Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
wtorek, 18 września 2007
Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 1
Rozpracowanie i likwidacja oddziału NZW Adama Kusza ps. „Garbaty” - 19 VIII 1950

"Walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. [...] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy".
Prof. Henryk Elzenberg

Na początku 1950 r. oddziały partyzanckie polskiego podziemia niepodległościowego prawie już nie istniały. Amnestia z lutego 1947 r. doprowadziła do ujawnienia się większości konspiratorów. W terenie pozostały tylko niewielkie grupy partyzantów, którzy nie uwierzyli w "dobrodziejstwa" amnestii lub, mimo ujawnienia, musieli nadal się ukrywać.

Również w województwie lubelskim - miejscu szczególnej aktywności niepodległościowego podziemia – działały już tylko nieliczne oddziały, pod dowództwem najbardziej niezłomnych dowódców. Były to m.in.: oddział WiN ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, złożony z 4 ludzi, działający w powiecie Włodawa, Chełm, Radzyń i Lubartów, oddział WiN N.N. „Skałki” w sile 3 ludzi, w powiecie Włodawa, oddział WiN por. Mieczysława Pruszkiewicza ps. „Kędziorek”, w sile 4 ludzi, w powiecie Lublin, Puławy i Kraśniki, oddział WiN Edwarda Bukowskiego ps. „Cichy”, „Gruby”, „Budzik”, „Piorun”, w sile 4-5 ludzi, w powiecie Lublin, Puławy i Lubartów, oraz oddziały nie podporządkowane WiN, takie jak: oddział Adama Kusza ps. „Garbaty” w sile 7 ludzi, w powiecie biłgorajskim i przechodzący w Rzeszowskie (a także w powiecie Kraśnik), oddział Jana Leonowicza ps. „Burta” w sile 5 ludzi, w powiecie Tomaszów Lubelski i Biłgoraj, oddział Tadeusza Łagody ps. „Barykada” w sile 5 ludzi, w powiecie Zamość, patrol Henryka Kazimierza Korzeniowskiego ps. „Wrona”, podporządkowany oddziałowi Romana Dawickiego ps. „Lont” w sile 6 ludzi, przechodzący z województwa warszawskiego do powiatów Łuków, Radzyń Podlaski, oddział Stanisława Kuchcewicza ps. „Wiktor”, byłego d-cy patrolu w oddziale kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Odział liczył od 3 do 6 ludzi, działających w powiatach Lublin, Lubartów, Chełm, Włodawa.

Grupy te funkcjonowały we wsiach i miasteczkach w oparciu o lokalną siatkę konspiracyjną, która w stosunku do oddziałów wypełniała funkcje wywiadowcze i kwatermistrzowskie. Dzięki sprawności i lojalności tych ludzi ukrywający się byli dla „bezpieki” nieuchwytni. Członkowie oddziałów nie mieli możliwości podjęcia „legalnego” życia. Niektórzy z nich próbowali już tego, czasem niejednokrotnie, i na skutek prześladowań zdecydowali się nadal ukrywać. Ich jedyną nadzieją był wybuch nowej wojny, która pozwoliłaby zmienić układ sił w Europie. Wierzyli w to niezachwianie. Mając świadomość, że w innym wypadku kresem ich walki będzie śmierć, swoje życie powierzali Bogu, stając się w oczach ludności cywilnej ostatnimi obrońcami niepodległości, tradycji i wiary.

Oddział Adama Kusza. W rzędzie górnym (od lewej): Adam Kusz "Garbaty", Kazimierz Zabiegliński "Kuna", Tadeusz Haliniak "Opium" (z tyłu), Józef Kłyś "Rejonowy" (z tyłu), Władysław Ożga "Bór", Stanisław Bielecki "Orzeł". W środkowym: Stanisław Łukasz "Marciniak", Tadeusz Parylak "Czarny", Michał Krupa "Wierzba". W dolnym: Andrzej Dziura "Stryj", Andrzej Kiszka "Dąb".

Jedną z takich grup był oddział Adama Kusza ps. "Adam", "Garbaty", "Kłos", który był kontynuacją największego oddziału partyzanckiego działającego w rzeszowskim Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (Narodowej Organizacji Wojskowej) dowodzonego przez Józefa Zadzierskiego ps. "Wołyniak".
Adam Kusz urodził się w rodzinie chłopskiej, 25 lipca 1922 r. w Sierakowie (pow. biłgorajski), jako syn Józefa i Anny. Ukończył siedmioklasową szkołę powszechną. Do 1939 r. pracował w gospodarstwie rodziców w Sierakowie. W czasie okupacji niemieckiej Adam Kusz należał do oddziału partyzanckiego NOW, stworzonego przez Franciszka Przysiężniaka ps. „Jan”, „Ojciec Jan”. Był to początkowo „oddział egzekucyjny powiatu”, który zajmował się dywersją oraz wydawaniem podziemnej prasy. W maju 1943 r., na mocy scalenia, oddział złożył przysięgę według roty Armii Krajowej i - po wahaniach na wyższym szczeblu - w końcu 1943 r. wszedł w skład OP 9 AK. Brał udział w operacji „Burza” jako OP 44 w składzie podokręgu Rzeszów AK. W lipcu 1944 r. oddział został rozwiązany, a jego dowódca się ukrywał. Po 30/31 marca 1945 r., kiedy „bezpieka” zamordowała brzemienną żonę Przysiężniaka Janinę Oleszkiewicz - Przysiężniak, on sam wrócił do konspiracji i został dowódcą Oddziałów Leśnych Okręgu San (Rzeszów) NZW, przy których wraz ze sztabem przebywał, aż do ich rozwiązania we wrześniu 1945 r. Wtedy wyjechał z Lubelszczyzny.

Por. Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan" wśród partyzantów ze swojego oddziału.

Po rozwiązaniu w lipcu 1944 r. oddziału „Ojca Jana” i innych oddziałów partyzanckich NOW-AK, partyzanci - na rozkaz przełożonych - podjęli pracę w różnych pekawuenowskich instytucjach. W ten sposób komendantem Milicji Obywatelskiej w Leżajsku został Józef Zadzierski ps. „Wołyniak”, od wiosny 1943 r. żołnierz „Ojca Jana", dowódca drużyny dyspozycyjnej. W grudniu 1943 r., po rozbiciu oddziału Przysiężniaka przez Niemców, „Wołyniak” stworzył własny oddział partyzancki, który na początku 1944 r. został oddziałem dyspozycyjnym komendanta okręgu NOW Rzeszów. Od lipca 1944 r., wraz ze swoim oddziałem wziął udział w tworzeniu MO. Jednak we wrześniu 1944 r. opuścił stanowisko i na czele swoich ludzi wyruszył na pomoc walczącej Warszawie. Po drodze został aresztowany i trafił do więzienia na zamku w Rzeszowie, skąd został wysłany do obozu w ZSRS. Uciekł z transportu i już w grudniu 1944 r. organizował nowy oddział w Tamawcu. Poza dawnymi podkomendnymi trafiali do niego prześladowani żołnierze z innych rozwiązanych lub rozbitych oddziałów, i dezerterzy. Zadzierski nawiązał kontakt z organizacją i w marcu 1945 r. podporządkował swój oddział Tadeuszowi Gryblewskiemu ps. „Ostoja”, komendantowi dywersji Okręgu Łańcut NOW, a następnie komendantowi Oddziałów Leśnych Okręgu Rzeszów NZW, którego w kwietniu 1945 r. na tym stanowisku zastąpił Franciszek Przysiężniak, przyjmując pseudonim „Marek”. W czerwcu 1945 r. Przysiężniak wydał rozkaz demobilizacji oddziałów leśnych, a w sierpniu 1945 r. została zlikwidowana ich komenda. „Wołyniak” nie podporządkował się rozkazom i pozostał w lesie, przyjmując nowych członków. W grudniu 1946 r. oddział liczył około 20 ludzi.

Oddział "Wołyniaka", przez szeregi którego przewinęło się, w różnym charakterze, co najmniej 327 żołnierzy, walczył z władzą komunistyczną i wojskami sowieckimi, chronił polskie wsie na Zasaniu przed atakami UPA i organizował akcje odwetowe na wsie ukraińskie. Na swoim koncie oddział miał między innymi udział w jednej z największych bitew, jakie stoczyły oddziały zbrojne polskiego podziemia niepodległościowego z Armią Czerwoną i NKWD, która miała miejsce 7 maja 1945 r. pod Kuryłówką.
Po samobójczej śmierci "Wołyniaka", która miała miejsce w nocy z 28 na 29 grudnia 1946 r., oddział podzielił się na dwie działające niezależnie od siebie grupy. Dowództwo na jedną z nich objął dotychczasowy zastępca Zadzierskiego, Adam Kusz ps. "Garbaty", natomiast nad drugą Michał Oleksak ps. "Jaskółka", jeden ze współpracowników "Wołyniaka". W lutym 1947 r., po nawiązaniu kontaktu z "górą", "Garbaty" udał się na odprawę do Leżajska, gdzie został zatwierdzony na stanowisku dowódcy oddziału. "Jaskółka" dowodził swoim oddziałem do sierpnia 1947 r., kiedy zginął w potyczce z milicją w Łążku.

Od lewej: Michał Oleksak "Jaskółka", por. "Dąbrowa", Stanisław Kotwica "Wąsik".

Po amnestii liczebność oddziału spadła do 7 ludzi. Jednak w niedługim czasie jego szeregi zaczęły ponownie wzrastać, gdyż oddział zaczęli zasilać ujawnieni partyzanci, ponownie ścigani przez aparat bezpieczeństwa, jak na przykład Andrzej Kiszka "Dąb". Mała liczebność grupy powodowała, że partyzanci swoją działalność ograniczali, poza dwoma akcjami z jesieni 1947 r., gdy wysadzono budynek przeznaczony na siedzibę milicji w Kuryłówce oraz rozbito biura PGR w Cieplicach, do akcji ekspropriacyjnych, upominania bardziej aktywnych działaczy PPR i PZPR i likwidowania najbardziej niebezpiecznych współpracowników "bezpieki". Wspomniany wyżej A. Kiszka tak wspomina tamten czas:
„Mieliśmy bunkry w lasach, różne kryjówki, bo wciąż nas tropiono. Nie było się już jak bić. Tylko czasem porządek robiliśmy z peperowcami dając im w tyłek, albo z takimi co donosili. Bo donosicielstwo stawało się częstsze, a komuniści za byle co zamykali w więzieniu. Ludzie byli nam przychyli, ale się już bali, UB panoszyło się i zapełniało więzienia niewinnymi ludźmi, często ich torturując. Za żart albo wic można było siedzieć.”


W październiku 1947 r. przeciwko grupie „Garbatego”, liczącej kilkanaście osób Sekcja 1 Referatu III PUBP w Łańcucie założyła sprawę o kryptonimie „Kurzawa”. Na początku listopada dysponowano sześcioma informatorami nastawionymi na zbieranie informacji o oddziale. Do rozpracowania od wewnątrz wykorzystywano też byłego członka grupy o pseudonimie „Kawka”.
27 maja 1948 r. w Nisku odbyła się odprawa kierownictwa powiatowych urzędów bezpieczeństwa i milicji z Niska, Biłgoraja i Łańcuta, na której dyskutowano nad planem likwidacji oddziału Kusza. Ustalono skład grupy operacyjnej składającej się z sześciu pracowników UB (po dwóch z każdego powiatu). Jej zadaniem miała być praca w terenie (5-15 czerwca) zmierzająca do ustalenia miejsca kwaterowania oddziału. Podstawowym źródłem informacji były doniesienia sieci agenturalnej. W przypadku otrzymania wiadomości miał być zawiadomiony najbliższy posterunek MO, a następnie pozostałe powiaty. W czasie trwania operacji wzmocniono posterunki MO w Kurzynie (pow. Nisko), Krzeszowie (pow. Biłgoraj) i Kuryłówce. Efektem zaplanowanych działań było zatrzymanie członka oddziału Kusza, Antoniego Sokala „Gawrona”.

Partyzanci "Wołyniaka". Od lewej: Adam Kusz "Adam", Józef Krzysztanowicz "Hanys", Mikołaj Paśnik "Jastrząb".

Mimo niewielkiej liczebności i aktywności oddziału do jego zwalczania zaangażowano funkcjonariuszy aż trzech Urzędów Bezpieczeństwa, z Niska, Biłgoraja i Łańcuta. Ich działania operacyjne, a wśród nich próby wprowadzenia do oddziału własnego agenta, zawodziły. Nie pomagało rozbudowywanie sieci informatorów, werbowanych zazwyczaj przez szantaż. W tej sytuacji latem 1949 r. na rozkaz płk. Józefa Czaplickiego, dyrektora Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, powołano w Nisku grupę operacyjną, której zadaniem miała być koordynacja działań mających na celu likwidację grupy "Garbatego".

Naczelnik Wydziału III WUBP w Lublinie kpt. Włodzimierz Kaliszczuk, ur. 1914 r. w Mościskach, pow. Włodawa, w UB/SB w latach 1944-1963, 1944-1945 - kierownik PUBP we Włodawie, 1946 - naczelnik Wydziału „P" WUBP w Lublinie, 1946 - naczelnik Wydziału V WUBP w Lublinie, 1947 - szef PUBP w Puławach, 1947 - 1948 szef PUBP w Siedlcach, 1948-1949 - szef PUBP w Kraśniku, 1949 - 1950 - naczelnik Wydziału III WUBP w Lublinie, 1950-1953 - naczelnik Wydziału III WUBP w Opolu, 1953 - 1955 - inspektor w kierownictwie WUBP w Opolu, 1955 - 1957 - starszy inspektor kierownictwa jednostek BP/SB KW MO w Opolu, 1957 - 1962 - II zastępca komendanta wojewódzkiego MO ds. SB w Opolu 1962 - odwołany ze stanowiska i przekazany do dyspozycji Departamentu Kadr MSW.

W jej skład weszli funkcjonariusze z wojewódzkich UBP z Lublina i Rzeszowa oraz urzędów powiatowych z Niska, Biłgoraja, Kraśnika i Łańcuta. Kierownikami tej grupy zostali mianowani: naczelnik Wydziału III WUBP w Lublinie kpt. Włodzimierz Kaliszczuk i kierownik Sekcji 1 Wydziału III WUBP w Rzeszowie por. Teofil Paluch. Z ramienia PUBP W Łańcucie w składzie sztabu znalazł się kierownik Referatu III sierż. Michał Fila. Mimo zakrojonych na tak szeroką skalę działań operacyjnych, do końca 1949 r. nie przyniosły one rezultatów.
W grudniu 1949 r. aparat bezpieczeństwa postanowił wykorzystać w swoich działaniach agenta Wydziału III WUBP w Lublinie o pseudonimie "Jeleń", prowadzonego przez kpt. Jana Gorlińskiego.

Funkcjonariusz Wydziału III WUBP w Lublinie kpt. Jan Gorliński, (właśc. Cezary Monderer - Lamensdorf), ur. 12 V 1912 r. w Trzcinicy, pow Jasło, w UB w latach 1944 - 1952, 1944 - 1945 - p.o. kierownika PUBP w Mielcu, 1945 - zastępca kierownika WUBP w Krakowie, 1945-1947 - zastępca kierownika WUBP w Koszalinie/Szczecinie, 1947- 1951 - zastępca szefa WUBP w Lublinie, p.o. szefa WUBP (1950), 1951 - 1952 - zastępca szefa WUBP w Łodzi 1952 - zastępca szefa UBP na m. Łódź.

Agentem tym został były żołnierz z oddziału Tadeusza Kuncewicza "Podkowy", a następnie jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" dowodzonego przez por. Michała Szeremickiego ps. "Miś", plut. Tadeusz Miksza ps. "Wampir". "Jeleń" znał Władysława i Czesława Orłów, przez których można było trafić do Adama Kusza. Podczas spotkania z nimi dał im niedwuznacznie do zrozumienia, że pracuje dla podziemia. Był to jeden z punktów planu pracy, opracowanego przez kpt. Jana Gorlińskiego, zastępcę szefa WUBP w Lublinie, który miał "przygotować teren" do działania dla drugiego z agentów, który miał występować jako oficer przedwojennego wywiadu.

Tadeusz Miksza "Wampir", agent UB o pseudonimie "Jeleń".

Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 2>
Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 2

Tadeusz Miksza, agent UB "Jeleń"

Podczas tych, jak i kolejnych spotkań, "Jeleń" dawał współpracownikom oddziału zadania wywiadowcze, jak na przykład zbieranie danych członków PZPR czy ORMO, za wykonanie których płacił. Działalność Mikszy przyniosła efekty dopiero po kilku miesiącach, kiedy zainteresował się nim w końcu "Garbaty". "Jeleń" otrzymał wówczas kontakt na Józefa Kłysia ps. "Rejonowy", za pomocą którego skontaktował się z Adamem Kuszem. Podczas spotkania z "Garbatym" Miksza wspomniał, że posiada kontakt z przedwojennym kapitanem, który zainteresował się oddziałem Kusza. Poza tym dodał także, że według informacji kapitana aresztowany został Tomasz Betka, konspirator z Rzeszowskiego, przez pewien okres współpracujący z "Garbatym" oraz, że Betka sypie. Wiadomość ta miała spowodować, że grupa "Garbatego" nie opuści Lubelskiego i nie będzie przechodzić na Rzeszowszczyznę. Oprócz tego "Jeleń" ugruntował konspiratorów w przekonaniu, że on i współpracujący z nim kapitan zajmują się wywiadem. Legenda okazała się skuteczna i Adam Kusz powiadomił Mikszę, że chciałby się jak najszybciej spotkać z kapitanem. Wtedy do akcji wkroczył drugi agent o pseudonimie "Jabłoński".

Wacław Topolski, agent UB o pseudonimie "Jabłoński"

Naprawdę nazywał się Wacław Topolski. Przed wojną był między innymi referentem Samodzielnego Referatu Informacyjnego. W czasie okupacji działał w Korpusie Obrońców Polski, Stronnictwie Narodowym i Delegaturze Rządu. W kwietniu 1945 r. został aresztowany przez NKWD, osądzony i skazany na 6 lat więzienia. W zimie 1945 r. na skutek amnestii wyszedł z więzienia i rozpoczął pracę w Urzędzie Wojewódzkim w Olsztynie, a następnie w Komunalnej Kasie Oszczędności w Oleśnicy. W kwietniu 1949 r. został aresztowany i zwerbowany do współpracy z aparatem bezpieczeństwa, którą kontynuował do 1975 r. Jeszcze w 1951 r. wydatnie przyczynił się do likwidacji patrolu ostatniego dowódcy włodawskiego Obwodu WiN, ppor. Edwarda Taraszkiewicza ps. „Żelazny”, który w styczniu 1947 r., po śmierci brata Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”, przejął dowodzenie oddziałem i walczył nieprzerwanie do 1951 r., na styku powiatów włodawskiego, chełmskiego i radzyńskiego. „Żelazny” zginął w walce, przebijając się przez 2 kordony obławy UB-KBW, 6 października 1951 r., w Zbereżu nad Bugiem (pow. Włodawa).

Do pierwszego spotkania Kusza z "Jabłońskim" doszło 16 lutego 1950 r. w Janowie Lubelskim. "Jabłoński" występował jako wysłannik "góry" i zaproponował "Garbatemu" podporządkowanie się jego organizacji, z czym wiązało się zaprzestanie organizowania akcji, oraz propozycję przerzucenia oddziału na Ziemie Zachodnie. Kusz zgodził się na to. Przyjął też, jako pieniądze organizacyjne, kwotę 25000 zł., która miała być wykorzystana na utrzymanie oddziału. Wspomniał także, że ma kontakt z organizacją podziemną z okolic Bydgoszczy oraz poprosił o cywilne ubrania i fałszywe dokumenty dla siebie i swoich żołnierzy. Ze względu na to, iż załatwienie tych spraw wymagało czasu, tego dnia "Jabłoński" wyznaczył "Jeleniowi" funkcję łącznika.

Wniosek partyzantów o udzielenie pomocy materialnej skierowany do "Jabłońskiego" i "Jelenia".

1 marca 1950 r. doszło do kolejnego spotkania. Miało ono miejsce w Białej koło Janowa, a brał w nim udział "Garbaty", "Rejonowy" i "Jeleń". Podczas rozmowy, w trakcie której Miksza przekazał klisze filmowe przeznaczone do zrobienia zdjęć do dokumentów, które miały pomóc "bezpiece" w ustaleniu liczebności grupy, Kusz zapytał "Jelenia", czy można ufać kapitanowi, na co ten odpowiedział, że tak, ponieważ poznał go za sprawą innego konspiratora, Stanisława Wnuka ps. "Opal" (już wtedy współpracującego z UB), oficera ze zgrupowania "Zapory". W trakcie spotkania "Garbaty" przekazał, zgodnie z ustaleniami z "Jabłońskim", listę rozpracowanych przez oddział współpracowników aparatu bezpieczeństwa, członków ORMO i PZPR oraz funkcjonariuszy MO, a także spis rzeczy potrzebnych członkom oddziału - ubrań, butów, bielizny, lekarstw. Nie przyniósł jednak, wbrew umowie, spisu swoich podkomendnych. Co więcej, dziwił się, że tak wytrawny konspirator może żądać czegoś takiego. Stwierdził też, że jeżeli do kwietnia nie wybuchnie wojna, sami zorganizują przerzut na Ziemie Odzyskane.

Według ustaleń Kusza i "Jelenia" następne spotkanie miało mieć miejsce 16 marca 1950 r. Do tego czasu kpt. Gorliński postanowił wywieźć "Opala", współpracującego z "bezpieką", z Lubelszczyzny, by uniemożliwić "Garbatemu" sprawdzenie legendy "Jabłońskiego". Przygotowano też 12 miejsc na terenie WUBP Katowice oraz blankiety dokumentów, pochodzące z MBP. Wg planu Gorlińskiego, podczas kolejnego spotkania "Jabłoński" miał spróbować wyciągnąć od "Garbatego" przynajmniej listę kilku współpracowników, poprosić o nazwiska, które miały być wpisane do dokumentów, a także oznajmić, że zamówione rzeczy partyzanci otrzymają przy wyjeździe, którego celem będzie Katowickie, skąd w grupach 2-, 3-osobowych będą przerzucani na Ziemie Odzyskane. Każdy z żołnierzy miał zabrać ze sobą broń krótką.

Tadeusz Haliniak ps. "Opium". Zdjęcie przedwojenne.

17 marca 1950 r. w lesie koło wsi Zofianka miało miejsce następne spotkanie, na które, poza Mikszą, udał się także "Jabłoński". Na brzegu lasu czekali na nich Adam Kusz, Tadeusz Haliniak "Opium" i żołnierz z oddziału por. Mieczysława Pruszkiewicza "Kędziorka", Mikołaj Malinowski ps. "Mikołaj". Podczas rozmowy, która miała miejsce przy ognisku, wybuchła kłótnia, bowiem "Mikołaj" rozpoznał w "Jeleniu" partyzanta ze zgrupowania "Zapory" o pseudonimie "Wampir", który brał udział w wiecu poparcia dla komunistów. Przypomniał też, jaki los spotkał "Zaporę" i innych, którzy też mieli wyjechać na Ziemie Odzyskane. Uniemożliwiło to "Jabłońskiemu" zrealizowanie zadania, jednak nie zaważyło na dalszym rozwoju operacji "bezpieki". Partyzanci nie zerwali bowiem kontaktu z agentami. Najprawdopodobniej duży wpływ miała na to wcześniejsza, kilkumiesięczna działalność Mikszy, dzięki której zyskał on dużą wiarygodność. Malinowski postawił jednak "Jabłońskiemu" warunek, którym była likwidacja jednego z lubelskich funkcjonariuszy UB, Skubika, szczególnie niebezpiecznego dla podziemia. Następnie, po wypłaceniu przez "Jabłońskiego" Kuszowi kolejnych 25000 zł. i umówieniu się na kolejne spotkanie 30 marca 1950 r., zarówno partyzanci, jak i agenci rozeszli się.

Od lewej: Aleksander Sochalski "Duch", por. Mieczysław Pruszkiewicz "Kędziorek".

Do spotkania 30 marca jednak nie doszło. Prawdopodobnie oddział "Garbatego" opuścił wtedy Lubelszczyznę. Nie była to jedyna zła informacja dla UB, ponieważ nie udało się również doprowadzić do mianowania "Jelenia" zastępcą Kłysia, dzięki czemu aparat bezpieczeństwa mógł rozpracować konspiratorów. Kłyś, któremu Miksza zakomunikował, że z rozkazu "góry" zostaje jego zastępcą z zadaniem zrobienia spisu członków organizacji i ich majątku, oświadczył, że nie jest upoważniony do takich działań bez wiedzy "Garbatego" i poprosił o kolejne pieniądze dla oddziału, który w międzyczasie poszerzył się do 20 osób.
W tej sytuacji dobrze do tej pory rozwijająca się operacja zaczęła spowalniać. Przyczyn takiego stan rzeczy było kilka. Pierwszą był warunek "Mikołaja". Funkcjonariusze UB poradzili z nim sobie podsuwając partyzantom, za pomocą "Jabłońskiego", informację, jakoby Skubik był kontaktem organizacji w UB. Dwie następne, czyli brak zgody podkomendnych "Garbatego" na opuszczenie znanego terenu z rozbudowaną siatką współpracowników i przerzut oraz brak warunków do wykonania zdjęć do dokumentów, spowodowały, że pracownicy "bezpieki" musieli skonstruować nowy plan, według którego do oddziału miano wprowadzić funkcjonariuszy UB, mających obsługiwać specjalnie wprowadzoną do oddziału radiostację.

20 maja obaj agenci spotkali się z "Rejonowym", lecz było to dla nich zupełnie nieudane spotkanie. Kłyś zakomunikował im bowiem, że Adam Kusz z oddziałem przebywa na Rzeszowszczyźnie i wróci dopiero po Zielonych Świątkach. Powiedział również, że do tego czasu konspiratorzy odłożyli decyzję wprowadzenia Mikszy do organizacji. "Jabłoński", wykonując polecenia "bezpieki", wspomniał o dostarczeniu do grupy radiostacji, ale więcej szczegółów miał ujawnić dopiero po powrocie Kusza.
"Jabłoński" i "Jeleń" ponownie spotkali się z "Garbatym" dopiero 10 czerwca 1950 r. Ponownie w lesie koło Zofianki. Podczas spotkania, w trakcie którego agenci byli świadkami transportu prowiantu dla oddziału, "Jabłoński" powiedział, że w dowód uznania "góry", organizacja postanowiła przekazać oddziałowi szczególnie ważne zadanie, jakim jest ochrona radiostacji. Kusz przystał na to, jak też na warunki, jakimi było opracowanie planu ochrony, skoncentrowanie oddziału w jednym miejscu i wybudowanie tam specjalnych bunkrów. W celu nie zwracania uwagi oddział miał też nie wykonywać żadnych akcji, co miała rekompensować kwota 100000 zł., przeznaczonych przez "górę" na utrzymanie oddziału.

Przy radiostacji Lasach Janowskich (sierpień 1950 r.). Od lewej: Adam Kusz "Garbaty", Tadeusz Parylak "Czarny", Tadeusz Haliniak "Opium".

Po tym spotkaniu "Garbaty" z oddziałem ponownie uszedł z Lubelszczyzny, co sprawiło, że nie tylko nie doszło do kolejnego spotkania, ale też sprawiło, że bez jego udziału były ustalane szczegóły dotyczące przekazania "radiotelegrafistów" i radiostacji, które miało nastąpić 14 lipca 1950 r.
Termin ten nie został jednak dotrzymany. Na przeszkodzie stanęły problemy, jakie miał Departament II MBP, który przygotowywał funkcjonariuszy przeznaczonych do wykonania zadania. Nie mogli oni opanować obsługi radiostacji i po przekroczeniu terminów ustalono, że meldunki będą przekazywane w języku francuskim, którym biegle władał jeden z "radiotelegrafistów" i który był rozumiany przez funkcjonariusza odbierającego meldunki. Partyzantom natomiast miano powiedzieć, że nadawanie w języku francuskim ma zapobiec podsłuchowi przez inne stacje.

14 lipca "Jabłoński" udał się do Janowa Lubelskiego, by wytłumaczyć przyczyny odłożenia terminu przekazania radiostacji. Decyzję tą uzasadniał ruchami wojsk, które mogły zagrozić całej akcji. W celu załagodzenia nieufności konspiratorów, "Jabłoński" przekazał im dwa fałszywe dowody osobiste i kolejną transzę pieniędzy w wysokości 50000 zł. oraz powiadomił, że następnym terminem przekazania radiostacji będzie 25 lipiec.
W tym dniu samochodem półciężarowym na prywatnych tablicach rejestracyjnych "Jabłoński" przywiózł "radiotelegrafistów", o pseudonimach "Robert" i "Sosna", oraz radiostację do Janowa, skąd furmanką jednego ze współpracowników oddziału przewieziono ich do obozu partyzanckiego.
Od tego momentu rola agentów praktycznie już się zakończyła. Z chwilą zjawienia się w grupie "radiotelegrafistów" aparat bezpieczeństwa uzyskiwał wszystkie potrzebne informacje, stan osobowy oddziału, nazwiska współpracowników, uzbrojenie, itd.
Andrzej Kiszka tak wspomina ich działalność:
„Ci dwaj z radiostacją byli z nami prawie miesiąc, wiedzieli o nas wszystko. Kusza pytali ilu ludzi mógłby uzbroić na wypadek konfliktu zbrojnego. Powiedział, że osiemdziesięciu. Nadawali od czasu do czasu, a myśmy czekali na wyjazd za granicę.”

A tak brzmiały meldunki nadawane przez radiostację:
„Telefonogram nr 538, godz. 9.00. Kolej wąskotorowa od stacji znajduje się oddalona o 2 kilometry w kierunku południowym, to jest w kierunku Szklarni. Szczekanie psów z tej miejscowości wieczorem słyszmy dokładnie. Wczoraj koledzy robili zdjęcia fotograficzne. "Adam" w nocy śpi razem z nami. Do spania układamy się około godziny 10. "Staremu" zakazałem zdobywania informacji, bo robi to bardzo nieumiejętnie, więc obawiam się podejrzeń.
Telefonogram nr 539, godz. 11.45: Wczoraj "Stary" chciał się udać w głąb lasu, lecz koledzy nam nie pozwolili. "Stary" tłumaczył, że chce iść na grzyby. Od Janowa jesteśmy oddaleni o około 10 kilometrów."
Od dokładności informacji przekazywanych w meldunkach miała zależeć decyzja o rozpoczęciu akcji likwidacyjnej, o której agenci mieli zostać ostrzeżeniu drogą radiową. Po otrzymaniu powiadomienia "radiotelegrafiści" mieli za wszelką cenę odłączyć się od oddziału.

"Garbaty" i jego żołnierze (1950 r.). Od lewej: Adam Kusz "Garbaty", Michał Krupa "Wierzba", Wiktor Pudełko "Duży", Tadeusz Haliniak "Opium".

19 sierpnia 1950 r. rozpoczęła się obława. Rejon przebywania oddziału został okrążony przez oddziały KBW. Oddział po przeprowadzeniu zwiadu podzielił się na dwie grupy. W skład pierwszej weszli: Kazimierz Zabiegliński, Andrzej Kiszka "Dąb", Andrzej Dziura "Stryj", Stanisław Łukasz "Marciniak" i Władysław Ożga "Bór", natomiast w skład drugiej Adam Kusz "Garbaty", Wiktor Pudełko "Duży", Stanisław Bielecki. Poza okrążeniem znaleźli się Józef Kłyś, wysłany na wieś w celu zakupu świni oraz Tadeusz Haliniak "Opium", który udał się do Zarzecza na spotkanie z "Jabłońskim", w trakcie którego miał przekazać agentowi kontakty z placówkami w Rzeszowie i Bydgoszczy.

Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 3>
Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 3
O godzinie 5.00 w stronę partyzanckiego obozu ruszyła grupa szturmowa KBW, której przewodnikiem był "Jeleń", który jednak w trakcie marszu zmylił drogę. W tej sytuacji dowodzący grupą, kpt. Augustyniak dał rozkaz rozwinięcia tyraliery i posuwania się w kierunku wsi Łążek Gierłachy. Podczas przeszukiwania lasu doszło do walki, w wyniku której ze strony partyzantów śmiertelnie ranny został Andrzej Dziura "Stryj", a ze strony KBW jeden z żołnierzy KBW. Po odskoczeniu od obławy partyzanci uderzyli na pierścień okrążenia w okolicach Szklarni, gdzie doszło do wymiany strzałów, w wyniku których zginęli Adam Kusz "Garbaty" i Wiktor Pudełko "Duży". Obława trwała cały dzień. W jej trakcie miało miejsce jeszcze jedno starcie z partyzantami, w wyniku którego zostało rannych dwóch żołnierzy KBW, a partyzanci stracili dwa rkm-y. Po nastaniu zmroku grupa szturmowa opuściła las i wzmocniła kordon obławy, który w nocy był kilka razy nieskutecznie atakowany przez partyzantów.

Żołnierze z grupy Adama Kusza "Garbatego" (lato 1949 r.). Stoją od lewej: Wiktor Pudełko "Duży", Michał Krupa "Wierzba". Siedzą: Tadeusz Haliniak "Opium", Adam Kusz "Garbaty".

20 sierpnia grupa szturmowa ponownie weszła do lasu i rozpoczęła przeszukiwanie, w wyniku którego odnalazła dwa bunkry i obozowisko, które zniszczono. W jednym z bunkrów, który był zbudowany specjalnie dla radiostacji żołnierze KBW znaleźli 22 pepesze i jeden karabinek. Tego dnia partyzanci ponownie próbowali wydostać się z okrążenia, lecz po ciężkich walkach, w wyniku których został ranny jeden z oficerów KBW, musieli się wycofać.
Trzeciego dnia akcji o godz. 8.00 KBW rozpoczęło ponowne przeszukiwanie lasu połączone z zacieśnianiem linii okrążenia. W trakcie tych działań żołnierze KBW znaleźli ukrytego po mchem Władysław Ożgę "Bora", którego zastrzelono, następnie jeszcze jednego partyzanta, ukrytego za pniem drzewa, który także został zabity. Tego dnia, o godzinie 20.00 zakończono akcję.

Wycinek mapy terenu (WIG 1933 r.), gdzie oddział "Garbatego" stoczył swoją ostatnią walkę z obławą UB-KBW. Czerwoną kropką zaznaczono miejscowość Szklarnia, w okolicach której część partyzantów uderzyła na pierścień okrążenia i gdzie zginął d-ca grupy, Adam Kusz. [kliknij w miniaturkę mapy].

W jej wyniku zginęło pięciu partyzantów: Adam Kusz "Garbaty", Władysław Ożga "Bór", Andrzej Dziura "Stryj", Wiktor Pudełko "Duży" i prawdopodobnie Stanisław Bielecki. Przez pierścień obławy przedarło się czterech partyzantów. Byli to:
Andrzej Kiszka - ukrywał się do 30 grudnia 1961 r., gdy został aresztowany. Skazany na dożywotne więzienie, zamienione następnie na 15 lat. Wyrok odbywał m.in. w Strzelcach Opolskich i Potulicach. Zwolniony warunkowo z więzienia w sierpniu 1971 r. wyjechał do województwa szczecińskiego, gdzie mieszka do chwili obecnej.
Michał Krupa "Wierzba" - wysłany na zwiad, wyszedł z okrążenia. Schwytany 11 lutego 1959 r. w Kulnie, skazany na 15 lat więzienia, był więziony do 1965 r. Zmarł 24 sierpnia 1972 r.
Stanisław Łukasz "Marciniak" - przebił się, później ukrywał się razem z Józefem Kłysiem, Andrzejem Kiszką. Zginął śmiercią samobójczą podczas obławy UB w Wólce Ratajskiej w 1952 r.
Kazimierz Zabiegliński - przebił się, ujawnił się w 1956 r.

Ze strony KBW zginęło trzech żołnierzy, a sześciu, w tym jeden oficer, zostało rannych. Nieznany jest los "radiotelegrafistów". Według niektórych relacji zostali zastrzeleni przez partyzantów zaraz po rozpoczęciu akcji KBW.
Równolegle do akcji w Lasach Janowskich zorganizowana została zasadzka w Zarzeczu, gdzie Tadeusz Haliniak ps. "Opium" miał się spotkać z "Jabłońskim". 20 sierpnia do domu Józefa Maruta, gdzie miało nastąpić spotkanie, przybyło pięciu pracowników lubelskiego WUBP, którzy po urządzeniu zasadzki zaczęli czekać na przybycie Haliniaka. Gdy ten przybył, podszedł do domu, lecz ze względu na dziwną ciszę postanowił się wycofać. Wtedy funkcjonariusze UB zaczęli strzelać, raniąc go ciężko w brzuch. Ranny "Opium" został odwieziony do szpitala w Nisku, gdzie zmarł następnego dnia. Później jego zwłoki, wraz ze zwłokami pozostałych partyzantów, pochowano w nieznanym do dzisiaj miejscu.

Oddział Adama Kusza "Garbatego" był jednym z ostatnich oddziałów partyzanckich polskiego podziemia niepodległościowego działającego w Polsce po 1944 r. Jego działania ograniczały się do zapewnienia sobie środków utrzymania i upominania oraz likwidacji współpracowników aparatu bezpieczeństwa. Mimo to, do likwidacji grupy zaangażowano bardzo duże siły. Zbieraniem informacji o miejscu pobytu członków oddziału zajmowała się cała sieć agenturalna. W czerwcu 1950 r. liczyła ona 40 informatorów i 5 agentów, a zastosowana kombinacja operacyjna, z udziałem byłych członków podziemia antykomunistycznego, była w tamtym czasie jedną z bardziej skomplikowanych akcji wymierzonych przeciwko podziemiu. Rozpracowanie oddziału „Garbatego” było jedną z najważniejszych operacji nadzorowanych bezpośrednio przez Departament III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
W jej wyniku zginęło sześciu partyzantów. Pozostali członkowie oddziału musieli się nadal ukrywać aż do aresztowania lub samobójczej śmierci. Historia tego oddziału stanowi przykład losów wielu żołnierzy niepodległościowego podziemia, którzy rozpoczęli walkę o wyzwolenie Ojczyzny jeszcze w czasie okupacji niemieckiej, a kontynuując ją po 1944 r., przeciwko nowemu okupantowi, pozostali na tej drodze do samego końca.


Rzeźbiarz Andrzej Pityński, twórca pomnika "Partyzanci".

Trzydzieści lat później, w Bostonie, w USA, siostrzeniec Michała Krupy ps. „Wierzba”, „Pułkownik”, rzeźbiarz Andrzej Pityński, syn Aleksandra Pityńskiego „Kuli”, partyzanta NOW-AK z oddziału „Ojca Jana”, NZW „Wołyniaka” i Stefanii Krupy „Perełki”, również z oddział „Wołyniaka”, stworzył monumentalny pomnik „Partyzanci”, który – jak sam mówi - zadedykował wszystkim „Wojownikom o Wolność na całym Świecie”, a Polskich Partyzantów pokazał jako wzór. Dla tych wspaniałych "Polskich Chłopców z Lasu" Partyzantów z oddziałów: „Wołyniaka”, „Ojca Jana”, „Majki”, „Radwana”, „Mewy”, „Garbatego”, „Ponurego”, „Kotwicza”, „Hubala”, „Wierzby”, „Lisa”, „Babinicza”, „Mściciela”, „Kłosa”, „Rysia”, „Mściwego”, „Wilczura”, „Cacka”, „Drzymały”, „Harnasia”, „Ognia”, „Tarzana”, „Bohuna”, „Kudłatego”... i wielu im podobnych w oddziałach leśnych, w całej Polsce.

Boston, USA. Pomnik "Partyzanci" autorstwa Andrzeja Pityńskiego.

„Partyzanci” to kompozycja rzeźbiarska, sfinansowana przez Sculpture Foundation i odlana w aluminium w 1980 roku w Johnson Atelier - Technicznym Instytucie Rzeźby w Princeton, NJ. Rzeźba jest o wymiarach: 10 metrów długości, 7 metrów wysokości, 4 metrów szerokości” – mówi Andrzej Pityński.
„[...] Kompozycja przedstawia pięciu uzbrojonych jeźdźców w szyku marszowym. Pięciu desperatów, którzy bardziej przypominają leśne widma i duchy, jak ludzi. Pięciu partyzantów, sponiewieranych, śmiertelnie zmęczonych, krwawiących w ciągłej walce, ucieczce, w potyczce, jadących na swych słaniających sie z wyczerpania, wychudłych rumakach, ze spuszczonymi głowami, z własnymi myślami o tragedii Ojczyzny.

Pseudonimy dowódców i żołnierzy, którzy byli pierwowzorem i inspiracją, dla stworzenia pomnika "Partyzanci". "Kula" - Aleksander Pityński (ojciec artysty), "Garbaty" - Adam Kusz, "Majka" - Stanisław Pelczar, "Pułkownik" - Michał Krupa, "Wołyniak" - Józef Zadzierski.

Zbici razem, strzemię przy strzemieniu, jak wojenna maszyna, wielonogi dragon, wlokący sie w bólu po nocnych leśnych bezdrożach. I tylko ich konie z wyciągniętymi sztywno szyjami, które już nic nie widzą, ale tylko węszą jak wilki i łapią w swoje rozwarte nozdrza wiatr wolności. To konie prowadza ich przez labirynty zdrady, pogardy i zapomnienia do wolnej Polski.
Tragiczni w swojej samotnej walce bez szans na zwycięstwo, zdradzeni przez świat, zapomniani przez Boga. Mimo to są pełni wewnętrznej siły walki. Walki aż do zwycięstwa. Ich wyprostowane ułańskie sylwetki w siodłach, jakby przykuci do swoich lanc gotowych w każdym momencie do szarzy na wroga.
Pomnik „Partyzantów” tworzyłem w Ameryce, gdy w Polsce zachodziły przemiany, gdy SB mordowało księży, studentów i robotników.

Pomnik "Partyzanci" w Bostonie.

Tworzyłem ten pomnik z myślą o nich i o tych tysiącach najwaleczniejszych, najwierniejszych Synach Narodu Polskiego, którzy pierwsi stawili czoła sowieckiej komunie. Zdradzeni przez świat, zapomniani przez Boga, z własnego wyboru w leśnych oddziałach : NOW, AK, NSZ, WIN, NZW, bili się bohatersko z NKWD, Armią Czerwoną i polskimi renegatami z UB, KBW, MO, ORMO, „utrwalaczami władzy ludowej”.
Walczyli, bo nigdy nie pogodzili sie z utratą Wolności [...]. Ścigani po lasach jak dzikie bestie, torturowani w piwnicach UB, maltretowani z mściwą satysfakcją, mordowani w katowniach MO, grzebani potajemnie nocami w nieznanych do dzisiaj grobach. To dla Nich stworzyłem ten Symbol Golgoty Polskich Bohaterów.”



Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 4>
Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 4
A tak Andrzej Pityński wspomina swoją rodzinę i młodość:

"Moi rodzice Aleksander Pityński „Kula” i mama Stefania Krupa „Perełka” razem byli ranni na polu walki w największej zwycięskiej bitwie polskich partyzantów z Armią Czerwoną i NKWD - 7 maja 1945 roku pod Kuryłówką k/Leżajska.
Po bitwie partyzanci ułożyli rannych partyzantów: mamę i tatę na jednej furmance i odwieźli do szpitala w Jarosławiu. I tak sie zaczęła ich partyzancka miłość, czego efektem jestem Ja.

Aleksander Pityński "Kula", "Olek" - ojciec Andrzeja Pityńskiego, żołnierz oddziału Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka" i Stefania Krupa-Pityńska "Perełka" - matka Andrzeja Pityńskiego, sanitariuszka w oddziale "Wołyniaka".

Mój Ojciec ujawnił się miesiąc po moim urodzeniu, w kwietniu 1947 roku i w cztery miesiące po samobójczej śmierci swojego dowódcy „Wołyniaka”. „Wołyniak” (kpt. Józef Zadzierski), ranny w rękę w potyczce z UB, schorowany, nieuleczalna gangrena prawej ręki, w ciągłych potyczkach z NKWD, UB, KBW, nie chcąc narażać oddziału na klęskę swoim ciężkim stanem zdrowia , opóźnionymi marszami, popełnił samobójstwo.
28 Grudnia 1946 roku, w Szegdach, małej osadzie ukrytej w głębokich lasach, [...] po ostatniej wieczerzy ze swoimi partyzantami, wyszedł samotnie w las, w głęboki śnieg i strzałem w otwarte usta ze swojego polskiego Vis-a, którego tak lubił (bo był niezawodny), odebrał sobie życie. Godzinę potem KBW i UB będące na ich tropie tyralierą przeczesywało już Szegdy.

Grób Wołyniaka przez 50 lat był okryty tajemnicą. Michał Krupa pochował Go obok nieoznakowanego grobu swojego ojca, w Tarnawcu koło Kuryłówki. W 1998 roku ufundowałem pomnik „Wołyniaka”, który stoi wyniośle w centrum cmentarza w Tarnawcu. Pomnik uroczyście odsłoniła siostra „Wołyniaka”, żołnierz AK-NOW, Powstaniec Warszawski: Alina Glińska z Warszawy, w obecności kilkutysięcznej grupy weteranów z AK, NOW, NSZ, NZW, którzy zjechali w tym celu z całej Polski i zza granicy.

Mój Ojciec Aleksander Pityński-”Kula” [...] ujawnił się w kwietniu 1947 roku. W tydzień po ujawnieniu został aresztowany, był torturowany przez UB w Nisku, osobiście pastwił sie nad Nim porucznik UB, Roman Krawczyński. Potem był wielokrotnie więziony na Zamku w Rzeszowie. Będąc ich dzieckiem - dzieckiem bandytów z NOW-AK, wyrzuconych za margines „komunistycznej cywilizacji”, przechodziłem wraz z Nimi gehennę tych, którzy walczyli z czerwoną zarazą.
Rewizje były częste i brutalne, rwali podłogi, rozbijali wszystko, nawet piec kaflowy rozbili. Jednak jedna zimowa noc tuż po Bożym Narodzeniu utkwiła mi na zawsze w pamięci. W nocy o 4 godzinie nad ranem wyłamali drzwi, wpadli do mieszkania z pepeszami wymierzonymi w nas, wywlekli nas w piżamach na boso, na zaśnieżone podwórko. Cały dom był obstawiony przez UB, MO, ORMO, uzbrojeni w pepesze.
Stałem z dziadziem boso w śniegu na środku podwórka, mama z cicha szlochała, po dziadzia milczącej twarzy płynęły łzy, a ja z bólu płakać nie mogłem jak zobaczyłem mojego ojca, tylko w kalesonach, półnagi, bosy ze skutymi do tylu rękoma, z zaciśniętymi pięściami, bity przez sześciu UB-owskich zbirów, palkami, kolbami pepesz, po głowie po całym ciele, krew bryzgała na wszystkie strony, białe kalesony były czerwone, i śnieg był już nie biały ale czerwony.

Księżyc był w pełni i widno było jak w dzień. Na koniec wrzucili sponiewieranego, całego we krwi Tatę do milicyjnej suki i długo Go nie widziałem. Potem rano zbierałem z Dziadziem zakrzepłą krew mojego Ojca ze śniegu do słoika i wtedy po raz ostatni w moim życiu płakałem. Przez całe moje dzieciństwo było prześladowanie, rewizje, podsłuchy, ciągłe prowokacje i zastraszenie.

Aleksander Pityński w czasie Stanu Wojennego był internowany w Załężu. Rok przed śmiercią został awansowany do stopnia porucznika Wojska Polskiego. Otrzymał Krzyż Partyzancki, Krzyż AK, Odznakę Burza. Wiele lat wcześniej był odznaczony przez Polski Rząd w Londynie, Krzyżem AK, Medalem Wojska Polskiego (trzykrotnie). Przez dowódcę Okręgu Rzeszów NOW-AK, majora "Żmudę" (Kazimierz Mirecki), awansowany do stopnia kapitana z Krzyżem Walecznych za bitwę z Armią Czerwoną pod Kuryłówką, w której był ranny.

Michał Krupa ps. "Wierzba", "Pułkownik". Zdjęcie wykonane przez UB po aresztowaniu.

Michał Krupa „Wierzba”, „Pułkownik” był najstarszym bratem mojej mamy, żołnierzem oddziałów „Ojca Jana”, „Wołyniaka” i Adam Kusza „Garbatego”, walczył z komuną do 1959 roku.
Michał odsiedział w Strzelcach Opolskich 10 lat. Po wyjściu z więzienia niedługo zmarł. Michał został zdradzony, zdrajca został zlikwidowany. Michał Krupa - „Pułkownik” jest pochowany na cmentarzu w Ulanowie, blisko pomnika Powstańców Styczniowych.

Ujęcie Michała Krupy "Wierzby" 11 lutego 1959 r. w Kulnie.

Ujęcie Michała Krupy "Wierzby" 11 lutego 1959 r. w Kulnie.

Będąc chłopcem odwiedzałem Go w jego leśnych bunkrach. Mając jedenaście lat widziałem go wolnym Partyzantem, była to zima 1958, razem z ojcem konno w siodłach, przez skutą lodem Tanew dostarczyliśmy Michałowi zaopatrzenie, lekarstwa, odprowadził nas z dwoma partyzantami konno.
Jadąc razem strzemię przy strzemieniu wzdłuż srebrzysto - białego koryta Tanwi, słońce rzucało długie nasze cienie na tafle lodu rzeki. Godzinami wpatrywałem się w tą poruszającą masę końskich nóg, szyi, głów, sylwetek w siodłach z erkaemami sterczących luf zawieszonymi na ramionach, z granatami przy pasach, z bagnetami w cholewach kawaleryjskich butów, wydłużone przez słońce sylwetki cieni jeźdźców, partyzantów, ostatnich polskich bohaterów.
I wtedy poczułem się jednym z nich. Obraz ten zapadł mi głęboko w sercu, i dał ideę na monumentalna rzeźbę „Partyzanci”.”


Ujęcie Michała Krupy "Wierzby" 11 lutego 1959 r. w Kulnie. Zdjęcia wykonane przez UB.

Na zakończenie, jako epilog tej smutnej historii, oddajmy głos jednemu z żołnierzy oddziału Adama Kusza „Garbatego”, Andrzejowi Kiszce ps. „Leszczyna”, „Dąb”, żołnierzowi NSZ, samoobrony AK-WiN i NZW. Dopiero w 1961 udało się funkcjonariuszom SB i MO osaczyć go w bunkrze. Skazany na dożywocie jako zwykły bandyta, wyszedł na wolność w 1971. Władze sądowe III Rzeczypospolitej odmówiły mu prawa do rehabilitacji... na którą czeka do dziś.
Rozmowę przeprowadził Piotr Niemiec z Tygodnika Nadwiślańskiego, nr 31 (1316).

Ujęcie Andrzeja Kiszki "Dęba" 30 grudnia 1961 r. w lasach niedaleko Huty Krzeszowskiej.

„Chronił mnie tylko las”
Rozmowa z ANDRZEJEM KISZKĄ, żołnierzem AK-NOW, więźniem politycznym, który wciąż walczy o pełną rehabilitację.

Kiedy i w jakich okolicznościach wstąpił Pan do największego w naszym regionie oddziału AK-NOW Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan”?

- Do konspiracji wstąpiłem w 1941 r. Początkowo byłem w BCh, później (od października 1942 r.) w AK-NOW. Moim komendantem na placówce w Maziarni był Bednarski, u niego złożyłem przysięgę na krzyż i flagę biało-czerwoną. Wtedy postanowiłem, że będę jej wierny aż do śmierci. Tak nakazywała mi moja wiara i miłość do ojczyzny.
Początkowo wraz z kolegami z NOW odkopywaliśmy broń z 1939 r. i przekazywaliśmy ją do oddziału „Ojca Jana”. Po pacyfikacjach niemieckich w 1943 r. przeszedłem do oddziału Przysiężniaka i tam uczestniczyłem we wszystkich akcjach, aż do przyjścia sowietów w lipcu 1944 r.

Później wstąpił Pan w szeregi Milicji Obywatelskiej...

- Po wejściu sowietów powróciłem na swoją placówkę i zameldowałem się u komendanta Bednarskiego, od którego otrzymałem rozkaz wstąpienia do milicji. Miałem przekazywać mu wszystkie otrzymywane meldunki z Komendy Powiatowej MO.
W listopadzie 1944 r. przyszedł rozkaz z Biłgoraja, że mają być przygotowane listy wysyłki na Sybir, bo przyjeżdża kompania NKWD celem wspólnego z MO dokonania aresztowań. Była to tajemnica, ale jeden z milicjantów (z PPR) mi ją ujawnił. Powiedziałem komendantowi posterunku, że odchodzę wraz z dwoma kolegami z oddziału „Ojca Jana”. I całe szczęście, bo, jak się okazało, byliśmy pierwszymi na liście do wysyłki na Sybir. Zabrałem swój rkm i natychmiast złożyłem meldunek Bednarskiemu.

Później byl w Pan w Oddziale Leśnym NZW Józefa Zadzierskiego ps. Wołyniak. Po jego tragicznej śmierci w grudniu 1946 r. nie złożył Pan broni i walczył dalej w grupie Adama Kusza ps. „Garbaty”.

- Akcja NKWD się nie udała. Aresztowano ludzi, którzy nie byli w żadnej organizacji, wywieziono ich na Sybir. Wielu z nich tam zmarło, a ci, którzy powrócili, długo nie żyli. Zamordowano też kilku niewinnych chłopów. Postanowiłem wtedy wstąpić do oddziału NZW „Wołyniaka”. Jego zastępcą był mój kolega od „Ojca Jana”, Adam Kusz ps. „Garbaty”. W oddziale brałem udział we wszystkich akcjach, w tym w 10-godzinnej bitwie z NKWD i UB o Kuryłówkę.
Po śmierci „Wołyniaka” zostało nas kilku. Byliśmy u Kusza „Garbatego”, który polecił mi w 1947 r. ujawnić się, co też uczyniłem. Gdyby amnestia była faktyczna, to miała się ujawnić reszta oddziału. Jednak okazało się, że to jest akcja polegająca na tym, by najaktywniejszych żołnierzy podziemia aresztować. Powróciłem do oddziału Adama Kusza, gdzie przebywałem do jego likwidacji, czyli do 19 sierpnia 1950 r.

Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 5>
Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 5
Jak doszło do rozbicia oddziału?

- W lipcu 1950 r. „Garbaty” nawiązał kontakt z ludźmi podobno godnymi zaufania. Dostarczyli nam pieniądze na zakup żywności, obiecali wyrobić lewe dokumenty na wyjazd na Zachód. „Kapitan” miał być z Komendy Okręgu WiN Lublin. Z jego to inicjatywy, celem utrzymania kontaktu z Zachodem, dostarczono do oddziału radiostację i dwuosobową obsługę. Niestety, okazało się, że byli to agenci UB, a radiostacja służyła do lokalizacji naszego miejsca postoju.
15 sierpnia 1950 r. lasy janowskie zostały okrążone przez KBW, UB, MO w ilości trzech tysięcy żołnierzy. Dowódca rozdzielił nas na dwie grupy, ja z pięcioma kolegami poszedłem oddzielnie. „Garbaty” z resztą oddziału i radiotelegrafistami poszedł w przeciwnym kierunku. Uciekaliśmy w stronę lasów lipskich. Udało nam się przejść przez okrążenie. W trzecim dniu przeprawiliśmy się, idąc bagnami.
„Garbaty” znal lasy janowskie jak własną kieszeń, z całą pewnością przeszedł przez okrążenie, z całą pewnością został zamordowany wraz z kolegami przez radiotelegrafistów-ubeków.

Od czasu rozbicia oddziału „Garbatego” aż do grudnia 1961 roku ukrywał się Pan przed komunistycznym aparatem bezpieczeństwa m.in. w leśnym bunkrze. Kto niósł Panu pomoc?

- Ja miałem kontakt z kolegami, którzy współpracowali z Oddziałem Leśnym „Garbatego”. Byli to Stanisław Flis ps. „Czarny”, Józef Kłyś ps. „Rejonowy”, Stefan Wojciechowski ps. „Bogucki”. Najgorsza była zima, w stodołach bylo trudno się ukryć, zbyt wiele śladów zostawialiśmy na śniegu. Dlatego wybudowaliśmy w lesie bunkier i pod pokrywą śniegu przebywaliśmy trzy-cztery miesiące.
Później Józef Kłyś i Stefan Wojciechowski zostali zamordowani przez UB w Piłatce. Gdy zostałem sam, schronieniem był mi las i bunkry. Przy pomocy dwóch zaufanych ludzi zrobiłem bunkier nr 3. Najpierw przygotowaliśmy materiał, nocą wykopaliśmy dół. Na powałę położyliśmy bale świerkowe i papę, żeby nie przemakało do środka. Na bunkrze posadziliśmy świerki, na wierzchu był mech. Wejście tak się zamykało, aby nie było śladu. W środku była zrobiona studzienka, bo zachodziła konieczność gotowania wody, ubikacja zrobiono była z żelaznej beczułki. Zrobiliśmy dwa otwory na dopływ i odpływ powietrza. Umeblowaniem było łóżko do spania.
Bunkier zrobiony był w Nadleśnictwie Huta Krzeszowska, koło wsi Ciosmy, na wzgórzu, wśród gęstego lasu. W Ciosmach miałem kontakt z dwoma chłopakami, oni pomagali mi tylko letnią porą. Nie wiedzieli o istnieniu bunkra. Na zimę miałem zapasy: ziemniaki, trochę makaronu, suchy chleb.
Tłuszcz był z upolowanych koziołków, mięso było ugotowane i zalane smalcem. Zapasy starczyły na całą zimę. Gotowałem dwa razy dziennie na maszynce spirytusowej, na okres zimy miałem 40 litrów tego paliwa. Na zimę zamykałem się w bunkrze. Nie mogłem z niego całą zimę wychodzić, groziło to pozostawieniem śladów na śniegu. W bunkrze było ciepło, siedziałem całą zimę w koszuli, miałem też książki do czytania. Jednej zimy przyszła do mnie mysz, wpadła do słoika po smalcu, siedziała tam całą zimę, miałem więc z kim rozmawiać. Na wiosnę ją wypuściłem.
Ukrywałem się sam, a UB z gromadą kapusiów robiło wszystko, żeby mnie aresztować lub zamordować. A ja w zimie siedziałem w bunkrze, wiosną i latem byłem panem swoich lasów. To one mnie ratowały. Wszyscy moi koledzy, którzy ukrywali się po wsiach, zostali zamordowani przez UB, przeważnie w wyniku zdrady.
Tak dotrwałem do 31 grudnia 1961 r. Zimę spędzałem w bunkrze. Śniegu nawaliło z pół metra, żadnego śladu nie było widać. Z bunkra, zgodnie z wieloletnim doświadczeniem, nie wychodziłem. A jednak ktoś mnie zdradził, bo wiedziano, gdzie pod taką grubą warstwą śniegu jest mój bunkier. Słyszałem jak odwalają śnieg i kopią. Słyszałem już, że w śledztwie tak nie katują, dlatego mimo posiadanego arsenału broni - poddałem się bez walki.

Za swoją walkę o niepodległość Polski został Pan skazany na dożywotnie wiezienie. Sąd Najwyższy zmniejszył karę do 15 lat. W wyniku amnestii mury więzieniu opuścił Pan po 9 lutach. Jak Pan żył z piętnem „reakcyjnego bandyty"?

- Na wolność wyszedłem w 1971 r. Pojechałem do swojej rodziny. Ksiądz z naszej parafii wezwał mnie do siebie. Dowiedziałem się od niego, że UB dawało mu dolary lub samochód, by spowiadał moją rodzinę i wydobył od niej, gdzie się ukrywam. Ostrzegał, abym uważał na ludzi.
Wyjechałem na zachód do województwa szczecińskiego, tam żyła żona mojego zmarłego brata, miała małe dzieci i gospodarstwo rolne. Ożeniłem się z nią. I mimo wielu trudności, jakoś się żyło, z nadzieją na wolność Polski. Nawet sąsiedzi nie wiedzieli o moich przeżyciach, po tylu zawodach i zdradach byłem ostrożny. Wiedziałem, że władza ludowa czuwała i interesowała się moją osobą.

W III RP żołnierze podziemia antykomunistycznego zostali zrehabilitowani i odznaczeni. W Pana przypadku nasze sądy, i nawet Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, nie chcą uznać, że walce o niepodległości Polski poświecił Pan 29 lat życia.

Ta kwestia porusza bardzo bolesny dla mnie temat. Istniejące prawo nazwać można tylko hańbiącym lub barbarzyńskim. Moja wina polega na tym, że walczyłem o honor żołnierza polskiego.
Dnia 23.10.1954 r. udałem się z obstawą, do mieszkającego w Rataju Ordynackim Jana Łukasika, sekretarza PZPR, uprzednio konfidenta NKWD, a wówczas konfidenta bezpieki. Miałem zamiar wymierzyć mu karę chłosty i ostrzec go, by zaprzestał wydawać UB żołnierzy podziemia. Spał, gdy wszedłem sięgnął po pistolet, który miał pod poduszką. Ja byłem szybszy - ratując swe życie, oddałem celny strzał.
Według obowiązującego dzisiaj prawa, gdyby on mnie zabił, byłaby to zbrodnia komunistyczna, a skoro ja do niego strzelałem, to zostałem „bandytą”. Na nic zdały się zeznania świadków. Oficer ze zgrupowania NZW, Skarbimir Socha, zeznał nawet, że za wysyłkę akowców na Sybir, do czego przyczynił się Łukasik, miałem prawo wykonać na nim wyrok śmierci, bo takie były ostatnie rozkazy Komendy NZW.
Gdy moi adwokaci wyczerpali już możliwości prawne, do sprawy włączył się ppłk Skarbimir Socha, który otrzymał ode mnie pełnomocnictwo do wniesienia skargi do Trybunatu Praw Człowieka w Strasburgu. Głównym argumentem zawartym w skardze był brak szczegółowego śledztwa, które powinien przeprowadzić IPN w Lublinie. Kolejnym ważnym argumentem było przyznanie mi przez Urząd ds. Kombatantów uprawnień kombatanckich do 31 grudnia 1956 roku. (W decyzji urzędu czytamy, że dalszego okresu nie może uznać ze względu na to, że ustawa za ostateczny termin uznaje właśnie do końca 1956 roku). Również cały pobyt w więzieniu od stycznia 1962 do sierpnia I971 roku został uznany za „walkę o wolność Polski”. Jednak polskie sądy nie zrehabilitowały mnie, a przede wszystkim nie wyjaśniły sprawy mordu UB na żołnierzach „Garbatego” w sierpniu 1950 roku!
W Strasburgu sprawę przyjęto do rozpatrzenia, ale wyrok był dla mnie niekorzystny. Starania, by uzyskać pomoc od naszych europosłów nie odniosły skutku. Nawet nie otrzymałem odpowiedzi na moją prośbę.
Za walkę z Niemcami otrzymałem Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego i Krzyż Partyzancki. Za walkę z komuną odznaczeń żadnych nie przyznają. Taka jest dziś w Polsce sprawiedliwość.

Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać pokoleniu, które lata niemieckiej i sowieckiej okupacji znają tylko z podręczników historii?

- Jestem już starym człowiekiem, mam 85 lat, ukończyłem tylko szkołę powszechną, reszta to szkoła życia, która wiele mi dała.
Kochajcie Pana Boga, u niego zawsze można znaleźć siłę do przetrwania, a nawet wiarę w ludzi, on jest sprawiedliwością. Kochajcie Kościół, który był i jest ostoją polskości. W partyzantce, w więzieniu UB, wszędzie byli z nami księża. Kochajcie Polskę, bez niej żyć się nie da. Dlatego wychowani przez rodziców, którzy żyli w niewoli, mieliśmy Polskę w naszym sercu. Dla niej oddawaliśmy życie, przechodziliśmy tortury i więzienia, upodlenia. Choć serce zalewa gorycz, to nie żałuję tych 29 lat, które jej w ofierze składam. Postąpiłem tak, jak honor Polaka - żołnierza mi nakazywał. Jestem z tego dumny.

Dziękuję za rozmowę.


Opracowano na podstawie:
Piotr Chmielowiec, Urząd Bezpieczeństwa w Łańcucie 1944 – 1956, Rzeszów 2006.
Dionizy Garbacz, Józef Zadzierski (1923-1946), [w:] Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944 - 1956. Słownik Biograficzny, tom. II, s. 568-570. Kraków-Warszawa-Wrocław 2004
Dionizy Garbacz, Niewidoczna barykada (I), [w:] Sztafeta, nr 28, Stalowa Wola 2007.
Dionizy Garbacz, Niewidoczna barykada (II), [w:] Sztafeta, nr 29, Stalowa Wola 2007.
Dionizy Garbacz, Niewidoczna barykada (III), [w:] Sztafeta, nr 30, Stalowa Wola 2007.
Garbacz Dionizy, "Wołyniak". Legenda prawdziwa, Stalowa Wola 1997.
Garbacz Dionizy, Żołnierze "Wołyniaka", Stalowa Wola 1999.
Krzysztof Kaczmarski, Rzeszowski Okręg Stronnictwa Narodowego i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (Narodowej Organizacji Wojskowej) w latach 1944-1947. Zarys problematyki, [w:] Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 21, Kraków 2004, s. 73-94.
Anna Grażyna Kister, Rozbicie oddziału partyzanckiego Adama Kusza 19 sierpnia 1950 roku, [w:] Niepodległość, Tom LV, Warszawa 2005, s. 348 – 363.
Jarosław Kopiński, Rozpracowanie struktur konspiracyjnych AK-WiN na przykładzie działań operacyjnych WUBP w Lublinie w latach 1944-1956, [w:] Wobec komunizmu. Materiały z sesji naukowej pt. „Lubelskie i południowe Podlasie wobec komunizmu 1918-1989. Radzyń Podlaski 2 IX 2005, Radzyń Podlaski 2006, s. 137 – 207.
Leśniczy, oprac. D. Garbacz, [w:] Sztafeta, nr 32, Stalowa Wola 1994.
Piotr Niemiec, Chronił mnie tylko las. Rozmowa z Andrzejem Kiszką..., [w:] Tygodnik Nadwiślański, Nr 31 (1316), Tarnobrzeg 2007, s. 8.
Andrzej Pityński, Rzeźba "Partyzanci" Andrzeja Pityńskiego, publikacja internetowa.
Stanisław Puchalski, Partyzanci „Ojca Jana”, Stalowa Wola 1996.
Adam Sikorski, Z archiwum IPN - W cieniu Porytowego Wzgórza - program emitowany w TVP Polonia, 18.06.2007, godz. 18.00.
Adam Sikorski, Z archiwum IPN - "Wołyniak" - program emitowany w TVP Polonia, 26.03.2007, godz. 18.00.
Marta Startek, Pierwszy żołnierz III wojny, [w:] Janowskie Korzenie nr 5, Janów Lubelski 2005, s. 49-59.
Józef Wieleba, Józef Kłyś - zapomniany bohater, [w:] Janowskie Korzenie nr 5, Janów Lubelski 2005, s. 65-69.
Praca zbiorowa, Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku, Warszawa 2002.
Twarze lubelskiej bezpieki, Katalog wystawy przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej O/Lublin.

Powyższy artykuł powstał przy wydatnej współpracy Łukasza Pasztaleńca z Janowa Lubelskiego, któremu serdecznie dziękuję za poprawki merytoryczne, uzupełnienia i wszelką pomoc !!!

Rozbicie grupy Adama Kusza "Garbatego" - część 1>
Strona główna>

sobota, 14 lipca 2007
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 1
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój" i XVI Okręg Narodowego Zjednoczenia Wojskowego

„Walkę o Wielką Polskę uważam za największy swój obowiązek. Wstępując w szeregi NZW, mam szczerą i nieprzymuszoną wolę. Wpierw zginę, aniżeli zdradzę. Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że wiernie będę walczył o niepodległość Polski. Rozkazu Wodza Naczelnego oraz wszystkich innych przełożonych będę słuchał i posłusznie wykonywał. Tak mi dopomóż Bóg i Ty Królowo Korony Polskiej.
Armia Podziemna Narodowe Zjednoczenie Wojskowe
Komenda Okręgu „Orzeł" D-ca „Rój"


Tekst przysięgi obowiązującej w XVI Okręgu NZW, znaleziony przez UBP przy jednym z partyzantów poległym w 1950 r.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. "Rój" na czele oddziału.

Mieczysław Dziemieszkiewicz urodził się 25 stycznia 1925 roku w Zagrobach, pow. Łomża, syn Adama i Stefanii z d. Świerczewskiej. Rodzina Dziemieszkiewiczów określana była w materiałach UB jako robotnicza, chociaż zaznaczano, że jego ojciec „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej''. W 1939 roku ukończył Szkołę Powszechną w Różanie.
W czasie okupacji niemieckiej pracował w Makowie Mazowieckim w niemieckim przedsiębiorstwie przewozowym. W latach okupacji uczęszczał na kursy tajnego nauczania w Makowie Mazowieckim. Działał w NSZ, przewoził materiały konspiracyjne, które przekazywał mu brat Roman ps. „Adam" - „Pogoda”, który również należał do NSZ i w późniejszym okresie był komendantem Powiatu NSZ Ciechanów oraz dowódcą oddziału partyzanckiego sformowanego po akcji na PUBP w Makowie Mazowieckim z siedzibą w Krasnosielcu. Został zamordowany przez żołnierzy sowieckich jesienią 1945. Drugi brat, Jerzy za działalność w NSZ został skazany na 7 lat więzienia.

Stefania Dziemieszkiewicz, matka "Roja" i brat "Roja", por. Roman Dziemieszkiewicz "Adam", "Pogoda", zamordowany przez sowietów jesienią 1945 r.

Wiosną 1945 r. Mieczysław Dziemieszkiewicz został wcielony do 1. zapasowego pp „ludowego” wojska w Warszawie, skąd zbiegł i przedostał się na teren powiatu Ciechanów, gdzie działał jego brat Roman. Wstąpił do oddziału partyzanckiego NSZ-NZW ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy", gdzie przyjął pseudonim „Rój”. Początkowo był łącznikiem między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu. Jego bezpośrednim przełożonym był dowódca kompanii Marian Koźniewski „Walter”. Rozkazem dowódcy NSZ z 8 VIII 1945 Mieczysław Dziemieszkiewicz zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych. W późniejszym okresie, w 1948 r. przez komendanta XVI Okręgu NZW awansowany został do stopnia st. sierżanta.

Mieczysław Dziemieszkiewicz, zdjęcie z czasów wojny.

Komendant XVI Okręgu NZW kpt. Zbigniew Kulesza „Młot". Ujawnił się w kwietniu 1947 r., aresztowany w listopadzie 1947 r. Skazany na karę dożywotniego więzienia, zwolniony w 1956 r.

Po masowych aresztowaniach dokonywanych przez UB w Ciechanowie „Walter” poleca „Rojowi” stworzyć patrol Pogotowia Akcji Specjalnej na teren powiatu Ciechanów, którego „Rój” został dowódcą. Głównym zadaniem patrolu była fizyczna likwidacja przeciwników politycznych, członków PPR i funkcjonarjuszy UB i MO, ale tylko na wyraźny rozkaz dowództwa, bowiem samowola była bardzo surowo karana. Działalność zbrojną „Rój” rozpoczyna w 1946 roku. Uczestniczył w wielu akcjach przeciwko funkcjonariuszom UB i komunistycznej agenturze oraz na posterunki MO. We wrześniu 1946 brał udział w akcji oddziałów NZW pod ogólnym dowództwem komendanta XVI Okręgu NZW kpt. Zbigniewa Kuleszy „Młota" na cukrownię w Szczukach (grupa „Roja” ubezpieczająca akcję urządziła zasadzkę, w którą wpadł pluton operacyjny MO z Ciechanowa). Po rozformowaniu oddziału Kraśniewskiego jesienią 1946 pozostał w lesie z grupą podkomendnych.

Oddział Komendy Powiatowej "Ciężki" dowodzony przez Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", wiosna 1948 r.

Jesienią 1946 r. nastąpiła fala aresztowań członków podziemia. W samym tylko listopadzie Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Pułtusku przesłuchał ponad 200 osób. W reakcji na masowe aresztowania żołnierze „Pauliny” [kryptonim pułtuskiego Obwodu WiN] przy pomocy kolegów obwodu „Otylia” z pow. Ostrów Mazowiecka pod dowództwem ppor. Stanisława Łaneckiego „Przelotnego” oraz partyzantów NZW z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” dokonali spektakularnej akcji zbrojnej mającej na celu odbicie uwięzionych w Pułtusku członków podziemia. Przebieg akcji w Pułtusku ilustruje raport Zygmunta Dąbkowskiego ps.„Kryma” (zastępca komendanta Obwodu pułtuskiego) do prezesa Obwodu WiN Ostrów Mazowiecka Hieronima Piotrowskiego „Jura”:

„Narnik, ściśle tajne, 28 XI 46. Do Prezesa Obwodu Otylia Ob. „Jura”. Raport.
W nocy z dn. 25/26 po dokładnym wywiadzie i otrzymaniu ostatnich informacji, w tempie konspiracyjnym w 100%-tach była przeprowadzona operacja na Pułtusk w celu uwolnienia więźniów. Cel został osiągnięty. W liczbie około 70-ciu ludzi politycznych zostało wypuszczonych. Operacja trwała do dwóch godzin. Zachodnia część miasta do kanału przy obsadzie dwóch mostków, była opanowana przez nasze wojska i odcięta od głównych sił UB i MO. W akcji brało udział 39 ludzi. Oddział ś.p. „Przelotnego” liczący 25-ciu ludzi, w skład którego wchodziło 3-ch: „Brzytew”, „Kruczek” i „Drozd”. Patrol „Wisa” 6-ciu ludzi i nasz patrol w liczbie 8-miu ludzi. Siła broni maszynowej składała się z 10-ciu RKM-ów Potem doszły jeszcze 3-y RKM-y zdobyte z więzienia. Operacja miała przebieg następujący: 1-wsze nastąpiło rozbicie centrali telefonicznej na poczcie. 2-gie wtargnięcie do gmachu zamieszkałego przez straż więzienną i jednocześnie obstawa gmachu więziennego i wysłanie patroli na obstawę mostków i ulic. UB z MO kilkakrotnie atakowało na te dwa mostki, lecz po otworzeniu ognia z naszej strony uciekali z powrotem w popłochu. Operacja była przeprowadzona świetnie i w należytym porządku. Powodem ofiar było w nieodpowiednim czasie ściągnięcie posterunków z mostków i ulic rozkazem ś. p. „Przelotnego”. Bo po ściągnięciu tych posterunków wszyscy w kupie chodzili przy więzieniu przez jakieś dwadzieścia minut. UB miało czas przedostać się na tę część miasta, która była opanowana przez nas. A gdy już posterunek, który stał przy więzieniu od strony mostku zaobserwował, że podciąga UB, ś.p. „Przelotny” wydał rozkaz cofania i wystrzelił rakietę, która narobiła dużo popłochu we własnych szeregach, bo tylko najbliżsi wiedzieli z której strony została wystrzelona.
I w popłochu wszystko zaczęło się cofać. Ja wycofywałem się za ś.p. „Przelotnym”, tylko po drugiej stronie ulicy. I w tym czasie wyskoczyło z ulicy czy podwórka dwóch osobników. Ś.p. „Przelotny” zastrzelił pierwszego, a drugi jego śmiertelnie ranił, lecz i ten został zabity. „Przelotny” po czterech godzinach zmarł i jeszcze został zabity „Góra”. Okoliczności są niewiadome. Tylko, że jest zabity, bo ciało jakieś leży w UB w Pułtusku. Z ich strony prawdopodobnie jest zabitych 9-ciu i coś rannych, lecz te cyfry nie są dokładnie ustalone. Z więzienia zabrana jest tylko broń, 3 RKM, 4 pp-sze i 11 KB. Jeden RKM i 2 pp-sze i KB zostały w naszym patrolu. Jeden RKM jest wzięty do oddziału przez „Śmiałego” i jeden na placówkę przez „Drozda”. Było opracowane Społem, które po wycofaniu mieliśmy po drodze, lecz po wytworzeniu tego popłochu nie było o tym mowy. Ja teraz biorę się do dalszej pracy a w pierwszym rzędzie będzie musowo zaopiekować się zwolnionymi, bo już UB w niektórych miejscach po nich było. Teraz składam panu por[ucznikowi] serdeczne podziękowania za przesłaną pomoc.”„Krym”.

Z danych IPN wynika, że uwolniono w wyniku tej akcji 65 osób. W akcji w Pułtusku oprócz ludzi „Przelotnego” udział brała miejscowa grupa Bolesława Borczyńskiego „Kruka”, Zygmunta Godlewskiego „Skowronka”, a także oddział Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” oraz partyzanci Jana Kmiołka „Mazurka” jak również kilku innych ochotników.
Była to na terenie Polski ostatnia akcja w wielkim stylu wykonana przez podziemie niepodległościowe w celu uwolnienia więźniów.

"Rój" składa gratulacje jednemu z podkomendnych.

W lutym 1947 r. władze komunistyczne ogłosiły amnestię dla żołnierzy podziemia, z której skorzystała większość członków obwodu WiN „Paulina” na czele z Z. Dąbkowskim „Krymem”. Działalność WiN na terenie powiatu pułtuskiego została zakończona. Część członków nie zaprzestała jednak konspiracyjnej działalności, zmieniła jedynie organizację na Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, które nie złożyło broni.

Narodowe Zjednoczenie Wojskowe operowało na dużą skalę jesienią 1945 r. obejmując swoim zasięgiem m.in. Północne Mazowsze. Jednak już w kwietniu 1946 r. Komenda Główna NZW została rozbita w wyniku aresztowań prowadzonych przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i nie została odtworzona w poprzednim kształcie. Więzy z komendami okręgowymi zostały w większości przypadków zerwane. Uzyskały one całkowitą, niezamierzoną samodzielność i działały od tej pory na własną odpowiedzialność – nastawiając się głownie na przetrwanie do czasu zmiany sytuacji politycznej w kraju. W ten sposób działały samodzielne okręgi: Warszawa „Mazowsze”, „Orzeł”, „Tęcza” – do sierpnia 1949 r., a w formie szczątkowej przez dalsze dwa lata – do końca 1950 r. Jeszcze dłużej istniały poszczególne komendy powiatowe. Ostatecznym kresem struktur NZW są lata 1952 – 1954, aczkolwiek np. Komenda Powiatu Bielsk Podlaski zakończyła działalność dopiero w 1956 r.

Zajęcia oddziału KP "Ciężki" w terenie, klęczy z prawej "Rój".

Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój” był przeciwnikiem ujawniania się w ramach amnestii. Jedną z pierwszych ważniejszych akcji, którą zademonstrował komunistom swoją niezłomną postawę, było opanowanie 3 IV 1947 r. osady Karwacz i rozbrojenie posterunku MO.
20 V 1947 r. „Rój” uczestniczy w odprawie kadry podoficerskiej w Olszynach, na której zdecydowano o kontynuowaniu działalności zbrojnej i wyborze nowego komendanta XVI Okręgu chor. Józefa Kozłowskiego „Lasa". W zreorganizowanym przez niego okręgu „Rój” objął funkcję komendanta Powiatu „Ciężki"-„Wisła" (pow. Ciechanów, część pow. Płońsk i Mława) i zarazem dowódcy oddziału partyzanckiego operującego na tym terenie. Jego oddział, liczący przeciętnie 15-20 żołnierzy, działał zazwyczaj podzielony na trzy samodzielne patrole partyzanckie „Pilota”, „Tygrysa” i „Kaźmierczuka”. Skład osobowy oddziału „Roja” zmieniał się w okresie prowadzonej działalności w zależności od likwidacji jego członków i napływu nowych w ramach uzupełnień. W oddziale „Roja” służyli wyłącznie ludzie młodzi, najstarszy wiekiem kapral Władysław Bukowski „Zapora” urodził się w1920 r., zaś najmłodszy, plutonowy Władysław Grudziński „Pilot” w 1927 r. (średnia wieku wynosiła 26 lat).
Uzbrojenie oddziału nie było najlepsze, występował zupełny brak broni ciężkiej typu: moździerze, ckm, rkm. Potwierdza to poniższe zestawienie dotyczące jednego z patroli oddziału „Roja”:

„Wykaz stanu osobowego i uzbrojenia patrolu partyzanckiego dowodzonego przez sierżanta Władysława Grudzińskiego „Pilota” .
Miejsce postoju, dnia 27 V 1950 r.
Wykaz broni i amunicji w użyciu:
„Pilot”- Mp – 44 bergman, nr 236, amunicji 160, pistolet TT nr 7202, amunicji 50;
„Ketling” – PPSz-a nr 1370, pistolet parabellum, 1 granat zaczepny;
„Twardowski”- Kbk rosyjski nr 6797, 1 granat przeciw pancerny , amunicji 200;
„Zryw” –PPSz-a nr 5037, 1 granat obronny.
Wykaz broni i amunicji zmagazynowanej:
rodzaj broni; 1 PPSz-a, 3 kbk rosyjskie, 2 kbk mauzer, 8 luf do ckm niemieckich, 1 lufa do rkm; ilość amunicji 2050 rosyjskiej i 520 niemieckiej; ilość granatów: 5 zaczepnych bez zapalników, 3 przeciwczołgowe z zapalnikami ale bez rączek.”


Tym razem to tylko ćwiczenia partyzantów KP "Ciężki", jednak takie sytuacje - tyle, że z prawdziwymi funkcjonariuszami UBP - zdarzały się często.

Braki w uzbrojeniu rekompensowała odwaga, wola walki i determinacja w zwalczaniu komunizmu i sowieckich agentur.
8 czerwca 1947 roku w miejscowości Strusin powiat Ciechanów patrol „Roja” wykonał wyrok śmierci na sekretarzu Komitetu Gminnego PPR w Sońsku, Władysławie Nasierowskim. Nasierowski był aktywnym działaczem partii. Chciał zlikwidować kościoły i zrobić z nich teatry lub muzea. Wypowiadał się także za unicestwieniem księży i „panów". W miejscowości Bieńki gmina Sońsk strzelał nawet do figurki Matki Boskiej. Kilkakrotnie ostrzegany przez podziemie, aby zaprzestał swej działalności, nie usłuchał i musiał zginąć.
24 IX 1947 r. patrol „Roja” wykonał akcję propagandową w miejscowości Zielona (gm. Bartołdy, pow. ciechanowski), w której odbywał się odpust i zabawa. Rozbrojono dwóch funkcjonariuszy MO obecnych na zabawie. Zdobyto dwa pistolety Parabellum. „Rój” wygłosił okolicznościowe przemówienie do zgromadzonej ludności. Jednocześnie w miejscowej spółdzielni zarekwirowano 20 tys. zł.
12 X 1947 r. zlikwidowano w gminie Sypniewo (pow. łomżyński) agenta UBP o kryptonimie „Zemsta”, a dwóm innym agentom udzielono nagany i upomnienia.

Żołnierze KP "Ciężki", 1948 r.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 2>
Strona główna>
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 2
17 (lub 19) X 1947 r. patrol „Roja” zlikwidował Henryka T. zamieszkałego w Ciemniewie (gm. Sońsk, pow. ciechanowski).
3 XI 1947 r. ok. 20 żołnierzy pod dowództwem „Roja” opanowują osadę Barańce (gm. Bartołdy, pow. ciechanowski), rozbrajają posterunek MO i likwidują funkcjonariusza UBP Jerzego Osowieckiego, członka PPR. Zdobyto pistolet, trzy kb, cztery granaty, mundury i oporządzenie. Zniszczono dokumenty w urzędzie gminnym, zarekwirowano maszynę do pisania oraz 6 tys. zł.
9 XI 1947 r. podczas obławy PUBP z Przasnysza i KBW na oddział „Roja” doszło do przypadkowego spotkania z ochroną cukrowni w Krasińcu. Podczas wymiany ognia zginął funkcjonariusz PUBP Stanisław Majorowski.
10 XI 1947 r. przeprowadzono kontrolę autobusu PKS na drodze Maków Mazowiecki – Przasnysz. Rozbrojono oficera WP, zabrano mu pistolet TT.
22 XI 1947 r. na szosie Ciechanów – Pułtusk koło miejscowości Gogole-Gołymin patrol „Roja” przeprowadził zasadzkę, gdzie zatrzymano i skontrolowano dwa autobusy PKS. Wykonano wyrok śmierci na funkcjonariuszu PUBP w Ciechanowie Janie Wodzyńskim, członku PPR. Zdobyto pistolet Parabellum.
28 XI 1947 r. na trasie Ciechanów - Nasielsk organizują zasadzkę na samochód UBP, który ostrzelano, jednak zdołał przejechać przez partyzancką blokadę.

W listopadzie 1947 roku organa bezpieczeństwa aresztują „Waltera” i część jego współpracowników. Jego następcą został Antoni Bąkowski „Skowronek”. Jemu podlegał patrol PAS dowodzony przez „Roja”. „Skowronek” nie cieszył się jednak takim autorytetem jak „Walter” i ciężko było mu utrzymać „w ryzach” „Roja”. Stan liczebny patrolu ulegał ciągłym zmianom. Plut. Władysław Grudziński „Pilot”, kronikarz oddziału przedstawił jego stan na 19 stycznia 1948 roku: Komendant - Mieczysław Dziemieszkiewicz .„Rój”, zastępca - Stanisław Okuniecki „Kruk”, członkowie: Józef Maruszewski „Sęp”, Ildefons Żbikowski „Tygrys”, Czesław Wilski „Brzoza” oraz „Kmicic”, „Lew”, „Sokół”, „Kogut”, „Biały”.

Stoją od lewej: st. sierż. "Rój" i sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys".

Mimo płynnego stanu oddział był w ciągłym ruchu i nadal prowadził działania przeciwko komunistom oraz akcje zaopatrzeniowe... niestety, ponosił również straty.
13 XII 1947 r. operując w powiecie przasnyskim, patrol „Roja” natknął się na oddział KBW, z którym stoczył walkę. Poległo dwóch partyzantów – kpr. „Kruk” i strz. „Lis” (obaj N.N.), stracono karabin maszynowy MG-42 i sporo zaopatrzenia. Straty KBW nie zostały ustalone.
Mimo strat i ciągłego prześladowania przez resort patrole „Roja”, nawet w okresie zimowym pozostawały ciągłym zagrożeniem dla wszelkiej maści bandytów, szpicli i komunistów, którzy jeszcze w 1949 r., w kierownictwie MBP oceniali, że grupa st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „w okresie zaostrzającej się walki klasowej [...] jest najliczniejszą i najgroźniejszą bandą na terenie województwa [warszawskiego]".
I nie były to przesadzone opinie...

3 I 1948 r. patrol dowodzony bezpośrednio przez „Roja” wykonał wyrok śmierci na współpracowniku PUBP w Makowie Mazowieckim, Wacławie L. z Krasnosielca, 20 stycznia t.r. zlikwidowano współpracującą z UBP Władysławę W. z Ciepielowa, 7 lutego w Lisiogórze zastrzelono współpracującego z UBP Tadeusza G. członka PPR.
10 II 1948 r. oddział „Roja” wkroczył do Chodkowa Wielkiego (gm. Płoniawy, pow. makowski), gdzie ogłosił wyrok śmierci na czterech mieszkańców, którzy donieśli władzom bezpieczeństwa, iż byli brani przez partyzantów na podwody. Na prośbę mieszkańców wsi „Rój” odstąpił od wykonania wyroku, pouczając jedynie skazanych o zakazie meldowania UBP.
15 II 48 r. zorganizowano zasadzkę na grupę operacyjna UBP. Gdy ostrzelano i zatrzymano przejeżdżający samochód, okazało się, że nie było w nim funkcjonariuszy UBP, gdyż pojechali inną drogą. W tym samym dniu, w miejscowości Maje (pow. Mława) patrol został zaatakowany przez funkcjonariuszy MO z posterunku w Konopkach. W wyniku potyczki poddało się dwóch milicjantów. Wkrótce potem rozbrojono następnych dwóch funkcjonariuszy z Ciechanowa i jednego z nich, pracownika UBP Edwarda Chojnowskiego, rozstrzelano. Pozostałych ujętych puszczono wolno. Zdobyto dwa automaty Sudajewa wz. 43, kbk i parabellum.
16 marca 1948 roku w Gąsocinie (pow. Ciechanów) bojówka „Roja" rozbiła posterunek MO i zniszczyła agencję pocztową. Zdobyto MG-42, dwa automaty Sudajewa, dwa kbk, dwa pistolety, trzy granaty i amunicję. Za współpracę z UB zlikwidowano wójta gminy Sońsk, członka KPP i PPR, Ignacego Sopytę. Wyrok wykonał st. strzelec Józef Matuszewski „Sęp”. Trzech ostrzeżeń nie usłuchał także kierownik Szkoły Podstawowej w Gąsocinie - Stanisław Milewski i nadal donosił do UB na nauczycieli. Wydany wyrok brzmiał: „za komunę i współpracę z Bierutem - masz wyrok śmierci".

Chwila przerwy w zajęciach ("Rój" stoi w środku grupy).

23 kwietnia 1948 roku w miejscowości Wola Wierzbowska gmina Bartołdy bojówka „Roja” pod dowództwem Władysława Grudzińskiego „Pilota”, w składzie Józef Maruszewski „Sęp”, N.N. „Kmicic”, N.N. „Kogut”, wykonała wyroki na członkach PPR - Paulinie Michalskiej (członek ZWM) i Henryku Kocięckim (członek PPR). Tego samego dnia w osadzie Gąsocin (pow. ciechanowski) inny oddział „Roja” pod dowództwem Ildefonsa Żbikowskiego „Tygrysa” w składzie kpr. Henryk Fabisiak „Lew”, „Orzyc" (N.N.), plut. Piotr Grzybowski „Rekin” zlikwidowała Jana Wnukowskiego, Józefa Mosiewicza i Ryszarda Korycińskiego pod zarzutem donosicielstwa i współpracy z UBP.
7 maja 1948 r. oddział „Roja” starł się w Bogucinie (gm. Opinogóra, pow. ciechanowski) z grupą funkcjonariuszy MO i uzbrojonych poborców podatkowych. Zabito poborcę Władysława N. i raniono milicjanta, partyzanci wycofali sie bez strat.
19 maja 1948 r. oddział „Roja” w sile 12 ludzi wkroczył do wsi Węgrzynowo (pow. ciechanowski). Partyzanci zatrzymali trzy osoby, dwie z nich na prośbę mieszkańców zostały zwolnione. Rozstrzelano członka PPR Witolda J., który biorąc partyzantów za grupę operacyjną UBP, wyjawił, że współpracuje z resortem bezpieczeństwa. Zorganizowano też wiec, na którym dowódca wygłosił przemówienie do zgromadzonych mieszkańców.

Oddział "Roja" na zbiórce, 10 V 1948 r.

W czerwcu 1948 roku doszło do tragedii. W wyniku działalności informatora o kryptonimie „Zadrożny”, zwerbowanego spośród ludności, resort bezpieczeństwa zlokalizował leśną bazę Komendy XVI Okręgu NZW [kryptonim „Orzeł”] pomiędzy wsiami Karaska i Gleba. Obóz partyzancki został otoczony przez czterdzieści plutonów wojska z I i II Brygady KBW oraz pracowników UBP i MO. Po kilkugodzinnej walce baza została zdobyta. Poległo czterech partyzantów: Władysław Mydło „Bohun”, N.N. „Wiatr”, N.N. „Tur” i N.N. „Dąb”. Do niewoli dostali się ranni Józef Kozłowski „Las”, Henryk Tkaczyk „Sęk”, Jan Kulesza „Buber” i Józef N.N. „Lew” oraz Piotr Macuk „Sęp”, Bolesław Szyszko „Klon”, Czaesław Kania „Nałęcz”, Piotr Darmofał „Ster”, Apolinary Samsel „Sokół”, Janina Chowańska-Kozłowska z dzieckiem i Marianna Szyszko. W ręce UB dostał się też magazyn broni, archiwum XVI Okręgu, wyposażenie punktu wydawniczego oraz przygotowane materiały propagandowe. Straty sił komunistycznych, wobec ich miażdżącej przewagi, były stosunkowo niskie: oficjalnie przyznawano się do jednego zabitego i dwóch rannych żołnierzy KBW.

10 lipca Witold Borucki „Dąb” podjął próbę odbudowy struktury organizacyjnej XVI Okręgu NZW nadając mu nowy kryptonim „Tęcza”, a sam zmienił pseudonim na „Babinicz”. Stworzył on pięć Komend Powiatowych. Komendzie XVI okręgu NZW „Tęcza” nie podporządkował się Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój", który stworzył samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim „Wisła” i został jej komendantem. Jego zastępcą został Stanisław Okuniecki „Kruk”. Komenda „Wisła” obejmowała swoją działalnością powiaty Ciechanów, Pułtusk, Maków Mazowiecki, Przasnysz. „Rój”, aby zapewnić lepszą koordynację działań w terenie powołał sekcje, na których czele stali:
Propagandy i Informacji - Wincenty Morawski „Rota”,
Uzbrojenia - Ildefons Żbikowski „Tygrys”,
Wywiadu i Kontrwywiadu - Jerzy Miączyński „Szary”,
Sanitarnej - Jadwiga Smolińska „Danka”.

„Rojowi" podlegało około 40 osób. Przebywanie w jednym miejscu takiej ilości ludzi było niemożliwe. Podzielił on oddział na trzy patrole, sprawując dowództwo nad jednym z nich. W jego skład wchodzili: Wincenty Morawski „Rota”, Kazimierz Chrzanowski „Wilk”, Bronisław Gniazdowski „Mazur”, Hieronim Żbikowski „Gwiazda”, Czesław Wilski „Brzoza”. Dowódcami dwóch pozostałych patroli byli: Ildefons Żbikowski „Tygrys”, podlegali mu: Józef Niski „Brzoza”, Henryk Niedziałkowski „Huragan”, Władysław Bukowski „Zapora”, Jerzy Miączyński „Szary”; oraz Władysław Grudziński „Pilot”, a podlegali mu: Józef Maruszewski „Sęp”, Piotr Grzybowski „Rekin”, Lucjan Krępski „Jastrząb”, Stanisław Tadżak „Wilk”.

1948 r. "Rój" przyjmuje meldunek od dowódcy patrolu, sierż. Ildefonsa Żbikowskiego "Tygrysa".

12 lipca 1948 roku w wyniku donosu, grupa operacyjna KBW i UBP pod dowództwem szefa PUBP Ciechanów, por. Tadeusza Mazurowskiego w miejscowości Pniewo Wielkie powiat Ciechanów, zaatakowała na kwaterze jedną z bojówek „Roja" pod dowództwem st. sierż. Ildefonsa Żbikowskiego „Tygrysa”. W walce zginęli Henryk Fabisiak „Lew” i Eugeniusz Kurach „Orzeł”, a jeden z partyzantów został ranny. Straty sił bezpieczeństwa według danych wywiadu partyzanckiego wyniosły dwunastu zabitych i ośmiu rannych (resort przyznawał się do dwóch poległych, nie licząc rannych). Zginął m.in. szef PUBP w Ciechanowie por. T. Mazurowski i żołnierz KBW Lucjan Łuczak. W trakcie operacji funkcjonariusze spalili (wraz z inwentarzem) gospodarstwo będące miejscem postoju partyzantów, a następnie aresztowali jego właścicieli.

21 sierpnia 1948 r. w miejscowości Humięcino-Retki (gm. Grudusk, pow. ciechanowski) patrol z oddziału „Roja” schwytał i zlikwidował funkcjonariusza Komendy Głównej MO Henryka C. (członka PPR). Wymierzono również karę fizyczna miejscowemu sekretarzowi PPR.
29 sierpnia 1948 roku w Olszewce gmina Sońsk przebywał st. sierż. Jan Żbikowski „Kmicic”, członek jednej z bojówek „Roja”. O jego pobycie zameldował wojsku sołtys tej wsi Czesław Mierzejewski, w wyniku czego przeprowadzono obławę. Żołnierze spotkali „Kmicica”, który ostrzeliwując się, wycofał się na pola wsi Dąbki i tam został ranny w nogę. Kulejąc próbował jeszcze ucieczki, która jednak nie miała szans powodzenia. Nie chcąc oddać się żywy w ręce żołnierzy, „Kmicic” rozerwał się granatem. Koledzy z partyzantki pomścili jego śmierć i 5 września wykonali wyrok śmierci na Czesławie Mierzejewskim.
7 września zlikwidowano za współpracę z władzami bezpieczeństwa Władysława P., wójta gminy Regimin (pow. ciechanowski), który był przed wojną w KPP, później w PPR, a 4 października czteroosobowy patrol „Roja” zlikwidował Wacława P. członka PPR, zamieszkałego w Kraszewie (gm. Ojrzeń).

Ćwiczenia w oddziale "Roja", 10 V 1948 r.

Od września 1948 roku organa bezpieczeństwa wzmogły działania prewencyjne na terenie powiatu Ciechanów. W październiku do akcji przeciw oddziałom partyzanckim XVI Okręgu NZW rzucono cztery bataliony I Brygady KBW (której sztab kwaterował w Przasnyszu) oraz po jednym batalionie z 9., 13. i 14. pułku KBW. Ponadto stale zwalczały partyzantów siły UBP i MO.
Oddziały „Roja” zmuszone były zmieniać miejsca postoju. „Rój” przeszedł ze swoją grupą na teren powiatu Pułtusk i skontaktował się w miejscowości Szyszki z Karolem Świąteckim „Głogiem". „Rój” polecił „Głogowi" nawiązać kontakt z oddziałem Jana Kmiotka „Mazurka”, „Wira”, działającym na lewym brzegu Narwi w powiecie Pułtusk, Maków Mazowiecki, Ostrołęka, Ostrów Mazowiecka. Doszło nawet do czasowej współpracy obu oddziałów.
Jednak nawet zakrojone na tak wielką skalę działania sił resortu nie powstrzymały partyzantów od działania i likwidacji agentury oraz aparatczyków komunistycznych. 2 listopada w gminie Grudusk (pow. ciechanowski) patrol „Roja” zlikwidował sekretarza miejscowej organizacji PPR Stanisława Z. i członków PPR Józefa A., Bolesława K. i Remigiusza D. (poborcę podatków). Następnego dnia w Łosinie (pow. pułtuski) zastrzelono sekretarza PPR Brunona U., a 4 lub 6 listopada w Kraszewie (pow. ciechanowski) rozstrzelano członka PPS Wacława K., przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej, oskarżonego o współpracę z resortem bezpieczeństwa.

W nocy z 9 na 10 listopada 1948 roku patrol W. Grudzińskiego „Pilota" zakwaterował się w kolonii Wyrąb Karwacki (pow. ciechanowski). Wszyscy partyzanci byli uzbrojeni w karabiny maszynowe, pistolety i granaty oraz odpowiednią ilość amunicji. Noc minęła spokojnie. Rano 10 listopada około godziny 8:30 partyzanci zauważyli, że do zagrody, w której nocowali zbliża się wojsko. Wywiązała się walka, podczas której zginął Józef Maruszewski „Sęp”. Będąc ranny w nogę, pożegnał się z kolegami przez machnięcie ręką i strzelił sobie w głowę. Poległ również Józef Kozłowski „Lis”. Reszta partyzantów wycofała się szczęśliwie do zagajnika.

Na przełomie 1948 i 1949 roku utworzony został patrol Stanisława Kakowskiego ps. „Kaźmierczuk”, który również podlegał „Rojowi”. W skład patrolu wchodzili Henryk Kakowski „Henryk”, Jerzy Miączyński „Szary”, Włodzimierz Miączyński. Swoją działalność „Kaźmierczuk” prowadził na terenie powiatu Przasnysz.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 3>
Strona główna>

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 3
Działalność „Roja” i jego spektakularne akcje militarno – propagandowe na terenie kilku powiatów, które uświadamiały władzom komunistycznym, że walka się jeszcze nie skończyła, spędzały sen z powiek władzom bezpieczeństwa, które oprócz ciągłych obław grup operacyjnych, prowadziły również działania agenturalne, mające na celu zlokalizowanie i likwidację oddziału. Jednak wywiad partyzancki działał bez zarzutu i np. w marcu 1949 r. w oddziale KP „Ciężki” dowodzonym przez „Roja” rozpoznano i zlikwidowano agenta WUBP w Warszawie o kryptonimie „Janek”, którego donosy przyczyniły się do ustalenia miejsca pobytu i likwidacji w dniu 2 marca 1949 r. w Gostkowie patrolu Edwarda Dobrzyńskiego „Orzyca” z KP „Płomień II”. Oprócz dowódcy zginęło wtedy siedmiu partyzantów, a jeden dostał sie do niewoli.

Komendant XVI Okręgu NZW Witold Borucki "Dąb", „Babinicz”, zamordowany przez agentów UBP (byłych partyzantów) 19 VIII 1948 r. w okolicach Amelina.

Od lewej: Henryk Milewski "Cięty", żołnież KP "Błękit" i st. sierż. Stanisław Suchołbiak "Szary", komendant Powiatu "Błękit", obaj zamordowani przez agentów UBP 19 VIII 1949 r.

Niestety, nieustanna praca operacyjna i bezwzględność bezpieki przynosiła coraz lepsze rezultaty w walce z podziemiem. 19 sierpnia 1949 r. w okolicy wsi Amelin agenci wewnętrzni (byli żołnierze), prowadzeni przez Kierownika Wydziału III WUBP w Warszawie - „Jan” i „Poprawny” - zamordowali w czasie snu komendanta XVI Okręgu NZW Witolda Boruckiego „Babinicza” oraz Tadeusza Milewskiego „Ciętego”, a w tym samym czasie dwaj inni agenci wewnętrzni - „Zbigniew” i „Czarny” - zamordowali Stanisława Suchołbiaka „Szarego”, komendanta Powiatu „Błękit”. Resort bezpieczeństwa, chcąc utrzymać w tajemnicy rzeczywisty przebieg wydarzeń i rolę swoich agentów, upozorował obławę KBW w rejonie Amelina i walkę z partyzantami. Agenci zostali błyskawicznie przerzuceni na inny teren z misją zamordowania komendanta Powiatu „Wiosna” Eugeniusza Lipińskiego „Mrówki”, którego zlokalizowano wraz z patrolem 15 października pod wsią Olszewka (gm. Jednorożec) i po walce z jednostką KBW w całości zlikwidowano. W starciu poległ „Mrówka” wraz z czterema żołnierzami.

Żołnierze patrolu NZW plut. Eugeniusza Lipińskiego "Mrówki", polegli w walce z KBW i UB. Leżą od lewej: Stanisław Radomski "Kula", Stanisław Garliński "Cichy", Eugeniusz Lipiński "Mrówka", Alfred Gadomski "Kajdan" i Eugeniusz Kuligowski "Ryś".

„Rój” był jednak ciągle nie tylko nieuchwytny, ale wciąż boleśnie kąsał. 18 września w Śniadowie (pow. płońsk) jego oddział zlikwidował starszego referenta PUBP w Płońsku Józefa Laskowskiego (członka PZPR), a 19 października przeprowadził wypad na miejscowość Czernice-Borowe (gm. Chojnowo, pow. przasnyski), gdzie rozbrojono posterunek MO i przeprowadzono rekwizycję w spółdzielni. Partyzanci zlikwidowali cztery osoby: funkcjonariusza MO Juliana Idzikowskiego, członka ORMO Stanisława Bakułę, kierownika Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” Stanisława A. (wszyscy byli członkami PZPR) oraz pracownika spółdzielni Władysława F. Zdobyto 1 300 000 zł. oraz broń.

Najbardziej wymowną politycznie i propagandowo akcję przeprowadził „Rój” 6 listopada 1949 roku, w 32 rocznicę rewolucji październikowej, na stacji kolejowej w miejscowości Gołotczyzna (gm. Sońsk, pow. ciechanowski). W odległości 2 km. od tej stacji bojówka „Roja” zatrzymała pociąg osobowy, przeprowadziła rewizję pasażerów i wszystkich zatrzymano do dyspozycji dowódcy. Pociąg pojechał na dworzec kolejowy i tu „Rój” wygłosił do zgromadzonych przemówienie, podkreślając rychły upadek komunizmu. Partyzanci rozdawali wśród pasażerów ulotki, a następnie na potwierdzenie swoich słów zabili jadących w pociągu Mieczysława Piaskowskiego, funkcjonariusza PUBP w Ciechanowie (członka PZPR) i oficera politycznego WP ppor. Czesława Pacała. Drugiego oficera rozbrojono i puszczono wolno.

Zima 1950 r. nie przeszkodziła partyzantom st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” w kontynuowaniu działalności przeciwko nowym okupantom. 21 stycznia patrol Ildefonsa Żbikowskiego „Tygrysa” w składzie kpr. Józef Niski „Brzoza”, kpr. Henryk Niedziałkowski „Huragan”, N.N. „Szary” i kpr. Władysław Bukowkski ,„Zapora”, przeprowadził akcję zaopatrzeniową na spółdzielnię w Wierzbowie (gm. Opiniogóra), gdzie zdobyto 246 196 zł., a 7 lutego w Wieliszewie (pow. nowodworski) grupa „Roja” zlikwidowała Wincentego C. - wójta gminy Nadarzyn, członka PZPR (przed wojną członka KPP). 13 lutego w Błędówku (pow. nowodworski) zlikwidowano również gminnego sekretarza PZPR i komendanta ORMO Edwarda Kanię.

Na przełomie 1949 i 1950 roku st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój” podjął próbę odbudowania struktur XVI Okręgu NZW (zachowały się dokumenty, na których podpisywał się jako komendant okręgu). Chcąc odciążyć pow. Ciechanów, poddawany stale terrorystycznym operacjom UB, w 1950 r. rozszerzył działalność na pow. Pułtusk, Nowy Dwór Mazowiecki, Wołomin, Mińsk Mazowiecki i Garwolin, okresowo przechodząc tam ze swoimi ludźmi. Usiłował nawiązać kontakt z innymi przywódcami podziemia niepodległościowego kontynuującymi działalność - Hieronimem Rogińskim „Rogiem" w pow. Ostrołęka i Kolno, Wacławem Grabowskim „Puszczykiem" w pow. Mława oraz Janem i Franciszkiem Kmiołkami w pow. Ostrów Mazowiecka i Pułtusk.
Na początku 1950 r. III Departament MBP wszczął rozpracowanie agenturalne pod kryptonimem „Zbiry”. Utworzono specjalną grupę operacyjną z siedzibą w Pułtusku, kierowaną przez por. Ryszarda Tabaczyńskiego z Wydziału III WUBP w Warszawie, której zadaniem było koordynowanie działań prowadzonych przez poszczególne PUBP przeciwko „Rojowi” i jego pododdziałom. Przewinęło się przez nie łącznie 324 agentów i informatorów. Agent o kryptonimie „Zieliński", dezerter z oddziału, zobowiązał się zabić swego byłego dowódcę. Zlecono wówczas zamordowanie „Roja” czteroosobowej grupie agentów o kryptonimie „V kolumna”. Przez kilka miesięcy agenci kręcili się po okolicy, skontaktowali się nawet z oddziałem „Roja”, ale wobec ostrożności jego podkomendnych nie zdołali dokonać zabójstwa. Działalność „V kolumny” zakończyła się zaskakująco. Pomimo, że na polecenie mocodawców zabili kilku partyzantów inkasując 20 tys. zł. za głowę zabitego, na rozkaz ppłk. Bolesława Trochimowicza zostali zlikwidowani przez funkcjonariuszy MBP.

„Rojowi” i jego żołnierzom jak na razie sprzyjało szczęście, jednak nie miało to trwać długo.
24 lutego 1950 r. patrol „Tygrysa” zarekwirował pieniądze z podatków sołtysom w Przywilczu (gm. Grudusk, pow. ciechanowski), Regiminie (pow. ciechanowski), Koziczynie (gm. Regimin), Miłoszewcu i Zembrzusie (gm. Chojnowo, pow. przasnyski), Chojnowie (pow. przasnyski). Zdobyto łącznie 293 tys. zł. Ukarano batami Juliana M. z Przywilcza i Aleksandra K. z Nieborzyna, aktywistów PZPR.
W wyniku działalności agentury, następnego dnia, 25 lutego 1950 roku grupa operacyjna KBW i UBP otoczyła miejscowość Osyski i w trakcie przeszukiwania zabudowań Bronisława Kołakowskiego natrafiło na kryjówkę, w której znajdowali się żołnierze z patrolu st. sierż. Ildefonsa Żbikowskiego „Tygrysa”. Drzwi do skrytki były zamknięte. Dowódca plutonu por. W. Baranowski oddał serię z pistoletu w kierunku kryjówki. Ukrywający się wyrzucili trzy granaty, co spowodowało panikę wśród żołnierzy, którzy musieli się wycofać. Dom został ostrzelany przez wojsko pociskami zapalającymi. Zmusiło to partyzantów do wyjścia z domu i zajęcia stanowisk w stodole, którą żołnierze także podpalili. Partyzanci, atakowani przez 2. kompanię 10. pułku KBW, bronili się w płonącym gospodarstwie, zadając straty atakującym. Dwóch żołnierzy KBW zostało zabitych, a trzech rannych. Grupa „Tygrysa" próbowała przerwać pierścień okrążenia, ale bezskutecznie. W walce zginęli: Ildefons Żbikowski „Tygrys", Józef Niski „Brzoza", Henryk Niedziałkowski „Huragan" i Władysław Bukowski „Zapora".

Pośmiertne zdjęcie partyzantów z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (patrol "Tygrysa"), poległych 25 II 1950 r.; od lewej: Ildefons Żbikowski "Tygrys", Józef Niski "Brzoza", Henryk Niedziałkowski "Huragan" i Władysław Bukowski "Zapora".

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 4>
Strona główna>

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 4
A oto jak w raporcie z 26 lutego 1950 r. opisywał operację przeciwko oddziałowi NZW sierż. Ildefonsa Żbikowskiego „ Tygrysa " dowódca Grupy Operacyjnej „C-3" KBW:

KBW G[rupa] O[peracyjna] „C-3"                                                   Ściśle tajne
dn. 26 II 1950 r.                                                                         Egz. nr...

Opis
operacji przeprowadzonej przeciwko bandzie „Tygrysa” w m. Osyski (6685), gm. Bartołdy, pow. Ciechanów, w dniu 25 II 1950 r.

I. Wiadomości o bandzie:
W dniu 24 II 1950 r. w godzinach od 20.00 dnia 25 II 1950 r. nieznani osobnicy w mundurach wojskowych, uzbrojeni w broń automatyczną, dokonali szeregu napadów na sołtysów w n[iżej] w[ymienionych] miejscowościach.
W m. Przywilż (7476), gm. Grudusk, pow. Ciechanów, rabując 220 000 zł w gotówce. W m. Miłoszewiec (7284), gm. Chojnowo, pow. Przasnysz, dotkliwie pobili sołtysa, rabując 15 000 zł. W m. Nieborzyn (7387), gm. Regimin, pow. Ciechanów, rabując 28 000 zł. W m. Chrostowo (7480), gm. Chojnowo, pow. Przasnysz, rabując 110 000 zł. W m. Zembrzus (7678), gm. Chojnowo, pow. Przasnysz, rabując 110 000 zł. W m. Koziczyn (7078), gm. Regimin, pow. Ciechanów dotkliwie pobili sołtysa, rabunku nie dokonano.

Wnioski:
a) Charakter napadów i ich rozmieszczenie wskazywały, że napadów dokonała jedna i ta sama banda - „Tygrysa”. [...]
II. Siły grup operacyjnych:
Spec[jalna] kompania spec[jalnego] Baonu w m. Przasnysz, por. Łukasiewicz + 74 żołn[ierzy], I plut[on] 12 komp[anii] spec[jalnego] Baonu w m. Ciechanów, por. Mikunda + 45 żołnierzy.
Wnioski:
Siły i środki potrzebne dla przeprowadzenia działań w dniu 25 II 1950 r. były wystarczające. Wysoka mobilność pododdziałów w znacznym stopniu ułatwiła przeprowadzenie akcji operacyjnej.
[...]
V. Przebieg akcji:
Dnia 25 II 1950 r. o godz. 13.45 pododdziały skoncentrowano w m. Opinogóra (6381), gdzie d[owód]cy kompanii i plutonów otrzymali rozkaz bojowy. O godz. 14.00 pododdziały udały się samochodami na podstawę wyjściową do m. Trentowo (6583), gdzie d[owód]cy plutonów wydali rozkaz d[owód]com drużyn oraz d[owód]cy kompanii przeprowadzili krótkie pogadanki z żołnierzami, po czym przystąpiono do działań.
Po zajęciu i skontrolowaniu obstawy o godz. 14.45 grupa szturmowa kpr. Widockiego + 8 żołnierzy i przedstawicieli WUBP por. Baranowskiego przystąpiła do działań. Po skontrolowaniu 2 sąsiedzkich zabudowań udała się do meliny bandyckiej u Kołakowskiego, gdzie zauważono drzwi w stajni prowadzące do kryjówki bandy zamknięte. Wezwano gospodarza, ażeby otworzył dane drzwi, lecz gospodarz odpowiedział, że drzwi te nie otwierają się, ponieważ są one zawalone słomą od zewnątrz. Biorąc pod uwagę to, że zbliżał się zmrok, co mogło umożliwić ucieczkę bandy, dodano 10 żołnierzy do grupy szturmowej oraz postanowiono wypuścić ze stajni inwentarz, jak konie, krowy, owce, po czym oddać kilka serii z automatu w drzwi i przystąpić do ich wyłamania. Po oddaniu kilku strzałów przedstawiciel WUBP, nie mając dotychczas pewności, że banda znajduje się w skrytce, wezwał ją do poddania się, na co jednak nie otrzymał odpowiedzi ze strony bandy.
Do danego zabudowania przybył kpt. Kania wraz z kpr. Gołębiem, dając rozkaz 5 żołnierzom wycofać się z zabudowania, pozostawiając trzech żołnierzy. Powtórnie oddano serię z automatu w drzwi, po czym kpr. Widocki [z] młotem przystąpił do ich wyłamania. Po czterokrotnym uderzeniu drzwi zostały wyłamane i w tym momencie posypały się strzały ze strony bandy oraz 3 granaty, które nie rozerwały się, jednak na skutek odprysków granitowych kamieni ze strony stajni i rykoszetów zostali ranni strz. Giza, strz. Jasiński i strz. Lasak, mimo ranienia strz. Giza rzucił granat wewnątrz kryjówki bandyckiej, który spowodował wybuch, po czym żołnierze wycofali się z zabudowania, natomiast strz. Szymański, ciężko ranny lub zabity, czego nie można stwierdzić, pozostał w stajni, co stwierdzono po zakończeniu działań. Banda ponownie otworzyła ogień, wydano rozkaz podpalenia sterty, w międzyczasie jeden z bandytów wybiegł ze skryjówki do stodoły drugim wejściem, o którym nie było wiadomo, skąd zabił strz. Zientalaka, który zajmował stanowisko za stodołą. Drugi bandyta w tym czasie wszedł na strych stajni, obstrzeliwując obstawę, pozostali bandyci prowadzili ogień w kierunku podwórza.
Zapalone zabudowanie poczęło się walić, zmuszając bandytów do ucieczki na podwórze, gdzie jeden z bandytów krzyknął: „My giniemy za Polskę Narodową, a wy za co, komuniści?”. Na to strz. Ratajczak odpowiedział: „Wy giniecie za Polskę kapitalistyczną, a my walczymy za Polskę Robotniczo-Chłopską, Polskę Ludową”, po czym bandyci, uciekając w kierunku ustępu, zostali zabici.
Po zlikwidowaniu czterech bandytów przeprowadzono plutonem odwodowym przeszukiwanie zabudowań w m. Osyski i po sprawdzeniu wezwano sołtysa, któremu polecono zaopiekować się żywym inwentarzem należącym do Kułakowskiego.
Biorąc pod uwagę, że banda „Tygrysa” składa się z 6 osobników, przeprowadzono szczegółowe przeszukiwania w m. Radzieje-Bedy (6785), które nie dały żadnych rezultatów.
W m. Osyski pozostawiono pluton pod d[owódz]twem kpr. Chmielewskiego + 1 r[adio]st[acja] z zadaniem dokładnego przeszukania w skryjówce bandyckiej po wygaśnięciu ognia.
Po sprawdzeniu stanu osobowego komp[anii] spec[jalnej] stwierdzono nieobecność strz. Szymańskiego, natomiast żołnierze z tejże kompanii, strz. Idee i strz. Gołębiowski, twierdzili, że widzieli strz. Szymańskiego, jak odjechał z rannymi sanitarką do m. Ciechanów. Po przybyciu do m[iejsca] p[ostoju] Ciechanów i sprawdzeniu okazało się brak strz. Szymańskiego, natychmiast dano rozkaz przez r[adio]st[ację] kpr. Chmielewskiemu dokładnego przeszukania płonącego zabudowania oraz wysłano d[owód]cę specjalnej] kompanii + 15 żołnierzy celem odnalezienia strz. Szymańskiego, którego zwęglone zwłoki odnaleziono o godz. 23.00 w spalonej stajni. Natomiast automat ww. znaleziono przy zabitym bandycie.
VI. Wyniki akcji:
W wyniku przeprowadzonej akcji osiągnięto następujące rezultaty. Zlikwidowano 4 bandytów, w tym:
1. D[owód]ca bandy Żbikowski Ildefons - ps. „Tygrys”,
2. członek Niski Józef - ps. „Brzoza”,
3.[członek] Niedziałkowski - ps. „Huragan”,
4.[członek] nazwisko nieustalone – ps. „Zapora”.

Zdobyto broni:
MP-44 (koza czeska) szt. 1
Karab[in] mauzer [szt.] 2
PPSz-a [szt.] 1
PPS [szt.] 1
Pistfolet] TT [szt.] 3
Pistolet belgijka [szt.] 1
Pist[olet] kal[iber] 7,65 [szt.] 1
Granaty [szt.] 4
Amunicja różna [szt.] 225
Pieczątkę okrągłą bandy „Tygrysa" z napisem KP NZW [szt.] 1

Straty własne:
2 żołnierzy zabitych, 3 rannych, w tym:
1. strz. Ziętalak Czesław, Spec[jalna] Komp[ania] Specjjalnego] Baonu - zabity,
2. strz. Szymański Emil, [Specjalna Kompania Specjalnego Baonu] -zabity, spalony,
3. strz. Jasiński Zygmunt, [Specjalna Kompania Specjalnego Baonu] - ranny,
4.strz. Lasak Władysław, [Specjalna Kompania Specjalnego Baonu – ranny]
5.strz. Giza Czesław, [Specjalna Kompania Specjalnego Baonu – ranny].

Szef Sztabu G[rupy] O[peracyjnej]                           Dowódca G[rupy] O[peracyjnej]
„C-3"                                                                 "C-3"
Mizera                                                                Kania
kpt.                                                                   Kpt. [...]

Źródło: CAW, 1580/75/1463, k. 91-94, oryginał, mps.

Zdjęcia wykonane przez UB. Od lewej: Ildefons Żbikowski "Tygrys" i Władysław Bukowski "Zapora".

Od góry: Henryk Niedziałkowski "Huragan" i Józef Niski "Brzoza".

Po likwidacji „Tygrysa” aresztowano Bronisława i Mariannę Kołakowskich wraz z czwórką dzieci Teresą, Ireną, Zdzisławem i Jerzym. Bronisław i Zdzisław Kołakowscy zostali po okrutnym śledztwie skazani na karę śmierci i straceni 3 lipca 1950 roku. Jerzy Kołakowski był ponad 3 miesiące w areszcie śledczym w Ciechanowie. Wypuszczono go na wolność, ale w wyniku tortur zastosowanych w czasie śledztwa zmarł miesiąc później. Teresa Kołakowska została skazana na 15 lat więzienia. Na podstawie amnestii karę złagodzono jej o jedną trzecią. Marianna Kołakowska wyrokiem WSR w Warszawie została skazana na 8 lat więzienia, z czego odbyła 4 lata.

15 kwietnia 1950 roku patrol Stanisława Kakowskiego „Kaźmierczuka” z grupy „Roja” zlikwidował małżeństwo Henryka i Jadwigę Smolińskich w Osyskach gmina Bartołdy, podejrzewane o poinformowanie resortu bezpieczeństwa o pobycie partyzantów. Spalono także ich zabudowania. Partyzanci pomścili w ten sposób śmierć „Tygrysa”, „Brzozy”, „Huragana” i „Zapory”, choć z dokumentów UBP wynika, że bezpośrednim sprawcą tragedii patrolu „Tygrysa” był agent UB o kryptonimie „Bartosz”. Nie można jednak wykluczyć sytuacji, że wywiad „Roja” ustalił, iż małżeństwo Smolińskich również przyczyniło się w jakiś sposób do zlokalizowania i zagłady patrolu przez grupę operacyjną, czym w efekcie wydało na siebie wyrok śmierci.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 5>
Strona główna>

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 5
27 kwietnia Władysław Grudziński „Pilot” i N.N. „Ketling” zrobili wypad do Pokrzywnicy (pow. ciechanowski). Podczas starcia z patrolem MO zastrzelili funkcjonariusza, wskazanego przez siatkę terenową do likwidacji. Zdobyto przy tym kbk. Po śmierci „Pilota”, UB przejęło jego pamiętnik, w którym zachował się obszerny fragment, opisujący ze szczegółami wydarzenia z 27 kwietnia 1950 r.:

[...] Na kwaterę zaszliśmy o godzinie 1. Do dnia spaliśmy, natomiast rano, kiedy zjedliśmy śniadanie, oczyszczono pistolety i amunicję. Chociaż broń mamy zawsze czystą, ale dzisiaj musimy bardziej liczyć na nią, gdyż jesteśmy obaj tylko z pistoletami i nie możemy się zawieść w razie potrzeby. Od samego rana pochmurnie i przelotny deszcz. Po południu o godzinie 5 pożyczyliśmy od gospodarza 2 cywilne czapki, ponieważ byliśmy z gołymi głowami, a tu deszczowo, po czym posililiśmy się, a po posiłku pożegnano domowych i odmaszerowaliśmy, udając się na spotkanie z jednym naszym człowiekiem. Maszerowaliśmy dzisiaj nie tak jak zawsze, bo w dzień, i nie polami, a drogą. [...] dopiero po zachodzie słońca niebo zaczęło się przecierać. Od czasu do czasu wyłonił się zza chmur księżyc blady, otaczała go moc również bladych gwiazd, ciemnym mrokiem nocna cisza, którą zagłuszało rechotanie żab i zerwanie się z łąk stada kaczek i czajek, wrzeszczących tuż-tuż nad naszymi głowami. Maszerowaliśmy do godziny 10. Domowników zastaliśmy już w łóżkach. Po wejściu do mieszkania ów mężczyzna, do którego przyszliśmy, ubrał się i zaczął z nami prowadzić rozmowę na temat kilku komunistów znajdujących się w pobliżu jego miejsca zamieszkania. Każde zdanie pilnie wysłuchano i rozważono, żeby nie popełnić coś niepożądanego, co by przyniosło hańbę dla nas. Mamy podanych 3 komunistów, dla których można kuli nie żałować. Mamy już opis ich zewnętrzny, jak i duchowy. Dwóch to cywile, a jeden to milicjant. Jutro ma być spęd inwentarza żywego w Pokrzywnicy, więc można ich będzie zrobić, gdyż na pewno będą tam obecni. Po rozmowie położyliśmy się spać.
Nazajutrz rano nie możemy się doczekać wymarszu do Pokrzywnicy po tych gadów, jeszcze jesteśmy bardziej zadowoleni, ponieważ robotę będziemy odstawiać w dzień. Przed południem tego dnia, tj. 27 kwietnia, wysłaliśmy tegoż mężczyznę do Pokrzywnicy w celu zbadania sytuacji przedstawiającej się z tymi komunistami. W krótkim czasie powrócił, nie dając dokładnych wiadomości. [...] Przed odejściem tłumaczę swojemu koledze, jak ma się zachować podczas potyczki - śmiało i zdecydowanie. O godzinie 1 robimy wymarsz. Po to wcześniej, aby przepatrzeć Pokrzywnicę [i] oczyścić ją z chwastów, tych najgorszych, naszego społeczeństwa. Idziemy sobie powoli. Słońce z południa przechyla się ku zachodowi, niebo w południe czyste, zaczyna się od strony zachodniej chmurzyć. W drodze westchnąłem do Boga o szczęśliwe przeprowadzenie roboty i szczęśliwe pomyślne wycofanie się. Kto z Bogiem, Bóg z nim, o tym powinien wiedzieć każdy wierzący. Jesteśmy w Pokrzywnicy. Ruch tam jak w małym miasteczku, idziemy drogą do Domosławia w kierunku kościoła. Ja - „Pilot”, dla mniejszego podejrzenia trzymam mały pakunek pod pachą, a jest nim lornetka owinięta w gazetę. Natomiast kolega „Ketling” idzie obok mnie, trzymając prawą rękę w kieszeni, gdzie był pistolet. Miejscowości tej nie znaliśmy dokładnie, a tylko z mapy jej położenie. Na 300 m przed sobą zauważyliśmy auto, ale nie zbaczając ani w prawo, ani w lewo, zbliżamy się ku niemu. Byliśmy jeszcze spory kawałek, [gdy] auto ruszyło i pomknęło w kierunku Pułtuska. Nad nim unosił się tuman kurzu. Na pewno samochód ten zabiera zakupione świnie i bydło. Dochodzimy do krzyżówek i wykręcamy na prawo, w kierunku do kościoła. Chaty tam małe, ponieważ okolica cała i ta miejscowość dostała doszczętnie zniszczona przez działania wojenne, a szczególnie podczas marszu wojsk czerwonych za Niemcami. Na lewo jest kilka baraków, w których mieści się Spółdzielnia i Kasa Stefczyka. Idąc drogą, a doszedłszy naprzeciw owych baraków Spółdzielni, zauważyliśmy w oknie dwóch milicjantów i kilku cywili, gdzie kręciły się również i kobiety. Chcąc zbadać, czy nie ma większej siły komunistów, dalej wolnym krokiem pomijamy baraki. Policja, jak też kilku cywili zwróciło na nas oczy, ale na razie nas [się] nie czepiano. Idziemy prosto do szkoły, po obu stronach drogi łąki rozmokłe, przez które przebiega kręty strumyk, a po obu stronach tegoż strumyka rośnie gęstwina krzewiny i kilkanaście starych olch. Uszliśmy może 150 metrów od baraków - wtem słyszymy: „Halo, halo!", oglądamy się, a milicjant, maszerując do nas, mówi: „Pozwólcie no" - tak ja natychmiast mrugnąłem na kolegę, co mamy robić. Wolnym krokiem zbliżamy się do milicjanta a on do nas. Zatrzymaliśmy się, natomiast milicjant zbliżył się na trzy kroki, stanął i pyta się: „Co wyście za jedni?” Odpowiadam: „A tu, z trzeciej wioski, zaraz, zaraz pokażę dokumenty”. Wtem kolega „Ketling” wyrwał parabellum z kieszeni i chciał wystrzelić w pierś komunisty, a tu masz diable kaftan, w komorze nabojowej był niewypał, tak ja - „Pilot”, natychmiast uchwyciłem niezawodną TT-etkę i wypaliłem dwie sztuki w klatkę piersiową gliny, lecz on natychmiast zrobił w tył zwrot, jeszcze w plecy i głowę otrzymał kilka kul. Karabin rosyjski, który miał ze sobą, zabrano. Przed strzałami zwrócono się o podniesienie rąk do góry, lecz on usiłował chwytać za karabin.
W tym momencie, gdy strzelano do atakującego nas [milicjanta], puszczono dwa strzały do jego kolegi trzymającego w rękach automat, gdy kule gwizdnęły mu przy uszach, skrył się za grube drzewo. Atakować nie mieliśmy szansy, gdyż on miał automat PPSz-a, a my obaj tylko z krótką bronią, a w zabranym karabinie zaledwie 4 naboje. Teraz zaczęliśmy się wycofywać, aby jak najszybciej oderwać się od miejsca wypadku. Do wieczora kawał, dopiero druga godzina. Było tu obecnie zgromadzenie ludzi cywilnych, lecz podczas akcji nikt nie został nawet tknięty. [...].
Wycelowaliśmy sobie prosto w las, zagajnik, ciepło się robi, włosy mokre, ale nadzieja jest, że się ochłodzi, gdyż od zachodu strony powiewa mały wiaterek i napływa coraz większe zachmurzenie, na pewno będzie padał deszcz, którego dałby Bóg jak najszybciej. Gdy oddaliliśmy się do trzech km od Pokrzywnicy, siedliśmy na rowie i wylano wodę z butów, po czym dalej w drogę, co było znacznie lepiej maszerować. Ludzie jadący na pole i będący w zagrodach zwracali baczną uwagę na nas, bo my tu popoceni zdobyty karabin dźwigamy. W ogóle cywile nie wiedzą, co się stało. Na razie nie widać pogoni za nami, więc niewiele zwolniliśmy kroku. Teraz nieco pewniej się czujemy, bo już kilka km bliżej lasu, a do tego mamy jedną sztukę broni długiej, tylko niewiele amunicji. Dotarliśmy przez pola do wsi Mieszki Leśniki i stąd wzięliśmy podwodę, i stąd dojechaliśmy do łąk Zabłockich. Już od 10 minut pada drobny deszcz. Na łąkach zwolniliśmy podwodę, ponieważ był tam głęboki rów, przez który nie można było wozem przejechać. Gospodarzowi podziękowano i oświadczono, jeśli będziemy pociągani do odpowiedzialności przez komunistów, to niech oświadczy, że odwiózł jakichś pod Serock. Do widzenia - z Bogiem. Przez wodą napełniony rów przeprawiliśmy się i prosto miedzą kierujemy się na las, po którego skraju biegnie szosa. Zza krzaka czerni lornetowałem, czy nie ma wojska, w lnie i na szosie uważaliśmy, że jeszcze nie zdążyli zaskoczyć nam drogi. Nie widać nic, jak tylko jadącą furmankę w jednego konia, a za nią jakiś cywil jechał na rowerze. Idziemy śmiało do lasu, karabin trzymaliśmy pomiędzy sobą, ażeby cywilni ludzie nie zauważyli go. Dochodząc do samej szosy, pilnie obserwujemy, czy nie widać jakiejś łazęgi. Przez szosę nieznacznie przerwaliśmy się do lasu. Teraz poczuliśmy się panami sytuacji. Słońca nie widać, ale uważamy, że już niskawo. Deszcz zaczął padać ulewniej. W lesie po raz drugi polaliśmy podeszwy naftą. Idziemy teraz lasem wolniutko, odpoczywając należycie. Jak w butach, tak na kolanach i plecach mokro. Przesiąkliśmy od deszczu, że suchej nitki nie znalazłby. Doszliśmy do brzegu lasu od strony zachodniej i zatrzymaliśmy się pod rozgałęzioną sosną i z godzinę czasu czekając, jakie będą rezultaty naszej roboty. Nic się nie dało zauważyć prócz szumu drzew i deszczu, grzmotów i błyskawic nic nie widać ani słychać. Cisza panuje, już się zimno zaczyna robić pod tą sosną, bo i z niej leci za kołnierz. Ruszamy stąd do Helenki, ponieważ musimy oddać marynarki wypożyczone, pomimo że deszcz leje w dzień aż piszczy, więc nikt nas nic zobaczy. Bardzo ostrożnie i nieznacznie dotarliśmy do zagrody dziewczyny, podchodząc, ona zauważyła nas oknem i wyskoczyła na podwórko, potem za stodołę, pytamy, co słychać, nic, na razie cisza. Weszliśmy do stodoły i zmieniliśmy bieliznę. Jeden z domowników obserwował naszą drogę, którą wędrowaliśmy do ich budynków. Dziewczę natychmiast przyniosło gorącej herbaty i trochę posiłku. Potem oglądała zdobyty karabin. Deszcz folgował i przestał [padać] zupełnie. Chmury zaczęły niknąć i za chwilę ukazało się na niebie słońce, ale tuż nad samą ziemią. Za godzinę ukryje się zupełnie i będzie ciemno. Domownikom opowiadano cały przebieg zajścia w Pokrzywnicy. Brat tegoż zabitego milicjanta na Matkę Boską wyrażał się bluźnierczymi słowami, a również i ten zabity był nie lepszy. Gdy zrobiła się szarówka na dworze, pożegnaliśmy domowników i przykazano im, jak i sąsiadom, zniszczyć lub dobrze ukryć marynarki, w których byliśmy na robocie. Odeszliśmy z myślą, że będzie noc ciemnawa. Nieprawda, niebo stało się bezchmurne, a księżyc [...] świecił sobie jak pan król w nocy na niebiosach, a towarzyszyły mu na niebie małe gwiazdeczki. Wędrujemy teraz do kolegi „Twardowskiego” i „Zrywa”, bo oni naszego powrotu czekają i niecierpliwią się. Tam jest odpowiednia skrytka w słomie, to odpoczniemy na fest. W godzinę czasu spotkaliśmy się z kolegami, którzy ciekawie słuchali opowiadań o przebiegu roboty w Pokrzywnicy. Słomy jeszcze sporo, więc nic nam komuniści nie zrobią. A zresztą słoma niczym, Bóg z wami, będzie nas bronił”.


Apogeum w działalności „Roja” stanowiło planowanie efektownej akcji wzięcia do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza, za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Celowi temu służyć miał wypad „Roja” za Wisłę do powiatu garwolińskiego wiosną 1950 r. Materiały archiwalne UBP potwierdzają, że gen. Jaroszewicz w towarzystwie dwóch pułkowników WP na przełomie kwietnia i maja 1950 r. przebywał u krewnych w powiecie garwolińskim. Zasadzka zorganizowana przez „Roja” zakończyła się niepowodzeniem, bowiem gen. Jaroszewicz odjechał wcześniej do Warszawy.

Następny miesiąc przyniósł kolejną tragedię. 23 czerwca 1950 roku PUBP w Pułtusku otrzymał informację, że we wsi Popowo Borowe (pow. pułtuski) przebywa patrol z oddziału „Roja”, pod dowództwem Wacława Grudzińskiego „Pilota”. Zorganizowano obławę, w której wzięło udział około 2 tysięcy żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB. W akcji użyto samochody pancerne i samoloty, które koordynowały ruch pododdziałów (m.in. 3. batalion 10. pułku KBW dowodzony przez kpt. K. Kanię). Okrążono wieś, przypuszczając, że oddział ukrywa się w zabudowaniach Kazimierza Chrzanowskiego „Wilka”. „Pilot” w pierwszej chwili pojawienia się wojska sądził, że jest to niewielki pododdział. Postanowił dobrać trzech miejscowych, zaufanych ludzi i uzbroić ich, aby przebić się do lasu. Gdy wszedł na drzewo z lornetką, zorientował się, że wojska jest znacznie więcej niż początkowo sądził. Uzbrojonym cywilom rozkazał wracać do domu, aby niepotrzebnie ich nie narażać. „Pilot” rozkazał swoim żołnierzom kierować się do lasu, a sam osłaniał ich z broni maszynowej. Przebiegając przez drogę został ranny w nogi, lecz czołgając się zdołał dotrzeć do swoich kolegów. Z samolotu podawano wojsku przez radiostację dokładne miejsca pobytu partyzantów, na których nacierano samochodem pancernym. Walka trwała prawdopodobnie do wyczerpania się amunicji partyzantów, którzy wcześniej spalili swoje dokumenty. Około południa, 23 czerwca 1950 roku KBW i UB zlikwidowało patrol plut. Władysława Grudzińskiego „Pilota”, w składzie: st. strz. Czesław Wilski „Brzoza”,"Zryw", st. strz. Hieronim Żbikowski „Gwiazda”, st. strz. Kazimierz Chrzanowski „Wilk”. Naoczni świadkowie przypuszczają, że partyzanci zastrzelili się sami, ponieważ wszyscy mieli rany postrzałowe w skroniach. „Rój” chciał pomścić straconych kolegów, lecz było to niemożliwe, ponieważ budynki zdrajcy były strzeżone kilka miesięcy przez KBW , prawdopodobnie aż do śmierci „Roja”.

Partyzanci z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (patrol "Pilota") polegli 23 VI 1950 r.: Władysław Grudziński "Pilot", Kazimierz Chrzanowski "Wilk", Czesław Wilski "Brzoza","Zryw", Hieronim Żbikowski "Gwiazda".

Władysław Grudziński "Pilot" - zdjęcie pośmiertne wykonane przez UB.

Hieronim Żbikowski "Gwiazda", poległy partyzant z patrolu "Pilota".

Pozostali przy życiu partyzanci nadal prowadzili działania bojowe przeciwko resortowi MBP, urządzano zasadzki, wykonano dziewięć akcji rozbrojeniowych, w 10 przypadkach wykonano kary śmierci na komunistach, bandytach i rabusiach.
27 lipca w Niedarowie grupa „Roja” zlikwidowała członka Komitetu Powiatowego PZPR w Ciechanowie Alfonsa O. Wracał on motocyklem z zebrania, na którym próbował założyć spółdzielnię produkcyjną. Akcję upozorowano jako wypadek drogowy.
14 sierpnia w Kołakach Małych (gm. Grudusk) zlikwidowano poborcę podatków Kazimierza K., członka PZPR. Zdobyto pepeszę (zlikwidowany miał być funkcjonariuszem MO).

Tablica pamiątkowa w miejscu śmierci "Pilota" i żołnierzy z jego patrolu w Popowie Borowym, 23 VI 1950 r.

Niektóre akcje „Roja” były prawdziwym wstrząsem dla władz komunistycznych, np. wypad 28 sierpnia 1950 r. na stację kolejową w Pomiechówku (pow. nowodworski). Czterech partyzantów pod dowództwem st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” rozbroiło posterunek Służby Ochrony Kolei i zastrzelili dwóch funkcjonariuszy tej formacji. Następnie zatrzymano pociąg i przeprowadzono kontrolę pasażerów. Zlikwidowano dwóch milicjantów z Modlina – Henryka Antosiaka i Wacława Dąbrowskiego, zabrano ich broń. Rozbrojono też dwóch oficerów WP. Dowódca wygłosił antykomunistyczne przemówienie do pasażerów pociągu, po czym oddział wycofał się bez strat.
Do końca 1950 r. wykonano jeszcze kilka akcji zaopatrzeniowych i likwidacyjnych, m.in. 13 listopada zastrzelono milicjanta z Gołymina (pow. ciechanowski) Jana Grynszpanowicza, członka PZPR, na którym zdobyto pepeszę i raportówkę, a 10 grudnia w Ciechanowie zlikwidowano poborcę podatkowego Franciszka B., członka Komitetu Powiatowego PZPR.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 6>
Strona główna>
St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" (1925 - 1951) - część 6
W nowy, 1951 rok żołnierze „Roja” weszli z niebywałą fantazją. Obiektem ich brawurowej akcji ekspropriacyjnej stał się Bank Spółdzielczy w Nasielsku. 15 stycznia 1951 r. dwuosobowy patrol z tego oddziału, w mundurach pod płaszczami, w biały dzień wszedł do banku i zabrał 46 512 zł. Odsłaniając mundury, partyzanci powiedzieli pracownikom: „Nie bójcie się, my jesteśmy z partyzantki [...] macie dzwonki alarmowe, więc możecie dzwonić. My będziemy w mieście jeszcze godzinę.”
Następnego dnia jedna z grup operacyjnych ścigająca partyzantów po akcji na bank w Nasielsku, złożona z plutonu KBW i pracowników UBP, dopadła partyzantów w wiosce Toruń (pow. pułtuski). Doszło do potyczki, jednak partyzanci zdołali oderwać się od pościgu.

Pierwszy z lewej sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys", trzeci st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".

30 stycznie we wsi Kalinówka (gm. Somianka, pow. pułtuski) patrol „Roja” zatrzymał poborcę podatkowego Stefana K. (członka PZPR), który w towarzystwie dwóch pracowników administracji terenowej ściągał od rolników zaległe podatki. Ponieważ Stefan K. wyparł się przynależności do partii, „Rój” puścił go wolno.
9 lutego 1951 r. w gospodarstwie Tadeusza Skoczylasa, we wsi Ostaszewo (pow. pułtuski), patrol „Roja” zlikwidował funkcjonariusza MO Jerzego Lachowskiego, członka PZPR. Po tej akcji Skoczylas zbiegł do partyzantki, przybierając pseudonim „Kot”. Jego oraz Stanisława Tadżaka „Wilka” UB objęło rozpracowaniem agenturalnym o kryptonimie „Rozbitki”, co w niedługim czasie zakończyło się dla „Wilka” tragicznie.

Resort bezpieczeństwa nie dawał ciągle za wygraną i działania operacyjne mające doprowadzić do likwidacji „Roja” i jego ludzi zataczały coraz szersze kręgi. Liczbę agentów i informatorów skierowanych przez UBP do rozpracowania pozostałości jego oddziału można obliczać na kilkaset osób. Większość z nich była zmuszana do współpracy groźbą i szantażem. Zwerbowano tą drogą m.in. agentkę „Magdę”, córkę państwa Burkackich ze wsi Szyszki, u których „Rój" często bywał. „Magda” utrzymywała stały kontakt z „Rojem”, darzącym ją szczególnym zaufaniem i uczuciem – kilkakrotnie prosił ją o rękę. Funkcjonariusze UBP pisali w raporcie, że agentka „Magda” „zdecydowała się oddać „Roja”, mając ku temu szerokie możliwości, ponieważ „Rój” darzy ją kompletnym zaufaniem, co świadczy o tym, że stawiał jej kilkakrotnie propozycję wyjścia za mąż i wstąpienia do bandy”.
Jej rodzice zostali aresztowani przez UB i skazani na karę 6 i 8 lat więzienia. 13 kwietnia 1951 roku wróciła ona z Warszawy, być może była na UB. Według powszechnej opinii pracownicy UBP za wydanie „Roja” obiecali jej zwolnienie rodziców z więzienia, skazanych za współpracę z partyzantami. Wracając ze stacji kolejowej do domu wstąpiła do sąsiadów. Tutaj przyszedł także jej brat, powiedział, że „Rój” z „Mazurem” są u nich w domu i wyszedł. Po krótkim czasie także i ona wyszła. Nie wiadomo tylko czy widziała się z „Rojem” czy nie. Pewne jest, że poszła do nauczycielki i wzięła od niej rower. Pojechała do miejscowości Gzy, około 8 km od Szyszek i tam zameldowała o miejscu kwaterowania „Roja”.

Gospodarstwo Burkackich w kolonii Szyszki, ostatnie miejsce schronienia Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" i Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

Szopa, w której znajdowała się kryjówka "Roja" i "Mazura".

W wyniku tego donosu 13 kwietnia 1951 r. „Rój”, który przebywał wówczas wraz z Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski) został otoczony. W akcji brało udział 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustalona liczba funkcjonariuszy UBP i MO. Gospodarstwo zostało otoczone potrójnym pierścieniem tyraliery. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon przeciwnika. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.
Z raportu dowództwa I Brygady KBW z likwidacji st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza „Roja” i st. strz. Bronisława Gniazdowskiego „Mazura” w dn. 13 kwietnia 1951 r., wnioskować można, że jeden z partyzantów, ciężko ranny, w momencie zbliżania się do niego grupy operacyjnej popełnił samobójstwo.

Bronisław Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV 1951 r. w kolonii Szyszki - zdjęcie wykonane przez UB.

A tak wyglądało to w świetle raportu KBW:

Ściśle tajne
Egz. nr 1


Opis
akcji operacyjnej przeprowadzonej w dniu 13 IV [19]51 r. przeciwko bandzie „Roja" w m. kol[onia] Szyszki (4389)

1. Wiadomości o bandzie
Według danych PUBP Pułtusk w m. kol[onia] Szyszki (4389), gm. Kozłowo, pow. Pułtusk przebywa bandyta „Rój” i „Mazur”, uzbrojeni w jeden LMG-42 i 2 pistolety, umundurowani po wojskowemu.
2. Sity pododdziału
3 komp[ania] Spec[jalnego] Baonu w sile 66 ludzi (kpt. Kiziński) oraz jeden plut[on] fizylierów Specpalnej] Kompfanii] Specjalnego] Baonu w sile 30 ludzi, który został przysłany z m[iejsca] p[ostoju] G[rupy] Operacyjnej] „R". 1 i 2 komp[ania] Spec[jalnego] Baonu w sile 170 ludzi (kpt. Goraj), które przybyły na miejsce działań o godz. 21.40.
[...]
5. Decyzja
Na podstawie uzyskanych danych Dowódca Spec[jalnej] Grupy kpt. Kiziński zdecydował siłą 58 ludzi okrążyć melinę, natomiast 12 ludzi pozostawić jako odwód. Jako grupę szturmową użyć plut[on] fizylierów Spec[jalnej] Komp[anii] Spec[jalnego] Baonu w sile 30 ludzi (który miał przybyć na miejsce działania).
6. Przebieg działań
Dnia 13 IV [19]51 o godz. 17.30 dowódca specjalnej grupy kpt. Kiziński otrzymał wiadomość od szefa PUBP Pułtusk, że banda „Roja" w sile 2 przebywa w m. kol[onia] Szyszki (4289-c), gm. Kozłowo, pow. Pułtusk. Po otrzymaniu wiadomości o przebywaniu bandy natychmiast o powyższym powiadomiono Sztab G[rupy] O[peracyjnej] „R", prosząc o udzielenie pomocy.
W międzyczasie dowódca komp[anii] ppor. Światłowski przygotował pododdział do działań, o godz. 17.40 - 3 komp[ania] w sile 66 ludzi + 1 r[adio]st[acja] i 2 psy służbowe (kpt. Kiziński) z m. Pułtusk przez m. Przewodowo (4397) wyjechała 3 samochodami do m[iejsca] rozładowania Żebry-Folbogi (4392). Po przybyciu do m. Przewodowo (4397) d[owód]ca spec[jalnej] Grupy spotkał się z szefem PUBP, gdzie dokładnie uzgodniono sytuację. Po osiągnięciu m. rozładowania o godz. 18.10 kompania szybkim marszem, omijając zabudowania, osiągnęła m. Dziarno (4291-c), skąd udała się w kierunku zachodnim, kontynuując marsz lasem, gdzie o godz. 18.40 osiągnięto podstawę wyjściową na skraju lasu koord[ynaty] (4289-a-c). Na podstawie wyjściowej d[owód]ca kompanii ppor. Światłowski przystąpił do okrążania 3 zabudowań 2 grupami.
Pierwsza w sile 28 ludzi (kpr. Osioł) z zadaniem okrążenia zabudowy od strony północnej (jak na szkicu nr 1). Druga grupa w sile 28 ludzi (kpr. Szczepaniak) z zadaniem okrążenia meliny bandyckiej od strony południowej. Obie grupy o godz. 19.00 nawiązały styk w rejonie załamania rowu (4288-b). Odwód w sile drużyny znajdował się na skraju lasu (4289). W trakcie okrążania z zabudowania wyjechała furmanka i rowerzysta, udając się w kierunku m. Szyszki (4389-a).
Furmankę i rowerzystę zatrzymano, kierując ich na S[tanowisko] D[owodzenia] d[owód]cy. Po zakończeniu okrążania przeprowadzono dodatkowe rozpoznanie, w wyniku którego stwierdzono, że bandyci znajdują się w zabudowaniu, które jest położone na zachód od drogi (4289) polnej prowadzącej z m. Szczegocin (3489) do m. Szyszki (4489). Na podstawie uzyskanych danych d[owód]ca kompanii zacisnął obstawę jak na szkicu, wariant drugi, o godz. 19.20. Z powodu małej siły wojska i zapadającego zmroku kpt. Kiziński zdecydował nie likwidować bandytów do chwili przybycia Spec[jalnego] Baonu z m. Przasnysz, d[owód]ca którego (3 kpt. Goraj) został powiadomiony o godz. 19.00 przez r[adio]st[ację] o znajdowaniu się bandy „Roja" w okrążeniu. Pierwsza i druga kompania Spec[jalnego] Baonu w sile 170 ludzi (kpt. Goraj) o godz. 19.30 wyjechała z m[iejsca] p[ostoju] G[rupy] Operacyjnej] R-2, wymienione pododdziały na miejsce działań przybyły o godz. 21.40, gdzie d[owód]ca Baonu po zapoznaniu się z sytuacją zdecydował przybyłym wojskiem wzmocnić obstawę przez wstawianie żołnierzy w luki poprzedniej obstawy, cały rejon okrążenia podzielić na cztery odcinki dowodzenia, do likwidacji bandy przystąpić z nastaniem dnia. Siłą pierwszej kompanii uzupełnić obstawę od strony północnej, drugą kompanią natomiast od strony południowej, jeden pluton specjalnej kompanii pozostawić jako odwód.
O godzinie 23.00 w zabudowaniu, w którym przebywała banda, zaobserwowano podejrzane ruchy, po czym zauważono szybko zbliżających się dwóch bandytów w kierunku prawego skrzydła północno-zachodniej części obstawy. Na odległość 40-50 m strz. Mrożek Zdzisław i strz. Lorec Bronisław, zauważywszy zbliżających się bandytów, z pm-ów otworzyli seryjny ogień, po strzałach tych usłyszano jęki bandytów. Ta część obstawy, która w tym czasie zauważyła bandę, otworzyła po nich ogień. Na rozkaz d[owód]cy baonu ogień przerwany, który trwał od trzech do czterech minut. W dalszym ciągu teren oświetlono rakietami w celu zorientowania się w sytuacji, w tym czasie zauważono w odległości około 45 metrów ustawiony na nóżkach rkm i skierowany lufą w kierunku obstawy oraz leżących obok niego dwóch bandytów.
Słysząc jęki, dowódca batalionu kpt. Goraj zdecydował: wysłać grupę w sile trzech ludzi + pies służbowy (ppor. Światłowski) w celu ujęcia jeszcze żywego bandyty. W czasie zbliżania się grupy do rannego usłyszano z ich strony pistoletowy strzał, dowódca baonu, licząc się ze stratami, na linię obstawy wycofał grupę w celu powtórnego użycia grupy i psa służbowego na dłuższej lince. Po wyruszeniu grupy oraz oświetleniu terenu rakietami zbliżająca się grupa zauważyła, że obaj bandyci są zabici (godz. 23.20). Nie ściągając przez całą noc obstawy, około godz. 6.00 dokładnie przeszukano melinę, gdzie wykryto bunkier, w którym to ukrywała się banda. Działania zakończono o godz. 7.00.
7. Wyniki akcji operacyjnej
Zabito bandytów („Rój" i „Mazur") - dwóch.
Zdobyto broni:
LMG-42 (rkm niemiecki w dobrym stanie) - jeden,
Pistolety (Parabellum i P-38) - dwa,
Amunicji różnej - 500 szt.
[...]

Szef Sztabu                                                                           Dowódca I Brygady KBW
Krzemiński                                                                            Kubaszek
mjr                                                                                     mjr
                                                                                         [...]

Źródło: CAW, 1580/75/1466, k. 39-42, oryginał, mps.


Zdjęcie pośmiertne Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".

Zdjęcie pośmiertne Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".

Jesienią 1951 roku dwaj żołnierze „Roja”, Stanisław Tadżak „Wilk” i Tadeusza Skoczylas „Kot” chcieli pomścić śmierć dowódcy. Jednak dom zdrajczyni był strzeżony i żołnierze „Roja” wpadli w zasadzkę UBP. Jak wspomina Pani Burkacka, w nocy z 19 na 20 września, zobaczyła przez okno idących w stronę domu dwóch mężczyzn [„Wilk” i „Kot”]. Nagle padł strzał i „Wilk” został zabity. Według relacji pani Burkackiej, dostał w skroń. Czy możliwe, aby trafił go któryś z żołnierzy zasadzki, nocą, z odległości kilkudziesięciu metrów? Raczej nie. Prawdopodobnie „Kot” był w zmowie z UB od czasu rozpracowania operacyjnego o kryptonimie „Rozbitki”. Podprowadził „Wilka” pod zabudowania Burkackich i tam bez trudu, z bliskiej odległości mógł go zabić. „Kot”, co prawda, został aresztowany, ale po kilku dniach zwolniono go i wrócił do pracy w gospodarstwie.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - część 7>
Strona główna>

1 , 2 , 3 , 4 , 5