Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
czwartek, 21 lutego 2013
środa, 20 lutego 2013
Kolejne ofiary komunistów zidentyfikowane !
IPN zidentyfikował kolejnych bohaterów zamordowanych przez komunistycznych oprawców !



Tadeusz Pelak, Bolesław Budelewski, Stanisław Abramowski i Stanisław Kasznica to kolejne nazwiska ofiar komunistycznego terroru zidentyfikowane w wyniku prac ekshumacyjnych prowadzonych od lata 2012 roku na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Wyniki ekshumacji ogłosił w środę 20 lutego prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński.


Projekt naukowo-badawczy „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944-1956" realizowany jest przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości przy współpracy z Miastem Stołecznym Warszawa.
 

Tadeusz Pelak (1922-1949), ps. „Junak”, porucznik Armii Krajowej / Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. W konspiracji ZWZ/AK od 1941 r. W okresie okupacji niemieckiej służył w oddziale dyspozycyjnym Kedywu pod dowództwem: cichociemnych ppor. Jana Poznańskiego „Ewy”, ppor. Stanisława Jagielskiego „Sipaka”, ppor. Czesława Piaseckiego „Agawy” i mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. W lipcu 1944 r., zgodnie z rozkazem mjr „Zapory” zaniechał konspiracyjnej działalności po wkroczeniu wojsk sowieckich na teren Lubelszczyzny. Prowadził restaurację w Halinówce, w której znajdował się punkt kontaktowy wszystkich pododdziałów zgrupowania. Niespełna rok później w maju 1945 r. wraz z grupą Tadeusza Orłowskiego „Szatana” wziął udział w akcji na posterunek MO w Nałęczowie. Wkrótce dołączył do odtworzonego zgrupowania mjr Dekutowskiego. Jesienią 1945 r. i w lutym 1947 r. skorzystał z amnestii ogłoszonych przez komunistyczną władzę. Latem 1947 r. mjr „Zapora” kwaterował w domu jego rodziców. W tym czasie został wyznaczony do pierwszej grupy, która miała opuścić Polskę, wraz z mjr. „Zaporą”, kpt. Stanisławem Łukasikiem „Rysiem”, por. Romanem Grońskim „Żbikiem”, por. Arkadiuszem Wasilewskim „Białym”, ppor. Edmundem Tudrujem „Mundkiem” i ppor. Jerzym Miatkowskim „Zawadą”. Wszyscy zostali zatrzymani 16 września 1947 r. przez funkcjonariuszy UB w Nysie. Przez ponad rok przechodził brutalne śledztwo połączone z torturami. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 15 listopada 1948 r.  skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 7 marca 1949 r.  w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie razem z  mjr. H. Dekutowskim „Zaporą”, kpt. S. Łukasikiem „Rysiem”, por. R. Grońskim „Żbikiem”, por. A. Wasilewskim „Białym”, ppor. E. Tudrujem „Mundkiem”  i ppor. J. Miatkowskim „Zawadą”.


Bolesław Budelewski (1910-1948), pseudonim „Pług”, żołnierz Armii Krajowej i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W okresie okupacji niemieckiej żołnierz Obwodu AK Ostrołęka. Od stycznia 1946 r. w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym, dowódca kompanii terenowej NZW w gminie Troszyn, podlegającej Komendzie Powiatu „Orawa” (Ostrołęka). 24 lipca 1947 r. ujęty przez funkcjonariuszy UB pod zarzutem działalności w strukturach NZW. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 5 maja 1948 r. skazany na karę śmierci. Zamordowany 15 lipca 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.


Stanisław Abramowski (1922-1948), pseudonimy „Bury” i „Partyzancik”, żołnierz Armii Krajowej, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” oraz Narodowych Sił Zbrojnych (Narodowego Zjednoczenia Wojskowego), żołnierz oddziałów partyzanckich „Mściciela” (WiN) oraz „Orła” (NSZ-NZW). W okresie okupacji niemieckiej był żołnierzem Obwodu AK Mińsk Mazowiecki. Po zakończeniu II wojny światowej został wcielony do 15 p.p. „ludowego” Wojska Polskiego, skąd zdezerterował w 1945 r. W połowie 1946 r. wstąpił do Zrzeszenia WiN. Walczył w oddziale Janusza Kotowskiego „Mściciela” (OP „Pogoń”), działającym w powiatach Siedlce, Węgrów i Mińsk Mazowiecki. Uczestniczył w wielu akcjach bojowych z zakresu samoobrony przed komunistycznym aparatem represji. 31 marca 1947 r. ujawnił się przed komisją amnestyjną. Od czerwca 1947 r. wznowił działalność konspiracyjną. 26 kwietnia 1948 r. został ujęty przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie orzekającego na sesji wyjazdowej w Kałuszynie 21 lipca 1948 r. skazany na karę śmierci. Zamordowany 30 lipca 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.


Stanisław Kasznica (1908-1948),  pseudonimy „Maszkowski”, „Przepona”, „Wąsal”, „Wąsowski”, „Stanisław”, „Stanisław Piotrowski”, porucznik Wojska Polskiego, podpułkownik i komendant Narodowych Sił Zbrojnych, kawaler orderu Virtuti Militari V klasy i Krzyża Walecznych (dwukrotnie). Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim. Działacz „Bratniej Pomocy”. Od 1934 r. działacz Obozu Narodowo-Radykalnego, członek Organizacji Polskiej – tajnej struktury kierowniczej ONR. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 roku. Konspiracyjną działalność niepodległościową rozpoczął w szeregach Grupy „Szańca” wywodzącej się z przedwojennego ONR - „ABC”. Członek powołanego na przełomie 1939-1940 roku Komisariatu Cywilnego, kadrowej organizacji obozu narodowego, której celem było przygotowanie administracji na wyzwolonych spod okupacji terenach Polski. Po utworzeniu NSZ pełnił funkcję szefa Administracji Ogólnej w strukturach Służby Cywilnej Narodu. Od jesieni 1943 r. członek Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Od września 1944 r. do stycznia 1945 r. komendant Okręgu NSZ Częstochowa, następnie od stycznia do sierpnia 1945 r., komendant Inspektoratu „Zachód” NSZ-OP. Od czerwca 1945 r. szef wywiadu OP, a od sierpnia 1945 r. p.o. komendanta głównego NSZ-OP. Na przełomie 1945 i 1946 r. wraz z grupą kadry NSZ-OP wszedł do NZW. 15 lutego 1947 r. aresztowany w Zakopanem przez funkcjonariuszy Departamentu III MBP. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 2 marca 1948 r. skazany na karę śmierci. Zamordowany 12 maja 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.


Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie od lipca zeszłego roku prowadzone są ekshumacje ofiar terroru komunistycznego. Podczas prac wykopaliskowych wydobyto łącznie szczątki 117 osób. Na terenie kwatery na tzw. Łączce w latach 1948-1956  pochowano  kilkaset osób zamordowanych przez UB. Wśród poszukiwanych są bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego, powstańcy warszawscy i żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego.

Kolejny etap ekshumacji na Powązkach rozpocznie się w kwietniu 2013 r. Na wrzesień  planowane są też prace ekshumacyjne na warszawskim Służewie. Identyfikacja ofiar terroru komunistycznego jest możliwa dzięki badaniom DNA. Prace te prowadzone są w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, powstałej w efekcie umowy między IPN, a Pomorskim Uniwersytetem Medycznym, zawartej we wrześniu 2012 roku.

Edmund Bukowski, Stanisław Łukasik i Eugeniusz Smoliński – to trzy zidentyfikowane wcześniej w ten sposób ofiary terroru komunistycznego. Ich nazwiska ogłosił prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński w grudniu ubiegłego roku.

Porucznik Armii Krajowej okręgu wileńskiego Edmund Bukowski był oficerem łączności straconym 13 kwietnia 1950 r. w więzieniu mokotowskim. Kapitan Stanisław Łukasik, żołnierz AK oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, był jednym z grupy zamordowanych 7 marca 1949 r. Chemik, specjalista od materiałów wybuchowych Eugeniusz Smoliński służył w referacie materiałów wybuchowych w Komendzie Głównej AK. Jego egzekucję przeprowadzono podczas sfingowanego pokazowego procesu 9 kwietnia 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Źródło: Instytut Pamięci Narodowej>
Strona główna>

wtorek, 19 lutego 2013
66. rocznica śmierci mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca"
66. rocznica śmierci mjr. Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" i kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca".

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

W dniu dzisiejszym, 19 lutego 2013 roku, przypada 66. rocznica zamordowania przez komunistycznych oprawców dwóch wybitnych oficerów podziemia antykomunistycznego w Polsce: majora Franciszka Jaskulskiego "Zagończyka" i kapitana Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca”.
_
Mjr. Franciszek Jaskulski "Zagończyk" i kpt. Stanisław Sojczyński "Warszyc".

19 lutego 1947 r., na trzy dni przed wejściem w życie ustawy amnestyjnej, w dwóch różnych więzieniach stracono dowódcę oddziałów Związku Zbrojnej Konspiracji, mjr. "Zagończyka" (w Kielcach) i twórcę Konspiracyjnego Wojska Polskiego, kpt. "Warszyca" (w Łodzi). Ci dwaj oficerowie Wojska Polskiego, Armii Krajowej i powojennej partyzantki niepodległościowej, to jedni z najbardziej bohaterskich żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i najwspanialsze postacie antykomunistycznego oporu przeciwko sowietyzacji Polski.

Protokół wykonania wyroku śmierci na mjr. Franciszku Jaskulskim "Zagończyku"


Protokół wykonania wyroku śmierci na kpt. Stanisławie Sojczyńskim "Warszycu"

GLORIA VICTIS !

Więcej na temat mjr. "Zagończyka" i kpt. "Warszyca" czytaj:

Strona główna>

poniedziałek, 18 lutego 2013
1 marca we Włodawie
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych we Włodawie - 1 marca 2013 r.


sobota, 16 lutego 2013
Profanacja pomnika "Inki" w Krakowie
Haniebna profanacja pomnika Danuty Siedzikówny "Inki" w Krakowie



W krakowskim Patriotycznym Parku Jordana 16 lutego 2013 r. (prawdopodobnie w nocy) zniszczony został pomnik Danuty Siedzikowny "Inki", odsłonięty w ubiegłym roku podczas patriotycznej uroczystości w dniu 16 września 2012 r.

Farbą oblano także postument, na którym wypisane są słowa "Zachowałam się jak trzeba..." - słowa, którymi "Inka" wytłumaczyła, dlaczego nie chciała prosić o akt łaski prezydenta Bieruta.




Ta niepełnoletnia jeszcze dziewczyna zamordowana strzałem w tył głowy  w wyniku mordu sądowego,  podczas instalacji systemu komunistycznego zachowała się jak trzeba – co głosi napis na jej pomniku w Parku Jordana.

1 marca tego roku w Patriotycznym Parku Jordana, także pod pomnikiem "INKI"  mają się odbyć uroczystości z okazji Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". Program uroczystości jest już nagłaśniany i widocznie wywołuje reakcje miłośników  nie do końca  obalonego systemu komunistycznego.

Ci, którzy nie potrafili i nie potrafią  zachować się jak trzeba niszczą wszelkie ślady pamięci  o tych, którzy winni być wzorem dla Polaków w XXI wieku.


Sprofanowany został także, choć w mniejszym stopniu, pomnik innego wielkiego Polaka – Andrzeja Małkowskiego, jednego z twórców polskiego skautingu, instruktora i teoretyka harcerstwa, działacza polskich organizacji młodzieżowych i niepodległościowych, stanowiącego wzór dla młodzieży harcerskiej.


Serwis Stefczyk.info przeprowadził rozmowę z Tadeuszem Płużańskim. Wywiad z autorem książek o bohaterach polskiego podziemia niepodległościowego i ich oprawcach, dotyczył profanacji pomnika "Inki" w Parku Jordana.
To powinien być idealny wzór dla młodzieży - mówi o "Ince", której pomnik w Krakowie sprofanowano, Tadeusz Płużański, publicysta, autor książki "Bestie. O ludziach którzy w czasach PRL mordowali polskich patriotów"
Stefczyk.info: Jak do tego mogło dojść? Dlaczego ktoś zniszczył pomnik osoby, co do której bohaterstwa nie można mieć wątpliwości, którą należy zawsze stawiać za wzór?

Tadeusz Płużański: Były już w przeszłości ataki "nieznanych sprawców" na popiersie pułkownika Kuklińskiego w tym samym parku. Oczywiście tych "nieznanych sprawców" nie udało się ustalić. Tak samo pewnie będzie teraz. Ja podejrzewam, że to są po prostu podobne środowiska, którym idea niepodległości nie jest bliska. Nie utożsamiają się z drogą "Inki" tuż po wojnie czy też z droga Kuklińskiego w okresie późniejszym, a to przecież jest ta sama droga. Oni oboje walczyli o Polskę, tyle, że w różnym okresie, ale cel był ten sam. Moim zdaniem za tymi profanacjami stoją siły, które te ich wybory potępiają. Niestety, ale są to spadkobiercy ich oprawców. Im się upamiętnianie naszych bohaterów nie podoba i będą robili wszystko, żeby nawet po śmierci tych ludzi zdyskredytować. No, ale to jest robota na krótka metę.
Jeśli widzimy ten park Jordana w Krakowie, to jest coś pięknego. Są tam przecież popiersia naszych największych bohaterów. Obok "Inki" są tam przecież i rotmistrz Pilecki i generał Fieldorf i szereg innych pięknych postaci. Nie da się tych pomników zniszczyć na tyle, żeby tych bohaterów wymazać z pamięci.

Stefczyk.info: A dlaczego do takich profanacji dochodzi? Może to brak edukacji, nauki, opowiadania o tych bohaterach, przypominania biografii?

Tadeusz Płużański: Ja myślę, że to jest jednak celowe działanie, to nie wynika z niewiedzy. Tylko to są celowe próby zniszczenia tych osób. Do tego dochodzi, oczywiście jakiś element chuligaństwa, ale to przede wszystkim akcja polityczna. Przypomnę, że na Kuklińskiego z farbą rzucano się już co najmniej dwa razy. Akurat jego to dotykało, a nie np. Ignacego Paderewskiego, którego popiersie stoi obok. To jest znamienne, że to nie jest tylko barbarzyństwo, ale jest to zaplanowana akcja wymierzona w konkretną ideę i konkretne osoby, które tę ideę reprezentowały.

Stefczyk.info: A jak należy o "Ince" opowiadać, żeby zapewnić jej "nietykalność" po śmierci, żeby takim aktom wandalizmu zapobiegać na przyszłość?

Tadeusz Płużański: Życiorys "Inki" czy innych żołnierzy wyklętych dla mnie bronią się same. Ale oczywiście trzeba z tym ich przesłaniem docierać do ludzi. Akurat "Inka" jest idealnym przykładem dla młodych ludzi. Przecież w momencie śmierci ona miała niespełna osiemnaście lat. Już w tak młodym wieku walczyła o Polskę. To powinien być idealny wzór dla młodzieży.


Danuta Siedzikówna "Inka" (1928-1946)




28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15 w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej 12, komunistyczni oprawcy zamordowali siedemnastoletnią sanitariuszkę 5 Brygady Wileńskiej AK Danutę Siedzikówną ps. „Inka”. Wraz z nią śmierć poniósł oficer wileńskiej AK ppor. Feliks Selmanowicz ps. Zagończyk”. Umierali z okrzykiem „Jeszcze Polska nie zginęła!” i „Niech żyje „Łupaszko”!”. „Inka” i  „Zagończyk” zostali zabici strzałem w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego, ppor. Franciszka Sawickiego, ponieważ strzały  z 10 pepesz plutonu mającego wykonać wyrok jedynie drasnęły dziewczynę i poraniły jej towarzysza niedoli, choć żołnierze strzelali z odległości trzech kroków. Do dziś rodzinom nie udało się odnaleźć miejsca ich pochówku. Wyrok śmierci był komunistyczną zbrodnią sądową, a zarazem aktem zemsty  i bezradności UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”.

„Inka” została  aresztowana w Gdańsku rankiem 20 lipca 1946 r. Po bestialskim śledztwie  3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał ją na śmierć. „Inka” nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała prośby o ułaskawienie; pismo podpisał jej obrońca. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, napisała:

"Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba".


Danuta Siedzikówna "Inka" (1928-1946)

Danuta Siedzikówna urodziła się 3 września 1928 r. we wsi Guszczewina k. Narewki w pow. Bielsk Podlaski. Była drugą córką leśnika Wacława Siedzika i Eugenii z Tymińskich. W rodzinie żywe były polskie tradycje patriotyczne. Ojciec w 1913 r., podczas studiów w Petersburgu, został aresztowany przez władze carskie za udział w tajnej polskiej organizacji młodzieżowej i zesłany w głąb Rosji, skąd do Polski wrócił dopiero w 1926 r. Babcia Helena  Tymińska spokrewniona była z rodziną Orzeszków, znała dobrze Elizę Orzeszkową. Świadomość rodzinnej przeszłości wywarła duży wpływ na ukształtowanie osobowości i postawy przyszłej sanitariuszki. Do wojny rodzina Siedzików mieszkała w leśniczówce w Olchówce pod Narewką, gdzie pracował ojciec „Inki”. Danuta Siedzikówna była jedną z trojga rodzeństwa, miała młodszą o trzy lata siostrę Irenę i o rok starszą Wiesławę. Do 1939 roku uczyła się w szkole powszechnejw Olchówce, potem zaś w szkole sióstr salezjanek w Różanym Stoku pod Grodnem. Dalszą naukę przerwała jej wojna.

We wrześniu 1939 r. tereny rodzinne Danuty został zajęte na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przez Armię Czerwoną i znalazł się pod okupacją sowiecką. Wacław Siedzik, podobnie jak wielu polskich leśników uznanych przez władze komunistyczne za osoby szczególnie związane z państwem polskim - a co za tym idzie - niebezpieczne, został w 1940 r. aresztowany przez NKWD i wywieziony do kopalni złota na Syberii. Po wybuchu w czerwcu 1941 r. wojny pomiędzy Związkiem Sowieckim i III Rzeszą, został zwolniony z obozu i wraz z armią gen. Andersa znalazł się na terenie Iranu. Tam, w Teheranie, sprawował funkcję komendanta obozu dla polskich uchodźców cywilnych. Na skutek ciężkich przeżyć oraz z powodu słabego zdrowia nadwątlonego dwukrotnym zesłaniem zmarł w Iranie, wkrótce po opuszczeniu przez armię Andersa Rosji. Jego grób znajduje się na cmentarzu polskim w Teheranie.

Po aresztowaniu Wacława Siedzika przez NKWD, jego rodzina została usunięta przez władze sowieckie z leśniczówki w Olchówce. Musiała zamieszkać w niedalekiej Narewce, tutaj też zastał ją wybuch wojny niemiecko - sowieckiej. Prawdopodobnie już wtedy matka „Inki”, Eugenia Siedzik, miała kontakty z polską konspiracją niepodległościową. W lipcu 1941 r. Narewka znalazła się pod okupacją niemiecką. Matka Danuty była aktywną uczestniczką Armii Krajowej, należała do siatki terenowej AK na Podlasiu. Za udział w konspiracji została aresztowana przez Niemców w listopadzie 1942 roku, a 25 listopada tegoż roku osadzona jako więzień polityczny w więzieniu  w Białymstoku (figuruje pod poz. 843 na wykradzionej przez wywiadowczynię AK liście  więźniów Gestapo z numerami akt sprawy 5321/42 i 48/42). Z przekazywanych przez nią z więzienia grypsów wynikało, iż osoby, które spowodowały jej aresztowanie należały do kolaborującego z Niemcami komitetu białoruskiego z Narewki. Po ciężkim śledztwie i torturach została zamordowana w połowie września 1943 r. w lesie pod Białymstokiem. Danusia po raz ostatni widziała matkę w szpitalu więziennym w Białymstoku strasznie zmasakrowaną. „Inka” miała wtedy zaledwie piętnaście lat. Grobu zamordowanej matki nigdy nie odnalazła.

Danuta Siedzikówna "Inka" (1928-1946)

Trzema osieroconymi córkami małżeństwa Siedzików zaopiekowała się babcia, matka ich ojca. Dwie starsze, Wiesława i Danuta, pomimo bardzo młodego wieku, zostały zaprzysiężone jako żołnierze Armii Krajowej. Danuta wstąpiła w szeregi konspiracji w grudniu 1943 r. i stała się żołnierzem Armii Krajowej ośrodka Hajnówka-Białowieża. Praca konspiracyjna w tym ośrodku prowadzona była w bardzo trudnych warunkach. Śmiertelne zagrożenie stanowili tu nie tylko Niemcy, ale też i współpracujący z nimi „aktywiści” białoruscy (którzy zadenuncjowali Gestapo wielu polskich niepodległościowców) oraz uczestnicy komunistycznych „jaczejek”, związanych z wrogą wobec Polski i Polaków partyzantką sowiecką. Danuta Siedzikówna początkowo pełniła funkcję łączniczki na terenie swego macierzystego ośrodka. Przeszła ogólne przeszkolenie wojskowe, a także ukończyła kursy sanitarne. Danuta Siedzikówna „Inka” do połowy 1945 r. mieszkała w Narewce i pracowała jako urzędniczka w miejscowym nadleśnictwie.

W lipcu 1944 r. tereny powiatu Bielsk Podlaski zostały zajęte przez nadciągającą ze wschodu Armię Sowiecką. Biorące udział w akcji „Burza” oddziały AK atakujące wycofujących się Niemców, były po ujawnieniu się wobec władz sowieckich rozbrajane, a ich żołnierze wywożeni do obozów w głębi ZSRR. Pod koniec wojny do oddziałów partyzanckich przedostali się konfidenci NKWD, których zadaniem było rozpracowanie armii podziemnej. Na podstawie zebranych informacji już po rozformowaniu oddziałów nastąpiły aresztowania. 6 czerwca 1945 r. również „Inkę” zatrzymano razem ze wszystkimi pracownikami nadleśnictwa za współpracę z niepodległościowym podziemiem. W czasie transportu do siedziby UBP w Białymstoku została wraz z grupą uwięzionych odbita przez patrol 5 Brygady Wileńskiej AK (podległej w tym czasie Komendzie Okręgu Białostockiego AK), dowodzony przez Stanisława Wołoncieja „Konusa”. Pod opieką Wacława Beynara „Orszaka” uwolnieni dotarli do miejsca postoju Brygady, dowodzonej przez mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” w miejscowości Śpieszyn. W oddziale rozpoczęła służbę sanitariuszki pod pseudonimem „Inka”. Walczyła w szwadronach por. Jana Mazura „Piasta”, a następnie por. Mariana Plucińskiego „Mścisława”. We wrześniu 1945 r., po rozwiązaniu Brygady na okres zimowy, wyjechała do Olsztyna. Niedługo później UB aresztowało siostrę „Inki” Wiesławę, która szybko zorientowała się, że chodziło im o Dankę. Aresztowana miała to szczęście, że trafiła na funkcjonariusza UB, któremu kiedyś wyświadczyła niecodzienną przysługę. Była świadkiem na jego tajnym ślubie kościelnym. To uratowało ją przed biciem i prawdopodobnie przyczyniło się do jej zwolnienia. Jednak po zwolnieniu Wiesława zauważyła, że jest śledzona, dlatego przekazała Dance informację, by ta trzymała się jak najdalej od rodziny. Z pomocą przyszedł przyjaciel ojca i ojciec chrzestny Danki, Stefan Obuchowicz. Wyrobił jej fałszywe papiery na swoje nazwisko i załatwił pracę kancelistki w leśnictwie Miłomłyn koło Ostródy.

4 szwadron 5 Brygady Wileńskiej AK. Ostatni rząd od prawej: Danuta Siedzikówna "Inka", Jerzy Lejkowski "Szpagat", por. Marian Pluciński "Mścisław", ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, NN, Jerzy Fijałkowski "Stylowy", w pierwszym rzędzie od lewej drugi Witold Goldzisz "Radio", trzeci Zdzisław Badocha "Żelazny".

W styczniu 1946 r., po wznowieniu działalności Brygady (podporządkowanej w tym okresie  Eksterytorialnemu Okręgowi Wileńskiemu AK), „Inka” podjęła służbę w szwadronie ppor. Zdzisława Badochy „Żelaznego”, w którym również pełniła funkcję sanitariuszki. Wykonywała też zadania łączniczki i kurierki, wyjeżdżając na odległe nieraz punkty kontaktowe. Na co dzień, jak wszyscy partyzanci, chodziła w mundurze Wojska Polskiego. Cieszyła się dużym zaufaniem dowódców, a także uznaniem i przyjaźnią kolegów. Tak wspominał „Inkę” sierż. Olgierd Christa „Leszek”, jeden z jej ówczesnych przełożonych:

„Była bardzo lubiana za swoją skromność, a jednocześnie hart i pogodę ducha. Znosiła trudy z równą chłopcom, a niekiedy bardziej zadziwiającą wytrzymałością, szczególnie psychiczną. Raz tylko prosiła w czasie powrotu znad Wisły, by ktoś przejął jedną z jej ciężkich toreb. Maszerowaliśmy prawie półbiegiem ze względu na odległe miejsce postoju, a ją właśnie gnębił brak formy”.

Danusia uczestniczyła jako sanitariuszka w walkach szwadronu z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW. Warto wspomnieć, że podczas akcji bojowych udzielała pomocy sanitarnej nie tylko rannym partyzantom, ale również rannym milicjantom, na co istnieją liczne zeznania i świadkowie.

Kadra 5 Brygady Wileńskiej AK, rok 1945. Stoją od lewej: ppor.cz.w. Henryk Wieliczko "Lufa", zamordowany 14 marca 1949 r. na Zamku Llubelskim, por. Marian Pluciński "Mścisław", zamordowany 28 czerwca 1946 r. w białostockim więzieniu, mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", zamordowany 8 lutego 1951 r. na Mokotowie, wachm. Jerzy Lejkowski "Szpagat", ppor. Zdzisław Badocha "Żelazny", poległ w walce z UB 26 czerwca 1946 r. w Czerninie koło Sztumu.

Podczas jednej z potyczek z funkcjonariuszami UB w czerwcu 1946 roku został ranny ppor. „Żelazny”. Pozostawiony na konspiracyjnej kwaterze w majątku w Czerninie, poległ 26 czerwca 1946 roku w walce z bronią w ręku, osaczony przez komunistyczną grupę operacyjną. Sierż. „Leszek”, okresowo dowodzący szwadronem, który „odskoczył” w Bory Tucholskie, nie wiedząc o śmierci „Żelaznego” wysłał „Inkę” w dniu 13 lipca 1946 roku do Gdańska, z zadaniem nawiązania kontaktu z porucznikiem, a także zakupu niezbędnych lekarstw i środków medycznych. Tak  Olgierd Christa wspominał „Inkę” w dniu wyjazdu:

„To była bardzo skromna dziewczyna. Była bardzo obowiązkowa. Nie pamiętam, by się kiedykolwiek skarżyła, choć nie brakowało długich, forsownych marszów.  W lipcu wysłałem ją  do Gdańska po medykamenty dla oddziału. Kiedy stanęła przede mną, żeby zameldować gotowość wyjazdu, spojrzałem zdziwiony, jakbym ujrzał kogoś nieznanego. Była zawsze ubrana w wojskowy uniform i w wojskowe buty. Teraz stała przede mną smukła, uśmiechnięta, ładna dziewczyna, w pożyczonej gdzieś na wsi letniej sukience”.

Niestety, „Leszek” nie wiedział, że zadanie jakim obarcza dziewczynę jest już nieaktualne, ale nie miał też świadomości, że jedna z łączniczek cieszących się zaufaniem dowództwa - Regina Żylińska-Mordas pseud. „Regina”, podjęła współpracę z UB i wydała szereg punktów kontaktowych 5 Brygady Wileńskiej. Gdy „Inka” nocą 19/20 lipca 1946 r. zjawiła się w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich przy ul. Wróblewskiego we Wrzeszczu, stanowiącym jeden z takich punktów, prawdopodobnie była już śledzona przez UB. Następnego dnia o świcie do mieszkania wpadli funkcjonariusze UB i aresztowali osoby tam przebywające.

Żołnierze 4 Szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK, w górnym rzędzie od lewej: por. Marian Pluciński "Mścisław", plut. Henryk Wieliczko "Lufa", NN, plut. Zdzisław Badocha "Żelazny", środkowy rząd: plut. Jerzy Lejkowski "Szpagat", kpr. Zbigniew Fijałkowski "Pędzel", NN, na dole: Danuta Siedzikówna "Inka", NN "Beduin", Leonard Mikulski "Sęp", NN; Białostocczyzna 1945 r.

Danuta Siedzikówna „Inka” przeszła przez bardzo ciężkie i brutalne śledztwo prowadzone w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa w Gdańsku. Krzysztof Wójcik w artykule poświęconym „Ince” pisał:

„Dokładnie nie wiadomo, jak dziewczyna była traktowana podczas śledztwa. Do dziś zachowały się tylko relacje pośrednie. Strażniczka o imieniu Sabina mówiła, że „Inka” była bita i poniżana podczas śledztwa [...]. Potem miał się odbyć pokazowy proces. Jeszcze przed wydaniem wyroku wiedzieliśmy, że będzie rozstrzelana - mówi były pracownik więzienia przy Kurkowej. - Władza ludowa nie miała pobłażania dla bandytów od „Łupaszki”.”

31 lipca 1946 r., w dniu najdłuższego przesłuchania „Inki”, prokurator podpisał skierowanie jej sprawy do Wojskowego Sądu Rejonowego w Gdańsku, gdzie została rozpatrzona w trybie doraźnym. Akt oskarżenia podpisał oficer śledczy UB z Gdańska Andrzej Stawicki. Rozprawa odbyła się 3 sierpnia 1946 r. w gdańskim więzieniu przy ul. Nowe Ogrody. Najważniejszymi zarzutami postawionymi „Ince” były: udział w akcji w Starej Kiszewie oraz walkach koło Podjazdów i w Tulicach. W tym ostatnim przypadku zarzucano jej wydanie rozkazu rozstrzelania dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Były to kompletnie absurdalne zarzuty, gdyż sanitariuszka po prostu nie mogła wydać takiego polecenia żołnierzom; nawiasem mówiąc zajęta była udzielaniem w tym czasie pomocy rannym. Niestety, obciążyli ją fałszywymi zeznaniami milicjanci i ubecy, ludzie, którym partyzanci darowali życie. Niezgodne z prawdą zeznania złożyli: pracownik UB ze Sztumu Eugeniusz Adamski i milicjant Franciszek Babicki. Z kolei Longin Ratajczyk, milicjant uczestniczący w potyczce koło wsi Podjazdy twierdził, że „Inka” strzelała do niego z pistoletu, co również było nieprawdą. Można jedynie domyślać się, że milicjanci kłamali na polecenie UB. Jedynie ranny pod Tulicami funkcjonariusz MO Mieczysław Mazur zeznał, iż sanitariuszka „Inka” dała mu opatrunek i nie potwierdził kłamstw swoich kolegów. Ni emiało to jednak żadnego znaczenia. Sąd skazał dziewczynę na karę śmierci. Sędziowie wydający ów wyrok, mieli pełną świadomość, że orzekają taką karę wobec osoby niepełnoletniej, bowiem informacja, iż „Inka” nie miała jeszcze skończonych 18 lat, odnotowana została w uzasadnieniu wyroku.

Danuta Siedzikówna nie uległa namowom obrońcy z urzędu i nie podpisała się pod pismem do Bieruta o ułaskawienie. Pismo zredagowane w pierwszej osobie („Ja, Danuta Siedzikówna...”) podpisał jej obrońca podkreślając, iż „Inka” jest sierotą, matka zginęła z rąk Niemców, zaś ojciec zaginął wywieziony na wschód. Skład sędziowski zaopiniował prośbę negatywnie. Nie miała ona i tak żadnego znaczenia, nikt nie zmierzał traktować jej poważnie - wyrok bowiem wykonano, nim do Gdańska dotarła odmowna odpowiedź Bieruta. Okoliczność, że w dniu wydania wyroku śmierci, jak i w dniu jego wykonania „Inka” nie miała skończonych 18 lat w ogóle nie została wzięta pod uwagę. W przesłanym siostrom Halinie i Jadwidze Mikołajewskim z Gdańska grypsie z więzienia Danka napisała:

„Jest mi smutno, że muszę umierać. Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”.

Zdanie to należy tłumaczyć nie tylko odmową podpisania prośby o ułaskawienie, lecz także przebiegiem śledztwa, podczas którego poza pseudonimami kolegów niczego nie ujawniła, a ubowcom nie udało się nawet wydobyć od niej informacji, na jakiej stacji kolejowej zaplanowano spotkanie z kurierem, który miał ją z powrotem doprowadzić do oddziału.

Protokół wykonania wyroku śmierci na Danucie Siedzikównej "Ince".

Danuta Siedzikówna „Inka” została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., o godz. 6.15, wraz ze skazanym na śmierć oficerem 5 Brygady Wileńskiej  AK - ppor. Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem”, dowódcą pięcioosobowego samodzielnego patrolu bojowo-dywersyjnego na okręg gdańsko-olsztyński, który zdobywał środki na działalność organizacyjną. Dwójka skazańców do końca zachowała postawę godną żołnierzy Armii Krajowej. Przed śmiercią wykrzyknęli „Niech żyje Polska!”. Dziesięciu żołnierzy ze specjalnej jednostki KBW w Gdańsku oddało niecelne strzały. „Inka” i ppor. „Zagończyk” zostali zamordowani strzałami w głowę przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego.

Ppor. Feliks Selmanowicz „Zagończyk”, zdjęcie wykonane przez UB w Gdańsku.

Przebieg egzekucji znany jest ze szczegółowych relacji złożonych w gdańskim oddziale IPN przez dwóch świadków: ks. Mariana Prusaka, który spowiadał oboje skazańców i był przy nich do końca oraz ówczesnego zastępcy naczelnika więzienia w Gdańsku Alojzego Nowickiego, który zeznał, że „do „Inki” strzelało 10 żołnierzy, każdy miał 10 sztuk amunicji w bębnie pepeszy. Wobec niepowodzenia egzekucji, choć wystrzelono 100 kul z odległości kilku kroków, do słaniającej się dziewczyny podszedł oficer UB i z bliska strzelił jej w głowę. Zanim to zrobił, „Inka” zdążyła jeszcze krzyknąć: „Niech żyje „Łupaszko!”.”

Miejsce pochówku „Inki” zostało przez UB utajnione. Jednak nawet po śmierci niewinna sanitariuszka stanowiła duże zagrożenie dla komunistów. Jeszcze w 1969 roku ukazała się książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”, w której autorzy napisali, że sanitariuszka „Łupaszki”, mordowała funkcjonariuszy UB. Dla większego efektu „Inkę” przedstawiono, jako „kruczoczarną” i „krępą” kobietę ze „szramą na twarzy”, biegającą z pistoletem błyszczącym złowrogo „oksydowaną stalą”, strzelającą z „sadystycznym uśmiechem” do funkcjonariuszy UB.

Kłamliwa książka Jana Babczenki, byłego szefa UB w Kościerzynie i dziennikarza Rajmunda Bolduana „Front bez okopów”.

W rzeczywistości siedemnastoletnia Danusia Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo podczas partyzanckich akcji nigdy nie strzelała.  Dzięki takim propagandowym paszkwilom do dziś w niektórych kręgach polskiego społeczeństwa funkcjonują fałszywe wyobrażenia o polskich partyzantach z okresu drugiej konspiracji.
 
Po latach Sąd niepodległej Rzeczypospolitej uznał wyrok komunistów z 1946 roku za zbrodnię sądową. 10 czerwca 1991 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Gdańsku Danuta Siedzikówna została zrehabilitowana, Sąd uznał, że poniosła śmierć za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego.

Symboliczne groby "Inki" i ppor. "Zagończyka" na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku.

11 listopada 2006 r. „Inka” została pośmiertnie odznaczona przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Danuta Siedzikówna „Inka” ma symboliczny grób na cmentarzu garnizonowym przy ul. Giełguda w Gdańsku, a także pomnik w Narewce, ufundowany w 2007 r. staraniem Fundacji „Pamiętamy”. Ma również tablicę pamiątkową w bazylice NMP w Gdańsku oraz kamienny obelisk w Sopocie, w parku jej imienia.

Pomnik w hołdzie Danucie Siedzikównej "Ince", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie, w parku jej imienia.

Gdyby nie została zamordowana przez komunistycznych oprawców, miałaby dziś 84 lata. Mogła być jeszcze wśród nas...
GLORIA VICTIS !

Więcej na temat "Inki" czytaj:
Strona główna>
piątek, 15 lutego 2013
Pierwsza szkoła im. Żołnierzy WiN
Pierwsza w Polsce szkoła im. Żołnierzy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość"



2 marca 2013 r. w Brwinowie odbędzie się uroczyste nadanie miejscowemu Gimnazjum nr 1 imienia Żołnierzy Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Szkoła będzie pierwszą placówką w Polsce noszącą takie imię. Uroczystość została zaplanowana dzień po obchodzonym od niedawna 1 marca Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

W liście nadesłanym na adres redakcji wpolityce.pl władze gminy zaznaczają, że nadanie imienia gimnazjum "będzie wielką uroczystością dla ich gminy".
Gmina Brwinów ma tradycje związane z żołnierzami WiN, którzy osiedlali się tu po wojnie. W Brwinowie mieszkał (i został pochowany) płk Franciszek Niepokólczycki, żołnierz AK, a od listopada 1945 prezes Zarządu Głównego WiN. Długoletnim mieszkańcem Kań, miejscowości leżącej w gminie Brwinów, był także gen. Antoni Heda "Szary", legendarny przywódca partyzantów z Gór Świętokrzyskich, którego 5. rocznicę śmierci będziemy upamiętniać niedzielnymi uroczystościami w Otrębusach - czytamy w liście urzędu gminy.
Uroczystość odbędzie się 2 marca o godzinie 10:00 w Zespole Szkół nr 1 w Brwinowie przy ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 11. Na uroczystość zaprasza prezes Zrzeszenia "WiN" mjr Waldemar Kruszyński, p.o. dyrektor Zespołu Szkół Anna Kurman oraz burmistrz gminy Arkadiusz Kosiński. Patronat honorowy nad uroczystościami sprawuje Jan Stanisław Ciechanowski kierujący Urzędem ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Z wnioskiem do rady miejskiej o nadanie imienia Gimnazjum nr 1 zwróciła się rada rodziców, pedagodzy oraz samorząd uczniowski. Podczas ostatniej, poniedziałkowej sesji dyrektor placówki Anna Kurman zwróciła uwagę, że prowadzona przez nią szkoła jest jedyną w gminie, która nie posiada patrona. Wybór imienia Zrzeszenia Żołnierzy "Wolność i Niezawisłość" nie był przypadkowy.
- Dokonaliśmy analizy dotychczasowych działań wychowawczych szkoły, kładąc nacisk na takie wydarzenia z jej życia, które wyróżniają ją od pozostałych placówek – uzasadniała Anna Kurman.
- Okazało się, że uczniowie, rodzice i nauczyciele najchętniej angażują się w organizowanie i udział w różnych inicjatywach patriotyczno-historycznych, takich jak festyny rodzinne, upamiętniające wydarzenia z historii Polski w powiązaniu z historią Brwinowa.
Dyrektor podkreśliła, że od wielu lat w szkole działa Towarzystwo Przyjaciół Armii Krajowej, a jego członkowie biorą udział w każdych obchodach świąt lokalnych i państwowych. W 2008 roku nauczyciele historii nawiązali kontakt ze środowiskiem kombatantów Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" Obwód Warszawa.
- Stała, systematyczna i bogata w wydarzenia z udziałem uczniów współpraca z prezesem Zrzeszenia, majorem Waldemarem Kruszyńskim i kombatantami, wyróżnia nasze gimnazjum z pośród innych – dodała Anna Kurman.
Uroczyste przekazanie sztandaru Zrzeszenia "WiN" nastąpi w powiązaniu z obchodami święta państwowego – Dnia Pamięci Narodowej "Żołnierzy Wyklętych", ustanowionego 1 marca.
Nadaniu imienia szkole towarzyszyć będzie przyznanie honorowego obywatelstwa Waldemarowi Kruszyńskiemu. Uchwałę w tej sprawie rada miejska podjęła w listopadzie. W głosowaniu nad uchwaleniem imienia dla Gimnazjum nr 1 radni byli jednomyślni.
- Działalność pana Kruszyńskiego i społeczności szkolnej jest właściwym kierunkiem do kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich – powiedział radny Krzysztof Falkowski. - Budzi to mój podziw.


Źródło: wpolityce.pl, Kurier Południowy
Strona główna>

wtorek, 12 lutego 2013
Żołnierze Wyklęci na Ziemi Chełmskiej
Żołnierze Wyklęci na Ziemi Chełmskiej - konferencja naukowa w Chełmie - 23 lutego 2013 r.



W imieniu organizatorów zapraszam na konferencję naukową pt. Żołnierze Wyklęci - Oni ginąc myśleli o Tobie - Ty żyjąc pamiętaj o nich!, która odbędzie się w sobotę 23 lutego 2013 r. o godzinie 15.00 w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3 w Chełmie przy ul. Rejowieckiej 76.

Wśród prelegentów będą m.in. Marek Franczak (syn sierż. Józefa Franczaka "Lalka" - ostatniego żołnierza podziemia antykomunistycznego), miejscowy historyk - Jerzy Masłowski oraz jeden z ostatnich żyjących w Chełmie żołnierzy oddziału por. Henryka Lewczuka "Młota" - Wacław Prystupa "Piskorz".

W ramach spotkania odbędzie się pokaz slajdów z opisami zdjęć na których uwiecznieni zostali "Żołnierze Wyklęci".

Program:
Źródło: Narodowa Łęczna>
Strona główna>

sobota, 09 lutego 2013
62. rocznica śmierci por. "Burty"
62. rocznica śmierci por. Jana Leonowicza "Burty"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Por. Jan Leonowicz "Burta" (15 I 1912 - 9 II 1951)

62 lata temu, 9 lutego 1951 r., w zasadzce zorganizowanej we wsi Nowiny przez grupę operacyjną UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki,   zginął por. Jan Leonowicz ps. "Burta", żołnierz Armii Krajowej, dowódca jednego z najdłużej walczących z komunistami oddziałów partyzanckich samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów Lubelski.

Jego zwłoki przewieziono do Tomaszowa Lub., gdzie przez dwa tygodnie wystawione były na widok publiczny przed budynkiem PUBP. Do dzisiaj nie wiadomo gdzie zostało pogrzebane ciało  por. "Burty". Zakopano je najprawdopodobniej na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP lub na nowym cmentarzu przy drodze do Zamościa.

Zwłoki Jana Leonowicza "Burty" na dziedzińcu tomaszowskiego PUBP, luty 1951 r. Zdjęcie wykonane przez bandytów z UB.

GLORIA VICTIS !!!

Jan Leonowicz, ps. "Burta" (ur. 15 stycznia 1912 r. w Żabczu, gm. Poturzyn, pow. Tomaszów Lubelski, zm. 9 lutego 1951 r. we wsi Nowiny, pow. Tomaszów Lubelski) – członek SZP-ZWZ-AK, działacz WiN, dowódca oddziału partyzanckiego na Lubelszczyźnie.

Jan Leonowicz z żoną Marią Ludwiką z d. Lanckorońską, 1937 r.

Pochodził z rodziny ziemiańskiej Mariana i Anastazji z d. Jurczak, był jednym z dziesięciorga rodzeństwa. Ojciec był leśniczym, dziadek powstańcem styczniowym. Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w gimnazjum. Służbę wojskową odbywał w 2. psk w Hrubieszowie.

We wrześniu 1939 walczył w szeregach macierzystej jednostki, ranny, powrócił z frontu w październiku 1939. Wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski (SZP). 25 grudnia 1939 wziął udział w rozbiciu posterunku policji granatowej w okolicach Łaszczowa. W 1940 został aresztowany przez policję ukraińską w Poturzynie, zwolniony dzięki staraniom ojca. Prawdopodobnie od 1942 dowódca sekcji szturmowej "Poturzyn" (jednej z dziewięciu grup bojowych) odcinka "Wschód" Obwodu AK Tomaszów Lubelski. 1 marca 1943 wziął udział w akcji na posterunek policji ukraińskiej w Poturzynie, w trakcie której placówkę tę rozbito, zabijając 6 Ukraińców (w tym dwóch komendantów posterunków w Telatynie i Poturzynie) oraz komisarycznego wójta gminy Poturzyn. Na przełomie 1943/1944 przebywał w sztabie obwodu znajdującym się na skraju Puszczy Solskiej, w pobliżu leśniczówki Rebizanty nad Tanwią. W 1944 żołnierz "Kompanii Leśnej" ppor. rez. Witolda Kopcia, a także dowódca jednego z patroli plutonu lotnego żandarmerii polowej sierż. rez. Wacława Kaszuckiego. W ostatnich dniach lutego w Poturzynie oraz 5 i 9 kwietnia 1944 na odcinku Podlodów-Żerniki-Rokitno, w rejonie Steniatyna i Posadowa, brał udział w walkach przeciwko Ukraińskiej Narodowej Samoobronie i UPA. Od wiosny 1944 służył najprawdopodobniej jako zwiadowca w dowodzonej przez sierż. Andrzeja Dżygałę "Kompanii Żelaznej". Podczas akcji "Sturmwind II" razem z kilkoma partyzantami przebił się przez trzy pierścienie niemieckiej obławy. W ramach akcji "Burza" znalazł się w szeregach odtwarzanego przez Inspektorat Zamość 9. pp AK.

Por. Jan Leonowicz "Burta"

Po wkroczeniu Sowietów nie złożył broni. Od grudnia 1944 służył jako podchorąży, następnie (na przełomie maja i czerwca 1945) został awansowany do stopnia chorążego. Działał jako oficer broni w strukturach Obwodu Tomaszów Lubelski, Inspektorat Zamość AK-DSZ-WiN. Wiosną 1945 zorganizował grupę lotną w sile ok. 20-30 żołnierzy, która operowała w północnej części powiatu Tomaszów. Oddział przetrwał do końca czerwca 1945. Latem, po ogłoszeniu tzw. małej amnestii część żołnierzy ujawniła się, natomiast ci, którzy tego nie uczynili, ukryli się. Przy Leonowiczu pozostało jedynie dwóch ludzi. Ich głównym celem było w tym czasie rozbrajanie funkcjonariuszy MO i ORMO orz rozpędzanie zebrań agitacyjnych organizowanych przez PPR. Od początku 1946 zaczął ponownie rozbudowywać swoją grupę, która wsławiła się m.in. wykonaniem 31 maja 1946 wyroku śmierci na wiceprzewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej Wincentym Umerze (Humerze), ojcu stalinowskiego zbrodniarza Adama Humera (czytaj również TUTAJ). Powiększanie oddziału trwało do początku 1947. W okresie przedwyborczym Leonowicz zaniechał wszelkich akcji zbrojnych, ograniczając się jedynie do przeciwdziałania wyborczej propagandzie i agitacji. Po ogłoszeniu 22 lutego 1947 amnestii niemal wszyscy członkowie oddziału się ujawnili.

W kwietniu lub maju 1947 Leonowicz nawiązał kontakt z komendantem oddziałów leśnych Inspektoratu Lublin mjr. Hieronimem Dekutowskim  "Zaporą" i postanowił pozostać w konspiracji. 1947-1951 działał w strukturach samodzielnego Obwodu WiN Tomaszów Lubelski. W tym czasie komendantem Obwodu był por. Stefan Kobos (ps. "Wrzos"), który nie podporządkował się strukturom tzw. drugiego Inspektoratu AK Zamość, dowodzonego przez kpt. Mariana Pilarskiego. Leonowicz w stopniu porucznika pełnił funkcję dowódcy patrolu leśnego, który 1947-1949 liczył 3-7 ludzi, a w końcu 1949 rozrósł się do rozmiarów kompanii szkieletowej (ok. 30-40 żołnierzy). Jednocześnie rozbudowywała się siatka terenowa, wg informacji UB liczyła ona ok. 200 współpracowników i obejmowała 5 powiatów: Biłgoraj, Hrubieszów, Lubaczów, Tomaszów i Zamość. Do lata 1948 Leonowicz utrzymywał kontakty z grupą OUN dowodzoną przez Jana Niewiadomskiego ps. "Jurko".

Por. Jan Leonowicz "Burta". Zima 1950/1951

Oddział "Burty" rozbrajał milicjantów i ormowców, wykonywał egzekucje na agentach UB, działaczach PPR i PZPR, aktywnych współpracownikach "nowej władzy", a także na pospolitych bandytach, m.in. na działaczu PPR w Maziłach, Józefie Pietrynie (13 września 1947), komendancie posterunku MO w Rachaniach, Zygmuncie Bielaku (11 lipca 1948), mordercy i konfidencie, byłym żołnierzu oddziału, Adamie Fornucu (lato 1948), członku PZPR, wójcie gminy Telatyn, Władysławie Ślęzaku (30 kwietnia 1949), agencie UB Władysławie Adamie Adamcu (18 maja 1949 – egzekucję wykonał osobiście Leonowicz), członku PZPR, wójcie gminy Majdan Sopocki, Andrzeju Wrębiaku (12 lipca 1949). Ponadto grupa przeprowadziła wiele akcji bojowo-dywersyjnych, m.in. na stację kolejową, pocztę i spółdzielnię w Suścu (23 października 1948) oraz na posterunki ORMO w Dyniskach (kwiecień 1949) i Tarnawatce (29 września 1950). Oddział stoczył również wiele potyczek z grupami operacyjnymi UB, MO i KBW.

Jan Leonowicz zginął 9 lutego 1951 w zasadzce zorganizowanej przez grupę operacyjną UB pod dowództwem sierż. Ryszarda Trąbki, w zabudowaniach swojej przyjaciółki, nauczycielki Władysławy Płoszajówny we wsi Nowiny. Jego zwłoki przewieziono do Tomaszowa, gdzie przez dwa tygodnie wystawione były przed budynkiem PUBP na widok publiczny. Ciało pogrzebano najprawdopodobniej na dziedzińcu PUBP lub na nowym cmentarzu przy drodze do Zamościa.

Po śmierci „Burty" dowództwo nad pozostałościami oddziału przejął Jan Turzyniecki „Mogiłka", którego jako jednego z ostatnich „burtowców" ujęto 10 października 1953 r.


Jan Leonowicz "Burta" był żonaty z Ludwiką z d. Lanckorońską, z którą miał córkę Barbarę.
Zobacz również film Z archiwum IPN: "Mogiłka", o Janie Turzynieckim ps. "Mogiłka", zastępcy por. "Burty". W początkach 1948 r. nawiązał on kontakt z Janem Leonowiczem "Burtą" i został przyjęty do jego oddziału. Został dowódcą jednego z patroli i jednocześnie zastępcą dowódcy oddziału. Kres działalności tego oddziału nastąpił dopiero we wrześniu 1959 r. Samego "Mogiłkę" ujęto natomiast w maju 1953 r. Po trwającym 11 miesięcy brutalnym śledztwie Turzynieckiego osądzono i skazano na wielokrotną karę śmierci. Sąd Wojskowy zamienił ten wyrok w 1955 r. na 12 lat pozbawienia wolności. "Mogiłka" wyszedł na wolność w czerwcu 1964 r. jako wrak człowieka. Nie nacieszył się wolnością, gdyż już w osiem miesięcy od wyjścia z więzienia zmarł. Pochowano go na cmentarzu w Tomaszowie Lubelskim.

Jan Turzyniecki "Mogiłka", dowódca oddziału po śmierci "Burty".
O por. Janie Leonowiczu "Burcie" czytaj więcej:
Strona główna>
piątek, 08 lutego 2013
62. rocznica śmierci mjr. "Łupaszki"
62. rocznica zamordowania mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" (12 III 1910 r. - 8 II 1951 r.)

62 lata temu, 8 lutego 1951 roku  komunistyczni oprawcy zamordowali mjr. Zygmunta Szendzielarza  ps. "Łupaszka", jednego z najwybitniejszych oficerów Wojska Polskiego i Armii Krajowej, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej AK, dwukrotnego kawalera  orderu Virtuti Militari.

Major "Łupaszka" został aresztowany przez UB 30 czerwca 1948 r. w Osielcu na Podhalu i po ciężkim śledztwie, 2 listopada 1950 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja [czyt.: Stalinowski sędzia..., Zmarły, nieosądzony] na 18-krotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Rakowieckiej - strzałem w tył głowy.

Wraz z nim zamordowano trzech innych oficerów wileńskiej Armii Krajowej: ppłk Antoniego Olechnowicza ps. "Pohorecki", ppor. Lucjana Minkiewicza ps. "Wiktor" i kpt. Henryka Borowego - Borowskiego ps. "Trzmiel".
Ich ciała posypano wapnem i wdeptano w ziemię w nieznanym miejscu na warszawskich Powązkach.

Ppłk Antoni Olechnowicz ps. "Pohorecki"


Ppor. Lucjan Minkiewicz ps. "Wiktor"



W czwartek, 8 lutego 1951 r. kat wywołał z celi majora "Łupaszkę". Za chwilę miał się znaleźć na schodach krwawej mokotowskiej piwnicy. Wszystkie piwnice są do siebie podobne, więc mokotowska pewnie nie różniła się zbytnio od tej w Twerze, w siedzibie NKWD przy ul. Sowieckiej 5, gdzie w kwietniu i w maju 1940 r. na polskich majorów czekał w gumowym fartuchu i z naganem w łapie major NKWD Błochin. Jak się nazywał morderca z Mokotowa, który tego dnia "pełnił służbę" i przyłożył majorowi "Łupaszce" nagana do karku? Nie wiemy, są tylko przypuszczenia, ale to nie ważne, bo i on, i Błochin to dzieci tego samego diabła. A propos dzieci: pewnie je dobrze wykształcił, bo miały dużo dodatkowych punktów na egzaminach wstępnych. Może te dzieci i ich dzieci są teraz sędziami albo prokuratorami? Pewnie ojciec miał w tej branży znajomości. Major powiedziałby na to wszystko tak, jak zwykł mawiać w podobnych okolicznościach: "Kat z nimi !". Zanim wyszedł ze zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy więzień z celi, o pseudonimie "Młodzik" - powiedział głośno: "Czołem, Panowie !"

Czołem, Panie Majorze! Polacy pamiętają.*


Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju (woj. stanisławowskie), w wielodzietnej rodzinie urzędnika kolejowego Karola i Eufrozyny z domu Osieckiej. Miał dwie siostry i trzech braci. Zygmunt uczył się we Lwowie i Stryju, gdzie w 1929 r. ukończył gimnazjum, a następnie wstąpił do szkoły podchorążych zawodowych w Różanie, którą ukończył w 1931 r. Następnie trafił do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, po którego ukończeniu w stopniu podporucznika został przydzielony do 4 pułku ułanów zaniemeńskich w Wilnie. W połowie 1936 r. otrzymał stanowisko dowódcy 2 szwadronu.

W szeregach 4 pułku ułanów brał udział w wojnie obronnej 1939 r. w składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii WP. W końcowym okresie walk dołączył ze swym szwadronem do Grupy Operacyjnej Kawalerii dowodzonej przez gen. Andersa. 27 września 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej, z której uciekł po kilku dniach i przedostał się do Lwowa. W listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna, gdzie ukrywał się przed aresztowaniem pod fałszywym nazwiskiem Władysław Chawling i uczestniczył w działalności konspiracyjnej. W sierpniu 1943 r. na mocy rozkazu Komendanta Wileńskiego Okręgu AK ppłk. Krzyżanowskiego „Wilka” został skierowany na stanowisko dowódcy oddziału partyzanckiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Dotarł w rejon jego bazy nad Jeziorem Narocz już po rozbiciu tej jednostki przez sowiecką brygadę Fiodora Markowa (zamordowano wówczas „Kmicica” i około 80 żołnierzy AK). Z niedobitków zorganizował nowy oddział partyzancki, od listopada 1943 r. noszący nazwę 5 Brygady Wileńskiej AK, na czele której wykonał kilkadziesiąt udanych akcji przeciwko Niemcom, kolaborującym Litwinom, a przede wszystkim partyzantce sowieckiej.

Dowodzona przez niego brygada, po uzgodnieniu tego z komendantem „Wilkiem”, nie wzięła udziału w operacji „Ostra Brama”, lecz atakując oddziały niemieckie wycofała się na zachód. 23 lipca 1944 r. część żołnierzy „Łupaszki” została rozbrojona przez Armię Czerwoną w Puszczy Grodzieńskiej, reszta w niewielkich grupach przedzierała się dalej na zachód, z zamiarem ponownego połączenia się w Puszczy Augustowskiej. W sierpniu 1944 r. część partyzantów wileńskich zebrała się  ponownie pod rozkazami „Łupaszki” na terenie powiatu bielskiego, gdzie podporządkowali się Komendzie Białostockiego Okręgu AK, która awansowała Zygmunta Szendzielarza na stopień majora i „dowódcę partyzantki okręgu”. Odtworzona przez mjr. „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska AK ponownie wyszła w pole 5 kwietnia 1945 r. Oddział, którego liczebność początkowo wahała się w granicach 20-30 partyzantów, w szczytowym okresie rozwoju, latem 1945 r. osiągnął stan ok. 250 żołnierzy i był jedną z najsilniejszych, a z pewnością najlepszą jednostką partyzancką w Okręgu AKO Białystok. Podobnie jak na Wileńszczyźnie „Łupaszka” zastosował w prowadzeniu działań dywersyjnych taktykę operowania jednocześnie kilkoma pododdziałami spotykającymi się co kilka tygodni na wyznaczanych z góry koncentracjach. Działania jego podkomendnych cechowały dyscyplina, karność i wojskowy dryl, konsekwentnie egzekwowany przez dowódcę, lecz także zdecydowanie i radykalizm w walce z sowieckim okupantem i jego komunistycznymi poplecznikami. Funkcjonariusze UB - uznawani za członków organizacji zbrodniczej, podobnie jak wcześniej gestapo - byli przez nich likwidowani, tak samo jak i funkcjonariusze NKWD. W sumie dowodzona przez „Łupaszkę” 5. Brygada Wileńska, działając od kwietnia do września 1945 r., przeprowadziła na Białostocczyźnie około 80 akcji przeciw NKWD oraz UBP i ich agenturze, a także przeciw MO i KBW. W początkach września 1945 r. na rozkaz Komendy Okręgu Białostockiego AKO wydany w związku z zarządzoną przez Delegaturą Sił Zbrojnych akcją „rozładowywania lasów” „Łupaszka” polecił rozformować Brygadę. W polu pozostał jedynie niewielki pododdział dowodzony przez ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, na bazie którego powstała wkrótce 6. Brygada Wileńska AK, nad którą dowodzenie objął kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”.

Zygmunt Szendzielarz wyjechał jesienią 1945 r. na Pomorze, gdzie podporządkował się komendantowi eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, ppłk. Antoniemu Olechnowiczowi „Pohoreckiemu” i w 1946 r. wznowił działalność bojową. Początkowo na jego rozkaz zorganizowano cztery patrole dywersyjne, a w kwietniu 1946 r. ponownie wyszedł w pole w Borach Tucholskich zawiązek odtworzonej 5. Brygady Wileńskiej, nad którą objął osobiste dowództwo. Jednostka ta liczyła początkowo dwa, a od czerwca 1946 r. trzy kadrowe pododdziały zwane szwadronami (ok. 70 ludzi).  W ciągu zaledwie 7 miesięcy działalności na Pomorzu wykonały one 170 akcji, w tym rozbiły 27 posterunków milicji i placówek NKWD.

Jesienią 1946 r. mjr Szendzielarz na czele  4. szwadronu dowodzonego przez ppor. Henryka Wieliczkę „Lufę” przeszedł na teren woj. białostockiego, gdzie dołączył do 6. Brygady Wileńskiej. Jeszcze zimą 1947 r. „Łupaszka” osobiście dowodził niektórymi akcjami, jednak po koncentracji 6. Brygady w końcu marca 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w Warszawie, następnie w okolicach Głubczyc, wreszcie w Osielcu na Podhalu, gdzie został  aresztowany przez funkcjonariuszy MBP 30 czerwca 1948 r.

Po długotrwałym śledztwie 2 listopada 1950 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie pod przewodnictwem sędziego Mieczysława Widaja na 18-krotną karę śmierci. Podczas śledztwa zachował godną postawę, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za działania podległych mu oddziałów. Został zamordowany strzałem w tył głowy w podziemiach więzienia MBP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w dniu 8 lutego 1951 r. Jego ciało pogrzebano w bezimiennej mogile na warszawskich Powązkach.


Wbrew kilkudziesięcioletnim zabiegom komunistów, którzy starali się wszelkimi sposobami zohydzić jego postać, mjr Zygmunt Szendzielarz przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych polskich dowódców partyzanckich. Jak napisali znawcy historii Brygad Wileńskich, dr K. Krajewski i dr T. Łabuszewski, mjr „Łupaszka” był patriotą konsekwentnym, bez względu na zmieniające się teatry działań bojowych, na piętrzące się przeciwności losu, był nim wbrew kalkulacjom politycznym, wbrew znikomym, a później już żadnym szansom na zwycięstwo. Z potrzeby dawania świadectwa, wierności złożonej kiedyś przysiędze.


* Fragment tekstu pochodzi z artykułu Piotra Szubarczyka Czołem, Panie Majorze!, który ukazał się w Nr 1/2010 (#47) Niezależnej Gazety Polskiej - Nowe Państwo.

Strona główna>
czwartek, 03 stycznia 2013
66. rocznica śmierci por. "Jastrzębia"
66. rocznica śmierci por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia"

...Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja" (1925-1947)

Dzisiaj, 3 stycznia 2013 roku, mija 66 lat od śmierci legendarnego dowódcy oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, por. Leona Taraszkiewicza ps. "Jastrząb", "Zawieja". Zmarł on w wyniku ran odniesionych podczas ataku na grupę ochronno - propagandową "ludowego" WP stacjonującą w Siemieniu.

Po akcji w Okalewie [w trakcie odwrotu z Radzynia Podlaskiego], nocą z 1 na 2 stycznia 1947 r., oddział wycofał się do kolonii Sarnów [gm. Stanin, pow. łukowski], gdzie doszło do spotkania z oficerami radzyńskiego Obwodu WiN, zastępcą Jerzego Skolińca „Kruka” - Januszem Traczem „Kłosem” oraz z komendantem placówki Miłków [gm. Siemień, pow. radzyński] Józefem Stanisławskim „Trutniem”. Podczas narady podjęto decyzję o rozbiciu, liczącego 29 żołnierzy, oddziału „ludowego” WP stacjonującego w Siemieniu [pow. radzyński]. Wieczorem 2 stycznia 1947 r. partyzanci ruszyli do akcji, która okazać się miała jedną z najtragiczniejszych w historii oddziału.

Zdecydowano się na podejście grupą czołową do budynku szkoły, w którym kwaterowali żołnierze i wezwanie ich do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr okrążenia, który miała wykonać grupa „Żelaznego”. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Obie grupy zajęły stanowiska. Pierwsza pod osobistym dowództwem „Jastrzębia”, udając oddział wojska, zaczęła zbliżać się w kierunku budynku szkoły, w którym kwaterowali żołnierze KBW. Tuż przed samym budynkiem grupa została zatrzymana przez wartownika. Dalej wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Po krótkiej wymianie ognia budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów, żołnierzy rozbrojono. Partyzanci rozstrzelali komendanta grupy ochronno - propagandowej, sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka za to, że miał ordery „za walkę z bandami”, strzelca Hamala, gdyż telefonował po pomoc do UB do Parczewa i Radzynia oraz strzelca Uruska, gdyż powiadomił dowódcę o zbliżaniu się partyzantów. Następnie partyzanci wyprowadzili żołnierzy na zewnątrz, zdjęli z nich mundury i kazali położyć się na ziemi. „Żelazny” wygłosił przemówienie, w którym nawoływał żołnierzy do przyłączenia się do partyzantki. Atakujący, oprócz mundurów, zdobyli 3 rkm, 21 PPSz i 4 kb. Akcja rozpoczęła się o godz. 1.00 i trwała 45 minut. Jedynym poszkodowanym wśród partyzantów był dowódca oddziału Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Został on ciężko ranny w brzuch, w wyniku czego po kilku godzinach, podczas transportowania go przez Janusza Tracza „Kłosa” na placówkę terenową, zmarł 3 stycznia 1947 r.

Do dzisiaj nie są do końca jasne okoliczności ranienia „Jastrzębia”. Według jednej z wersji, został on postrzelony przez domniemanego agenta UB o ps. „Bolek”-„Łapka” [N.N.], ulokowanego w oddziale. Śledztwo przeprowadzone przez brata dowódcy ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” miało potwierdzić te podejrzenia i niedługo później agent został zlikwidowany.
Wersja ta budzi jednak spore wątpliwości, choćby w świetle raportu Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP mjr. Łanina z dnia 10 stycznia 1947 r., w którym pisał on:

    [...] kiedy banda podeszła pod budynek zajmowany przez grupę ochronną KBW z Bydgoszczy, „Jastrząb” rozkazał wszystkim bandytom rozsypać się w tyralierę i lec na ziemi, a sam podszedł do wartownika na odległość paru metrów. Na krzyk wartownika „stój, kto idzie” „Jastrząb” odpowiedział „Wojsko Polskie”. Wartownik zapytał wtedy o hasło, na co „Jastrząb” nie odpowiedział nic i począł się zbliżać do wartownika. Wtedy wartownik otworzył ogień z PPsz i trafił 4-ma kulami w brzuch „Jastrzębia”, z których dwie przeszły na wylot, a dwie pozostały w ciele. Bandyci widząc rannego „Jastrzębia” rzucili się do szturmu, zamordowali wartownika i pierwszym impetem zdobyli budynek mordując komendanta ochrony i dwóch jeszcze żołnierzy, resztę rozbroili i rozmundurowali do bielizny.

Podobnie zapamiętał to zdarzenie, biorący udział w tej akcji, Jan Jarmuł „Wąż”, który tak relacjonował okoliczności ranienia swojego dowódcy:

    […] Zawsze Leon pierwszy, w każdej akcji... nie to, że ludzi posyłał - on pierwszy szedł. Wartownik stał przy szkole na warcie i on [„Jastrząb”] krzyczy do wartownika „ręce do góry” (to słyszeliśmy). Wartownik do strzału się mierzy... i równocześnie jeden drugiego trzasnął. Ten wartownik Leona tu [po brzuchu] przejechał, a Leon jego na śmierć położył... wymiana strzałów była. Ja to tak widziałem....


Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" (1925-1947). Zdjęcie ze stycznia 1946 r.

3 stycznia 1947 r. zginął, obdarzony niebywałą fantazją, najprawdziwszy zagończyk oraz jeden z najwybitniejszych dowódców partyzanckich antykomunistycznego podziemia w Polsce po 1944 r. Por. "Jastrząb" pochowany został na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy zrobili to potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczywa we własnej mogile w poświęconej ziemi, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis "Leon". Dopiero 30 czerwca 1991 r. odbył się powtórny uroczysty pogrzeb i poświęcenie grobu por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia".

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Żołnierze oddziału por. "Jastrzębia" przy trumnie swojego kolegi Józefa Piaseckiego ps. „Sokół”, poległego w starciu z UB-KBW pod Marianką 12 II 1946 r. Szósty od lewej stoi dowódca por. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”.

Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu.

62 lata od śmierci por. "Jastrzębia" i 58 lat po śmierci jego brata ppor. "Żelaznego", postanowieniem z dnia 20 sierpnia 2009 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał pośmiertnie obu braciom, legendarnym dowódcom oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa - por. Leonowi Taraszkiewiczowi ps. "Jastrząb" i ppor. Edwardowi Taraszkiewiczowi ps. "Żelazny", Krzyże Wielkie Orderu Odrodzenia Polski, Polonia Restituta.

Te, jedne z najwyższych polskich odznaczeń państwowych, nadane za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, odebrała w imieniu poległych dowódców ich siostra Pani Rozalia Taraszkiewicz - Otta w dniu 25 września 2010 r.

Rozalia Tarszkiewicz-Otta, siostra por. "Jastrzębia" i ppor. "Żelaznego", 25 IX 2010 r.

GLORIA VICTIS !!!

Z racji tej smutnej rocznicy chciałbym przypomnieć trzy z wielu [kalendarium działań bojowych, część: 1>, 2>, 3>], najbardziej spektakularne akcje, jakie wykonał oddział pod dowództwem por. "Jastrzębia" w 1946 r., a mianowicie zajęcie Parczewa, atak na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie i bitwę pod Świerszczowem. Wprawdzie była jeszcze bezprecedensowa akcja uprowadzenia rodziny B. Bieruta, ale o tym można przeczytać tutaj:
Więcej o walce por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" i jego brata ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" czytaj:
Strona główna>
wtorek, 11 grudnia 2012
Powązki - pierwsze identyfikacje ofiar !
Pierwsze wyniki identyfikacji ofiar terroru komunistycznego – Warszawa, 6 grudnia 2012 r.

Prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Łukasz Kamiński poinformował na konferencji prasowej, iż podczas prac prowadzonych w ramach Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów udało się zidentyfikować trzy osoby, których szczątki odnaleziono w trakcie ekshumacji ofiar komunistycznego terroru, zamordowanych przez bezpiekę po sfingowanych procesach w latach 1945-1956 i pogrzebanych na tzw. Łączce, która obecnie stanowi część cmentarza na warszawskich Powązkach.

Zidentyfikowane osoby to:
  • Edmund Zbigniew Bukowski
  • Stanisław Łukasik
  • Eugeniusz Smoliński

Od lewej: Andrzej Ossowski, Krzysztof Szwagrzyk, Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert, Agata Thannhaeuser, Łukasz Szleszkowski.

Prezes IPN powiedział, że dzięki prowadzonym pracom będzie można oddać należny tym osobom hołd i przywrócić pamięć o bezimiennych do tej pory ofiarach UB. W konferencji zorganizowanej w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki uczestniczyli Andrzej Kunert – sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Krzysztof Szwagrzyk – pełnomocnik Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej ds. poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, Andrzej Ossowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, Łukasz Szleszkowski oraz Agata Thannhaeuser z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

Od lewej: Andrzej Ossowski, Krzysztof Szwagrzyk, Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert, Agata Thannhaeuser, Łukasz Szleszkowski.

Podczas konferencji Łukasz Kamiński, Andrzej Kunert i Krzysztof Szwagrzyk wręczyli zaproszonym rodzinom: córkom Eugeniusza Smolińskiego Ewie Smolińskiej-Szwocer i Elżbiecie Smolińskiej-Bellen oraz synowi Edumunda Bukowskiego – Krzysztofowi Bukowskiemu i synowi Stanisława Łukasika – Stanisławowi Łukasikowi informacje o identyfikacji ich bliskich, pozyskane na podstawie przeprowadzonych latem tego roku prac ekshumacyjnych na warszawskich Powązkach.

Dr Krzysztof Szwagrzyk przedstawia wyniki prac identyfikacyjnych.
Myślę, że to jest niezmiernie ważne, że możemy przy tej smutnej okazji jednocześnie poznać wspaniałe życiorysy bohaterów naszej historii, ludzi, których życie zostało brutalnie przecięte. I możemy zastanowić się, co by się stało, gdyby tacy ludzie mogli po wojnie kontynuować swoją działalność, gdyby to oni odpowiadali za odbudowę Polski, a nie ci, którzy ich zamordowalipowiedział Łukasz Kamiński.
Więcej informacji na temat badań genetycznych na stronie:
Polska Baza Genetyczna Ofiar Totalitaryzmów>
PBGOT (DLA RODZIN)>
PBGOT (KONTAKT)>
***

Edmund Zbigniew Bukowski (1918–1950), porucznik Armii Krajowej, ps. „Edmund”, od urodzenia związany z Wileńszczyzną, gdzie ukończył szkołę powszechną i gimnazjum oo. Jezuitów, a także rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Wileńskim. Żołnierz Polskiego Państwa Podziemnego w strukturach: Służby Zwycięstwu Polski / Związku Walki Zbrojnej / Armii Krajowej. Działał w grupie łączności Wileńskiego Okręgu AK. Kilkakrotnie odbywał kursy do Warszawy, transportując sprzęt radiowy i tabele szyfrów. Dwukrotnie aresztowany w 1942 r. przez policję litewską i w lipcu 1944 r. przez NKWD, za każdym razem odzyskiwał wolność. Po drugiej ucieczce przeniesiony do Warszawy, gdzie aktywnie uczestniczył w Powstaniu współtworząc bazę łączności dla miasta. Po upadku Powstania nie zaniechał konspiracyjnej działalności. Kurier dowódcy Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”. Przewoził przez całą Europę informacje, rozkazy i fundusze przeznaczone na dalszą działalność niepodległościową. W latach 1947-1948 jako członek sztabu OMWO AK zorganizował jego siatkę wywiadowczą. Aresztowany 28 VI 1948 podczas akcji mającej na celu rozbicie przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego siatki OW AK w całej Polsce. Podczas bardzo ciężkich przesłuchań zachował dzielną postawę. Skazany na karę śmierci wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 14 XI 1949 r. Stracony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej 13 IV 1950 r. Wielokrotnie odznaczony, m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem AK.

Szczątki Edmunda Zbigniewa Bukowskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.

***

Stanisław Łukasik (1918–1949), ps. „Ryś”, kapitan Armii Krajowej / Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” – ur. w Lublinie, syn robotnika kolejowego. Ukończył Szkołę Podoficerską dla Małoletnich w Koninie, a następnie służył w 23. pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim, otrzymał stopień plutonowego służby stałej. Z rodzimą jednostką walczył w wojnie 1939 r., w składzie armii „Pomorze”. Uniknął niewoli i powrócił do rodzinnego domu w Motyczu k. Lublina. W konspiracji od listopada 1939 r., początkowo w Związku Czynu Zbrojnego, a po połączeniu organizacji w Polskiej Organizacji Zbrojnej. Po scaleniu w 1942 r., w AK. W latach 1940–1943 dowódca placówki i rejonu Konopnica. Od stycznia 1944 r. dowódca oddziału lotnego Kedywu w Obwodzie AK Lublin-Powiat. W czasie akcji „Burza” liczył on ok. 120 partyzantów. W dniu 21 lipca 1944 r. rozbrojony wraz z całym oddziałem przez wojska sowieckie. Aresztowany przez Sowietów w sierpniu 1944 r., zbiegł z aresztu NKWD przy ul. Chopina 18 w Lublinie, ukrywał się. Od marca 1945 r. ponownie dowódca oddziału partyzanckiego Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj i Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Inspektoratu Lublin. Od czerwca 1945 r. w składzie zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Ujawniony na mocy amnestii z sierpnia 1945 r. Wyjechał na Ziemie Zachodnie, skąd powrócił na Lubelszczyznę. Wiosną 1946 r. odtworzył oddział, który podporządkował mjr. „Zaporze”. Zatrzymany w wyniku prowokacji UB 16 września 1947 r. w Nysie, podczas próby przekroczenia granicy wraz z grupą żołnierzy mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Aresztowany pod fałszywym nazwiskiem Stanisław Nowakowski. Przeszedł okrutne śledztwo. 15 listopada 1948 r. skazany przez WSR w Warszawie na karę śmierci. Stracony w więzieniu mokotowskim 7 marca 1949 r. wraz z mjr. „Zaporą” i pięcioma innymi współtowarzyszami. Odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżem Walecznych.

Szczątki Stanisława Łukasika odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.

***

Eugeniusz Smoliński (1905–1949), ps. „Kazimierz Staniszewski”, chemik, przed wybuchem II wojny światowej pracował w Państwowej Wytwórni Prochu w Pionkach koło Radomia. Jego zawodowe umiejętności wykorzystał Sztab Komendy Głównej Armii Krajowej, dla której służył od 1940 r., najpierw jako referent materiałów wybuchowych w oddziale produkcji konspiracyjnej, następnie kierownik wytwórni materiałów wybuchowych. Na początku 1945 r. zgłosił się do nowych władz, przedstawiając plan uruchomienia fabryki zbrojeniowej w Łęgnowie koło Bydgoszczy. Wkrótce został pełnomocnikiem rządu do jego realizacji. W lipcu 1947 r. rozpoczął produkcję trotylu, miesiąc później został zatrzymany pod fałszywym zarzutem sabotażu. Skazany przez Wojskowy Sad Rejonowy w Bydgoszczy w procesie pokazowym na karę śmierci. Stracony 9 IV 1949 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Szczątki Eugeniusza Smolińskiego odnaleziono latem 2012 r. w kwaterze „Ł” Cmentarza Powązkowskiego Wojskowego w Warszawie.



Dr Krzysztof Szwagrzyk przedstawia wyniki prac identyfikacyjnych.



Źródło: Instytut Pamięci Narodowej

"Bali się spojrzeć mu w oczy". Ze Stanisławem Łukasikiem, synem kpt. Stanisława Łukasika ps. "Ryś", dowódcy oddziałów AK i WiN, zamordowanego na mocy wyroku wojskowego sądu w 1949 r., rozmawia Adam Kruczek ("Nasz Dziennik")


Stanisław Łukasik, syn kpt. Stanisława Łukasika "Rysia".

Widział Pan szczątki swojego ojca?

- To był chyba najgorszy moment mojego życia. Wiedziałem, że ojciec został rozstrzelany, ale w dokumentach, które dostałem z IPN, było napisane, że był tam pluton egzekucyjny. A tu zobaczyłem, że po prostu jakiś bandyta strzelił ojcu w potylicę. A potem zakopali go jak śmieć. Choć na co dzień jestem dosyć twardym człowiekiem, to łzy stanęły mi w oczach, gdy dotarło do mnie, w jak bestialski sposób został zamordowany. Jego czaszka była poważnie uszkodzona, bo pierwsza kula weszła przez potylicę i wyszła, rozbijając czoło, a druga uszkodziła szczękę. Pomyślałem, że strzelali od tyłu, bo bali się spojrzeć skazanemu w oczy. Nie wiem, czy był wleczony, czy prowadzony, czy spodziewał się tego strzału w tym momencie.

Komuniści bardzo starali się zatrzeć wszelkie ślady po mordowanych bohaterach walczących o wolną Polskę. Spodziewał się Pan, że ta prawda wyjdzie na jaw?

- Tyle lat to trwało, że straciłem nadzieję na odnalezienie miejsca, gdzie ukryto zwłoki ojca. Zresztą nikt ich wcześniej tak naprawdę nie szukał. Nadzieja wróciła po informacji w prasie o planowanej ekshumacji na tzw. Łączce na cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Latem skontaktowałem się z dr. Krzysztofem Szwagrzykiem z IPN. Ucieszył się bardzo, bo poszukiwał właśnie bliskich krewnych ofiar komunistycznych zbrodni. Niedługo potem przysłano mi specjalne próbówki do pobrania materiału genetycznego. Wtedy już moja nadzieja przerodziła się nieomal w pewność, że znajdą tam ojca. A mimo wszystko przeżyłem szok, gdy otrzymałem telefon od pana dr. Szwagrzyka, który powiedział, że badania potwierdziły to "na 200 procent".

Kiedy się Pan o tym dowiedział?

- W czwartek w Warszawie dostałem oficjalny dokument potwierdzenia faktu identyfikacji zwłok mojego ojca, ale o wynikach ekshumacji wiedziałem już od około trzech tygodni, tylko proszono mnie o zachowanie dyskrecji, bo zbyt wczesne zainteresowanie mediów mogłoby przeszkodzić w pracy ekipie IPN. Myślę, że pozostałe szczątki, w tym mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory", też już zostały zidentyfikowane, choć może jeszcze nie na "200 procent".

Patrząc na biografię Pana ojca, nie sposób nie zauważyć, że był urodzonym żołnierzem.

- Wychował się w patriotycznej atmosferze domu rodzinnego. I od najmłodszych lat miał ciągoty do wojska. Już w 1933 r. w wieku 15 lat wstąpił do Szkoły Podoficerskiej dla Małoletnich w Koninie, którą ukończył z wyróżnieniem. Został zawodowym żołnierzem. Do wybuchu wojny służył we Włodzimierzu Wołyńskim. W kampanii wrześniowej walczył pod Kutnem. Po zakończeniu działań wojennych został odznaczony Krzyżem Walecznych osobiście przez gen. Zygmunta Szyszko-Bohusza. Nie dał się wziąć do niemieckiej niewoli i w domu był już 7 października. Po miesiącu zaczął działać w konspiracji w Organizacji Czynu Zbrojnego, a później w Armii Krajowej. Całkowite zejście do podziemia nastąpiło po tym, jak zastrzelił niemieckiego oficera żandarmerii przy próbie wylegitymowania. Jako zawodowy żołnierz prowadził szkołę podoficerską w Motyczu, a wyszkoleni żołnierze później w większości zasilili jego oddział. Za Niemca przeprowadził szereg akcji bojowych. W lipcu 1944 r. dostał order Virtuti Militari. Jego oddział przed ujawnieniem się liczył 120 ludzi. NKWD aresztowało go w sierpniu 1944 r., ale uciekł ze znanego aresztu przy ul. Chopina w Lublinie. Zrekonstruował oddział złożony z osób, które nie mogły się ujawnić, a później wszedł w skład Zrzeszenia WiN mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" i zapisał kolejne akcje, już przeciwko nowemu okupantowi.

Pana najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa związane z ojcem?

- Nie pamiętam go, zginął, jak miałem 4 lata. Wiem, że przyjeżdżał do mojej matki, ale ja tego nie pamiętam. Podobno cała okolica była wtedy obstawiona przez jego ludzi. Z tego, co mi wiadomo, był bardzo ludzkim, ciepłym człowiekiem. I bardzo kochał moją mamę. Zresztą mama była niezwykle piękną kobietą i podobno ojciec szczycił się, że ma taką urodziwą żonę. Sam też był, jak to się mówi, niczego sobie. Wysoki, przystojny mężczyzna, co zresztą widać na zdjęciach.

Kiedy dowiedział się Pan, kim naprawdę był ojciec?

- Bardzo długo tego nie wiedziałem. Ten temat był w domu skrzętnie pomijany, zapewne ze względu na bezpieczeństwo. Stale kręcili się koło nas tajniacy i sam pamiętam, jak jacyś nieznajomi brali mnie "na cukierki" i pytali, czy nie mam jakiegoś zdjęcia tatusia i czy przychodzą do nas goście. Jako mały chłopiec tłumaczyłem sobie nieobecność ojca tym, że może zabili go na wojnie Niemcy. Był taki epizod, który mi zapadł w pamięć, gdy pod koniec szkoły podstawowej na pracach ręcznych mieliśmy sobie coś wystrugać ze ścinków drewna. Ja zrobiłem pistolet, co wywołało wielką awanturę. "Drugi "Ryś"" - krzyczał nauczyciel. Wezwano matkę do szkoły. Mieliśmy z tego powodu dużo nieprzyjemności. Kim naprawdę był ojciec, dowiedziałem się dopiero, gdy byłem w szkole średniej. Ludzie już trochę mniej się bali i zaczęli o tych sprawach rozmawiać. Trochę mi opowiadała babcia, matka ojca.

Jak przedstawiano Panu ojca?

- Zawsze jako bohatera, który oddał życie za Polskę. Zresztą przyznam się, że nikt do mnie nigdy nie powiedział złego słowa o ojcu. Nawet tu, w okolicy. Gdy już dowiedziałem się, za co walczył i za co zginął, to byłem i do dziś jestem niezwykle dumny, że miałem takiego ojca.

Pana rodzina doświadczyła komunistycznych represji?

- Życie matki w tamtym czasie było koszmarem. Wzywali ją na przesłuchania, jakiś czas siedziała w areszcie w Lublinie. W domu wszystko zostało rozszabrowane przez UB. Zostały tylko słomiane sienniki i jakaś płachta do przykrycia. Bezpieka wpadała co chwila, w dzień i w nocy. Robili rewizje i strasznie mamę katowali. Chcieli dowiedzieć się czegoś o ojcu i ludziach z podziemia. Jak mi opowiadała po latach, jednego z takich najść o mały włos nie przypłaciłem życiem. Strasznie mamie poodbijali piersi, a karmiła mnie jeszcze swoim mlekiem. Zatrułem się, a z bardzo ciężkiego stanu wyleczył mnie - o dziwo - sowiecki lekarz, bo nie było w okolicy innego, a Sowieci stali w pobliskiej Konopnicy. Żeby zejść z oczu bezpiece, mama musiała uciekać na Zachód. Przez kilka lat mieszkała we Wrocławiu, a ja wychowywałem się w Motyczu u dziadków ze strony matki. Później pojechałem do niej i przez pierwsze cztery lata chodziłem do szkoły podstawowej we Wrocławiu. Później wróciliśmy i już tu mieszkaliśmy. Zostawili nas w spokoju.

Sędzia Józef Badecki, który skazał na śmierć Pana ojca i około 30 innych patriotów, dożył spokojnie starości i umarł w latach 80. w Warszawie otoczony dobrobytem i szacunkiem. Sadysta Eugeniusz Chimczak, który przez rok znęcał się nad Pana ojcem, skazany w 1996 r. na 7,5 roku więzienia, nie odbył ani dnia kary, rzekomo ze względu na zły stan zdrowia. Przeżył jeszcze 16 lat i zmarł dosłownie kilka miesięcy temu. Jak Pan sądzi, dlaczego ludzie z krwią naszych bohaterów narodowych na rękach nie zostali sprawiedliwie osądzeni po 1989 roku?

- Dla mnie to wszystko jest niepojęte. Rozumiem jeszcze, że można kogoś zabić w czasie wojny w walce, na froncie. Ale tak z zimną krwią najpierw skazać na śmierć, a potem zastrzelić z tyłu - to dopiero trzeba być bandytą. To właśnie oni byli bandytami, choć tak nazywali ludzi takich jak mój ojciec. Przecież ci żołnierze z podziemia walczyli z okupantem niemieckim, a potem sowieckim. Przelewali swoją młodą krew za Polskę. Oni byli sądzeni i mordowani tak naprawdę za to, że byli dobrymi Polakami. Do dziś nie mogę tego pojąć i pogodzić się z tym, jak mógł tak mordować Polak Polaka.

Trudno może traktować stalinowskich zbrodniarzy jak Polaków. Oni mieli inną ojczyznę i jej służyli, nie Polsce.

- Tak, co to była za Polska po 1944 roku? Zresztą wcześniej tyle lat Polska była w niewoli, że może niektórym ludziom od pokoleń już w krew weszło bycie na obcych usługach.

Ci ludzie do dziś otrzymują bardzo wysokie emerytury, potworzyły się wręcz postkomunistyczne dynastie dysponujące ogromnymi pieniędzmi i wpływami.

- Patrząc z boku, można by pomyśleć, że państwo polskie jest niezwykle litościwe. I to szczególnie dla tych, którzy mają tak dużo na sumieniu. Ja nie jestem mściwy, ale mam nadzieję, że takie zbrodnie ciążące na sumieniu nie dają człowiekowi spokoju aż do śmierci. Może dlatego ten Chimczak tak długo żył, by chociaż w ten sposób ponieść karę za swoje zbrodnie?

Czy Pana ojciec został już zrehabilitowany i uhonorowany za bohaterską walkę o niepodległość Polski?

- Sąd Wojewódzki w Warszawie w 1994 r. unieważnił stalinowski wyrok, a śp. prezydent Lech Kaczyński w 2007 r. odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Gdzie powinny spocząć szczątki "Rysia"?

- Wszyscy razem ze swoim komendantem mjr. "Zaporą" powinni zostać pochowani z honorami na cmentarzu Wojskowym na Powązkach, tam gdzie dotąd razem spoczywali. Zasłużyli na to.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: "Nasz Dziennik"
Strona główna>

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33