Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
piątek, 13 czerwca 2014
Upamiętnienie żołnierzy NZW z oddziału st. sierż. "Roja"
Upamiętnienie żołnierzy NZW z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", Popowo Borowe, 22 czerwca 2014


W imieniu organizatora - Burmistrza Nasielska - serdecznie zapraszam na uroczystość upamiętnienia żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja", poległych w 1950 roku w Popowie Borowym, która odbędzie się w dniu 22 czerwca 2014 r. (niedziela).

Program uroczystości

Krzyż w Popowie Borowym (przy drodze wojewódzkiej nr 622)
Godz. 12.00

  • Msza św. w intencji poległych żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".
  • Apel Poległych – Sekcja 13. Pułku Piechoty z Pułtuska.
  • Złożenie kwiatów pod krzyżem.
Szkoła Podstawowa w Popowie Borowym
Godz. 13.30

  • Wiązanka pieśni i piosenek żołniersko-patriotycznych w wykonaniu Młodzieżowej Orkiestry Dętej z Nasielska.
  • Prelekcja na temat działalności oddziału st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" – dr Krzysztof Kacprzak (współpracownik Instytutu Pamięci Narodowej).
  • Występ laureatów Gminnego Konkursu Piosenki Patriotycznej "Wolność jak radosny ludzi śpiew…".
  • Prezentacja poezji poświęconej Żołnierzom Wyklętym.
  • Otwarcie wystawy "Wyklętym – Niezłomnym – Niezwyciężonym".
Ponadto: wystawa militariów z kolekcji Pana Edwarda Malinowskiego, pyszna grochówka.

Honorowy patronat nad uroczystością objęli: Prezes Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemudr Łukasz Kamiński oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Patronat medialny: Czasopismo Samorządu Gminnego „Życie Nasielska” oraz serwis internetowy – Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie [podziemiezbrojne.blox.pl].

Zapraszam do wspólnego uczczenia pamięci żołnierzy podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej na terenie Gminy Nasielsk, którzy oddali swoje życie za wolną i niepodległą Polskę.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddziału, 1948 r.

Więcej na temat st. sierż. "Roja" i jego żołnierzy czytaj:
Źródło: Nasielsk.pl>
Strona główna>
Prawa autorskie>
poniedziałek, 09 czerwca 2014
Żelazny Bieg 2 - w hołdzie Wyklętym
ŻELAZNY BIEG 2 - zawody triathlonowe w hołdzie Żołnierzom Wyklętym - 14 czerwca 2014 r.


"Żelazny Bieg" to impreza o charakterze  kulturalno-sportowym, której druga edycja odbędzie się 14 czerwca 2014 roku na trasie Okuninka-Orchówek (pow. Włodawa). Zawody stanowią element promocji powiatu włodawskiego, służą również wydłużeniu sezonu wakacyjnego nad Jeziorem Białym.
Zawody triathlonowe będą również upowszechniały ideę zdrowego trybu życia oraz stanowiły żywą lekcję historii o żołnierzach Polskiego Antykomunistycznego Podziemia.



„Żelazny  Bieg” realizowany będzie w ramach działania 413 Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju objętego Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Organizatorem zawodów jest Starostwo Powiatowe we Włodawie przy wsparciu Gminy Włodawa oraz Polskiego Związku Triatlonowego.

Bieg będzie organizowany w formie triathlonu o charakterze sprint - 750 m pływania, 20 km jazdy rowerem oraz 5 km biegu. Planowana trasa zawodów obejmuje dwie miejscowości Okuninkę i Orchówek.

Szczegółowy program imprezy wraz ze wszelkimi informacjami znajduje się na stronie zelaznybieg.pl i facebook


Ppor. Edward Taraszkiewicz ps. "Żelazny"

Nazwa zawodów wiąże się z osobą ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego". Był on jednym z najdłużej stawiających zbrojny opór dowódców antykomunistycznego podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie. Wsławił się wieloma spektakularnymi akcjami przeciwko ludziom i instytucjom "władzy ludowej". Od czerwca 1945 r. był zastępcą dowódcy w oddziale partyzanckim swojego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", podległym komendantowi Obwodu WiN Włodawa. Po śmierci "Jastrzębia" w styczniu 1947 r. przejął komendę nad pozostałymi w konspiracji żołnierzami, nie ujawnił się podczas amnestii 1947 r. i walczył z komunistami do 6 października 1951 r., kiedy to poległ z bronią w ręku wraz ze swoim podkomendnym, podczas próby przebicia się przez pierścień 600-osobowej obławy UB-KBW  w miejscowości Zbereże nad Bugiem.

Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), Edward Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie więzienie).

Ppor. "Żelazny" (wraz z bratem - "Jastrzębiem") postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 20 sierpnia 2009 r. "za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej" został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Zawody są przypomnieniem o tych wszystkich bohaterach Polskiego Podziemia Antykomunistycznego, którzy "złożyli ofiarę z życia na ołtarzu wolności".

Więcej na temat ppor. "Żelaznego" i jego brata ppor. "Jastrzębia" czytaj:


niedziela, 01 czerwca 2014
Odsłonięcie tablicy w rocznicę komunistycznej zbrodni na żołnierzach NSZ
Odsłonięcie pamiątkowej tablicy w 68. rocznicę powieszenia partyzantów kpt. Antoniego Żubryda - Sanok, 4 czerwca 2014 r.



W 68. ROCZNICĘ KOMUNISTYCZNEJ ZBRODNI

W tych dniach mija 68. rocznica komunistycznej zbrodni dokonanej w majestacie obowiązującego wówczas prawa – publicznej egzekucji przez powieszenie trzech partyzantów z oddziału kpt. Antoniego Żubryda: Władysława Kudlika, Władysława Skwarca i chor. Henryka Książka. Egzekucji dwóch pierwszych dokonano na płycie sanockiego stadionu w obecności licznie zgromadzonej publiczności, w tym młodzieży szkolnej. Egzekucja ta miała być pokazem siły i bezwzględności władzy ludowej w walce z tzw. reakcyjnym podziemiem. Jednak głównym jej celem miało być zastraszenie społeczeństwa.

Wiosną 1946 r. głównym problemem dla sanockiego UB była działalność oddziału Antoniego Żubryda, do którego napływało coraz więcej ochotników. Wśród nich byli Władysław Kudlik (ur. w 1922 r.) i Władysław Skwarc (ur. w 1926 r.). Pierwszy pochodził z Tarnawy Dolnej, a drugi z Zagórza. Znali się  jeszcze z czasów swojej konspiracyjnej działalności w AK, a po tzw. wyzwoleniu, czując zagrożenie ze strony bojówek UPA, wstąpili do oddziału Żubryda.
Po wstąpieniu do oddziału znaleźli się oni w grupie ppor. Kazimierza  Kocyłowskiego, ps. „Wichura”. Przez cały marzec i pierwsze dni kwietnia oddział kwaterował w Niebieszczanach, robiąc tylko wypady po żywność do okolicznych miejscowości. W tym czasie  działaniem  grupy objęty był rejon wsi Niebieszczany, Poraż, Pielnia, Dudyńce, Wola Dydniańska, Grabówka i Lalin. Z akcji, w których nowoprzybyli brali udział, a  które zyskały szerszy rozgłos trzeba wspomnieć o rozbrojeniu posterunku MO w Niebieszczanach, posterunku Służby Ochrony Kolei w Nowym Zagórzu oraz opanowaniu browaru i spółdzielni w Zarszynie, gdzie zarekwirowano piwo i różne towary. Z Zarszyna grupa Kocyłowskiego udała się w kierunku Dudyniec, staczając po drodze, w okolicach Pielni, potyczkę z bojówką UPA. W Dudyńcach, gdy partyzanci zajęli swoje kwatery, niespodziewanie pojawiło się wojsko (KBW). Większość partyzantów zdążyła się wycofać, niestety Kudlik i Skwarc zostali otoczeni i zmuszeni do poddania się. Natychmiast zostali odstawieni do Rymanowa, a po paru dniach do Sanoka.

Władysław Kudlik

W czasie gdy działy się omawiane wydarzenia, w Polsce zaczynał się już czas terroru, czas obowiązywania pseudoprawa. Jednym z narzędzi wprowadzania go w życie były dwa dekrety z 16 listopada 1945 r.: „Dekret o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa” i „Dekret o postępowaniu doraźnym”. Wszystkie nakazy i postanowienia  w nich zawarte z wielką gorliwością wprowadzały w życie sądy doraźne, które swoimi wyrokami miały zasiać strach i przerażenie wśród ludności. W dużym stopniu to im się udało. W swoim działaniu sądy te nie brały pod uwagę okoliczności łagodzących i opierały się na sporządzonym pospiesznie akcie oskarżenia (już sam fakt aresztowania świadczył o winie). Nie miały one nic wspólnego ze sprawiedliwością, bowiem w myśl zaleceń, sądy doraźne miały zasadniczo stosować kary śmierci i jedynie w przypadkach wyjątkowych, kary pozbawienia wolności. Sąd doraźny tworzyli zwykle sędzia wojskowy i prokurator wojskowy. Urzędowali oni w ubraniach cywilnych, by stworzyć pozory, że jest to sąd powszechny o kompetencjach sądu okręgowego.

W województwie rzeszowskim szczególnie krwawo zapisał się duet w składzie: sędzia - ppor. Norbert Ołyński i prokurator - ppor. Marian Stokłosa. To właśnie oni skazali na śmierć Władysława Skwarca i Władysława Kudlika. Ich rozprawa odbyła się w Sanoku 22 V 1946 r. w gmachu Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” przy ul. Mickiewicza, gdzie miał tymczasową siedzibę „Dom Żołnierza”. Władysław Skwarc był sądzony pod przybranym nazwiskiem Ryniak. Skazani na śmierć wnieśli do prezydenta KRN prośbę o ułaskawienie. Dziś wiemy na pewno, że było to bezcelowe, bowiem, w trybie pilnym, nadeszła z Warszawy odpowiedź, że Prezydent Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut nie skorzystał z przysługującego mu prawa łaski. Los skazanych był przesądzony. Aby wyrok odniósł zamierzony, odstraszający skutek powinien zostać wykonany publicznie i tak się miało stać. Ostatnim, który rozmawiał ze skazanymi, był ich spowiednik - ks. Józef Jakieła, wtedy młody wikary w sanockiej Farze. Była to dla niego ciężka misja i, jak wspominał, ze ściśniętym sercem udał się do siedziby sanockiego UB, gdzie zastał już ogolonych i czysto ubranych skazańców, którzy zachowywali się z nienaturalną dla ich wieku powagą. Ksiądz był dla nich nie tylko spowiednikiem, ale ostatnią osobą z „tamtej strony”. Po szybkiej spowiedzi, ponaglany przez „ubowca”, ks. Jakieła musiał ich opuścić, lecz tamto wspomnienie zachował do końca życia. Wyrok przez powieszenie wykonano 24 V 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku. Było to wydarzenie, które wstrząsnęło mieszkańcami miasta i wywołało wielkie oburzenie i niedowierzanie, że mogło dojść do takiej zbrodni w majestacie prawa, na dodatek w obecności przymusowo przyprowadzonej młodzieży szkolnej. Oto jak to wydarzenie zapamiętał jego świadek – sanoczanin, dziś już nieżyjący – Roman Bańkowski, wtedy 14 - letni chłopak:
„Mieszkałem w tym czasie na ul. Królewskiej (obecnie Traugutta). Dowiedziałem się od sąsiadów, że będzie dokonana egzekucja na stadionie przy ul. Królewskie, jak wtedy mówiono, bandytów Żubryda. Jako młody człowiek pobiegłem na stadion i czekałem przy stadionie, przy głównym wjeździe. Zobaczyłem za jakieś 20 min., że wjeżdża gazik, chyba amerykański, bo szeroki. Po obu stronach miał ławki, na ławkach siedzieli umundurowani funkcjonariusze na pewno UB [...]. A na pace, na podłodze siedzieli także jacyś dwaj umundurowani osobnicy, w czapkach oczywiście, tych polowych rogatywkach, głowy mieli spuszczone. Zauważyłem, że ręce mieli do tyłu, a na ławkach siedziało od 5 do 10 funkcjonariuszy, nie licząc kierowcy i obok niego, kto wie czy nie prokuratora. Gazik zatoczył półkole, zajechał pod ustawioną szubienicę, która była ustawiona na środku, na osi południe – północ. Funkcjonariusze zeskoczyli z samochodu, wysiadł chyba prokurator, jeszcze jakiś drugi osobnik po cywilnemu no i przemówił kilka słów, lecz trudno mi już powiedzieć co. Potem było odczytanie wyroku z uzasadnieniem, w którym była mowa o bandach, bandytach itp. [...]. Za kierownicę gazika wskoczył jakiś cywil, ruszył. Wcześniej skazanych podniesiono z podłogi, postawiono na ławkę, założono im przygotowane pętle na szyję. Ci chłopcy, jak widziałem, byli zbici i zmaltretowani tak, że na nogach się zachwiali, nie mogli ustać na tych ławkach i być może już się zacisnęły pętle na ich szyjach. Po chwili gazik ruszył, zawiśli na szubienicy, okręcając się kilka razy wokół swojej osi. Trwało to chyba z 20 minut; nie odchodził tam jakiś osobnik w białym fartuchu, kto wie, czy to nie był jakiś lekarz, który musiał stwierdzić zgon. Potem usunęli się ci funkcjonariusze, opustoszało boisko. Po chwili zajechała furmanka magistracka i dwóch furmanów. Jeden z nich stanął na ławkę i podtrzymywał skazanych, a drugi odciął stryczki. Ciała tych dwóch chłopców położono na dnie tej paki no i furmanka ruszyła ul. Granowskiej [obecnie ul. 2 Pułku Strzelców Podhalańskich] w stronę cmentarza przy ul. Matejki. Ja byłem przerażony ale szedłem za furmanką [...] furmanka zajechała na cmentarz od strony południowej, gdzie już był wykopany dół i tych dwóch żołnierzy Antoniego, bez trumien, wrzucono do grobu. Wracałem  stamtąd ze ściśniętym gardłem.”
Tyle naoczny świadek. Dziś dla większości z nas coś takiego jest nie do pojęcia, a trzeba dodać, że działo się to w poł. XX w., w kraju tzw. „demokracji ludowej”. Władysława Kudlika i Władysława Skwarca pochowano we wspólnej mogile. Mieli oni być skazani na zapomnienie. Nawet w księgach cmentarnych ich nazwiska nie figurują. Przez wiele lat ich rodziny nie mogły postawić krzyża ani złożyć kwiatów, gdyż były z miejsca wyrzucane. Ale sanoczanie wiedzieli, kto spoczywa w mogile na cmentarzu przy ul. Matejki.

Władysław Skwarc

Egzekucja na stadionie nie była ostatnią, jaką miał oglądać Sanok. Do kolejnej doszło dwa tygodnie później. Tym razem jej miejscem był sanocki Rynek. Gdy większość sanoczan jeszcze nie otrząsnęła się po szoku wywołanym publiczną egzekucją na sanockim stadionie dwóch partyzantów z oddziału Antoniego Żubryda, „władza ludowa” postanowiła po raz kolejny pokazać swoją bezwzględność w rozprawianiu się z „bandytami spod znaku NSZ”. Tym razem miejscem przerażającego spektaklu stał się sanocki Rynek, a widownię w większości stanowili uczniowie starszych klas sanockich szkół. 4 czerwca 1946 r. na sanockim Rynku wykonano publiczną egzekucję przez powieszenie chor. Henryka Książka – „żubrydowca”, a wcześniej oficera w 34. pułku piechoty „ludowego” Wojska Polskiego. Pułk ten, wchodzący w skład 8. dywizji piechoty, przybył do Sanoka latem 1945 r. Został on skierowany na ten teren przede wszystkim z zadaniem walki z UPA i chronienia polskiej ludności przed jej atakami. Ponieważ oddział A. Żubryda pełnił również m.in. funkcję oddziału samoobrony przed UPA, z tego względu często dochodziło do nieformalnych kontaktów niektórych oficerów z 34. pp z „żubrydowcami”. Dzięki takim kontaktom do partyzantów docierała broń i amunicja z wojskowych magazynów, a pułkowa rusznikarnia remontowała partyzancką broń. Ponadto istniała niepisana umowa, że „żubrydowcy” nie walczą z wojskiem (z wyłączeniem KBW), a żołnierze WP nie kwapili się do walki z „żubrydowcami”. Znane są też przypadki wspólnych działań przeciwko Ukraińcom jak np. w trakcie wysiedlania Morochowa. Nie jest też prawdą, że żołnierze WP ramię w ramię z funkcjonariuszami UB walczyli o „utrwalanie władzy ludowej”. Było wręcz odwrotnie - stosunki miedzy tymi formacjami były bardzo napięte, a nawet wrogie. Z czasem szeregi oddziału A. Żubryda zaczęli zasilać dezerterzy z 34 pp., a wśród nich znalazł się chor. Henryk Książek. Niestety niewiele o nim wiadomo. Urodził się 8 października 1923 r. w Kosumce pow. Otwock. 10 września 1944 r. wstąpił do WP i wraz ze swoim 34. pułkiem przeszedł cały szlak bojowy. W pułku pełnił funkcję dowódcy plutonu chemicznego w 1. kompanii 1. batalionu. 21 kwietnia 1946 r. po jednej ze wspólnych akcji przeciw Ukraińcom chor. Książek wraz z ppor. Tadeuszem Puchaczem vel Lipskim, z tego samego batalionu, zdecydowali się na dezercję i wstąpienie do „żubrydowców”. Stało się to w Niebieszczanach. Chor. Henryk Książek już wcześniej znalazł się w kręgu zainteresowania organów Informacji Wojskowej i, wiedząc o tym, zdecydował się na dezercję. Jego partyzancka działalność była krótka, bo trwała zaledwie miesiąc. Mimo tego to właśnie on, wraz z ppor. Puchaczem, zastrzelił kpt. Abrahama Premingera – funkcjonariusza NKWD i równocześnie zastępcę szefa wydziału polityczno-wychowawczego 8. dywizji piechoty. Stało się to 30 kwietnia 1946 r. w okolicach Płowiec. Kpt. Preminger, był członkiem grupy pościgowej wysłanej z Sanoka przeciwko „żubrydowcom”. Wracając z akcji, kpt. Preminger został zatrzymany przez swoich niedawnych „kolegów” i zastrzelony.

Kilka dni później grupa „żubrydowców”, w której znajdował się też chor. Książek, przybyła na „Białą Górę” i tam, obok „królewskiej studni”, jeden z partyzantów - ppor. Puchacz, wygłosił do napotkanych harcerzy pogadankę, w której tłumaczył powody, dla których „żubrydowcy” walczą z „władzą ludową”. Były to już ostatnie dni życia chor. Henryka Książka. 18 maja 1946 r. grupa pod dowództwem Żubryda udała się do Mrzygłodu, gdzie towarzysko spotkała się z żołnierzami WP oraz rozbroiła posterunek MO. W drodze  powrotnej, w okolicach Hłomczy, „żubrydowcy” zarekwirowali samochód ciężarowy, na którym wjechali do Sanoka, gdzie zachowywali się bardzo swobodnie, włącznie z wizytą w restauracji i legitymowaniem oficerów WP. Z Sanoka „żubrydowcy” wyjechali w kierunku Zagórza. W tym czasie funkcjonariusze sanockiego PUBP już wiedzieli o wizycie w mieście „chłopców z lasu”.  W trybie alarmowym z sanockiego PUBP wyjechało 10 funkcjonariuszy i w okolicach wspomnianej fabryki samochód z „ubowcami” natknął się na „żubrydowców”.  Początkowo funkcjonariusze UB wzięli partyzantów za oddział WP. Doszło nawet do rozmów, jednak po wyjaśnieniu nieporozumienia rozpoczęła się walka. Od pierwszych serii padł milicjant Stanisław Karaś. W trakcie wymiany ognia od strony Zagórza nadjechał samochód osobowy, który został również ostrzelany. Okazało się, że w samochodzie jechał szef sztabu 8. dywizji piechoty ppłk Teodor Rajewski oraz przedstawiciel pełnomocnika Komisji Przesiedleńczej st. lejtnant Piwowarow. W wyniku ostrzału na miejscu zginął ppłk. Rajewski oraz żołnierz radziecki, a pozostałych dwóch zostało rannych. Ze strony „żubrydowców” ciężko ranny został Adam Płaza (zmarł w szpitalu) oraz Henryk Książek. Mimo, że zdołał się ukryć, został odnaleziony i aresztowany. Z miejsca przekazano go do dyspozycji Informacji Wojskowej 8. dywizji i umieszczono w areszcie w koszarach przy ul. Mickiewicza.

Chor. Henryk Książek

W archiwach nie zachowały się żadne materiały procesowe chor. Książka, poza jedną informacją, że 4 czerwca 1946 r. został skazany na karę śmierci przez Sąd Okręgowy w Rzeszowie. Jest wielce prawdopodobne, że był to sąd doraźny i tak jak w przypadku Władysława Kudlika i Władysława Skwarca jego wyjazdowa sesja odbyła się w Sanoku, a chor. Książek został skazany przez sędziego ppor. Norberta Ołyńskiego, a oskarżony przez ppor. Mariana Stokłosę. Rankiem tego samego dnia PUBP w Sanoku polecił Zarządowi Miejskiemu wystawienie szubienicy na rynku. Wobec tego, że nie wykonano tego polecenia, bo wszyscy odmówili, funkcjonariusze UB zmusili przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej, pełniącego obowiązki burmistrza - Michała Hipnera do osobistego nadzorowania wykonania szubienicy. Stosunek funkcjonariuszy UB do samorządowych władz Sanoka wywołał szok i oburzenie wśród radnych. W końcu przygotowania do egzekucji dobiegły końca. Oto jak ten dzień zapamiętała sanoczanka Barbara Winiecka – wówczas mimowolny świadek tej egzekucji:
„Był nakaz UB, że młodzież szkół średnich z Sanoka miała wziąć bezwarunkowy udział w tej egzekucji, pod groźbą wyrzucenia z gimnazjum. Ponieważ ta wiadomość została przekazana pod rygorem naszym wychowawcom, więc grono pedagogiczne przekazało nam, że powinniśmy wziąć udział, aby później nie nastąpiły jakieś represje - nie tylko w stosunku do nas, młodych ludzi, ale w stosunku do rodzin, że nie możemy się od tego uchylić. W dniu tej egzekucji, wcześniej, były przygotowania; na rynku sanockim UB montowało... to nie była szubienica, tylko szafot. Tak jak w dawnych czasach to wyglądało - stopnie, podest i szubienica, która została tam wmontowana.[...]. Nas, pod eskortą UB, wyprowadzono z budynku  gimnazjum przy ul. Sobieskiego. Przyprowadzono nas tam, a ponieważ ten plac na ogół był zamknięty więc ustawili nas wzdłuż ulicy w kierunku kościoła Franciszkanów - jest tam taka uliczka boczna, ale ona była pilnowana. Zasadniczo nie było tam jakiegoś zaułku, gdzie by się można ukryć, żeby po prostu nie patrzeć i nie uczestniczyć w tym. Było to straszne przeżycie. W międzyczasie przyjechał samochód i wywlekli chorążego Książka... Noga w gipsie, człowiek zmaltretowany. Wystąpienie „ubeka” z przemówieniem do nas. Pamiętam przede wszystkim ton, jakim to przekazywał. To był ton rygorystyczny, gdyby mógł to by jeszcze chłostał nas tam jakimś batem, żeby nam to bardziej jeszcze upamiętnić. Tylko fragment tego przemówienia pamiętam, bo tam jeden szloch był na tej ulicy. W pamięci zostały mi słowa „ktokolwiek podniesie rękę na władzę ludową, skończy tak, jak skończy ten bandyta”, dokładnie – miano bandyta. Wywlekli go na tą szubienicę, ponieważ tam były te schodki, więc go tam podtrzymywali, popychali, postawili na tym podeście, no i ten przemawiający ubek wydał rozkaz. I teraz nie mogę sobie przypomnieć, czy tam był jakiś stołek, czy to była zapadnia, w każdym razie dokonali egzekucji. Wyglądało to tak, jakby chor. Książek miał czymś zawiązane usta. Był w mundurze, ręce były czynne, natomiast od pasa był całkowicie w gipsie; posługiwał się tylko jedną nogą, pokonując te stopnie. Nie było widać żadnej mimiki twarzy, niczego, tak jakby miał na twarzy jakiś bandaż czy przepaskę. Chodziło o to, żeby nie mógł otworzyć ust. Wojska wtedy absolutnie nie było, wojsko w tym czasie nie brało żadnego udziału w akcjach UB. Wtedy miasto było miastem wymarłym, nikogo ze społeczeństwa starszego nie było widać na ulicy, ulice były puste. Ul. 3 Maja kompletnie wymarła, ul. Kościuszki wymarła, w okolicy kościoła parafialnego zupełnie nie było ludzi. Bezpośrednio po egzekucji nie ściągnięto ciała, tak jak to się stało z powieszonymi na stadionie. Natomiast Książka zostawiono, Książek jeszcze wisiał na tej szubienicy bodajże do końca dnia.  Było to straszne przeżycie[...]. Był to terror, całkowity terror społeczeństwa. I w tych ludziach, Książku, Żubrydzie myśmy mieli obrońców. Dla nas to była jakaś świadomość, że jest odwet za ten straszny terror”.
Publiczna egzekucja na sanockim Rynku była równie wstrząsająca i odrażająca jak ta na stadionie, tym bardziej, że chor. Książek był ciężko ranny podczas swojej ostatniej potyczki z funkcjonariuszami UB na Posadzie. Sanoczanie byli przerażeni. Wśród większości z nich panowało przekonanie, że chor. Książek był patriotą i prawdziwym Polakiem. Pod wpływem tych tragicznych przeżyć – jedna z sanoczanek – krawcowa Maria Michalska – wykonała własnoręcznie ulotki i rozklejała je na murach miasta. W trakcie tej czynności została aresztowana, jednak postępowanie przeciwko niej po paru miesiącach zostało umorzone.
Chorąży Henryk Książek spoczął na cmentarzu przy ul. Matejki obok swoich kolegów z oddziału - Władysława Skwarca i Władysława Kudlika. Również jego mogiła przez dziesiątki lat pozostawała bezimienna.

Dziś, spacerując po odnowionym sanockim Rynku, pamiętajmy o tym, co wydarzyło się tu w czerwcowy poranek 1946 r.
 
Andrzej Romaniak

Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda "Zucha" i jego żołnierzy czytaj:
Strona główna>
środa, 21 maja 2014
65. rocznica śmierci kpt. "Uskoka"
65. rocznica śmierci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert
65 lat temu, 21 maja 1949 r., osaczony przez grupę operacyjną UB-KBW, w bunkrze ukrytym na terenie gospodarstwa Lisowskich w Dąbrówce (obecnie Nowogród, województwo lubelskie) zginął kpt. Zdzisław Broński „Uskok” – legendarny dowódca oddziałów partyzanckich na Lubelszczyźnie. Należał do najaktywniejszych i najbardziej bezkompromisowych dowódców antykomunistycznego podziemia.

W latach 1944–1949 jego oddziały przeprowadziły wiele głośnych akcji przeciwko siłom reżimowym, plasując go bez wątpienia na czele najgroźniejszych przeciwników „nowej władzy” na całej Lubelszczyźnie. O tym, jak wielkie znaczenie przywiązywali komuniści do jego ujęcia lub likwidacji, niech świadczy fakt, że w operacji osaczenia kpt. Brońskiego brał udział sam dyrektor Departamentu III MBP płk Jan Tataj, który prowadził z nim kilkudziesięciominutowe pertraktacje poprzez właz bunkra. Jakież musiało być zdziwienie pułkownika MBP, gdy w pewnym momencie usłyszał od osaczonego i znajdującego się w obliczu śmierci Polskiego Oficera, by mu już nie przeszkadzał, ponieważ… pisze listy. Niedługo później kpt. „Uskok” „umknął” im po raz kolejny, rozrywając się granatem.

Nowogród (dawniej Dąbrówka). Pomnik ku czci kpt. "Uskoka", stojący dokładnie w miejscu, gdzie w stodole Lisowskich znajdował się bunkier, w którym zginął Zdzisław Broński. Obława UB-KBW posuwała się od strony Wieprza, łąkami widocznymi za pomnikiem.

Nowogród. Tablica na pomniku w miejscu śmierci kpt. "Uskoka".

Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.




Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" na kwaterze, prawdopodobnie 1948 r.

Zdzisław Broński urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego.

Zmobilizowany w sierpniu 1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp, gdzie w połowie września dostał się do niewoli niemieckiej, z której zbiegł jesienią 1940 r. Powrócił w rodzinne strony, gdzie nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin. Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, który został zatwierdzony rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. W lipcu 1944 r. „Uskok” wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27. Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow. łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.


Grupa żołnierzy z oddziału "Uskoka" podczas koncentracji w lasach kozłowieckich (Stary Tartak) w lipcu 1944 r. Na pierwszym planie stoją: czwarty od lewej - ppor. cz.w. Zdzisław Broński ps. "Uskok", piąty - sierż. Kocyła ps. "Jastrząb", szósty - Zygmunt Libera ps. "Babinicz"; siedzą: pierwszy z prawej - Jan Mendel ps. "Czarny".

Po okupacji niemieckiej „Uskok” pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. W styczniu 1945 r. zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został "Uskok" do stopnia porucznika czasu wojny. Wraz ze swoimi podkomendnymi nie skorzystał z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji „rozładowania lasów”. W maju 1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”. O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia. Od połowy 1945 r. oddziały „Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom komunistycznej władzy.


Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Zdzisław Broński "Uskok".

Jak większość dowódców z AK-owskim rodowodem, „Uskok” stosował taktykę Kedywu: operował małymi „patrolami”, dla wykonania akcji wymagającej większych sił ogłaszał koncentrację kilku oddziałów, potem partyzanci rozpraszali się w terenie. On sam miał kilka kryjówek, m.in. bunkier w Dąbrówce koło Łęcznej (obecnie Nowogród), w stodole gospodarstwa Lisowskich. Bunkier ukryty był pod ziemią, wejście wydrążone było w ścianie, wewnątrz bunkra znajdowały się dwa radioaparaty i duże ilości broni. Prócz zaufanych sztabowców „Uskoka” jakiś czas spędził tu Edward Taraszkiewicz "Żelazny”, ranny podczas jednej z akcji w lewą rękę. Wtedy to spisał fragmenty kroniki swego oddziału, dzięki czemu możemy poznać nieco bliżej codzienność ostatniego z polskich powstań. Również „Uskok”, siedząc w bunkrze, dużo czytał i pisał. Pamiętniki „Uskoka” przejęte przez UB po jego śmierci, zostały odnalezione przez IPN i w 2004 r. wydane pod red. S. Poleszaka.

Kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ppor. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”.

Kapitan „Uskok” walczył do wiosny 1949 roku. Nie został pokonany w bitwie, lecz - podobnie jak „Orlik”, „Zagończyk” i wielu innych dowódców - stał się ofiarą zdrady. Zaczęło się od amnestii 1947 r. „Uskok" nie ujawnił się, wietrząc podstęp, powtarzał za „Zaporą”, że komunistyczna amnestia jest dla złodziei. Niestety - wielu partyzantów dało się oszukać. Skorzystał z „dobrodziejstw" amnestii żołnierz z oddziału „Uskoka” - Franciszek Kasperek „Hardy” - i w ten sposób sam oddał się w łapy lubartowskiego UB.

Franciszek Kasperek ps. "Hardy" - informator UB krypt. "Janek".

„Hardy” był wielokrotnie zatrzymywany, bito go i obiecywano karierę polityczną, aż w końcu 7 stycznia 1949 r. podjął współpracę z UB pod kryptonimem „Janek”. Otrzymał zadanie odnowienia kontaktów z partyzantką. Udało mu się dotrzeć do swego dowódcy - Zygmunta Libery „Babinicza”, który był zastępcą kpt. Brońskiego i dowódcą jego obstawy. TW „Janek” nawiązał kontakt i podczas jednego ze spotkań "Babinicz" został aresztowany i po wielodniowym bestialskim przesłuchaniu zdradził miejsce pobytu swego dowódcy, w bunkrze pod stodołą u Lisowskich w Dąbrówce k. Łęcznej. Ich wnuczka, Irena Dybkowska-Sobieszczańska (była już łączniczką „Uskoka”) do końca życia zapamiętała ten moment:
„[...] Gdy ubowcy wprowadzili "Babinicza" do domu dziadków Lisowskich, poznałam go z trudem. I nawet nie jego opuchnięta, zasiniaczona twarz najbardziej mnie zaszokowała. Przeraził mnie wygląd jego bosych stóp. Były to dwie kłody! tak spuchnięte, że chyba nie istniały na świecie buty, w które by weszły te stopy! Domyśliłam się wszystkiego [...]".
21 maja 1949 r. zabudowania Lisowskich otoczyła grupa operacyjna MO, UBP i KBW. Próbowano różnych sposobów by ująć „Uskoka” żywego. Do kawy, którą Irena Dybkowska miała zanieść „Uskokowi”, dodano środek nasenny, dziewczynę podprowadzono pod pistoletami do włazu bunkra. Pomimo całej grozy sytuacji dziewczyna zachowała zimną krew. Po uchyleniu deski zapolnicy, które maskowały właz do bunkra, powiedziała: „Przyniosłam panu kawę”. Tym samym ostrzegła „Uskoka” o grożącym niebezpieczeństwie, bowiem zwracano się do niego zwyczajowo „wujku”. Broński szybko zrozumiał grę słów (miał zapytać: „Irenko, jest źle?”) i zamknął wewnętrzną klapę bunkra.

Stodoła Lisowskich w Dąbrówce (Nowogrodzie), w której znajdował się bunkier kpt. "Uskoka".

Ostatecznie, 21 maja, ok. godz. 5:00 przystąpiono do akcji. Do stodoły weszła grupa szturmowa, by dostać się do zablokowanego otworu bunkra. „Uskok” odpowiedział strzałami, jednocześnie pytając: „Kto jest?”. Na żądanie, by się poddał, Broński zaczął zwlekać z odpowiedzią, następnie otworzył ogień z pistoletu i rzucił granaty. Szturm zakończył się niepowodzeniem. Nadal mając nadzieję na ujęcie „Uskoka” żywcem, pertraktacji z nim podjął się, uczestniczący w obławie dyrektor Departamentu III MBP płk Jan Tataj, jednak nie przyniosły one rezultatu. Około godz. 7:00 członkowie obławy usłyszeli silną detonację w bunkrze. Funkcjonariusze zaczęli natychmiast nawoływać Brońskiego, lecz z wnętrza kryjówki nikt już nie odpowiedział. Wobec braku pewności, czy „Uskok” żyje, postanowiono przez podkopanie z zewnątrz do stodoły wysadzić ścianę trotylem, by dostać się do wnętrza bunkra. O godz. 9 wysadzono ścianę i odnaleziono zmasakrowane ciało. Broński leżał na ziemi bez głowy i prawej ręki, z czego wynikało, że popełnił samobójstwo, detonując granat.

Zaraz po zakończeniu obławy funkcjonariusze UB aresztowali Katarzynę Lisowską, która została skazana na 10 miesięcy więzienia i przepadek mienia. Jej wnuczki zostały aresztowane 28 maja. Irenę Dybkowską skazano na pięć lat, zaś Helenę na osiem lat więzienia. Właściciel gospodarstwa – Mieczysław Lisowski „Żagiel”, któremu udało się uciec, niedługo potem nawiązał kontakt ze Stanisławem Kuchciewiczem „Wiktorem”. Został aresztowany 27 października 1951 r. i skazany na dożywocie, złagodzone później do 12 lat więzienia, które opuścił 25 lutego 1958 r. Zygmunt Libera „Babinicz” został skazany na 13-krotną karę śmierci, którą wykonano 28 maja 1950 r. w podziemiach budynku administracyjnego na Zamku w Lublinie.

Zasługi informatora „Janka” zostały wysoko ocenione przez jego mocodawców z UB, za co otrzymał 20 tys. zł tytułem „nagrody za pracę”. Później jeszcze kilkakrotnie odbierał drobne sumy za aktywną współpracę z resortem.
6 lipca 1949 r. oficer prowadzący przydzielił mu rewolwer, automat PPS i granat, jednak nie uchroniło to Kasperka przed rozliczeniem ze strony partyzantów. Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, poprzez siatkę swoich współpracowników, zebrał materiał dowodowy obciążający „Hardego” i został on zlikwidowany 1 września 1950 r.

Po zakończonej akcji w Dąbrówce funkcjonariusze UB napisali na jednej z desek zapolnicy: „Bunkier i »Uskoka« szlak [sic] trafił”. Mieli rację – ich kilkuletnie „polowanie” zakończyło się wielkim sukcesem. Likwidacja „Uskoka” oznaczała bowiem koniec zorganizowanego oporu zbrojnego na środkowej Lubelszczyźnie. Podlegający mu żołnierze jeszcze przez kilka lat kontynuowali walkę w grupach „Wiktora” i „Żelaznego”, ale w ich działaniach dawał się wyraźnie odczuć brak centralnego ośrodka decyzyjnego i autorytetu dowódcy tej klasy co „Uskok”. Przez kolejne lata nieliczni już jego partyzanci byli tropieni i likwidowani z całą bezwzględnością. 6 października 1951 r. zginął „Żelazny”, 10 lutego 1953 r. – „Wiktor”. Ostatni żołnierz „Uskoka” – Józef Franczak „Lalek” – poległ w walce dopiero 21 października 1963 r.

Napis sporządzony przez funkcjonariuszy UB na jednej z desek zapolnicy po zakończeniu operacji w Dąbrówce, 21 V 1949 r.

Śmierć kpt. Brońskiego nie oznaczała dla komunistów kresu walki z nim. Jego fizyczna likwidacja była tylko jej częścią. Kolejnym etapem było brukanie jego legendy i pamięci o zasługach dla lokalnej społeczności, dlatego też przez następne 40 lat stanowił cel ataku reżimowych historyków, określających go – jak i jemu podobnych – mianem „zaplutych karłów reakcji”, „reakcjonistów”, „faszystów”, „degeneratów”, a przede wszystkim „bandytów”.

Pomnik ku czci kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka" w Nowogrodzie, odnowiony w 2012 r. staraniem członków Narodowej Łęcznej i kibiców Górnika Łęczna.

Kapitan Zdzisław Broński „Uskok” był kawalerem Orderu Virtuti Militari klasy V i Krzyża Walecznych. 5 marca 2008 r., za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, został pośmiertnie odznaczony przez śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat kpt. "Uskoka" czytaj:
Strona główna>
poniedziałek, 12 maja 2014
65. rocznica śmierci ppor. "Olecha"
65. rocznica śmierci ppor. Anatola Radziwonika "Olecha"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida.

65 lat temu, 12 maja 1949 r., nieopodal wsi Raczkowszczyzna na Nowogródczyźnie, przebijając się przez obławę grupy operacyjnej NKWD, poległ ppor. Anatol Radziwonik ps. "Olech". Jego oddział był największym, najsilniejszym i jednym z najdłużej walczących antysowieckich oddziałów partyzanckich na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Na odwrocie jednego z nielicznych ocalałych zdjęć żołnierzy „Olecha” widnieje odręczny napis: „Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny”... motto, które wpajał swym nieugiętym „Kresowym Straceńcom” i któremu sam pozostał wierny do końca swoich dni.

Anatol Radziwonik ps. "Olech", ur. 20 lutego 1916 r. w Briańsku na terenie Rosji, zm. 12 maja 1949 r. na Nowogródczyźnie, podporucznik WP, od 1943 w AK, jeden z dowódców oddziałów podziemia antykomunistycznego i niepodległościowego, ostatni dowódca zorganizowanych struktur polskiego podziemia niepodległościowego na ziemi nowogródzkiej.

Urodził się w Briańsku, na terenie Rosji, gdzie od 1915 r. roku mieszkali jego rodzice Konstanty Radziwonik i Nadzieja z domu Makowiecka ewakuowani tam przez władze carskie. Ojciec był polskim kolejarzem w Wołkowysku, matka pochodziła z prawosławnej rodziny. Po wojnie polsko-sowieckiej rodzina powróciła do Wołkowyska. Anatol uczył się w Państwowym Męskim Seminarium Nauczycielskim w Słonimiu. Po jego ukończeniu pracował w szkole wiejskiej w Iszczołnianach koło Szczuczyna na Nowogródczyźnie. Uczestniczył w organizowaniu lokalnych struktur harcerskich.

Latem 1938 r. został powołany do Wojska Polskiego. Ukończywszy szkołę podchorążych piechoty w Jarosławiu, po zwolnieniu z wojska powrócił do Iszczołnian. Tam zastała go wojna. Nie wiadomo czy uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r., wiadomo, że zataił ten fakt w zachowanej w archiwum w Grodnie ankiecie osobowej dla lokalnych władz z okresu pierwszej okupacji sowieckiej. Nie wiadomo też, kiedy przystąpił do polskiej konspiracji niepodległościowej. Wiadomo, że w 1943 r. dowodził jedną z placówek konspiracyjnych Obwodu AK Szczuczyn kryptonim "Łąka" w nowogródzkim Okręgu AK. Podczas służby w AK został awansowany do stopnia oficerskiego (podporucznika). Następnie przeszedł do partyzantki. Od zimy 1944 dowodził 3. plutonem w 2. kompanii VII batalionu 77. pp AK, dowodzonego kolejno przez ppor. Bojomira Tworzyańskiego „Ostoję” i legendarnego por. cc Jana Piwnika „Ponurego”.

15 kwietnia 1944 r. patrol wydzielony z jego plutonu rozbroił posterunek żandarmerii niemieckiej i policji białoruskiej w Możejkowie Małym. W tym samym miesiącu jego oddział rozbił niemiecką załogę w majątku Możejków Wielki. W maju pluton „Olecha” dwukrotnie rozbił oddziały niemieckie w zasadzkach koło wsi Kowczyki i Możejków Wielki. 16 lipca uczestniczył w zwycięskiej operacji likwidacji niemieckiego garnizonu w Jewłaszach, podczas której poległ „Ponury”.

Grupa żołnierzy z oddziału „Olecha” – 1945 r. (ppor. „Olech” siedzi w środku grupy), klęczy z lewej Mikoła „Zielony” (Ukrainiec, lejtnant Armii Czerwonej, antykomunista, który dołączył do polskiej partyzantki), z prawej klęczy: NN "Lis".

W początku lipca 1944 r. „Olech” wyruszył ze swoim batalionem w kierunku Wilna, by wziąć udział w operacji „Ostra Brama”. Oddział nie zdążył na czas, dzięki czemu uniknął rozbrojenia przez Sowietów. W zaistniałej sytuacji dowódca poprowadził swoich podkomendnych w rejon Szczuczyna gdzie kontynuował działalność bojową i konspiracyjną. Realia walki z niedawnym „sojusznikiem” oraz utrudniony kontakt z wyższymi strukturami AK, stały się przyczyną powstania wiosną 1945 r. Obwodu nr 49/67, obejmującego teren dawnych powiatów szczuczyńskiego i lidzkiego, nad którym "Olech" objął komendę.

Po likwidacji ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” 3 grudnia 1944 r. w okolicy wsi Jeremicze i 21 stycznia 1945 r. pod Kowalkami por. Jana Borysewicza „Krysi”, dla NKWD wrogiem numer jeden stał się „Olech”. Stan liczebny Obwodu 49/67 w 1945 r. NKWD BSRR oceniało na około 800 ludzi, w większości pozostających w konspiracji i zorganizowanych w liczne placówki terenowe liczące od 10 do 50 członków, rozsiane w wioskach zamieszkałych głównie przez ludność polską.

Grupa partyzantów z oddziału ppor. A. Radziwonika "Olecha" (stoi 3 z lewej). Zima 1948 r.

Kolejne operacje przeciwko partyzantce i działania represyjne wobec ludności prowadzone przez NKWD przerzedzały placówki terenowe, nie były jednak w stanie ich zlikwidować i złamać polskiego oporu aż do wiosny 1949 r.
Ppor. Anatol Radziwonik „Olech” poległ 12 maja 1949 r. nad rzeczką Niewisza, niedaleko wsi Raczkowszczyzna, 3 km. na płd.-zach. od wsi Bakszty w Obwodzie Szczuczyn-Lida, podczas próby przebicia się przez pierścień kolejnej sowieckiej obławy. Miał 33 lata.
GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat ppor. "Olecha" czytaj tutaj:
Zainteresowanych historią walki polskich partyzantów na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (m.in. por. Jana Borysewicza "Krysi", ppor. Czesława Zajączkowskiego "Ragnera", mjr. Macieja Kalenkiewicza "Kotwicza") po wkroczeniu Sowietów, zapraszam do lektury kategorii Im poświęconej:
Strona główna>
piątek, 02 maja 2014
II Rajd im. mjr. "Zapory"
II Rajd im. mjr. cc "Zapory" - Akcja "Most 1", 10-11 maja 2014 r.

W imieniu organizatorów zapraszam do udziału w 2. Rajdzie mjr cc. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - Akcja "Most 1". Tegoroczna edycja Rajdu upamiętnia 70. rocznicę akcji „Most 1” – pierwszego w okupowanej Polsce lądowania alianckiego samolotu. W akcję zaangażowanych było czterech cichociemnych, w tym mjr cc „Zapora” (osłona akcji).
Organizatorami całego wydarzenia są: Stowarzyszenie Grupa Historyczna "Zgrupowanie Radosław" i Burmistrz Bełżyc, przy wsparciu Instytutu Pamięci Narodowej oraz innych instytucji. Koordynator Rajdu: Rafał Dobrowolski, tel: 608589389.

Więcej informacji:
niedziela, 13 kwietnia 2014
63. rocznica śmierci st. sierż. "Roja"
63. rocznica śmierci st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój"  na czele oddziału, 1948 r.

63 lata temu, 13 kwietnia 1951 r., zdradzony i okrążony, poległ w walce st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", dowódca jednego z najdłużej walczących z komunistami na Mazowszu oddziałów Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Przebywał wówczas wraz z Bronisławem Gniazdowskim "Mazurem" w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki (gm. Kozłowo, pow. pułtuski), gdzie został otoczony przez 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieustaloną liczbę funkcjonariuszy UBP i MO. Akcję grupy operacyjnej wspierał samolot zrzucający flary oświetlające teren. Po kilku godzinach od rozpoczęcia akcji obaj wyszli z ukrycia i podjęli próbę przedarcia się przez kordon obławy. Padli w krzyżowym ogniu broni maszynowej.

St. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" należał do najwybitniejszych, najbardziej energicznych i zdeterminowanych dowódców polowych XVI Okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Cieszył się poparciem ludności, dzięki któremu mógł tak długo działać i utrudniać komunistom utrwalanie swej władzy. Poległ w walce o wolną i niepodległą Polskę.

GLORIA VICTIS !!!

Od lewej: Bronisław Gniazdowski "Mazur" i Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", polegli 13 IV 1951 r. w kolonii Szyszki - zdjęcie wykonane przez UB.

Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:
sobota, 29 marca 2014
Msza św. w 65. rocznicę śmierci st. sierż. "Strzały"
Msza św. w 65. rocznicę śmierci st. sierż. Walentego Waśkowicza "Strzały" - 1 kwietnia 2014 r., godz. 18.00, Pliszczyn k. Lublina

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert



Walenty Waśkowicz „Strzała”, „Strzałka” (1913-1949), podoficer WP, żołnierz AK-WiN, dowódca plutonu/patrolu w oddziale kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, rolnik; st. sierż. (od 11 listopada 1946 r.).

Urodził się 30 stycznia 1913 r. w Nowej Woli, gm. Serniki, pow. Lubartów, s. Józefa i Marii z d. Włosek. Przed wojną służył w 23. pp WP we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. We wrześniu 1939 r. walczył w składzie macierzystej jednostki. Uniknął wzięcia do niewoli i przedostał się w rodzinne strony. W okresie okupacji członek AK, pełnił funkcję sekcyjnego w Rejonie I Obwodu AK Lubartów. Po wkroczeniu Sowietów na Lubelszczyznę zmobilizowany do WP, pełnił funkcję instruktora w szkole podoficerskiej na Majdanku. W styczniu 1945 r. zdezerterował z WP, ukrywał się u rodziców w Nowej Woli. Poszukiwany przez organa bezpieczeństwa, pod koniec 1945 r. nawiązał kontakt ze Zdzisławem Brońskim „Uskokiem” i wstąpił do jego oddziału. Od początku 1946 r. pełnił funkcję dowódcy plutonu, a po reorganizacji oddziału na przełomie 1946/1947 r. – kilkuosobowego patrolu. Nie skorzystał z amnestii z 22 lutego 1947 r. Dowodzony przez niego patrol był najdłużej działającym pododdziałem podległym kpt. „Uskokowi”. 31 marca 1949 r. funkcjonariusze UB aresztowali w kol. Pasów (obecnie pow. świdnicki) dwóch żołnierzy „Uskoka” - Stanisława Skorka „Piroga” i Stanisława Bartnika „Górala”. W wyniku intensywnego i brutalnego śledztwa uzyskano wyjątkowo cenne informacje, z których wynikało, że „Strzała” przebywa na kwaterze w Pliszczynie (gm. Wólka, pow. Lublin). St. sierż. Walenty Waśkowicz „Strzała” zginął 1 IV 1949 r. w Pliszczynie podczas próby przebicia się przez liczący 275 osób kordon obławy UB-KBW. Miejsce jego pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane.

St. sierż. Walenty Waśkowicz "Strzała" (1913-1949)

GLORIA VICTIS !!!


Strona główna>
Prawa autorskie>
wtorek, 18 marca 2014
Niezłomny Bohater - mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" - wykład dr Ewy Kurek we Włodawie
Wykład dr Ewy Kurek, Niezłomny Bohater - mjr Hieronim Dekutowski "Zapora", Włodawa, 20 marca 2014 r., godz. 11.00, 16.00 w sali kinowej Włodawskiego Domu Kultury, ul. Piłsudskiego 10



Strona główna>
Prawa autorskie>
piątek, 07 marca 2014
65. rocznica śmierci mjr. "Zapory"
65. rocznica śmierci mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - jakże inna niż wszystkie !

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Ppor. Hieronim Dekutowski "Zapora", lipiec 1944 r.

65 lat temu, 7 marca 1949 r., komunistyczni oprawcy zamordowali w więzieniu MBP na warszawskim Mokotowie mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" - cichociemnego, legendarnego dowódcę oddziałów partyzanckich Armii Krajowej, a później Zrzeszenia WiN na Lubelszczyźnie. Skazany na karę śmierci przez WSG w Warszawie, został zamordowany wraz z grupą sześciu swoich oficerów.

Z rąk komunistycznych morderców zginęli: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora", kpt. Stanisław Łukasik "Ryś", ppor. Roman Groński "Żbik", por. Jerzy Miatkowski "Zawada", por. Tadeusz Pelak "Junak", por. Edmund Tudruj "Mundek", por. Arkadiusz Wasilewski "Biały".

Jeszcze do niedawna miejsca pochówku majora "Zapory" i jego oficerów znajdowało się w sferze domysłów, a jedynymi, którzy je znali byli sami oprawcy. Dopiero od lipca 2012 roku, kiedy to na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach zespół kierowany przez dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN rozpoczął ekshumacje ofiar terroru komunistycznego wiadomo już, że to właśnie na powązkowskiej "Łączce", wśród wielu innych ofiar,  komuniści pogrzebali również Hieronima Dekutowskiego i jego podkomendnych zamordowanych 7 marca 1949 r.

Jak dotąd podczas prac wykopaliskowych wydobyto łącznie szczątki ok. 200 osób, z których do marca 2014 r. udało się na podstawie badań genetycznych zidentyfikować 28 osób, w tym także samego mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" oraz wszystkich sześciu jego oficerów, zamordowanych wraz z nim 65 lat temu przez komunistów.
MIEJSCA POCHÓWKU ZNANE !


Roman Groński (1926–1949), ps. „Żbik", porucznik Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".

Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z Kraśnika. Od listopada 1943 r. ukrywał się, aby uniknąć wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec. Od marca 1944 r. w oddziale Kedyw por. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Brał udział we wszystkich akcjach zbrojnych oddziału do lipca 1944 r. Walczył w czasie akcji „Burza". Rozbrojony przez Sowietów. Od października 1944 r. ponownie w szeregach oddziału „Zapory", przeszedł cały szlak bojowy do lata 1945 r. Ujawniony w sierpniu 1945 r. Nie zaniechał działalności. Po powrocie „Zapory" z Czechosłowacji ponownie w szeregach oddziału. Od czerwca 1946 r. dowódca patrolu żandarmerii, zwalczał pospolity bandytyzm. Po śmierci por. Michała Szeremickiego „Misia" objął dowództwo nad jego plutonem. Nie ujawnił się. 16 września 1947 r. w Nysie został zatrzymany przez UB w trakcie próby przedostania się na Zachód wraz z mjr. Hieronimem Dekutowskim „Zaporą". Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Romana Grońskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.



Stanisław Łukasik (1918–1949)
, ps. „Ryś”, kapitan Armii Krajowej / Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”,
oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora"

Ur. w Lublinie, syn robotnika kolejowego. Ukończył Szkołę Podoficerską dla Małoletnich w Koninie, a następnie służył w 23. pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim, otrzymał stopień plutonowego służby stałej. Z rodzimą jednostką walczył w wojnie 1939 r., w składzie armii „Pomorze”. Uniknął niewoli i powrócił do rodzinnego domu w Motyczu k. Lublina. W konspiracji od listopada 1939 r., początkowo w Związku Czynu Zbrojnego, a po połączeniu organizacji w Polskiej Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu w 1942 r., w AK. W latach 1940–1943 dowódca placówki i rejonu Konopnica. Od stycznia 1944 r. dowódca oddziału lotnego Kedywu w Obwodzie AK Lublin-Powiat. W czasie akcji „Burza” liczył on ok. 120 partyzantów. W dniu 21 lipca 1944 r. rozbrojony wraz z całym oddziałem przez wojska sowieckie. Aresztowany przez Sowietów w sierpniu 1944 r., zbiegł z aresztu NKWD przy ul. Chopina 18 w Lublinie, ukrywał się. Od marca 1945 r. ponownie dowódca oddziału partyzanckiego Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Inspektoratu Lublin. Od czerwca 1945 r. w składzie zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Ujawniony na mocy amnestii z sierpnia 1945 r. Wyjechał na Ziemie Zachodnie, skąd powrócił na Lubelszczyznę. Wiosną 1946 r. odtworzył oddział, który podporządkował mjr. „Zaporze”. Zatrzymany w wyniku prowokacji UB 16 września 1947 r. w Nysie, podczas próby przekroczenia granicy wraz z grupą żołnierzy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Aresztowany pod fałszywym nazwiskiem Stanisław Nowakowski. Przeszedł okrutne śledztwo. 15 listopada 1948 r. skazany przez WSR w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą” i pięcioma innymi współtowarzyszami. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych.
Szczątki Stanisława Łukasika odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.



Jerzy Miatkowski (1923–1949), ps. „Zawada", żołnierz Armii Krajowej, podporucznik Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".


Pochodził z Jabłonny k. Warszawy. Od 1943 r. żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, po upadku którego dostał się do niewoli niemieckiej. Uwolniony przez wojska amerykańskie. Po powrocie do Polski, w styczniu 1946 r. wstąpił w szeregi oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka". Niespełna pól roku później awansował do stopnia podporucznika, objął funkcję adiutanta mjr. „Zapory". Odznaczony Krzyżem Walecznych. Wiosną 1947 r. ujawnił się w związku z ogłoszoną przez władze komunistyczne amnestią i powrócił do stolicy. W obawie przed aresztowaniem przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa zdecydował się na opuszczenie kraju wraz ze swym niedawnym dowódcą. Zatrzymany 15 września 1947 r. w Nysie wraz z mjr. Dekutowskim i jego najbliższymi współpracownikami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki ppor. Jerzego Miatkowskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.



Tadeusz Pelak (1922-1949), ps. „Junak”, porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”,
oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".

W konspiracji ZWZ/AK od 1941 r. W okresie okupacji niemieckiej służył w oddziale dyspozycyjnym Kedywu pod dowództwem: cichociemnych ppor. Jana Poznańskiego „Ewy”, ppor. Stanisława Jagielskiego „Sipaka”, ppor. Czesława Piaseckiego „Agawy” i mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W lipcu 1944 r., zgodnie z rozkazem mjr „Zapory” zaniechał konspiracyjnej działalności po wkroczeniu wojsk sowieckich na teren Lubelszczyzny. Prowadził restaurację w Halinówce, w której znajdował się punkt kontaktowy wszystkich pododdziałów zgrupowania. Niespełna rok później w maju 1945 r. wraz z grupą Tadeusza Orłowskiego „Szatana” wziął udział w akcji na posterunek MO w Nałęczowie. Wkrótce dołączył do odtworzonego zgrupowania mjr Dekutowskiego. Jesienią 1945 r. i w lutym 1947 r. skorzystał z amnestii ogłoszonych przez komunistyczną władzę. Latem 1947 r. mjr „Zapora” kwaterował w domu jego rodziców. W tym czasie został wyznaczony do pierwszej grupy, która miała opuścić Polskę, wraz z mjr. „Zaporą”, kpt. Stanisławem Łukasikiem „Rysiem”, por. Romanem Grońskim „Żbikiem”, por. Arkadiuszem Wasilewskim „Białym”, ppor. Edmundem Tudrujem „Mundkiem” i ppor. Jerzym Miatkowskim „Zawadą”. Wszyscy zostali zatrzymani 16 września 1947 r. przez funkcjonariuszy UB w Nysie. Przez ponad rok przechodził brutalne śledztwo połączone z torturami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r.  skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.  w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.


Edmund Tudruj (1923–1949), ps. „Mundek", porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".


Od najmłodszych lat związany z Lubelszczyzną, pochodził z okolic Lublina. W szeregach AK od 1943 r. Ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych, a od 1944 r. służył w oddziale sierż. Stanisława Łukasika „Rysia". W czasie akcji „Burza" rozbrojony wraz z oddziałem przez Sowietów pod Polanówką. Odznaczony Krzyżem Walecznych. Powrócił w rodzinne strony, gdzie w październiku 1944 r. został zatrzymany przez funkcjonariuszy NKWD. Wywieziony w głąb Związku Sowieckiego, do obozu w Borowiczach, skąd powrócił w marcu 1946 r. Początkowo podjął pracę i kontynuował naukę. Od maja 1946 r. ponownie w szeregach oddziału kpt. „Rysia". Początkowo był prowiantowym oddziału, a następnie zastępcą dowódcy jednego z patroli oddziału. Nie ujawnił się, w maju 1947 r. wyjechał na zachód Polski. Poszukiwany przez funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji, często zmieniał miejsce zamieszkania. Ostatecznie zdecydował się na opuszczenie kraju wraz z mjr. „Zaporą" i kpt. „Rysiem", podczas którego 16 września 1947 r. został aresztowany w Nysie przez funkcjonariuszy UB. 15 listopada 1948 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą" i pięcioma innymi współtowarzyszami.
Szczątki Edmunda Tudruja odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.


Arkadiusz Wasilewski (1925–1949), ps. „Biały", porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość", oddziału mjr. Hieronima Dekutowskiego, ps. „Zapora".

Pochodził ze Sterdyni na Podlasiu. Do AK wstąpił w 1943 r. po ucieczce z robót przymusowych, na które został skierowany po niemieckiej agresji na Polskę w 1939 r. Ukrywał w domu kobietę pochodzenia żydowskiego, której życie zagrożone było w wyniku polityki narodowościowej niemieckiego okupanta. Od 1943 r. żołnierz oddziału partyzanckiego w Obwodzie Sokołów Podlaski AK, a następnie kpt. Stanisława Łokuciewskiego „Małego" na Lubelszczyźnie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Polski zgłosił się do wojska. Skierowany do Wojsk Wewnętrznych – formacji stworzonej do likwidacji antykomunistycznego podziemia zbrojnego, ukończył kurs w Centrum Wyszkolenia WW. W maju 1945 r. zdezerterował i wstąpił w szeregi zgrupowania „Zapory" na terenie Lubelszczyzny. W sierpniu 1945 r. skorzystał z amnestii ogłoszonej przez władze komunistyczne i ujawnił się. W grudniu został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa pod zarzutem współpracy z podziemiem. Brutalnie przesłuchiwany na Zamku Lubelskim, nie przyznał się do winy. Po zwolnieniu z więzienia w październiku 1946 r., powrócił w szeregi zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Służył w patrolu por. Jana Szaliłowa „Renka" do sierpnia 1947 r. W 1947 podjął nieudana próbę przedostania się na Zachód. Aresztowany w punkcie kontaktowym w Nysie wraz ze współtowarzyszami walki. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r. skazany na karę śmierci. Stracony 7 marca 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
Szczątki Arkadiusza Wasilewskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie.


Podczas niejawnej rozprawy 3 listopada 1948 r. w Wojskowym Sądzie Rejonowym w Warszawie, zasiadło ich siedmiu, oraz ich polityczny przełożony Władysław Siła-Nowicki. Oskarżeni dla ich poniżenia przebrani byli w mundury Wehrmachtu. W ostatnim słowie mjr "Zapora" nie prosił o najniższy wymiar kary, ale z godnością oświadczył, że decyzję pozostawia sądowi. 15 listopada 1948 r. skład orzekający pod przewodnictwem sędziego Józefa Badeckiego, który wcześniej skazał na śmierć m.in. rtm. Witolda Pileckiego, skazał go na 7-krotną karę śmierci, pozostali otrzymali podobne wyroki. Prośby o łaskę napisane do Prezydenta Bolesława Bieruta przez matkę i najstarszą siostrę Zofię Śliwę (czyniła też próby wydostania brata drogą dyplomatyczną poprzez Prezydenta Republiki Francuskiej; od końca lat 20. mieszkała we Francji i była odznaczona Legią Honorową za udział we francuskim ruchu oporu) zostały jednak odrzucone.

Pluton ppor. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" (siedzi w dolnym rzędzie, w rogatywce) podczas akcji "Burza". Lubelszczyzna, lipiec 1944 r.                                       Zgrupowanie mjr. "Zapory", lato 1946 r.

"Zapora" wraz z podwładnymi trafił do celi dla "kaesowców", gdzie siedziało wówczas ponad 100 osób. Na przełomie stycznia i lutego 1949 r. podjęli oni próbę ucieczki - postanowili wywiercić dziurę w suficie i przez strych dostać się na dach jednopiętrowych zabudowań gospodarczych, a stamtąd zjechać na powiązanych prześcieradłach i zeskoczyć na chodnik przy ulicy Rakowieckiej. Kiedy do zrealizowania planu zostało ledwie kilkanaście dni, jeden z więźniów kryminalnych uznał, że akcja jest zbyt ryzykowna i wsypał uciekinierów, licząc na złagodzenie wyroku. Hieronim Dekutowski i Władysław Siła-Nowicki trafili na kilka dni do karceru, gdzie siedzieli nago, skuci w kajdany.

                                                                              

Żołnierze ze zgrupowania mjr "Zapory". Od lewej stoją: NN, Stanisław Łukasik "Ryś", Aleksander Sochalski "Duch", Hieronim Dekutowski "Zapora", Zbigniew Sochacki "Zbyszek", Jerzy Korcz "Bohun".

Wyroki śmierci na mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę" i sześciu żołnierzy z jego zgrupowania zapadły w listopadzie 1948 r. Wykonano je 7 marca 1949 r. w piwnicy mokotowskiego więzienia. Według protokołów wykonania wyroku, egzekucję zaczęto o godz. 19.00 od mjr. "Zapory".  Po nim kolejno w odstępach 5-minutowych od strzałów w tył głowy ginęli: Stanisław Łukasik "Ryś", Roman Groński "Żbik", Edmund Tudruj "Mundek", Tadeusz Pelak "Junak", Arkadiusz Wasilewski "Biały", Jerzy Miatkowski "Zawada".

"Zapora" był tak znienawidzony przez komunistów, że - jak głosi jedna z wersji jego śmierci - oprawcy powiesili go w worku pod sufitem, podziurawili kulami i z satysfakcją patrzyli na kapiącą krew. Czy tak było? Nie wiadomo. Natomiast faktem jest, że komendant lubelskiego zgrupowania WiN szedł na śmierć zmasakrowany, z powybijanymi zębami, połamanymi rękami, zerwanymi paznokciami i siwymi włosami - choć miał zaledwie 31 lat. Dziesięć z nich poświęcił walce o niepodległą Polskę... CZYTAJ WIĘCEJ>



Mjr cc Hieronim Dekutowski "Zapora"

23 maja 1994 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie zrehabilitował mjr cc. Hieronima Dekutowskiego "Zaporę", uznając, że wraz ze swoimi podkomendnymi prowadził działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego.

Odznaczenia mjr. "Zapory": w roku 1946 Medalem Wojska (czterokrotnie), w 1988 r. odznaką pułkową 8 pp. Legionów, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Za Wolność i Niepodległość, Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari, w 1989 r. Krzyżem Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", a w 1990 r. Krzyżem Armii Krajowej.

W roku 1996 Rada Miasta Tarnobrzega nadała Hieronimowi Dekutowskiemu "Order Sigillum Civis Virtuti", czyniąc go tym samym Pierwszym Kawalerem tego odznaczenia.

26 października 2003 r. odsłonięto w Lublinie na Placu Zamkowym, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", pomnik PAMIĘCI ŻOŁNIERZY AK–WIN ZE ZGRUPOWANIA MJR HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO "ZAPORY" POLEGŁYCH W WALCE Z HITLEROWSKIM I KOMUNISTYCZNYM ZNIEWOLENIEM W LATACH 1943–1955.

15 listopada 2007 roku Prezydent RP Lech Kaczyński, za zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polski, odznaczył Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski mjr Hieronima Dekutowskiego,
a jego sześciu podkomendnych :
kpt. Stanisława Łukasika – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski,
poruczników: Romana Grońskiego i Edmunda Tudruja – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski,
poruczników: Jerzego Miatkowskiego, Tadeusza Pelaka i Arkadiusza Wasilewskiego – Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.


Podczas tej uroczystości, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, odznaczony został również pośmiertnie inny zasłużony żołnierz Zgrupowania mjr. "Zapory", ostatni dowódca oddziałów partyzanckich Okręgu Lubelskiego WiN:
Kapitan Zdzisław Broński "Uskok" - Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.


Od lewej: mjr Hieronim Dekutowski "Zapora" i kpt. Zdzisław Broński "Uskok".

GLORIA VICTIS !!!


Odsłonięty 26 października 2003 r. w Lublinie na Placu Zamkowym, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", pomnik pamięci żołnierzy AK-WiN ze Zgrupowania mjr. "Zapory".


Zobacz pełną listę nazwisk osób upamiętnionych na pomniku "Zaporczyków" w Lublinie>

Więcej na temat majora "Zapory" czytaj tutaj:
Linki zewnętrzne:
Strona główna>
Prawa autorskie>
wtorek, 04 marca 2014
57. rocznica śmierci ppor. "Ryby"
57. rocznica śmierci ppor. Stanisława Marchewki "Ryby"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Ppor. Stanisław Marchewka "Ryba"

57 lat temu, w nocy z 3 na 4 marca 1957 r., otoczony  przez grupę operacyjną SB–KBW w Jeziorku (pow. Łomża), zginął z bronią w ręku ostatni partyzant Białostocczyzny, ppor. Stanisław Marchewka "Ryba".

Ppor. "Ryba" ukrywał się w schronie ulokowanym w zabudowaniach Apolinarego Grabowskiego. Urząd Bezpieczeństwa znalazł możliwości dotarcia do dwóch żołnierzy mjr. Jana Tabortowskiego "Bruzdy", którzy po śmierci dowódcy w 1954 roku, współdziałali z "Rybą" - Tadeusza Wysockiego "Zegara" i Wacława Dąbrowskiego "Tygrysa". Obaj zgodzili się wyjść z podziemia i skorzystać z amnestii, ale nie chcieli ujawnić miejsca, gdzie ukrywał się "Ryba". Przełom nastąpił pod koniec lutego 1957 roku. Poprzez "Zdzisławę" - tajnego współpracownik UB - udało się w przybliżeniu ustalić miejsce pobytu grupy, a Tadeusz Wysocki "Zegar" dokonał reszty, wskazując funkcjonariuszom UB (kpt. Szkudelskiemu i kpt. Czaplejewiczowi) lokalizację schronu. Zdecydował się też na udzielenie pomocy przy likwidacji "Ryby".


3 marca 1957 r., pod pozorem choroby żony, Wacław Dąbrowski "Tygrys" dostał prawo opuszczenia schronu. Zabudowania Grabowskiego zostały otoczone przez 2. kompanię 2. batalionu KBW z Grajewa. Wysocki "Zegar" wyszedł z kryjówki i zameldował UB, że w schronie został tylko ppor. "Ryba". W pobliże schronu przedostali się UB-ecy. Zorientowawszy się w sytuacji, "Ryba" zaczął strzelać do funkcjonariuszy bezpieki. Zginął w godzinach porannych 4 marca 1957 r., zastrzelony przez funkcjonariusza SB por. Włodzimierza Stefańskiego (wg innych źródeł był to kapitan Franciszek Czaplejewicz). W aktach IPN zachowała się notatka oficera SB mówiąca o tym, że bunkier "bandyty" udekorowany był obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej.

Ppor. Stanisław Marchewka "Ryba"

Śmierć ppor. "Ryby" jest symboliczną datą końca partyzantki niepodległościowej na Białostocczyźnie. Odznaczony został Orderem Virtuti Militari V klasy (1945 r.) i Krzyżem Walecznych (1944 r.). Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Piątnicy k. Łomży.

Pośmiertne zdjęcie ppor. Stanisława Marchewki "Ryby" wykonane przez funkcjonariuszy SB.

4 marca 2007 r. w Jeziorku, gdzie do końca swoich dni ukrywał się ppor. Marchewka, nastąpiło uroczyste odsłonięcie tablicy pamiątkowej.


GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat ppor. S. Marchewki czytaj tu:

Strona główna>
Prawa autorskie>