Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
niedziela, 01 listopada 2009
1 listopada... GLORIA VICTIS !!!
GLORIA VICTIS !!!

"Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie"
Adam Mickiewicz

....................."Łupaszka", "Jastrząb", "Bartek", "Wiarus", "Bruzda", "Drągal", "Olech", "Harnaś", "Wołyniak", "Huzar", "Zagończyk", "Warszyc", "Igła", "Inka", "Cacko", "Jeż", "Kotwicz", "Zuch", "Krysia", "Bury", "Zbych", "Lampart", "Młot", "Wiktor", "Ogień", "Żelazny", "Orlik", "Róg", "Otto", "Puszczyk", "Błękit", "Ragner", "Rój", "Ryba", "Boruta", "Salwa", "Klinga", "Szary", "Uskok", "Burta", "Rekin", "Zapora", "Babinicz", "Lalek"......................
Strona główna>
czwartek, 29 października 2009
Konferencja historyczna w Kętrzynie
Konferencja historyczna "ŻOŁNIERZE WYKLĘCI – ZAPOMNIANI BOHATEROWIE" w Kętrzynie - 06.11.2009 r.

Stowarzyszenie "Kętrzyn.Net" zaprasza 6 listopada 2009 r. (piątek) na godz. 12:00 do auli Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. W. Kętrzyńskiego przy ul. Powstańców W-wy 2 w Kętrzynie na konferencję historyczną – „Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie”.
Konferencja zorganizowana jest w celu upamiętnienia postaw ludzi, dla których II Wojna Światowa nie zakończyła się z chwilą opuszczenia ziem polskich przez wojska Wehrmachtu. Czujemy obowiązek przywrócenia pamięci społecznej i historycznej o ludziach, którzy po 1944 roku podjęli walkę zbrojną z sowieckim okupantem i rodzimymi kolaborantami. Żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość  poświęcili na ołtarzu wolności swoje plany życiowe, zostawiając własne rodziny, ambicje i karierę, aby nadal w konspiracji kontynuować walkę o wyzwolenie Ojczyzny. W spotkaniu weźmie udział Patryk Kozłowski, autor książki „Jeden z wyklętych. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”. 1910–1951”.
Dzięki pomocy Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Pana Aleksandra Szczygło zaprezentowana zostanie także wystawa „Żołnierze Wyklęci. Antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 roku”.

Zachęcając do zapoznania się z ekspozycją przytoczę opis, który można znaleźć na stronach internetowych BBN:
"…to zdjęcia, opisy i fotokopie dokumentów odnoszących się do wydarzeń z lat 1945–1956. Celem prezentowanej wystawy jest uwrażliwienie, przede wszystkim młodych pokoleń naszych rodaków, na tragiczne losy tysięcy Polaków stających wtedy do zbrojnej walki przeciwko komunizmowi – na katastroficzne dzieje pokolenia Kolumbów i naszych dziadków, którzy w walce o wolność oddali swoje życie. Mamy nadzieję, że dzięki temu projektowi m.in. polska młodzież, która nie była świadkiem mrocznych wydarzeń lat stalinowskiego terroru, będzie miała szansę zapoznać się z nieznanymi kartami naszej historii".

Wystawę będzie można oglądać do 20 listopada 2009 r. Minęło już pół wieku od tamtych wydarzeń, a wiedza o bohaterach walczących z komunizmem jest wciąż niepełna. W potocznej świadomości nadal pokutują stereotypy, które są pokłosiem fałszywej propagandy z lat PRL-u.

Michał Kochanowski
Stowarzyszenie "Kętrzyn.Net"
Radny Rady Powiatu w Kętrzynie

wtorek, 27 października 2009
Rozmowa z reżyserem filmu o "Roju", Jerzym Zalewskim
"Reżyser jako artysta musi być człowiekiem odważnym..." - rozmowa z Jerzym Zalewskim, reżyserem filmu o st. sierż. "Roju".

O potrzebie odważnego kina historycznego i antykomunistycznej partyzantce opowiada reżyser i producent filmowy Jerzy Zalewski.
Rozmawiał Petar Petrovic, dziennikarz Polskiego Radia i współpracownik portalu Fronda.pl.

Pośmiertne zdjęcie partyzantów z oddziału Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" (patrol "Tygrysa"), poległych 25 II 1950 r.; od lewej: Ildefons Żbikowski "Tygrys", Józef Niski "Brzoza", Henryk Niedziałkowski "Huragan" i Władysław Bukowski "Zapora".

Petar Petrovic: "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" - pod takim tytułem w przyszłym roku do kin trafi pana opowieść o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu ps. "Rój", żołnierzu Narodowych Sił Zbrojnych, a potem Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Dwa lata temu wyreżyserował pan dokument Elegia na śmierć "Roja". Czy to praca nad tym obrazem skłoniła pana do opowiedzenia fabularyzowanej historii partyzantki antysowieckiej w Polsce?

Jerzy Zalewski: Nie można tak tego ująć, gdyż tamten dokument to prosty, krótki film, będący szkicem do biografii "Roja". Korzenie filmu fabularnego, nad którym pracuję, sięgają raczej obrazu „Kadry”, który był poświęcony NSZ. Powstała jedna część z trzech zaplanowanych, pozostałe dwie są nadal w montażu. Wszystko zaczęło się zaś od momentu kiedy spotkałem Jana Białostockiego, wnuka Ignacego Dziewicza, pierwszego dowódcy NSZ. On przekazał mi materiał, około 100 godzin nagrań, które przeprowadził w latach 90. z żołnierzami tej jednostki, dzisiaj już w większości nieżyjącymi.
To był 2005 rok, a dla mnie był to prawdziwy dar od Boga, gdyż nie należę do osób, które dobrze sobie radzą w archiwach. Najpierw powstały „Kadry”, następnie na bazie tych materiałów, przygotowałem dla IPN leksykon poświęcony żołnierzom NSZ. Później przyszła myśl, żeby wykorzystać te nagrania do stworzenia cyklu dwunastu filmów fabularnych opowiadających o tyluż żołnierzach NSZ. Gdy tylko dwa lata temu pojawiła się szansa by urzeczywistnić te plany, to wybrałem właśnie postać "Roja", gdyż ma on w sobie duży potencjał do tego by zainteresować współczesnego widza, w szczególności tego młodego.

P.P.: Dlaczego wybrał pan właśnie jego? W końcu wśród partyzantów nie jeden miał naście lat.

J.Z.: On jest synonimem młodości, to człowiek, który wchodzi w buty starszego brata, którego podziwia, a który zostaje zamordowany. Jego brat "Pogoda" był szefem partyzantki antyniemieckiej na Mazowszu, a także jednym z dowódców walk z komunistami w 1945 roku w tym regionie. "Rój" na bazie tamtej partyzantki zakłada własną, kontynuując drogę brata i jednocześnie mści się za niego.
Dzisiaj Rój mógłby być postrzegany trochę jako terrorysta, ktoś kto w naszej cywilizacji ma raczej negatywny wymiar, z drugiej strony, to o co walczy, jest w tamtym czasie zupełnie zdeptane. Patrząc na to z tej perspektywy nie trudno zauważyć, że mamy dziś problem z własną historią i z własną tożsamością. Czasami przypomina mi to sytuację Niemców, choć wynika to z zupełnie innych powodów. Pamiętajmy też o tym, że mówimy o 40 – 50 tysięcznej armii ludzi w lesie! Rój walczy do 1951 roku… Ciężko nie zdać sobie pytanie: „po co on to robi”?

Stoją od lewej: st. sierż. "Rój" i sierż. Ildefons Żbikowski "Tygrys".

P.P.: Jakby pan odpowiedział na tak postawione pytanie?

J.Z.: Nasze pytanie świadczy o bezradności wobec tego, co posiadali w sobie tamci ludzie. Oni się nad tym nie zastanawiali, gdyż była to dla niech oczywista walka z okupantem. To co się działo w Polsce w tamtych latach nie było wojną domową, była to po prostu okupacja i utrata wszelkiej możliwej tożsamości, która tych ludzi kształtowała. To poczucie łączy Roja ze współczesnymi ludźmi, bardziej radykalnymi, czasami desperatami, którzy w pierwszej kolejności walczą o własną wolność. On to robi w ramach przestrzeni patriotycznej, polskiej, ten determinizm wynika jednak z tego, że od pewnego momentu także on zaczyna walczyć o własną wolność.
Po zabiciu sowieckich żołnierzy nie ma już dla niego pola odwrotu. Każdy kolejny krok powoduje, że nie ma dokąd wracać. Walczy więc po to żeby nie dać się zabić albo żeby dać się zabić jak najpóźniej. Każde pokolenie ma własną przygodę. Ta, którą wybrał "Roj" nie była zaprogramowana na zwycięstwo, kończy się więc tak jak się musiała skończyć i dzięki temu zyskuje dodatkowo wymiar, z jednej strony absurdu, z drugie zaś podkreśla wielkość tych postaci. Nie ma tu miejsca na wiarę w trzecią wojnę światową, ani w pomoc sojuszników, jest za to wytrwanie w tym co się zaczęło, w poczucie własnej godności. Wydaje mi się, że o tym jest ta opowieść.

P.P.: Jak chce pan opowiedzieć tragiczną historię "Roja" i jemu podobnych, czy chce się pan skupić na jakimś konkretnym momencie z życia bohatera?

J.Z.: Ten film powstanie jako trzy godzinne odcinki i dwugodzinna wersja kinowa. Opowieść zaczyna się w 1944 roku, kiedy słychać wieści o tym, że niedługo mają wejść Rosjanie, a do domu z lasu przychodzi "Pogoda". "Rój" jest młodym chłopcem, którego na odległość od partyzantki trzyma właśnie starszy brat. Następnie oglądamy moment, gdy do tej partyzantki trafia "Rój" i pełni w niej rolę kuriera. Gdy wchodzą Rosjanie oddział partyzancki jego brata postanawia się rozwiązać. Nie mogą się jednak ukryć, gdyż zdrajcy i donosiciele doprowadzają do tego, że wielu z nich zostaje rozpoznanych i aresztowanych przez UB.
Gdy ocalała reszta grupy odbija aresztowanych, to już nie ma dla nich odwrotu. Między majem a sierpniem 1945, trwa na Mazowszu regularna wojna. Jesteśmy świadkami ponownego rozwiązania oddziału, w tym czasie "Rój" przebywa w wojsku, do którego, dla jego własnego bezpieczeństwa, wysłał go brat. Będąc tam dowiaduje się, że "Pogoda" zostaje zastrzelony przez sowieckich żołnierzy. "Rój" ucieka z wojska i tworzy oddział, który od października 1945 do kwietnia 1946 roku jest w ciągłej walce. Film kończy się jego śmiercią. W filmie obserwujemy więc skrót sześciu lat jego życia.

P.P.: Wokół Narodowych Siłach Zbrojnych narosło wiele legend, w większości niezbyt pochlebnych.

J.Z.: Jeżeli chodzi o NSZ to wyrażano się o nich tylko jako o bandytach, faszystach, antysemitach. Ci ludzie po wojnie byli wdeptani w ziemię tak ideowo jak i fizycznie. Bardzo łatwo było zbudować taką formułę, ponieważ NSZ jest formacją wojskową, wynikającą z przedwojennej endecji. Zawsze istniał pewien sojusz pomiędzy AK a siłami lewicowymi w sprawie oceny tej formacji politycznej.
Do tego dochodzi stosunek do polskich Żydów, endecy byli bowiem pragmatykami i walczyli o miejsce w miastach, o przejęcie zawodów, które do tej pory były zdominowane przez Żydów. Był to więc konflikt społeczny, a nie narodowy. Po wojnie komuniści świetnie to wykorzystali i stworzyli mit żołnierzy NSZ jako polskich „Niemców” i „faszystów”.

P.P.: Czy ta propaganda została pana zdaniem przeniesiona także na grunt III RP?

J.Z.: Wydaje mi się, że III RP słynie z tego, że w bardzo ograniczonym stopniu zajmuje się historią. Nie ma się temu co dziwić, gdyż kształt naszego państwa jest rezultatem niedobicia komunizmu. Ciężko w ogóle używać w stosunku do niej określenia III RP, gdyż jest ona de facto PRLem bis. To, że nam się teraz lepiej żyje, zostało okupione kosztem pamięci, wyrównania rachunków, normalnej struktury społecznej, która mogłaby powstać gdyby się karało za winy, a nagradzało za cnoty.

P.P.: Zastanawiam się, jaki będzie odbiór pana filmu. Czy nie obawia się pan, że zanim dojdzie do jego kinowej premiery, zostanie pan zmieszany z błotem już za samo podejmowanie tego tematu?

J.Z.: Rozumiem, że takie ataki wychodziłyby z ust tych, którzy przez lata gloryfikowali komunistów? Jeśli tak, to nic by mnie one nie obchodziły. Bardziej interesuje mnie widz, który w tę przygodę "wejdzie" i choć na chwilę poczuje się "Rojem" i przez to zostanie zmuszony do zastanowienia się nad tym, jak to jest znaleźć się w sytuacji ostatecznej, a mimo to zachować dzielność i to mając tak niewiele lat.

P.P.: Czy przy pracy nad filmem korzystał pan z pomocy historyków?

J.Z.: Oczywiście, scenariusze filmowe, „Kadry” i wspomniany Leksykon, nie powstałyby bez wydatnej pomocy historyków: Leszka Żebrowskiego, chyba najlepszego specjalisty od NSZ w Polsce, Wojciecha Muszyńskiego, prof. Jana Żaryna. To są ludzie, którzy na bieżąco oglądają moje prace i mnie wspomagają.

P.P.: Często krytykuje się reżyserów za to, że tak rzadko podejmują tematy historyczne, w szczególności te dotyczące XX wieku. Z jakimi problemami boryka się pana zdaniem polskie kino historyczne?

J.Z.: Nie jestem zwolennikiem filmów historycznych, które są tworzone z myślą o edukacji. Od tego jest szkoła i książka. Kino jest formą sztuki i jako takie powinno przemawiać do ludzi. Edukacja to niestety zaniedbany etap, którego już nie odrobimy, a na pewno nie zmienię tego ja i mój film. Niedawno spotkałem recenzenta filmowego, który zagadnął mnie o to czy kręcę film historyczny. Odpowiedziałem mu, że się myli, że robię film współczesny, przygodowy. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to znajdzie się on w kinie pod koniec roku 2010 lub też na początku 2011.
Walka o pamięć, o sens naszych dziejów trwa. Sądzę, że będzie to ciekawy kontekst, kiedy w zbliżonym czasie ukaże się mój obraz i "Westerplatte" Pawła Chochlewa. Bardzo chciałbym zobaczyć takie zestawienie, mój "Roj" i opowieść reżysera o tym jak chłopaki z Westerplatte pili wódkę, sikali na portrety i byli tchórzami. Trzeba przyznać, że taka postawa twórcy to uczciwe podejście do sprawy i jakie przy tym pożyteczne! Nie sądzę żeby mój film był brązownictwem, bohaterami opowieści będą energiczni, młodzi ludzie, którzy swoim życiem udowadniają, że nawet w najgorszej sytuacji można się zachować godnie. Kino ma być dziełem sztuki, ale dziełem, które nie może kłamać.

P.P.: Mówiąc o filmach historycznych miałem na myśli kino, które podejmuje tematy historyczne, ważne dla społeczeństwa, kształtujące tożsamość. Nie uważa pan, że ta działka jest trochę zaniedbana?

J.Z.: Tej działki w ogóle nie ma. W III RP głównym problemem reżyserów jest to, by przekonać producentów do wyłożenia pieniędzy na ich pomysły, dlatego przedstawiają im takie, na których ci będą mogli zarobić. Jeżeli reżyser jest także producentem, a jest to niezmiernie rzadka sytuacja, to tym bardziej będzie się martwił o to by na tym nie stracić. W jednym i drugim przypadku film będzie tylko środkiem do osiągnięcia zysku, co w większości przypadków oznacza, że nie będzie zbyt ambitny. Nie ma się więc co dziwić, że powstają wielkie „dzieła” o młodych ludziach i miłości albo coś z modnymi wątkami dotyczącymi homoseksualizmu bądź tolerancji. Czyli mówimy o samych "odważnych", niepoprawnych tematach, na które pójdą tłumy. Popularne są też filmy o tematyce żydowskiej, które wszystkich poruszą, bo wiadomo, że ludobójstwo dotyczyło tylko Żydów…
Tak się stało, że ja jestem i reżyserem i producentem, a tę drugą funkcję pełnię tylko dlatego, żeby móc pełnić tę pierwszą. Jeśli do tego wszystkiego dołożymy fakt, że kino polskie jest na poziomie korupcji i mentalności polskiej piłki nożnej, to ciężko krytykować reżyserów za to, że nie robią ważnych filmów. Reżyser jako artysta musi być człowiekiem odważnym, a ja w tej branży nie widzę takich ludzi.

Źródło: Fronda.pl>

Więcej o powstającym filmie i jego bohaterze st. sierż. "Roju" czytaj:
Strona główna>
piątek, 23 października 2009
Film o st. sierż. "Roju" - ruszyła produkcja !
Rozpoczynają się prace nad ekranizacją historii Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja".

Agencja Filmowa TVP wraz ze Studiem Filmowym "Dr Watkins" oraz Polskim Instytutem Sztuki Filmowej rozpoczynają pracę nad filmem „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” w reżyserii Jerzego Zalewskiego.

Z lewej: Krzysztof Zalewski, odtwórca postaci st. sierż. "Roja"; po prawej: pierwowzór - Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój" - na czele oddziału w 1948 r.

Historię dwudziestoletniego "Roja" widzowie obejrzą w wersji kinowej jako film fabularny oraz w wersji trzyodcinkowego serialu telewizyjnego. Premiera kinowa przewidziana jest na przełomie października i listopada 2010 r., a emisja w TVP w 2011. Zdjęcia będą kręcone w autentycznych miejscach wydarzeń, czyli w okolicach Pułtuska, Makowa Mazowieckiego, Nasielska i Ciechanowa. W ekipie realizacyjnej są między innymi: Adam Sikora (zdjęcia), Tomasz Miernowski (kierownictwo produkcji), Jacek Ukleja (scenografia), Elżbieta Radke (kostiumy).

Główny bohater, Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój", po II wojnie światowej formuje własny oddział partyzantki antykomunistycznej, który w ramach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego walczył do 1951 roku. Wtedy to w obławie wojsk KBW, UB i LWP zginął "Rój". Film będzie opowiadał o sześciu latach walki i wielu spektakularnych akcjach zbrojnych. Jest to historia egzekwowania prawa tam, gdzie zapanowało komunistyczne bezprawie, ale także opowieść o miłości, szczęściu, buncie i zdradzie, którego doświadczali młodzi partyzanci.

W okresie PRL losy "Roja" i jego żołnierzy zostały zafałszowane i do dziś pozostają praktycznie nieznane. Twórcy filmu pragną oddać sprawiedliwość zapomnianym obrońcom Boga, Honoru i Ojczyzny, ale także zrozumiałym, współczesnym językiem porozumiewać się z młodymi widzami. Zasadnicze pytanie filmu brzmi: „czy warto bronić przegranych spraw”. Skoro jednak istnieje impuls do ich obrony, pozostaje nadzieja, że nie są one do końca przegrane…

HARMONOGRAM ZDJĘĆ:
  • Etap pierwszy: zdjęcia „uciekające” – plenery, pasaże – listopad 2009.
  • Etap drugi: właściwe zdjęcia – sekwencja zimowa – luty 2010.
  • Etap trzeci: właściwe zdjęcia – sekwencja wiosenna oraz wnętrza – II połowa marca/I połowa kwietnia 2010.
  • Etap czwarty: sekwencje letnie – II połowa maja 2010.
OBSADA PIERWSZOPLANOWA:

Krzysztof Zalewski jako Mieczysław Dziemieszkiewicz "Rój".
Mateusz Łasowski jako "Częścik" – partyzant oddziału Narodowych Sił Zbrojnych dowodzonego przez Pogodę. Potem w Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym.
Konrad Marszałek jako "Dąb" – partyzant Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowódca jednego z oddziałów.
Jerzy Połoński jako "Góral" – partyzant oddziału NZW dowodzonego przez Roja; syn Osowieckiego, zawziętego funkcjonariusza UB.
Wojtek Żołądkowicz jako "Klon" – partyzant oddziału NZW dowodzonego przez "Lasa"; potem w oddziale "Roja"; ciężko ranny w jednej z obław.
Bartek Kotchedoff jako "Kot" – partyzant oddziału "Roja"; schwytany i torturowany przez UB.
Paweł Tomaszewski jako "Mazur" – towarzysz broni "Roja" od początku walki, jego zastępca w oddziale partyzanckim; razem z nim "Rój" ginie w obławie w Szyszkach. [wieś Szyszki w wikipedii>].
Krzysztof Piątkowski jako "Pilot" – partyzant oddziału "Roja".
Sebastian Cybulski jako "Ryś" – partyzant oddziału NSZ dowodzonego przez "Pogodę"; jeden z dowodzących akcją odbicia więzienia w Krasnosielcu.
Jan Urbański jako "Sęp" – partyzant oddziału NSZ dowodzonego przez "Pogodę", potem jeden z dowódców oddziałów NZW.
Paweł Domalewski jako "Tygrys" – partyzant oddziału NSZ dowodzonego przez "Pogodę"; potem członek oddziału "Roja".
Bartek Magdziarz jako "Wilk" – partyzant oddziału "Roja".
Szymon Sikora jako "Żbik" – partyzant oddziału "Roja"; specjalista od likwidacji, działający czasem na własną rękę.
Ponadto w obozie szkoleniowym bierze udział Sebastian Ryś jako wykonawca roli drugoplanowej.


Obejrzyj film dokumentalny Jerzego Zalewskiego:
Elegia na śmierć "Roja"


Więcej na temat st. sierż. "Roja" czytaj:
Źródło: Telewizja Polska>
Strona główna>

środa, 21 października 2009
46 rocznica śmierci sierż. "Lalka"
46 rocznica śmierci sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek" - ostatniego żołnierza Niepodległej Polski.

„Bez ofiary życia kilku tysięcy takich jak Oni, powojenna historia Polski byłaby jakże bardziej zawstydzająca”.
H. Pająk

Marzec 1945 r. Józef Franczak „Lalek” w II Armii Wojska Polskiego tuż przed dezercją.

21 października 1963 roku w obławie funkcjonariuszy SB i ZOMO we wsi Majdan Kozic Górnych na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak „Lalek”, ostatni żołnierz podziemia niepodległościowego. Został wydany w ręce bezpieki przez krewnego zwerbowanego do współpracy z SB. Jego siostry, dopiero 20 lat później, mogły złożyć ciało [pozbawione przez komunistów głowy] w rodzinnym grobowcu.

Sierż. Józef Franczak „Laluś”, „Lalek” był ostatnim partyzantem polskiego podziemia niepodległościowego. Jego życiorys jest typowy dla wielu z pokolenia Kolumbów. Urodził się w 1918 roku w małej podlubelskiej wiosce Majdan Kozic Górnych. Nie mając środków na dalsze kształcenie zgłosił się do Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu, a następnie służył w Równem na Wołyniu. We wrześniu 1939 roku walczył z Sowietami, udało mu się zbiec z niewoli i powrócić w rodzinne strony. W czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem ZWZ i AK, dowodził drużyną, a następnie plutonem. Prowadził też zajęcia w konspiracyjnej szkole podoficerskiej. Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w szeregach organizowanego przez komunistów „ludowego” WP. Stacjonował w Kąkolewnicy, gdzie Sąd Polowy II Armii „ludowego” WP skazywał na kary śmierci byłych żołnierzy AK. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach 1945 roku zdezerterował. Początkowo ukrywał się w okolicach Łodzi, a następnie na Pomorzu.

"Laluś" jako żołnierz żandarmerii Wojska Polskiego. Zdjęcie z czerwca 1939 r.

Rozpoznany, powrócił w rodzinne strony, ale tutaj już w czerwcu 1946 roku wpadł w obławę grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Podczas transportu uciekł wraz z dziewięcioma innymi aresztantami, zabijając m.in. trzech funkcjonariuszy bezpieki. Na krótko dołączył do jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Na początku 1947 roku zgłosił się do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Po akcji ujawnieniowej z wiosny 1947 roku został dowódcą jednego z pododdziałów. Wraz ze swoimi partyzantami (było ich zazwyczaj od czterech do sześciu) patrolował podległy mu teren na pograniczu powiatów lubelskiego i krasnostawskiego; zbierali informacje dotyczące aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na temat osób współpracujących z UB oraz najbardziej gorliwych funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je grupami operacyjnymi UB–KBW. Po stratach w zasadzce z maja 1948 roku jego pododdział przestał istnieć. Z pięciu partyzantów poległo dwóch, a dwóch zostało rannych (z których jeden zmarł). Bez szwanku wyszedł jedynie „Laluś”. W kolejną zasadzkę wpadł sam w Wigilię 1948 roku. W czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch. Od tego czasu nie posiadał już zorganizowanego pododdziału zbrojnego, ale utrzymywał łączność z kontynuującymi walkę zbrojną. Jego towarzysze ginęli w walce lub wpadali w ręce UB w wyniku kombinacji operacyjnych. Jemu nadal udawało się umykać przed tropiącymi go funkcjonariuszami UB, niejednokrotnie dopisywało mu niesamowite szczęście.

1947 rok. Narada dowódców patroli. Od lewej: Stanisław Kuchcewicz „Wiktor”, prawdop. kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Józef Franczak „Lalek”, Walenty Waśkowicz „Strzała”.

"Lalek" nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za udzielanie pomocy tak „niebezpiecznemu bandycie” groził kilkuletni wyrok więzienia. Franczak poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z uchwalonej 27 kwietnia 1956 roku amnestii i powrotem do normalnego życia. W rozmowie z jednym ze swoich współpracowników miał powiedzieć, że gdyby miał gwarancję, że otrzymałby wyrok mniejszy niż 15 lat więzienia, to zdecydowałby się na ujawnienie. Jednak po konsultacjach z jednym z lubelskich adwokatów zrezygnował, bo ten miał mu wyjaśnić, że za popełnione przez niego przestępstwa groziła mu kara dożywotniego więzienia. W rozmowach ze swoimi współpracownikami mówił, że w najbliższym czasie w Polsce musi dojść do zmiany ustroju, a on zrobi wszystko, aby do tego dotrwać. Pragnienie powrotu do normalnego życia powodował związek z Danutą Mazur z Wygnanowic, z którego 11 stycznia 1958 roku urodził się syn Marek. Oboje podejmowali próby sformalizowania swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża, obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu. Funkcjonariusze UB/SB używali przeróżnych sposobów, aby go wytropić. Pozyskiwano konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować jego rodzinę i środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. W domach członków najbliższej rodziny „Lalusia” oraz jego najbliższych współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową; w zabudowaniach sąsiadujących organizowane były tzw. zakryte punkty obserwacyjne, w których dwóch – trzech funkcjonariuszy spędzało po kilka tygodni w oczekiwaniu na pojawienie się „Lalusia”. Bezskutecznie.

Na początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia lub likwidacji „Lalusia”. Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty Mazur, mieszkający wtedy w Lublinie. Na podstawie „materiałów kompromitujących” oficerom  SB udało się go zwerbować jako tajnego współpracownika; nadano mu ps. "Michał". Przez kolejne miesiące dojeżdżał do Wygnanowic, spotykał się ze swoimi krewnymi, a jednocześnie współpracownikami „Lalusia”. Jako bliski krewny darzony był przez nich zaufaniem. W sierpniu 1963 roku udało mu się spotkać z „Lalusiem”. Przez następne trzy miesiące SB przy pomocy TW „Michała” coraz bardziej osaczała „Lalusia”. 20 października 1963 roku agent wyposażony w aparaturę podsłuchową spotkał się z „Lalusiem”. W okolicy oczekiwała grupa likwidacyjna złożona z dziesięciu oficerów operacyjnych SB i 60 funkcjonariuszy ZOMO. Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych oraz wyznaczenia spotkania na wieczór. Następnego dnia rano TW „Michał” przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu, że poprzedniego dnia udało mu się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym „Laluś” został przywieziony na spotkanie.

21 października 1963 roku zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35 funkcjonariuszy ZOMO, którą dowieziono w okolice wsi Majdan Kozic Górnych. O godz. 15.45 zabudowania Wacława Becia – właściciela motocykla – zostały okrążone. „Laluś” zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował – udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął uciekać. Przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok i pozbawiono je głowy, a następnie złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej. Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry „Lalusia” przeniosły prochy do rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.

21 października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka, wykonane przez UB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych.

11 maja 2007 r. z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa odsłonięto w Piaskach pomnik Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. „Lalek”.

Odsłonięty 11 maja 2007 r. w Piaskach pomnik w hołdzie ostatniemu żołnierzowi Rzeczypospolitej Polskiej, sierż. Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".

17 marca 2008 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pośmiertnie, ostatniemu żołnierzowi wyklętemu Józefowi Franczakowi ps. "Lalek". Józef Franczak odznaczony został za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał syn Marek Franczak.

21 października 2008 roku. Marek Franczak, syn „Lalusia”, przy pomniku ojca na cmentarzu w Piaskach.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka" czytaj:
Linki zewnętrzne:
Strona główna>
wtorek, 06 października 2009
58 rocznica śmierci ppor. "Żelaznego"
58 rocznica śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego"

"O ile żyję do tej pory, przypisuję to łasce najwyższego Boga. [...] zawsze gorąco Boga proszę w codziennym różańcu, by mi dał siłę wytrwać w tej ciężkiej pracy i trudach, który dźwigam na swych barkach. Widocznie Bóg dobry iskierkę łaski ma dla mnie, bo naprawdę przez tyle lat walki ręce moje nie splamiły się niczym brudnym czy czyjąś krzywdą. [...] nie zbadane są wyroki Boże, może to było moje przeznaczenie od Boga, że tą drogą poszedłem, nie plamiąc sumienia, służąc świętym celom".
Fragment listu ppor. "Żelaznego" do rodziny z 1951 r.


Ppor. Edward Taraszkiewicz ps. "Żelazny"

58 lat temu, o świcie 6 października 1951 roku, w miejscowości Zbereże (pow. Włodawa), przebijając się  wraz z trzema swoimi żołnierzami przez trzy kordony kilkusetosobowej obławy UB-KBW, zginął w walce ostatni dowódca oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa, ppor. Edward Taraszkiewicz ps. "Żelazny".

Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), Edward Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" († 11 XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie więzienie).

Wraz z nim poległ Stanisław Torbicz "Kazik", zaś pozostałych dwóch żołnierzy - Józefa Domańskiego "Łukasza" i Stanisława Marciniaka "Niewinnego" ujęto, w pokazowym procesie skazano na karę śmierci i zamordowano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie.

Zbereże (pow. Włodawa). Miejsce ostatniej walki ppor. "Żelaznego". Zdjęcie wykonane przez UB zaraz po tragicznych wydarzeniach 6 X 1951 r. Między domami widoczna droga, którą próbowali się przebić "Żelazny" i jego ludzie. Po prawej stronie widoczny dom sędziego Dremlaka (stoi do dziś). Czerwonym krzyżykiem oznaczono przybliżone miejsce śmierci ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", w którym obecnie stoi pamiątkowa kapliczka. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć].

Obecny widok drogi i domu sędziego Dremlaka. Dom z lewej strony już nie istnieje.

Zbereże (pow. Włodawa). Obecny widok miejsca rozlokowania sztabu Grupy Operacyjnej i śmierci ppor. "Żelaznego".

W trakcie działań Grupy Operacyjnej UB-KBW zostali zabici również Natalia i Teodor Kaszczukowie, bezbronne małżeństwo, w których domu ukrywali się partyzanci.

Józef Domański ps. "Łukasz", zamordowany 12 I 1953 r.

Stanisław Marciniak " ps. "Niewinny", zamordowany 12 I 1953 r.

Ppor. "Żelazny" poległ mając 30 lat, z których 6 poświęcił na bezkompromisową walkę z komunistycznym zniewoleniem. Jego ciało zostało przewiezione do PUBP we Włodawie i pochowane w nieznanym do dziś miejscu.

Zima 1945/1946 r. Od lewej: ppor. Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, Zdzisław Kogutowski „Ryś” (poległ podczas tzw. Krwawej Wigilii, 24 XII 1946 r.).

GLORIA VICTIS !!!

Poniżej zdjęcia wykonane przez UB 6 października 1951 r. na  dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz "Kazik" (z lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany wraz z Józefem Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie.




Stanisław Torbicz ps. "Kazik". Pośmiertne zdjęcie wykonane przez UB. Na czole widoczna rana po kuli.

Pośmiertne zdjęcie ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", wykonane na dziedzińcu PUBP we Włodawie 6 X 1951 r. Na ciele widoczny (na granicy zawinięcia koszuli) ślad po kuli, która go zabiła.

Z racji tej tragicznej rocznicy zapraszam do lektury opowieści przybliżającej okoliczności, które doprowadziły do osaczenia i śmierci ppor. „Żelaznego”:
Więcej o walce ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego brata Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" czytaj w kategorii Im poświęconej:
Czytaj również:
Strona główna>
piątek, 02 października 2009
Fotorelacja z odsłonięcia pomnika por. ''Jeża''
Fotorelacja z odsłonięcia pomnika por. Zacheusza Nowowiejskiego ps. ''Jeż''

5 września 2009 r. między Janowem a Chorzelami, w lesie w Górach Dębowych, tam gdzie walczył, odsłonięto pomnik por. Zacheusza Nowowiejskiego ps. "Jeż", żołnierza Armii Krajowej i ROAK, przez lata uznawanego przez komunistów za  zdrajcę i bandytę. Dziś, po 64 latach, stał się bohaterem tych ziem.



Uroczystość odbyła się na terenie leśnej ścieżki rowerowej „Góry Dębowe” Nadleśnictwa Przasnysz w pobliżu miejscowości Zembrzus, gdzie urodził się Wiktor Zacheusz Nowowiejski. Organizatorami uroczystości byli: Starostwo Przasnyskie i Nidzickie, Nadleśnictwo Przasnysz, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej, Towarzystwo Przyjaciół Chorzel, Związek Polskich Spadochroniarzy oraz samorządy i inne organizacje z terenu powiatu przasnyskiego.


Uroczystość rozpoczęła się o godzinie 14:00 powitaniem przybyłych gości przez Starostę Przasnyskiego Pana Zenona Szczepankowskiego. Następnie odegrano Hymn Państwowy oraz odmówiono modlitwę za duszę Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego oraz mieszkańców Ziemi Przasnyskiej - ofiar Zbrodni Katyńskiej. Po wystąpieniu prof. dr hab. Ryszarda Juszkiewicza odsłonięto i poświęcono popiersie Wiktora Zacheusza Nowowiejskiego. Odsłonięcia dokonał brat Wiktora Nowowiejskiego. Przed uroczystym posadzeniem Dębów Pamięci poświęconym ofiarom Zbrodni Katyńskiej odbył się Apel Pamięci i salwa asysty honorowej z Przasnyskiego Ośrodka Radioelektronicznego – JW 5699.




Na zaproszenie starostów Przasnysza i Nidzicy na uroczystość odsłonięcia popiersia Zacheusza Nowowiejskiego przybyło  ok. 600 osób. W tym licznym gronie znaleźli się kombatanci, żołnierze z jednostki wojskowej w Przasnyszu, harcerze, mieszkańcy okolicznych miejscowości, posłowie PiS Jerzy Gosiewski i Wojciech Jasiński, przedstawiciele władz powiatów przasnyskiego i nidzickiego oraz gmin Chorzele i Janowo, rodziny Katyńskie. W imieniu szefa BBN Aleksandra Szczygło list odczytał płk. Sordyl. Podczas uroczystości przemawiał też brat Zacheusza, Henryk Nowowiejski. Posadzono także 18 Dębów Pamięci poświęconych ofiarom Zbrodni Katyńskiej z terenu powiatu przasnyskiego.




Na koniec odbyło się ognisko na miejscu postoju w Leśnictwie Stara Wieś, gdzie zabrali głos zaproszeni goście m.in. przedstawiciele rządu i parlamentu: Pani Minister Julia Pitera oraz posłowie: Aleksander Sopliński, Wojciech Jasiński i Jerzy Gosiewski.




ŻYCIORYS WIKTORA ZACHEUSZA NOWOWIEJSKIEGO



Wiktor Zacheusz Nowowiejski urodził się 28 grudnia 1915 r. we wsi Zembrzus w gminie Janowo, w dawnym powiecie przasnyskim, w patriotycznej rodzinie szlacheckiej. Rodzice, Władysław i Marianna z Zembrzuskich, posiadali 50-hektarowe gospodarstwo rolne. Po ukończeniu szkoły gminnej w Janowie, uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Mławie. Seminarium ukończył w 1936 r. i wkrótce rozpoczął służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zambrowie. Po zakończeniu służby podjął pracę nauczyciela w szkole podstawowej. Brał udział w wojnie obronnej 1939 r. Po udanej ucieczce z obozu jenieckiego, powrócił w rodzinne strony. Wraz z innymi nauczycielami zorganizował siatkę tajnego nauczania. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, następnie Armii Krajowej. Posługiwał się pseudonimem „Jeż”. Latem 1943 r. włączył się do oddziału partyzanckiego AK kierowanego przez Stefana Rudzińskiego ps. „Wiktor”. Oddział ten wsławił się wieloma brawurowymi akcjami przeciwko Niemcom na terenie Prus. Po wkroczeniu sowietów na tereny powiatu przasnyskiego, nie złożył broni. Wraz z innymi partyzantami prowadził akcje, w których bronił ludzi represjonowanych przez komunistów. Na „Jeża” organizowano obławy, szczególnie w jego rodzinnej wsi, prześladowano rodzinę. 6 grudnia 1946 r. grupa funkcjonariuszy UB z Przasnysza wspierana przez pluton żołnierzy z 3. Pułku Ułanów Warszawskich doprowadziła do śmierci Nowowiejskiego w Zembrzusie, niedaleko jego własnego domu. Trafiony kulą, próbował ucieczki, a gdy ta okazała się niemożliwa, strzałem w głowę pozbawił się życia. Ciało „Jeża” zabrano do Przasnysza. Miejsce jego pochówku do dziś jest nieznane.

Więcej na temat por. Zacheusza Nowowiejskiego "Jeża" czytaj na stronie, w kategorii BIOGRAMY DOWÓDCÓW, w artykule:
LINKI ZEWNĘTRZNE:
Strona główna>
niedziela, 27 września 2009
IV Rajd szlakami żołnierzy mjr. "Ognia"

IV Rajd szlakami żołnierzy wyklętych
mjr. Józefa Kurasia "Orła" - "Ognia"
Podhale-Tatry, 2-4 października '09

pod honorowym patronatem Szefa
Biura Bezpieczeństwa Narodowego

W imieniu organizatorów - Społecznego Komitetu Pamięci Żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Rocha i Zgrupowania „Błyskawica” w Waksmundzie oraz Grupy Rekonstrukcji Historycznych „Błyskawica” w Waksmundzie - zapraszam na czwartą edycję Rajdu szlakami żołnierzy wyklętych mjr. Józefa Kurasia "Orła" - "Ognia".


Komitet Honorowy Rajdu tworzą:
Zbigniew Kuraś – syn mjr. „Ognia”
Ks. Jacek Mola – proboszcz parafii św. Kazimierza w Kościelisku
Edward Siarka – Poseł na Sejm RP
dr Andrzej Drogoń – Dyrektor Oddziału IPN w Katowicach

Tegoroczna edycja rajdu odbędzie się w dniach 2-4 października, a jego celem, jako imprezy popularyzującej najnowszą historię regionu jest:
  • poznanie dziejów niepodległościowego podziemia zbrojnego z lat 1939-55 na terenie Skalnego Podhala i Tatr Zachodnich
  • dotarcie do miejsc i obiektów – świadków historii,
  • prezentacja żywej historii – inscenizacji, rekonstrukcji wydarzeń w terenie,
  • spotkanie z kombatantami formacji partyzanckich na szlaku rajdu,
  • poznanie specyfiki dziejów i kultury Skalnego Podhala z podkreśleniem tradycji militarnych regionu z XVIII-XX w. [m.in. Poruseństwo Chochołowskie 1846 r. – Szlak Powstania Chochołowskiego, walki w Dolinie Chochołowskiej 1944-46],
  • przywrócenie społecznej pamięci o walce zbrojnej i ofierze żołnierzy Dywersji Pozafrontowej 1938/9, ZWZ-AK 1939-45, kurierów tatrzańskich, partyzantów Zgrupowania „Błyskawica” 1945-47 – a szczególnie 2 kompanii Zgrupowania - walczących o suwerenność Polski w latach 1939-47.
W program rajdu wplecione będą spotkania ze świadkami historii podziemia niepodległościowego: kurierami tatrzańskimi, żołnierzami AK i partyzantami Zgrupowania ”Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”.


Trasa rajdu:
Nowy Targ /cmentarz/- Czarny Dunajec – Chochołów – Magura Witowska; Roztoki – Dolina Chochołowska – Dolina Starorobociańska – Ornak; Kościelisko - Zakopane.

Dowiedz się
więcej odwiedzając oficjalną stronę IV rajdu szlakami żołnierzy mjr. "Ognia" - kliknij w baner poniżej>
poniedziałek, 21 września 2009
Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Skotnikach
Odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej w Skotnikach n/Pilicą.

W imieniu organizatorów i fundatorów - kieleckiego Stowarzyszenia Orląt Armii Krajowej - zapraszam na uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej poświęconej, zamordowanej przez funkcjonariuszy UB Stefanii Józefie Firkowskiej ps. "Feluś", żołnierzowi NSZ-AK-WiN, która odbędzie się w dniu 27 września 2009 r. (niedziela) w Skotnikach n/Pilicą (woj.łódzkie).

Pomnik poświęcony Stefanii Firkowskiej ps. "Feluś" odsłonięty w Skotnikach 27 września 2009 r.

Uroczystości o godz. 12.00 rozpocznie Msza św. odprawiona w Kościele przy rynku, po której nastąpi odsłonięcie i poświęcenie tablicy pamiątkowej. Po tym wygłoszona zostanie prelekcja opisująca życie i działalność Józefy Firkowskiej a następnie złożone zostaną wieńce i kwiaty pod tablicą. Na uroczystość zostali zaproszeni  żołnierze 25 pp AK Ziemi Piotrkowskiej oraz rodzina zamordowanej.

Stefania Józefa Firkowska

St. strz. Stefania Józefa Firkowska ps. "Felek", "Feluś", ur. 20 września 1925 r., podczas okupacji niemieckiej służyła w oddziale partyzanckim NSZ-AK kpt. Józefa Wyrwy "Starego", który wszedł w skład 25 pp AK. Po zakończeniu działań wojennych pozostała w konspiracji. Tuż przed Wielkanocą w 1946 r. została uprowadzona w Skotnikach (woj. piotrkowskie) i zamordowana przez funkcjonariuszy PUBP z Końskich. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.

St. strz. Stefania Józefa Firkowska ps. "Felek", "Feluś".

Stefania Firkowska (siedzi w środku).

1944, w okolicach Końskich, Stefania Firkowska stoi w środku.

W dolnym rzędzie klęczy Stefania Firkowska "Felek".

Żołnierze 5 kompanii 25 Pułku Piechoty - Okręg Łódź Armii Krajowej. Stoją od lewej: Zbigniew Brudkiewicz ps. "Żbik", ps. "Grzyb", Teresa Hauke-Pacewicz ps. "Jędrek", ps. "Orlicki", Głowania ps. "Jur", Radziszewski ps. "Wojtek", st. strz. Radziszewski ps. "Andrzej", Stanisław Radziszewski ps. "Franek", Henryk Bohm ps. "Beniamin", Tadeusz Wyrwa ps. "Orlik", mjr Zygmunt Kuropatwa ps. "Rafał", kpt. Józef Wyrwa ps. "Stary", st. strz. Stefania Firkowska ps. "Felek", ppor. Edmund Waligóra ps. "Edmund", Andrzej Łubieński ps. "Graf", plut. pchor. Marian Crząstkowski ps. "Zadorka", Aleksander Kośla ps. "Gryf", Edward Kłyst ps. "Brutus", Danielenko, ps. Przekora (Jan NN), Wiśniewski ps "Janusz", Ryszard Wierzbowski ps. "Kret", Tadeusz Świercz ps. "Bystry", Henryk Puciata ps. "Dzik". Siedzi plut. Czesław Jasiński ps. "Sław". Klęczą od lewej: ps. "Roman", ps. "Miszka" (Rosjanin), ps. "Kulsza" (Rosjanin), ps. "Mietek" (Rosjanin), Edward Marzec ps. "Hermes", kpr. Stanisław Jędrzejczyk ps. "Lot", kpr. Marian Ostrowski ps. "Veni", Rachmatuła Guzairow ps. "Tatar", Rajmund Brudkiewicz ps. "Ryś", ps. "Gienek", ps. "Bill". Leżą od lewej: ps. "Sasza" (Rosjanin), Prygow.

Kpt. Józef Wyrwa "Groźny", "Stary", hubalczyk, w partyzantce od 1939 do 1945 d-ca OP AS NSZ "Las 2", d-ca komp. i baonu w 25 pp AK w okresie Akcji Burza na Kielecczyźnie.

Partyzanci z 5 kompanii 25 Pułku Piechoty AK Okręg Łódź, 1944 r. Stoją od lewej: plut. Edmund Bieńkowski ps. "Bari", kpr. pchor. Zdzisław Filinger ps. "Roszak", Tadeusz Wyrwa ps. "Orlik" (syn kpt. Józefa Wyrwy "Starego"), ps. "Dąb".

Sławomir M. Nowinowski, Paweł Spodenkiewicz, Tomasz Toborek, Tadeusz Wyrwa – partyzant z natury, Łódź 2007.

Książka jest zarysem biografii jednego z najwybitniejszych historyków polskich żyjących po II wojnie światowej na emigracji. Autorzy scharakteryzowali działalność Tadeusza Wyrwy w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego i jego aktywność publiczną na obczyźnie, zwłaszcza na terenie USA w początkach lat pięćdziesiątych. Dokonano w niej również analizy dorobku historiograficznego Tadeusza Wyrwy. Czytaj więcej (Patriotyzm - zapomniane słowo)>

Strona główna>
piątek, 18 września 2009
Wystawa "Żołnierze wyklęci" w Siedlcach
Otwarcie wystawy „Żołnierze wyklęci” w Siedlcach

Klikając w obrazek można obejrzeć wystawę online na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

17 września 2009 r. o godz. 11:00 na placu gen. Władysława Sikorskiego w Siedlcach została otwarta pierwsza część wystawy „Żołnierze wyklęci”. Terminem „żołnierze wyklęci” określano żołnierzy podziemia, akowców, którzy działali w imię niepodległej Polski od roku 1944 do roku 1963, kiedy został zabity ostatni z tych żołnierzy - Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego ps. "Uskok".

Autorem wystawy jest Adam Borowski, działacz opozycji demokratycznej i niepodległościowej w PRL oraz ludzie z Ligii Republikańskiej. W otwarciu wystawy uczestniczyli Biskup Siedlecki Zbigniew Kiernikowski, Prezydent Miasta Siedlce Wojciech Kudelski wraz z wiceprezydentami Martą Sosnowską i Jarosławem Głowackim, jak również Radni Rady Miasta Siedlce na czele z wiceprzewodniczącym Stefanem Somlą oraz goście z zaprzyjaźnionych samorządów z Sokołowa Podlaskiego i Platerowa.
W Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach odbyło się spotkanie z młodzieżą i mieszkańcami, na którym została przedstawiona historia kpt. Władysława Łukasiuka.ps. "Młot", dowódcy 6 Brygady Wileńskiej AK.  Także tego dnia o godz. 18.00 w kościele św. Ducha została odprawiona Msza św. a po niej  złożono kwiaty przed pomnikiem Żołnierzy 5 i 6 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. Wystawa upamiętnia 60 rocznicę śmierci kapitana Łukasiuka "Młota" oraz 70 rocznicę agresji sowieckiej na Polskę.

Swoją obecnością wystawę uświetnili Teresa Borychowska i Janina Sobiczewska bohaterki filmu „Sny utracone, sny odzyskane” oraz Andrzej Łukasiuk, syn kapitana Władysława Łukasiuka. Po wystawie oprowadzała Natalia Olszewska, prezes studenckiego koła naukowego historyków z Akademii Podlaskiej. W słowie otwierającym wystawę ks. bp Zbigniew Kiernikowski podziękował organizatorom ekspozycji oraz podkreślił wartość pamięci w życiu człowieka. Dzięki pamięci człowiek może korzystać z doświadczeń pozytywnych i bolesnych swoich bliskich, jak również swojego narodu.

Ksiądz Biskup zachęcił rodziców i nauczycieli do przechowywania oraz przekazywania chlubnej przeszłości Polski młodemu pokoleniu. To przekazywanie pamięci ma być oparte na doświadczeniu przebaczenia i pewności, że Bóg jest obecny w historii człowieka i nawet ze zła wyprowadza dobro.



Źródło: http://radiopodlasie.pl
Strona główna>

czwartek, 17 września 2009
17 września 1939 - PAMIĘTAMY !!!
17 września 1939 - PAMIĘTAMY !!!


Strona główna>