandytyzmu politycznego. Biorąc pod uwagę utrzymującą się w kręgach społeczeństwa „atmosferę wojenną”, obawiano się, że w jakimś krytycznym momencie kadrowa grupa ppor. „Igły” może rozwinąć działalność na znacznie większą skalę. W sierpniu 1948 r., już po śmierci ppor. „Igły” i rozbiciu grupy, PUBP w Radomiu w przesłanej do WSR w Kielcach charakterystyce oddziału stwierdzał:

Należy nadmienić, że banda „Igły” podczas swego istnienia była wielką plagą na terenie tutejszego powiatu […], paraliżując ład i porządek w odbudowującym się Państwie Polskim.

Do dziś nie wiadomo gdzie komuniści pogrzebali ciała ppor. „Igły” i większości jego żołnierzy. By uczcić ich ofiarę, w 2001 r., dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”, w centralnym punkcie Radomia wzniesiono i odsłonięto pomnik poświęcony żołnierzom Zgrupowania WiN dowodzonego przez mjr. Franciszka Jaskulskiego „Zagończyka”, w tym  również  ppor. Tadeuszowi Zielińskiemu „Igle” i jego poległym oraz pomordowanym podkomendnym.

Pomnik w hołdzie żołnierzom ze zgrupowania Związku Zbrojnej Konspiracji mjr. Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" odsłonięty 10 czerwca 2001 r. w Radomiu, dzięki staraniom Fundacji "Pamiętamy".

Niespełna trzy miesiące temu, 7 kwietnia 2012 r., w miejscowości Dzierzkówek Stary  (gm. Skaryszew) został odsłonięty i poświęcony kolejny pomnik upamiętniający żołnierzy wyklętych z oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”. Inicjatorami jego budowy był Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Koło Skaryszew, Burmistrz Miasta i Gminy Skaryszew, Rada Miejska w Skaryszewie, Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego Okręg Radom, przy pomocy finansowej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Patronat nad budową pomnika objęli m.in. Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa  - dr Andrzej Kunert, Wojewoda Mazowiecki – Jacek Kozłowski, Biskup Polowy Wojska Polskiego – Józef Guzdek, Kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz Dowódca Sił Powietrznych. Decyzja o ulokowaniu pomnika na terenie PSP w Dzierzkówku Starym nie była przypadkowa, gdyż to właśnie z tej miejscowości wywodziło się kilku żołnierzy ppor. „Igły”, którzy polegli w walce z UB-KBW.

Pomnik odsłonięty 7 kwietnia 2012 r. w miejscowości Dzierzkówek Stary,  gm. Skaryszew, poświęcony żołnierzom wyklętym wywodzącym się z terenu gminy Skaryszew, m.in. z oddziału ppor. Tadeusza Zielińskiego „Igły”, którzy oddali swoje życie w latach 1945-1954 walcząc z komunistycznym zniewoleniem.

Uroczystości rozpoczęła Eucharystia celebrowana przez biskupa radomskiego Henryka Tomasika  przy współudziale kilku księży z miejscowych parafii gminy Skaryszew. Uroczystość odbyła się w pełnym ceremoniale wojskowym, w której udział  wzięła Kompania Reprezentacyjna Wojsk Lotniczych z Dęblina oraz Orkiestra Dęta Wojsk Lotniczych z  Radomia. Wśród zaproszonych gości w uroczystości wziął udział Stanisław Oleksiak – Prezes Zarządu Głównego ŚZŻAK. Uroczystego odsłonięcia pomnika dokonali Ireneusz Kumięga – Burmistrz MiG Skaryszew,  Leon Etwert – Prezes Zarządu ŚZŻAK Okręg Radom oraz Kazimierz Kozieł – Prezes ŚZŻAK Koło w Skaryszewie.

W uroczystości wzięło udział wiele osób, zwłaszcza członków rodzin pomordowanych lub poległych w walce. Jednym z uczestników był Jan Czyż ps. „Pszczółka”, jeden z ostatnich żyjących żołnierzy oddziału ppor. „Igły”. Pomnik objęła patronatem Dyrekcja Szkoły Podstawowej w Dzierzkówku; młodzież i dzieci będą opiekować się monumentem, kultywując tym samym pamięć o bohaterach walki o wolną Polskę. Szkoła zamierza także włączyć się w akcję „Nie wstydzę się Jezusa”; otrzymała breloki promujące tą akcję.


Na płycie pomnika wyryto nazwiska 18 żołnierzy wywodzących się z terenu gminy Skaryszew, którzy oddali swoje życie w latach 1945-1954 walcząc z komunistycznym zniewoleniem:
  • Józef Bednarczyk „Olcha”, lat 33
  • Bolesław Bielecki „Gomułka” lat 23
  • Józef Budzyński „Żandarm”, lat 31
  • Feliks Dębiec „Wilk”, lat 39
  • Jerzy Domagała „Mazur”, lat 21
  • Władysław Jachimowicz „Maciek”, lat 21
  • Władysław Kozłowski „Orion” , lat 24
  • Adam Łęcki „Ewa”, lat 22
  • Mieczysław Mąkosa „Śrubka”, lat 22
  • Bronisław Nobis „Szczodry”, lat 37
  • Henryk Sałek „Kolt”, lat 21
  • Kazimierz Skipirzepa „Bażant”, lat 22
  • Tadeusz Strzelecki „Synek”, lat 20
  • Jerzy Tyralski „Boruta” lat 20
  • Franciszek Urbański „Topór”, lat 44
  • Jan Wolski „Kwiatek”, lat 28
  • Stefan Woźniak „Bierut”, lat 20
  • Tadeusz Zieliński „Igła”, lat 21
GLORIA VICTIS !

Opracowano na podstawie:
poniedziałek, 30 listopada 2009
Rajd por. "Podkowy" - część 1/6
Por. Tadeusz Kuncewicz ps. "Podkowa" i rajd do amerykańskiej strefy okupacyjnej w lipcu 1945 r.   

"Brunet, przystojny, wzrost jak "Norbert" [ppor. Jan Turowski]. Chód elastyczny. Z urody i zachowania - typ buńczuczny. Umysł jasny, ale mało ścisły. Ryzykant i szczęściarz. Ma bardzo dużą ambicję. Jest ona motorem wielu czynów [...]. Obliczać nie lubi, ale na każdą robotę ryzykowną jedzie bez zastrzeżeń i z humorem. Jest bardzo lubiany przez żołnierzy. Wytworzyła się koło niego legenda, która towarzyszy mu od pewnego czasu. W OP 9 ma swoje miejsce, sławę i miłość. Młody oficer […] jest lubiany przez wszystkich; karny i przywiązany do przełożonych. Jednostka bardzo ideowa i pełna poświęceń. Fizycznie wytrzymały".
Opinia o por. "Podkowie" wystawiona przez dowódcę 9 pp leg. AK,
mjr. Stanisława Prusa ps. "Adam"



Por. Tadeusz Kuncewicz ps. "Podkowa". Zdjęcie sygnalityczne wykonane przez funkcjonariuszy WUBP Lublin, 31 VII 1947 r. (Źródło: IPN)

Por. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” był legendą zamojskiej Armii Krajowej. Cieszył się niezwykłą wprost popularnością wśród żołnierzy, jaki i ludności cywilnej Zamojszczyzny. Oddział partyzancki dowodzony przez niego rozpoczął walkę przeciwko Niemcom już w grudniu 1942 r. Jego działania uchroniły od zagłady kilkanaście wiosek w tym rejonie, a co więcej, zniechęciły Niemców do prowadzenia dalszej akcji wysiedleńczej. Zdolności dowódcze „Podkowy” spowodowały, że jego oddział wykonał najwięcej akcji zbrojnych, ponosząc przy tym najmniejsze straty. Bardzo wysoko ocenił jego umiejętności ppłk Petro Werszyhora, dowódca 1 Ukraińskiej Dywizji Partyzanckiej im. Sidora Kowpaka. Po wspólnych akcjach, w dowód uznania ofiarował mu pepeszę z wygrawerowaną dedykacją: „Por. Podkowie w znak drużby ruskogo i polskogo narodow - od kowpakowcew”.
Por. „Podkowa” roztrzaskał ją później w Szczebrzeszynie, po tym gdy sowieci zmusili go do złożenia broni, po czym powrócił do podziemia i podjął dalszą walkę z nowym okupantem.

Por. Tadeusz Kuncewicz ps. "Podkowa"

Tadeusz Kuncewicz urodził się 26 listopada 1916 roku w Fastowie pod Kijowem. Był synem Stanisława (maszynisty kolejowego) i Anny z d. Mijakowskiej. Po pierwszej wojnie światowej rodzice przenieśli się do Stanisławowa, gdzie Tadeusz ukończył średnią szkołę handlową. W 1935 wstąpił ochotniczo do wojska, ukończył SPRP przy 27. DP w Łucku, a następnie kurs kolejowy. Po zakończeniu służby wojskowej rozpoczął pracę jako dyżurny ruchu kolejowego w Ruskich Piaskach. Jesienią 1939 r. wstąpił do konspiracji i został szefem wywiadu placówki Związku Czynu Zbrojnego (który na przełomie 1939 i 1940 scalił się z SZP-ZWZ) w Nieliszu. Obok pracy wywiadowczej zajął się organizacją plutonu konspiracyjnego. Gdy w drugiej połowie 1940 został aresztowany komendant tej placówki, Tadeusz Kuncewicz uznał, że jest zagrożony i przeniósł się do Tarzymiech. Od 1940 r. był adiutantem komendanta Obwodu Zamość ZWZ-AK, Stanisława Prusa, i oficerem do zadań specjalnych. Początkowo kontynuował pracę na kolei jako dyżurny ruchu, ale obowiązki adiutanta zmusiły go do jej porzucenia. Od maja 1941 r. skupił się wyłącznie na pracy konspiracyjnej. W styczniu 1942 r., na skutek zdrady dowódcy oddziałów szturmowych  Obwodu ZWZ Zamość, Janusza Balickiego, Niemcy aresztowali wielu konspiratorów, co doprowadziło do częściowego załamania się zamojskich struktur ZWZ. W kwietniu 1942 komendant Obwodu ZWZ Zamość nakazał mu odbudowę siatki ZWZ w zachodniej części obwodu, a następnie zorganizowanie oddziału dywersyjnego. W listopadzie Niemcy przystąpili do wysiedlania ludności polskiej z Zamojszczyzny. W odpowiedzi pododdziały zbrojne Inspektoratu Zamość ZWZ otrzymały rozkaz przeprowadzenia działań dywersyjnych. W 1943 r. „Podkowa” dowodził oddziałem liczącym okresowo do 120 ludzi. W ramach odtwarzania sił zbrojnych na bazie oddziału Tadeusza Kuncewicza zorganizowano dwustuosobowy II baon 9 pp leg. AK, a on sam został mianowany jego dowódcą. W okresie „Burzy” baon ten operował w rejonie ZwierzyniecSzczebrzeszyn - Topólcza, ściśle współpracując z baonem zbornym 27 Dywizji Wołyńskiej AK.

ODDZIAŁ „PODKOWY"

Formalne nadanie oddziałom partyzanckim Rejonowego Inspektoratu Zamojskiego nazwy „oddziałów partyzanckich AK 9 pułku piechoty Legionów (OP 9) zostało udokumentowane rozkazem Komendy Okręgu Lublin z 30 listopada 1943 r. Dnia 20 maja 1944 r. dowódca oddziałów 9. pułku piechoty mjr Stanisław Prus „Adam” wydał rozkaz nr 6, ważny z dniem 25 maja 1944 r., w sprawach personalnych OP 9. Obsada OP 9 przedstawiała się w związku z tym następująco: dowódca - mjr Stanisław Prus „Adam”, zastępca - kpt. Janusz Pruszkowski „Wacław”, I adiutant - ppor. Jan Turowski „Norbert”, II adiutant - ppor. Marian Kleban „Cezary”, oficer łączności - ppor. Mieczysław Skwarczyński „Leszcz”, dowódca plutonu sztabowego - plut. Witold Kot „Osa”, dowódca zwiadu konnego - ppor. Stefan Suchodolski „Dniestr”, czasowo ppor. Tadeusz Ogiński „Sęp”, dowódca plutonu artylerii - czasowo ppor. Tadeusz Ogiński „Sęp”, dowódca plutonu pionierów - bosman Michał Zawiślak „Reja”, dowódca plutonu ppanc. - wakat, dowódca patrolu BIP - Tadeusz Lewicki „Rogala”, kwatermistrz - por. Wiktor Przyczynek „Bór”, oficer gospodarczy - ppor. Czesław Bończa-Pióro „Colt”, naczelny lekarz - por. dr Leopold Bodek-Bielecki „Skiba”, kapelan - o. Wacław Płonka „Czarny”, dowódca I batalionu -ppor. Adam Piotrowski „Dolina” (batalion w zawiązku), jego zastępca - ppor. Wacław Wnukowski „Kabel”, dowódca II batalionu - ppor. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa”, jego zastępca - ppor. Jan Brochalski „Dan” (batalion w zawiązku), dowódca III batalionu - por. Włodzimierz Hascewicz „War”, jego zastępca - ppor. Edward Błaszczak „Grom” (batalion w zawiązku), dowódca kompanii zmotoryzowanej - ppor. Józef Śmiech „Ciąg”, jego zastępca - por. „Boj”.

Fragment obozu oddziału "Podkowy" (II OP9) w Puszczy Solskiej. Stoją od prawej: dowódca oddziału por. Tadeusz Kuncewicz ps. "Podkowa" i sierż. Michał Wysocki ps. "Wit" - z-ca dowódcy.

Tym rozkazem został udokumentowany stan faktyczny. Początku powstania oddziałów partyzanckich należy upatrywać już we wrześniu 1939 r. Broń, pozostawiona przez rozbrajające się jednostki Wojska Polskiego, była zbierana przez ludność i chowana w magazynach i różnorodnych kryjówkach. Przegrana wojna nie złamała ducha oporu w społeczeństwie polskim. Ludzie wierzyli, że powodzenie Niemców jest chwilowe, a ofensywa wojsk alianckich w 1940 r. zakończy się klęską Niemiec hitlerowskich. Jednocześnie działacze społeczni, byli wojskowi, zaczęli tworzyć grupy konspiracyjne, złożone z zaufanych ludzi. Nawiązywali kontakty z najbliższymi sąsiadami. Organizacja ta miała charakter wojskowy i weszła w skład Służby Zwycięstwu Polski (od stycznia 1940 r. już jako ZWZ, od 14 lutego 1942 r. - AK). Na bazie takich organizacji, które zawiązywały się w całym Obwodzie Zamość, powstały oddziały partyzanckie 9. pułku piechoty (OP 9). Na terenie gminy Nielisz dowódca placówki Edmund Mazur „Skiba” polecił Tadeuszowi Kuncewiczowi ps. "Wierny" utworzenie plutonu, który miał być gotowy do akcji na wiosnę 1940 r. Przy pomocy miejscowych działaczy powstał pluton. Zastępcą „Wiernego” został Ksawery Szarlip „Elski”. Pluton składał się przeważnie z podoficerów i szeregowych rezerwy. W maju 1942 r. wszedł w skład II batalionu OP 9.

W kwietniu 1941 r. w akcji na kasę gminną w Starym Zamościu uczestniczył „Czwórka” z plutonu nieliskiego. Niemcy w odwecie dokonali wielu aresztowań na terenie gminy Nielisz. Został wówczas zabrany komendant placówki „Skiba” oraz „Czwórka”. Na skutek zagrożenia dowódca plutonu „Wierny” porzucił pracę na kolei i całkowicie przeszedł do pracy w konspiracji. Zmienił pseudonim na „Kmicic” i został adiutantem „Adama”. Brał również udział w akcjach prowadzonych przez oddziały szturmowe, między innymi 4 lipca 1941 r. w akcji na kasę gminną w Sułowie i we wrześniu 1941 r. w akcji na kasjera „Społem” w Zamościu. Podczas tej ostatniej został zabity żandarm, a Niemcy wyznaczyli nagrodę za ujęcie sprawców.
Pod koniec 1941 r. w Warszawie został aresztowany komendant oddziałów szturmowych „Rust”, „Wisman” wraz z kilkoma ludźmi. „Wisman” wydał Niemcom całą sieć organizacyjną oddziałów szturmowych, magazyny broni oraz znanych działaczy konspiracyjnych. Po zlikwidowaniu „Wismana” przez grupę ppor. Jana Turowskiego „Norberta”, komendant „Adam” w kwietniu 1942 r. wysłał Tadeusza Kuncewicza „Kmicica” do odbudowy organizacji na terenie placówki Zwierzyniec. Po wykonaniu przezeń zadania mjr „Adam” polecił mu zorganizowanie oddziału dywersyjnego i zmienił mu pseudonim z „Kmicica” na „Podkowę”. W skład tego oddziału wszedł oddział ze Zwierzyńca pod dowództwem Michała Wysockiego „Wita” w sile około 120 ludzi, stanowiących trzon oddziału. Byli to robotnicy z fabryki mebli, browaru i tartaku w Zwierzyńcu, pozostali pochodzili z oddziałów szturmowych ze Szczebrzeszyna. Zwerbowano także nowych ludzi, których dowódcą został pchor. Aleksander Bortkiewicz „Mongoł”. W skład oddziału dywersyjnego „Podkowy” wchodził też pluton z terenów Radecznicy i Sułowa - dowódca Stanisław Mazur „Elski 2”, pluton z placówki Nielisz - dowódca Ksawery Szarlip „Elski”, grupa z terenu Tereszpola - dowódca Czesław Jóźwiakowski „Most”. Zastępcą „Podkowy” został ppor. Jan Kryk „Topola”. W grudniu 1942 r. „Podkowa” dostał od „Adama” rozkaz wykonania akcji dywersyjnej na stacji Ruskie Piaski. Do akcji tej „Podkowa” wyznaczył jedną drużynę z Sułowa i jedną drużynę z Nielisza. W nocy z 16 na 17 grudnia został częściowo spalony most, spalona wieża ciśnień oraz postrzelane wagony - cysterny stojące na stacji Ruskie Piaski.

Ppor. Jan Turowski "Norbert"

W listopadzie 1942 r. Niemcy zaczęli wysiedlanie ludności polskiej z Zamojszczyzny. W odpowiedzi na to komendant „Adam” zorganizował akcję przeciwko Niemcom w noc sylwestrową z 1942 na 1943 r. Tej nocy miano przeprowadzić możliwie najwięcej akcji na terenie całego Inspektoratu Zamojskiego. „Podkowa” miał wykonać zadanie na linii kolejowej Rejowiec - Zawada - Bełżec. Głównym celem było wysadzenie mostu i zniszczenie wieży ciśnień na stacji kolejowej Ruskie Piaski, spalenie wież ciśnień na stacjach w Szczebrzeszynie i Krasnobrodzie. „Podkowa” rozdzielił zadania: ppor. Adam Piotrowski „Dolina”, plut. Witold Kot „Osa” oraz miner bosman Michał Zawiślak „Reja” wraz z plutonem żołnierzy mieli wysadzić most i zniszczyć wieżę ciśnień na stacji Ruskie Piaski, plut. Michał Wysocki „Wit” wraz z drużyną spalić wieżę ciśnień na stacji Szczebrzeszyn, a drużyna pod dowództwem sierż. Czesława Jóźwiakowskiego „Mosta” wieżę ciśnień na stacji Krasnobród.
Z nastaniem Nowego Roku „Reja” wysadził most, naprawiony po podpaleniu 16 grudnia 1942 r. Tak samo wieża ciśnień, odbudowana po spaleniu, została przezeń zniszczona. Na stacji Szczebrzeszyn „Wit” spalił wieżę ciśnień, a na stacji Krasnobród „Most” wraz z dowódcą placówki por. Stefanem Krzaczkiem „Grudą”, który objął dowództwo akcji, spalili wieżę ciśnień. Wysadzenie mostu oraz spalenie wież ciśnień na trzech kolejnych stacjach zdezorganizowało komunikację kolejową na tej linii.

Rajd por. "Podkowy" - część 2/6>
Strona główna>

Rajd por. "Podkowy" - część 2/6
Działalność oddziałów nasiliła się na początku 1943 r. W pierwszych dniach lutego do miejscowości Lasowce k. Bondyrza przybyła kompania por. Piotra Złomańca ps. „Podlaski”. Porucznik „Podlaski” wysłał do Zwierzyńca łącznika Bolesława Sobieszczańskiego „Pingwina” celem nawiązania łączności z „Adamem”. „Pingwin” skontaktował się z „Podkową”, który doprowadził go do „Adama”. Wszyscy trzej, tj. „Adam”, „Pingwin” i „Podkowa” udali się 4 lutego do wsi Lasowce. Po naradzie z por. „Podlaskim” „Adam” polecił wycofać oddział do lasu. Tejże nocy „Adam” i „Podkowa” wyruszyli w drogę powrotną do Zwierzyńca. Do szosy Zwierzyniec - Józefów odwoził ich patrol z oddziału. Podjeżdżając do szosy usłyszeli szum motorów. „Adam” polecił zatrzymać sanie i z „Podkową” podeszli na skraj lasu koło gajówki Kruglik. Po chwili na drodze ukazał się samochód osobowy, a za nim zwarta kolumna 10 samochodów ciężarowych pełnych Niemców, po czym mała przerwa i następna dziesiątka. Tak przejechało 60 samochodów. Jeden z żołnierzy powiedział - „jadą na nas”. Komendant „Adam” napisał polecenie dla por. „Podlaskiego”, aby bezzwłocznie wycofał się do lasu. Meldunek dla „Podlaskiego” odwiózł jeden z eskortujących ich żołnierzy.  Niestety na skuteczną obronę było już za późno. Około godz. 14. nastąpił silny atak Niemców. Amunicja partyzantów pochodziła z 1939 r.; w większości były to już niewypały. Ogień Polaków tylko na chwilę zatrzymał tyralierę nieprzyjaciół. Część oddziału "Podlaskiego" wycofała się w kierunku płn-wsch. przez Kątek do Bondyrza. Tam miejscowi partyzanci zatrzymali ogniem Niemców. Odgłosy walki dotarły do Józefowa, skąd wyruszyli na pomoc partyzanci AK z oddziału Konrada Bartoszewskiego "Wira". Niestety odsiecz przyszła późno. W Lasowcach nie było już Niemców, pozostały tylko ciała 29 poległych partyzantów i mieszkańców.

Pomnik na południowym skraju wsi Lasowce ku czci partyzantów z oddziału AK Piotra Złomańca "Podlaskiego" i mieszkańców wsi poległych 4 II 1943 r.

Na szczęście mjr „Adam” i „Podkowa” bez przeszkód dotarli do Zwierzyńca. Komendant „Adam” wydał „Podkowie” rozkaz zamknięcia drogi Zwierzyniec - Józefów. „Podkowa” wziął pluton „Wita” ze Zwierzyńca, do którego dołączył Witold Kot „Osa” i razem udali się na zasadzkę na szosie Zwierzyniec - Józefów. Następnego dnia około godz. 10.00 doszło do starcia z żandarmerią. Ostrzelani przez oddział Niemcy wycofali się. W akcji spalono 1 samochód, zginęło 2 Niemców, a 1 został ranny. Strat własnych nie było. Po akcji oddział wycofał się w lasy tereszpolskie, następnie żołnierze rozeszli się po kwaterach.
Bez przerwy utrzymywał się stan napięcia. Któregoś marcowego dnia rozpoznanie doniosło, iż Niemcy wąskotorówką podwożą świnie z Biłgoraja do Zwierzyńca - Biały Słup, gdzie przeładowują je do wagonów normalnotorowych, a potem wywożą. „Podkowa” uzgodnił z dowódcą miejscowego oddziału „Witem” akcję rekwizycji świń, gdyż 25 marca miał nadejść kolejny transport. W akcji wzięła udział część ludzi ze Zwierzyńca pod dowództwem „Wita” oraz część ludzi z Tereszpola pod dowództwem „Osy” (wraz z furmankami), a także ppor. „Dolina”. Na stacji Zwierzyniec - Biały Słup zlikwidowano patrol składający się z 1 Niemca i 11 Turkmenów. W walce poniosło śmierć 2 Turkmenów, kilku z nich zostało rannych - wszyscy zostali rozbrojeni. Zdobyto 1 rkm radziecki, 1 pistolet vis, 10 karabinów oraz granaty, zabrano hełmy i płaszcze. Lokomotywą podstawiono wagon świń na przejazd, gdzie załadowano je - po uprzednim zastrzeleniu - na furmanki. Strat własnych nie było. Po ściągnięciu ubezpieczenia oddział skierował się na kwatery. Pozostałych przy życiu Turkmenów i Niemca puszczono wolno.

Na początku kwietnia oddział „Podkowy” poniósł duże straty w ludziach i w sprzęcie. W dniu 6 kwietnia 1943 r. drużyna z terenu Radecznicy pod dowództwem ppor. „Doliny” wpadła w zasadzkę w rejonie wsi Rozłopy, w czasie powrotu z akcji. Na 16 żołnierzy 7 zostało zabitych, pozostali zaś, w tym 6 ciężko rannych, zdołali zbiec. Represji w terenie nie było. W kwietniu 1943 r. komendant „Adam” wydał dla oddziału „Podkowy” rozkaz zniszczenia pociągu z materiałami pędnymi na linii kolejowej Zawada - Bełżec. Rozpoznanie ustaliło, że w tym okresie codziennie szły pociągi z paliwem. Do akcji tej „Podkowa” wyznaczył grupę ze Zwierzyńca pod dowództwem „Wita”, złożoną z około 20 żołnierzy. Uzbrojenie stanowiło: 3 rkm-y, karabiny, pistolety, granaty. Do oddziału dołączył plut. „Osa” oraz patrol BIP („Totem” i „Lech”). Na miejsce akcji wybrano odcinek między stacjami Długi Kąt a Susiec. Duże kompleksy leśne umożliwiały bezpieczne odejście po wykonaniu zadania. Nocą z 21 na 22 kwietnia dotarto na ustalone miejsce. W oczekiwaniu ranka rozłożono się w gęstych krzakach w pobliżu toru. Ze względu na to, że miejsce było podmokłe, a noc chłodna „Podkowa” zezwolił na rozpalenie ogniska. Wczesnym rankiem, po zgaszeniu ogniska, oddział podciągnął pod tor kolejowy. „Podkowa” zorganizował 3 grupy: grupa uderzeniowa - plut. „Osa” z częścią ludzi i 2 rkm-ami, druga grupa z 1 rkm-em przy „Podkowie”, trzecia - jako ubezpieczenie od strony Suśca. Na torze został założony ładunek wybuchowy, po czym nastąpił dłuższy okres wyczekiwania. Wreszcie, około godz. 12.00, nadjechał transport składający się z cystern. Skład zbliżał się powoli. „Podkowa” pociągnięciem linki spowodował wybuch ładunku około 100 m. przed lokomotywą. Maszynista zaczął gwałtownie hamować i zatrzymał pociąg w miejscu wybuchu. Otwarto ogień do lokomotywy i wagonu za lokomotywą, w której znajdowała się eskorta. Po krótkiej obustronnej strzelaninie Niemcy wraz z kolejarzami opuścili pociąg, uciekając do lasu po przeciwnej stronie torów. Część oddziału szła wzdłuż toru, przestrzeliwując z pocisków przeciwpancernych cysterny. Z otworów, cienkimi strugami, zaczęło wyciekać paliwo. Po przedziurawieniu wszystkich cystern oddział wycofał się, a „Podkowa”, „Wit” i „Osa” wzięli przygotowane pakuły, rozstawiając się równomiernie wzdłuż pociągu. Po nasączeniu pakuł benzyną i ropą zapalili je i rzucili w kałuże wyciekłego paliwa. Płomienie pełzając powoli po ziemi zaczęły obejmować cysterny. Wtem, od strony Suśca, usłyszano nadjeżdżający pociąg. Wobec możliwości pojawienia się pociągu pancernego oddział wycofał się do lasu. Kłęby dymu z wybuchających cystern wznosiły się na kilkadziesiąt metrów w górę. Patrol BIP-u bez przerwy fotografował. Akcję wykonano bez strat.

Batalion por. Tadeusza Kuncewicza "Podkowy" (pierwszy z lewej), drugi z lewej Teofil Bizior "Kruk", ósmy - Zdzisław Jóźwiakowski "Huzar".

Na początku maja 1943 r. ponad 30 ludzi z kwater przeszło na stały pobyt do lasu. Uzbrojenie ich stanowiło 4 rkm-y i 1 lkm, karabiny, pistolety, granaty. Początkowo oddział kwaterował w lasach między Zwierzyńcem a Topólczą, ale już 18 maja przeniósł się w lasy tereszpolskie. W dniu 27 maja oddział wyruszył do Sułowa na akcję niszczenia dokumentów gminnych. Rozpoznanie doniosło, że oprócz posterunku policji granatowej w budynku gminnym i w szkole zakwaterowało 2 Niemców i 12 własowców. Po przybyciu do Sułowa plut. „Osa” z 12 ludźmi i 2 rkm-ami zdobył szkołę, w której kwaterowali własowcy. W akcji zginęło 2 Niemców, 4 własowców, pozostałych zaś rozbrojono. Zdobyto broń i oporządzenie. Plutonowy „Most” z grupą zaatakował gminę, w której bronili się policjanci granatowi. Część akt gminnych spalono. Całej gminy nie udało się opanować gdyż budynek był murowany, a stanowiska policji umocnione. Podczas akcji zginął Marcin Paprocki „Wilk”. Oddział wycofał się, zabierając zabitego. Rankiem 28 maja „Wilk” został pochowany. Po akcji oddział udał się w lasy topoleckie, a następnie przeniósł się w lasy tereszpolskie.

W dniu 1 czerwca 1943 r. Niemcy otoczyli wieś Sochy k. Zwierzyńca. Wieś została spalona, a mieszkańcy wymordowani. Potem nadleciały samoloty i zbombardowały palącą się wieś. Tego samego dnia komendant „Adam” i inspektor Edward Markiewicz „Kalina” uzgodnili akcję odwetową. Komendant „Adam” wybrał nasiedloną wieś Siedliska w pobliżu Zamościa i na dzień 5 czerwca zarządził koncentrację oddziałów w lasach kosobudzkich. Rano, w wyznaczonym terminie, nastąpiła zbiórka oddziałów, na której byli obecni „Norbert”, a wraz z nim patrol GL w sile 7 ludzi, „Ciąg”, „Podkowa”, por. „Podlaski”. „Adam” zrobił przegląd. Stan liczebny przedstawiał się następująco: 10 oficerów, 132 podoficerów i żołnierzy, 12 rkm-ów, 1 ckm. Z oddziału „Podkowy” ppor. „Dolina” z 2 rkm-ami i grupą ludzi miał ubezpieczać od strony Zawady, a por. „Podlaski” z ckm-em i grupą ludzi od strony Zamościa. Zadaniem reszty oddziałów było zaatakowanie wsi Siedliska. „Podkowa” miał najdłuższą drogę do miejsca rozpoczęcia akcji. Marsz odbywał się wzdłuż wioski, przez pola porośnięte zbożami, z samej wioski zaś padały pojedyncze strzały. Nim oddział „Podkowy” przybył na wyznaczone miejsce, już od strony „Ciąga” i „Norberta” rozległa się strzelanina i widać było płomienie podpalanych zabudowań. Wreszcie oddział osiągnął wyznaczone miejsce. Patrol pod dowództwem ppor. „Topoli” podpalił zabudowania, oddział wkroczył do akcji i nastąpiło dzieło zniszczenia. Z daleka widać było zielone rakiety oznaczające koniec akcji. Oddział „Podkowy” dołączył ostatni. W akcji zginął mjr SS Nerold, który był szefem zamojskiej filii biura przesiedleńczego w Łodzi, a także 2 esesmanów. Całość oddziałów bez strat osiągnęła kompleks lasów kosobudzkich, po czym poszczególne oddziały udały się w swoje rejony.

Por. Tadeusz Kuncewicz "Podkowa". Zdjęcie powojenne.

W dniu 19 czerwca oddział „Podkowy”, drużyna warszawska dowodzona przez st. sierż. Wincentego Lemparta „Wichura” oraz drużyna od „Ciąga” pod dowództwem Henryka Kapłona „Żuraw” wykonali akcję na fabrykę terpentyny i kalafonii „Alfa”. Z magazynów zabrano ubrania robocze, buty, kurtki, koce itp. W czasie akcji wywiązała się walka z żandarmerią. Strat własnych nie było. W czerwcu rozpoznanie stwierdziło, że Niemcy wielkimi siłami szykują na koniec czerwca akcję na kompleksy leśne. Komendant „Adam” zarządził wycofanie oddziałów z zagrożonego terenu. Część żołnierzy, którzy mieli bezpieczne schronienie, odesłano na kwatery. Oddział „Norberta” i „Podkowy” pod dowództwem „Adama” udał się w rejon Bończy, a kompania warszawska i oddział „Groma” w rejon Turobina. Po zakończeniu pacyfikacji oddziały powróciły w swoje rejony.

W oddziale „Podkowy” wiele czasu poświęcano szkoleniu i prowadzeniu zajęć praktycznych na zorganizowanym kursie podoficerskim. W dniu 15 sierpnia 1943 r. koło Guciowa odbyła się koncentracja oddziałów. Uroczyście obchodzono Święto Żołnierza, na którym licznie była reprezentowana terenowa organizacja AK. Wszyscy uczestnicy kursu podoficerskiego z oddziału „Podkowy" otrzymali awans na starszych strzelców.
W dniu z 7 na 8 września 1943 r. została przeprowadzona akcja zaopatrzeniowa na Janów Lubelski. W akcji udział wzięli: oddział „Podkowy”, pluton z oddziału „Norberta” i część kompanii warszawskiej. Inicjatorem akcji był por. Zdzisław Wilusz „Sęk”. Podczas akcji stoczono walkę z załogą niemiecką, liczącą około 400 ludzi. Grupa zaopatrzeniowa bez przeszkód zarekwirowała większą partię butów i materiałów tekstylnych oraz artykułów żywnościowych. Podczas starcia został śmiertelnie ranny w pachwinę celowniczy rkm-u „Zapalnik”. Po odejściu z Janowa Lubelskiego podczas marszu zginął st. strz. „Szapiro”. Przyczyną śmierci było przypadkowe odpalenie lkm-u.
 
W dniu 27 września kompania warszawska, oddział „Norberta” pod jego dowództwem oraz oddział „Podkowy” pod rozkazami „Doliny” odbiły więźniów z więzienia w Biłgoraju. Całością dowodził kpt. „Żegota”. Uwolniono 72 mężczyzn i 6 kobiet. Strat własnych nie było. Prawie miesiąc później, tj. 15 października, oddział „Podkowy” wziął udział w akcji na wieś nasiedloną Brody Duże, rekwirując u volksdeutschów zaopatrzenie i żywność. Dnia 24 października kompania warszawska i oddział „Podkowy” pod dowództwem kpt. „Żegoty” dokonały akcji na posterunek policji ukraińskiej w Księżpolu. Wywiązała się walka, z której posterunek policji wyszedł obronną ręką. Podłożona mina nie wybuchła. W akcji zginął st. strz. „Sosna” z kompanii warszawskiej. Po zarekwirowaniu zaopatrzenia oddziały wycofały się w lasy tereszpolskie. Po przybyciu na miejsce pochowano zabitego „Sosnę”, żegnając go salwą z karabinów.

Więzienie w Biłgoraju, z którego partyzanci "Norberta" i "Podkowy" 27 IX 1943 r. odbili 78 więźniów. Zdjęcie z czasów okupacji.

Rajd por. "Podkowy" - część 3/6>
Strona główna>
Rajd por. "Podkowy" - część 3/6
Nadszedł listopad 1943 r. Oddział kwaterował w dołach topoleckich. Do kompanii dołączył por. Czesław Bończa-Pióro „Colt”, który objął funkcję kwatermistrza. Pod nadzorem „Doliny” przystąpiono do budowy bunkrów na leże zimowe. Zgodnie z decyzją komendanta „Adama” oddział „Podkowy” miał pozostać w lesie, a reszta oddziałów przejść na kwatery. W tym samym miesiącu do oddziału został przydzielony zrzutek ppor. Hieronim Dekutowski „Zapora”. „Podkowa” podjął decyzję wydzielenia plutonu żołnierzy dla ppor. „Zapory”. Po skontaktowaniu go z miejscową siatką terenową, uzgodnił budowę bunkra na tzw. Łyścu w pobliżu Hoszni Ordynackiej (gmina Radecznica). W skład wydzielonej grupy wchodziła również drużyna złożona z Ormian, pod dowództwem st. lejtn. Wasiliana „Arama”, którzy zdezerterowali ze służby niemieckiej w Zwierzyńcu. Budowa bunkrów na czas zimowy została szybko zakończona tak przez „Dolinę”, jak i „Zaporę” na Łyścu. Do dołów topoleckich sprowadzono też barak, który ppor. „Dolina” wbudował w skarpę. Do oddziału „Podkowy” została przydzielona radiostacja pod dowództwem por. Mieczysława Skwarczyńskiego „Leszcz”. Dzięki agregatowi pracującemu na potrzeby radiostacji bunkry otrzymały oświetlenie elektryczne. W bunkrze urzędował również dr Bolesław Ałapin „Kwiatkowski”, czasowo zaś przebywał także prof. Ludwik Ehrlich, odbity przez kpt. „Żegotę” z więzienia w Biłgoraju. Po krótkim pobycie prof. Ehrlich został przekazany na kwaterę do Bończy pod opiekę „Ciąga”.

Ppor. cc Hieronim Dekutowski "Zapora" (czwarty od lewej) i żołnierze z jego oddziału.

W dniu 4 grudnia 1943 r. oddział dowodzony przez „Zaporę” przeprowadził akcję rekwizycyjną w nasiedlonej wsi Źrebce. Podczas akcji zostało zabitych 5 kolonistów niemieckich, a po stronie polskiej „Haik” z drużyny „Arama”. W dniu 15 grudnia rozkazem „Adama” przy obozie został utworzony kurs podchorążych - stan 35 elewów. Komendantem kursu był kpt. Janusz Pruszkowski „Wacław”, instruktorami - ppor. „Dolina”, ppor. „Topola” i sierż. „Osa”. Życie w obozie płynęło spokojnie według ustalonego programu. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Na uroczystą Wigilię przybyło wielu przedstawicieli miejscowej organizacji AK. Komendant „Adam” wraz z „Podkową” udali się do Radecznicy po kapelana o. Wacława Płonkę ps. „Czarny”. W drodze z Radecznicy do obozu powożący końmi „Ruko”, skręcając z Gorajca do Czarnegostoku zjechał z nasypu, wywracając sanie. Z humorem postawiono sanie i już bez przeszkód dojechano do obozu. Wśród zaproszonych gości byli między innymi: komendant Obwodu Zamość Stanisław Książek „Wyrwa”, Leonard Kowalczyk „Kawka” i Marian Krzewski „Sas”. W podniosłym nastroju spożyto wieczerzę wigilijną, złożoną z tradycyjnych potraw. Były przemówienia, występy miejscowego chóru. Solo występował Jerzy Janowski „Blask”, zbierając zasłużone oklaski. Goście rozjechali się późnym wieczorem. Była to jedyna uroczysta Wigilia w lesie w Obwodzie Zamość Armii Krajowej.

LEGENDA  ZAMOJSZCZYZNY


Nastał 1944 r., a wraz z nim nadzieja na zbliżający się koniec wojny, tak upragniony przez wszystkich. W obozie komendant „Adam” zarządził odprawę dowódców. Przelatujący w tym czasie niemiecki samolot rozpoznawczy zainteresował się dużą liczbą sań stojących w lesie, kilka razy zakręcił koła i odleciał. W związku z tym oraz przyłapaniem szpiega w pobliskiej wiosce oddział wraz ze szkołą podchorążych i radiostacją przeniósł się do Puszczy Solskiej i zakwaterował w miejscowości Maziarze, opuszczonej przez ludność. W dniu 21 stycznia 1944 r. zespolone oddziały „Groma”, „Norberta”, „Podkowy” i szkoła podchorążych dokonały rekwizycji żywności w miejscowości Suchowola, nasiedlonej przez Niemców. Zginęło 4 Niemców, 1 został ranny. Zdobyto 1 pm i 4 kb. Zarekwirowano świnie, artykuły żywnościowe, szereg sań z zaprzęgami. Własnych strat nie było.

Rozpoznanie doniosło o zbliżaniu się dużych sił partyzantki radzieckiej. Okazało się, że był to oddział im. Kowpaka, dowodzony przez ppłk. Piotra Werszyhorę. Po otrzymaniu wiadomości, że w Borowcu kwateruje sztab, ze strony AK wyjechała delegacja w składzie: kpt. Janusz Pruszkowski „Wacław”, Edward Błaszczak „Grom”, Tadeusz Kuncewicz „Podkowa”, Adam Piotrowski „Dolina”, Czesław Bończa-Pióro „Colt” i Mieczysław Skwarczyński „Leszcz”. Spotkanie upłynęło w przyjaznej atmosferze. Zostało omówione współdziałanie z oddziałami AK na czas przebywania oddziału ppłk. Werszyhory na terenach Zamojszczyzny. Na spotkaniu tym „Podkowa” uzgodnił wspólną akcję wysadzenia mostu kolejowego pod Wólką Orłowską. W nocy z 18 na 19 lutego1944 r. patrol z oddziału ppłk. Werszyhory i „Podkowy” przy współpracy z terenowymi oddziałami AK wysadził most kolejowy we wsi Wólka Orłowska pod stacją kolejową Krasnystaw. W drodze powrotnej zdemolowano przystanek kolejowy Tarzymiechy i przerwano łączność. W dniu 23 lutego po dołączeniu patrolu do oddziału ppłk. Werszyhory we wsi Szeliga dowódca zgrupowania radzieckiego podarował dowódcy oddziału partyzanckiego „Podkowie” automat radziecki z dedykacją na tabliczce. Po oficjalnym spotkaniu ppłk Werszyhora zaprosił na swoją kwaterę szereg dowódców, w tym również i „Podkowę”. Nastrój był uroczysty, ponieważ przyszło wiele odznaczeń i awansów, a oddział został przemianowany na Pierwszą Ukraińską Dywizję Partyzancką im. gen. mjr. Sidora Kowpaka. Po omówieniu dalszej współpracy „Podkowa” wraz z Michałem Świstowskim „Hufnal” powrócił w rejon Zwierzyńca, gdzie kwaterował oddział.

Ppłk Piotr Werszyhora, dowódca 1 Ukraińskiej Dywizji Partyzanckiej im. gen. mjr. Sidora Kowpaka.

Dywizja partyzantów radzieckich robiła rajd po powiatach: biłgorajskim, tomaszowskim i zamojskim. Po walkach w Krasnobrodzie przeszła do wsi Bondyrz, a stamtąd przemieszczała się do wsi Kosobudy, Wierzchowiny, Zarzecze. Niemcy okrążyli dywizję, nacierając od strony Zamościa, Krasnobrodu i Zwierzyńca, i zamknęli drogi prowadzące do kompleksu leśnego Kosobudy. W dniu 4 marca ppłk Werszyhora wysłał gońców z przepustkami do „Podkowy”, aby ten bezzwłocznie stawił się w sztabie dywizji. Jeden z nich, Zbigniew Kowalczuk „Szczelina”, dotarł do „Podkowy”. „Podkowa” i Bogdan Łopuski „Tatar”, który bardzo dobrze znał język rosyjski, wraz ze „Szczeliną” udali się do Bondyrza, gdzie „Szczelina” pozostał, a „Podkowa” i „Tatar” skierowali się do Kosobud i zameldowali się w sztabie ppłk. Werszyhory. W toku narad „Podkowa”, znając rozmieszczenie oddziałów niemieckich w Zwierzyńcu i Szczebrzeszynie, zaproponował ppłk. Werszyhorze wyjście z okrążenia drogą na młyn na Wieprzu koło wsi Kawęczyn, pomiędzy Szczebrzeszynem a Zwierzyńcem - most przez Wieprz był wolny od Niemców. Ppłk Werszyhora, mając swoje rozpoznanie i zaufanie do „Podkowy”, zgodził się na podany projekt. Cały dzień (5 marca) toczyły się walki z Niemcami od strony Zamościa i Zwierzyńca. Następnego dnia pod wieczór, z 6 na 7 marca, dywizja wyruszyła z Kosobud. Do wsi Żurawnica, przez las, prowadził miejscowy gajowy Stanisław Sarzyński. Dywizja wyszła z okrążenia bez walki. Jedynie przy stacji kolejowej Szczebrzeszyn ubezpieczenie zatrzymało i zniszczyło transport wojskowy. Dywizja ppłk. Werszyhory opuściła tereny Zamojszczyzny.

W dniu 17 marca 1944 r. patrol w składzie: „Podkowa”, „Dolina”, „Leszcz”, Jan Tyszko „Wyrwa” oraz Józef Repeć „Wilga” starł się z żandarmami w lesie koło wsi Wirkowice - zabito żandarma. W trakcie strzelaniny dołączył oddział BCh, który ścigając uciekających żandarmów zabił jednego z nich, reszta zaś uciekła. W tym samym dniu patrol z oddziału „Podkowy” - Witold Kot „Osa” i Feliks Świrgoń „Dąb” - stoczył walkę z patrolem żandarmerii na drodze z Sąsiadki do Radecznicy, zabijając żandarma. Dnia 3 kwietnia 2-osobowy patrol z oddziału „Podkowy” (w tym Bolesław Grudewicz „Wilczek”) starł się w Szczebrzeszynie z żandarmerią, zabijając oficera. Cztery dni później, tj. 7 kwietnia, patrol pod dowództwem „Podkowy” urządził zasadzkę na gestapowca Stanisława Majewskiego na szosie Biłgoraj - Zwierzyniec koło Tereszpola. Na skutek zejścia ze stanowiska grupy mającej blokować szosę od czoła samochód minął zasadzkę, jednak gestapowiec zmarł z powodu odniesionych ran.

W dniu 9 maja połączone patrole - po 20 ludzi z oddziału „Podkowy” i oddziału radzieckiego - pod dowództwem Karola Nowosadzkiego „Natan” wykonały zasadzkę na Niemców na szosie Zwierzyniec - Biłgoraj w rejonie Panasówki. Zniszczono 3 auta, zabito 3 Niemców, a 2 rannych wzięto do niewoli. Zdobyto zaopatrzenie i broń. Strat własnych nie było. Tego samego dnia oddział „Podkowy” wraz z plutonem od „Norberta” dowodzonym przez Jana Wosia ps. „Warta” oraz grupą minerów radzieckich wysadziły na minie lokomotywę prowadzącą pociąg z amunicją pomiędzy stacją kolejową Zwierzyniec i Krasnobród. Z pociągu zabrano część amunicji do moździerzy, pozostałą zaś amunicję artyleryjską podpalono. Cały transport wyleciał w powietrze. Rozrywające się pociski zniszczyły tor kolejowy. Podczas zakładania miny, przy ubezpieczeniu od strony Zwierzyńca, zginęło 2 minerów radzieckich. Na założoną minę od strony Krasnobrodu grupa operująca na stacji Krasnobród puściła pociąg (po wyładowaniu z niego cukru). Na wykolejony pociąg został puszczony drugi skład, który spotkał ten sam los. Oba pociągi zatarasowały tor na przestrzeni kilkuset metrów. Po akcji oddział przeszedł w rejon Bondyrza.

W dniu 12 maja obok gajówki Słupy komendant „Adam” dokonał odprawy oddziału „Podkowy”, wzmocnionego plutonem ochrony sztabu pod dowództwem „Osy” oraz 10 minerów radzieckich. „Podkowa” dostał rozkaz wysadzenia mostu kolejowego w Zwierzyńcu nad Wieprzem. Akcja miała się rozpocząć z chwilą rozpoczęcia zrzutów broni w miejscowości Florianka. Do akcji „Podkowa” ściągnął jeszcze 2 plutony terenowe z kompanii „Wita”. Stan sił niemieckich w Zwierzyńcu wynosił 1200 ludzi, na moście kolejowym znajdowała się warta (5-6 wartowników) plus 2 bunkry ziemne z ckm-ami, w baraku zaś około 50 Niemców i własowców. Siły własne stanowiło około 180 żołnierzy. Z chwilą, gdy samolot podchodzący do zrzutu robił koło prawie nad Zwierzyńcem, rozpoczęto akcję. Po opanowaniu mostu minerzy przystąpili do pracy. Podczas minowania oddział wysłany z obozu niemieckiego ostrzelał most. Odrzuceni atakiem pchor. Janusza Baca „Wir” Niemcy wycofali się. „Wit” w tym czasie wraz ze swoim oddziałem ubezpieczał pozostałych od strony kwaterujących Niemców i rekwirował żywność i zaopatrzenie. Część patroli wysłano do pozorowania ataku na obóz niemiecki. O świcie most został wysadzony. Straty Niemców wynosiły 4 zabitych. Zdobyto 1 km, 4 kb, pistolet, części ekwipunku i zaopatrzenia.

Kwiecień 1944 r. Żołnierze 9 pp AK słuchają audycji radiowej. Pierwszy z lewej mjr Stanisław Prus "Adam".

W drugiej połowie maja 1944 r. komendant „Adam” rozkazał „Podkowie” przygotowanie patrolu w sile około 20 żołnierzy. W dniu 25 maja patrol z „Adamem”, „Podkową” i „Leszczem” z 2 przenośnymi radiostacjami wyruszył do Obwodu Hrubieszów celem nawiązania łączności z okrążoną 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK. Po nawiązaniu kontaktu 27 Dywizja miała być przeprawiona na lewą stronę Bugu. Po przybyciu w hrubieszowskie patrol spotkał się z oddziałem 27 Dywizji pod dowództwem por. Tadeusza Persza „Głaza”, który przedostał się przez Bug i kwaterował w okolicach Grabowca. Po nawiązaniu łączności patrol 6 czerwca powrócił do miejscowości Borek w powiecie krasnostawskim, gdzie część oddziału „Podkowy” pod dowództwem zastępcy por. Jana Brochalskiego „Dana” zajmowała kwatery. W tym czasie do oddziału dotarła wiadomość, że do pobliskiej wioski przyjechali Niemcy. Na spotkanie z nimi wyszła z 3 rkm-ami 12-osobowa grupa bojowa pod rozkazami Mariana Mijalskiego „Mafa” z oddziału „Podkowy” oraz 5 ludzi z BCh i 5 z organizacji „Miecz i Pług”. Na szosie Rudnik - Gorzków zaraz po przybyciu grupy nadjechały 2 samochody z Niemcami (łazik i ciężarowy), które ostrzelano i obrzucono granatami. Pomimo tego Niemcy zdołali umknąć, ostrzeliwując się po drodze. W akcji zginął partyzant „Fiala” z oddziału „Miecz i Pług”. Straty niemieckie wynosiły 7 zabitych i rannych. Z miejscowości Borek oddział „Podkowy” przeszedł w rejon Radecznicy, a następnie - na polecenie komendanta „Adama” - w okolicę Bondyrza. Obóz założono obok oddziału „Doliny”, tuż nad drogą.

Rajd por. "Podkowy" - część 4/6>
Strona główna>

Rajd por. "Podkowy" - część 4/6
W czerwcu 1944 r. Niemcy rozpoczęli akcję pod kryptonimem „Sturmwind II” celem oczyszczenia z partyzantów zaplecza frontu. Dnia 18 czerwca Niemcy zamknęli okrążenie, obsadzając drogę Zwierzyniec - Krasnobród, obok której kwaterował oddział „Podkowy”. Oddziały stojące na północ od tej drogi znalazły się poza pierścieniem obławy, czego nie udało się uniknąć oddziałom znajdującym się na południu. W czasie obsadzania drogi przez Niemców około 30 żołnierzy z oddziału „Podkowy” z pchor. Wiesławem Smykiem ps. „Czarny” i pchor. Ryszardem Siwińskim ps. „Korczak” udało się do kąpieli nad rzekę Wieprz, leżącą na południe od drogi Zwierzyniec - Krasnobród, a po obsadzeniu której znaleźli się w kotle. Oddział wycofał się w rejon wsi Lasowce. „Korczak” i „Czarny” ustalili, że po zapadnięciu zmroku będą przebijać się w stronę lasów kosobudzkich. Wieczorem pluton, do którego dołączyło 8 żołnierzy AL, ruszył skrajem wsi Guciów. Podczas starcia z Niemcami pluton pod wpływem silnego ognia rozbił się na 2 grupy. „Korczak” z około 20 żołnierzami dołączył do oddziałów okrążonych w Puszczy Solskiej, zaś  grupa z pchor. „Czarnym” 21 czerwca - po potyczce z Niemcami - przedostała się w lasy kosobudzkie, a dzień później dołączyła do  całości oddziału. „Korczak” brał udział w walkach toczonych w Puszczy Solskiej. W nocy z 25 na 26 czerwca „Korczak” z grupą 20 ludzi zdołał przebić się przez pierścień Niemców i 30 czerwca dołączył do oddziału. Dnia 27 czerwca oddział „Podkowy” i pluton konnego zwiadu pod dowództwem „Sępa” - w obecności komendanta „Adama”, urządził zasadzkę na szosie Zwierzyniec - Biłgoraj w rejonie Hedwiżyna. Z działka przeciwpancernego rozbito samochód, który się spalił, zginęło 4 Niemców, w tym 1 oficer. Akcję prowadził pokazowo por. „Dan”.

W pierwszych dniach lipca 1944 r. komendant „Adam” wydał „Podkowie” rozkaz rozpoznania miejsc walk w okrążeniu. „Podkowa” wraz z kilkunastoma ludźmi plus 2 wozami taborowymi z żywnością i środkami opatrunkowymi skierował się w rejon Puszczy Solskiej. W okolicach Górecka Kościelnego dołączył do nich Edward Błaszczak „Grom” i Konrad Bartoszewski „Wir”. Po drodze patrol napotykał ciała poległych żołnierzy z grup partyzanckich polskich i radzieckich, wciąż jeszcze nie pogrzebane. W lesie pod Borowcem natknięto się na placówkę złożoną z żołnierzy z pobliskich wiosek, a dowodzoną przez por. Jana Woźnicę „Malina”. W okolicznych wsiach kwaterowały silne oddziały korpusu kawalerii kałmuckiej dr. Dolla. Spotkano również duży oddział partyzantki radzieckiej. „Wir”, „Grom” i „Podkowa” postanowili wrócić do Górecka Kościelnego, gdzie w okolicy kwaterował oddział „Wira”.

Od lewej stoją: Edward Błaszczak "Grom" (drugi), Włodzimierz Hascewicz "War" (trzeci) i Jacek Zakrzewski "Glass" (czwarty).

Oddziały kałmuckie jeździły po okolicy mordując ludzi i paląc wioski. „Wir” i „Podkowa” zdecydowali, że przyjmą walkę w Górecku Kościelnym, ale oddziały kałmuckie omijały wioskę. Postanowiono więc urządzić zasadzkę obok Aleksandrowa, gdzie kwaterowali Kałmucy. Świtem 8 lipca pluton z oddziału „Wira” pod dowództwem ppor. Władysława Homy ps. „Kula” udał się na zasadzkę. Około godz. 12.00 wyruszyła z kolei grupa z oddziału „Podkowy” pod dowództwem „Wita” celem zluzowania ppor. „Kuli”. Zaraz po zajęciu stanowisk przez grupę „Wita” nadjechał oddział kawalerii kałmuckiej. Partyzanci otworzyli silny ogień do przejeżdżających. W wyniku starcia kilku Kałmuków zostało zabitych, 2 wzięto do niewoli, reszta uciekła. Po kilku dniach Kałmucy opuścili Aleksandrów.
Grupa „Podkowy” powróciła w swój rejon i połączyła się z resztą oddziału. W tym czasie oddział kwaterował w okolicy Topólczy razem ze zbornym batalionem 27 Dywizji Piechoty AK w sile 168 ludzi, który został przydzielony do II batalionu OP 9 na okres przejścia frontu. Zbornemu batalionowi przydzielono zrzutową broń maszynową, 2 działka ppanc, amunicję i umundurowanie. Ze względu na końcowe walki zborny batalion 27 Dywizji został całkowicie umundurowany i dozbrojony bronią zrzutową, którą otrzymał dla tej dywizji.

Por. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” przed frontem Oddziału Zbiorczego 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK w dniu rozbrojenia, Szczebrzeszyn, 25 lipca 1944.

Nastąpiły końcowe walki prowadzone przez II batalion OP 9 oraz batalion zborny 27 Dywizji. Szczególne nasilenie walk miało miejsce 24 lipca 1944 r. W udanych zasadzkach zdobyto kilkanaście wozów taborowych oraz wzięto do niewoli około 10 jeńców. W starciu z bronią pancerną zginął Austriak „Emil”, który razem z kolegą zdezerterował z niemieckiego wojska, aby wstąpić do polskiej partyzantki. Od jeńców dowiedziano się, że wycofują się ostatnie jednostki niemieckie. Informacje te potwierdziło polskie rozpoznanie. Wojska niemieckie wycofywały się także w ciągu 25 lipca. Patrole wysłane z obozu miały kilka potyczek z Niemcami. Rozeszły się pogłoski, że Niemcy mają zaatakować jednostki partyzanckie stacjonujące w lasach. Na skutek tego „Podkowa” zwołał naradę dowódców poszczególnych oddziałów II batalionu OP 9 i zbornego batalionu 27 Dywizji. Postanowiono nie zmieniać miejsca pobytu, a tylko dodatkowo ubezpieczyć się na drogach prowadzących do obozu, zakładając miny przeciwczołgowe. Zarządzono stan alarmowy. W nocy z 25 na 26 lipca Niemcy wysadzili mosty na Wieprzu w Klemensowie i Szczebrzeszynie. Na drogach ustał ruch wycofujących się Niemców.

Wczesnym rankiem 26 lipca „Podkowa” zarządził marsz na Szczebrzeszyn. Przez Kawęczyn i Błonie wkroczono do Szczebrzeszyna. Pierwsi, którzy weszli do miasta, zastali puste ulice i ani jednego mieszkańca. Ludzie nie wierzyli, że Niemcy wycofali się całkowicie. „Podkowa” polecił zawiesić na ratuszu polską, biało-czerwona flagę. Po wejściu do miasta całego oddziału wraz z taborami i jeńcami na ulice wyszli mieszkańcy. Jako jeden z pierwszych do „Podkowy” podszedł dr Zygmunt Klukowski, znany działacz i historyk z lat okupacji. „Podkowa” przywitał się z nim serdecznie. Oddziały zajęły kwatery po wojsku niemieckim i zabezpieczyły magazyny zbożowe. W tym czasie saperzy radzieccy przystąpili do budowy mostu na Wieprzu od strony Zwierzyńca. Po jakimś czasie nadjechał samochód z wyższym oficerem radzieckim, który przez radiostację poinformował o zajęciu Szczebrzeszyna. Por. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” zameldował swój pobyt z oddziałem w Szczebrzeszynie. Przed południem do miasta weszły oddziały terenowe stacjonujące w okolicy Szczebrzeszyna, ze znanymi działaczami z okresu okupacji na czele. Jeszcze 29 lipca żołnierze z oddziału „Podkowy” zlikwidowali byłego konfidenta niemieckiego ze Szczebrzeszyna, właściciela cukierni, Szweda.

Oddział por. "Podkowy" wkracza do Szczebrzeszyna, 26 VI 1944 r.

PRZECIWKO NOWYM OKUPANTOM

Oddziały kwaterowały w Szczebrzeszynie do 30 lipca 1944 r. W tym dniu kpt. „Wacław” odczytał rozkaz złożenia broni przed oddziałami sowieckimi. Żołnierzom udało się ukryć większość broni i zdać egzemplarze stare lub niesprawne.

Odznaka pamiątkowa 9 pułku piechoty Armii Krajowej.

Po rozbrojeniu „Podkowa” natychmiast wrócił do konspiracji. Jeszcze w sierpniu por. Tadeusz Kuncewicz wyruszył w stronę Warszawy, w celu rozpoznania możliwości udzielania pomocy powstańcom przez oddziały partyzanckie z Zamojszczyzny. Wraz kilkoma konspiratorami dotarł jedynie do Lublina, by stwierdzić, że nasycenie terenu wojskiem sowieckim jest tak ogromne, że przebicie do stolicy jest absolutnie niemożliwe. Powrócił na Zamojszczyznę i jeszcze w końcu września 1944 r. usiłował zorganizować rozbicie więzienia w Zamościu, ale z powodu niesprzyjających okoliczności akcję tę odwołano. W nocy z 30/31 października w Szczebrzeszynie żołnierze „Podkowy” zastrzelili konfidenta NKWD, fotografa Hałasę.

Szczebrzeszyn, 27 lipca 1944 r. 1 kompania II batalionu OP9 przed koszarami - budynkiem szkoły podstawowej.

W końcu 1944 r. „Podkowa” ukrywał się na terenie obwodu i z powodu obecności dużej liczby żołnierzy sowieckich w okolicach nie podejmował żadnych działań. W końcu stycznia 1945 został dowódcą dywersji Obwodu Zamość i rozpoczął organizowanie struktur terenowych. Jeździł po całym powiecie, obejmował placówki, „łapał” utracone kontakty, nawiązywał nowe. Wiosną, „Podkowa” stworzył oddział złożony z 30-40 ludzi. Do wykonywania większych akcji mobilizował żołnierzy stale przebywających w domach i oddział powiększył się kilkakrotnie. Rozpoczęto pierwsze akcje przeciwko nowym okupantom. 2 lutego wykonano wyrok śmierci na szpiclu bolszewickim Janie Szurmie, a 5 lutego partyzanci z oddziałów „Podkowy”, Tadeusza Niedźwieckiego „Stena” i Bolesława Jóźwiakowskiego „Huzara” o godz. 10:00 wkroczyli do Zwierzyńca i rozstrzelali przed budynkiem gminy komendanta milicji, Żyda Bibermana.
24 marca 1945 r. oddział Tadeusza Kuncewicza wspólnie z partyzantami Bolesława Sobieszczańskiego „Pingwina” i Romana Szczura „Urszuli”, pod dowództwem „Podkowy”, rozbili  posterunek MO w Skierbieszowie. Zginęło dwóch milicjantów: Alfred Kus i Ludwik Litwińczuk oraz dwie osoby cywilne. Budynek został zdemolowany i spalony.

W kwietniu 1945 r. partyzanci „Podkowy” przeszli do Puszczy Solskiej, na teren powiatu biłgorajskiego, gdzie dołączył do nich kilkunastoosobowy oddział specjalny przy komendancie Obwodu Biłgoraj AK, mjr. Józefie Gniewkowskim ps. „Orsza”, dowodzony przez ppor. Tadeusza Borkowskiego „Mata”. 10 IV 1945 r. połączone oddziały „Podkowy” i „Mata” w sile około 50 partyzantów zaatakowały posterunek MO we Frampolu. Po zdobyciu budynku zabrano należącą do milicjantów broń i ich mundury. Zastrzelono też kwaterującego tam funkcjonariusza NKWD, a komendanta posterunku Zygmunta Kosiorka, uprowadzono ze sobą. Potem AK-owcy przeszli do Kocudzy i tej samej nocy rozbili tamtejszy posterunek MO. Podobnie jak we Frampolu, zarekwirowano mundury i broń. Budynek zdemolowano, a akta spalono. Na posterunku żołnierz „Mata”, Tadeusz Miksza ps. „Wampir” [późniejszy agent UB, współodpowiedzialny za rozbicie grupy Adama Kusza „Garbatego” w 1950 r.] wykonał wyrok śmierci przez zastrzelenie na uprowadzonym Z. Kosiorku.

24 kwietnia 1945 r. „podkowiacy” opanowali posterunek MO w Zakrzewie, a 27 kwietnia, nadal połączone oddziały por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” i  ppor. Tadeusza Borkowskiego „Mata”, zajęły miasto Janów Lubelski. Partyzanci najpierw podminowali, a następnie opanowali więzienie, gdzie odebrano broń strażnikom więziennym i uwolniono 15 aresztowanych, z tym że jednego na miejscu zastrzelono, a pozostałych zabrano ze sobą.

Budynek, w którym mieściło się więzienie w Janowie Lubelskim.

Rozbito także posterunek MO, gdzie rozbrojono dwóch milicjantów, a następnie w domu Gajewskiego wykonano wyrok śmierci na referencie Gminnego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, Kwietniu (lub Kwiecińskim). Zaatakowano również dom, w którym kwaterowali doradcy sowieccy. Dwóch doradców odniosło rany, jednak udało im się obronić. Ze Spółdzielni Rolniczo-Handlowej zabrano wiele artykułów o wartości 350 tyś. zł. Grupa partyzantów dowodzona przez ppor. „Mata” zajęła Urząd Skarbowy, a pracownicy tego urzędu zostali zmuszeni do oddania 421.500 zł. i 68.706 rubli. „Podkowiacy” zaatakowali również stacjonujący w Janowie oddział Armii Czerwonej, zdobyli 4 samochody ciężarowe i 600 litrów benzyny. Czterech sowietów wpadło w ręce partyzantów. Uprowadzono ich do lasu, rozbrojono, potem wywieziono do wsi Flisy i puszczono wolno.

Tablica upamiętniająca akcję "Podkowy" i "Mata" umieszczona na budynku więzienia w Janowie Lubelskim.

Rajd por. "Podkowy" - część 5/6>
Strona główna>

Rajd por. "Podkowy" - część 5/6
Po opanowaniu Janowa oddziały rozłączyły się. „Mat” ze swymi żołnierzami odjechał zdobytymi samochodami do wsi Flisy, a „podkowiacy” wyruszyli do Biszczy. 29 kwietnia oddział „Podkowy” rozbił posterunki w Biszczy i Łukowej. Tak jak w poprzednich akcjach, zabrano broń i mundury, a budynki zdemolowano. W Łukowej dodatkowo obito milicjantów, sekretarza PPR i kilku członków tej partii. Tej samej nocy „Podkowa” starał się zdobyć posterunek w Tarnogrodzie, lecz akcja się nie udała i skończyło się na ostrzelaniu budynku. Wracając, oddział rozbroił jeszcze dwóch milicjantów napotkanych po drodze do Biłgoraja. Po przeprowadzeniu tych akcji, żołnierze por. „Podkowy” opuścili Obwód Biłgoraj i przeszli do Obwodu Zamość.

Wracając z Puszczy Solskiej, 5 V 1945 r. „Podkowa” zajął stację PKP w Klemensowie, (pow. Zamość), gdzie rozbroił straż kolejową i zarekwirował wagon cukru. W połowie maja 1945 r. „Podkowa” chciał zająć Krasnystaw i uwolnić swoich ludzi siedzących w tamtejszym więzieniu. 12 V 1945 r. zgrupowanie złożone z ponad setki partyzantów zebrało się w lesie pod miastem. Wywiad doniósł, że do Krasnegostawu wkroczyły oddziały wojskowe zaopatrzone w broń pancerną. Z akcji trzeba było zrezygnować i „Podkowa” zarządził wymarsz do Żółkiewki.

Więzienie w Krasnymstawie przy ul. Poniatowskiego 27.

Podczas przemarszu część ludzi rozpuszczono do domów. W Żółkiewce oddział zajął posterunek MO, zabrał broń, dokumenty, żywność i rower. Rozstrzelano też funkcjonariusza UB, Jana Kolmana (lub Kalamana) i sekretarza gminnego PPR, Wacława Jagiełłę. Po opuszczeniu Żółkiewki oddział pojechał do kolonii Borówek, gdzie zlikwidowano milicjanta Józefa Ksiedraka i jego brata, członka PPR Aleksandra Ksiedraka.
15 V oddział „Podkowy”, pod dowództwem jego zastępcy Mariana Mijalskiego „Mafa”, opanował posterunek MO i Urząd Gminy w Izbicy (pow. Krasnystaw). AK-owcy zabrali dwanaście sztuk broni, różnego rodzaju pieczęcie i akta. Posterunek zdemolowano i zabito milicjanta Seweryna Suszyńskiego. Partyzanci uprowadzili ze sobą milicjantów: Alfreda Jeżeckiego (lub Furkowskiego) i Wiesława Rudzińskiego, których potem zlikwidowano. Również w maju 1945 r. plut. Witold Kot ps. „Osa” wraz kilkoma partyzantami z oddziału por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” zorganizowali zasadzkę i odbili kilku więźniów transportowanych przez milicjantów szosą ze Zwierzyńca do Biłgoraja.

19 maja 1945 r. dzięki posiadanej agenturze, funkcjonariusze PUBP w Krasnymstawie próbowali zlikwidować stacjonujący w miejscowości Czysta Dębina k/Gorzkowa oddział „Podkowy”. Partyzanci, ostrzeżeni przez miejscową ludność, zdołali przygotować się do starcia, w którym zginęło dwóch funkcjonariuszy UB, a kilku kolejnych zostało ciężko rannych. W odwecie za pomoc jakiej mieszkańcy udzielili „leśnym” już w nocy z 20 na 21 maja grupa operacyjna UB i MO dokonała pacyfikacji kolonii Czysta Dębina, w wyniku której miejscowość ta została doszczętnie spalona. S. Kardyka, który w tym okresie był przetrzymywany w lochach UB (12-26 maja 1945 r.) wspominał:
„[...] W czasie jednego z polowań na akowców w okolicach Czystej Dębiny k/Gorzkowa, UB spotkało się z „bandą”, która im trochę skórę przetrzepała. Po powrocie z tego polowania (19 maja 1945 r.) zaczęło się ogólne bicie mieszkańców lochu. Ubowcy wyprowadzali po kilku i nie zadając żadnych pytań walili gdzie popadło...”.

Na początku czerwca oddział wrócił do powiatu zamojskiego, gdzie wykonał jeszcze wyroki na współpracownikach i donosicielach NKWD i UB. 4 VI 1945 r. we własnym domu powieszony został Jan Szałat ze wsi Średnie Duże, a w Ujazdowie tego samego dnia na przydrożnym drzewie powieszono Józefa Puchacza.

RAJD POR. "PODKOWY"

W czerwcu 1945 roku por. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” rozformował oddział i zgłosił swoim przełożonym chęć przedarcia się przez Niemcy do II Korpusu gen. Andersa. Otrzymawszy  pozwolenie, oznajmił podkomendnym, że z powodu dużego ryzyka mogą z nim pojechać wyłącznie młodzi mężczyźni nie mający rodzin. W końcu czerwca wybrał 22 „spalonych” partyzantów, którzy wyrazili gotowość uczestnictwa w tej „szaleńczej” wyprawie. Byli to młodzi, odważni ludzie, kawalerowie, znający się na motoryzacji. Wszyscy byli przebrani w mundury „berlingowców” i podawali się za LWP, posiadali też odpowiednie przepustki i sfałszowane dokumenty. W Zwierzyńcu przyszli żołnierze Andersa złapali dwóch propagandzistów PPR, jadących ciężarówką „Studebaker” i pojechali w kierunku zachodnim. Po przejechaniu mostu na Wiśle obaj komunistyczni aktywiści zostali zastrzeleni w lesie, a „podkowiacy” pojechali przez Stalową Wolę i Sandomierz w kierunku Dolnego Śląska.

STUDEBAKER US6. Takim samochodem partyzanci por. "Podkowy" próbowali przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej.

Partyzanci często zmieniali po drodze tablice rejestracyjne i starali się trzymać bocznych dróg. „Podkowa” posiadał jedynie mapy obszarów należących do Polski w 1939 roku. W związku z tym po przekroczeniu przedwojennej granicy partyzanci musieli jechać „na orientację”. Konieczność unikania głównych szlaków sprawiła, że 5 lipca oddział zgubił się i zamiast do Niemiec wjechał do Czechosłowacji. Jeden z partyzantów Zdzisław Szyndzielarz jeszcze w okresie międzywojennym był w tych okolicach i znał mieszkającą w Sluknovie polską rodzinę Kłusowskich. Szyndzielarzowi udało się doprowadzić partyzantów na miejsce. Okazało się jednak, że w domu Kłusowskich mieszka Niemka, do której 6 lipca przyjechał narzeczony – Josef Sindelar, który był oficerem czechosłowackiego wywiadu w stopniu porucznika. Mający słabość do kobiet por. Tadeusz Kuncewicz traktował atrakcyjną Niemkę z dużą atencją, co, jeśli wierzyć relacji jednego z członków wyprawy, bardzo denerwowało Czecha, który na dodatek zaczął coś podejrzewać.

Opuścił on niebawem dom Kłusowskich, a po kilku godzinach przyjechał samochodem z kierowcą i nakazem natychmiastowego stawienia się dowódcy oddziału polskiego w komendanturze sowieckiej. Por. „Podkowa” powiedział, że sam nie pojedzie i kazał wszystkim wejść do ciężarówki. Oficerowie czescy i Niemka jechali w samochodzie osobowym, a polscy partyzanci podążali za nimi. W połowię podjazdu na jakąś górę, „Podkowa” polecił zatrzymać ciężarówkę, a Tadeusz Jankowski „Żbik” zaczął udawać, że naprawia coś pod maską. Trzech „podkowiaków” zeskoczyło z budy i schowało się za ciężarówką. Czesi zawrócili i wyszli z samochodu, zobaczyć co się zepsuło. Ukryta trójka zaszła oficerów z boku i kazała podnieść ręce do góry. Jankowski poprowadził samochód Czechów, a oficerowie pojechali ciężarówką prowadzoną przez Zdzisława Szyndzielorza „Lotnika”. Po mniej więcej godzinie oddział zatrzymał się w lesie, a Marian Mijalski „Maf” zlikwidował  Sindelara i jego kierowcę Vlastimila Malinę.   „Maf” nalegał, by nie zostawiać żadnych świadków i zastrzelić także Niemkę, jednak „Podkowa” nie wyraził na to zgody i kazał ją jedynie przywiązać ją do drzewa. Jak się później okazało, decyzja ta zaważyła na losie całej wyprawy.

Gdy „Podkowa” z podkomendnymi pojechali w stronę Niemiec, dziewczyna zdołała się uwolnić i zawiadomić czechosłowacką bezpiekę. Po kilku godzinach Polacy zorientowali się, że są poszukiwani. Na drogach stały warty i krążyły patrole. Po południu oddział ukrył się w lesie i przeczekał do nadejścia nocy. Gdy zapadła ciemność „podkowiacy” ruszyli w drogę. Po północy dojechali do Czeskiej Łaby i wepchnęli ciężarówkę do rzeki (samochód oficerów porzucili wcześniej). Potem szli jeszcze dwie doby. Maszerowali nocami, a w ciągu dnia spali w lasach. Musieli iść bardzo ostrożnie, bo wszędzie było mnóstwo sowieckiego wojska, a na drogach stały 8-10 osobowe warty. W końcu, nocą doszli do samotnego domu, w którym mieszkał Niemiec. Zapytany o to, gdzie są Amerykanie, powiedział, że doprowadzi tam Polaków w dwie godziny. Przeprowadził on oddział przez kładkę, z której było widać rosyjską wartę pilnującą mostu, na miejsce, z którego było już widać zajęte przez Amerykanów miasto. „Żbik” i „Maf” zeszli do miasta, a pozostali zajęli pozycje obronne i przygotowali się do ewentualnej walki.
  
Rajd por. "Podkowy" - część 6/6>
Strona główna>
Rajd por. "Podkowy" - część 6/6
10 lipca 1945 r. ok. 8:00 rano pod ich stanowiska podjechał jeep, jednak nie wiadomo było kto w nim jedzie, więc „Podkowa” nakazał rozstawić LKM i przygotować się do walki. W samochodzie siedzieli „Żbik”, „Maf”, oficer amerykański i żołnierz. W oddziale zapanowała nieopisana radość. „Żbik” oznajmił, że partyzanci mają złożyć broń, i że zostaną wcieleni do polskich jednostek wojskowych gen. Andersa. Amerykanie przewieźli podkowiaków do miasta. Tam chłopcy dostali jedzenie, papierosy i gumę do żucia. Następnego dnia amerykański oficer zabrał „Podkowę” i kazał mu powiedzieć, którędy oddział jechał. Okazało się, że Czesi wprowadzili Amerykanów w błąd, informując ich, iż oddział „Podkowy” jest grupą żołnierzy SS. Amerykanie aresztowali Polaków i osadzili ich w więzieniu na zamku. Rano przyjechali Czesi i ciężarówką wywieźli partyzantów do Karłowych Warów. Tam zamknięto ich w więzieniu na terenie koszar. Czesi urządzili tam „ścieżkę zdrowia” - ciężko pobili Polaków deskami z łóżek i odebrali skórzane pasy i kurtki. Niektórzy zostali tak zmasakrowani, że kilkakrotnie tracili przytomność. W międzyczasie, podczas konfrontacji, Niemka poznała „Lotnika”. Sytuacja była bez wyjścia.

Por. Tadeusz Kuncewicz "Podkowa". Zdjęcie powojenne.

Z Karłowych Warów miano przewieźć więźniów do Pragi. Partyzanci byli tak pobici, że niektórzy mdleli w samochodzie. „Podkowa”, mimo wszystko, postanowił zaryzykować i opracował plan ucieczki. Trzech uzbrojonych konwojentów jechało razem z więźniami. Byli oni oddzieleni okratowanymi drzwiami. Następnych trzech jechało w kabinie kierowcy. Partyzanci mieli się rzucić na eskortę w ciężarówce, odebrać LKM i puścić serię po szoferce, żeby zlikwidować pozostałych. Po odbiciu samochodu mieli wrócić do strefy amerykańskiej. Więźniowie zaczęli stukać do drzwi i prosić o wodę. Samochód się zatrzymał i po chwili otworzyły się metalowe drzwi. „Podkowiacy” rzucili się na eskortę. Kilku więźniów wyskoczyło z samochodu, a Seweryn Błaszczak „Szczygieł” zdobył automat. „Żbik” wyrwał zdezorientowanemu „Szczygłowi” broń i pociągnął serię po szoferce. Niestety kule poszły za wysoko. Mimo unieszkodliwienia eskorty wewnątrz samochodu, ciężarówki nie udało się opanować. Strażnicy siedzący w szoferce zaczęli strzelać przez okienko oddzielające kabinę kierowcy od tylnej części auta, w wyniku czego jeszcze w samochodzie zginęło ośmiu partyzantów. Byli to:
  • Marian Wodyk „Szabelka”,
  • Zygmunt Kuncewicz „Podkówka” (młodszy brat por. „Podkowy”),
  • Jan Chwiejczak „Żwirko”,
  • Władysław Olechowicz „Żuraw”,
  • Stanisław Olczyk,
  • Zdzisław Szyndzielorz „Lotnik”,
  • Augustyn Poździk „Korsarz”,
  • Wacław Węgliński „Ryś”.
Ci, których nie dosięgły kule, wyskoczyli z samochodu i zaczęli uciekać. Marian Mijalski „Maf”, Seweryn Błąszak „Szczygieł” i Tadeusz Jankowski „Żbik” zostali ujęci kilka minut później. Konwojenci zaczęli ich bić i kopać do tego stopnia, że Marian Mijalski został wówczas zamęczony na śmierć. „Podkowa”, Piotr Radziejowski „Gwiazda”, Henryk Jóźwiakowski „Żmijka”, Witold Lew „Azja”, Tadeusz Juściński „Lew”, Zbigniew Hyckiwicz „Szczerbaty” oraz Tadeusz Wiatrowski „Nevada” zostali złapani w ciągu następnych dwóch dni.
Ucieczka powiodła się jedynie czterem partyzantom. Trzech z nich: Henryk Marczeski „Jurand”, Wacław Mączka „Wierny” i Stanisław Bizior „Eam”, wróciło do Polski, a Jan Chwiejczak „Wrzask”, przedostał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej i trafił do II Korpusu PSZ. W  1946 roku komisja weryfikacyjna Polskich Sił Zbrojnych zaliczyła „Wrzaskowi” okres służby w ZWZ-AK (lata 1941 - 1944) jako służbę w Wojsku Polskim.

Zygmunt Kuncewicz „Podkówka”, młodszy brat por. „Podkowy”, zastrzelony podczas próby ucieczki z więziennego konwoju.

Polacy, w przeciwieństwie do Sowietów, nie cieszyli się popularnością wśród obywateli Czechosłowacji. Odczuli to boleśnie schwytani żołnierze „Podkowy”. Przewieziono ich do więzienia w Czeskiej Kamienicy i poddano torturom. Bito ich gumowymi i drewnianymi pałkami aż do omdlenia, cucono i znowu bito. Por. Tadeusz Kuncewicz przeszedł najcięższe tortury. Funkcjonariusze czechosłowackiej Narodnej Bezpecnosti (NB) wciskali mu pod paznokcie główki od zapałek, które potem podpalali; pod skórę prawej dłoni włożyli mu ostrze od kuchennego noża itp. Dodatkową torturą było głodzenie aresztowanych. W rezultacie takiego traktowania Piotr Radziejowski „Gwiazda” i Witold Lew „Azja” zmarli z wycieńczenia. Funkcjonariusze NB chcieli wymusić na partyzantach przyznanie się do przynależności do „polskiej SS”. Rzecz jasna więźniowie odrzucali to absurdalne oskarżenie. Polakom nie wytoczono procesu, nie pozwolono też kontaktować się z rodzinami przez przedstawicielstwo polskie w Czechosłowacji. Dopiero po pół roku Sewerynowi Błaszczakowi „Szczygłowi” udało się za pośrednictwem wychodzącego z więzienia Czecha przekazać gryps do rodziny w Polsce. Aresztanci zaczęli otrzymywać paczki z kraju, co pozwoliło im przeżyć. Polacy przeszli przez więzienia na Hradczanach, Pankracu i Czeskiej Lipie.

Po prawie dwóch latach, w lipcu 1947 roku, na żądanie polskich władz komunistycznych, pozostających przy życiu partyzantów przekazano polskiemu UB i w efekcie cała siódemka trafiła na Zamek Lubelski. Dzięki amnestii sześciu z nich opuściło więzienie  16 XII 1947 r. Jedynie por. Tadeuszowi Kuncewiczowi „Podkowie” urządzono proces, przypisując niemal wszystko, co wydarzyło się na Zamojszczyźnie od sierpnia 1944 r. do czerwca 1945 r. i skazano go na 10 lat więzienia. Podczas procesu nawiązali z nim kontakt pozostający w podziemiu członkowie zamojskiej konspiracji i zaproponowali odbicie lub zorganizowanie ucieczki. Por. „Podkowa” jednak odmówił, twierdząc, że dalsza konspiracja nie ma racji bytu.  Wyrok odbywał na Zamku Lubelskim, we Wronkach i Knurowie. Z więzienia wyszedł w 1955 roku.


Teczka sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej założonej przez UB do inwigilacji por. Tadeusza Kuncewicza ps. "Podkowa", po jego wyjściu z więzienia.

W tym samym roku rozpoczął pracę na stanowisku kasjera na dworcu PKP w Lublinie, następnie został przeniesiony do Małaszewicz na stanowisko dyspozytora, później awansował i w 1966 r. przeniesiono go do Dyrekcji Okręgowej PKP w Warszawie. Był bardzo zaangażowany w budowę warszawskiego Dworca Centralnego. Aktywnie działał w Związku Zawodowym Kolejarzy; należał do Towarzystwa Miłośników Kolei. W 1966 wstąpił do ZBoWiD, z którego natychmiast go usunięto. Na emeryturę przeszedł w 1977 r. Przed 1989 r. wielokrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany. W 1990 r. zaangażował się w tworzenie ŚZŻAK. Por. Tadeusz Kuncewicz „Podkowa” doczekał wolnej Polski. Zmarł 8 II 1991 r. w Warszawie. Za walkę w Armii Krajowej był odznaczony m.in. Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

Opracowano na podstawie:
Caban Ireneusz, Ludzie Lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995.
Caban Ireneusz, Mańkowski Zygmunt, Związek Walki Zbrojnej i Armia Krajowa w Okręgu Lubelskim 1939-1944. Część pierwsza. Zarys monograficzny, Lublin 1971.
Grygiel Jan, Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa w Obwodzie Zamojskim 1939 – 1944, Warszawa 1985.
Klukowski Zygmunt, Zamojszczyzna 1944-1959, tom II, Warszawa 2008.
Kuncewicz Tadeusz, Oddział „Podkowy” jako przykład formowania się jednostki partyzanckiej, [w:] Armia Krajowa na środkowej i południowej Lubelszczyźnie i Podlasiu. Materiały sesji naukowej KUL, 24-25 IX 1985 r., Lublin 1993, s. 134-146.
Markiewicz Jerzy, Partyzancki Kraj, Lublin 1985.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Krasnymstawie w latach 1944-1956, red. Jacek Romanek, Lublin 2008.
Sikorski Adam, Doroszuk Tadeusz, Z archiwum IPN - „Podkowa”, film dokumentalny zrealizowany dla TVP Polonia, TVP Lublin 2007.
Wnuk Rafał, „Niechciani goście” z innej perspektywy, „Mówią Wieki”, nr 8/2004, Warszawa 2004, s. 54-57.
Wnuk Rafał, Konspiracja akowska i poakowska na Zamojszczyźnie od lipca 1944 do 1956, Zamość 1993.
Wnuk Rafał, Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944 – 1947, Warszawa 2000.
Wnuk Rafał, Tadeusz Kuncewicz (1916-1991), [w:] Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944 - 1956. Słownik biograficzny, t. 1, Kraków - Warszawa - Wrocław 2002 , s. 249-252.

Rajd por. "Podkowy" - część 1/6>
Strona główna>
poniedziałek, 30 marca 2009
ZABIĆ "JEŻA" - część 1
Por. Zacheusz Nowowiejski ps. „Jeż” i rozbicie PUBP w Mławie

[...] jak trudno ustalić imiona wszystkich tych którzy zginęli w walce z władzą nieludzką [...] a przecież w tych sprawach konieczna jest akuratność nie wolno się pomylić nawet o jednego [...] jesteśmy mimo wszystko stróżami naszych braci [...] musimy zatem wiedzieć policzyć dokładnie zawołać po imieniu [...]”.
Zbigniew Herbert, "Pan Cogito o potrzebie ścisłości"

6 grudnia 1946 r. oddział funkcjonariuszy UB z Przasnysza, silnie wzmocniony przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich, dokonał obławy na rodzinną wieś żołnierza AK Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego „Jeża” - Zembrzus. Przeciwko jednemu partyzantowi skierowano kilkadziesiąt uzbrojonych po zęby osób. Zacheusz nie poddał się. Próbował ucieczki w kierunku bagien. Zawsze mówił, że nie da się wziąć żywy. Kapitan Radaj, dowódca pułku, oparł karabin o płot i strzelał do uciekającego partyzanta. Ranny „Jeż”, będąc bez szans na przebicie się przez obławę, przyłożył pistolet do głowy i ostatni strzał przeznaczył dla siebie.

Por. Wiktor Zacheusz Nowowiejski ps. "Jeż" (1915-1946).

Rano przyszedł Zacheusz do domu. Był w dobrym nastroju. Matka szykowała mu koszule, ubranie, jedzenie na drogę. Miał za kilka dni jechać na zachód Polski. Tu był zupełnie spalony. W Szczecinie mieszkał jego dobry kolega, który mógłby go zalegalizować. „Mówi mi: »Wiesz Heniu, miałem przyjemny sen. Śnili mi się koledzy szkolni«, i wymienił ich imiona i nazwiska. »Oni byli jacyś szczęśliwi, cieszyli się, podrzucali mnie do góry«. Nic mu wtedy nie powiedziałem, dopiero później, po wszystkim, uświadomiłem sobie, że ci jego koledzy, poza jednym - »Pukiem« Józkiem Olkowskim, byli już na łonie Abrahama. Jedni zginęli w czasie walk z Niemcami, inni w walce z ubekami. Nie wiem do dzisiaj, co ten sen miał znaczyć. Może był jakimś ostrzeżeniem?”.

SZLACHCIC NA ZAGRODZIE

Nowowiejscy, herbu „Pobóg”, należą do drobnej mazowieckiej szlachty - tzw. zagrodowej. Ich gniazdem rodzinnym była Nowa Wieś w powiecie Przasnysz. Na północnym i wschodnim Mazowszu, graniczącym z Prusami, w Rzeczypospolitej przedrozbiorowej zamieszkiwało kilkunastokrotnie więcej rodzin szlacheckich niż w Wielkopolsce czy Małopolsce. Szlachta zagrodowa gospodarowała na niewielkich kawałkach ziemi. Mazowiecki szlachcic może nie był zbyt bogaty i wykształcony, ale z dumą chodził „przy szabli”.
Każdy członek tej społeczności - cieszący się pełnią praw szlacheckich - mógł wybierać króla, zgodnie zresztą ze starym powiedzeniem: „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”. Ze szlachtą mazowiecką należało się liczyć w I RP - posiadała duże wpływy na elekcję królewską, i to nie tylko ze względu na liczebność, lecz także dlatego, że przecież elekcje odbywały się na Mazowszu.

W wydanej w 1908 r. książce „Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej” autorstwa prof. Władysława Smoleńskiego jawi się niezwykle barwny obraz tej społeczności - ludzi krewkich, obdarzonych dużym temperamentem, może nie zawsze kierujących się zdrowym rozsądkiem. Profesor Smoleński zwraca uwagę na jedną z bardziej wyrazistych cech szlachty mazowieckiej – wierność wierze katolickiej, Kościołowi. Innowiercy nie mogli tutaj znaleźć posłuchu, napotykali niechęć, a nawet wrogość. "Szlachcic mazurski - pisał Smoleński -  [...]”.nie rozstawał się poza domem z kijem sękatym, obuchem lub rusznicą. Z najbłahszej przyczyny wszczynał bójkę. Wrażliwy na lada uchybienia, na obelgi lub potwarz bronił swej czci [...]".
O szlachcie mazowieckiej - ze względu na jej przywary i wysokie mniemanie o sobie - powstało sporo złośliwych powiedzonek: „Fortun sześć, ale nie ma co jeść” albo: „Gdy pies usiądzie na jednym dziedzictwie, ogon musi położyć na drugiem”. Chociaż była wdzięcznym obiektem różnych uszczypliwości, to zawsze ceniono ją w czasie wojen, zagrożenia Rzeczypospolitej - ze względu na bitność i odwagę. Nigdy nie szczędziła krwi.

CHŁOPAK Z NIESFORNĄ CZUPRYNĄ

Wiktor Zacheusz Nowowiejski był prawie rówieśnikiem niepodległej II Rzeczypospolitej - był ledwie o trzy lata od niej starszy.  Urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo, w dawnym powiecie przasnyskim, jako syn Władysława i Marianny. Ojciec posiadał 56 hektarowe gospodarstwo rolne. Pełnił też funkcję wójta gminy Janowo. Rodzina była liczna, bowiem poza rodzicami składała się z sześciu synów i dwóch córek. W domu panowała tradycyjna atmosfera polskich rodzin szlacheckich, pełna wiary i patriotyzmu. Żywe były tradycje rodzinne związane z przeżyciami walk powstańczych z 1863 r. na Mazowszu, w których czynnie zaangażowany był dziad Zacheusza od strony matki - Faustyn Zembrzuski, tak więc już od młodych lat Zacheusz wychowywał się w duchu miłości do ojczyzny, szacunku dla tradycji narodowej, ofiarności dla Polski, która po tylu latach niewoli odzyskała niepodległość. Młodemu chłopcu głęboko w duszę zapadły opowiadania rodziców o czynach przodków. Być może już wtedy zapragnął iść w ich ślady.

Wiktor Zacheusz Nowowiejski, zdjęcie sprzed wojny.

Duży wpływ na wychowanie dzieci miała matka - Marianna z Zembrzuskich. Jak już wspomniano, jej ojciec Faustyn Zembrzuski, walczył w Powstaniu Styczniowym w powiecie przasnyskim, w oddziale Tomasza Kolbego. Aresztowany przez Rosjan, skazany na 25 lat więzienia, dzięki amnestii mógł powrócić do rodzinnego domu po 15 latach spędzonych na Syberii. W domu Nowowiejskich zawsze żywa była legenda nieugiętych Powstańców Styczniowych - gotowych pójść na śmierć w imię wolności Polski. Jakże często szafuje się zwrotem „wyssał patriotyzm z mlekiem matki” - w przypadku Zacheusza Nowowiejskiego, ale nie tylko, bo również jego rodzeństwa i jego matki, to nie był żaden slogan.

Henryk Nowowiejski, brat Zacheusza, wspomina:
„Matka była niezwykłą kobietą - my, jej synowie, wolelibyśmy zapaść się pod ziemię, aniżeli ją zawieść. Pamiętam jak w 1946 r. wpadli na podwórko milicjanci z Wielbarka, a na stole w kuchni leżał pistolet, inni straciliby głowę w takiej sytuacji. A ona zachowała przedziwny spokój - włożyła pistolet na dno garnka, nasypała do niego ziemniaków i postawiła na kuchni na ostatniej fajerce, do której nie dochodzi ogień.
Ubecy często ją upokarzali wyzwiskami - nie chcę ich przytaczać, bo nie przejdą mi przez gardło - prowokowali, próbowali zastraszyć. Wyróżniał się w tym zastępca szefa UB w Przasnyszu - porucznik Madziar. Wyjątkowy oprawca. Stawiał matkę pod ścianę domu i pozorował rozstrzeliwanie. A ona nawet nie drgnęła. Nie wiem, skąd czerpała tę niezwykłą moc, chyba tylko gdzieś z nieba, bo była osobą głęboko wierzącą, że nawet trudno to opowiedzieć”.


Naukę w zakresie szkoły podstawowej pobierał w szkole gminnej w Janowie. Uczył się bardzo dobrze i rodzice podjęli decyzję o dalszym kształceniu syna w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Do tej szkoły zazwyczaj trafiała młodzież z wiejskich rodzin szlacheckich, ale w jej ławach nie brakowało też młodzieży z rodzin chłopskich. Szkoła w II RP uczyła dyscypliny, posłuszeństwa, patriotyzmu - seminarium nie odstawało pod tym względem od innych polskich placówek. Wielu szkolnych kolegów Zacheusza zasiliło wkrótce szeregi Armii Krajowej, przeciwstawiło się sowieckiej okupacji - w ten sposób zdawali chłopcy egzamin z pobieranych lekcji patriotyzmu.
Imię Wiktor figurowało tylko w dokumentach, ale w życiu wszyscy używali imienia Zacheusz. Koledzy szkolni zapamiętali go jako tego, który organizował pomoc uczniom znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej. Chodziło tu o zbieranie funduszy, z których później w szkole serwowano im drugie śniadanie.

W Seminarium Nauczycielskim panowała surowa dyscyplina. Wymagano by uczniowie nosili granatowe rogatywki, tzw. konfederatki, z białymi wypustkami, czarnym lakierowanym daszkiem i paskiem oraz metalowym białym orzełkiem. Głowy pod czapkami musiały być krótko, schludnie ostrzyżone - i to była zmora Zacheusza - jego gęste, sztywne włosy po ostrzyżeniu w żaden sposób nie dawały się układać. Sterczały na wszystkie strony jak długie szpilki. To z powodu tych niesfornych włosów otrzymał w szkole przezwisko „Jeż”, z którym nie rozstał się przez całe życie, a w czasie wojny i okupacji przyjął je za swój partyzancki pseudonim.
Jeden z jego najbliższych kolegów klasowych - Staszek Borzuchowski, zwany ze względu na posturę w szkole „Niedźwiedziem”, również zamienił przezwisko na pseudonim. Pozostał z „Jeżem” do końca.

Zacheusz był bardzo lubiany wśród kolegów. Nie ujawniał jeszcze wtedy jakichś specjalnych cech przywódczych - niemniej w trudnych sytuacjach było wiadomo, że można na niego liczyć. To nie przypadek, że potrafił w latach okupacji niemieckiej i początków sowieckiej skupić wokół siebie wielu szkolnych kolegów.
Seminarium Nauczycielskie ukończył w 1936 r. i wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Pewnie nawet nie przypuszczał wówczas, jak bardzo i ta nauka przyda mu się wkrótce w życiu. Przed wybuchem wojny pracował jako nauczyciel w szkole niedaleko Ciechanowa.

JAK DZIADEK FAUSTYN ZEMBRZUSKI

Wybuch wojny we wrześniu 1939 r. nie był dla niego zaskoczeniem. Mieszkając i pracując w pasie pogranicznym z Prusami, był świadkiem wielu prowokacji i przygotowań piątej kolumny do działań zbrojnych.
Jako kapral podchorąży otrzymał kartę mobilizacyjną do jednostki w Białej Podlaskiej i brał udział w wojnie obronnej 1939 r. Po kapitulacji armii i udanej ucieczce z obozu jenieckiego, późną jesienią powrócił w rodzinne strony. Już wówczas w porozumieniu z kolegami zaangażował się do pracy na rzecz wspierania ruchu oporu na terenie gminy Janowo i powiatu przasnyskiego. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania. Nowowiejski od początku był członkiem Związku Walki Zbrojnej, który w 1942 r. zmienił nazwę na Armia Krajowa. Z biegiem lat okupacji walka podziemna z nieprzyjacielem przekształcała się w wyższą formę jaką było tworzenie się oddziałów partyzanckich.

Wiosną 1942 r. chyba tylko cudem uniknął aresztowania przez gestapo. Wielu jego kolegów trafiło do obozów, zginęło w egzekucjach. Został zmuszony do ukrywania się na lewych papierach na terenie powiatu nidzickiego w zaprzyjaźnionej rodzinie mazurskiej (północne Mazowsze stanowiło wraz z przyległym terenem Prus Wschodnich obszar Rzeszy Niemieckiej).
W kwietniu 1943 r. został zaprzysiężony jako żołnierz AK ps. „Jeż”. Początkowo - po nawiązaniu współpracy z komórką wywiadu AK na Prusy Wschodnie i Władysławem Rabkiewiczem „Sławiczem”, pozyskiwał poprzez siatkę informatorów wiadomości dla sztabu podokręgu „Olsztyn - Tuchola” AK. Cennym źródłem informacji była m.in. Stanisława Domańska „Spych”,  zatrudniona w mieszkaniu nidzickiego landrata Axela Crewella. W siatce współdziałali m.in. dwaj bracia Zacheusza - Henryk „Sosna” i Izydor „Kalina” - zatrudnieni u Mazura Ernsta Maxa w Jabłonce k. Nidzicy. Ernst Max był ważnym współpracownikiem polskiej konspiracji ze względu na swoje rozległe kontakty handlowe, prywatne - dostarczał m.in. ryby niemieckim urzędnikom, oficerom w Nidzicy, Ciechanowie, Mławie, Przasnyszu. To wówczas ujawniła swoje duże umiejętności konspiracyjne Halina Kołakowska „Jurand” - późniejsza żona Izydora Nowowiejskiego „Kaliny”, wkrótce wręcz niezastąpiona w wypisywaniu lewych dokumentów partyzantom.

Latem 1943 r. wśród mokradeł rzeki Orzyc został sformowany, głównie przez synów szlacheckich rodzin, partyzancki oddział AK. Komendantem został Stefan Rudziński „Wiktor”. Oddział tworzyli koledzy, m.in.: Zacheusz Nowowiejski „Jeż”, Izydor Bukowski „Burza”, Leon Uzdowski „Łabędź”, Stanisław Borzuchowski „Niedźwiedź”, Mieczysław Szczepkowski „Beton”, Michał Moszczyński „Wołodyjowski”. Funkcję kapelana oddziału pełnił ks. Stanisław Gutowski z Janowca Kościelnego.

Zabić "Jeża" - część 2>
Strona główna>
 
1 , 2 , 3 , 4