Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
wtorek, 14 października 2014
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (9)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 39, rok XXIII, czerwiec 2014, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów autorstwa historyka, autora strony "Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie" - Grzegorza Makusa, Atak oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie 22 października 1946 roku.
Artykuł (str. 5-73) jest szczegółową rekonstrukcją tej operacji, widzianej oczami atakujących partyzantów, jak również funkcjonariuszy UB, MO i żołnierzy WP. W oparciu o wcześniej niepublikowane źródła archiwalne wytworzone przez resort bezpieczeństwa, struktury Obwodu WiN Włodawa, jak również relacje uczestników wydarzeń, drobiazgowo opisano akcję tak pod względem taktycznym, jak i strategicznym, począwszy od etapu przygotowań, następnie działań pozorowanych, mających zmylić czujność i osłabić potencjał obronny przeciwnika, przez samo opanowanie Włodawy i rozbicie PUBP, skończywszy na uporządkowanym odwrocie z miasta. Podjęto również próbę dokładniejszego przyjrzenia się tajemniczej hipotezie rzekomego udziału w ataku na PUBP czterech partyzantów ukraińskich z Nadrejonu „Łewada” Okręgu III OUN, starając się jednocześnie wyjaśnić, co mogło leżeć u podstaw nawiązania tego doraźnego porozumienia z polskim podziemiem. Tekst artykułu opatrzono wieloma unikalnymi fotografiami, aneksami jak również bogatym aparatem naukowym, zawierającym m.in. noty biograficzne większości uczestników wydarzeń i uwolnionych więźniów.


Grzegorz Makus

Atak oddziału Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie 22 października 1946 roku.


Oddział partyzancki włodawskiego Obwodu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, dowodzony przez pochodzących z Włodawy braci – ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”1, a następnie ppor. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”2, powstał wiosną 1945 r. w oparciu o żołnierzy i struktury konspiracyjne 7. pp Legionów Armii Krajowej, walczącego w powiecie włodawskim podczas okupacji niemieckiej3.

Począwszy od czerwca 1945 r., w ciągu następnych kilku miesięcy oddział rozrósł się do stanu kilkudziesięciu doskonale uzbrojonych żołnierzy, jednak w razie doraźnej potrzeby mógł być bardzo szybko uzupełniony ludźmi z placówek terenowych, osiągając liczebność rzędu 60-80 partyzantów. Działania podejmowane przez nich w powiatach włodawskim, chełmskim i ówczesnym lubartowskim skupiały się przede wszystkim na walce  z grupami UB, WP i KBW, rozbijaniu uciążliwych posterunków MO, likwidacji konfidentów i obronie społeczeństwa przed plagą pospolitego bandytyzmu. Pod komendą „Jastrzębia”, od czerwca 1945 r. do stycznia 1947 r., oddział wsławił się wieloma spektakularnymi akcjami przeciwko zbrojnym organom represji reżimu komunistycznego oraz ich współpracownikom i aktywistom, wśród których najważniejsze to opanowanie 5 lutego 1946 r. Parczewa,a w następnych kilku dniach trzy zwycięskie starcia z 70-osobową grupą pościgową UB, WP  i WOP, zajęcie 12 kwietnia 1946 r. lotniska Armii Czerwonej w Lubowierzu [gm. Wołoskowola], rozbicie 12 maja 1946 r. w Gródku [gm. Siemień] plutonu NKWD, zatrzymanie i internowanie 18 lipca 1946 r. siostry Bolesława Bieruta Zofii Malewskiej z rodziną (po 2 dniach zostali zwolnieni), czy  udział w ataku połączonych oddziałów obwodów radzyńskiego i włodawskiego WiN (ok. 350 partyzantów) na Radzyń Podlaski 31 grudnia 1946 r.
Jednak do najbardziej spektakularnej akcji doszło 22 października 1946 r., kiedy to oddział Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, przy wsparciu Józefa Struga „Ordona”4 i jego żołnierzy, na 1,5 godziny opanował Włodawę, zajął Komendę Powiatową MO i zaatakował Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, uwalniając kilkudziesięciu przetrzymywanych tam więźniów.

Styczeń 1946 r. Część oddziału por. Leona Taraszkiewicza Jastrzębia". Dowódca siedzi przy RKM-ie.

Działalność włodawskiego PUBP od wielu już miesięcy przykuwała uwagę „Jastrzębia”, jako ognisko ciągłego zagrożenia dla jego oddziału i setek mieszkańców powiatu włodawskiego, współpracujących z nim i jego placówkami. Tu mieścił się ośrodek dyspozycyjny operacji przeciwpartyzanckich, wypraw pacyfikacyjnych i centrum informacyjne agentury, gdzie nad całością tych działań niepodzielną władzę sprawował sowiecki „doradca” z ramienia NKWD mjr Piotr Aleksiejew5. Tam również znajdował się areszt, w którym odbywały się wstępne, często bestialskie, przesłuchania aresztowanych, których następnie odsyłano do WUBP w Lublinie. Konto funkcjonariuszy włodawskiego UB obciążało dodatkowo kilkudziesięciu zabitych podczas pacyfikacji i obław, a także kilkuset aresztowanych wcześniej członków konspiracji niepodległościowej6. Również niespotykane do tej pory natężenie fali obław jednostek „ludowego” WP, KBW, UB i MO, jakie przetoczyły się po terenie powiatu włodawskiego w okresie od lipca do października 1946 r., po zatrzymaniu rodziny Bolesława Bieruta, doprowadziło do tego, że lochy włodawskiego PUBP zapełniły się dziesiątkami aresztowanych, wśród których znaleźli się także ważni członkowie Obwodu WiN Włodawa (m.in. aresztowano prawie całą włodawską placówkę wchodzącą w skład rejonu I krypt. „Władysław”, na czele z jego komendantem ppor. Janem Mazurkiem „Wrzosem”7) i wielu współpracowników oddziału8.

„Jastrząb” już wiosną 1946 r. podsuwał plan ataku na PUBP zarówno kpt. Zygmuntowi Szumowskiemu „Komarowi”9, komendantowi Obwodu WiN Włodawa, jak i jego zastępcy por. Klemensowi Panasiukowi „Orlisowi”10, ci jednak konsekwentnie wstrzymywali się od wydania zgody na tę akcję. Odmowę motywowali ryzykownością przedsięwzięcia, jako że we Włodawie, w przedwojennych koszarach 9. Pułku Artylerii Ciężkiej WP, stacjonował 53. pp „ludowego” WP,  a od połowy lipca 1946 r., przerzucony z Białostocczyzny, 49. pp WP11. W zaistniałej sytuacji dłużej nie można było czekać, więc „Jastrząb” decyzję o ataku na włodawską „bezpiekę” podjął w porozumieniu jedynie ze swoim zastępcą i bratem, Edwardem Taraszkiewiczem „Żelaznym”, który napisał później, że ze względu na ścisłą tajemnicę o planie tym nie wiedział nikt oprócz mnie, nawet dowódca innego lokalnego oddziału WiN, Józef Strug „Ordon”, który wprawdzie obiecał braciom wsparcie dla większej akcji, jednak o szczegółach dowiedział się dopiero w ostatniej chwili12.

Budynek, w którym od sierpnia 1944 r. mieścił się PUBP we Włodawie. Zdjęcie pochodzi z lat 80-tych, gdy miały tam siedzibę Służba Bezpieczeństwa i  Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej.

Analiza dokumentów archiwalnych pozwala przypuszczać, że mimo niechętnej postawy dowództwa Obwodu, „Jastrząb” na długo przed ostatecznym terminem operacji rozpoczął do niej przygotowania, co wiązało się z dokładnym wywiadowczym rozpracowaniem sił włodawskiego resortu i wojska. Jeszcze w pierwszej połowie roku współpracujący z oddziałem funkcjonariusz PUBP Feliks Matejczuk13 dostarczył partyzantom m.in. informacje o stanie liczebnym PUBP Włodawa oraz imienny wykaz funkcjonariuszy wraz z ich charakterystyką i pełnioną funkcją14. Ponadto można założyć, że bardzo dobrze działający wywiad rejonu I pod komendą Jana Mazurka „Wrzosa”, który w maju 1946 r. dostarczył do komendy Obwodu szczegółowe informacje o liczebności, uzbrojeniu, zadaniach i nastrojach w stacjonującym wówczas we Włodawie 53. pp WP15, podobne informacje zdobył również na temat 49. pp 14. DP, co pozwoliło zorientować się „Jastrzębiowi”, że stan osobowy, poziom wyszkolenia, jak i morale żołnierzy stacjonującego we Włodawie pułku, przy dobrze opracowanym planie akcji, nie będą stanowiły poważnego zagrożenia dla atakujących PUBP partyzantów16.
Nie można również wykluczyć, że dość poważnego wsparcia w przygotowaniach planu ataku udzielił „Jastrzębiowi” wywiad ukraińskiego podziemia Nadrejonu „Łewada” (odpowiednik Obwodu WiN Włodawa) Okręgu III OUN, któremu również dość mocno mogło zależeć na przeprowadzeniu tej akcji (o czym szerzej w dalszej części tekstu).

Również termin ataku na PUBP, jak się okazało, nie został przez „Jastrzębia” wybrany przypadkowo. Zeznający przed Wojskowym Prokuratorem 14. Dywizji Piechoty kpt. Chaszesmanem, p.o. szefa sztabu 49. pp kpt. Wiktor Wersocki, stwierdził dwa dni po akcji, że celem bandy było zwolnienie aresztowanych, wywożenie których zaczęło się 22. X przez U.B. do Lublina. Zdołano wywieźć około 20 ludzi.[...]. W swoich zeznaniach potwierdził ten fakt również p.o. dowódcy pułku ppłk. Karol Stasiak, który poinformował przesłuchującego go szefa sekretariatu Oddziału Informacji Okręgu Wojskowego VII por. Tyszkiewicza, że jako eskortę dla aresztowanych odwożonych z PUBP Włodawa do WUBP w Lublinie w dniu 22 października 1946 r. wysłano 20 żołnierzy 49. pp17.

Adam Tylimoniuk, od 16 I 1946 r. do 30 VII 1947 r. z-ca kierownika PUBP Włodawa.

Ponadto można założyć, że wywiadowi WIN nie nastręczyło zbyt wielu problemów zdobycie informacji, że w koszarach 49. pp przebywało 143 zdemobilizowanych żołnierzy starszych roczników, w cywilnych ubraniach i bez broni, którzy mieli opuścić pułk 23 października 1946 r., co w dniu ataku musiało znacznie osłabić potencjał obronny i możliwości operacyjne przeciwnika18.[...].
Strona główna>
Prawa autorskie>

1. Leon Taraszkiewicz ps. „Jastrząb”, „Zawieja”, ppor. cz.w., s. Władysława i Róży, ur. 13 V 1925 r. w Duisburgu,w Niemczech, pochodzenie chłopskie, wykształcenie podstawowe. W 1925 r. rodzina Taraszkiewiczów wróciła do Polski i osiedliła się we Włodawie. Po wybuchu II wojny św. dwóch starszych braci Leona – Edward i Władysław - zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Rzeszy. Leon Taraszkiewicz pozostał we Włodawie, był kilkakrotnie aresztowany, zdołał jednak zbiec. Po ostatniej ucieczce, pod koniec 1943 r. przypadkiem trafił do sowieckiego oddziału partyzanckiego kpt. Anatola Krotowa, działającego w pow. włodawskim. 18 grudnia  1944 r. aresztowany przez PUBP we Włodawie i osadzony na Zamku Lubelskim, a następnie 13 lutego 1945 r. wysłany do obozu NKWD-UB dla żołnierzy AK w Błudku-Nowinach, [pow. tomaszowski]. Podczas transportu udało mu się uciec, od czerwca 1945 r. został dowódcą oddziału partyzanckiego włodawskiego Obwodu AK-DSZ-WiN. W szczytowym okresie liczył ok. 60-80 partyzantów i przeprowadził wiele brawurowych akcji wymierzonych w polski i sowiecki aparat bezpieczeństwa. 3 I 1947 r. w Siemieniu [pow. Radzyń Podlaski], podczas ataku na oddział ochronno – propagandowy WP został ranny i po kilku godzinach zmarł (Rok pierwszy. Powstanie  i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944-czerwiec 1945), red. L. Pietrzak, S. Poleszak,  R. Wnuk, M. Zajączkowski, Warszawa 2004, s. 142; G. Makus, „Jastrząb” i „Żelazny” - ostatni partyzanci Polesia Lubelskiego 1945–1951, Włodawa 2008, s. 5-52).
2. Edmund Edward Taraszkiewicz ps. „Grot”, „Żelazny”, „Tomasz”, ppor. cz.w., s. Władysława i Róży, ur. 22 I 1921 r. w Duisburgu, w Niemczech, pochodzenie chłopskie, wykształcenie podstawowe. W latach 1940-1945 przebywał na przymusowych robotach w Niemczech. Od lipca 1945 r. w konspiracji niepodległościowej, początkowo jako sekretarz i adiutant komendanta rejonu ppor. Klemensa Panasiuka „Żytosława”, „Orlisa” w Obwodzie DSZ Włodawa, a następnie zastępca dowódcy w oddziale partyzanckim swojego brata ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Po jego śmierci przejął dowodzenie oddziałem. Poległ 6 X 1951 r. w walce z grupą operacyjną UB-KBW w Zbereżu [pow. Włodawa] (Z. Broński  „Uskok”, Pamiętnik (1941-maj 1949), red. S. Poleszak, Warszawa 2004, s. 195; G. Makus, „Jastrząb”..., s. 5-77).
3. Zgrupowanie OP 7, stanowiące w konspiracji zawiązek 7. pułku piechoty Legionów AK, powstało w Inspektoracie Rejonowym Armii Krajowej Chełm (Okręg Lubelski AK) w maju 1944 r. W jego skład weszły 4 oddziały partyzanckie: Zygmunta Szumowskiego „Sędzimira” z obwodu chełmskiego, Jana Małka „Zręba” z obwodu krasnostawskiego, Bolesława Flisiuka „Jaremy” z obwodu włodawskiego oraz utworzony w Obwodzie AK Krasnystaw pluton konny ppor. rez. kaw. Eugeniusza Hilchera „Strzały”. W składzie tych jednostek znalazły się wszystkie inne oddziały, które przed utworzeniem zgrupowania OP 7 działały samodzielnie na terenie inspektoratu chełmskiego. Były to grupy: „Jelenia”, „Nadbużanka”, „Piły” i „Świerka”. Przy organizacji OP 7 przyjęto zasadę, że zadaniem inspektoratu po powstaniu lub akcji „Burza” będzie zorganizowanie jednego pułku. W myśl tego założenia obwód AK Chełm miał w oparciu o OP „Sędzimira” i oddziały garnizonowe I rzutu (tzw. służba czynna) odtwarzać I batalion, obwód Krasnystaw – na bazie OP „Zręba” - II batalion, oraz Obwód Włodawa – po uzupełnieniu OP „Jaremy” - III batalion 7. pułku piechoty Legionów AK. Stąd też oddziały zgrupowania otrzymały adekwatne do swojej przyszłej roli kryptonimy: „Sędzimira” - OP 7/I, „Zręba” - OP 7/II i „Jaremy” - OP 7/III (I. Caban, Oddziały Armii Krajowej 7 Pułku Piechoty Legionów, Lublin 1994, s. 5).
4. Józef Strug ps. „Wilk”, „Ordon”, por. cz.w., s. Szymona i Marii, ur. 4 III 1919 r. w Wyhalewie (pow. Włodawa), wykształcenie średnie. Od 1940 r. w ZWZ-AK. W 1941 r. aresztowany przez gestapo, przez kilka miesięcy więziony na Zamku w Lublinie. Zwolniony po pięciu miesiącach, dzięki łapówce dostarczonej przez członków organizacji.  W 1942 na polecenie dowództwa podjął pracę na posterunku policji granatowej w Urszulinie [pow. Włodawa]. Do misji tej został specjalnie zaprzysiężony przez Komendanta Obwodu AK Włodawa, por. Józefa Milerta „Sępa”. Po wkroczeniu Sowietów na Lubelszczyznę, pozostał w konspiracji. Musiał ukrywać się, ponieważ jako dawny granatowy policjant był poszukiwany przez władze za rzekomą „współpracę” z Niemcami. Zorganizował grupę samoobrony, w oparciu o zagrożonych aresztowaniem członków Rejonu II Obwodu AK Włodawa. Oddział Struga liczył zazwyczaj kilkunastu żołnierzy. Z czasem został podporządkowany bezpośrednio rozkazom Komendy Obwodu DSZ-WiN Włodawa. Ściśle współdziałał z oddziałem dowodzonym przez L. Taraszkiewicza „Jastrzębia”, a następnie przez E. Taraszkiewicza „Żelaznego”. Jesienią 1946 r. nawiązał kontakt z kpt. Zdzisławem Brońskim „Uskokiem”. Od jesieni 1946 r. uznawał zwierzchność mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” – komendanta oddziałów leśnych Inspektoratu WiN Lublin. Nie skorzystał z amnestii z 22 II 1947 r. i na czele ok. 10 ludzi walczył dalej. Poległ 30 VII 1947 r. w walce z grupą operacyjną UB-KBW w kolonii Sęków [pow. Włodawa] (Rok pierwszy..., s. 216; H. Pająk, Oni się nigdy nie poddali, Lublin 1997, s. 147-160).
5. Od początku powstania Resort Bezpieczeństwa Publicznego znajdował się pod ścisłą kontrolą i nadzorem sowieckich organów bezpieczeństwa. Komendy UB były ściśle uzależnione i powiązane z ekspozyturami NKGB, NKWD i kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”. Pełnomocnicy i doradcy sowieccy urzędowali na każdym szczeblu, poczynając od centrali a kończąc na powiatowych urzędach bezpieczeństwa. Głównym zadaniem doradców było sprawowanie całkowitej kontroli nad polskimi służbami specjalnymi. Dysponowali oni własną, dobrze funkcjonującą siecią agenturalną, która pozwalała wniknąć im we wszystkie dziedziny życia w Polsce. Korpus doradców, który formalnie rozpoczął działalność w marcu 1945 r. (w rzeczywistości już w sierpniu 1944 r.), miał własny sztab, mieszczący się w ambasadzie sowieckiej w Warszawie. Doradcy sowieccy w UB, począwszy od Resortu BP, a skończywszy na PUBP, nakreślali kierunki działań i podejmowali zasadnicze decyzje w sprawach zwalczania i likwidacji struktur Polskiego Państwa Podziemnego. W pierwszym okresie to oni dysponowali niezbędną wiedzą o technikach pracy operacyjnej i metodach prowadzenia śledztw. Dla młodych, niedoświadczonych funkcjonariuszy UB byli niejako wzorem do naśladowania – w tym także postaw negatywnych. Także PUBP we Włodawie miał swoich „sowietników”, jak nazywano oficerów sowieckich wydelegowanych do pomocy UBP. Pierwszym instruktorem NKWD przy Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie już od września 1944 r. był podpułkownik Kałabuchow. Drugim, o którym wiadomo, był major Piotr Aleksiejew. Najwcześniejsze informacje o jego działaniach pochodzą z raportu z dn. 11 VIII 1945 r., gdzie możemy przeczytać o prowadzonych przez niego odprawach na temat prowadzenia śledztw przez funkcjonariuszy PUBP. Ostatnie ślady jego obecności w PUBP Włodawa odnajdujemy w sprawozdaniach z październiku 1946 r. (P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich 1939-1945, Warszawa 2002, s. 283-285; D. Iwaneczko, Urząd Bezpieczeństwa w Przemyślu 1944-1956, Rzeszów 2004, s. 19-21; AIPN Lu, 055/2, Raport inspektora Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie z kontroli w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, k. 4-5; Rok pierwszy..., s. 236; AIPN Lu, 037/6, Sprawozdania dekadowe Sekcji I, II, III, IV, V, VI, VIII, ag. operacyjne, wykazy czł. nie[le]g. Org. AK NSZ UPA, innych aktów terrorystycznych, koncentracji band  i napadów rabunkowo – terrorystycznych PUBP Włodawa, k. 135-146; AIPN Lu, 037/13, Raporty dekadowe, specjalne i dzienne kierownictwa PUBP we Włodawie, k. 40).
6. Szerzej na temat działań PUBP we Włodawie przeciwko niepodległościowemu podziemiu: Grzegorz Makus, Działania operacyjne Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie wobec polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1944–1947, [w:] „Zeszyty Historyczne WiN-u”, nr 35, Kraków 2012 oraz [w:] „Zeszyty Muzealne Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego we Włodawie”, tom 16, Włodawa 2014. Artykuł jest skróconą wersją publikacji autora Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie  w walce z polskim podziemiem niepodległościowym w latach 1944-1947. Pełna wersja dostępna  jest  na stronie  internetowej  autora: „Żołnierze Wyklęci -  Zapomniani Bohaterowie” [http://podziemiezbrojne.blox.pl].
7. Jan Mazurek ps. „Wrzos”, chor. rez. WP/ppor. AK, s. Stanisława i Katarzyny Tryki, ur. 29 IX 1899 r. w Wólce Szczeckiej [pow. Kraśnik], 7 kl. szk. powsz., zam. Włodawa, ul. Mickiewicza 9. W czasie okupacji niemieckiej członek AK ps. „Lew”, pełnił funkcje kwatermistrza, dow. II plutonu grupy dywersyjnej AK, oficera łączności  w III/OP 7. pp AK; po wkroczeniu Sowietów w 1944 r. wstąpił do PSL, pełnił także funkcję komendanta rejonu I, krypt. Władysław” w Obwodzie WiN Włodawa. W skład rejonu I wchodziło miasto Włodawa oraz gminy Sobibór i Hańsk. 7 IX 1946 r. aresztowany i osadzony w PUBP Włodawa, skąd został odbity podczas ataku oddziału Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” dn. 22 X 1946 r. Następnie ukrywał się do marca 1947 r., kiedy to ujawnił się w PUBP Włodawa (AIPN Lu, 0279/6, Kwestionariusze osobowe członków nielegalnych organizacji pow. Włodawa (lit. A-Z), k. 243; R. Kompf, Nadbużański zryw. Wspomnienia z lat okupacji hitlerowskiej majora Romualda Kompfa ps. „Rokicz”, byłego D-cy III Bat. 7 pp. AK, [w:] „Zeszyty Muzealne Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego we Włodawie”, t. 15, Włodawa 2008, s. 9, 34, 82, 102).
8. „Żelazny” na kartach swojego pamiętnika tak opisywał tamten czas: W okresie naszej aktywnej działalności, tzn. w miesiącach czerwiec-listopad 1946 r., rozpoczął się szalony terror i aresztowania w całym naszym terenie. Kulminacyjnym punktem terroru był miesiąc październik. Włodawskie więzienie znajdujące się w podziemnych lochach UB zapełniło się aresztowanymi tak mężczyznami jak i kobietami. Było między nimi sporo naszych ludzi, np. „Dąbek” [Piotr Kwiatkowski, komendant  placówki w Wołoskowoli],  jego  adiutant  „Wojtek” [Wojciech Kąfera],  „Dąbka”  zięć  Grzywaczewski Bolesław, komendant placówki gminnej „Kulon” (Władysław Kondracki ze wsi  Białka gm. Dębowa Kłoda) oraz wielu innych. (E.E. Taraszkiewicz „Żelazny”, Trzy pamiętniki, Warszawa-Lublin 2008, s. 117).
9. Zygmunt Szumowski „Sędzimir”, „Przebój”, „Komar”, pchor. WP, kpt. AK-WiN, ur. w 1916 w Turobinie [pow. Krasnystaw], pochodzenie rzemieślnicze, wykształcenie średnie, oficer zawodowy WP, agronom. Przed wojną ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty w Brześciu n. Bugiem i Szkołę Podchorążych Piechoty w Komorowie k. Ostrowi Mazowieckiej. W wojnie 1939 r. walczył w szeregach 40. pp. Od grudnia 1939 r. w SZP, komendant placówki w Turobinie; od lutego 1942 r. do kwietnia 1944 r. komendant 1. Rejonu w Obwodzie AK Krasnystaw. Od kwietnia 1944 r. organizator i dowódca oddziału partyzanckiego, podczas akcji „Burza” występującego jako oddział zgrupowania 7. pp AK. Po wkroczeniu armii sowieckiej pozostał w konspiracji. Od sierpnia 1945 r. komendant Obwodu DSZ-WiN Włodawa. Zagrożony aresztowaniem w lipcu 1946 r. opuścił szeregi konspiracji i wyjechał do Wrocławia. Ujawnił się w kwietniu 1947 r. w PUBP w Jeleniej Górze. Studiował na SGGW w Warszawie. Aresztowany 19 VI 1950 r. pod fałszywym nazwiskiem Zygmunt Grodziński w Sokolnikach, pow. Dzierżoniów. Skazany 12 IX 1951 r. przez WSR w Lublinie na karę 5 lat pozbawienia wolności, złagodzoną na podstawie amnestii z sierpnia 1945 r. i lutego 1947 r. do 1 roku i 10 miesięcy więzienia. Zwolniony w kwietniu 1952 r. (I. Caban, Ludzie lubelskiego Okręgu Armii Krajowej, Lublin 1995, s. 187-188; Z. Broński  „Uskok”, Pamiętnik..., s. 143-144; Z. Szumowski, Zapiski żołnierskie, Wrocław 2001, s. 9-93).
10. Klemens Panasiuk ps. „Żytosław”, „Orlis”, por., s. Mieczysława, ur. 22 I 1903 r w Lubieniu, gm. Wyryki [pow. Włodawa], rolnik, wykszt: szk. powszechna i wyższe kursy handlowe, zam. Załucze, gm. Wola Wereszczyńska [pow. Włodawa]. Uczestnik wojny 1939 r., od 1940 r. w ZWZ, następnie w AK. 29 IX 1941 r. aresztowany przez gestapo i osadzony na Zamku w Lublinie. Zwolniony dzięki staraniom AK, po opuszczeniu więzienia komendant rejonu w Obwodzie AK Włodawa pod dow. kpt. Józefa Millerta „Sępa”. Od stycznia 1942 r. ppor. AK, od sierpnia 1943 r. por. AK. Członek oddziału partyzanckiego kpt. Bolesława Flisiuka „Jaremy”. Po wkroczeniu armii sowieckiej pozostał w konspiracji, nadal pełnił funkcję komendanta rejonu w Obwodzie AK-DSZ Włodawa, dowódca oddziału partyzanckiego, następnie zastępca Komendanta Obwodu WiN Włodawa, od lipca 1946 r. komendant tego obwodu. Ujawnił się 22 kwietnia 1947 r. w WUBP w Gdańsku. Zmarł 11 VII 1968 r. w Oławie (AIPN Gd, 00118/195, Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Gdańsku, Oświadczenie z ujawnienia: Panasiuk Klemens, k. 8-13).
11. „Żelazny” tak oceniał postawę Komendy Obwodu WiN Włodawa w sprawie planów ataku na PUBP Włodawa: Nieraz kwestionował [poruszał] „Jastrząb” tę sprawę, podsuwając „Komarowi” plan zaatakowania i uwolnienia więźniów. Plan ten bywał zawsze odrzucany twierdzeniem, że on się nie uda z powodu wojska, które w sile jednego pułku stacjonowało we  Włodawie. Ja osobiście z przekonania wiedziałem, że nie to było przyczyną odmowy do uderzenia na UB, lecz fakt, że na taką ważną akcję musieliby iść i prowadzić ją panowie „Komar” lub „Orlis”, od tego byli przecież wojskowymi komendantami. Lecz ci panowie cenili wszystko ładnie, ale swoje życie nade wszystko i nie chcieli ryzykować... w myśl przysłowia: „że człowiek żyje tylko raz”. Piszę to z takim krytycyzmem, bo przekonałem się naocznie o tym podczas wypadku, gdy aresztowano niejakiego Adama Chudziaka ps. „Chil” zam. we wsi Olszowo. Wówczas, gdy zaszła potrzeba go odbić, „Orlis” wobec całego naszego oddziału i grupy „Batorego” polecił „Jastrzębiowi” [przeprowadzić] akcję odbicia „Chila”, wykręcając się twierdzeniem, że... musi jechać na ważną odprawę, której jednak, stwierdziłem potem, wcale nie było! (E.E. Taraszkiewicz „Żelazny”, op. cit., s. 117).
12. Ibidem, s. 117.
13. Feliks Matejczuk, s. Jana i Ewy z d. Grzywaczewskiej, ur. 29 V 1917 r. w Mariance [pow. Włodawa], 3 kl. szk. powsz., funkcjonariusz PUBP we Włodawie. Na początku marca 1946 r. został zwerbowany do współpracy z kontrwywiadem Obwodu WiN Włodawa i oddziałem Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”. Za pośrednictwem łączniczek Zofii Pakuły, a następnie Sabiny Korzeniewskiej, przekazywał podziemiu zdobyte w toku służby w PUBP Włodawa informacje, m.in. informował o każdorazowym wyjeździe grupy operacyjnej na akcję w terenie, podał stan liczebny PUBP Włodawa oraz charakterystyki pracujących tam funkcjonariuszy, a także umożliwiał kontakt między aresztowanymi, osadzonymi w areszcie PUBP, członkami podziemia a współtowarzyszami na wolności. Dostarczał osadzonym artykuły żywnościowe, tytoń oraz dokonywał zakupów najpotrzebniejszych im rzeczy. Od 1 V 1946 r., jak zapisano w kwestionariuszu: [...] przechowywał w koszarach UB Włodawa w swojej walizce trzy pisma nawołujące do obalenia demokratycznego ustroju państwa polskiego. Został aresztowany13 VII 1946 r., wyrokiem WSR w Lublinie z dnia 18 IX 1946 r. skazany został na łączną karę 10 lat więzienia (AIPN Lu, 0311/6, Kwestionariusze osobowe na członków bandy Jastrzębia – Żelaznego, k. 165-165v).
14. APL, WiN, Wykaz imienny funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, syg. 441, k. 1, 3, 4.
15. APL, WiN,  Sprawozdanie Komendy Obwodu Włodawa z 28 V 1946 r., syg. 91, k. 1.
16. Według zeznań p.o. dowódcy 49. pp WP ppłk. Karola Stasiaka, złożonych 24 X 1946 r. stan osobowy pułku tuż przed atakiem na Włodawę przedstawiał się następująco: 143 zdemobilizowanych żołnierzy w cywilnych ubraniach, bez broni, oczekujących na wyjazd z pułku w dniu 23 X 1946 r., 240 nieprzeszkolonych żołnierzy batalionu rekruckiego (z ostatniego poboru), ok. 120 żołnierzy starszych roczników, w tym 26 wartowników, ok. 60-80 podoficerów i ok. 30 pełniących funkcje szoferów, krawców, szewców, itp. Nie mniej ważna wydaje się również informacja ppłk. Stasiaka, który zeznał, że w momencie ataku na PUBP stacjonujący w koszarach rekruci nie mieli amunicji, ponieważ obowiązywał rozkaz ze Sztabu 14. DP zabraniający wydawać amunicję rekrutom do czasu złożenia przysięgi, za wyjątkiem „strzelań ostrych” na strzelnicy (AIPN Lu, 08/213, t. 10, cz. 1, Protokół przesłuchania ppłk. Karola Stasiaka, Włodawa, 24 X 1946 r., k. 154-156); Warto w tym miejscu wspomnieć, że przybyły w połowie lipca 1946 r. do Włodawy 49. pp WP, od 4 lutego 1946 r. działał na Białostocczyźnie, gdzie został ściągnięty z centralnej Polski w celu wzmocnienia miejscowej grupy operacyjnej do walki z niepodległościowym podziemiem. Okazało się jednak, że żołnierze i oficerowie tego pułku wyjątkowo niechętnie, a nawet wrogo, odnosili się do stawianych przed nimi zadań, o czym świadczy m.in. raport PUBP w Bielsku Podlaskim z dnia 14 II 1946 r. w sprawie zachowania żołnierzy 49 pułku piechoty, w którym pisano m.in., że […] w pułku znajduje się dużo wrogich elementów spod znaku NSZ. Wobec tego nie może być i  mowy żeby ten pułk prowadził owocną walkę z wrogim podziemiem […]. W pułku panują nastroje sprzeczne z przedsięwzięciami operacyjnymi w sprawie ujęcia uczestników AK, NSZ i NZW. […] Większość wśród szeregowych, a zwłaszcza wśród oficerów – w tej liczbie i sam d-ca pułku pułk. [Robert] Satanowski – są to ludzie ideologicznie chwiejni, a nawet politycznie niepewni są. […] Poszczególne oddziały [pułku], znajdujące się w terenie, zamiast prowadzenia walki z bandytyzmem, szerzą wśród ludności cywilnej antypaństwową propagandę o charakterze antysowieckim. Prowadzą agitację przeciwko UBP, MO, PPR […]. Zagrażają pracownikom Bezpieczeństwa [...]. W innym raporcie (tym razem specjalnym) z tego samego dnia, PUBP w Bielsku Podlaskim szczegółowo, w 14 punktach, podawał przykłady wrogich zachowań i wypowiedzi żołnierzy oraz oficerów 49. pp WP w stosunku do funkcjonariuszy UB, członków PPR, a nawet żołnierzy sowieckich (J. Kułak,  Rozstrzelany Oddział. Monografia 3 Wileńskiej Brygady NZW. Białostocczyzna 1945-1946, Białystok 2007, s. 396-397).
17. AIPN Lu, 08/213, t. 10, cz. 1, Sprawa Obiektowa Krypt. „Zdrajcy”, „Dzikusy”. Banda „Jastrzębia” i „Żelaznego” wywodząca się z WiN, Protokół przesłuchania kpt. Wiktora Wersockiego, Włodawa, 24 X 1946 r., k. 157-160; AIPN Lu, 08/213, t. 10, cz. 1, Protokół przesłuchania ppłk. Karola Stasiaka, Włodawa, 24 X 1946 r., k. 156.
18. AIPN Lu, 08/213, t. 10, cz. 1, Protokół przesłuchania ppłk. Karola Stasiaka, Włodawa, 24 X 1946 r., k. 154-156.

wtorek, 04 lutego 2014
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (8)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 38, rok XXII, grudzień 2013, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów, którego autorem jest historyk łódzkiego oddziału IPN, dr Jerzy Bednarek, pt. "Grupa Śmierci" pod dowództwem Stanisława Szymfelda (1946–1948).


Jerzy Bednarek
"Grupa Śmierci" pod dowództwem Stanisława Szymfelda (1946–1948)


Historia powojennego antykomunistycznego podziemia zbrojnego pełna jest nieznanych szerzej losów lokalnych i niewielkich grup zbrojnej konspiracji. Oddział zorganizowany przez pochodzącego z Ozorkowa (woj. łódzkie) robotnika Stanisława Szymfelda jest typowym przykładem takiej grupy. Kilkuosobowy, utworzony oddolnie, nazwany przez dowódcę „Grupą Śmierci”, niezwiązany z żadną większą organizacją konspiracji niepodległościowej, działał samodzielnie w latach 1946–1948 w północnej części woj. łódzkiego, głównie w powiecie łęczyckim1.


Stanisław Szymfeld (1928–1948), zdjęcie z okresu okupacji (ze zbiorów IPN).

Początki grupy sięgają lata 1946 r. Od tego czasu konspiratorzy regularnie dokonywali różnego rodzaju rekwizycji, zastraszając członków PPR i sympatyków „ludowej” władzy. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Łęczycy przez dwa lata nie potrafił jednak zidentyfikować żołnierzy oddziału. Z pewnością przyczynił się do tego fakt, iż konspiratorzy podczas każdej akcji byli całkowicie zamaskowani. Dopiero w lutym 1948 r. funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa w Łęczycy postanowili zintensyfikować działania w celu likwidacji „bandy”. W opracowanym specjalnym planie dotyczącym tzw. bandytyzmu w powiecie łęczyckim można m.in. przeczytać:
Od miesiąca listopada 1946 r. na terenie pow. łęczyckiego działa banda „Czarnego Orła”, nie licząca więcej jak czterech ludzi. Jest to grupa typu sanacyjnego, gdyż przy napadach podają się jako członkowie AK. Na napady chodzą w mundurach wojskowych, zamaskowani i uzbrojeni w pistolety. […] Według posiadanych danych bazą i punktem wypadowym jest miasto Ozorków. W okresie tego czasu banda dokonała 16 napadów z bronią w ręku, a w tym 3 morderstwa i 3 postrzelenia. Zamordowanym zabrali przede wszystkim broń. Z wartościowych przedmiotów zabierają pieniądze, biżuterię, aparaty radiowe, buty oraz bieliznę. W wielu wypadkach oddziałują demoralizująco na ludność, pytając się o poglądy polityczne i przynależność partyjną. Między innymi żądają pokazywania medalików2.
Likwidacją oddziału miał zająć się utworzony w Ozorkowie specjalny sztab oraz grupa operacyjna złożona z funkcjonariuszy UB i MO. Dodatkowo wzmocniono obsadę milicyjnych posterunków, a nawet – aby szybciej reagować na zagrożenie – wprowadzono nocne dyżury przy pozostających w dyspozycji miasta samochodach. Przy okazji podliczono także posiadaną w terenie agenturę i ormowców. Okazało się, że w pow. łęczyckim do dyspozycji milicji było 21 agentów, kolejnych 76 współpracowało z Urzędem Bezpieczeństwa, odnotowano również aż 553 aktywnych członków ORMO. Wszyscy mieli się włączyć w likwidację oddziału „Czarnego Orła”3.
Starano się wykorzystać każdą okazję w celu likwidacji grupy. Gdy na przykład konspiratorzy nałożyli kontrybucję na jednego z gospodarzy w miejscowości Solca Wielka (gm. Tkaczew), funkcjonariusze UB z Łęczycy przez trzy tygodnie czekali w ukryciu we wskazanym gospodarstwie na przybycie żołnierzy z „Grupy Śmierci”. Gdy ci wreszcie się pojawili, wywiązała się krótka strzelanina, po której konspiratorzy zdołali zbiec z miejsca zasadzki4.

Przełom w sprawie nastąpił dopiero kilka miesięcy później. 12 VIII 1948 r. dwóch zamaskowanych mężczyzn próbowało dokonać napadu na Zarząd Gminy w Wypychowie. Podczas akcji postrzelili śmiertelnie funkcjonariusza MO z Gieczna – Henryka Jędryszczaka5. Natychmiastowy pościg za sprawcami nie przyniósł początkowo rezultatu. O przeprowadzonej akcji zaalarmowano jednak wszystkie okoliczne posterunki. Wieczorem grupa operacyjna ze Zgierza natknęła się w okolicach Grotnik na podejrzanych mężczyzn. Po krótkiej strzelaninie jednego z nich zdołano aresztować6. Jak się okazało, był to pochodzący z Ozorkowa członek „Grupy Śmierci” Henryk Wyszkowski „Kat”7.
Przekazano go do PUBP w Łęczycy. Śledztwo prowadził chor. Józef Nowicki – funkcjonariusz znany z okrucieństwa wobec aresztowanych8. Wyszkowski w trakcie śledztwa przyznał, że „Grupę Śmierci” wspólnie z nim tworzyło czterech mieszkańców Ozorkowa oraz jeden pomocnik. „Badany” przez funkcjonariuszy UB podał dane i pseudonimy pozostałych konspiratorów oraz dokładne adresy ich zamieszkania. Dopiero wtedy funkcjonariusze UB dowiedzieli się, że twórcą i dowódcą grupy był dwudziestoletni robotnik, mieszkaniec Ozorkowa, Stanisław Szymfeld9.

Józef Nowicki (1917–1953), znany z okrucieństwa funkcjonariusz PUBP w Łęczycy, który prowadził śledztwo w sprawie członków "Grupy Śmierci" (ze zbiorów IPN).

W sprawie okoliczności powstania oddziału i jego oblicza ideowego Wyszkowski zeznał m.in.:
Zapytawszy razu pewnego Szymfelda, jaką będzie przejawiał działalność z utworzoną przez niego grupą, ten oświadczył mi, że zadaniem jej będzie mordowanie funkc[jonariuszy] UB i MO, aktywnych członków partii politycznych oraz rabować ww. mienie, ażeby inni nie zapisywali się do partii […]. Szymfeld mówił mi również o tym, że nastąpi w niedługim czasie wojna między Związkiem Radzieckim a Anglią i Ameryką i że po pokonaniu Związku Radzieckiego do kraju powróci przebywający dotąd na emigracji w Anglii rząd […]. Szymfeld mówił mi, że jak powróci Rząd z Londynu to za działalność naszą będziemy mieli dobrze całe życie10.
Już następnego dnia po aresztowaniu Wyszkowskiego funkcjonariusze UB udali się do miejsca zamieszkania Szymfelda w Ozorkowie. Jego nie znaleziono, ale zarekwirowano za to m.in. broń, aparaty radiowe i oficerski mundur11. Już jednak dzień później aresztowano kolejnego konspiratora – Leona Fabicha „Czarnego”12 oraz współpracownika oddziału Józefa Michalaka13, który „melinował” partyzantów w Pełczyskach pod Ozorkowem. 16 sierpnia zatrzymano kolejnego członka oddziału – Stefana Ciesielczyka „Szczupłego”14. [...]
Strona główna>
Prawa autorskie>


PRZYPISY:

1.
W pow. łęczyckim konspiracja antykomunistyczna była aktywna już od sierpnia 1945 r. Na tamtym terenie działał m.in. poakowski oddział sierż. Eugeniusza Kokolskiego „Groźnego”, współpracujący z nim oddział Grupa Dywersyjna Armii Krajowej „Błyskawica”, dowodzony przez por. Józefa Kubiaka „Pawła”, czy też oddział „Iskra-Lot”, utworzony przez Franciszka Targalskiego „Sławę Sławińskiego”.
2. IPN Ld pf 10/710, Raporty specjalne PUBP w Łęczycy dot. napadów rabunkowych dokonanych na terenie pow. łęczyckiego [dalej: IPN Ld pf 10/710], t. 2, k. 242–245, Plan rozpracowania bandytyzmu na terenie pow. łęczyckiego z 26 II 1948 r. sporządzony przez szefa PUBP w Łęczycy.
3. Ibidem, k. 244–245; Ibidem, k. 246, Wykaz członków ORMO pow. łęczyckiego, Łęczyca, 17 II 1948; Ibidem, k. 247, Wykaz agentury rozpracowującej teren, [Łęczyca, luty 1948].
4. Ibidem, k. 242, Plan rozpracowania bandytyzmu na terenie pow. łęczyckiego z 26 II 1948 r. sporządzony przez szefa PUBP w Łęczycy.
5. IPN Ld 094/88, Akta sprawy operacyjnej przeciwko H. Wyszkowskiemu i in. [dalej: IPN Ld 094/88], b.p., Sprawozdanie chor. Władysława Turkowskiego z KP MO w Łęczycy, 30 IX 1948.
6. IPN Ld 011/1618, Akta sprawy operacyjnej przeciwko S. Szymfeldowi i in. [dalej: IPN Ld 011/1618], t. 1, k. 41, Pismo kierownika Sekcji Miejskiej PUBP w Zgierzu do szefa PUBP w Łodzi, Zgierz, 13 VIII 1948.
7. Henryk Wyszkowski, ur. 1 VII 1927 r. w Ozorkowie, s. Józefa. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej. Podczas okupacji pracował jako robotnik w jednej z niemieckich firm w Ozorkowie. Po wojnie pomagał ojcu w zakładzie szewskim. Jego starszy brat – Zygmunt – został skazany na karę śmierci i stracony w Łodzi w czerwcu 1947 r. za działalność w oddziale Józefa Kubiaka „Pawła”. IPN Ld pf 10/710, t. 2, k. 14–15, Protokół przesłuchania H. Wyszkowskiego, Łęczyca, 16 VIII 1948; IPN Ld pf 12/2324, Akta sprawy kontrolno-śledczej przeciwko H. Wyszkowskiemu i in. [dalej: IPN Ld pf 12/2324], k. 50–53, Arkusz informacyjny dotyczący Wyszkowskiego Henryka; IPN Ld 6/103, Akta sprawy karnej przeciwko K. Maciejewskiemu, t. 3, k. 225, Protokół wykonania kary śmierci wobec Zygmunta Wyszkowskiego, 3 VI 1947.
8. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi 26 III 1992 r. wszczęła śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w l. 1945–1953 przez funkcjonariuszy PUBP w Łęczycy. Ustalono dane 368 funkcjonariuszy, którzy w podanym okresie służyli w PUBP w Łęczycy. Pomimo iż śledztwo umorzono w 1998 r. z powodu „niewykrycia sprawców przestępstwa”, to zachowane protokoły przesłuchań świadków informują, jakich metod śledczych używał m.in. Józef Nowicki. Na przykład Wacław Wyszkowski w OKBZpNP w Łodzi zeznał w 1992 r. m.in.: Pamiętam, że przesłuchiwał mnie Nowicki. On był najgorszy. Bił mnie „nahajem” i kopał (IPN Ld 421/138, GKBZpNP-IPN. Funkcjonariusze PUBP w Łęczycy podejrzani o zbrodnie popełnione nad osobami osadzonymi w areszcie PUBP w Łęczycy w l. 1945–1953 [dalej: IPN Ld 421/138], t. 1, k. 102, Protokół przesłuchania świadka Wacława Wyszkowskiego, 18 IX 1992). Inny z aresztowanych, Leon Domalążek, współpracownik oddziału „Pawła”, w 1997 r. oświadczył: Nowicki znęcał się nade mną, bił mnie rękoma, różnymi narzędziami po całym ciele, głównie po głowie. Rzucał moim ciałem o ścianę, ciągnął mnie za włosy. Kazał mi siedzieć na odwróconym taborecie i wtedy mnie przesłuchiwał. Takie przesłuchania połączone z biciem trwały bardzo długo. Ja traciłem przytomność. Byłem wtedy oblewany wodą (IPN Ld 421/138, t. 2, k. 102, Protokół przesłuchania świadka Leona Domalążka, 17 XI 1997). W kwietniu 1953 r. Nowicki zastrzelił w Łodzi swoją żonę i następnie popełnił samobójstwo. Wydział ds. Funkcjonariuszy WUBP w Łodzi, po przeprowadzeniu dochodzenia ustalił, że bezpośrednią przyczyną tragedii było nadużywanie alkoholu przez Nowickiego. Zob. IPN Ld 421/138, t. 2, k. 136–138, Kopia raportu naczelnika Wydziału ds. Funkcjonariuszy WUBP w Łodzi do szefa WUBP w Łodzi w sprawie zabójstwa popełnionego przez Józefa Nowickiego, Łódź, 29 IV 1953.
9. Stanisław Szymfeld, ur. 1 IV 1928 r. w Ozorkowie, s. Stanisława. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej. Podczas okupacji pracował dorywczo w gospodarstwach rolnych. W 1944 r. Niemcy wywieźli go do prac przymusowych przy kopaniu okopów. Do Ozorkowa powrócił w końcu 1944 r. Pracował jako robotnik w fabryce trepów. W kwietniu 1946 r. wstąpił do poakowskiego oddziału por. Józefa Kubiaka „Pawła”, z którym współpracował do czerwca 1946 r. Zob. IPN Ld 011/1618, t. 2, k. 320, Omówienie materiałów na ukrywającego się dowódcę zlikwidowanej bandy „Grupa Śmierci” ps. „Czarny Orzeł”; IPN Ld 6/847, Akta sprawy karnej przeciwko T. Widulińskiemu [dalej: IPN Ld 6/847], k. 27v, Protokół przesłuchania Tadeusza Widulińskiego, Łódź, 5 IV 1949; Ibidem, k. 18/1–18/2, Raport Szymfelda Stanisława z 16 X 1948.
10. IPN Ld pf 10/710, t. 2, k. 15, Protokół przesłuchania Wyszkowskiego Henryka, Łęczyca, 16 VIII 1948.
11. IPN Ld 011/1618, t. 2, k. 277, Protokół przesłuchania Janiny Szymfeld, Łęczyca, 2 X 1948.
12. Leon Fabich, ur. 21 XII 1927 r. w Ozorkowie, s. Andrzeja. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej. Po wojnie pracował jako przędzalnik w Państwowych Zakładach Przemysłu Bawełnianego w Ozorkowie. IPN Ld pf 12/2324, k. 54–57, Arkusz informacyjny dotyczący Fabicha Leona.
13. Józef Michalak, ur. 16 I 1889 r. w Pełczyskach, s. Antoniego. Ukończył cztery klasy szkoły powszechnej, rolnik. IPN Ld pf 12/2324, k. 62–65, Arkusz informacyjny dotyczący Michalaka Józefa.
14. Stefan Ciesielczyk, ur. 6 VIII 1929 r. w Ozorkowie, s. Ignacego. Ukończył pięć klas szkoły powszechnej. Podczas okupacji pracował jako tkacz. Po wojnie został zatrudniony na stanowisku tkacza w Państwowych Zakładach Przemysłu Bawełnianego w Ozorkowie. IPN Ld pf 10/710, t. 2, k. 32–33, Protokół przesłuchania S. Ciesielczyka, Łęczyca, 17 VIII 1948; IPN Ld pf 12/2324, k. 58–61, Arkusz informacyjny dotyczący Ciesielczyka Stefana. Por. IPN Ld 011/1618, t. 1, k. 158, Raport specjalny szefa PUBP w Łęczycy do naczelnika Wydziału III WUBP w Łodzi, Łęczyca, 17 VIII 1948.

wtorek, 15 października 2013
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (7)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 37, rok XXII, czerwiec 2013, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów, którego autorami są historycy krakowskiego oddziału IPN, Marek Kurzeja i Dawid Golik, pt. Mikołaj Kostkin - historia gajowego z Gorców.


Marek Kurzeja, Dawid Golik
Mikołaj Kostkin - historia gajowego z Gorców


Mikołaj Kostkin trafił w Gorce jak wielu innych rosyjskich jeńców, wziętych do niewoli przez armię austro-węgierską podczas I wojny światowej. Przywieziony następnie do położonej w powiecie nowotarskim Łopusznej, został skierowany do pracy w tamtejszym dworze.

Gajowy Mikołaj Kostkin

Urodził się 17 XII 1886 r. w maleńkiej wiosce Aleszkino (leżącej ok. 200 km na północny wschód od Moskwy) w dawnym okręgu Aleksandrow1, w obecnym obwodzie jarosławskim. Stosunkowo wcześnie założył rodzinę i w otoczeniu żony oraz trzech córek wiódł spokojny żywot krawca, dopóki nie został zmobilizowany, podobnie jak prawie 60 milionów innych mieszkańców Europy, i wysłany na front Wielkiej Wojny. Nie wiemy, gdzie dokładnie dostał się w ręce wojsk austriackich. Niewola ocaliła go jednak przed dalszym koszmarem okopów, a praca w majątku Lgockich pomogła przetrwać ten trudny okres.

Na wieść o rewolucji bolszewickiej Kostkin zdecydował o pozostaniu w Polsce, zwłaszcza że poznał tu kobietę, z którą pragnął spędzić resztę życia. Nazywała się Anna Fąfara2 i podobnie jak Kostkin, znalazła zatrudnienie w dworze Lgockich. Młodzi po zakończeniu wojny wyprowadzili się z zabudowań folwarcznych i zamieszkali w wynajętym w Łopusznej mieszkaniu. Zawód krawca pozwolił nowej rodzinie Mikołaja na w miarę dostatnie życie. Ponieważ Kostkin był już żonaty (w Rosji pozostała jego pierwsza rodzina), a nie zamierzał zmieniać prawosławnej wiary, nie mógł zalegalizować nowego związku, z którego wkrótce urodziły się trzy córki: Jadwiga, Agnieszka i Stefania3. [...]

Na wieść o wybuchu II wojny światowej Kostkin postanowił opuścić gajówkę i przenieść całą rodzinę do wsi. Dopiero perswazje Lgockiego, który obawiał się pozostawienia budynku bez opieki, przekonały go do zmiany decyzji. Stefan Lgocki jako oficer WP i poseł na Sejm II RP, od początku wojny był poszukiwany przez Gestapo. W obawie przed aresztowaniem zmuszony został do opuszczenia majątku i ukrywania się. Jego nagły wyjazd spowodował trudną sytuację rodziny gajowego, gdyż dwór przestał się tym samym wywiązywać z płatności, podczas gdy Kostkin nadal czuł się w obowiązku wypełniać warunki zawartej z nim umowy. Pod nieobecność Lgockiego gajówka, z racji swojego położenia oraz zaufania, jakim darzony był jej gospodarz, stała się jednym z punktów kontaktowych tworzącej się w Gorcach konspiracji.

Budynek "Gajówki Mikołaja" wiosną 1935 r. (ze zbiorów J. Kietlińskiej).

Do pierwszych spotkań z członkami organizacji niepodległościowych doszło już w 1941 lub w 1942 r. Jedno z kolejnych miało miejsce jesienią 1943 r. Do gajówki dotarł wówczas zwiadowca nieznanego Annie Fąfarze oddziału, który poczęstowany jedzeniem odwdzięczył się gospodyni, ofiarowując jej lekarski termometr. Jeszcze tego samego dnia wieczorem odwiedził gajówkę ponownie, niestety sprowadzając tym razem ze sobą kilkunastoosobową grupę, która wzięła do plecaków całą znalezioną w domu żywność i odzież – w przeddzień nadchodzącej zimy. Partyzanci zabrali również jedną z dwóch krów, pozostawiając jako zapłatę stuzłotowy banknot. Jak się okazało, była to grupa aprowizacyjna żołnierzy AK z oddziału partyzanckiego „Wilk”, dowodzonego w tym okresie przez por. Krystyna Więckowskiego „Zawiszę”4. W równie trudnej sytuacji postawiła rodzinę Kostkina w okresie kolejnej zimy (1944/1945) grupa nieznanych cywilów, którzy przybyli od strony Łopusznej w towarzystwie granatowego policjanta (podobno pochodzącego z Gronkowa) i ponownie dokonali grabieży gajówki z zapasów żywności i ciepłych ubrań. [...]

Pomimo że osada gajowego była zaszyta głęboko w Gorcach, rzeczywistość okupacyjna coraz częściej dawała tam o sobie znać. Jesienią 1944 r. Agnieszka, córka Mikołaja, pasąc krowę na polanie Skole Chowańcowe5, położonej na północ od gajówki, była świadkiem niezwykłego zdarzenia. W pewnym momencie ujrzała mężczyznę idącego pospiesznie z dołu, leśną drogą wzdłuż potoku Łopuszna. Z wrażenia zacisnęła rękę na scyzoryku, którym się bawiła. Mężczyzna ten był bowiem całkowicie nagi. Kiedy dostrzegł młodą kobietę, przyspieszył tylko kroku i po chwili zniknął w lesie. Czy był to może człowiek zbiegły z egzekucji, rozebrany przed jej wykonaniem? Do dnia dzisiejszego sprawa ta pozostaje niewyjaśniona. Z kolei podczas Wigilii Świąt Bożego Narodzenia w 1944 r. w gajówce gościł sztab oddziału Kurasia oraz przedstawiciele Powiatowej Delegatury Rządu w Nowym Targu: Władysław Skibiński i Ludwik Kohutek. Jak wspominał kpr. Kazimierz Falski „Leon”:
W wigilię Bożego Narodzenia część oddziału udała się na czele z dowódcą, do leśniczówki p. Mikołaja za Zarębkami wsi Łopuszna, gdzie była przygotowana kolacja wigilijna z opłatkiem i smacznymi daniami świątecznymi. Kolędowaliśmy przy ładnie ustrojonej choince6.
Niemcy dotarli w pobliże gajówki zaledwie kilka razy i to dopiero pod sam koniec wojny. Najbardziej pamiętną była ich ekspedycja, skierowana przeciwko pobliskiej bazie partyzanckiej zlokalizowanej w wąwozie potoku Spalonego, zwanego także Spaleńcem. Od drugiej połowy 1944 do końca stycznia 1945 r. funkcjonował tam obóz oddziału LSB por. Józefa Kurasia „Ognia”. Przybyli pod gajówkę Niemcy zabrali Rosjanina z domu, aby wskazał im wąwóz wyżej wymienionego potoku. Warto w tym miejscu zacytować dłuższy fragment ze wspomnień jednego z partyzantów „Ognia”, dotyczący tego wydarzenia i ukazujący rolę, jaką w całej sprawie odegrał gajowy Kostkin:
Czekaliśmy gotowi do obrony, choć wiedzieliśmy, że będziemy otoczeni i trudno będzie podołać sile wroga przewyższającego nas dwudziestokrotnie. Niemcy uzbrojeni byli po zęby [...]. W Łopusznej zabierają przewodnika, podanego już gajowego Kostkina. Pod lasem pokazują mu mapę i szkic, na którym narysowane są trzy potoki idące w niewielkich odległościach od siebie u podnóża Turbacza. [...] Niemcy nie wiedzieli, że teren nie ma już trzech ujść potoków tylko dwa. Pomiędzy potokiem pierwszym od Łopusznej idącym z gór Ostrowskich, gdzie szła inna kolumna Niemców z tzw. „Z pod Głodkowej”, a drugim potokiem „Spaleńcem” Kostkin miał szkółkę leśną ciągle niszczoną mu przez wylewy tych potoków. [...] Kostkin chcąc zapobiec zalewaniu szkółki zmienia koryto potoku „Spaleniec” w najwęższym miejscu i kieruje wodę do potoku pierwszego. Tamto koryto osuszone zarosło zielskiem i jeżyną tak, że trudno było rozpoznać czy tu kiedyś płynął potok. Kostkin ciągle napominany i pilnowany, aby prowadził Niemców drugim potokiem, powziął szaloną myśl. [...] Prowadzi więc Niemców do drugiego potoku, ale nie był to potok „Spaleniec” tylko potok tzw. „Głęboki” i był to trzeci potok, a nie drugi. Pomimo, że odległość pomiędzy pierwszym potokiem, a drugim była dużo mniejsza aniżeli odległość pomiędzy drugim a trzecim, Niemcy nie wpadli na to. Kostkin w myślach pożegnał się z życiem (jak sam opowiadał), ale trudno. Prowadzi Niemców dalej, aż na polanę „Długa Młaka”, gdzie wszystkie oddziały Niemców w jakiś czas tam się zeszły. [...] Niemcy klęli na czym świat stoi, że na nic ich wywiad. Z całą pewnością ustalono, że „Ognia” i partyzantów jego w „Spaleńcu” nie ma. Kostkin wrócił cały do domu7.
Nie ulega wątpliwości, że to właśnie gajowy Kostkin uratował partyzantów i ich obóz przed zagładą. [...]

Gajówka zaludniła się nagle w ostatnich dniach stycznia 1945 r. W obawie przed nadchodzącym frontem schroniło się w niej i doczekało wkroczenia Armii Czerwonej kilkudziesięciu mieszkańców Łopusznej, a między nimi dziedziczka z dworu – Zofia Kietlińska z córką Janiną8. W mieszkaniu Kostkina zjawili się wówczas także sowieccy żołnierze frontowi, którzy z pomocą gajowego chcieli się skontaktować z miejscowymi partyzantami. Nie chcąc dekonspirować obozu „Ognia”, Kostkin zorganizował im spotkanie na osiedlu Zarębek Średni. Tam też ustalono, że grupa „ogniowców” przeprowadzi około stuosobowy desant sowiecki górskimi szlakami na os. Kowaniec, skąd ci ostatni zaatakować mieli Niemców broniących się w Nowym Targu9. Zamysł ten zrealizowano w nocy z 28 na 29 I 1945 r., co w znacznej mierze ułatwiło Armii Czerwonej zajęcie tego miasta.

Spotkanie po latach. Od lewej siedzą: ppłk Piotr Pierminow, Anna Fąfara. Druga od lewej stoi Stefania Chowaniec (córka gajowego). Lata 60. XX w. (ze zbiorów A. Głowy i S. Chowaniec).

Koniec niemieckiej okupacji w styczniu 1945 r. nie oznaczał kresu działań zbrojnych w tym regionie. Gorce stały się wkrótce bazą oddziału, a potem dużego zgrupowania partyzantki antykomunistycznej, dowodzonego przez Józefa Kurasia „Ognia”, który już 11 IV 1945 r. wrócił „do lasu” na czele swoich żołnierzy. Skierowane przeciw niemu siły aparatu bezpieczeństwa próbowały wszelkimi sposobami opanować sytuację. Kostkin w dalszym ciągu pomagał partyzantom i darzony był przez nich dużym zaufaniem. Już wiosną 1945 r. informował ukrywających się członków podziemia o aktywności miejscowych komunistów. Utrzymywał w tym czasie m.in. kontakt z kpt. Julianem Zapałą „Lampartem”, w czasie okupacji dowódcą IV batalionu 1. pułku strzelców podhalańskich AK. Dzięki wywiadowi gajowego „Lampart” mógł sporządzić jeden z raportów dla swoich zwierzchników, w którym informował o tworzeniu się struktur PPR w Kluszkowcach, Krośnicy i Grywałdzie, a jako głównych aktywistów wymieniał Leśniaka i Lacha z Kluszkowiec. Donosił także o mającej tworzyć się w rejonie Maniów grupie zbrojnej dowodzonej przez niejakiego płk. Juliana Bielewicza, oficera sowieckiego w służbie Urzędu Bezpieczeństwa10.

Równolegle ze współpracą z będącą w likwidacji AK, Mikołaj utrzymywał kontakt z „ogniowcami”. Kiedy na przełomie 1945 i 1946 r. obóz „Ognia” mieścił się nad wsią Ostrowsko, w masywie Turbacza, żołnierze podziemia korzystali również z „Gajówki Mikołaja”. 3 I 1946 r. kwaterował w niej cały, liczący wówczas tylko kilka osób oddział z samym Józefem Kurasiem, którego w tym momencie tropiły obławy UB11. Tam też doprowadzono tego dnia, podejrzewanego przez „Ognia” o zdradę i współpracę z „bezpieką”, mieszkańca Łopusznej – Jakuba Kuchtę o przezwisku „Dorka”. [...]




Ekspozycja historyczno-przyrodnicza prezentowana w Gajówce Mikołaja.

Oprócz korzystania z konfidentów, inną metodą walki z partyzantami było tworzenie oddziałów prowokacyjnych złożonych z funkcjonariuszy UB. Ówczesny komendant PUBP w Limanowej mjr Stanisław Wałach otrzymał polecenie wytropienia „Ognia” właśnie na czele kilkunastoosobowej grupy przebranej za partyzantów. 31 VII 1946 r. dowodzony przez niego oddział został zaskoczony przez „ogniowców” w rejonie masywu Turbacza i rozbity. Jak wspominał sam Wałach: W czym kto był – boso, bez marynarki – każdy gnał na oślep [...]12. W trakcie starcia udało się uwolnić prowadzonego przez UB w charakterze przewodnika, pochwyconego wcześniej partyzanta Jerzego Kozłowskiego „Lecha”, zabrano także porzuconą przez uciekających ubeków radiostację, mapy i inne dokumenty operacyjne13. Ponieważ część z nich była napisana po rosyjsku, Kuraś posłał po znanego mu Rosjanina – Mikołaja Kostkina, aby ten przetłumaczył na język polski zdobyte teksty meldunków14. Gajowy podjął się tego zadania, mimo iż za pomoc partyzantom groziła mu – w najlepszym wypadku – kara więzienia. [...]
Strona główna>

PRZYPISY:

1.  Data i miejsce urodzenia zostały ustalone na podstawie niemieckiej karty rozpoznawczej (Kennkarte) z okresu II wojny światowej, która znajduje się w zbiorach córki M. Kostkina – Stefanii Chowaniec.
2. Anna Fąfara (1894–1981), urodzona w Zbydniowie k. Bochni. Podczas I wojny światowej, po stracie rodzinnego domu, który spłonął w pożarze, przybyła do Łopusznej w poszukiwaniu pracy.
3. Podobnie jak Kostkin postąpił jego współtowarzysz z niewoli, który osiadł w Szaflarach. Inni pracujący wraz z nimi rosyjscy jeńcy po zakończeniu wojny wrócili do swojego kraju.
4. Relacja Józefa Węglarza „Małego” z 2004 r. (ze zbiorów M. Kurzei). Węglarz z ubolewaniem potwierdzał w rozmowie całe wydarzenie i osobisty w nim udział, jako członka tzw. grupy aprowizacyjnej mającej kosztem mieszkańców gajówki zaopatrzyć oddział „Zawiszy” na okres zimy.
5. Polana Skole Chowańcowe, znana jest obecnie bardziej pod nazwą „Żubrowisko”, która nadana jej została przez miejscową ludność w latach 50. XX w., w związku z założeniem tam ośrodka hodowli żubrów Gorczańskiego Rezerwatu Żubra.
6. L. Falski, „Kim był »Ogień«”, mps, b.m.d., s. 5 (ze zbiorów O. Łapsy).
7. W. Kuraś, „Wspomnienia o mojej wsi Waksmund oraz własne od czasów zamierzchłych aż do dnia dzisiejszego”, mps, b.m.d., s. 340–341; Zgodnie ze stanem obecnym, pierwszy z wymienionych potoków, będących prawobrzeżnymi dopływami potoku Łopuszna, nosi nazwę Maciudowy. Drugi to potok Spalony, zwany także Spaleńcem (w jego wąwozie znajdował się obóz partyzancki), według relacji – skierowany przez Kostkina do potoku Maciudowego. Trzeci to Wawrzków Potok (błędnie nazwany Głębokim – gdyż w rzeczywistości nazwę tę nosi pobliski potok, ale będący dopływem lewobrzeżnym potoku Łopuszna), i to jest właśnie ten potok, którego wąwozem poprowadził Niemców Kostkin.
8. J. Kietlińska, „Wspomnienia”, mps, Kraków 2007–2008, s. 9 (kopia w zbiorach M. Kurzei).
9. Relacja Jana Srala „Potrzaska” z 14 III 1996 r. (ze zbiorów K. Strauchmanna); W. Kuraś, op. cit., s. 343.
10. A. Fitowa, Inspektorat AK Nowy Sącz w okresie schyłku powojennej konspiracji (10 maja – 24 lipca 1945 r.), „Rocznik Sądecki”, t. 29: 2001, s. 174.
11. IPN Kr 06/1, Stara sprawa obiektowa na bandę „Ognia”, t. 25, Odpis notatnika „Ognia”. W swoim notatniku „Ogień” zapisał pod datą 3 I 1946 r.: Godzina 18, alarm – marsz Leśniczówka. Zapis dotyczy gajówki Kostkina, zwanej często – lecz niewłaściwie – leśniczówką.
12. S. Wałach, Był w Polsce czas..., Kraków 1971, s. 185–191.
13. M. Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce... Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947), Kraków 2002, s. 486–488; S. Wałach, op. cit., s. 461; Według źródeł UB funkcjonariusze porzucili w miejscu ucieczki: aparat nadawczo-odbiorczy, automat PPSza, karabin dziesięciostrzałowy + 1 kbk, pistolet kal. 7,65, kilka peleryn (7 sztuk), plecaki z żywnością (5), granaty, mundur i jedną parę butów.
14. Relacja Czesława Stolarczyka „Guca” z 29 III 2008 r. (ze zbiorów D. Golika i O. Łapsy).

piątek, 14 grudnia 2012
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (6)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 36, rok XXI, grudzień 2012, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów autorstwa historyka krakowskiego oddziału IPN, Marcina Kasprzyckiego, pt. Ustalanie miejsc pochówków ofiar terroru komunistycznego na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Stan badań.

Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 36/2012

Marcin Kasprzycki
Ustalanie miejsc pochówków ofiar terroru komunistycznego na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Stan badań


Dzięki podpisaniu 10 XI 2011 r. przez prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, ministra sprawiedliwości i sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa listu intencyjnego w sprawie współpracy w zakresie poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956, możliwym stało się podjęcie na szeroką skalę badań w tym zakresie.

Do tej pory działania ukierunkowane na ustalenie miejsc pogrzebania zwłok, a następnie na doprowadzenie do skutku ekshumacji ofiar terroru komunistycznego, w sposób najbardziej zaawansowany podejmowane były we Wrocławiu. Przez wiele lat gromadzono rozproszoną wiedzę na temat pochówków ofiar terror z lat 1945–1956, dokonując w tym czasie pojedynczych ekshumacji1. Intensyfikacja prac nastąpiła jesienią ubiegłego roku – od października 2011 do maja 2012 r. pod kierunkiem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka (naczelnika tamtejszego Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN) zespół specjalistów z różnych dziedzin z dr. Pawłem Konczewskim z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego na czele prowadził prace archeologiczne i ekshumacyjne na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu2.
   
Także w krakowskim Oddziale IPN wiosną 2012 r. podjęto podobne badania. Punktem wyjścia dla ich prowadzenia były ustalenia Filipa Musiała zawarte w publikacji Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie (Kraków 2005). Dzięki tej pracy kwerenda na tym etapie mogła się w zasadzie ograniczyć do ustalenia miejsc pochówków ofiar, bowiem autor książki po pierwsze, opublikował pełną listę skazanych na karę śmierci, w tym straconych (w siedmiu przypadkach – z powodu braku dokumentacji – nie udało mu się ustalić, czy wyroki zostały wykonane), po drugie, rozpatrując przypadek każdego ze skazanych dokonał klasyfikacji zarzucanych czynów na:
  • związane z działalnością niepodległościową,
  • niezwiązane z działalnością niepodległościową (przestępstwa kryminalne, gospodarcze i wojskowe),
  • działania irredentystyczne mniejszości narodowych (w przypadku WSR w Krakowie – mniejszości ukraińskiej).
I choć autor Skazanych… zdawał sobie sprawę z problemu jednoznacznego zakwalifikowania konkretnych przypadków do jednej z wyżej wymienionych kategorii, jego ustalenia zawierają informacje na temat działalności straconych, biorąc pod uwagę postawione im zarzuty3.

Warto nadmienić, że częściowego zlokalizowania pochówków ofiar wyroków WSR w Krakowie dokonali pracownicy Zarządu Cmentarzy Komunalnych w wyniku kwerendy przeprowadzonej na wniosek Wydziału Rewaloryzacji Zabytków Krakowa i Dziedzictwa Narodowego Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego. Nazwiska te w znajdującej się niżej tabeli sumującej wyniki badań zaznaczone zostały czcionką pogrubioną.

W przypadku poszukiwania miejsc pogrzebania ofiar wykonanych kar śmierci orzeczonych przez WSR, zespołem, od którego rozpoczęto kwerendę archiwalną, były znajdujące się w archiwum ZCK w Krakowie księgi zmarłych oraz indeksy zmarłych, obejmujące lata 1945–1956. Było to konieczne, bowiem władze więzienia Montelupich nie tylko nie informowały rodzin ofiar o ich śmierci i nie wydawały ciał straconych, ale także w aktach nadzoru nad wykonaniem kary (czyli teczkach osobowych więźniów) nie dokonywano zapisów informujących o miejscu pogrzebania ciał skazańców na cmentarzu4.
Jak ustalił Filip Musiał, WSR w Krakowie orzekł 397 wyroków śmierci (wobec 392 osób, bowiem 5 z nich ten wyrok usłyszało dwukrotnie), z tego wykonano 172 wyroki, 218 nie wykonano, 7 przypadków pozostało nieustalonych wobec niemożności dotarcia w latach 2001–2004 – kiedy prowadził badania – do dotyczących ich dokumentów5.

Pismo naczelnika więzienia Montelupich do Departamentu Więziennictwa MBP, Kraków, 14 XI 1947 (ze zbiorów IPN).

Przeprowadzona analiza dokumentacji w ZCK pozwoliła ustalić, że w latach 1946–1956 na Cmentarzu Rakowickim pochowano w sumie 155 ciał lub szczątków osób straconych w więzieniu Montelupich. Warto jednak pamiętać, że ponadto 8 osób stracono w więzieniu w Tarnowie, a jedną w Białej. Jednocześnie nie udało się odnaleźć zapisów potwierdzających fakt pochowania na Rakowicach 9 osób: braci Franciszka i Stefana Boduchów, Jana Kmiecia, Bazylego Kondry, Eugeniusza i Wincentego Strózików, Stanisława Sali, Antoniego Trzepli oraz Jana Rzeszótko, przy czym w przypadku tego ostatniego jest to efekt wykupienia jego ciała przez żonę zanim dokonano jego pogrzebania6. Tak więc liczba wykonanych wyroków podana przez F. Musiała dzięki przeprowadzonej analizie została zweryfikowana o jedną ofiarę, zatem można stwierdzić, że w wyniku egzekucji w więzieniach stracono łącznie 173 osoby.
Jak wynika z zapisów w księgach, instytucją, która przekazywała ciała lub szczątki było tylko więzienie Montelupich, w żadnym przypadku nie natrafiono na zapis świadczący o tym, by uśmierceni z mocy wyroków WSR trafiali na cmentarz z więzienia św. Michała przy ul. Senackiej.

Jak pokazuje analiza „geografii” miejsc grzebania ciał ofiar terroru (dotyczy to wyłącznie straconych na mocy wyroków WSR w Krakowie), do końca 1947 r. pochówków dokonywano w starej części Rakowic na kwaterach: XIb, XVb, XVII, XIXb, XX, XXIa, XXVa, XXVb, LX, LXXV i LXXVIII. Jednak jeszcze w 1947 r., a dokładniej 3 grudnia, dokonano pierwszego pochówku straconego z wyroku WSR na kwaterze LXXIX, mieszczącej się na części wojskowej cmentarza przy ul. Prandoty, a w latach 1948–1954 (wówczas dokonano ostatniego pochówku osoby straconej na mocy wyroku WSR) grzebanie ciał przeprowadzano wyłącznie na części wojskowej, na kwaterach: LXXIX, LXXXI, LXXXII, LXXXIII, LXXXIV i LXXXVI. Zmiana miejsca pochówków, jakiej dokonano na przełomie 1947/1948 r., prawdopodobnie nie jest przypadkowa. Podobnie we Wrocławiu na Cmentarzu Osobowickim, do 1948 r. straconych grzebano na tej części cmentarza, na której dokonywano pochówków mieszkańców miasta7. Tak więc w przypadku Cmentarza Rakowickiego utworzenie tzw. kwater więziennych na części wojskowej mogło się wiązać z decyzją władz bezpieczeństwa o ukryciu tego typu pochówków w wydzielonych częściach cmentarza.
Wszystkie pochówki zostały precyzyjnie odnotowane w księgach zmarłych (kwatera, rząd, miejsce), jednak 5 V 1948 r. ciała trzech straconych pochowano – jak zapisano w księdze zmarłych za 1948 r. – na skwerze pod parkanem od strony północnej (razem z Niemcami pochowanymi 6 marca 1948 r.)8 na części wojskowej cmentarza przy ul. Prandoty. Obecnie skwer ten nie istnieje i trzeba ustalić w dokumentacji cmentarza, kiedy został zagospodarowany na nowe pochówki.

Pochówku 149 ciał lub ich szczątków dokonano imiennie, to znaczy w księgach cmentarnych widnieją imiona i nazwiska ofiar, daty urodzenia, śmierci oraz pochowania. Wobec sześciu ciał postąpiono inaczej. 30 VIII 1946 r. pochowano na kwaterze XVII ciała trzech nieznanych mężczyzn. Nie podano ani ich daty urodzenia, ani daty zgonu. Z ustaleń Musiała wynika, że dzień przed odnotowaną w księgach datą pochówku w więzieniu Montelupich dokonano egzekucji na trzech więźniach: Józefie Nowaku oraz braciach Henryku i Janie Sroga. W archiwum ZCK brak jest kart zgonu tych trzech osób, zachowało się natomiast pismo naczelnika Więzienia Montelupich do Zarządu Cmentarzy w Krakowie z 30 VIII 1946 r., w którym zwracał się z prośbą o pogrzebanie trzech ciał mężczyzn zmarłych w dniu 29 VIII 1946 r. Treść tego dokumentu pozwala stwierdzić, że trzej pochowani bezimiennie to wyżej wymienieni więźniowie.

Jeszcze inne podejście pracownicy więzienia, a być może funkcjonariusze WUBP zastosowali do trzech straconych 13 XI 1947 r. W bliżej nieokreślonym czasie po egzekucji ich ciała przekazano do Zakładu Anatomii Opisowej UJ, gdzie zostały wykorzystane do badań prowadzonych przez studentów medycyny. Stamtąd 23 IV 1948 r. szczątki ciał dwóch z nich – Waleriana Zachariasiewicza i Alojzego Słapaka pochowano na kwaterze LXXIX. Szczątki trzeciego z nich – Józefa Maczyszyna pochowano w ten sam sposób 5 V 1948 r. na wspomnianym wcześniej skwerze pod parkanem od strony północnej. Wszyscy trzej pod wymienionymi nazwiskami zostali odnotowani w księdze zmarłych za 1948 r., jednak nie zapisano dat ich urodzenia. Analiza publikacji Musiała wskazywała jednak, że osoby o takich nazwiskach nie zostały skazane na śmierć przez WSR w Krakowie. Oczywiście, można było założyć, że są to osoby zmarłe w szpitalu więziennym bądź skazani przez sąd powszechny. Jednak kwerenda w bazach Instytutu Pamięci Narodowej nie potwierdziła istnienia osób o podanych w księgach danych personalnych. Owszem, krakowski WSR skazał na karę śmierci, którą wykonano, dwóch mężczyzn o podobnie brzmiącym nazwisku Macyszyn – Michał i Mikołaj, jednak w obu przypadkach w księgach odnaleziono miejsca, gdzie ich pogrzebano. Tym, co naprowadziło na właściwy trop, były daty śmierci wymienionych. Otóż 13 XI 1947 r. w więzieniu Montelupich przeprowadzono egzekucję czterech skazanych, trzech w konsekwencji zapadłego 10 IX 1947 r. wyroku w sprawie II Zarządu Głównego WiN9, czyli Alojzego Kaczmarczyka, Józefa Ostafina i Waleriana Tumanowicza oraz skazanego 30 IX t.r. członka UPA Władysława Werbowego (jak wynika z dokumentacji Wydziału Więziennictwa WUBP w Krakowie, pomiędzy 1 a 15 XI 1947 r. stracono tylko te cztery osoby)10. Miejsce pochówku tego ostatniego potwierdzono w księdze zmarłych, pochówek nastąpił 5 VI 1948 r.

Alojzy Kaczmarczyk, zamordowany 13 XI 1947 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie (ze zbiorów IPN).

Józef Ostafin, zamordowany 13 XI 1947 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie (ze zbiorów IPN).

Płk Walerian Tumanowicz, zamordowany 13 XI 1947 r. w więzieniu Montelupich w Krakowie (ze zbiorów IPN).

Pozostały do ustalenia miejsca pochówku trzech straconych działaczy WiN. Przyjęto więc założenie, że mogli oni zostać pochowani pod fałszywymi nazwiskami, z zachowaniem prawdziwych imion. Następnym krokiem w weryfikacji tej tezy była analiza zapisu w kartach zgonu znajdujących się w archiwum ZCK. Według informacji w nich zamieszczonych, zgon Alojzego Słapaka11 stwierdzono o godz. 1915, Józefa Maczyszyna12 o godz. 1930, a Waleriana Zachariasiewicza13 o godz. 1945 – wszystkich w dniu 13 XI 1947 r. By wykluczyć pomyłkę, dane te porównano z protokołami wykonania kary śmierci. Według nich Alojzy Kaczmarczyk został stracony o godz. 19.00, Józef Ostafin o godz. 19.10, a Walerian Tumanowicz o godz. 19.2014. Zgadza się kolejność, a różnica w godzinach wynika z tego, że w protokołach wykonania wyroku podano czas, w którym nastąpiła egzekucja, a w kartach zgonu godzinę, w której lekarz stwierdził zgon ofiar. Jak więc widać, celem funkcjonariuszy UB było zatarcie śladów istnienia tych osób także po śmierci, jednak nawet przekazanie ich ciał do Zakładu Anatomii Opisowej pod fałszywymi nazwiskami nie dało oczekiwanego efektu.

Oczywiście, absolutną pewność zyskalibyśmy dopiero po ekshumacji i przeprowadzeniu badań DNA, jednak można przyjąć jako graniczącą z pewnością hipotezę, że udało się odnaleźć zapisy pozwalające na wskazanie miejsc pochówków trzech wybitnych działaczy niepodległościowych.[...].
Strona główna>

PRZYPISY:

1. Prace K. Szwagrzyka doprowadziły m.in. do ekshumacji we wrześniu 2003 r. kpt. Włodzimierza Pawłowskiego oraz w kwietniu 2006 r. ppor. Mieczysława Bujaka. K. Szwagrzyk, Ekshumacje w działaniach Oddziału IPN we Wrocławiu, „BIPN”, 2008 nr 1–2(84–85), s. 171–176; Zob. także: O miejscach pochówków ofiar komunizmu w Polsce z Krzysztofem Szwagrzykiem rozmawia Barbara Polak, ibidem, 2003 nr 7(30), s. 4–18; O M. Bujaku Grzegorz Braun nakręcił film dokumentalny „Oskarżenie”, a K. Szwagrzyk opublikował książkę Kryptonim „Mordercy” (Sprawa ppor. Mieczysława Bujaka). Studium prowokacji i terroru, Wrocław 2009.
2. Rozmowa z dr. Pawłem Konczewskim pt. Prawda kryje się pod ziemią, opublikowana została w piśmie „Archeologia Żywa”, 2012 nr 4(64), s. 22–27.
3. F. Musiał, Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie 1946–1955, Kraków 2005, s. 27–28.
4. W tej materii istniała zupełna dowolność władz więziennych. Np. w więzieniu w Jeleniej Górze naczelnicy dbali nie tylko o zawiadomienie rodzin o śmierci bliskich, ale także wydawali ciała, a jeśli nikt po nie się nie zgłaszał, pilnowali, by pochówek odbył się należycie na cmentarzu komunalnym. Z kolei w więzieniach wrocławskich w aktach nadzoru po egzekucji uzupełniano dane na temat miejsca pochówku. Por. Ibidem, s. 42–43; K. Szwagrzyk, Straceni na Dolnym Śląsku 1945–1956, Wrocław–Rzeszów 2002, s. 34–35.
5. F. Musiał, Skazani na karę śmierci…, s. 25.
6. F. Musiał, Jan Rzeszótko, „ZHW”, nr 19–20: 2003, s. 499–500.
7. K. Szwagrzyk, Kwatery więzienne Cmentarza Osobowickiego we Wrocławiu, „BIPN”, 2003 nr 7(30), s. 19.
8. Z kolei przy wspomnianych Niemcach zapis dotyczący miejsca pochówku brzmi: Pochowano na nowej części cmentarza przy ogrodzeniu od strony północnej – na skwerze przy cmentarzu wojskowym.
9. Na temat działalności II ZG WiN i tzw. procesu krakowskiego zob. „ZHW”, nr 18: 2002 (numer w całości poświęcony tej tematyce).
10. IPN Kr 425/717, Imienne wykazy więźniów ułaskawionych i straconych 1946–1951, k. 51, Pismo naczelnika więzienia Montelupich do Departamentu Więziennictwa MBP, Kraków, 14 XI 1947.
11. Urząd Stanu Cywilnego wystawił akt zgonu – nr III Zg. 2198/47. Zob. Karta zgonu A. Słapaka, Archiwum ZCK w Krakowie.
12. Urząd Stanu Cywilnego wystawił akt zgonu – nr III Zg. 2199/47. Zob. Karta zgonu J. Maczyszyna, Archiwum ZCK w Krakowie.
13. Urząd Stanu Cywilnego wystawił akt zgonu – nr III Zg. 2200/47. Zob. Karta zgonu W. Zachariasiewicza, Archiwum ZCK w Krakowie.
14. Protokoły wykonania kar śmierci opublikowała D. Suchorowska, Bohaterowie procesu krakowskiego w moich wspomnieniach, „ZHW”, nr 18: 2002, s. 231–233.

środa, 22 sierpnia 2012
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (5)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 35, rok XXI, czerwiec 2012, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów autorstwa historyka, autora strony "Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie" - Grzegorza Makusa (proszę wybaczyć tę odrobinę autopromocji), poświęconego działaniom operacyjnym PUBP we Włodawie przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu w latach 1944-1947.

Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 35/2012

Grzegorz Makus
Działania operacyjne Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie wobec polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1944–1947


Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie był jedną z wielu placówek komunistycznego aparatu bezpieczeństwa rozsianych po całej Polsce i jak one wszystkie, był jednocześnie głównym filarem, na którym opierał się proces zniewalania i terroryzowania polskiego społeczeństwa przez aparat represji1.

Jak większość „powiatówek” w woj. lubelskim, PUBP we Włodawie rozpoczął funkcjonowanie – jako Wydział Bezpieczeństwa przy PRN – już w sierpniu 1944 r. Organizował się on w skomplikowanych warunkach narodowościowych, w których po wkroczeniu Sowietów, mentalność i postawy polityczne ludności ukraińskiej, licznie zamieszkującej powiat włodawski, zostały zdominowane przez ideologię komunistyczną, czemu niewątpliwie sprzyjała ówczesna złożona sytuacja socjalna, ekonomiczna i etniczna. Wpłynęło to na fakt, że większość pracowników rzeczonej instytucji stanowili właśnie Ukraińcy. Według danych z 1 II 1946 r. w PUBP Włodawa na 62 pracowników aż 18 było narodowości ukraińskiej, co stanowiło najwyższy odsetek w całym województwie lubelskim2. Na siedzibę PUBP wybrano budynek przy Al. Józefa Piłsudskiego 53, który w II RP zajmowali urzędnicy skarbowi, a w czasie II wojny światowej mieścił się w nim posterunek policji granicznej – Grenzpolizeiposten3. Był to piętrowy gmach, w którego piwnicy znajdował się areszt, na górze pomieszczenia biurowe. Ulokowany był naprzeciwko placu sportowego, obok znajdował się niewielki kort tenisowy4, zaś  z tyłu w kierunku północno-zachodnim, w odległości 200-300 metrów, kirkut – cmentarz żydowski (obecnie park miejski), który funkcjonariusze UB w latach 40. i 50. często wykorzystywali jako miejsce egzekucji lub grzebania ciał swoich ofiar, pomordowanych podczas operacji w terenie5. Po 1956 r. w budynku tym miały swoją siedzibę Prokuratura i Komenda Powiatowa MO6, przy której funkcjonował referat do spraw bezpieczeństwa (od 1967 r. – referat ds. SB)7. Komenda Powiatowa, obecnie już Policji, zajmuje ten budynek do dnia dzisiejszego.

Budynek, w którym od sierpnia 1944 r. mieścił się Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. Zdjęcie pochodzi z lat 80-tych, gdy miały tam siedzibę Służba Bezpieczeństwa i  Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej. [kliknij w zdjęcie aby powiększyć].

Włodawski PUBP był pod względem obsady stanowiska kierowniczego jednym z najbardziej stabilnych w całym województwie lubelskim. Od 14 IX 1944 r. kierownikiem tymczasowym był Włodzimierz Kaliszczuk8. 1 VI 1945 r. został oficjalnie zatwierdzony i funkcję tę pełnił do 15 XI 1945 r. Jego zastępcą, a jednocześnie kierownikiem kontrwywiadu, był do 12 I 1945 r. Bronisław Pajączkowski9, który został następnie kierownikiem grupy operacyjnej w powiecie Końskie (woj. kieleckie). Po nim obowiązki kierownika Powiatowej Sekcji Kontrwywiadu PUBP we Włodawie przejął Jan Jurkowski10.

W latach 1944-1947 szczególne miejsce wśród wielu innych zadań postawionych przed funkcjonariuszami UBP zajmowała walka z polskim podziemiem niepodległościowym oraz, w zależności od narodowościowej specyfiki terenu, podziemiem ukraińskim. Pomimo że propaganda komunistyczna twierdziła, iż podstawowym zadaniem resortu jest likwidacja wszelkiego rodzaju agentury, współpracowników i kolaborantów hitlerowskich, funkcjonariusze bezpieki od pierwszych dni znali prawdziwe priorytety11. Do ogłoszenia ustawy amnestyjnej z 22 II 1947 r. oraz będącego jej efektem „rozładowania” lasów i ujawnienia się struktur podziemnych, była to przede wszystkim całkowita likwidacja zbrojnego oporu przeciwko władzy komunistów, czemu służyć miała większość działań operacyjnych i agenturalnych podejmowanych przez UBP  w omawianym okresie.

* * *

W powiecie włodawskim dość wcześnie, bo już od początku 1944 r., Sowieci wspierani przez polskich komunistów rozpoczęli rozpracowywanie i likwidację członków podziemia niepodległościowego, którzy mogliby w przyszłości stanowić zarzewie oporu przeciwko ich panowaniu. 23 II 1944 r. we wsi Załucze Stare (gm. Wola Wereszczyńska) sowieccy partyzanci pod dowództwem Wołodimira Mojsenko ps. „Wołodia” ze zgrupowania płk. Iwana Banowa „Czornego”12 zamordowali komendanta Obwodu AK Włodawa kpt. Józefa Millerta „Sępa”, jego adiutanta ppor. rez. Józefa Majewskiego „Jotem” i żołnierza ochrony st. strzelca Józefa Pasonia „Słowika”13.
Dnia 3 III 1944 r. został zabity na terenie lasów parczewskich ppor. Dominik Bolesta „Abisyńczyk”, który pełnił funkcję kwatermistrza Obwodu AK Włodawa. Prawdopodobnie został rozstrzelany na terenie wsi Bójki przez partyzantkę sowiecką, również ze zgrupowania płk. Banowa14. 12 III 1944 r., żołnierze Obwodu AK Włodawa z 7 pp Leg. I komp. por. Ludwika Pałysa „Ludwika” z oddziału „Nadbużanka” zostali zaatakowani w Załuczu Starym przez Korpus Lenkina 1 Ukraińskiej Dywizji Partyzanckiej Sidora Kowpaka. W starciu poległo siedmiu partyzantów AK15.
Na początku czerwca, gdy po ciężkich walkach  na Wołyniu i wyjściu z okrążenia, przeprawiła się przez Bug w okolicach Włodawy ok. 3-tysięczna 27. Wołyńska Dywizja Piechoty AK, rozkładając się na odpoczynek w lasach powiatów włodawskiego, lubartowskiego i chełmskiego, zapał czerwonej partyzantki na jakiś czas uległ ostudzeniu16.

Mimo tych wszystkich działań, jasno pokazujących zamiary „wyzwolicieli”, żołnierze włodawskiego Obwodu AK podejmowali wspólnie z Sowietami akcje przeciwko wycofującym się Niemcom i próbowali traktować wkraczającą na te tereny Armię Czerwoną jako „sojusznika naszych sojuszników”17. Niestety, taka postawa ułatwiła grupom wywiadowczym partyzantki sowieckiej i wspierającym ją oddziałom Armii Ludowej dość dobre rozpoznanie kto jest kim w strukturach miejscowej AK. Dzięki temu niemal natychmiast po wkroczeniu na teren powiatu włodawskiego NKWD i sowiecki kontrwywiad wojskowy „Smiersz”, przy wydatnej współpracy funkcjonariuszy polskiego UBP, rozpoczęły aresztowania żołnierzy podległych Rządowi RP w Londynie.

Kierownik PUBP we Włodawie w meldunku z 10 X 1944 r. skierowanym do WUBP w Lublinie donosił, że nasza instytucja […] ma wciągniętych na listę pod obserwacją 83 osoby, z czego propagandystów AK – 35, S.D. – 33 i ukraińskich nacjonalistów – 1918, a w raporcie z 31 X 1944 r. informował, że przekazuje 19 aresztowanych wraz z aktami oskarżenia, protokołami osobistej rewizji i ich rzeczami. Wśród aresztowanych było 13 żołnierzy AK, dwóch dziedziców, dwóch współpracowników niemieckich (volksdeutsche)19.
Z kolei zastępca kierownika PUBP Bronisław Pajączkowski w raporcie skierowanym również do WUBP w Lublinie pisał, że od dnia 21 do 31 X 1944 r. pod kontrolą Bezpieczeństwa, było aresztowanych 50 osób, z tego 39 osób za przynależność do AK20. Reszta osób została zatrzymana, jak podawano w raporcie, za przechowywanie broni (siedem osób), za współpracę z Niemcami (dwie osoby), jako obszarnicy (dwie osoby).

Por. Włodzimierz Kaliszczuk, w latach 1944-1945 kierownik PUBP we Włodawie.

Koronnym przykładem głębokiej infiltracji przez komunistów struktur niepodległościowego podziemia w powiecie włodawskim jest niewątpliwie, zachowane w zasobach archiwalnych IPN, pismo z 22 III 1945 r. ówczesnego kierownika Sekcji Śledczej WUBP w Lublinie Adama Humera21 do kierownika PUBP we Włodawie Włodzimierza Kaliszczuka, w którym poleca on dokonać wywiadu i aresztować niżej wymienione osoby a następnie przekazać do Woj[ewódzkiego] Urz[ędu] Bezp[ieczeństwa] Publ[icznego] w Lublinie, po czym następuje lista nazwisk, pseudonimów i rysopisów 43 żołnierzy włodawskiego Obwodu AK, na czele z najwyższą kadrą dowódczą. Należy przypuszczać, że większość tak szczegółowych informacji mogli dostarczyć przede wszystkim przedstawiciele lokalnych struktur komunistycznych, w tym Armii Ludowej, doskonale zorientowani w znanym sobie od lat środowisku lokalnym, które rozpracowywali od dłuższego już czasu22.

Wraz ze wzrostem liczby aresztowanych zaczęły pojawiać się problemy z prowadzeniem śledztw. Odstawiając 6 XI 1944 r. 16 aresztantów do WUBP w Lublinie kierownik włodawskiego PUBP prosił w załączonym piśmie przełożonych o przekazanie obszernych instrukcji w sprawie prowadzenia śledztw i aresztów, z powodu braku na naszym terenie prokuratora, który by mógł wydawać wszelkie formalności na przeprowadzenie aresztowań. […] Poszczególne śledztwa prowadzić włodawski aparat Bezp[ieczeństwa] Publ[icznego] nie jest w sile [w stanie]23.

Zestawienie aresztowań przeprowadzonych przez wszystkie Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego w województwie lubelskim do dnia 31 XII 1944 roku.

Można zakładać, że kłopoty włodawskiego PUBP nie były wyjątkiem, ponieważ już 14 XI 1944 r. kierownik WUBP w Lublinie mjr Stanisław Szot24 wydał ściśle tajny rozkaz skierowany do kierowników powiatowych UBP, który obnażał główny cel komunistów, jakim była bezpardonowa likwidacja całego podziemia. Jako że rozkaz był ściśle tajny nie próbowano w nim zachowywać pozorów praworządności. Pokazywał całą bezwzględność metod jakimi się miano w tej walce posługiwać oraz skalę uzależnienia polskiego aparatu represji od sowieckich mocodawców. Mjr Szot rozkazywał:
Aresztowanych członków AK, NSZ i OUN za działalność przeciw PKWN i Armii Czerwonej, a którzy z różnych względów nie mogą być sądzeni, należy za okazaniem niniejszego rozkazu wydać przedstawicielowi Armii Czerwonej. Ile i kogo konkretnie z aresztowanych wydać należy uzgodnić na miejscu z przedstawicielem Armii Czerwonej. Na wszystkich przekazanych należy zachować u siebie akta sprawy (odpisy), a dokładną listę przekazanych przysłać do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie25.
Rozkaz ten był jedynie formalnym usankcjonowaniem działań, które praktycznie już wcześniej były prowadzone w terenie. Dwa tygodnie przed jego wydaniem, 29 X 1944 r. z aresztu włodawskiego PUBP 13 osób zabrała grupa operacyjna ppłk. Michajłowa, która operowała na terenie powiatu włodawskiego. Był to najprawdopodobniej oddział wchodzący w skład 64 Zbiorczej Dywizji NKWD, prowadzącej działania przeciwko oddziałom partyzanckim i ludności cywilnej26.
Dnia 21 XI 1944 r. pododdziały tej dywizji wspomagane przez funkcjonariuszy PUBP we Włodawie rozbiły we wsi Czarny Las (gm. Ludwin) oddział partyzancki dowodzony przez komendanta Obwodu AK Włodawa ppor. Bolesława Flisiuka „Jaremę”. W meldunku majora gwardii Mastiukina z dnia 21 XI 1944 roku możemy m.in. przeczytać:
Dzisiaj tj. 21.11.1944 roku przybył agent bezpieczeństwa publicznego z powiatu włodawskiego i poinformował, że we wsi Czarny Las, gmina Ludwinów [Ludwin], powiat Włodawa, ukrywa się dowódca 22 pułku piechoty AK, major „Jarema” (Flisiuk Bolesław) ze swoim sztabem, zastępcą kapitanem „Aleksandrem”, „Pożogą” i innymi członkami AK, razem 70 ludzi. Uzbrojeni są w 15 lekkich karabinów maszynowych, pozostała broń to: pistolety maszynowe PPSz i angielskie STEN27.
W wyniku obławy 120 osobowego oddziału NKWD, z grupy „Jaremy” zginęło 7  ludzi, a 27 zostało aresztowanych, m.in. zastępca dowódcy Witold Drozdowski ps. „Aleksander”. Część oddziału zdołała się przebić i ujść pościgowi, jednak po tej walce nastąpiło rozwiązanie oddziału, żołnierze przeszli do głębszej konspiracji, próbując uniknąć aresztowania, w razie potrzeby podejmując działania samoobronne28.

W okresie od sierpnia 1944 do stycznia 1945 r., mimo nasilających się aresztowań i pacyfikacji powiatu włodawskiego, struktury AK zostały częściowo zachowane. Do końca 1944 r. działała Komenda Obwodu AK Włodawa, na czele którego stali ppor. Bolesław Flisiuk „Jarema”29 i jego zastępca ppor. Bronisław Armaciński „Tajfun”30, którzy starali się m.in. kontrolować działające w terenie oddziały partyzanckie.
Oddział ppor. B. Flisiuka „Jaremy” nie był jedyną grupą partyzancką na tym terenie, więc resort miał nadal pełne ręce roboty. W sprawozdaniu kierownika PUBP we Włodawie ppor. Kaliszczuka na temat sytuacji politycznej od 1-go do 20-go XII 1944 r. możemy przeczytać:
Przez konspiracyjne organizacje opanowane są następujące gminy: Wola Wereszczyńska, wsie tej gminy: Załucze Stare, Załucze Nowe, Wereszczyn, Michelsdorf, Urszulin, Grabniak, Wycięcin, Zawadówka. Gmina Uścimów: Krasne, Zagłębocze, Piaseczno. Gmina Tyśmienica: Buradów, Makoszka, Pohulanka, Laski, Plebania-Wola. Przywódcy ich są znani jak: „Jarema”, „Przybysz”31, „Mars”32 i Urban33.34
Sowieci wspomagani operacyjnie przez włodawski UBP zadali podziemiu niepodległościowemu poważny cios, choć zdawali sobie sprawę, że nie rozbili jego struktur całkowicie. Jednak tylko w okresie od września 1944 do końca grudnia 1944 r. PUBP we Włodawie aresztował 264 osoby, w większości związane z konspiracją niepodległościową. W protokole z odprawy powiatowych kierowników urzędów bezpieczeństwa w WUBP w Lublinie z 6 I 1945 r.35 czytamy m.in.
Ostatnio została przeprowadzona w powiecie [włodawskim] akcja na wielka skalę, która dała wyniki dodatnie. Aresztowano m.in. komendanta obwodu AK kpt. „Marsa”36.
W okresie od 10 do 20 II 1945 r. włodawski PUBP odnotował kolejne sukcesy. Agentura wykryła na terenie powiatu grupę AK składającą się z 17 ludzi, dowodzoną przez Józefa Struga „Wilka”, „Ordona”37, zastępcę komendanta placówki AK w Załuczu Starym. Podczas przeprowadzonych działań funkcjonariusze UB zatrzymali dwóch partyzantów i zlikwidowali magazyn broni: 1 rkm, 5 PPSz, 15 kbk38.

Żołnierze oddziału partyzanckiego Armii Krajowej Obwodu Włodawa por. Konstantego Piotrowskiego ps. „Zagłoba”.

Dnia 2 III 1945 r. z II batalionu 28. pp 9 Dywizji WP stacjonującego w Radzyniu Podlaskim zdezerterowało 380 żołnierzy. Cztery dni później funkcjonariusze włodawskiego PUBP zauważyli ich w rejonie wsi Dołhobrody nad Bugiem (pow. Włodawa). Natychmiast wysłano za nimi w pościgu 150 żołnierzy NKWD, dwa samochody pancerne, dwa transportery opancerzone oraz 300 żołnierzy WP stacjonujących we Włodawie. Ok. 18.00 doszło do długotrwałej walki, która nie dała rozstrzygnięcia, a dezerterzy wycofali się. Przerywany walkami pościg trwał do 8 marca, kiedy to wyłapano w okolicach Hańska (pow. Włodawa) większą część uciekinierów. Ok. 100 żołnierzom udało się ukryć w okolicznych lasach. Próbując uniknąć trwającego pościgu spora część z nich zasiliła lokalne oddziały partyzanckie39. [...].
Strona główna>

1. Jednym z trzynastu resortów utworzonego w Moskwie PKWN był Resort Bezpieczeństwa Publicznego. Formalnie jego głównym zadaniem miała być ochrona bezpieczeństwa państwa, faktycznie jednak służył likwidacji wszelkich form oporu w okresie powstawania i utrwalania władzy komunistycznej w Polsce. Nazwę RBP w chwili powstania 1 I 1945 r. Rządu Tymczasowego zmieniono na Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które pod takim szyldem działało do chwili rozwiązania 9 XII 1954 r. Na jego czele przez cały ten okres stał Stanisław Radkiewicz. Wraz z organizowaniem struktur centralnych rozpoczęto tworzenie aparatu terenowego. 8 VII 1944 r. Radkiewicz mianował z dniem  1 VIII 1944 r. pierwszego kierownika Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego na województwo lubelskie i miasto Lublin ppor. Henryka Palkę i tę właśnie datę uznać można za początek funkcjonowania terenowych struktur RBP na Lubelszczyźnie. Do początków września 1944 r. były to wydziały bezpieczeństwa publicznego przy wojewódzkich i powiatowych radach narodowych. Następnie nazwę ich zmieniono na wojewódzkie i powiatowe urzędy bezpieczeństwa publicznego oraz podporządkowano je bezpośrednio Resortowi Bezpieczeństwa Publicznego. S. Poleszak, Narodziny bezpieki. Powstawanie Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego na Lubelszczyźnie od sierpnia 1944 do czerwca 1945 roku, [w:] „Zwyczajny” resort. Studia o aparacie bezpieczeństwa 1944-1956, red. K. Krajewski, T. Łabuszewski, Warszawa 2005, s. 33.
2. E. Olszewski, Dzieje Włodawy, Lublin-Włodawa 1991, s. 264; IPN Lu 029/6, Akta Wydziału Personalnego WUBP w Lublinie, Liczbowy wykaz statystyczny ruchu personalnego w PUBP we Włodawie na dzień 1 stycznia 1946 r., (brak daty), k. 91; R. Ziętek, Działania oddziałów partyzanckich Ukraińskiej Powstańczej Armii na południowym Podlasiu w latach 1944–1947, „Podlaski Kwartalnik Kulturalny”, nr 3: 2000, s. 5–6.
3. W 1961 r. Prokuratura Sądu Krajowego w Hanowerze włodawską placówkę określała mianem urzędu Gestapo we Włodawie, tak zwanego posterunku policji granicznej (Grenzpolizeiposten). W tekście wyroku wydanego w sprawie zbrodni pracowników placówki we Włodawie podano jako jej służbową nazwę: Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD, Grenzpolizeiposten Wlodawa. Stwierdzano ponadto, że był to posterunek policji granicznej, podległy Komendantowi Policji Bezpieczeństwa i SD w Lublinie, który miejscowa ludność określała nazwami SD, Gestapo lub Sicherheitspolizei. T. Osiński, „Pamięć grozy”. Funkcjonariusze Grenzpolizeiposten we Włodawie w świetle dokumentów procesowych [w:] Życiorysy w trzy kultury wpisane. Włodawskie biografie, Radom-Włodawa 2008, s. 258.
4. Ibidem, s. 259.
5. Z. Leszczyńska, Ginę za to co najgłębiej człowiek ukochać może. Członkowie organizacji niepodległościowych na Lubelszczyźnie skazani na karę śmierci przez sądy wojskowe (1944–1955), t. 2, Lublin 2003, s. 36, 320; E.E. Taraszkiewicz „Żelazny”, Trzy pamiętniki, red. A. T. Filipek, B. Janocińska, Warszawa-Lublin 2008, s. 140, 187, 191, 192, 204, 206.
6. T. Osiński, op. cit., s. 262.
7. H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944–1990. Rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 127–128.
8. Włodzimierz Kaliszczuk (1914–1988), por./mjr UBP, ppłk MO; ur. w Mościskach w pow. Włodawa, s. Jana, narodowość ukraińska, pochodzenie chłopskie. Okres służby w UBP 8 IX 1944 – 3 I 1963 r.; Kierownik PUBP we Włodawie (14 IX 1944-15 XI 1945). Zob.: IPN BU 0218/607, Akta osobowe Włodzimierza Kaliszczuka; Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie (lipiec 1944-czerwiec 1945), red. L. Pietrzak, S. Poleszak, R. Wnuk, M. Zajączkowski, Warszawa 2004, s. 268; B.B. Borysiuk, Lata Walki. PPR, GL i AL na północnej Lubelszczyźnie 1942–1944, Warszawa 1981, s. 78–367.
9. Bronisław Pajączkowski (ur. 1913), ppor. UBP, ur. w Zabrodziu, pow. Włodawa, narodowość polska, pochodzenie chłopskie, wykształcenie niepełne średnie, z zawodu rolnik. Od 5 IX 1944 r. zastępca kierownika PUBP we Włodawie; od 12 I 1945 r. kierownik grupy operacyjnej na pow. Końskie w woj. kieleckim. Skreślony z ewidencji UBP 15 VI 1945 r. IPN Lu 0357/2812, Karta ewidencyjna Bronisława Pajączkowskiego; Rok pierwszy..., s. 269.
10. IPN Lu 037/4, Meldunki dot. napadów, band i sytuacji politycznej w terenie – z PUBP Włodawa, Pismo Kierownika Powiatowej Sekcji K.W. [kontrwywiadu] PUBP we Włodawie, 1 X 1945 r., k. 44.
11. T. Danilecki, M. Zwolski, Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Bielsku Podlaskim (1944–1956), Białystok 2008,  s. 53.
12. Iwan Nikołajewicz Banow ps. „Czorny”, ppłk Armii Czerwonej, działalność partyzancką rozpoczął w końcu sierpnia 1942 r. na Białorusi; został zrzucony w rej. Bulewo Bagno, gdzie trafił do siedziby sztabu zgrupowania oddziałów specjalnych płk. G. Linkowa „Batii”. Pełniąc obowiązki zastępcy „Batii” organizował wywiad kolejowy oraz działalność dywersyjną na kolei. Na początku 1943 r. po odwołaniu płk. Linkowa do Moskwy, Banow przejął dowództwo zgrupowania. Pod koniec marca 1944 r. w okolicach Sobiboru przeprawił się z ostatnią rajdową grupą swojego zgrupowania na Lubelszczyznę (B. B. Borysiuk, op. cit., s. 268).
13. J. Kopiński, Kilka uwag o śmierci komendanta Obwodu AK kapitana Józefa Milerta „Sęp”, „Kowalski”, „Rocznik Chełmski”, t. 5: 1999, s. 237–243.
14. Ibidem, s. 242–243.
15. S. Pasikowski, Lotny Oddział AK „Nadbużanka” (Wspomnienia), Łódź 2003, s. 121–126.
16. Ibidem, s. 207–208.
17. Ibidem, s. 209–210.
18. IPN Lu 043/1, Doniesienia, protokół przesłuchania oraz koresp. dot: napadów i zabójstw. Doniesienia, raporty, informacje dot: działalności czł. org. „AK” po wyzwoleniu, Pismo Kierownika PUBP we Włodawie, 10 X 1944 r., k. 30.
19. IPN Lu 037/1, Wykaz osób aresztowanych przez PUBP Włodawa [dalej: IPN Lu 037/1], Raport Kierownika PUBP we Włodawie, 31 X 1944 r., k. 1.
20. IPN Lu 037/2, Okresowe raporty sprawozdawcze i pisma dotyczące osób zatrzymanych [dalej: IPN Lu 037/2], Raport Kierownika PUBP we Włodawie do WUBP w Lublinie, 31 X 1944 r., k. 4.
21. Adam Humer (właśc. Umer), ur. 27 IV 1917 r. w Camden (USA), ppłk UB/SB. W resorcie bezpieczeństwa: od 12 IX 1944 r. do 31 III 1955 r. Zob.: Aparat bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza, tom I, 1944-1956, red. nauk.: K. Szwagrzyk, Warszawa 2005.
22. IPN Lu 08/204, Sprawa obiektowa krypt[onim] „Spółdzielnia 2”, „Ocean”. Obwód byłej nielegalnej organizacji WiN, Pismo Kierownika Sekcji Śledczej WUBP w Lublinie do Kierownika PUBP we Włodawie, 22 III 1945 r., k. 1–2.
23. IPN Lu 037/1, Pismo Kierownika PUBP we Włodawie do Kierownika WUBP w Lublinie, 6 XI 1944 r., k. 2.
24. Stanisław Szot, mjr/ppłk UBP, ur. 1917 w Opoce (pow. Kraśnik), narodowość polska, pochodzenie chłopskie, wykształcenie podstawowe, magazynier, członek PPR. W UBP od 12 IX 1944 r. do 13 VII 1945 r. Zob.: IPN Lu 0357/2270, Karta ewidencyjna Stanisława Szota; Rok pierwszy..., s. 64.
25. IPN Lu 055/3, Zarządzenia, instrukcje, rozkazy i pisma instruktywne Kierownika Resortu i WUBP w Lublinie za rok 1944, Rozkaz Kierownika WUBP w Lublinie, 14 XI 1944 r., k. 34.
26. Ibidem.
27. CAW, Kolekcja akt z archiwów rosyjskich, t. 847, k. 12.
28. IPN Lu 055/2, Wydział ogólny WUBP w Lublinie, Raport z przeprowadzonej inspekcji w Pow[iatowym] Urzędzie Bezp[ieczeństwa] Publicz[nego] we Włodawie, po 27 XI 1944 r. (brak dokładnej daty), k. 6–7; R. Wnuk, Lubelski Okręg AK DSZ i WiN 1944–1947, Warszawa 2000, s. 274.
29. Bolesław Flisiuk „Sławuta”, „Jarema” (1908–1984), ppor. WP, kpt. AK, ur. w Wielkopolu (pow. Włodawa), pochodzenie chłopskie, wykształcenie średnie. Służbę wojskową odbył w Szkole Podchorążych Rezerwy w Krakowie oraz w Szkole Podchorążych w Komorowie k. Ostrowi Mazowieckiej. Od 1932 r. służył w 50 pp w Kowlu. Walczył w wojnie 1939 r., dostał się do niewoli niemieckiej, po kilku tygodniach zbiegł. W konspiracji początkowo w SZP, od 1940 r. w POZ jako oficer organizacyjny, następnie szef sztabu Komendy Okręgu Lublin. Od stycznia 1943 r. zastępca inspektora Inspektoratu AK Chełm, od końca lutego 1944 r. komendant Obwodu AK Włodawa. Podczas akcji „Burza” dowódca zgrupowania partyzanckiego w ramach 7 pp Leg. AK (OP 7). Po wkroczeniu Sowietów pozostał w konspiracji, pełniąc w dalszym ciągu funkcję komendanta Obwodu AK Włodawa. Aresztowany pod koniec 1944 r. i pod fałszywym nazwiskiem osadzony w tymczasowym obozie NKWD w Wólce Abramowickiej. W połowie stycznia 1945 r. zwolniony. Wyjechał do Bydgoszczy, brał udział w organizowaniu administracji państwowej. Jako osadnik wojskowy mieszkał w województwie koszalińskim i szczecińskim. Ostatnie lata życia spędził w Kudowie Zdroju. I. Caban, Ludzie Lubelskiego Okręgu AK, Lublin 1995, s. 50–51; R. Wnuk, op. cit., s. 52, 262, 274; Rok pierwszy..., s. 269.

30. R. Wnuk, op. cit., s. 262.
31. N.N.
32. Stanisław Parzebucki ps. „Mars”, ppor. WP, por. AK-DSZ. Pochodził z województwa poznańskiego. Przed wojną oficer zawodowy WP, służył w 27 pp w Częstochowie. W 1940 r. wysiedlony przez Niemców z Poznańskiego, osiadł we wschodniej Lubelszczyźnie, gdzie pracował jako zarządca majątku Kulczyn, pow. Włodawa. Tam też nawiązał kontakt z AK. W końcu kwietnia 1944 r. wraz z grupa kilku osób przyłączył się do oddziału partyzanckiego ppor. Bolesława Flisiuka „Jaremy”. Później został dowódcą oddziału lotnego wchodzącego w skład III batalionu 7 pp Leg. AK (OP 7), odtwarzanego przez Inspektorat Chełm. Funkcję tę pełnił do sierpnia 1944 r. Pozostał w konspiracji. Do czerwca 1945 r. dowódca grup bojowych AK-DSZ we wschodniej Lubelszczyźnie. Opuścił później dotychczasowy teren działania i zamieszkał w Łodzi. I. Caban, Ludzie..., s. 132; R. Wnuk, op. cit. s. 22; Rok pierwszy..., s. 215.
33.  N.N.
34. IPN Lu 037/2, Sprawozdanie o sytuacji politycznej od 1-go do 20-go XII 44 r. Kierownika PUBP we Włodawie do WUBP w Lublinie, (brak daty), k. 14.
35. Rok pierwszy..., s. 338–350.
36. Stanisław Parzebucki „Mars” nie pełnił funkcji komendanta Obwodu AK-DSZ Włodawa, ale był dowódcą oddziału partyzanckiego działającego w strukturach tego Obwodu.
37. Józef Strug „Wilk”, „Ordon” (1919–1947), ur. w Wyhalewie (pow. Włodawa), wykształcenie średnie. Od 1940 r. w ZWZ-AK. W 1941 r. aresztowany przez gestapo, przez kilka miesięcy więziony na Zamku w Lublinie. W latach 1942–1943 z polecenia AK służył na posterunku policji granatowej w Urszulinie (pow. Włodawa). Po wkroczeniu Sowietów pozostał w konspiracji, organizator i dowódca samodzielnego oddziału zbrojnego, podporządkowanego następnie Komendzie Obwodu WiN Włodawa. Ściśle współdziałał z oddziałem dowodzonym przez Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, a następnie przez Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego”. Poległ 30 VII 1947 r. w walce z grupą operacyjną UBP-KBW w kolonii Sęków (pow. Włodawa), Rok pierwszy..., s. 216.
38. IPN Lu 037/5, Raporty specjalne dot. sytuacji politycznej na terenie powiatu PUBP Włodawa [dalej: IPN Lu 037/5], Raport Kierownika PUBP we Włodawie do Kierownika WUBP w Lublinie, 20 II 1945 r., k. 10.
39. Rok pierwszy..., s. 163–164.

piątek, 12 sierpnia 2011
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (4)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 34, rok XX, czerwiec 2011, zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów autorstwa historyka krakowskiego oddziału IPN - Dawida Golika, poświęconego oddziałom partyzanckim na Sądecczyźnie.

Dawid Golik
"Dla Ciebie Polsko i Dla Twej Chwały". Oddziały partyzanckie Józefa Toczka „Topora”, Władysława Janura „Wisły” i Jana Peciaka „Graba”.


  • Wkroczenie Armii Czerwonej i rozwiązanie oddziału „Topora”
19 stycznia 1945 r. Nowy Sącz był już opanowany przez wojska Armii Czerwonej, natomiast do poszczególnych oddziałów partyzanckich w Inspektoracie AK Nowy Sącz docierać zaczęły rozkazy o urlopowaniu żołnierzy podziemia. Mimo że w tym samym dniu rozkazem gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” rozwiązana została Armia Krajowa, poszczególni komendanci i dowódcy placówek na terenie „Niwy” nie mieli rozkazu zdemobilizować swoich ludzi, a jedynie urlopować ich na czas nieokreślony, w myśl słów, że moment prawdziwej walki jeszcze nadejdzie (takie były ostatnie wytyczne Komendy Okręgu AK w Krakowie). Stan niepewności i tymczasowości zapanował także na Sądecczyźnie, gdzie z jednej strony ujawnił się i rozbroił oddział por. Juliana Zubka „Tatara”, natomiast część oddziałów dyspozycyjnych, jak również sama Komenda Obwodu „Chwast” funkcjonowały dalej1.

Również ppor. Toczek wstrzymał się początkowo z rozwiązaniem swojego oddziału (czy też może kilku równoległych oddziałów), postanowił sam pojechać do Nowego Sącza i sprawdzić jak wygląda „wyzwolona” stolica powiatu.
 
Dnia 23 stycznia 45 r. wybrałem się z „Wilkiem” i „Zbyszkiem” do Nowego Sącza. Oni zatrzymali się u znajomego „Wilka”, ja zaś szedłem północną stroną rynku i wówczas to doznałem szoku. Na świeżym parkanie z desek, oddzielającym wyburzoną kamienicę od ulicy zobaczyłem afisz dużych rozmiarów, którego widok wstrząsnął mną. Afisz ten przedstawiał ulicę z krawężnikami, chodnikami i kratką ściekową. Na ulicy tej leży pełno śmieci, a każdy z nich posiada głowę ludzką z napisem AK. Robotnik w połatanym ubraniu i z ogromną miotłą zmiata te śmiecie do kratki ściekowej, a na górze tego afiszu, umieszczony jest dużymi literami napis: „Wymieść śmiecie AK z Kraju”. [...] Następuje moment jakiegoś buntu, zrywam ten afisz tak, że drzazgi świeżych desek wbiły mi się za paznokcie. Przechodzący ludzie szybko się oddalają, nie chcą widocznie być świadkami. Stoję z podartym afiszem, gniotę go w kulę i powolnym jakimś starczym krokiem idę tam gdzie zatrzymali się „Wilk” i „Zbyszek”. Wracamy do Jelnej2.


Pchor. rez. Józef Toczek – zdjęcie przedwojenne (ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu).

Wówczas to „Topór”, także w trosce o swoich podwładnych, zdecydował o rozwiązaniu swojej grupy. 26 stycznia 1945 r. nastąpiło rozformowanie tzw. grupy uderzeniowej, powstałej specjalnie do realizacji akcji „Mosty”. Z uwagi na to, że w jej szeregach było wielu zawodowych podoficerów, część z nich postanowiła zgłosić się do tworzonego przy boku Armii Czerwonej „ludowego” Wojska Polskiego. Wśród nich byli m.in. Jan Zięcina „Wilk” (st. wachmistrz 5. pułku strzelców konnych) i Władysław Kosecki „Zbyszko”. Dzień później, 27 stycznia, została rozwiązana grupa „zasadnicza” – trzon oddziału „Topora”, natomiast „melinowaniem” broni zająć się miał zastępca Toczka, Władysław Szewczyk „Sokół”.

Ostatni meldunek do KO wysłałem w dniu 28 stycznia 1945 r. Meldunek dotyczył wykonania akcji krp. „Mosty” oraz rozwiązania oddziału partyzanckiego „Topora”3.

30 stycznia 1945 r. Józef Toczek wyjechał wraz z ciężko chorą żoną do Piotrkowic, kończąc w ten sposób swoją okupacyjną działalność. Już po wojnie zamieszkał w Tarnowie, gdzie przez lata spotykały go różnego rodzaju szykany ze strony komunistów4.
  • "Wojsko Polskie"
Sytuacja byłych akowców na Sądecczyźnie była w pierwszej połowie 1945 r. bardzo skomplikowana. Z jednej strony wszystkie oddziały partyzanckie zostały rozwiązane a broń ukryto, z drugiej jednak dla wielu żołnierzy zawarte w rozkazie mjr. „Borowego” stwierdzenie o ich urlopowaniu (a nie demobilizacji) rodziło różnego rodzaju przemyślenia i wątpliwości. Część akowców nadal się ukrywała, inni wracali w swoje rodzinne strony (m.in. do Wielkopolski lub na Mazowsze), część wyjechała wiosną 1945 r. na tzw. Ziemie Odzyskane. Większość z nich utrzymywała jednak między sobą łączność, kontaktowała się z byłymi przełożonymi, wykonywała też ich polecenia m.in. dotyczące obsadzania „własnymi siłami” posterunków Milicji Obywatelskiej.

Co ciekawe, aż do połowy 1945 r. funkcjonowały w konspiracji poszczególne obwody Inspektoratu AK Nowy Sącz. Sztab 1. psp AK ukrywał się co prawda w Krakowie, jednak przez sieć łączników utrzymywano w dalszym ciągu korespondencję z Podhalem i Sądecczyzną. Tzw. Armia Krajowa w Likwidacji prowadziła działalność wywiadowczą, utrzymywała sieci konspiracyjne, ale także dotknięta represjami rozpoczęła działalność zbrojną. W Obwodzie „Chwast” powstało kilka nowych oddziałów partyzanckich, które podporządkowane były (lub też utrzymywały kontakt) z byłym komendantem Obwodu AK Nowy Sącz – por. „Emilem” (używającym również ps. „Olcha”). Większość z nich swoją działalność zakończyła latem 1945 r., kiedy po powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej wydawało się, że możliwe będzie przeprowadzenie w Polsce demokratycznych wyborów. Stąd też bardziej korzystna wydawała się w przyszłości cywilna, a nie wojskowa formuła walki z komunistami. Wiele osób również wyprowadziła „z lasu” ogłoszona 2 sierpnia 1945 r. amnestia, która jak się miało niebawem okazać, posłużyła komunistom do przeliczenia i skatalogowania partyzantów działających w niepodległościowym podziemiu. Już jesienią 1945 r. doszło do ponownego zaktywizowania się oddziałów antykomunistycznych. Zbiegło się to w czasie z powstaniem Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, będącego spadkobiercą tradycji, ale także kadr Armii Krajowej.

Również na terenie placówki „Dolina” zaczęły powstawać nowe struktury konspiracyjne. Przede wszystkim żaden z wysokich stopniem żołnierzy AK z tego terenu nie ujawnił przed „władzą ludową” swojej przynależności do tej formacji. Trudno jest w obecnej chwili odtworzyć dokładną działalność poszczególnych członków placówki od stycznia do listopada 1945 r. Wiadomo jednak, że „Dolina” nadal funkcjonowała, a na pierwszy plan w organizacji jej antykomunistycznych struktur wysunął się kpt. Władysław Oleksy „Kuba”, „Kazek” przewidywany na przełomie 1944 i 1945 r. na przewodniczącego Wojskowego Sądu Specjalnego w Obwodzie AK Nowy Sącz (ławnikiem w tym sądzie miał być Stefan Bednarek)5. Jak się wydaje, Oleksy był twórcą oraz głównym zwierzchnikiem oddziału partyzanckiego „Wojsko Polskie”, na którego czele stanął podoficer z oddziału „Topora” – kpr. Władysław Janur „Biały”, „Wisła”.

Żołnierze oddziału „Wojsko Polskie”. Od lewej Władysław Janur „Biały”, „Wisła”, N.N., Jan Peciak „Grab”, „Kościuszko”. Zamczysko, wiosna 1946 r. (Zdjęcie ze zbiorów Benedykta Peciaka).

Tak pierwsze spotkanie z Oleksym, które odbyło się w Chomranicach, relacjonował w śledztwie Jan Peciak:

Na spotkaniu tym Krzyżak Jan [...] przedstawił mnie komendantowi oświadczając iż jestem Peciak Jan z Rojówki, ukrywam się przed aresztowaniem, jestem poszukiwany przez Urząd Bezpieczeństwa i Milicję, podczas okupacji ukrywałem się i należał[em] do AK. Wówczas komendant pytał się mnie za co ukrywałem się podczas okupacji i za co jestem poszukiwany przez org[ana] BP ja oświadczyłem, że władze sowieckie chciały mnie aresztować i ja zbiegłem, od tego czasu ukrywam się. Następnie komendant pytał się czy składałem przysięgę w AK, a gdy potwierdziłem oświadczył, że przysięga nadal mnie obowiązuje, poczym wyciągnął z kieszeni opaskę biało-czerwoną i założył mi na prawą rękę. Na opasce były wyszyte duże litery „WP”6.

Nie wiadomo, czy „Wydział Zamiejscowy” Okręgowego WSS w Krakowie pod przewodnictwem „Kuby” zdążył rozpocząć swoją działalność przed rozwiązaniem szeregów AK, ale z całą pewnością Oleksy gromadził doniesienia o przestępcach i zdrajcach z terenu Sądecczyzny. Był również, aż do momentu rozwiązania AK, komendantem Wojskowej Służby Ochrony Powstania w Inspektoracie „Niwa”7. Stąd też oddział przez niego utworzony poza działalnością antykomunistyczną miał na celu m.in. likwidację dawnych konfidentów niemieckich oraz powstałych jeszcze w czasie okupacji lub tuż po jej zakończeniu band rabunkowych. Samo dojście do władzy komunistów uznawano za kolejną (po niemieckiej) okupację Polski, a obsadzoną w dużej części przez członków PPR administrację państwową traktowano jako twór tymczasowy i w pełni dyspozycyjny wobec ZSRS. Analogicznie podchodzono też do kwestii współpracy z nowym okupantem – likwidując funkcjonariuszy UB, ale też informatorów bezpieki jak podczas wojny niemieckich kolaborantów i ich zwierzchników z tajnej policji. Żołnierze podlegli Janurowi mieli bardzo dobre relacje z miejscową ludnością, a ich współpracownikami byli milicjanci z posterunków w Łososinie Dolnej, Chomranicach i Chełmcu8. Terenem działalności kilkunastoosobowej grupy były przede wszystkim gminy Chełmiec oraz Łososina Dolna, co pokrywało się zasadniczo z obszarem, na którym w czasie okupacji niemieckiej walczył oddział „Topora”. Żołnierze „Wojska Polskiego” byli umundurowani i nosili biało-czerwone opaski z literami „WP”. Mieli też pieczęć oddziału, na której widniał orzeł w koronie z literami WP oraz patriotyczna sentencja „Dla Ciebie Polsko i Dla Twej Chwały”9.

Trzon oddziału „Wojsko Polskie” stanowili wówczas Władysław Janur „Biały”, „Wisła” – dowódca oddziału, Jan Peciak „Grab”, „Haim”, „Kościuszko” – zastępca dowódcy oraz Jan Krzyżak „Bolek” i Jan Krawczyk „Sąsiad”, „Komornik” (w czasie okupacji ps. „Żyto”). Wszyscy czterej byli wcześniej związani z oddziałem „Topora” i placówką „Dolina”. Niedługo później (najprawdopodobniej w grudniu 1945 r.) dołączyli do nich Bolesław Krzak „Staszek” oraz Zbigniew Krzak „Wężyk”, Wojciech Hamiga „Piotr”, Józef Kozyra „Józek” (podczas okupacji w AK ps. „Stokrotka”)10, Władysław Kołdras (vel Wincenty Koszut) „Iwanow” i Władysław Tomasik „Gruszka”. Wiosną 1946 r. dołączyli do grupy Stefan Krzak „Kudyn”, Franciszek Bukowiec „Dziadek” (przede wszystkim współpracownik oddziału), Roman Burdacki „Szklący”, Jan Połomski „Jajko”, „Wiano” (dezerter z MO)11, Stanisław Wideł „Prawy”, „Lis” (podczas okupacji w AK ps. „Fiołek”), Adam Domalik „Nowy”, „Góral”12, Antoni Wąsowicz „Tońko”13 oraz Jan Leszczyński „Palicjant”.

Franciszek Bukowiec „Dziadek”. Wiosna 1946 r. (Zdjęcie ze zbiorów IPN).

Poza nimi w oddziale byli Józef Fecko „Ptak” (w czasie okupacji w AK ps. „Krokus”), Józef Lachór „Dąb”, „Tarabaniarz” i Józef Grzegorzek. Większość żołnierzy na stałe przebywała w domach i zbierana była przez Janura do wykonania konkretnej akcji. W początkowym okresie działalności jako całkowicie „spaleni” musieli się ukrywać sam „Wisła” i jego zastępca „Grab”. Później razem z nimi ukrywało się trzech przybyszów z innych rejonów Polski – „Góral”, „Tońko” i „Palicjant”14.
Strona główna>

1. Zob. G. Mazur, W. Rojek. M. Zgórniak, Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze inspektoratu ZWZ–AK Nowy Sącz 1939–1945, Kraków 1998, s. 321–338.
2. J. Toczek, „Oddział partyzancki »Topora«…”, s. 28–29.
3. Ibidem, s. 28.
4. IPN Kr 010/8503, Akta operacyjnej obserwacji przeciwko Józefowi Toczkowi. Toczek początkowo nie ujawnił swojej okupacyjnej działalności i najprawdopodobniej zerwał jakiekolwiek kontakty ze swoimi dawnymi podkomendnymi, zachowując jednocześnie archiwum oddziału oraz notatki z czasu okupacji. Podczas amnestii w 1947 r. ujawnił się w PUBP w Nowym Sączu jako były oficer AK. Na przełomie l. 40. i 50. dokonano włamania do jego domu, podczas którego „złodzieje” zabrali posiadane przez niego dokumenty konspiracyjne. W l. 50. UB dokładnie przyglądał się zarówno jemu samemu, jak i jego rodzinie. O jego wypowiedziach i poglądach donosili bezpiece agenci i informatorzy ulokowani w zakładach, w których pracował. Obserwacji Toczka zaprzestano dopiero na początku l. 60.
5. AP Kr, 1319/O, Zespół 1. psp AK, cz. 5, k. 20, Propozycja obsady WSS Inspektoratu „Niwa”, 15 XII 1944; Trudno w chwili obecnej ustalić, czy sam Stefan Bednarek brał czynny udział w tworzeniu oddziału „Wojsko Polskie” i w jakim stopniu wspomagał w tych działaniach kpt. „Kubę”. Materiały na ten temat nie zachowały się w stopniu wystarczającym, by można było kategorycznie rozstrzygnąć, czy był on zaangażowany w nową konspirację, czy też nie. W l. 1945–1947 pracował dorywczo w spółdzielni rolniczo-handlowej w Nowym Sączu. Ujawnił się 25 IV 1947 r. podczas akcji amnestyjnej, ale przyznał się wówczas jedynie do działalności okupacyjnej w AK. Następnie wyjechał do Oświęcimia, gdzie pracował jako referent w Urzędzie Skarbowym, a od 1949 r. kierownik wydziału finansowego tego urzędu. Wstąpił do PZPR. W l. 50. Bednarek był inwigilowany przez UB w związku z działalnością na terenie Sądecczyzny w okresie okupacji. Nie łączono jednak jego osoby z działalnością oddziału Janura (IPN Kr 010/7649, Akta operacyjnej obserwacji przeciwko Stefanowi Bednarkowi). Z całą pewnością wiedział jednak o niej i musiał być do niej pozytywnie ustosunkowany, skoro po 1989 r. włączył się w starania Jana Peciaka o unieważnienie wyroku WSR w Krakowie w jego sprawie, napisał mu też dedykację w jednej z książek o treści: Janowi Peciakowi z Rojówki. Drogiemu partyzantowi-żołnierzowi Armii Krajowej z okresu okupacji hitlerowskiej, który walczył o wolność i niepodległość ojczyzny i wycierpiał 15 lat więzienia we Wronkach za „zbrodnię patriotyzmu” skazany przez sądy PRL niczego nie ujawniając UB-kom z konspiracyjnych tajemnic. Na pamiątkę wręczam Stefan Bednarek b. d-ca placówki „Dolina” AK (Łososina Dolna) (kserokopia dedykacji w zbiorach T. Płużańskiego).
6. IPN Kr 110/5102, Akta sprawy karnej przeciwko Janowi Peciakowi [dalej: IPN Kr 110/5102], k. 110, Protokół przesłuchania podejrzanego Jana Peciaka, 7 II 1953; D. Golik, Jan Jakub Peciak…
7. AP Kr, 1319/O, Zespół 1. psp AK, cz. 2, k. 72, Wykaz oficerów 1. psp AK przydatnych do dalszej konspiracji, 31 III 1945. Bardzo niewiele wiadomo zarówno o samym Oleksym, jak i o jego powojennej działalności. W sporządzonym na wniosek Komendanta Okręgu 31 III 1945 r. przez mjr. Adama Stabrawę „Borowego” wykazie oficerów 1. psp AK mogących być przydatnymi w przyszłej konspiracji pojawia się 9 pseudonimów – w tym również pseudonim Oleksego. Jest tam określony jako kpt. rez. (ze starszeństwem z 1921 r.) ps. „Kuba” ur. 20 VII 1894 r. służący wcześniej w Korpusie Administracyjnym WP z adnotacją: Przydatność boj[owa] i konsp[iracyjna] duża. Wszystko więc wskazuje na to, że rzeczywiście Oleksy do drugiej konspiracji przeszedł. Nie wiadomo jednak, czy była to jego własna inicjatywa, czy też miał kontakt np. ze strukturami sądeckiego WiN-u lub Brygadami Wywiadowczymi. O konspiracyjnej roli Oleksego nie wiedziała nawet jego najbliższa rodzina. M.in. dzięki temu mógł objąć na początku 1945 r. funkcję dyrektora administracyjnego szpitala w Nowym Sączu, a następnie w końcu l. 40. przeprowadził się wraz z żoną i córką do Krakowa, gdzie otrzymał stanowisko w szpitalu Bonifratrów. Chorował już wówczas na serce. Zmarł na początku l. 50. Relacja Ewy Zajączkowskiej z d. Oleksy z 22 X 2010 r. – w zbiorach autora.
8. IPN Kr 07/3394, k. 61, Protokół przesłuchania Bolesława Krzaka, 9 VIII 1950. Bliskie kontakty z partyzantami utrzymywał m.in. Józef Karcz, zastępca komendanta, a następnie komendant posterunku MO w Łososinie Dolnej, który w czasie wojny był w oddziale „Topora” (ps. „Czajka”).
9. IPN Kr 074/183, Charakterystyka nr 184. Banda terrorystyczno-rabunkowa pn. „Wojsko Polskie” znana również jako banda „Janura” [dalej: IPN Kr 074/183], k. 3–4. Słowa zawarte na pieczęci oddziału związane są z tradycją Legionów Piłsudskiego i pochodzą z wiersza legionisty Adama Szani, który znalazł się na „krzyżu legionistów” upamiętniającym stoczoną w 1915 r. bitwę pod Rafajłową. Cały czterowiersz brzmi następująco: Młodzieży Polska, patrz na ten krzyż, Legiony Polskie dźwignęły go wzwyż, Przechodząc góry, lasy i wały, Dla Ciebie: Polsko! I dla twej chwały. Sentencja ta (w formie: „Dla Ciebie Polsko i dla Twojej Chwały”) znajduje się również na mogile legionistów na cmentarzu komunalnym w Nowym Sączu.
10. IPN Kr 110/780, Akta sprawy karnej przeciwko Józefowi Kozyrze i innym [dalej: IPN Kr 110/780].
11. IPN Kr 0159/1740, Akta funkcjonariusza MO Jana Połomskiego.
12. Adam Domalik pochodził ze Spytkowic (pow. nowotarski) i w 1945 r. zgłosił się jako ochotnik do „ludowego” WP. Ukończył szkołę podoficerską przy 2. (zapasowym) pp w Krakowie i został przydzielony do 61. pułku 17. DP, gdzie przez trzy miesiące pełnił funkcję magazyniera. Stamtąd przeniesiono go do jednostki WOP do Starego Sącza na stanowisko podoficera (kaprala) żandarmerii. 30 III 1946 r. Domalik zdezerterował z wojska i przyłączył się do oddziału Mieczysława Janczaka „Beskida”. Nie zdobył jednak (jak sam relacjonował) zaufania partyzantów, którzy sądzili, że został specjalnie wysłany przez wojsko, ażeby rozpracować ich oddział. Domalik w obawie o swoje życie odłączył się od „Beskida” i na własną rękę ukrywał się w rejonie Starego Sącza (miało to miejsce na przełomie marca i kwietnia 1946 r., a więc w momencie kiedy oddział „Beskida” został rozwiązany – możliwe więc, że właśnie rozformowanie oddziału było rzeczywistym powodem poszukiwania przez niego kontaktu z inną grupą). Od miejscowych gospodarzy dowiedział się, że w Klęczanach może przyłączyć się do oddziału partyzanckiego Janura. Po spotkaniu z Peciakiem i Wąsowiczem, które miało miejsce jeszcze w kwietniu 1946 r., wszedł w skład grupy posługując się ps. „Nowy”, a następnie „Góral” (Zob. IPN Kr 110/2824, Akta sprawy karnej przeciwko Antoniemu Wąsowiczowi i towarzyszom, t. 1–2).
13. Antoni Wąsowicz urodził się na Wileńszczyźnie i po zajęciu Kresów przez Armię Czerwoną w 1944 r. został powołany do odbycia służby wojskowej. Po przeszkoleniu, w stopniu kaprala, rozpoczął służbę w 4. „warszawskim” pułku aprowizacyjnym, który stacjonował kolejno w Białymstoku, Mińsku Mazowieckim i Szamotułach. 25 V 1945 r. zdezerterował z wojska i wstąpił do oddziału „Zadory”, gdzie posługiwał się ps. „Leszek”. Po ujawnieniu się we wrześniu 1945 r. Wąsowicz wyjechał na tzw. Ziemie Odzyskane w poszukiwaniu swojej rodziny. Stamtąd po skontaktowaniu się z NN Stefanem wyjechał do Nowego Sącza i najprawdopodobniej w marcu 1946 r. wstąpił do oddziału „Wisły”, otrzymując ps. „Tońko” (Zob. ibidem).
14. IPN Kr 074/183, k. 6–8.
piątek, 27 maja 2011
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 1/3

Z przyjemnością zapraszam na kolejną, trzecią już odsłonę publikacji z "Zeszytów Historycznych WiN-u", w której dr Maciej Korkuć z  krakowskiego Oddziału IPN przedstawia działalność komunistycznych oddziałów prowokacyjnych. Niestety, z racji specyficznej tematyki artykułu, tym razem ikonografia jest dość uboga.
Życzę zajmującej lektury !


Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 8/1996

Maciej Korkuć
Działalność oddziałów prowokacyjnych


  • Rola i zadania oddziałów prowokacyjnych.
Wśród metod stosowanych w walce z niepodległościowym oporem wydaje się konieczne zwrócić uwagę na tworzenie i wykorzystywanie oddziałów prowokacyjnych, czyli tworzonych przez siły reżimowe grup i jednostek podających się za partyzantów. Jest to zagadnienie o tyle ważne, że w wielu wypadkach w sposób zasadniczy rzutować może na opinie historyków dotyczące oceny różnego rodzaju faktów jak i poszczególnych oddziałów partyzanckich a wpływa z pewnością na poglądy i osobiste doświadczenia wielu świadków ówczesnych wydarzeń. Wiele z nich nie zostanie w sposób pełny wyjaśnione z uwzględnieniem "drugiego dna". Konieczne jest jednakże wskazać na sam fakt działalności jednostek pseudopartyzanckich, aby przy analizie różnych wypadków stawiać jako kwestię zasadniczą pytanie czy rzeczywiście autorem/uczestnikiem omawianych zdarzeń był oddział partyzancki a nie podszywająca się pod niego grupa zbrojna?

Z przyczyn politycznych historiografia z czasów PRL niemal całkowicie przemilczała zagadnienia działalności takich oddziałów. Temat ten uznawano za wstydliwy i nie przystający do stronniczych przedstawień omawianego okresu. Działania prowokacyjne były podwójnie zakonspirowane: przed wrogiem i przed swoimi (do tego stopnia, że dochodziło do starć zbrojnych w przypadku spotkań z oddziałami wojska czy KBW). Dlatego też odkrycie pełnej prawdy historycznej mogłoby rzucić cień na wiele wydarzeń związanych z „utrwalaniem władzy ludowej” a jednocześnie zweryfikowałby wiele „faktów” dokumentujących czarny wizerunek powojennego podziemia. Nie przypadkowo więc nie ujawniano prawdziwego charakteru takich operacji nawet po ich zakończeniu. Stąd tylko w bardzo nielicznych publikacjach pojawiały drobne wzmianki o tego rodzaju akcjach. Wyjątkiem jest np. artykuł L. Grota krótko wspominający o tym, że jednostki takie tworzono. W niektórych zbeletryzowanych wspomnieniach wówczas publikowanych również pojawiały się takie wątki lecz najczęściej – jak u Wałacha – w formie zawoalowanej i nie wyjaśniającej w pełni charakteru takich jednostek.1
 
Również w latach dziewięćdziesiątych, mimo pojawienia różnego rodzaju publikacji na tematy związane z działalnością powojennego podziemia zbrojnego, trudno wskazać te, które chociażby w minimalnym stopniu dotykały zagadnień działalności oddziałów prowokacyjnych pozorujących rzeczywiste oddziały partyzanckie. Materiałem w całości poświęconym temu zjawisku był zamieszczony w magazynie historycznym „Karta” artykuł E. Misiło p.t. „Polskie «bandy UPA»”, traktujący – zgodnie z tytułem – o działalności tworzonych przez władze bezpieczeństwa oddziałów podszywających się pod ukraińskie grupy partyzanckie. Opublikowany został także cykl zapisków jednego z dowódców takich oddziałów opublikowany w „Magazynie Tygodniowym” – dodatku gazety „Polska Zbrojna”.2 Innym pozytywnym przykładem może być książka Krystyny Kersten „Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944-1956”, w którym autorka wspomina o grupach UB działających jako polskie oddziały leśne.3 Kerstenowa wprawdzie unika szerszego rozwinięcia tematu ale wyraźnie sygnalizuje jego ważność i znaczenie dla opisu dziejów pierwszych lat powojennych.

Poza tymi przykładami praktycznie brak opracowań dotykających tej problematyki.4 Tymczasem nie sposób kwestionować zarówno samego faktu formowania i używania tego rodzaju tajnych oddziałów przez UB i KBW, jak i trudno przecenić skuteczność i efektywność takich działań dla potrzeb walki ze „zbrojną reakcją” i najszerzej pojętą opozycją polityczną. Jest to tym istotniejsze, że działaniom tego rodzaju niejednokrotnie towarzyszyły zabójstwa, których ofiary – dzięki historiografii PRL – w dalszym ciągu uchodzić mogą za ofiary rzeczywistych oddziałów podziemia.

Natura i ściśle tajny charakter tych przedsięwzięć w znacznym stopniu decydują o skąpości materiałów źródłowych i świadectw je omawiających. Największą wartość mają nieliczne dokumenty i informacje pochodzące bezpośrednio od czynników organizujących i nadzorujących takie operacje. Można jednak przypuszczać – w ślad za informacjami WiN-u – że wiele rozkazów związanych z akcjami prowokacyjnymi było wydawanych tylko ustnie, co z pewnością także odbija się na ilości zachowanych materiałów. Mimo to w krajowych placówkach archiwalnych można odnaleźć różnej wagi informacje dotyczące tych zagadnień. Możliwe też, że dodatkowe materiały znajdują się w archiwach b. MSW.
Stosunkowo często wiadomości na ten temat zawierają miesięczne sprawozdania informacyjne Zrzeszenia WiN, oparte o informacje zebrane i weryfikowane przez siatkę wywiadowczą WiN-u, regularnie wysyłane do Londynu przez cały rok 1946 (aż do pierwszych miesięcy roku 1947). Jako materiały wywiadowcze i informacyjne kompletowane w warunkach konspiracji, wymagają one spojrzenia krytycznego, ale nie sposób nie uznać ich za źródło niezmiernie cenne i wartościowe dla historyka.

Obie strony ówczesnego frontu używały różnych terminów dla określenia tego rodzaju formacji. W nomenklaturze reżimowej znajdujemy takie określenia jak: „oddziały antypartyzanckie”, „oddziały partyzanckie ubrane po cywilnemu”, „grupy bojowe w ubraniach cywilnych”, czy „nie umundurowane grupy operacyjne”. W terminologii WiN częściej mowa o „bojówkach UB”, „oddziałach prowokacyjnych UB”, „tajnych oddziałach dywersyjnych UB i PPR”, „bojówkach prowokacyjnych UB i PPR”, czy też po prostu o „leśnych bandach UB i PPR”.
Fragmentaryczność i szczupłość materiałów źródłowych nie pozwala niestety na przedstawienie w sposób precyzyjny i szczegółowo udokumentowany zasięgu, liczby czy chronologii funkcjonowania tajnych oddziałów. Należy też zwrócić uwagę, że z tych samych powodów zmuszeni jesteśmy mówić zbiorczo zarówno o działaniach dokonywanych przez specjalnie w tym celu utworzone „oddziały antypartyzanckie”, jak i przez grupy funkcjonariuszy UB, MO, KBW czy wojska podających się za partyzantów tylko doraźnie, dla potrzeb wykonywania pojedynczego zadania (można przypuszczać, że tak najczęściej było w przypadku skrytobójczych morderstw).

Przy obecnym stanie wiedzy historycznej nie ma możliwości precyzyjnego określenia czasu, w którym władze reżimowe zaczęły posługiwać się oddziałami prowokacyjnymi. Były one tworzone na podstawie zaleceń i rozkazów najwyższych władz wojskowych i MBP, korzystających z bogatych doświadczeń NKWD. W książce „Straceni w polskich więzieniach 1944-1956” opublikowany został opatrzony klauzulą „ściśle tajne” rozkaz ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza z 4 grudnia 1945 roku „Do Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa i placówek UB”. Minister poleca w nim kierownikom placówek UBP, aby „w największej tajemnicy przygotowali akcję mającą na celu likwidowanie działaczy tych [t.j. opozycyjnych – M.K.] stronnictw, przy czym musi być ona upozorowana, jakoby robiły to bandy reakcyjne”. Jednocześnie Radkiewicz dodawał: „Do akcji tej użyć specjalnych bojówek stworzonych latem ub. roku.”5 Czyżby więc tego rodzaju działania podejmowano już u zarania Polski Lubelskiej? Jest to możliwe, chociaż dotychczas trudno wskazać materiały ostatecznie ugruntowujące tę tezę.

Nie ma natomiast wątpliwości, że oddziały podszywające się pod miano grup partyzanckich prowadziły działalność już wczesnym latem roku 1945. Ze wspomnień Edwarda Gronczewskiego ps. „Przepiórka” (b. członka AL i oficera do zleceń specjalnych Komendanta Głównego MO) wiadomo, że z inspiracji wyższych szczebli dowodzenia wojska i UB na przełomie czerwca i lipca 1945 roku zwołana została narada dowództwa 8 pp stacjonującego w rejonie Kraśnika, na której przydzielono zadania utworzenia i wysłania w teren dwóch oddziałów, które Gronczewski określił jako „niewielkie, lecz dobrze uzbrojone grupy pseudopartyzanckie”. Jedna z nich liczyła 15 osób i pod dowództwem Bolesława Kowalskiego ps. „Cień” rozpoczęła działalność w powiecie puławskim. Druga grupa, licząca 40 osób, dowodzona była właśnie przez Gronczewskiego i operowała głównie w powiecie kraśnickim. (Według L. Grota w takiej samej roli 37-osobowa bojówka Gronczewskiego działała w lasach janowskich i lasach parczewskich również na przełomie lat 1946 i 1947). Oddział Gronczewskiego używał m.in. legendy oddziału WiN przybyłego z powiatu chełmskiego.6
Wspomniane już było także, iż 9 listopada 1945 roku do powiatu nowotarskiego wysłano 32-osobową grupę dowodzoną przez Szefa Wydziału Operacyjno-Wywiadowczego WBW woj. krakowskiego por. Edwarda Szymkiewicza, która „ubrana w ubrania cywilne działała jako partyzantka”7.
Pisano o tym także w środowiskach Polaków na emigracji. „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” opublikował w 1946 r. artykuł p.t. „Terror w Polsce”. Pisano w nim o „akcji planowanej dywersji płk. Litwinowa, przysłanego z ZSRR w celu zorganizowania tajnej szkoły dywersji przy szkole dla oficerów pol-wych w Łodzi” i dodawano, że „od połowy 1945 r. zostały mianowicie rozesłane do akcji [?] pierwsze zespoły dywersyjne płk. Litwinowa. Objęły one początkowo teren Białostocczyzny, Lubelskie, Rzeszowskie i Krakowskie. Obecnie rozszerzyły się na cały obszar Polski”.8

Oddziały prowokacyjne składały się przede wszystkim z byłych partyzantów – głównie z b. członków AL. Ściśle tajny charakter operacji wykluczał nabór ochotniczy. Jest wątpliwe, że – jak pisał Gronczewski – ogłoszono go na zebraniu wszystkich partyzantów jacy znajdowali się w pułku. Należy przypuszczać, że najpierw typowano ludzi politycznie pewnych do udziału w akcji a dopiero warunkiem drugorzędnym było wyrażenie przez nich zgody. Oddziały wyposażone były „w specjalne pełnomocnictwa ze Sztabu Generalnego”, które, jak świadczą o tym wspomnienia Gronczewskiego, dotyczyły pełnej swobody działań – z zabójstwami włącznie.9

Efekty takich operacji były na tyle duże, że w datowanym na 5 stycznia 1946 roku ściśle tajnym opracowaniu p.t. „Taktyka walki z bandami”, jego autor – Szef Oddziału Instruktorskiego Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP płk. Janusz Zarzycki (Neugebauer) – wyraźnie zalecał „tworzyć z aktywistów partyjnych, robotników, żołnierzy, oficerów oddziały partyzanckie ubrane po cywilnemu [i] wpuszczać [je] w las celem wprowadzenia dezorganizacji w szeregach band.10 Kilka miesięcy później na zorganizowanej w Belwederze 17 czerwca 1946 roku konferencji poświęconej zwalczaniu podziemia, ponownie mówiono o wykorzystywaniu „oddziałów tzw. antypartyzanckich, złożonych z doświadczonych aktywistów z wojska, służby bezpieczeństwa i miejscowego aktywu, które by operowały w rejonach szczególnie zagrożonych, gdzie podziemie znajdowało oparcie i pomoc swoich rodzin. W związku z tym proponowano również zwiększyć przydział broni dla ORMO”.11

Operacje tego rodzaju musiały być starannie przemyślane i odpowiednio przygotowane. W zatwierdzonej przez dowódcę WBW woj. lubelskiego, płk. Podgórnego „Instrukcji dla oficerów zwiadu w terenie” zwracano uwagę, że „w związku z tym, iż bandy w większości chodzą w uniformach Wojska Polskiego można podszyć się pod oddział bandy (należy uprzednio zaznajomić się z nazwiskami d[owód]ców pododdziału działalności bandy, zabarwienie polityczne i siła) tym sposobem prowokując członków i sympatyków do wypowiedzenia się. Znamienną rzeczą zawsze jest broń bandytów, przeważnie automatyczna niemiecka, czeska zrzutowa a czasem rosyjska, dlatego oficer zwiadu celem zamaskowania swego oddziału winien postarać się o kilka sztuk broni bandyckiej, lecz sprawnej z odpowiedniej [sic!] ilości amunicji, na czapkach wojskowych obowiązkowo winny być orły z koronami, unikać u żołnierzy owijaczy, których bandyci nie noszą, natomiast mogą być spodnie długie lub buty z cholewami, w rozmowach z mieszkańcami zachowywać ostrożność, ciągle udawać zdenerwowanego i przestraszonego, w oględnych słowach wypytywać się o U.B. i Milicję, w pytaniach nie prawurować [sic!]. O sobie opowiadać drobne fakty, które nie mogą zdekonspirować grupy zwiadowczej przy możliwie obecnym członku bandy [pisownia jak w oryginale – M.K]”12.

„Dla realizacji tego zadania – pisał Gronczewski – należy za wszelką cenę dążyć do wgryzienia się w system organizacyjny poszczególnych organizacji, by poznać ich strukturę organizacyjną i obsadę personalną. Dlatego też grupa nasza musi być tak wyekwipowana i tak zachowywać się w terenie, by przynajmniej w początkowej fazie swego działania zachowała chociaż pozory grupy czy oddziału leśnego.[…] Zasadniczą działalność grupy przewiduje się w porze nocnej. Będzie ona polegała na podsłuchu, prowadzeniu rozpoznania i urządzaniu zasadzek na poruszające się w terenie oddziały podziemia i pojedynczych ludzi.” Część ludzi przebrano w ubrania cywilne, zróżnicowano typy i rodzaje broni, dbając jednak o zachowanie dużej siły ogniowej. Elastycznie także podchodzono do czasu poszczególnych etapów działania oddziału: „Okres przebywania w danym terenie uzależniony będzie od istniejącej tam sytuacji. Z chwilą gdy zostaniemy gdzieś rozkonspirowani, natychmiast przerzucamy się w inny teren”.13

Jak wyglądało tworzenie bojówki prowokacyjnej i jakie zabiegi przedsiębrano dla utajnienia takiej operacji fragmentarycznie możemy się dowiedzieć ze wspomnień szefa peerelowskiego wywiadu i kontrwywiadu Władysława Pożogi wydanych w 1987 roku. Opisywał on utworzenie jednostki podszywającej się pod oddział UPA i nazwanej „czotą Czumaka”.14
„W WUBP [w Rzeszowie – M.K.] zapadła decyzja – opowiadał Pożoga – aby stworzyć czotę według najlepszych wzorów UPA. Trzeba było znaleźć ludzi, którzy znają dobrze stosunki, praktyki, zwyczaje i obyczaje nacjonalistów ukraińskich, odpowiednio ich przygotować psychicznie i fizycznie oraz wyposażyć w sprzęt i umundurowanie, jakim posługiwał się przeciwnik. Z tym był najmniejszy kłopot. Nasze magazyny były pełne trofeów zdobytych na rozbitych grupach UPA. W urzędzie znajdowało się kilka osób nadających się do takiej wyprawy. Kilka dalszych ściągnięto od sąsiadów [z Ukrainy? – M.K.]. Resztę «pożyczono» od wojska”15.
Operacja była okryta ścisłą tajemnicą. Pożoga z pewnością pomija wiele szczegółów działalności 30-osobowej „czoty Czumaka” lecz przyznaje, że dla uwiarygodnienia całej akcji nie cofnięto się przed starciem z przypadkowo napotkanym oddziałem prawdopodobnie wojska („ze swoimi”) i eufemistycznie dodaje, że „tu i ówdzie potarmosiło się kogoś”. Co kryje się za takim stwierdzeniem pozostanie zapewne tajemnicą. Warto jednak zwrócić uwagę na opis zakończenia operacji. Przygotowano odpowiednią akcję wojska, w wyniku której cała „czota Czumaka” została ujęta. Żołnierze, którzy – jak mówi uczestniczący w akcji Pożoga – „przecież nie wiedzieli, kim są naprawdę prowadzeni przez nich zatrzymani, ba, byli przekonani [niektórzy zapewne są w dalszym ciągu przekonani przyp. M.K.], że konwojują autentycznych upowców” zamknęli ich w stodole, przystosowanej na tymczasowy areszt. Wieczorem pod stodołę podjechały samochody, na które załadowano zatrzymanych. Konwój dotarł do miasta (Rzeszowa ? – M.K.) w środku nocy i wjechał do Urzędu Bezpieczeństwa przez tylną bramę przy wygaszonych wszystkich światłach. Operacja się zakończyła lecz żołnierze i ludność, która zetknęła się z „czotą Czumaka” do dzisiaj zapewne przekonani są o tym, że była to prawdziwa „banda «UPA»”. „Czota” zakończyła swoje istnienie lecz – jak stwierdza Pożoga – „jej członkowie nie przestali być potrzebni. Nabrali jeszcze większego doświadczenia, które przydało się w następnej akcji”16.

Także we wspomnieniach Gronczewskiego znajdujemy wiele informacji na temat zasad przestrzeganych podczas tworzenia tego rodzaju jednostek. „Najbardziej skomplikowaną kwestią w działalności tych grup okazało się zaopatrywanie w żywność […]. Problem ten był wprost nie do rozwiązania. Nie można przecież wziąć ze sobą w teren konserw, bo zwrócą one uwagę i wzbudzą podejrzenie w czasie kwaterowania w osiedlach. Tego rodzaju żywności nie można zabrać zbyt wiele, trzeba się liczyć z tym, że ludzie tej grupy muszą być zaopatrzeni w większą liczbę amunicji i przynajmniej od dwóch do czterech granatów obronnych na każdego. […] Ostatecznie uzgodniliśmy, że na trzy dni weźmiemy ze sobą konserwy a chleb kupimy w terenie”.17
Dla kamuflażu nawet decydowano się na ciąganie ze sobą pod silnym nadzorem pochwyconych żołnierzy prawdziwych oddziałów, aby jako znani okolicznej ludności dodatkowo uwiarygadniali jednostkę. Zadbano przy tym o szczegóły, które nie zdradzą faktu, że są oni aresztowani. M.in. kazano im nosić automaty, z których dla bezpieczeństwa usunięto sprężyny zamków.18

Kamuflaż był skuteczny. Sprzyjał mu ogólny powojenny zamęt w kraju. W sprawozdaniu za luty 1946 roku WiN pisał: ”W ciągu miesiąca na terenie kraju [liczba] napadów i zabójstw dokonanych przez Armię Czerwoną, względnie przez nieustalonych osobników, dochodzi do kilkuset. Wchodzą w to także zabójstwa na tle innych zajść. W tej sytuacji tajnym bojówkom PPR i UB łatwo jest zamaskować swoje postępowanie. Rozgłaszane są tylko wypadki i [zostają one] odpowiednio reżyserowane przy wykonaniu, gdy się chce winę zrzucić na reakcję”19. Z kolei w marcu 1946 roku konspiracyjny organ WiN „Orzeł Biały” pisał: „Zaznaczyć należy, że rozpoznanie właściwe oddziałów partyzanckich NKGB czy UB jest dość trudne, ponieważ te ostatnie stosują całkowicie metody naszej partyzantki z czasów niemieckich”20.

Wydaje się, że w roku 1946 działania prowokacyjne stały się szczególnie cenną bronią w walce z polskim społeczeństwem. W związku z ostatecznym fiaskiem prób wmanewrowania Polskiego Stronnictwa Ludowego w utworzenie wspólnego bloku wyborczego z partiami „demokratycznymi”, władze komunistyczne wyraźnie zaostrzyły metody stosowane w walce z zalegalizowaną opozycja polityczną. Oprócz działań stricte administracyjnych w postaci utrudniania bieżącej działalności PSL, rozwiązania powiatowych oddziałów Stronnictwa, czy w końcu unieważnienia peeselowskich list wyborczych pod zarzutem działalności antypaństwowej, radykalnie zwiększono ilość i skalę represji bezpośrednio dotykających działaczy opozycji i członków PSL. Wręcz masowym zjawiskiem stały się aresztowania peeselowców połączone na ogół z biciem oraz maltretowaniem fizycznym i psychicznym. Zdarzały się również przypadki pobić śmiertelnych.21 Z represjami „oficjalnymi” szły w parze liczniejsze niż dotychczas skrytobójcze morderstwa dokonywane na ogół „na konto” oddziałów rzeczywistego podziemia.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 2/3>
Strona główna>


1. L. Grot, Działania zbrojne Ludowego Wojska Polskiego przeciwko zbrojnemu podziemiu w latach 1945 - 1947, [w:] „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1973, nr 3, s. 489 - 490; S. Wałach, Był w Polsce czas1, op. cit., s. 186-190.
2. E. Misiło, Polskie „bandy UPA”, „Karta” 1991, nr 2; E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej 8 pp w 1945 r., w: „Polska Zbrojna” – „Magazyn Tygodniowy”, nr 22 - 25 (138-141), kopia w zbiorach autora. Fragmenty tego opracowania opublikowane zostały w czterech częściach pod odredakcyjnymi tytułami: część I „Diabelski plan” (nr 22/138), część II „Partyzancki oddział UB” (nr 23/139), część III „Prowokacja i bezprawie” (nr 24/140), część IV „Wygłosiłem przemówienie i zastrzeliłem go” (nr 25/141).
3. K. Kersten, Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944 - 1956, Londyn 1993, s. 31-33, 95.
4. Podrozdział pracy poświęcony oddziałom prowokacyjnym bazuje w znacznej części na dwóch artykułach opublikowanych przez autora w roku 1996. Por.: M. Korkuć, Oddziały Prowokacyjne UB i KBW w Małopolsce, „Zeszyty Historyczne WiN-u” 1996, nr 8; M. Korkuć, Prowokacyjna działalność UB i KBW, w: Dzieje Podkarpacia, t. I, Krosno 1996.
5. Rozkaz Ministra Bezpieczeństwa Publicznego nr S VIII/1223/172 z 4 grudnia 1945, Straceni w polskich więzieniach 1944 - 1956, s. 16. Wartość tej publikacji obniża brak informacji o źródle, z którego pochodzi cytowany rozkaz.
6. L. Grot, Działania zbrojne Ludowego Wojska Polskiego przeciwko zbrojnemu podziemiu w latach 1945 - 1947, Wojskowy Przegląd Historyczny, 1973, nr 3, s. 489 - 490; E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138, cz. III, nr 24/139.
7. CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/90, k. 16, Meldunek zwiadowczy nr 0095 Sztabu WBW woj. krakowskiego z 9 listopada 1945; CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/90, k. 24, Meldunek zwiadowczy nr 0099 Sztabu WBW woj. krakowskiego z 13 listopada 1945 r.;
8. J. Skalniak, Terror w Polsce, „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 1946, nr 240, cyt. za: K. Kersten, Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944 - 1956, Londyn 1993, s. 95.
9. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138, cz. IV, nr 25/141.
10. Cytat za: E. Misiło, op. cit., s. 122.
11. L. Grot, op. cit., s. 489 - 490.
12. Instrukcja dla oficerów zwiadu w terenie, (brak daty), CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/403, k. 150.
13. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138;
14. Miało to miejsce już w 1947 r. jednak niewątpliwie wykorzystano tu wcześniejsze doświadczenia z tego rodzaju operacji przeprowadzanych na Rzeszowszczyźnie jak i w innych regionach.
15. Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą, I zastępcą ministra spraw wewnętrznych, szefem wywiadu i kontrwywiadu, opr.: H. Piecuch, Warszawa 1987, s. 40 - 41.
16. Ibidem, s. 43 - 44.
17. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. I, nr 22/138;
18. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. II, nr 23/139,
19. SPP Londyn, Archiwum Delegatury WiN, Kol. 19, teczka 2 „Z Kraju – II 1946”, Sprawozdanie informacyjne WiN za luty 1946, część pt. „Stosunek Sowietów do Anglosasów”, s. 11.
20. K. Kersten, op. cit., s. 32.
21. R. Buczek, Na przełomie dziejów. Polskie Stronnictwo Ludowe 1945-1947, Wrocław 1989, s. 176-177.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 2/3
Ofensywa represji wymierzona w członków zalegalizowanej opozycji połączona była z próbami ostatecznego rozbicia działających w kraju oddziałów podziemia zbrojnego. W sygnowanych przez ministra Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza i Naczelnego Dowódcę WP Mariana Spychalskiego „Wytycznych dla pracy Wojewódzkich Komitetów Bezpieczeństwa na okres przed wyborczy” z 17 lipca 1946 roku ponownie stwierdzono, że „jest celowym posługiwanie się grupami bojowymi w ubraniach cywilnych. Akcje takie powinny być ściśle koordynowane z oddziałami umundurowanymi dla uniknięcia nieporozumień.”22

Trudno nie docenić skuteczności działań podejmowanych przez tworzone przez UB oddziały prowokacyjne. Można wymienić co najmniej kilka celów, które realizowały (bądź realizować próbowały) tego rodzaju „oddziały leśne”.
Po pierwsze: bojówki podające się za grupy partyzanckie miały możliwość w prosty sposób uzyskać informacje o przeciwnikach politycznych, o osobach sprzyjających podziemiu i z nim współpracujących. W cytowanej już „Instrukcji dla oficerów zwiadu w terenie” czytamy, że podająca się za oddział podziemia grupa „przebiera się po cywilnemu lub pozostaje w mundurach wojskowych i udaje się do pobliskiego osiedla celem zorientowania się w sytuacji (nastawienie mieszkańców do bandy) zaczerpnięcia wiadomości o ostatniej dyslokacji bandy w wyżej wymienionym terenie.[?]”. Dodawano też bardziej szczegółowe zalecenia: „Zwiad powinien ustalić: kiedy ostatnio była [we wsi] banda? W jakiej sile? U kogo kwaterowała, kto z mieszkańców wsi kontaktuje się z bandą (miewa dłuższe rozmowy z członkami bandy na osobności podczas ich pobytu we wsi) do kogo bandyci odnoszą się z sympatią, kto z mieszkańców dobrowolnie udziela im wsparcia materialnego bandytom [tak w org. – M.K.], kto został obrabowany lub pobity przez bandę (wykorzystać to przy organizowaniu sieci agenturalnej) dowiedzieć się gdzie obecnie może się znajdować banda, dając do zrozumienia mieszkańcom, iż grupa bandycka, za którą się podajemy odbiła od oddziału i pragnie z nim połączyć się [podkr. - M.K.]. Na koniec należy zwrócić uwagę na nastawienie mieszkańców wsi do Rządu Jedności Narodowej i do Organów Bezpieczeństwa i [na] stosunek ich do band”23.
Trudno przecenić efektywność takich zabiegów. Jej ilustracją może być meldunek grupy KBW wysłanej w rejon Zawoji i Makowa Podhalańskiego: „Miejscowa ludność [?] bardziej przychylnie ustosunkowana do bandytów aniżeli do Wojska Polskiego. Nic się nie można od nich dowiedzieć jeżeli się nie podszyje pod partyzantów, pomimo tego i tak są ostrożni w rozmowie. W tych stronach w mundurze wywiadu nie da się przeprowadzić jedynie tylko po cywilnemu".24
Częstokroć próbowano tą drogą nawiązać bezpośredni kontakt z rzeczywistym oddziałem partyzanckim w celu jego rozpracowania i zniszczenia. Takie zadanie postawiono przed wspomnianą już „czotą Czumaka”, która w ten sposób miała doprowadzić do likwidacji oddziału UPA dowodzonego przez Jarosława Starucha ps. „Stiach”.
O zaletach działalności oddziału po tym jak dowiedział się, iż „ludność traktuje nas rzeczywiście jako oddział leśny” Gronczewski przekonał się bardzo szybko: „Przez kilka dni buszowaliśmy w Lasach Gościeradowskich i Lipskich, oraz położonych w nich wioskach. Zdobyliśmy wiele cennych informacji o życiu i działalności oddziałów leśnych i o podziemnej robocie poszczególnych ludzi. Rozpoznaliśmy rejony, w których najczęściej przebywają oddziały leśne oraz ich drogi przemarszów”.25
Z województwa rzeszowskiego podziemne komórki wywiadowcze w czerwcu 1946 roku informowały, że Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we współpracy z PPR organizuje oddziały partyzanckie, które mają na celu połączyć się z właściwymi oddziałami leśnymi, celem wprowadzenia tych ostatnich w zasadzkę. Dowództwo nad tymi grupami miał objąć Rosjanin, płk. Jewczenko, ze sztabu Grupy Operacyjnej Rzeszów.26

Po drugie: działalność „fałszywych” grup partyzanckich miała służyć uzasadnieniu represji oraz spowodować dezorientacji ludności, która sprzyjała podziemiu jak i rzeczywistych oddziałów leśnych. Częste bywały przypadki, że grupa podająca się za oddział leśny najpierw otrzymała pomoc od mieszkańców wsi, po czym powracała, już w roli UB, w celu zaaresztowania „współpracowników bandy”. O tego rodzaju wypadkach informował WiN, pisząc, że „jednym z objawów indywidualnej prowokacji za strony PPR i UB jest wysłanie do upatrzonych osób listów z żądaniem złożenia oznaczonej kwoty pieniężnej na rzecz NSZ czy AK. Jeżeli ofiara daje się nabrać PPR uzyskuje podwójny sukces: otrzymuje za darmo pieniądze, a nadto dowód współpracy z reakcją, wystarczający im zupełnie do wykończenia danej osoby”.27
Zilustrowano to m.in. przykładem młynarza Kaczmarczyka z miejscowości Wysocice w powiecie olkuskim. Ubrani w mundury WP funkcjonariusze UB przychodzili do niego dwukrotnie, żądając pieniędzy rzekomo „dla Polski Podziemnej”. Kiedy otrzymali żądane sumy UB aresztowało Kaczmarczyka za chęć ukrywania [partyzantów] i „pomoc nielegalnym organizacjom”.28
W innej części województwa krakowskiego, w miejscowości Wielka Wieś w powiecie brzeskim, podając się za partyzantów 4-osobowy patrol UB poprosił mieszkańców, aby zebrali dla niego jakąś kwotę pieniężną, „gdyż są w ciężkim położeniu”. Na drugi dzień wszyscy ofiarodawcy zostali aresztowani.29
Emigracyjny „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” w cytowanym już artykule „Terror w Polsce” pisał: „Praktycznie wygląda to tak, iż najpierw występuje oddział dywersji pod maską partyzantki antykomunistycznej sympatyzującej rzekomo z Londynem, zachęcając ludzi do oporu wobec rządów komunistycznych i np. nie wykonywania świadczeń rzeczowych. Następnie zaś idą oddziały UB i KBW [?] uderzając z całym znawstwem i znajomością terenu w sprowokowanych chłopów”.30

We wspomnieniach Gronczewskiego przytoczone są również podobne zdarzenia: jego oddział przybył na zabawę dożynkową na plebanii w miejscowości Rybitwy. Jego ludzie najpierw, podając się za oddział WiN, zapoznali się z mieszkańcami i partyzantami tam przebywającymi (uczestniczyli w rozmowach, słuchali kto wznosi antykomunistyczne toasty, etc.) po czym ujawnili się i dokonali aresztowań partyzantów. Następnie wzięli 120 mieszkańców jako zakładników (z których znaczną część pobito) po czym Gronczewski wykonał publiczną egzekucję na zaangażowanym w działalność podziemną człowieku o nazwisku Tłuczek.31
Gronczewski podsumowując swoją działalność pisał: „aresztowań dokonywaliśmy w różnych okolicznościach, lecz z reguły w sposób tajemniczy [powinno być: potajemny] i w większości wypadków jako banda, więc wprowadziliśmy wielkie zamieszanie wśród poszczególnych organizacji podziemnych i doprowadziliśmy do wytworzenia się antagonizmów i wzajemnego uprzedzenia się w stosunku do innych organizacji. Takie czy inne aresztowanie, starcie czy wsypę przypisywała jedna organizacja drugiej.” Zapewne nieco wyolbrzymiając swoje sukcesy dodawał: „W terenie pozostawiliśmy po sobie taką atmosferę, że w podziemiu nikt nikomu nie wierzył. Każde spotkanie czy posunięcie traktowano jak podstęp i prowokację”.32

Po trzecie: działalność bojówek prowokacyjnych służyła kompromitowaniu zbrojnego podziemia w oczach społeczeństwa, co z kolei miało osłabić więzi łączące oddziały leśne z ludnością. Między innymi w tym celu rekrutowano do tych formacji również element przestępczy i kryminalistów, którzy tą drogą znajdowali ochronę prawną i okazję do dalszej grabieży i rabunków.33 Wydźwięk takich akcji był tym większy, że niejednokrotnie towarzyszyły im skrytobójcze zabójstwa dokonywane "na konto" podziemia, których ofiarami najczęściej były jednostki politycznie aktywne i cieszące się dużym autorytetem w lokalnym środowisku. Przy tym kamuflaż był w wielu wypadkach posunięty do tego stopnia, że UB nie tylko przybywało ponownie na miejsce „bandyckiej” zbrodni by, już w roli stróżów bezpieczeństwa, rozpocząć śledztwo, ale również - jak w szczegółowo opisanym w dalszej części artykułu przypadku dr. Szczepana Niedźwiedzia - posuwało się do udzielenia miejscowej milicji „surowej nagany” za brak odpowiedniej czujności w czasie gdy „na terenie gminy bandyci mordują ludność cywilną i strzelają do funkcjonariuszy UBP”.34

Po czwarte: poprzez pobicia i skrytobójcze mordy uzyskiwano z jednej strony zastraszenie politycznych przeciwników i całego społeczeństwa. Fakt, że w ogromnej części tego rodzaju zabójstw ofiarami byli członkowie PSL, dodatkowo pozwalał skutecznie odmienić sytuację, w której - jak raportował Komitet Wojewódzki PPR w Krakowie przy okazji opisu sytuacji politycznej w powiecie nowotarskim - „chłopi wolą zapisać się do PSL, bo są pewni, że bandy nie będą ich terroryzować”.35 Wydaje się, że trafnie WiN scharakteryzował ówczesną sytuację, pisząc w czerwcu 1946 roku, że „kierowanie ostrza akcji terrorystyczno - dywersyjnej w coraz większym stopniu przeciwko PSL, stronnictwu legalnemu, wchodzącemu w skład Rządu, podlegającemu zatem w zasadzie takiej samej ochronie prawnie jak PPR, rolę UB jako narzędzia partyjnego PPR, uwypukla bardziej wyraźnie niż kiedykolwiek wcześniej”.36

Po piąte: poprzez egzekucje w sposób fizyczny likwidowano pojedynczych przeciwników politycznych a w wielu wypadkach zadawano straty oddziałom leśnym, które nierzadko były znienacka atakowane przez leśne bojówki UB.
Starcia z partyzantami i zasadzki na oddziały partyzanckie opisywał również Gronczewski. Opisuje on także przypadki dokonywanych przez podległą mu grupę aresztowań a także zabójstwo łącznika przysłanego przez inny oddział partyzancki dla nawiązania łączności.
Rozbicie struktur Państwa Podziemnego i funkcjonowanie na różnych terenach dużej liczby oddziałów partyzanckich nikomu nie podporządkowanych bądź też utrzymujących iluzoryczne kontakty z innymi organizacjami stwarzało doskonałe warunki dla działalności prowokacyjnej. Niewątpliwie walczące „z reakcją” struktury nowej władzy potrafiły te możliwości wykorzystać. M.in. ze względu na dużą efektywność działań prowokacyjnych i skuteczność misternych operacji agenturalnych nie sposób opisywać dziejów powojennego podziemia politycznego i zbrojnego bez uwzględnienia takich operacji.
  • Oddziały prowokacyjne w Krakowskiem
W kwietniu 1946 roku WiN raportował do Londynu: „w coraz większym stopniu teren nasilony [tak w oryg. - M.K.], jest oddziałami dywersyjnymi UB i PPR i działającymi pod firmą NSZ i AK, co jest dla społeczeństwa i różnych organizacji największym nieszczęściem i niebezpieczeństwem”.37 Informacje te zlustrowano m.in. danymi liczbowymi z województwa krakowskiego podając, że wywiad WiN do kwietnia 1946 roku zlokalizował szesnaście tego rodzaju grup (każda o liczebności od 6 do 18 osób) w rejonie Nowego Sącza i Nowego Targu, cztery w powiecie bocheńskim i jedna w powiecie brzeskim. Oddziały te dla lepszego kamuflażu i w celu zdobycia zaufania okolicznej ludności i działających tam grup konspiracyjnych miały nawet przeprowadzać „napady” na miejscowych działaczy PPR.38
W następnym sprawozdaniu (maj 1946 r.) wywiad WiN twierdził, że „wszystkimi grupami partyzanckimi w krakowskim kieruje Chlebowski mimo choroby (ranny w akcji pod Łapanowem). – Rozkazów na piśmie w ogóle nie wydaje się [podkr. – M.K.]. Kontakt jest utrzymywany przez Komitet PPR w Nowym Targu i komórki miejskie PPR w Krakowie. – Straty w ludziach wyrównywane mają być przez ochotników z ORMO”.39 Wiadomość ta jest prawdopodobna: Jan Chlebowski był wówczas oficjalnie szefem Wydziału Propagandy KW PPR w Krakowie – w akcji oddziału Jana Dubaniowskiego „Salwy” pod Łapanowem rzeczywiście został ranny w rękę. Nawet jeśli Chlebowski nie był dowódcą tych jednostek mógł z ramienia PPR odpowiadać za koordynację ich działań.

Żołnierze oddziału kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy". Dowódca stoi w środku.

Poza tym WiN donosił, że w powiecie olkuskim działa trzynastoosobowa bojówka prowokacyjno-dywersyjna, dowodzona przez byłego kierownika PUBP w Olkuszu, który „rzekomo wskutek «nadużyć» władzy uciekł i jest ścigany przez władze listami gończymi. Jest to jednak tylko trick dla lepszego zamaskowania się w terenie”. Ponadto informowano, że z działających w okolicach Nowego Targu i Nowego Sącza oddziałów „partyzanckich” dwa są dowodzone przez oddelegowanych z Urzędu Bezpieczeństwa byłych AL-owców używających pseudonimów „Iskra” (NN) i „Żyła” (NN). Dodawano też, że rozpoznane zostały „bojówki PPR” w Łagiewnikach, Kurdwanowie, Borku Fałęckim i w Krakowskiej Hucie Szkła.40

Z niebezpieczeństw i zagrożeń, jakie niósł ze sobą charakter działalności bojówek prowokacyjnych doskonale zdawali sobie sprawę dowódcy rzeczywistych zgrupowań i oddziałów partyzanckich. Niejednokrotnie też dochodziło do starć pomiędzy nimi. „Trudno przeprowadzić rozgraniczenie – czytamy w sprawozdaniu WiN za wrzesień 1946 – które akcje zostały wykonane przez polskie O[ddziały] L[eśne], a które przez prowokacyjne bojówki UB i PPR, a które jeszcze przez bandy rabunkowe, których nie brak we wszystkich terenach. Np. liczne leśne bandy PPR i bandyckie na Podhalu podszywając się pod miano grup «Ognia» i «Błyskawicy» uprawiają swój prowokacyjno – rabunkowy proceder. «Ogień» reaguje na to kolejnym likwidowaniem tych grup”.41

Rozbicie i rozproszenie jednego z takich oddziałów właśnie przez partyzantów Józefa Kurasia „Ognia” opisuje w swych wspomnieniach Eugeniusz Wojnar, ówczesny instruktor propagandy w Komitecie Powiatowym PPR w Nowym Targu. Oddział ten utworzono w Nowym Targu latem 1946 roku. „Założenie tej operacji było proste – pisał Wojnar – grupa miała działać w terenie, pozorować oddział zwalczający władzę ludową, poznawać teren, jego zakamarki, kryjówki i obozowiska oddziałów rzeczywistej bandy, [oraz] nawiązywać kontakty z miejscową ludnością w celu zdobycia potrzebnych informacji [żeby] tą drogą przyczynić się do jej rozpracowania i zniszczenia”. Całe przedsięwzięcie zakończyło się w tym wypadku zupełnym niepowodzeniem. Dobrze uzbrojona i zaopatrzona w środki łączności grupa już pierwszego dnia po założeniu obozowiska w lesie została przez „ogniowców” zaatakowana i rozbita: „Stało się to tak nagle, że żołnierze i aktywiści mający za sobą lata walki w partyzantce, zmuszeni byli ratować się ucieczką. Przez parę dni można było obserwować wracających do miasta ludzi w ubraniach na wpół wojskowych, na wpół cywilnych, z karabinami i bez, byle jak odzianych, był to żałosny i smutny widok, który nas – działaczy partyjnych – nie mógł napawać otuchą i optymizmem”.42

Możliwe, że właśnie to samo zdarzenie opisuje Stanisław Wałach – w 1946 roku szef PUBP w Limanowej i dowódca jednego z oddziałów prowokacyjnych. Unika on wprawdzie terminów typu „oddziały prowokacyjne” czy „antypartyzanckie” i nie ujawnia szerzej zadań przed nimi stawianych, jednakże wprost mówi o utworzeniu „niewielkich grup penetracyjnych, których zadaniem byłoby wyśledzenie kryjówek «Ognia»”.43 Wałach nie napisał ile takich jednostek utworzono, jednak konsekwentnie używał liczby mnogiej, stwierdzając także, że wyznaczono go dowódcą „jednej z takich grup”. Natomiast J. Depo stwierdza, że latem 1946 r. obok oddziałów KBW i wojska w pow. nowotarskim działały „dwie grupy specjalne WUBP w Krakowie. Jedną z nich kierował Jan Dąb-Kocioł, drugą mjr Stanisław Wałach”.44 Bezpośrednim zleceniodawcą takich działań był szef krakowskiego WUBP Jan Bielecki, który specjalnie w tym celu wezwał Wałacha do swojej siedziby w Krakowie. Wałach miał operować w rejonie Turbacza, czyli w centrum działalności zgrupowania Józefa Kurasia, możliwe jest więc, że prawdą jest, iż w tym wypadku grupa miała bezwzględny zakaz schodzenia do wsi, gdzie ludność generalnie była zaznajomiona z partyzantami i łatwo mogła zdekonspirować grupę Wałacha. Członkami grupy byli przede wszystkim UB-owcy ze stażem w AL., m.in.: Franciszek Ostafin, Stanisław Moniowski, Tadeusz Pędziałek, Maurycy Grzesiak i Kazimierz Chełmecki. Dokooptowano także trzech żołnierzy KBW do obsługi radiostacji. Oddział wyposażono w broń automatyczną i granaty. Pierwszy raz oddział operował przez okres około tygodnia i powrócił do Krakowa. Po kilkudniowej przerwie „partyzanci” pod dowództwem Wałacha ponownie wyruszyli w góry. Tym razem jednak zauważony przez jednego z baców oddział został zaatakowany przez żołnierzy „Ognia”. Nie wiadomo czy prawdą jest informacja Wałacha, że grupa nie poniosła żadnych strat. Wszyscy rzucili się do bezładnej ucieczki: „ Nie wiem czy ktokolwiek mnie usłyszał w tym piekle – pisał Wałach – W czym kto był – boso, bez marynarki – każdy gnał na oślep, byle nie zostać w kotle. Strzeliłem do radiostacji […] i w kilkanaście sekund dopadłem lasu. Po upływie niepełnej godziny byłem już w Nowym Targu. Nic nie wiedziałem, co się stało z ludźmi.” Możliwe, że to o tym wydarzeniu pisał pepeerowiec E. Wojnar (świadczyć może o tym wiele podobieństw, ogólna zbieżność czasowa i tylko nieznaczne różnice). Jednakże obaj autorzy unikają podania daty tych zdarzeń, co utrudnia ich pełną weryfikację. Trudno także potwierdzić ostateczny finał akcji oddziału Wałacha był zgodny z jego stwierdzeniem, że „do popołudnia wrócili jednak wszyscy [członkowie grupy].”45

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 3/3>
Strona główna>


22. Wytyczne operacyjne szczególnej wagi nr 00167/III z 29 marca 1946 do wiadomości wyłącznie dowódców OW i Komitetów Bezpieczeństwa, cyt. za: L. Grot, Działania…, op. cit., s. 482.
23. CAW, Zesp. KBW, sygn. 1580/75/403, k. 150, Instrukcja dla oficerów zwiadu w terenie, (brak daty).
24. CAW, Zesp. KBW, sygn. 150/75/90, Meldunek zwiadowczy Sztabu 6 Specjalnego Pułku KBW nr 00330 z 25 lipca 1946.
25. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. II, nr 23/139,
26. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 7.
27. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 5.
28. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 5.
29. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 8, Sprawozdanie informacyjne WiN za sierpień 1946 r., część B, s. 12.
30. J. Skalniak, Terror w Polsce, op. cit., s. 95.
31. E. Gronczewski, Działalność operacyjna Grupy Specjalnej…, op. cit., cz. IV, nr 25/141,
32. Ibidem.
33. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 9.
34. AAN, sygn. 193/III-25, k. 44, 44a, Pismo Sekretariatu Naczelnego PSL do Prezesa Rady Ministrów, Warszawa 12 sierpnia 1946 r.
35. AAN, Zesp. KC PPR, sygn. 295/IX-172, k. 49, Sprawozdanie KW PPR w Krakowie [za maj 1946].
36. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 6.
37. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część A, s. 20.
38. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część B, s. 5.
39. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4
40. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4.
41. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 21.
42. E. Wojnar, Z lat walki z reakcją (Nowy Targ w latach 1945-1948), „Pokolenia”, nr 2-3/1969, s. 39.
43. S. Wałach, Był w Polsce czas..., op. cit., s. 186-190.
44. J. Depo, Walka organów Bezpieczeństwa..., op. cit., s. 299.
45. Propagandową fantazją wydaje się być twierdzenie Wałacha, rzekomo oparte o relację „Harnasia” ze sztabu „Ognia”, że UB-owcom udało się uciec dzięki temu, że "«Ogień» i cała banda pili [wódkę] już od rana”. S. Wałach, Był w Polsce czas..., op. cit., s. 186-190.
46. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 6, Sprawozdanie informacyjne WiN za czerwiec 1946 r., część B, s. 6.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 3/3
Według sprawozdania WiN z czerwca 1946 roku w rejonie Wadowic została rozbita przez oddział NSZ 40-osobowa bojówka prowokacyjna.46 O likwidacji oddziałów „antypartyzanckich” UB i stratach przez nie ponoszonych w starciach z oddziałami leśnymi wspominają też inne raporty WiN.47
Wcześniej, w styczniu 1946 r. wydzielono z Wojsk Bezpieczeństwa Wewnętrznego woj. krakowskiego 100-osobowy oddział, którego część otrzymała zadanie występowania w roli „partyzantów”. Dowództwo nad całością operacji objął Szef Oddziału Rozpoznawczo - Śledczego WBW woj. krakowskiego kpt. Borysieńko. Oddział podzielony został na trzy pododdziały operacyjne. Pierwszy z nich (złożony z 2 oficerów i 25 szeregowych) pod dowództwem por. Edwarda Szymkiewicza został przebrany w ubrania cywilne i z legendą oddziału zbrojnego przybyłego ze Śląska otrzymał zadanie nawiązania bezpośredniej łączności ze zgrupowaniem Józefa Kurasia "Ognia". Drugi pododdział miał stanowić ubezpieczenie pierwszego: musiał być w stałej gotowości bojowej na wypadek konieczności przeprowadzenia akcji przeciw rozpoznanym oddziałom „Ognia”. Trzeci, wzmocniony funkcjonariuszami UB i milicjantami, stanowił odwód całej operacji. Mimo że nie udało się zrealizować zasadniczego celu tych zadań (t.j. nie nawiązano kontaktu z oddziałami „Ognia”) całe przedsięwzięcie uznano za niezwykle owocne: podając się za partyzantów żołnierze Szymkiewicza uzyskali mnóstwo informacji na temat zaplecza oddziałów Kurasia w postaci wykazu osób sympatyzujących i współpracujących z podziemiem.48

Trudno ostatecznie ustalić liczbę dokonanych przez UB skrytobójczych mordów członków PSL.49 W czasie odbywającej się 5 listopada 1946 roku interwencyjnej wizyty u Bieruta w sprawie aresztowania Stanisława Mierzwy, Karola Buczka i członków Komitetu Wojewódzkiego PSL w Krakowie, reprezentujący PSL Jan Witaszek mówił, że „ostatnie czasy wykazują szczególne nasilenie akcji pogromowej po wsiach. Widownią jej był przede wszystkim powiat miechowski, gdzie płoną domostwa i padają trupy działaczy PSL [...] 35 ofiar [z samego powiatu miechowskiego - przyp. M.K.] opłaciło życiem działalność w naszych szeregach”.50 Korespondują z tą wypowiedzią informacje ze sprawozdaniem WiN za wrzesień 1946r. mówiąc, że „w Krakowie przy ul. Batorego 25 [lub 23 - przyp M.K.] jest zakwaterowany oddział MO pozostający pod rozkazami mjr Bieleckiego (WUBP) i mjr Grudy (MO), którego członkowie przeznaczeni [są] do usuwania niemile widzianych członków PSL. Od[dział] ten jest ubrany przeważnie po cywilnemu (tylko szczegóły munduru wojskowego, np. czapki, posiada pasy i ładownice na amunicję). Obecnie jeżdżą oni na morderstwa w powiaty tarnowski i miechowski”.51

Podczas wspomnianej wyżej wizyty u Bieruta jako przykład zbrodni dokonanej przez UB wymieniono m.in. zabójstwo peeselowca Zygmunta Pieczary52, o którym w cytowanym wielokrotnie opracowaniu „Oddali życie w walce o nową Polskę” napisano, że był ofiarą „nie ustalonej bojówki podziemia”53. Sprawę tę WiN omówił w sprawozdaniu za maj 1946 roku: „Dnia 12. 4. w Wadowicach banda UB zamordowała Zygmunta Pieczarę, działacza PSL. – Połamali mu ręce; całe ciało było sine od zbicia, otrzymał cztery pociski w głowę. U zabitego bandyci UB byli już 2-krotnie [? – cyfra trudna do odczytania], poprzednio odczytując żonie, zamordowanego wyrok śmierci na nieobecnego męża z zaznaczeniem, że może on być cofnięty tylko w tym wypadku gdy Pieczara wycofa się z PSL i z życia politycznego”.54

W nocy z 1 na 2 sierpnia 1946 roku na ulicach Miechowa, w centrum miasta, zamordowani zostali dwaj członkowie PSL z tego miasta: członek Zarządu Powiatowego PSL, b. komendant BCh na powiat miechowski i członek Zarządu Powiatowego Związku Samopomocy Chłopskiej w jednej osobie mjr Apoloniusz Józefowicz i wiceprezes Zarządu Powiatowego ZSCh inż. Stefan Miłkowski. Według informacji siatki wywiadowczej WiN morderstwa tego dokonało trzech funkcjonariuszy UB, wśród, których rozpoznano „ppor. tamtejszego UB Zdankiewicza”, który „po dokonanym morderstwie […] wyjechał do Krakowa, gdzie pracuje w WUBP”55. Zdaniem wspomnianego już opracowania „Oddali życie w walce o nową Polskę” to również były ofiary „nie ustalonej bojówki podziemia” (Józefowicz)56 bądź „nie ustalonych osobników” (Miłkowski)57.
W sposób jeszcze bardziej jaskrawy i szczegółowy skrytobójczą działalność jednej z grup UB podszywających się pod członków podziemia można zobrazować przykładem morderstw dokonanych na osobach Józefa Górowskiego i dr Szczepana Niedźwiedzia – peeselowców z powiatu nowosądeckiego. O zabójstwie tego ostatniego 4 czerwca 1946 roku pisał starosta nowosądecki Józef Łabuz (zresztą członek PPR) w sprawozdaniu do wojewody krakowskiego: „Około godziny 3-ej nad ranem 1.6. br. nieznani osobnicy [podkr. - M.K.] przybyli samochodem prawdopodobnie od strony Nowego Sącza do mieszkania dr Niedźwiedzia Stefana [powinno być: Szczepana – M.K.], zamieszkałego w Siedlcach na plebanii. Po wyprowadzeniu dr Niedźwiedzia z mieszkania sprawcy zastrzelili go dwoma strzałami w głowę. Dochodzenia prowadzi P.U.B.P.” [podkr. - M.K.]. Tymczasem jaki był rzeczywisty przebieg wydarzeń możemy dowiedzieć się z tekstu interwencji władz PSL w tej sprawie u Osóbki-Morawskiego i u Bieruta z 12 sierpnia 1946 roku.58
Otóż w nocy z 31 maja na 1 czerwca 1946 około godziny 24, w okolice wsi, w której mieszkał Józef Górowski, przybył ciężarowy samochód wypełniony umundurowanymi ludźmi. Kilkunastu z nich przyszło do domu Górowskiego podając się za partyzantów z oddziału „Ognia” [podkr. – M.K.]: „Zachowanie ich było poprawne. Interesowali się miejscowymi stosunkami, wypytując szczególnie o osoby należące do PPR. Domagali się też od Górowskiej, aby wskazała im adresy domów, w których mogliby spokojnie przebywać. Następnie poprosili Górowskiego, żeby z nimi wyszedł aby pokazać drogę do głównej szosy. Tam go zastrzelili.”
Z miejsca zbrodni zabrała ich wspomniana ciężarówka, którą pojechali do wsi Siedlce. Byli tam około godziny 3 w nocy. Zatrzymali się przed budynkiem plebanii, w której znajdowało się mieszkanie doktora Szczepana Niedźwiedzia. Wywleczono go z domu i zastrzelono dwoma strzałami w głowę, mimo próśb o darowanie życia. Wszyscy wsiedli do tej samej ciężarówki i odjechali do miejscowości Wojnarowa.
W obu wypadkach znaleźli się przypadkowi świadkowie, którzy obserwowali przebieg wydarzeń. Ich relacje pozwoliły stwierdzić, że „w grupie tej, która dokonała tych dwóch morderstw rozpoznano: porucznika Jaroszewicza Wojciecha i Hladnego Władysława, funkcjonariuszy UBP z Nowego Sącza [podkr. – M.K.].”

Por. Wojciech Jaroszewicz, funkcjonariusz PUBP w Nowym Sączu, jeden z zabójców działaczy PSL: Szczepana Niedźwiedzia i dr. Józefa Górowskiego.

Władysław Hladny, funkcjonariusz PUBP w Nowym Sączu, jeden z zabójców działaczy PSL z powiatu nowosądeckiego.

Do Wojnarowej przybyli około 5 rano: „Tu występowali już jako funkcjonariusze UBP [podkr. M.K.]. Aresztowali dwóch braci Steinhoffów: Stanisława i Kazimierza, których bardzo dotkliwie pobili”. Następnie zdemolowali mieszkanie i „bili kogo spotkali, nie oszczędzając nawet matki aresztowanych, podeszłej wiekiem staruszki”. Stamtąd udali się do Korzennej (siedziba gminy), gdzie znajdował się posterunek MO. Jak już wcześniej wspomniano, dowodzący całą grupą ppor. Jaroszewicz udzielił tamtejszym milicjantom surowej nagany za bezczynność, podczas gdy na ich terenie „bandyci mordują ludność cywilną”, po czym dla kamuflażu wraz z milicjantami powrócili na miejsce zabójstwa dr Niedźwiedzia, gdzie „przeprowadzono pobieżne dochodzenie i spisano protokół”.

Mimo tych zabiegów sprawa zabójstwa Niedźwiedzia i Górowskiego przez funkcjonariuszy UB stała się na tyle głośna, że była przedmiotem otwartej dyskusji na posiedzeniu Powiatowej Rady Narodowej w Nowym Sączu w dniu 12 lipca 1946 r. Radny PSL Józef Olszyński mówił: „Społeczeństwo nie wie gdzie kończy się działalność band a gdzie zaczyna opieka UB. Podszywanie się UB pod bandy a band pod UB jest objawem niezdrowym. Zaszły wypadki bardzo przykre. Zginęło dwóch ludzi, członków PSL. Lekarz Niedźwiedź i ob. Górowski. Nie ma dotąd żadnych wyjaśnień za co zostali zastrzeleni”59. Do dyskusji wywołany został wspomniany już pepeerowski starosta Józef Łabuz. Jeszcze miesiąc wcześniej, w cytowanym już sprawozdaniu z 4 czerwca 1946 r. pisał on o „nieznanych sprawcach” morderstwa, wyrażając jednocześnie uznanie dla działalności nowosądeckich organów UB i MO, których działalność w maju tego roku była – jak pisał – „wytężona w wysokim stopniu” a powiatowy UBP był „nadal skuteczny w niezmordowanym tępieniu organizacji tajnych”60. Tym razem stwierdził, że „Urząd Bezpieczeństwa nie jest podległy Starostwu i zasadniczo nie będzie mógł dać wyjaśnień w sprawie śmierci dr Niedźwiedzia, Górowskiego”. Tym razem już nie zaprzeczał faktom i nie kwestionował, że to UB dokonało zbrodni. Próbował ją jednak „wyjaśnić” inaczej, mówiąc, że „o ile wie co do Niedźwiedzia to śp. tenże miał się rzucać na członka bezpieczeństwa i uciekał”. Na koniec obiecał, że „sam poprosi o pewne wyjaśnienia z UB”.61
Mimo klarowności całej sprawy i jej dość dużego nagłośnienia, w spisie poległych „w walce o nową Polskę” również Szczepan Niedźwiedź figuruje jako ofiara „nieustalonej bojówki podziemia”62.

Omawiając problematykę działalności tajnych bojówek prowokacyjnych czy grup zbrojnych podszywających się pod miano oddziałów partyzanckich trzeba pamiętać, że niejednokrotnie możemy mieć do czynienia z przypadkami wykraczającymi poza prosty schemat podziału na „prawdziwe” podziemie i prowokacyjne „antypodziemie”. Należy zwrócić uwagę na występowanie oddziałów prowokacyjnych, których nie wszyscy członkowie zdawali sobie sprawę z rzeczywistego charakteru ich grupy i z tego, kto jest jej prawdziwym mocodawcą. Problem ten poruszony został m.in. w sprawozdaniu informacyjnym WiN za październik 1946 roku. Jest w nim mowa o tym, że Józef Kocioł (rzeczywiste nazwisko – zdaniem WiN – Piotrowski), były AL.-owiec, wówczas funkcjonariusz UB w Słomnikach, w dniu 17 września 1946 roku otrzymał rozkaz zorganizowania „w jak najszybszym terminie” kilku oddziałów, które powinny się zewnętrznie upodobnić do oddziałów leśnych działających na jego terenie. Przy tym informowano, że „winno być dwa rodzaje oddziałów: mniejsze, rekrutujące się z elementu zaufanego z UB, WBW i MO, [z ludzi] którzy służyli już w partyzantkach, oraz większe, tworzące się „samodzielnie”. W tych ostatnich jedynie dowództwo powinno być wtajemniczone i działać pod rozkazami z góry [podkr. – M.K.]. Całość [tych] oddziałów winna składać się z ochotników”.63 W drugim przypadku wyraźnie więc zalecano „wpuszczanie” w las sformowanych przez UB zalążków oddziałów, które dopiero w dalszej kolejności miały obrosnąć ludźmi przekonanymi, że w ten sposób stają się członkami rzeczywiście niepodległościowego podziemia.

Rozkaz powyższy miał być sygnowany pseudonimem „Roman”. Identycznie podpisany był następny rozkaz, jaki – zdaniem WiN – wręczono Kociołowi dzień później, 18 września 1946 r. Na jego mocy mianowano jego zastępcą i adiutantem Józefa Gołego. Przypomniano jednocześnie, że „tworzone oddziały partyzanckie winny przybrać pełne pozory AK”.64 Oba rozkazy miał przywieźć goniec, który przybył z okolic Rzeszowa. Jeżeli informacje winowskie są ścisłe to należy przypuszczać, że Kocioł i Goły mieli zająć się tworzeniem i przygotowywaniem takich bojówek tudzież koordynowaniem ich akcji. Zapewne nie zawsze uczestniczyli w tych działaniach jako członkowie oddziałów (przynajmniej na terenie miechowskiego). Wydaje się bowiem, że byli zbyt dobrze znanymi postaciami na swoim terenie aby bez obawy o dekonspirację osobiście brać udział w ściśle tajnych przedsięwzięciach takiej miary. Wieść o ich poczynaniach wiosną i latem tego roku dotarła do Krakowa i na forum Wojewódzkiej Rady Narodowej stała się przedmiotem kilku interpelacji radnych z klubu PSL.
„Józef Kocioł – stwierdzali peeselowcy – jest wprost postrachem dla ludności nie tylko gminy, w której mieszka ale także całego powiatu. Przywłaszczając sobie bezprawnie prerogatywy jakie przysługują tylko organom władzy państwowej i [organom] sądowym, dokonuje bezprawnych aresztowań rewizji, bije spokojnych obywateli”65. Dnia 25 marca 1946 r. Kocioł wraz ze wspomnianym Józefem Gołym i niejakim Wojtką (?) z Klimontowa uzbrojeni w broń długą i krótką jeździli po Szczytnikach (pow. Miechów) od domu do domu bijąc do krwi i utraty przytomności mieszkańców. Lżyli ich słowami „wy skurwysyny PSL-owcy, wy złodzieje, bandyty” i grozili „wystrzelaniem ich jak psów”66. Cztery dni później, t.j. 29 marca 1946 r., Józef Goły powrócił do Szczytnik wraz z grupą funkcjonariuszy PUBP z Miechowa. Funkcjonariusze UB rozpoczęli „akcję, która miała charakter pacyfikacji”: najpierw rozpoczęli bezładną strzelaninę powodując popłoch i paniczną ucieczkę mieszkańców. Następnie chwytali wybranych mieszkańców (głownie PSL-owców), bili ich do nieprzytomności i zabierali na posterunek MO. Po zakończeniu całej akcji UB-cy zażądali od mieszkańców gromady Szczytniki „pokrycia kosztów wystrzelonych naboi” i zbierali od poszczególnych mieszkańców opłaty67.

Po tego rodzaju wydarzeniach wydaje się niemożliwe aby Kocioł czy Goły mogli gdziekolwiek w okolicy występować w roli „partyzantów”. Z drugiej strony można przypuszczać, że ich bezwzględność połączona ze znakomitym rozeznaniem w terenie predestynowała ich do odegrania roli utajnionych koordynatorów i zleceniodawców takich akcji. Mogli też uczestniczyć w działaniach prowadzonych w okolicach, gdzie ich twarze nie były tak znane ludności. Z oczywistych względów trudno takie przypuszczenia szeroko udokumentować materiałami innymi niż cytowane wyżej sprawozdania WiN. Jest jednak we wspomnieniach Norberta Michty, w 1946 r. I sekretarza KP PPR w Miechowie, zdawkowa informacja o tym, że Józef Kocioł z Klimontowa „sformował oddział do walki z reakcją i zamierzał rozprawić się z nią na własną rękę”.68

Jak to już zostało powiedziane, prawdziwego charakteru niektórych grup i organizacji nie ujawniano ani po zakończeniu akcji ani w ciągu następnych dziesięcioleci. Tajności operacji prowokacyjnych strzeżono szczególnie dokładnie. Towarzysząca wielu takim działaniom zasada podwójnej konspiracji miała zapewnić ich skuteczność i jednocześnie chronić przed zakonspirowanymi informatorami wroga. Materiały WiN, ze względu na specyfikę warunków w jakich działał wywiad i sieć informacyjna organizacji podziemnych wymagają szczególnej uwagi. Niezależnie od tego, że w raportach przesyłanych do Londynu wyraźnie podkreślano, że podawane są tylko i wyłącznie wiadomości pewne i potwierdzone, wywiad WiN nie ustrzegł się przed błędnymi interpretacjami zgromadzonych informacji. Przykładem może być tutaj sprawa grupy „Stalingrada”69, z powiatu brzeskiego, której działalność w sprawozdaniach WiN wielokrotnie była przywoływana jako przykład działań prowokacyjnych UB.

Jak wynika z materiałów śledczych i procesowych70 biografia dowódcy tej grupy, Władysława Drąga ps. „Stalingrad” była dość skomplikowana. Urodzony w roku 1905 w Maszkienicach jeszcze w latach dwudziestych został skazany na półtora roku więzienia za włamanie.71 W czasie okupacji niemieckiej od początku lat 40-tych prowadził działalność konspiracyjną, by w końcu zostać zastępcą dowódcy oddziału Batalionów Chłopskich z pow. Brzeskiego.72 Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w UB. Już od lutego 1945 r. był kierownikiem IV sekcji Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Brzesku.
Został stamtąd zwolniony 8 maja 1945 roku (prawdopodobnie na tle osobistego zatargu z szefem brzeskiego PUBP Edwardem Golebem). W lutym 1946 r. w związku z udziałem w strzelaninie pomiędzy wojskiem a mieszkańcami jego rodzinnej wsi, został aresztowany i osadzony w areszcie śledczym w Brzesku. W pierwszych dniach marca uciekł stamtąd wraz z innymi więźniami. Wkrótce potem stanął na czele kilkuosobowej grupy zbrojnej złożonej głównie z byłych funkcjonariuszy UB z Brzeska.73
Oddział ten nie posiadał kontaktów z żadną z organizacji podziemnych i działał praktycznie na własną rękę, poszukując co najwyżej jakichś kontaktów z lokalnymi działaczami ludowymi. Jednakże w związku z tym, że – jak twierdził Drąg – za działalność w Urzędzie Bezpieczeństwa (skądinąd wiadomo, że dość gorliwą74) miejscowe oddziały NSZ („Salwa”?) wydały na niego dwa wyroki śmierci, „Stalingrad” dla ochrony grupy zaczął rozgłaszać w terenie, że jest ona oddziałem WiN.75

Lokalne komórki WiN były dobrze zorientowane w przejawach działalności „Stalingrada” i miały świadomość niedawnej przynależności organizacyjnej jego członków – świadczą o tym sprawozdania informacyjne.76 Dlatego wiedząc o podszywaniu się tej grupy pod miano oddziału WiN uznano jego istnienie za kolejny przejaw prowokacji ze strony UB. Jego działalność interpretowano jako próbę „odtworzenia” w lesie Batalionów Chłopskich, w celu przyciągnięcia do nich członków PSL, co z kolei miałoby być wykorzystane w walce politycznej i propagandowej z tym stronnictwem.
W tym wypadku wnioski, jakie wysnuwał WiN okazały się błędne. Mimo że wiele okoliczności tej sprawy wymaga jeszcze wyjaśnienia, wydaje się bezdyskusyjne, że Drąg dowodząc oddziałem nie utrzymywał żadnych kontaktów operacyjnych z UB. Ostatecznym tego potwierdzeniem jest treść pisanego już w więzieniu listu do Bieruta z 11 lipca 1950 r., w którym „Stalingrad”, skazany 3 dni wcześniej na karę śmierci, zwraca się z prośbą o ułaskawienie. Nie ulega wątpliwości, że w takich okolicznościach wspomniałby o kontaktach z UB, gdyby je utrzymywał. Tymczasem w uzasadnieniu prośby nie ma o tym ani słowa. Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Władysław Drąg został stracony 3 sierpnia 1950 roku.
Sprawa „Stalingrada” może być ilustracją olbrzymich trudności związanych z próbami odtworzenia rzeczywistej mapy działań oddziałów podziemnych w latach powojennych.

Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (3) - część 1/3>
Strona główna>


47. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 4, Sprawozdanie informacyjne WiN za kwiecień 1946 r., część B, s. 5.
48. CAW, Zesp. KBW, sygn. 150/75/90, k. 176, Meldunek zwiadowczy Sztabu 6 Specjalnego Pułku KBW; J. Depo, Walka organów Bezpieczeństwa…, op. cit., s. 291-292.
49. Szerzej o tym: R. Buczek, Na przełomie dziejów…, op. cit., s. 177.
50. Ibidem, s. 253.
51. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 13.
52. R. Buczek, Na przełomie dziejów…, op. cit., s. 253.
53. Oddali życie…, op. cit., s. 114.
54. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 5, Sprawozdanie informacyjne WiN za maj 1946 r., część B, s. 4.
55. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 9, Sprawozdanie informacyjne WiN za wrzesień 1946 r., część B, s. 18.
56. Oddali życie…, op. cit., s. 128.
57. Ibidem, s. 129.
58. AAN, sygn. 193/III - 25, k. 44, 44a, Pismo Sekretariatu Naczelnego PSL do Prezesa Rady Ministrów, Warszawa 12 sierpnia 1946 r.,
59. AP Kr., Zesp. WRN Kr, sygn. 79, (Mf 101881), k. 345, Protokół posiedzenia PRN Nowy Sącz w dniu 11 lipca 1946 r.
60. AP Kr., Zesp. UW II, sygn. 928, materiał nienumerowany, Sprawozdanie sytuacyjne starosty nowosądeckiego za maj 1946, N. Sącz, 4 czerwca 1946 r.
61. AP Kr., Zesp. WRN, sygn. 79, (Mf 101881), k. 349, Protokół posiedzenia PRN Nowy Sącz w dniu 11 lipca 1946 r.
62. Oddali życie..., op. cit., s. 171.
63. SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 10, Sprawozdanie informacyjne WiN za październik 1946 r., część B, s. 8.
64. Ibidem.
65. AP Kr., Zesp. WRN, sygn. 144, (Mf J-106), k. 147, Interpelacja PSL w sprawie działalności Józefa Kocioła złożona w WRN Kraków dnia 23 sierpnia 1946 r.
66. Ibidem. Bezpośrednio po wydarzeniach zostały o nich poinformowane PUBP i Starostwo w Miechowie, WRN i WUBP w Krakowie oraz Prezydium KRN. Nie miało to żadnych skutków.
67. AP Kr., sygn. WRN 144, (Mf J-106), k. 179, Interpelacja PSL w sprawie pacyfikacji gromady Szczytniki w pow. miechowskim złożona w WRN Kraków dnia 24 sierpnia 1946 r.
68. N. Michta, Z lat walki z reakcją, op. cit., s. 245.
69. Oddział Drąga prowadził działalność w latach 1946-1950.
70. AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi,
71. w 1929 r. Drąg został skazany na 1,5 roku więzienia za „włamanie kasy”, AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi, protokół przesłuchania W. Drąga w WUBP w Krakowie 19 lutego 1950.
72. Fitowa A., Bataliony Chłopskie …, op. cit., s. 507.
73. Jeden z nich, Paweł Pęcak, był w brzeskim UB aż do stycznia 1946. Zwolniony został na własną prośbę, AP Kr, sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi.
74. Ppor. Józef Wojdak, w czasie okupacji niemieckiej dowódca oddziału dywersyjnego w obwodzie brzeskim AK i dowódca plutonu w I batalionie 16 pp AK, w swoich wspomnieniach opisuje, że właśnie Władysław Drąg dowodził funkcjonariuszami UB z Brzeska, którzy 6 marca 1945 aresztowali jego i innych AK-owców z tego terenu. J. Wojdak, Byłem jednym z wielu, (brak daty i miejsca wydania), s. 97-99.
75. Dlatego też UB w trakcie przesłuchań Drąga konsekwentnie twierdziło, że „Stalingrad” dowodził oddziałem WiN. Dopiero po kolejnych wyjaśnieniach Drąga z aktu oskarżenia wykreślono fragment o tym mówiący. AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi.
76. O tym, że WiN wiedział, że członkowie grupy Drąga byli funkcjonariuszami UB w Brzesku, świadczy m.in. sprawozdanie informacyjne WiN z października 1946, które o tym wspomina (SPP Londyn, Archiwum Del. WiN, Kol. 19, teczka 10, „Z Kraju – X 1946”, cz. B, s. 23). WiN zebrał również wiele szczegółowych wiadomości na temat kontaktów Drąga z lokalnymi działaczami PSL Jakubem Chwałą czy Stanisławem Dadejem. Informacje te potwierdzają materiały Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie (AP Kr., sygn. WSR Kr. 469/50, Akta sprawy przeciwko W. Drągowi i P. Pęcakowi).

wtorek, 22 lutego 2011
Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (2) - część 1/2

64 lata temu, 22 lutego 1947 r. we wsi Ostrowsko na Podhalu, otoczony przez obławę UB-KBW, zginął śmiercią samobójczą mjr Józef Kuraś ps. "Ogień", dowódca kilkusetosobowego Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica", walczącego po wojnie z komunistycznym zniewoleniem.
Z racji tej smutnej rocznicy i w ramach kolejnej odsłony publikacji z "Zeszytów Historycznych WiN-u", zapraszam do lektury artykułu historyka krakowskiego Oddziału IPN Dawida Golika,
Józef Kuraś "Ogień" nad Ochotnicą (sierpień - listopad 1946 r.). Artykuł pierwotnie ukazał się w 2006 r., jednak postęp badań naukowych spowodował, że tekst został przez autora zaktualizowany, w oparciu o nowe, nie znane dotychczas informacje.
Życzę zajmującej lektury !

Zeszyty Historyczne WiN-u, nr 25/2006 (aktualizacja - luty 2011)

Dawid Golik
Józef Kuraś "Ogień" nad Ochotnicą (sierpień - listopad 1946 r.)


Sześcioletnia okupacja niemiecka odcisnęła się na Ziemi Nowotarskiej szczególnym piętnem, związanym zarówno ze zjawiskiem Goralenvolku, pacyfikacjami, jak i ze wzmożoną działalnością podziemnych organizacji oraz ich oddziałów partyzanckich. Rozpoczęta na początku 1945 r. ofensywa Armii Czerwonej stosunkowo łatwo odrzuciła broniące się na linii Dunajca i Popradu oddziały niemieckie i już 29 stycznia wojska sowieckie IV Frontu Ukraińskiego zajęły Nowy Targ. Linia frontu przesunęła się na zachód, zatrzymując się jednak aż do kwietnia 1945 r. w okolicach Lipnicy Wielkiej i Babiej Góry1. Podhale i przylegające do niego Gorce były wolne pomimo tego, że wojna w Europie trwać miała jeszcze następne 4 miesiące.

To, co dla jednych oznaczało wyzwolenie, dla drugich okazać się miało kolejną okupacją. Kiedy 9 V 1945 r., w sowiecki „dzień zwycięstwa”, uroczyście ogłaszano kapitulację III Rzeszy i pokój w Europie, Gorce i Podhale stanowiły już obszar objęty „małą wojną”. Wiązało się to przede wszystkim z działalnością Józefa Kurasia „Ognia”, który stworzył pod swoim dowództwem najsilniejszy oddział partyzancki w południowej Polsce, skutecznie walczący z „władzą ludową” aż do lutego 1947 r2.

Mjr Józef Kuraś ps. "Ogień" († 22 II 1947)

"Ogień" był postacią bardzo barwną, wokół której na przestrzeni ostatnich 60 lat namnożyło się wiele, niekiedy sprzecznych ze sobą, opinii. Warto wspomnieć, że już 11 IV 1945 r. przeprowadził zbiórkę swoich ludzi na jednej z gorczańskich polan i rozpoczął walkę z komunistami. Do jego oddziału szybko dołączali następni. W niedługim czasie z niewielkiej grupy „Ognia” powstało Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica”, liczące w drugiej połowie 1946 r. ponad 700 żołnierzy podzielonych na osiem kompanii3.

Szczególne miejsce w zgrupowaniu zajmowała grupa sztabowa, dowodzona przez samego „Ognia”. Jej liczebność szacuje się w zależności od omawianego okresu na 25–60 ludzi, podzielonych na drużyny, którymi dowodzili zaufani oficerowie o dużym stażu partyzanckim4. Sama grupa sztabowa pełniła dwojaką funkcję – z jednej strony ochraniała dowódcę zgrupowania, czyli Józefa Kurasia oraz jego kancelarię, z drugiej natomiast stanowiła zaplecze kadrowe dla poszczególnych kompanii. To tutaj właśnie decydowano o ruchach zgrupowania, redagowano ulotki i odezwy, kolportowane następnie na Ziemi Nowotarskiej i Podhalu. Z oczywistych względów sztab był również punktem kontaktowym dla rozbitych grup z terenu całego województwa. Operował przede wszystkim w Gorcach, kwaterując w leśnych obozach pod Turbaczem i Kiczorą lub w góralskich osiedlach5.

Grupa sztabowa zgrupowania "Ognia" nad Przełączą Borek w Gorcach latem 1946 r. (IPN)

Także Ochotnica zapisała się na kartach historii Małopolski jako wieś wyjątkowa. Już od 1943 r. ogniskowała się wokół niej działalność partyzancka. W bezpośrednim jej sąsiedztwie kwaterowały silne oddziały AK – OP „Wilk” (1943/1944) por. Krystyna Więckowskiego „Zawiszy” oraz oddział kpt. Juliana Zapały „Lamparta”, czyli IV batalion 1. pułku strzelców podhalańskich AK. Żołnierze z tego ostatniego zamieszkiwali w różnych osiedlach Ochotnicy nieprzerwanie od lipca 1943 r. do stycznia 1945 r. We wsi przebywali też od jesieni 1944 r. partyzanci sowieccy ze zgrupowania ppłk. Iwana Zołotara oraz z oddziałów wywiadowczych kpt. Ludmiły Gordijenko „Tani” i płk. Afanasija Gładilina „Griszy”. Zaglądały tam też patrole z oddziału „Ognia”, obozującego wówczas pod Turbaczem6.

Niemcy rzadko zjawiali się w zaszytej pośród lasów Ochotnicy, którą określali mianem „wsi bandyckiej” (Banditendorf). Mieszkańcy nowatorszczyzny nazywali ją natomiast „Wolną Republiką Ochotnicką”. Sytuacja taka spowodowała, że okupacyjne władze postanowiły ukarać niepokorną wieś. W październiku 1944 r. została wysłana tam karna ekspedycja wojska i policji, której połączone siły partyzantów polskich i sowieckich stawiły czoła w trzydniowej bitwie (18–20 X 1944 r). Niemcom nie udało się rozbić partyzanckich baz, zaś sama wioska nie poniosła wówczas znacznych strat7.
Niestety ostatecznie okupanci zemścili się na mieszkańcach Ochotnicy, dokonując 23 XII 1944 r. brutalnej pacyfikacji, która przeszła do historii pod nazwą „krwawej wigilii”. W wyniku sprowokowanej przez partyzantów sowieckich akcji, śmierć poniosło 50 mieszkańców Ochotnicy Dolnej, a spaleniu uległo wiele zabudowań w centrum wsi8.

Ochotnica Górna, wieś położona w województwie małopolskim, w powiecie nowotarskim, w gminie Ochotnica Dolna.

Do Ochotnicy grupa sztabowa „Ognia” trafiła 1 VIII 1946 r., wybierając na stały obóz dom Jana Wójciaka Pod Magurką w potoku Jaszcze9. Nie znaczy to jednak, że wcześniej do tej wsi nie zaglądała. Specyfika wojny partyzanckiej w Gorcach powodowała, że patrole zgrupowania raz po raz wysyłane były w inne rejony, posiadały też w każdej góralskiej wiosce swoich współpracowników. Już na początku swojej działalności, w kwietniu 1945 r., Kuraś zdołał skłonić złożony przede wszystkim z mieszkańców Ochotnicy posterunek MO do dezercji i stawienia się w pełnym uzbrojeniu w obozie oddziału, który mieścił się wówczas na polanie Zielenica nad Ostrowskiem. Po obławie NKWD na ten obóz, która miała miejsce 28 kwietnia, milicjanci powrócili do Ochotnicy i byli poszukiwani przez UB. Część z nich aresztowano, żaden jednak nie trafił do więzienia. W większości utrzymywali oni nadal kontakty z „ogniowcami”, nie wchodząc jednak w skład zgrupowania10.

Zabudowania rodziny Wójciaków Pod Magurką w Ochotnicy Górnej. (foto D.G.)

Jakiś czas później (najprawdopodobniej na początku 1946 r.), tym razem na terenie Ochotnicy Górnej, w osiedlu Forendówki, „Ogień” i jego ludzie przejęli ukryty w styczniu 1945 r. przez oddział AK kpt. Juliana Zapały „Lamparta” magazyn broni i amunicji. Znajdowały się w nim m. in. 3 działka wymontowane z wraku amerykańskiego bombowca B-24 Liberator, który rozbił się w grudniu 1944 r. nad Ochotnicą, oraz spora ilość innej broni i amunicji. Z wizytą tą łączy się również relacja o zabójstwie brata „Lamparta” – Franciszka Zapały, który po wskazaniu miejsca zakopania broni, w nieznanych bliżej okolicznościach, został zastrzelony przez „ogniowców”11.

„Ogień” nie był też pierwszym partyzantem kwaterującym na Magurkach. Miejsce to na przełomie października i listopada 1944 r. wykorzystywał już IV batalion 1. psp AK, czyli oddział partyzancki wspomnianego Juliana Zapały. Jednak wtedy dom i stajnię Wójciaka Pod Magurką zajmowali szeregowcy, natomiast sztab mieszkał w pobliskim osiedlu Za Groniówką u Jana Hubiaka12.
Grupa, którą w lecie 1946 r. dowodził osobiście Józef Kuraś, liczyła kilkudziesięciu doskonale uzbrojonych żołnierzy. Sam „Ogień” z najbliższymi współpracownikami mieszkał w domu Wójciaka, gdzie otrzymał osobny pokój służący za kancelarię oddziału. Inni partyzanci spali w pobliskich stajniach i kolibach, a większa ich grupa, stanowiąca bojowe zaplecze sztabu, miała, wedle relacji mieszkańców Ochotnicy, kwaterować na oddalonej nieco od Magurek polanie Szlagowa. Jednocześnie na terenie Forendówek ukrywali się teściowie „Ognia” oraz jego żona – Czesława z domu Polaczyk13.

Zaznaczyć należy, że obecność partyzantów i „Ognia” Pod Magurką nie była tajemnicą. Wiedzieli o tym mieszkańcy Ochotnicy Górnej i niemal wszyscy przyjmowali „ogniowców” życzliwie. O tym, że w roku 1946 Ochotnica stanowiła, podobnie jak podczas okupacji niemieckiej, obszar opanowany przez „leśnych”, wspominał również po latach działacz PPR z Nowego Targu, Eugeniusz Wojnar14. Partyzanci budzili wśród ludności dość duże zaufanie, natomiast fakty takie jak wykonywanie wyroków śmierci i nakładanie kontrybucji, nie wydawały się nikomu czymś dziwnym lub karygodnym, a jedynie bezpośrednią kontynuacją metod stosowanych przez podziemie już podczas okupacji niemieckiej. Często zdarzało się, że żołnierze „Ognia” rzeczywiście wcześniej działali na tym terenie, należąc do BCh lub AK i byli dobrze znani przez miejscową ludność. Duża część z nich pochodziła z sąsiednich wiosek (Waksmund, Ostrowsko), a w Ochotnicy miała swoje rodziny i znajomych. Nie znaczy to jednak, że „ogniowcy” czuli się Pod Magurką w pełni bezpieczni. Ciągle zagrażały im donosy i sprowokowane nimi obławy przeprowadzane przez UB, MO i KBW. Dlatego też podejść do sztabu w domu Wójciaka broniły aż trzy pierścienie wart, które do środka przepuszczały tylko bliskich znajomych i współpracowników. Zdarzało się tak, że patrol nie wpuszczał kogoś do obozu i dopiero potrzebna była interwencja Wójciaka u samego „Ognia”, by ten ktoś mógł Pod Magurkę przyjść15.

Współpracownicy Józefa Kurasia "Ognia" z terenu Ochotnicy. Zdjęcie odnalezione w dokumentach KBW. (IPN)

Część ludności utrzymywała z partyzantami także bliższe kontakty. Z oddziałem współpracowało wielu mieszkańców Ochotnicy. Oprócz wspominanej już kilkakrotnie rodziny Jana Wójciaka, dużą rolę w życiu obozu odgrywali też bracia Dolińscy – Franciszek, Wojciech i Jakub, z osiedla Za Holiną, położonego w pobliżu Magurek. Często kwaterowali u nich partyzanci, a Dolińscy wywozili zakupione lub zarekwirowane w spółdzielniach towary do ich obozu. Innym, wieloletnim współpracownikiem oddziału, był gajowy Franciszek Szlaga zwany „Mientką” z Forendówek, a także gospodarz Polaczyk, spokrewniony z teściami Józefa Kurasia. Funkcje łączników pełnili m.in. Jan Jaróg, Leon Chlebek oraz Franciszek Cebula. Doraźnie korzystano też z pomocy innych górali – przy przenoszeniu meldunków i zapewnianiu kwaterunku.

To, że Magórki wybrane zostały na obóz, nie zmieniało faktu, że cały oddział pozostawał mobilny. Józef Kuraś często przebywał poza Ochotnicą, wielokrotnie zmieniały się też osoby kwaterujące w siedzibie sztabu. Jedni przychodzili, drudzy odchodzili – wspominała Maria Królczyk. Przy samym dowódcy było ich niewielu. Wszyscy codziennie rano stawali w szeregu przed domem i modlili się. „Ogień” był religijny16. Partyzantów spowiadał proboszcz Ochotnicy Górnej ks. Józef Śledź17. Poza tym życie oddziału toczyło się własnym rytmem. Żołnierzy wysyłano na patrole do okolicznych wsi, przybywali też gońcy z meldunkami od innych podległych „Ogniowi” kompanii zgrupowania. Jednocześnie nakładano kontrybucje na współpracowników bezpieki i na tych, którzy zapisali się do PPR. W ostateczności groził im nakaz opuszczenia miejsca zamieszkania lub wyrok śmierci. Lato 1946 r. było kulminacyjnym okresem działalności bojowej zgrupowania i całe Podhale liczyło się z wyrokami wydawanymi przez Józefa Kurasia. Wielu okolicznych górali przychodziło też do niego, by rozstrzygał lokalne spory18.

Dom Dolińskich Za Holiną, położony w pobliżu Magurek, gdzie często kwaterowali partyzanci Józefa Kurasia "Ognia". (foto D.G.)

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (2) - część 2/2>
Strona główna>


1. G. Mazur, W. Rojek, M. Zgórniak, Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze inspektoratu ZWZ-AK Nowy Sącz 1939–1945, Kraków 1998, s. 321–326.
2. Józef Kuraś „Ogień” zmarł 22 II 1947 r. w szpitalu w Nowym Targu, po tym jak dzień wcześniej podczas obławy UB i MO we wsi Ostrowsko śmiertelnie postrzelił się w głowę.
3. Więcej na temat działalności Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” zob.: M. Korkuć, Zostańcie wierni tylko Polsce... Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem (1944–1947), Kraków 2002.
4. Ibidem, s. 526–528.
5. Ibidem.
6. Wojenne losy Ochotnicy doczekały się wielu opracowań. Szerzej o tym m. in.: S. Czajka, Ochotnica. Dzieje gorczańskiej wsi 1416–1986, Jelenia Góra 1987; R. Dzieszyński, Krwawa wigilia. Walka i martyrologia wsi Ochotnica, Warszawa 1980.
7. Z. Faix-Dąbrowski, Spod Gorca do Gross-Rosen, „Zeszyty Historyczne. Kraków i Ziemia Krakowska 1939–1945”, z. 1: 1988, s. 59–64.
8. Z. Faix-Dąbrowski, J. M. Kacwin, Przyczynek do wydarzenia zwanego krwawą wigilią w Ochotnicy, „Na drodze do zwycięstwa. Materiały Komisji Historycznej Zarządu Dzielnicowego ZBoWiD Kraków- Śródmieście”, s. 42–50, Kraków 1987.
9. S. Wałach, Był w Polsce czas…, Kraków 1971, s. 461; Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r. (jeśli nie zaznaczono inaczej, przytaczane w tekście relacje znajdują się w zbiorach autora).
10. IPN Kr 010/5267, Akta operacyjne dotyczące Władysława Chrobaka, k. 2–3, Protokół przesłuchania Władysława Chrobaka z 24 X 1945 r.; IPN Kr 07/889, Akta kontrolno-śledcze sprawy przeciwko Stanisławowi Giblakoi, k. 10, Protokół przesłuchania Władysława Chrobaka z 3 IX 1945 r.; Relacja Władysława Chrobaka „Wróbla” z lipca 2002 r.; S. Wałach, op. cit., s. 453.
11. Na temat dokładnej daty oraz okoliczności śmierci Zapały brak jest wiarygodnych źródeł. Miał on wskazać miejsce ukrycia broni, po czym zastrzelono go przed domem Jurkowskich we Forendówkach. U „Ognia” i w materiałach UB pojawia się pod pseudonimami „Niedźwiadek” i „Przybytek”. IPN Kr 074/12, Materiały pomocnicze do historii bandy „Ognia”, t. 1, k. 688; t. 2, k. 584; Relacja Bogusława Szokalskiego „Herkulesa” z 31 VIII 1991 r. (w zbiorach M. Korkucia); Relacja Karola Wanata z 15 X 2005 r.; W. Budarkiewicz, AK na Podhalu, [b.m.] 1990, s. 128.
12. Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.
13. Ibidem; Relacja Leona Chlebka z 9 VIII 2005 r.
14. E. Wojnar, Z lat walki z reakcją na Podhalu (1945–1948), „Pokolenia” 1971, nr 2, s. 88.
15. Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.
16. Ibidem.
17. IPN Kr, 06/1, Sprawa obiektowa przeciwko bandzie „Ognia”, t. 17, Doniesienie informacyjne dot. działalności b. czł. bandy „Ognia“ z 8 VIII 1952 r. W doniesieniu tym współpracownik UB o pseudonimie „Wacław” pisze, że: Ksiądz Śledź Józef jak stwierdziłem nieposiadał normalnych kontaktów z bandą „Ognia“, lecz dorywczo pomagał poszczególnym bandytom. Wiadomym mi jest fakt jak we wrześniu 1946 r. przyszli do niego na noc „Śmigły“, oraz 3 bandyci z grupy sondeckiej „Żar“ i „Ursus“ oraz „Wicher“. Ksiądz Śledź przenocował ich w szopie na sianie skąd udali się następnego dnia do obozu „Ognia“. Jesienią 1946 r. osobiście nawiązał kontakty z samym „Ogniem“, lecz „Ogień“ w tym czasie przeniósł swój obóz z Ochotnicy gdzie indziej. Ksiądz Śledź cieszy się dużym szacunkiem u miejscowej ludności i ma na nią poważny wpływ. Podobnych informacji na temat ks. Śledzia dostarczył w trakcie przesłuchania w 1948 r. teść „Ognia”, Bronisław Polaczyk. IPN Kr 075/68, Wykaz członków bandy „Ognia”, t. 3, Materiały różne.
18. M. Korkuć, op. cit., s. 524–525.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (2) - część 2/2
W tym też czasie „ogniowcy” dokonali brawurowego rozbicia więzienia Św. Michała w Krakowie, uwalniając z niego 64 osoby. Akcję przeprowadziła 18 VIII 1946 r. grupa krakowska zgrupowania (6. kompania) pod dowództwem Jana Janusza „Siekiery”.

Jan Janusz ps. "Siekiera", dowódca działającej w Krakowie i na ziemi miechowskiej 6 kompanii zgrupowania "Ognia" (fotografia więzienna).(IPN)

Doszło do niej w biały dzień, we współdziałaniu z dwoma strażnikami, którzy dostarczyli więźniom broń. Z zewnątrz akcją dowodził „Siekiera”, natomiast wewnątrz organizował wszystko akowiec z okolic Tarnowa – Bolesław Pronobis „Ikar”. Przy pomocy dostarczonej broni więźniowie rozbroili pilnujących ich strażników i bez jednego wystrzału zajęli niemal całe, znajdujące się w centrum miasta więzienie. Po otwarciu bramy większość uwolnionych rozbiegła się po mieście natomiast około 30 osób pod dowództwem „Ikara” podstawioną przez „ogniowców” ciężarówką odjechało w kierunku Miechowa, mijając po drodze gmach WUBP przy Placu Inwalidów19.

11 IX 1946 r. trafili oni w Gorce. Kiedyś przyszła do „Ognia” grupa uciekinierów z więzienia. Około trzydziestu. Strasznie nie mogli się dogadać. Kilku przystąpiło do oddziału, inni nie mogli się zdecydować – opowiadała Maria Królczyk20. Było ich dokładnie 24 – na czele z Pronobisem, który chciał utrzymać dowództwo nad swoją grupą, tylko formalnie podporządkowując się „Ogniowi”. Kuraś miał w stosunku do nich inne plany – nie chciał się zgodzić na powstanie nowego oddziału, złożonego jedynie z uwolnionych więźniów i zamierzał ich rozesłać do poszczególnych kompanii. „Ikar” w takich okolicznościach poprosił o możliwość opuszczenia zgrupowania. „Ogień” uszanował jego decyzję i w celu zapewnieniu mu bezpiecznego powrotu wyposażył go w sumę 10 000 zł21.

Na Magurkach Józef Kuraś spotkał się również z wysłanym specjalnie w tym celu łącznikiem II Korpusu Polskiego – Andrzejem Gocem „Szponem”. Był on postacią szczególną, ponieważ podczas okupacji służył w szeregach oddziału partyzanckiego AK kpt. „Lamparta”, później zaś po przedostaniu się na Zachód i przeszkoleniu w ośrodku II Korpusu we włoskiej miejscowości Barletta ponownie trafił na Ziemię Nowotarską, którą znał bardzo dobrze. W sierpniu i wrześniu 1946 r. trzykrotnie rozmawiał z „Ogniem”, przekazując mu przesyłki kurierskie22.

Ważnym aspektem działalności oddziału były wyroki śmierci wydawane przez „Ognia” na współpracownikach i funkcjonariuszach UB. Podczas pobytu Pod Magurką wykonano ich kilka. W swoim podręcznym notatniku Kuraś zapisał pod datą 12 VIII 1946 r. wyrok na Alojzym Piotrowskim z UB Katowice, wykonany w Ochotnicy. Pod datą 28 sierpnia jest też zapis o zastrzeleniu Jana Waśniowskiego, konfidenta UB z Katowic, oraz Aleksandry Borkenhage. Oboje przed śmiercią odmówili zeznań23. Również dla zdrajców, którzy zdezerterowali z oddziału i podjęli współpracę z UB, litości nie było. Los jednego z  nich, NN ps. „Murzyn”, dopełnił się na oczach Marii Królczyk, mieszkanki Ochotnicy. Jak wspominała, podkreślając przy tym, że jej zdaniem "Ogień" był stanowczy, ale nie okrutny, ujęty przez partyzantów zdrajca poddany został twardemu  przesłuchaniu, po którym zaprowadzono go do lasu i tam zlikwidowano24.

Wyrok śmierci pozostawiony przy zwłokach NN "Murzyna", zwerbowanego i skierowanego do oddziału "Ognia" przez krakowskie UB.  Na dole dopisek nowotarskich UB-owców "To na pewno był agent, ale kto to?". Krakowska bezpieka uznała to za kolejną porażkę w walce z Józefem Kurasiem.

25 IX 1946 r. jedna z kompanii zgrupowania „Ognia” pod dowództwem Kazimierza Paulo „Skały” zaatakowała placówkę MO w Tymbarku. Atak nie powiódł się, a wezwani na pomoc przez broniących się milicjantów żołnierze KBW, jeszcze tego samego dnia wytropili grupę „ogniowców” i podczas walki wzięli do niewoli dwóch partyzantów – Antoniego Szczerka „Stefana” oraz Franciszka Śmieszka „Głaza”. Ten ostatni najprawdopodobniej zgodził się wskazać miejsce stacjonowania „Ognia” nad Ochotnicą25. 29 IX 1946 r. na kilku ciężarówkach przyjechało do wsi wojsko i od strony Forendówek wysłało patrole w kierunku Magurek. Warto przytoczyć tu fragment meldunku specjalnego Szefa WUBP Kraków, kpt. Jana Olkowskiego do MBP w Warszawie z 12 X 1946 r. relacjonujący całą akcję:

Dnia 29. IX. 1946 r. WBW stacjonujące w Nowym Targu przeprowadziło akcję w okolicy miejscowości Ochotnica Górna pow. Nowy Targ przeciwko bandzie „Ognia“. Pierwsza grupa żołnierzy składająca się z 15-tu ludzi natknęła się na grupę bandytów pod szczytem góry Ochotnickiej [Magurek] gdzie po krótkiej walce zostało zabitych przez bandę 2 żołnierzy z Batalionu Operacyjnego WBW Kraków, a to 1. Rozalski Marian ur. 18. IV. 1925 r. 2. Kubiaczyk Tadeusz ur. 23. X. 1922 r. Bandyci ofiar nie ponieśli żadnych ani też nie zdołano schwytać żadnego ponieważ teren był górzysty i zarośnięty gęstym lasem. Pościg za bandą nie udał pozytywnego rezultatu26.


Fragment meldunku o ujęciu dwóch żołnierzy "Ognia" - Antoniego Szczerka "Stefana" oraz Franciszka Śmieszka "Głaza".(IPN)

W rzeczywistości walka wyglądała nieco inaczej. Żołnierze KBW nie wiedzieli najprawdopodobniej gdzie dokładnie szukać obozu „Ognia” i początkowo trafili do osiedla Za Holiną, gdzie rozlokowali całą grupę wraz z radiostacją. Nie zdawali sobie sprawy z bliskości sztabu zgrupowania. Oczywiście o przybyciu wojska do wsi bardzo szybko partyzantów poinformowano – zrobił to jeden z braci Dolińskich. Meldowały też o tym patrole rozlokowane od Magurek po polanę Szlagową. Na jeden z tych patroli natknęli się żołnierze KBW i w trakcie wymiany ognia dwóch z nich zostało zabitych. Do strzelaniny doszło w bezpośrednim sąsiedztwie osiedla Za Holiną, co spowodowało panikę w szeregach wojska, które szybko wycofało się do centrum Ochotnicy. Na wieść o akcji Kuraś zarządził ewakuację obozu – partyzanci zabrali ze sobą broń oraz najpotrzebniejsze rzeczy i udali się w góry. Wójciakom kazano ukryć to, czego „ogniowcy” nie zdążyli zabrać. Została między innymi maszyna drukarska [maszyna do pisania] i czapka „Ognia”. Ojciec zakopał je na skraju lasu – pod wykrotem. Gdy już wszystko było uprzątnięte zauważyliśmy leżącą w kącie pokoju „Ognia” taśmę amunicyjną – wspominała Maria Królczyk. Mało prawdopodobne są też podawane przez Szefa WUBP w Krakowie informacje o rzekomym pościgu za partyzantami. Dementują je mieszkańcy Ochotnicy, a ważnym świadectwem jest fakt, że tego dnia wojsko nie trafiło Pod Magurkę, nikt też nie został aresztowany27.

Grupa sztabowa z „Ogniem” na czele udała się do wsi Lubomierz - Rzeki, ale po kilku dniach powróciła w rejon Ochotnicy, najprawdopodobniej korzystając ze swojego leśnego obozu pod Kiczorą28. Patrole partyzanckie nadal pojawiały się we wsi. Maria Szlaga tak wspomina wydarzenie z pierwszych dni października:

Pasłam razem z siostrą Staszką krowy w Certezie [polana w pobliżu osiedla Za Holiną] i przyszli do nas Wojtek i Franek Dolińscy, przyprowadzając ze sobą dwóch partyzantów. Przynieśli litr wódki, zaczęli śpiewać. Później przyłączyła się do nas jeszcze Kaśka Lupula. […] W sobotę była u nas w Jamnym zabawa, na której byli też chłopcy z Za Holiny. Wtedy ostatni raz widziałam Wojtka i Franka, bo w poniedziałek już przyszło do nich wojsko29.

7 X 1946 r. w osiedlu Za Holiną znowu zjawiło się KBW. Obstawiło cały przysiółek – ze wsi przyprowadziło dwóch braci Dolińskich, a trzeciego aresztowało na miejscu. Zatrzymano też sąsiada Dolińskich, Franciszka Cebulę. Rozpoczęło się brutalne śledztwo – każdego z aresztowanych przesłuchiwano oddzielnie. Najmłodszy – Jakub Doliński był przesłuchiwany w mieszkaniu, a jego bracia – jeden w stajni Dolińskich, a drugi w stajni Cebulów. Franciszka Cebulę przesłuchiwano najprawdopodobniej w jego własnym domu. Jednocześnie na teren przysiółka nikogo nie wpuszczano, zaś mieszkańcy zamknięci byli w jednej izbie.

Kuba opowiadał, że ich strasznie bili. Jego braciom wkładali ziemniaki do ust, żeby nie krzyczeli. Ciągle pytali, gdzie jest banda. Wojtek i Franek nie chcieli mówić, więc zamęczyli ich na śmierć, a zwłoki wyrzucili przed chałupę. Obaj mieli połamane ręce i nogi. Mówili Kubie, że skończy jak oni30.


Franciszek Cebula i Jakub Doliński zgodzili się złożyć zeznania, a ten ostatni miał zaprowadzić ekspedycję KBW do obozu „Ognia” w górach. Wyprawa wyruszyła następnego dnia. Około 100-osobowa grupa żołnierzy prowadziła skutego Dolińskiego w kierunku Kiczory. Tuż przed celem wyprawy, na Jaworzynie Kamienickiej, ten krzyknął: „Tu jest banda!” i uciekł do lasu. Miał poluzowane kajdanki, dzięki czemu mógł uwolnić jedną rękę i próbować ucieczki przez gęstwinę. Zdezorientowani ubecy nie zdołali go zatrzymać. W swoim notatniku „Ogień” zapisał pod datą 7 X 1946 r.: Aresztowanie Dolińskich, Kuba, Franek, Wojtek, UB zamordowało Wojtka i Franka, Kuba uciekł na Jaworzynie31. Po swojej ucieczce Doliński trafił na osiedle Skałka, do zabudowań Józefa Szlagi, gdzie go rozkuto. Później ukrywał się w szopach i kolibach, aż do amnestii w lutym 1947 r32.
Znamienne jest to, że w raportach KBW pokazano morderstwo w zupełnie innym świetle, sugerując w meldunku zwiadowczym, że Franciszek i Wojciech Dolińscy byli żołnierzami „Ognia” i zginęli w walce z ekspedycją. Nadano im także, podobnie jak aresztowanym Jakubowi Dolińskiemu i Franciszkowi Cebuli, pseudonimy, których najprawdopodobniej w rzeczywistości nigdy nie posiadali, będąc tylko współpracownikami zgrupowania33.

Fragment sprawozdania UB z informacją o operacji, podczas której zabito jakoby dwóch żołnierzy "Ognia" a dwóch zatrzymano. (IPN)

19 XI 1946 r. do Ochotnicy Górnej został wysłany patrol egzekucyjny z 1. kompanii Jana Batkiewicza „Śmigłego”, w celu znalezienia współpracowników UB odpowiedzialnych za śmierć braci Dolińskich. Według partyzanckich ustaleń mieli być nimi sąsiad zabitych z osiedla Za Holiną Franciszek Szlembarski (o przezwisku „Gwint”) oraz Franciszek Rungier, u którego pracowali Dolińscy. Obu tego samego dnia zastrzelono34. Nie odnaleziono dotychczas w materiałach UB żadnych notatek świadczących o ich współpracy z bezpieką. Wyrok śmierci, podobnie jak i inne wyroki wydawane w tym okresie przez podziemie, zapadł na podstawie doraźnie zebranych przez „ogniowców” informacji i wywiadu wśród mieszkańców Ochotnicy. Franciszek Szlembarski wskazany został z uwagi na to, że miał reputację złodzieja i praktycznie jako jeden z niewielu mógł wiedzieć, gdzie Dolińscy trzymają schowaną broń i amunicję, którą znalazło w trakcie rewizji UB. Franciszek Rungier był zaś postacią o bardziej złożonej biografii. W czasie wojny był pracownikiem gminnym w Ochotnicy Górnej, czym niezbyt dobrze zapisał się w pamięci wielu mieszkańców. Nie żył skromnie, brał podobno łapówki za skreślenie z listy wywozowej na roboty przymusowe35. Z drugiej jednak strony w 1943 r. jego dom stał się skrzynką kontaktową dla tworzącego się wówczas w Gorcach oddziału partyzanckiego „Lamparta”. Rungier otrzymał wtedy od AK pseudonim „Łosoś”36. Mariaż z podziemiem zakończył się wraz z końcem okupacji hitlerowskiej. Jak to określił jeden z byłych partyzantów z tego terenu: Rungier zawsze pływał – jak Niemcy się kończyli to przystał do AK, jak przyszli komuniści to zaczął trzymać z nimi37. W podobnym tonie sformułowana jest wypowiedź samego „Lamparta”, który w meldunku z czerwca 1945 r. do dowódcy rozformowanego już wówczas 1. psp AK pisze, że Rungier odpowiada, że jak się ktoś z naszych ludzi pokaże w Ochotnicy to każe aresztować, dowiaduje się o meliny z bronią, a mnie jak by mnie dostał to ma pasy drzeć38. Jedna z teorii głosi, że pracujący u Rungiera w lesie Wojciech i Franciszek Dolińscy, od momentu pojawienia się Pod Magórką partyzantów „Ognia” przestali przychodzić „do roboty”, a on z tego powodu doniósł na nich do UB. Sam jednak Jakub Doliński do końca życia nie był w pełni przekonany, że to właśnie ci dwaj poinformowali władzę o ich kontaktach z partyzantami39. Wiadomo na przykład, że w lutym 1945 r. w notatkach PUBP w Nowym Targu na temat Ochotnicy pojawia się wzmianka, że Franciszek Doliński przechowuje u siebie broń. Świadczy to o tym, że już wtedy na terenie wsi działali niezidentyfikowani dotychczas informatorzy UB40.

Obóz "ogniowców" nad Przełęczą Borek. Lato 1946 r. (IPN)

Jakub Doliński ujawnił się po amnestii w 1947 r., następnie zaś wyjechał na Ziemie Zachodnie. Po aresztowaniu w 1947 r. Leona Chlebka okazało się, że broń, którą u niego znaleziono pochodziła właśnie od Dolińskiego. UB nie zdołał jednak zlokalizować wówczas jego miejsca zamieszkania, dzięki czemu uniknął aresztowania. Później powrócił z zachodu i aż do śmierci w 2000 r. mieszkał Za Holiną w Ochotnicy Górnej.
Leon Chlebek, któremu w październiku 1947 r. odebrano dwa pistolety został skazany wyrokiem WSR w Krakowie na 7 lat więzienia. Na wolność wyszedł w roku 195341. Działający razem z nim informator zgrupowania Jan Jaróg był poszukiwany przez UB i ukrywał się na Dolnym Śląsku.
Franciszek Cebula został po aresztowaniu skazany na dożywotnie więzienie. Jego brat Józef Cebula, z jednej strony utrzymujący kontakty z oddziałem partyzanckim „Wiarusy”, z drugiej mający nie najlepszą opinię pośród mieszkańców Ochotnicy, został w listopadzie 1947 r. pochwycony przez żołnierzy placówki KBW w Ochotnicy Górnej. Po kilku dniach znaleziono go powieszonego na drzwiach aresztu42.
Gajowy Franciszek Szlaga „Mientka” ujawnił się wraz ze swoją żoną w marcu 1947 r. W późniejszych latach udzielał pomocy oddziałowi partyzanckiemu „Wiarusy”, za co trafił do więzienia43.

Pod koniec listopada 1948 r. do domu Jana Wójciaka przyszło kilku funkcjonariuszy UB. Kazali pokazać gdzie jest zakopana maszyna do pisania i rogatywka „Ognia”. Po odkopaniu tych rzeczy zabrali go ze sobą do Nowego Targu. Po kilku dniach został jednak wypuszczony, gdyż UB zamierzało wykorzystać go jako agenta44. W znanych autorowi dokumentach nie figuruje on jednak jako współpracownik UB, nie wiadomo więc czy próba werbunku zakończyła się sukcesem. Ostatni bezpośredni świadek pobytu „Ognia” Pod Magurką, córka Jana Wójciaka – Maria Królczyk zmarła w 2003 r.

Z Zeszytów Historycznych WiN-u... (2) - część 1/2>
Strona główna>


19. Ibidem, s. 419–421.
20. Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.
21. M. Korkuć, op. cit., s. 419–421, 586; S. Wałach, op. cit., s. 464.
22. IPN Kr 07/304, Akta kontrolno-śledcze sprawy przeciwko Andrzejowi Gocowi, k. 15; B. Dereń, Józef Kuraś „Ogień” – partyzant Podhala, Warszawa 2000, s. 209–210; M. Korkuć, op. cit., s. 523. W swojej książce Bolesław Dereń błędnie podaje Skałkę nad Ochotnicą jako miejsce spotkania „Szpona” z „Ogniem”.
23. S. Wałach, op. cit., s. 461, 463. W materiałach UB pojawia się informacja o tym, że wraz z Alojzym Piotrowskim zabity został również Marian Bielski, będący tak jak ten pierwszy funkcjonariuszem UBP w Katowicach (IPN Kr 074/12, Materiały pomocnicze do historii bandy „Ognia”, t. 2, k. 301). Natomiast Jan Waśniowski (Wiśniewski?) miał być zastrzelony już 24 sierpnia, razem z osobnikiem o nazwisku Purak (Ibidem, k. 308). Wraz z Aleksandrą Borkenhage (Chage-Borken?) zabity miał być 28 sierpnia także Czesław Przyboś (Ibidem, k. 334).
24. Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.
25. M. Korkuć, op. cit., s. 547–548.
26. IPN Kr 06/1, Sprawa obiektowa przeciwko bandzie „Ognia”, t. 1, Meldunek specjalny z dnia 12 X 1946 r. W przytaczanym przez M. Korkucia „Meldunku zwiadowczym pięciodniowym Dowództwa WBW woj. krakowskiego za okres od 25 IX do 30 IX 1946 r.” pojawia się nazwisko Różalski, a nie Rozalski (M. Korkuć, op. cit., s. 527).
27. Relacja Leona Chlebka z 9 VIII 2005 r.; Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.
28. S. Wałach, op. cit., s. 464.
29. Relacja Marii Szlaga z września 2003 r.
30. Ibidem.
31. S. Wałach, op. cit., s. 464.
32. Relacja Leona Chlebka z 9 VIII 2005 r.; Relacja Anieli Kłak z sierpnia 2003 r.; Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r. Według przekazanych autorowi relacji nieżyjącego już żołnierza KBW (Relacja I – zbiory własne autora), grupą, która trafiła Za Holinę, miał dowodzić oficer o nazwisku Olejniczak. To właśnie on wykazywał się w trakcie śledztwa szczególnym okrucieństwem (bicie drewnianym drągiem i zamoczonym w wodzie workiem z mąką), a następnie po zabiciu braci Dolińskich oddał do ich zwłok kilka strzałów z pistoletu, aby można było napisać w raporcie, że zostali zastrzeleni w czasie ucieczki. Z tego samego źródła pochodzi przekaz o ucieczce Jakuba Dolińskiego, któremu to kajdanki poluzować miała idąca z wojskiem kobieta, najprawdopodobniej sanitariuszka.
33. M. Korkuć, op. cit., s. 527–528. W swoim opracowaniu M. Korkuć podaje za „Meldunkiem zwiadowczym nr 00392” Sztabu Dowództwa WBW woj. krakowskiego, że Franciszek Doliński miał pseudonim „Śmiały”, jego brat Wojciech „Smrek”, Jakub Doliński „Kat”, a Franciszek Cebula „Kacper”. Pseudonimy te nie znalazły dotychczas potwierdzenia w dostępnych autorowi relacjach, ani w przytaczanym przez S. Wałacha notatniku „Ognia”.
34. Relacja Leona Chlebka z 9 VIII 2005 r.; Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.; S. Wałach, op. cit., s. 473-474.
35. Relacja Marii Szlaga z września 2003 r.
36. W. Budarkiewicz, op. cit., s. 50, 168.
37. Relacja Władysława Chrobaka „Wróbla” z lipca 2002 r.
38. Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Zespół IV batalionu 1. psp AK, k. 428–429, Meldunek „Lamparta” do „Borowego”.
39. Relacja Stanisława Dolińskiego z 9 VIII 2005 r.
40. IPN Kr 06/2, Sprawa obiektowa przeciwko bandzie „Wiarusy”, t. 8, k. 80.
41. IPN Kr 07/823, Akta kontrolno-śledcze sprawy przeciwko Leonowi Chlebkowi.
42. Relacja Anieli Kłak z sierpnia 2003 r.; Relacja Marii Szlaga z września 2003 r.
43. IPN Kr 111/2237, Akta sprawy przeciwko Jakubowi Tomaśko i Franciszkowi Szladze.
44. IPN Kr 06/2, Sprawa obiektowa przeciwko bandzie „Wiarusy”, Raport z przeprowadzonej akcji p-ko współpracownikom bandy „Wiarusy”, t. 3, k. 118, Raport z przeprowadzonej akcji przeciwko współpracownikom bandy „Wiarusy”; Relacja Marii Królczyk z lipca 2002 r.

 
1 , 2