Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni niezłomny - Józef Franczak ps. "Lalek" - część 3

Lista Franczaka
W 1959 r. Danuta Mazur urodziła syna. Nie mogła się przyznać, kim jest jego ojciec. Rodzina znalazła kandydata na "tatę" i trzymała się fałszywej wersji. Ale funkcjonariusze i agenci UB wiedzieli swoje. Trzylatkowi milicjanci przywozili czekoladki i pytali o pewnego miłego pana z charakterystyczną grzywką. Mały go nie znał, bo "Laluś" obserwował syna tylko z daleka i całował, tylko gdy ten spał. Tylko raz wziął go w ramiona, gdy brzdąc miał zaledwie miesiąc.
Syn partyzanta pamięta inne spotkanie z ojcem. - Akurat były zbiory rzepaku. Jak przebiegałem koło dużej ich kupy zobaczyłem czyjąś rękę. Pobiegłem do mamy krzycząc, że tam leży jakiś pan. Potem widziałem go tylko, jak idzie do lasu. - A pamięta pan jego twarz? - pytam. - Zamazana.
- Brali mnie na cmentarz i grozili, że zamordują, jeśli Józka nie wydam - mówi Danuta Mazur i opowiada, jak wyglądało śledztwo. Jej wspomnienia oraz świadectwa bliskich "Lalusia" uzupełniają materiały z Instytutu Pamięci Narodowej. Kontrast jest straszny.
Formalne rozpracowanie Franczaka ruszyło 16 listopada 1951 r. Referat III Powiatowego UBP w Lublinie nadał akcji kryptonim "Pożar". Na początku wszystko szło fatalnie. "Resort" próbował ustalić miejsce jego pobytu za pomocą siatki agentów. Zanim jednak niektórzy zdążyli cokolwiek donieść, jak spod ziemi wyrastał przed nimi "Laluś".
Do wuja Wiktorii Olszewskiej przyszedł w biały dzień. Odciągnął go na stronę i rozmawiał z 10 minut. - Wuj wrócił spocony i czerwony - opowiada Olszewska. - Laluś nie chciał go skrzywdzić, ale wyżalił mu się, że niech tylko przeżyje jak on w ukryciu jeden dzień, to zrozumie, przez jakie piekło przechodzi. Poskutkowało.
Innym razem doszło do "Lalusia", że po pijaku ktoś w okolicy grozi, że go wyda. Następnego dnia na jego progu leżała kartka, że ma "stulić dziób", bo zginie. Wystarczyło. Innym za zbytnie gadulstwo przystawiał broń do brzucha i groził. Raz nawet umówił się z informatorem bezpieki, podając się za oficera kontaktowego. Ten zorientował się jednak, że coś jest nie tak, bo "Laluś" wypytywał go krótko, po czym od razu wręczył pieniądze. Tymczasem UB tak nie robiło. Gdy prowokacja się posypała, "Laluś" po prostu przystawił mu pistolet do brzucha i powiedział, że to ostatnie ostrzeżenie.
Nie zawsze używał siły. Nie musiał. Ukrywał się tak długo i skutecznie, bo był w okolicy bardzo szanowany. - Nigdy nikogo specjalnie nie narażał - wspominają nieujawniający się nawet dziś byli współpracownicy. - Bywało, że nie jadł nic przez cały dzień. Bywało, że marzł w zimie na kamień. Mimo to nie zachodził do chałup. Jeśli mógł, to sam pomagał. Cieszył się wielkim autorytetem. Miał charyzmę i budził podziw za niezłomny charakter. Czasami wydawało się, że wie lepiej, co zamierzają władze. Zaczęli go doceniać nawet pracownicy aparatu represji.
W jednym z raportów oficer SB napisał, że przez kilka lat organa nie otrzymywały żadnych informacji o miejscu jego pobytu. A nawet, że "Laluś" był informowany na bieżąco o pojawieniu się w terenie funkcjonariuszy MO. Prawdopodobnie dzięki temu na początku lat sześćdziesiątych dowiedział, że para podająca się w okolicach Wygnanowic za fotografów to podstawieni agenci. Z ustaleń dr. Sławomira Poleszaka z lubelskiego IPN wynika, że siatka współpracowników "Lalusia", która z narażeniem siebie dawała mu przez lata schronienie, liczyła 200 gospodarzy. Byli to koledzy ze szkoły, znajomi rodziny, przyjaciele i antykomunistycznie nastawieni rolnicy. Wiadomo, że znajdowali się wśród nich również księża, nauczyciele, lokalna inteligencja. Podobno byli też milicjanci, członkowie PZPR i wojskowi.
Latem "Laluś" ukrywał się przeważnie w polu. Spał w kamieniołomach koło Wygnanowic. Zimą korzystał z kwater przyjaciół. Spał w ich mieszkaniach i stodołach. Rewanżował się drobnymi pracami. To pomalował komuś chałupę, to sklecił gołębnik albo naprawiał narzędzia.
Z początku przeciw zorganizowanej siatce pomocników "resort" mógł wystawić kilkudziesięciu lokalnych oficerów, ZOMO i oddziały wojska. W grudniu 1960 r. rozpracowanie nabrało jednak tempa. Sprawę agenturalno-poszukiwawczą przekwalifikowano na rozpracowanie operacyjne. Oznaczało to zwerbowanie kilkudziesięciu tajnych agentów, zakładanie nowoczesnej aparatury podsłuchowej i rozpoczęcie finezyjnej gry psychologicznej.
Celem nie było już nie aresztowanie, ale likwidacja "niezwykle groźnego bandyty".

Zdrada bratanka
Najpierw były podsłuchy. Pierwszą aparaturę funkcjonariusze założyli w chałupie siostry "Lalusia" Czesławy Kasprzak. Po kilku dniach zepsuł się mikrofon. Potem drugi aparat założono w domu u drugiej jego siostry Celiny Mazur. Po tygodniu, podczas prac gospodarskich jej syn wykopał przewód z ziemi i wezwana z posterunku milicja musiała go zwinąć, tłumacząc, że to jakieś pozostałości po wojnie. Na pomysł założenia podsłuchu u Danuty Mazur warszawska centrala początkowo nie chciała się zgodzić. Dopiero w 1960 r. - gdy resort uświadomił sobie, że nawet stała obserwacja nie daje rezultatu - trzy aparaty zaczęły działać w jej domu. Dzięki nim funkcjonariusze wiedzieli, że jakiś tajemniczy mężczyzna od czasu do czasu u niej przebywa. To jednak było za mało.
Mizerne efekty dała również obserwacja bezpośrednia innych członków rodziny. Jeden z takich punków obserwacyjnych musiał zostać zwinięty, bo w zimie funkcjonariusze i agenci potwornie pomarzli. Inni mimo wielotygodniowej pracy nie zauważyli nikogo. Za to strach padł na mieszkańców obserwowanych siedzisk. Sąsiedzi znajomych Franczaka zaskoczyli agentów na nadawaniu meldunków drogą radiową w leśnym uroczysku, innym razem spotkali funkcjonariuszy po cywilu podsłuchujących pod oknami.
Jesienią 1960 r. pojawiła się wreszcie szansa na sukces. Teść jednej z sióstr Franczaka popełnił samobójstwo. Przyczyną tragedii miały być spięcia wewnątrz rodziny z powodu ukrywającego się brata. "W celu wytworzenia antagonizmu do bandyty i jego siostry" funkcjonariusze SB przeprowadzili szereg rozmów. W kwietniu 1962 r. naczelnik wydziału III SB mjr. Stanisław Lipiec pisał jednak zrezygnowany: "ludzie ci z uwagi na brak możliwości ich rozpracowania stanowią dla nas pewien problem".
Nie powiodła się także akcja równoczesnego zapraszania na przesłuchania znajomych "Lalusia". W ciągu kilku kwietniowych dni 1963 r. do siedziby lubelskiej MO wezwano 62 osoby w czteroosobowych grupach. Funkcjonariusze liczyli, że wezwani w poczekalni będą ustalać treść zeznań. Ale zainstalowana tam aparatura podsłuchowa niczego nie nagrała. Łącznie w trakcie działań przeciwko Franczakowi "rozpracowaniem" objęto kilkaset osób. Na próżno.
Aż wreszcie w kwietniu 1963 r. został wezwany na przesłuchanie bratanek ojca Danuty Mazur – Stanisław Mazur. Oficer SB zaproponował mu współpracę i zapewnił o dyskrecji. Obiecał wynagrodzenie finansowe, a ten nie odmówił. Z czasem przejął inicjatywę we współpracy z bezpieką. Stanisław Mazur w teczkach figuruje jako agent "Michał".
Tymczasem początek lat sześćdziesiątych to dla "Lalusia" trudny okres. Przyjaciele czuli, że ciągłe ukrywanie się zostawia na jego psychice trwałe ślady. Był przygnębiony i zmęczony, przez co mniej uważny. Danucie Mazur miał się zwierzyć, że brakuje mu już siły, by ciągle się ukrywać. Ale innego zdania jest siostra Czesława Kasprzak. Według niej Józek był wtedy w doskonałej formie. Twierdził, że sytuacja międzynarodowa dojrzewa do wybuchu. Że będzie konflikt, jakaś wojna, że los wreszcie się odmieni. - Na każde zawołanie mógł mieć tysiąc chłopaków pod bronią. - mówi. - W 1963? - pytam. - Właśnie wtedy!
- W nocy śnił mi się nasz syn - tak Danuta Mazur wspomina dzień śmierci "Lalusia". Gdy to mówi, nie potrafi ukryć łez. - Śniło mi się, że mój syn Marek topił się, a Józka nie było. Zawsze mogłam liczyć na jego pomoc, a wtedy, w tym śnie - nie pomógł mi.
21 października 1963 - 35 funkcjonariuszy ZOMO i SB czekało tylko na umówiony sygnał od "Michała". Ten dokładnie informował, co robił "Laluś". A on był w Majdanie Kozic Górnych, w obejściu swych przyjaciół i współpracowników Jana i Wacława Beciów.

Strzelanina jak na froncie
Dokładny opis śmiertelnej strzelaniny znamy dzięki raportowi rozpracowującego go przez lata funkcjonariusza por. Ludwika Tarachy. W przeszłości panowie widzieli się przez kilkanaście sekund. Taracha, który bardzo sumiennie podszedł do powierzonego mu zadania, spędził w okolicy, gdzie ukrywał się "Laluś" wiele miesięcy. Przypadkowo natknęli się nawet na siebie na jakiejś leśnej polanie. Obaj przeszli wtedy koło siebie jak dwaj wracający z pola nieznajomi. - Józek wiedział, że to ten ubek. Trzymał palec na cynglu, tamten pewnie też - mówi Danuta Mazur. Ale do strzelaniny nie doszło. Kto się zawahał? Nie wiadomo...
21 października 1963 r. o godz. 14.30 cała wieś była już otoczona. Gdy "Laluś" wychodził z obejścia rodziny Beciów, natknął się na milicjantów. - Cofnął się do stodoły i wyszedł z grabiami na ramieniu. Udawał jakiegoś parobka - mówi Olszewska.
„Po sylwetce i zachowaniu domyśliłem się, że to może być Franczak" - relacjonował potem Taracha. - „Franczaka usiłował zatrzymać »przewodnik psa «, jednak Franczak zaczął uciekać do stodoły. Po dwóch minutach wypadł z innej strony i zaczął strzelać".
To był koniec. Osaczony, postanowił walczyć do końca. Mimo że z karabinów strzelało do niego kilku zomowców, kluczył po wsi i odpowiadał ogniem.
- To był front. Strzelanina jak na wojnie, kule świstały w powietrzu. Wojsko zatrzymywało ludzi wracających z pola i kładło na ziemię. Bałam się o krowy, nie wiedziałam, co się dzieje - wspomina 14-letnia wówczas Janina Wilkołek. - Jego granaty nie wybuchły, pistolet się zacinał - dodaje Anna Kasprzak, sąsiadka Wilkołek. Wspomnieniom przysłuchuje się Wiktoria Olszewska. - Byliśmy przerażeni, on nie.
Na stole w mieszkaniu siostry "Lalusia" leży protokół sekcji zwłok brata. Na schematycznym rysunku zaznaczone ślady po kulach. Franczak dostał serią w klatkę piersiową, w brzuch i nogę. Nie mógł przeżyć.
Czesława Kasprzak: - Gdyby tylko dobiegł do lasu, to może...
Danuta Mazur: - Zdradziła go najbliższa rodzina.
Anna Kasprzak: - Nie miał szans.

Głowę zabrali ubecy
Dziś w miejscu, gdzie padł śmiertelnie ranny, stoi zrujnowana chałupa. Kilka metrów obok nowy dom państwa Olszewskich. Prawnuki koleżanki ze szkoły "Lalusia" bawią się w kuchni. Starsza dziewczynka boi się pokrzyw i nie wejdzie za ciocią, by pokazać, gdzie rozegrała się tragedia.
Współpracownicy Franczaka mieli dużo szczęścia. Tylko Kazimierz Mazur i przyjaciel "Lalusia" Wacław Beć trafili po zakończeniu śledztwa za kraty. Pierwszy na pięć lat, drugi na trzy.
Syn Danuty Mazur i Józefa Franczaka dowiedział się, kim był jego ojciec, gdy miał około dziesięciu lat. - W szkole historii uczył mnie partyjniak - wspomina lata siedemdziesiąte. - Gdy powiedziałem, że 17 września 1939 r. Polskę napadli Ruscy, prawie rzucił się na mnie z pięściami. O ojca nie musiał pytać, wszystko wiedział.
Gdy Marek miał kilkanaście lat i zaczął się uganiać po sąsiedzkich wsiach za dziewczynami, starsi ludzie zatrzymywali go i wspominali ojca. - To były serdeczne spotkania.
Marek Franczak dopiero w 1992 r. dostał od sądu zgodę na noszenie nazwiska ojca.
Grób "Lalusia" znajduje się na cmentarzu w Piaskach. Ostatni partyzant leży w mogile bez głowy. Ta została odrąbana w prosektorium zaraz po sekcji zwłok i nigdy nie została zwrócona rodzinie. - Gdzie jest mój Józef? - pyta szeptem pani Danuta.

Ostatni niezłomny - Józef Franczak ps. "Lalek" - część 1>

Michał Wójcik
współpraca Sławomir Poleszak (IPN Lublin)

Cytaty za:
Zdzisław Broński „Uskok”, „Pamiętniki (1941 - maj 1949)". Wstęp redakcja naukowa, opracowanie dokumentów Sławomir Poleszak

Sławomir Poleszak „Kryptonim »Pożar «. Rozpracowanie i likwidacja ostatniego żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego Józefa Franczaka »Lalka «, »Lalusia « (1956-1963)". Publikacja ukaże się w grudniu 2005 w periodyku IPN „Pamięć i Sprawiedliwość” nr 8.

Michał Wójcik, dziennikarz, historyk, felietonista w „Mówią Wieki" i Radiu PIN, autor wydanego w zeszłym roku opracowania o Powstaniu Warszawskim

wtorek, 28 marca 2006, gregg71

Komentarze
Gość: WhiPow90, chello084010081166.chello.pl
2009/01/31 15:28:28
Bohaterowie umierają tylko raz. Ale pośmiertna hańba ,,Lalusia" nigdy nie zostanie spłacona... choćby byłych ubeków i zomowców na stosie żywcem rok przypiekać... CHWAŁA BOHATEROM!!!
-
Gość: pi, irt35.internetdsl.tpnet.pl
2009/03/20 12:37:50
coż.. dzięki takim ludziom możemy mówic w języku ojczystym, a Ci którzy go zabili , dzięki nim uczyliśmy sie rosyjskiego ..... coraz mniej tych ludzi zostało... wkrótce to będzie już tylko historia...
-
Gość: matrix, bih138.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/13 14:42:24
Jak widać to wspomnienie wilekiego Polaka , człowieka który za życia stał się historią.
-
Gość: , achw228.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/10 09:44:23
Chwała Bohaterom!
-
Gość: Hiljot@op.pl, rf.ists.pl
2011/03/06 19:03:06
Znam wiele szczegółów, ponieważ przed wojną Franczak służył z moim Ojcem w tym samym plutonie żandarmerii w Równem, a w czasie wojny spotkał go na lubelszczyźnie, gdzie mieszkaliśmy u Ojca siostry w okolicy Kozic. Znam bezpośrednie powody jego dezercij z LWP (służył z Ojcem w kompanii ochrony sztabu 2 Armii LWP w Kąkolownicy). oraz inne szczegóły z opowiadań Ojca. HJ
-
Gość: jacekw, 178.180.2.178.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2011/12/04 21:03:07
Oglądałem dziś w TVP Historia dokument o śp Lalku.To niewiarygodne jak mocny musiał mieć kręgosłup moralny,aby znieść te wszystkie przeciwności i przetrwać wśród wilków przez tyle lat.Wieczna chwała Mu.
-
Gość: amstaf358@wp.pl, public-gprs395424.centertel.pl
2012/12/04 17:15:53
Tak czytam te życiorysy WYKLĘTYCH i nasuwa mi się taka refleksja że większośc NIEZŁOMNYCH zgineła na skutek zdrady wprowadzonych w Ich grono konfidentów i agentów UB.i to niejednokrotnie ze strony przekabaconych sąśiadów, kolegów, własnych żołnierzy, a nawet bliskiej rodziny....tak było w przypadku mir Ognia,oddziału Wiarusy,czy Bartka,itd...to smutne i...tragiczne, JUDASZE PRZEKLĘCI oby ktoś kiedyś n....ł na wasze groby!
-
Gość: ni-ek, 178235138154.warszawa.vectranet.pl
2013/03/05 11:00:55
Kolejny kamień na POLSKIM SZAŃCU ,po JÓZEFIE FRANCZAKU następny był dopiero PŁK. KUKLIŃSKI-- WIECZNA CHWAŁA NIEZŁOMNYM POLSKIM OBROŃCOM --
-
Gość: polak, host-94-230-24-52.futuroexito.pl
2013/03/14 15:26:50
A nikt nie uważa że należy mówić osobie nikczemnika Ludwika Tarachy i o jego potomkach,co robią ,czym się zajmują i jaki jest ich stosunek do przodka łobuza i zbrodniarz a.Winni są to Polsce i rodzinie zamordowanego śp.Józefa Franczaka