Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
"Jastrząb" powróci do Włodawy!
Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" powróci do Włodawy...
 


Ostatni sylwester "Jastrzębia"

Nocą z 31 grudnia 1946 r. na 1 stycznia 1947 r. oddział Obwodu WiN Włodawa pod dowództwem ppor. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” wspólnie z połączonymi oddziałami radzyńskiego Obwodu WiN, wziął udział w jednej z największych akcji polskiego antykomunistycznego podziemia, kiedy to ok. 350-osobowe zgrupowanie partyzanckie przeprowadziło atak na komunistyczne organy represji w Radzyniu Podlaskim.


Ppor. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb", "Zawieja" (1925-1947)

Kontakty pomiędzy Obwodami WiN Włodawa i Radzyń Podlaski zapoczątkowano na początku grudnia 1946 r. Przez komendanta placówki Miłków [gm. Siemień pow. radzyński], Józefa Stanisławskiego „Trutnia”, ppor. „Jastrząb” nawiązał kontakt z komendantem rejonu w Obwodzie WiN Radzyń Podlaski, por. Jerzym Skolincem „Krukiem”, dzięki któremu w połowie grudnia 1946 r. doszło do spotkania z komendantem radzyńskiego Obwodu WiN  kpt. Leonem Sołtysiakiem ps. James. Tak opisał je na kartach swojego pamiętnika brat i zastępca dowódcy Edward Taraszkiewicz „Żelazny”:
„[...] Na spotkaniu tym przedstawił „Dżems” [„James”] swój projekt zaatakowania UB w Radzyniu i uwolnienia więźniów politycznych. Według jego słów, akcja ta miała się odbyć w noc sylwestrową. „Jastrząb” nie odmawia prośby udzielenia pomocy, obiecując przyjechać na umówiony punkt autem. Otrzymaliśmy hasło w największej tajemnicy, brzmiące pasująco do wym[ienionej] akcji, a mianowicie „Północ-Pożar”[...]”.

Kpt. Leon Sołtysiak "James", "Znachor", Komendant Obwodu WiN Radzyń Podlaski.

Zgodnie z ustaleniami, choć spóźniony z powodu problemów z samochodami, oddział „Jastrzębia” przybył na miejsce koncentracji wieczorem 31 grudnia 1946 r. Dalszy rozwój wypadków znany jest z pamiętników „Żelaznego”:
„[...] Na lotnisku w pobliżu Radzynia, na punkcie koncentracyjnym czekało już ok. 300-350 ludzi z całego Obwodu. Była to prawie cała „armia” jak to określił „Jastrząb”.  „Dżems” [„James”] czekał też już na nas. Brakowało jeszcze dwóch dużych grup konspiracyjnych z dalszych okolic pow. radzyńskiego, mających przyjechać autami, które zawiodły w podobieństwie naszych [...]”.
Po przybyciu oddziału „Jastrzębia” odbyła się ostatnia odprawa. Dowodzący wszystkimi grupami kpt. „James” przedstawił na niej plan opanowania miasta, według którego w pierwszej kolejności postanowiono zaatakować i rozbroić PUBP i KPMO oraz ok. 50-osobowy oddział KBW. Przedstawiony plan wzbudził jednak kontrowersje, a zastrzeżenia co do jego niektórych punktów  przedstawił „Jastrząb”, który zaproponował, by podstępem rozbroić wartowników i wydobyć od nich hasło, co pozwoli niepostrzeżenie i bez walki opanować budynek PUBP. Niestety, plan „Jastrzębia” został odrzucony, co - jak się później okazało - było błędem.

Styczeń 1946 r. Część oddziału ppor. „Jastrzębia”. Dowódca siedzi przy rkm-ach.

Ostatecznie uzgodniono, iż oddział „Jastrzębia” będzie atakował główny, najtrudniejszy cel – budynek PUBP, grupy Jerzego Skolińca „Kruka” i Jana Grudzińskiego „Płomienia” budynek szkoły obsadzony przez KBW, a bojówka Antoniego Grochowskiego „Kuli” miała zająć pocztę i zniszczyć centralę telefoniczną. Plutony pod dowództwem por. Wacława Stelmaszuka „Marnego” z rejonu VIII oraz por. Piotra Waszczuka „Roli” z rejonu II, stanowiły ubezpieczenie od strony Łukowa, Radzynia, Międzyrzeca i Parczewa. Atak miał nastąpić o północy, jednak do akcji ruszono z dwugodzinnym opóźnieniem, bez dwóch grup, którym nie udało się dotrzeć. Ok. godz. 4.00 żołnierz stojący na warcie przy Urzędzie Pocztowym zauważył wchodzących partyzantów z rejonu VI. Natychmiast powiadomił o tym kwaterującą w szkole załogę punktu kontrolnego KBW. Dowódca tego punktu por. Pudłowski ogłosił alarm. Doszło do wymiany strzałów. Nie udało się również zdobyć budynku PUBP. Podłożona pod murem budynku UB mina wyrwała zbyt mały otwór. Następny, 9-kilowy ładunek nie wybuchł, gdyż miał przemokniętą spłonkę. Ostrzał budynku także nie przyniósł spodziewanego efektu. Drobny sukces odniosły grupy atakujące budynek szkoły, w którym bronili się żołnierze KBW, bez strzału zaś opanowano jedynie budynek poczty.

Dawna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Radzyniu Podlaskim przy ul. Warszawskiej 5 i 5a.

O świcie dowodzący akcją kpt. Sołtysiak zarządził odwrót zgrupowania. Kolejno, w kierunku swoich rejonów, wycofywały się poszczególne grupy. Oddział „Jastrzębia” odszedł z placu boju w kierunku Marynina jako jeden z ostatnich. W ogólnym rozrachunku akcja okazała się nieudana, nie zdobyto strategicznych punktów, jednak pokazała komunistom, że nadal nie mogą się czuć bezpiecznie nawet w dużych miastach powiatowych.

Podczas odskoku z Radzynia 1 stycznia 1947 r. „Jastrząb” zorganizował pod Okalewem [gm. Milanów] zasadzkę na 40-osobową pościgową grupę operacyjną UB-KBW, w trakcie której zniszczone zostały strzałami z rusznicy dwa samochody, zginęło 4 żołnierzy KBW, referent UB z Radzynia Podlaskiego Jan Smoraczewski, do niewoli wzięto 7 żołnierzy. Spośród partyzantów zginął Stefan Kucharuk „Ryś II” i Kazimierz Kłosiński „Biały”, ranny zaś został Stanisław Łuć „Żandarm”. „Jastrząb” kazał uwolnić szeregowców, zaś plut. Władysława Klimsa zlikwidowano, a powodem była - jak zapisał „Żelazny” -  „pełna pierś medali za walkę z bandami”.

Po akcji w Okalewie,  nocą z 1 na 2 stycznia 1947 r., oddział wycofał się do kolonii Sarnów [gm. Stanin, pow. łukowski], gdzie doszło do kolejnego spotkania z oficerami radzyńskiego Obwodu WiN: zastępcą por. Skolinca - Januszem Traczem „Kłosem” oraz Józefem Stanisławskim „Trutniem”. Podczas narady podjęto decyzję o rozbrojeniu, liczącego 29 żołnierzy, oddziału „ludowego” WP stacjonującego w nieodległym Siemieniu [pow. radzyński]. Późnym wieczorem 2 stycznia 1947 r. partyzanci ruszyli do akcji, która okazać się miała jedną z najtragiczniejszych w historii oddziału.

Zdecydowano, by jedną grupą podejść do budynku szkoły, w którym kwaterowali żołnierze i wezwać ich do złożenia broni. Na wypadek oporu zastosowano manewr okrążenia, który miała wykonać grupa pod komendą „Żelaznego”. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Pierwsza grupa pod osobistym dowództwem „Jastrzębia”, udając oddział wojska, zaczęła zbliżać się do szkoły. Tuż przed budynkiem partyzanci zostali wezwani przez wartownika do zatrzymana się i podania hasła. W trakcie krótkiej wymiany zdań, niespodziewanie padły strzały. Po krótkiej wymianie ognia i szturmie, budynek szkoły został zdobyty przez partyzantów. Żołnierzy rozbrojono i rozstrzelano kilku z nich: komendanta grupy - sierż. Stefana Rabendę, kaprala Magdziaka za odznaczenia „za walkę z bandami”, strzelca Hamala, gdyż telefonował po pomoc do UB oraz strzelca Uruska, gdyż powiadomił dowódcę o zbliżaniu się partyzantów. Następnie wyprowadzono żołnierzy na zewnątrz, zdjęto z nich mundury i kazano położyć się na ziemi, po czym „Żelazny” wygłosił przemówienie, w którym nawoływał ich do przyłączenia się do partyzantki. Atakujący, oprócz mundurów, zdobyli 3 rkm, 21 PPSz i 4 kb. Akcja rozpoczęła się o godz. 1.00 i trwała 45 minut. Jedynym poszkodowanym wśród partyzantów był dowódca oddziału ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”. Został on ciężko ranny w brzuch, w wyniku czego po kilku godzinach, podczas transportowania go przez Janusza Tracza „Kłosa” na placówkę terenową, zmarł 3 stycznia 1947 r.


Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" (1925-1947). Zdjęcie ze stycznia 1946 r.

Do dzisiaj nie są jasne okoliczności ranienia „Jastrzębia”. Według jednej z wersji, został on postrzelony przez domniemanego agenta UB o ps. "Bolek-Łapka" [N.N.], ulokowanego w oddziale. Śledztwo przeprowadzone przez ppor. „Żelaznego” miało rzekomo potwierdzić te podejrzenia i niedługo później agent został zlikwidowany przez patrol podległy kpt. Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, pod komendą Stanisława Kuchciewicza „Wiktora”.

Wersja ta budzi jednak spore wątpliwości, chociażby w świetle raportu Naczelnika Wydziału I Departamentu III MBP mjr. Łanina z dnia 10 stycznia 1947 r., w którym pisał:
„[...] kiedy banda podeszła pod budynek [...], „Jastrząb” rozkazał wszystkim bandytom rozsypać się w tyralierę i lec na ziemi, a sam podszedł do wartownika na odległość paru metrów. Na krzyk wartownika »stój, kto idzie« „Jastrząb” odpowiedział »Wojsko Polskie«. Wartownik zapytał wtedy o hasło, na co „Jastrząb” nie odpowiedział nic i począł się zbliżać do wartownika. Wtedy wartownik otworzył ogień z PPsz i trafił 4-ma kulami w brzuch „Jastrzębia”, z których dwie przeszły na wylot, a dwie pozostały w ciele [...]”.
Podobnie zapamiętał to zdarzenie, biorący udział w tej akcji Jan Jarmuł „Wąż”, który tak relacjonował okoliczności ranienia swojego dowódcy:
„[…] Zawsze Leon pierwszy, w każdej akcji... nie to, że ludzi posyłał - on pierwszy szedł. Wartownik stał przy szkole na warcie i on [„Jastrząb”] krzyczy do wartownika »ręce do góry« - to słyszeliśmy. Wartownik do strzału się mierzy... i równocześnie jeden drugiego trzasnął. Ten wartownik Leona tu [po brzuchu] przejechał, a Leon jego na śmierć położył... wymiana strzałów była. Ja to tak widziałem”.
Ppor. Leon Taraszkiewicz „Jastrząb” spoczął na cmentarzu w Siemieniu. Dzięki temu, że jego koledzy pochowali go potajemnie, jako jeden z nielicznych dowódców antykomunistycznego podziemia spoczywa we własnym grobie, choć do 1990 r. na prostym brzozowym krzyżu mógł widnieć jedynie tajemniczy napis „Leon”. Dopiero po 44 latach, 30 czerwca 1991 r., mogły odbyć się oficjalne uroczystości pogrzebowe i poświęcenie jego mogiły, w której spoczywa do dziś. Być może niedługo jego szczątki powrócą do rodzinnej Włodawy...

Grób por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na cmentarzu w Siemieniu.


Grzegorz Makus
historyk, twórca strony
"Żołnierze Wyklęci – Zapomniani Bohaterowie"

Strona główna>
Prawa autorskie>
poniedziałek, 23 maja 2016, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
2016/05/31 16:33:37
Pomimo publikacji dotyczących podziemia antykomunistycznego społeczna świadomość dotycząca walki z sowiecką okupacją po II wojnie światowej jest nadal znikoma . Publikacje o żołnierzach wyklętych publikowane na powyższej stronie w czytelny sposób uzupełniają naszą wiedzę , Komuna nie tylko mordowała żołnierzy wyklętych ale chciała wymazać pamięć o nich .
-
Gość: jan2122@wp.pl, *.static.chello.pl
2016/12/02 11:16:27
JASTRZAB TAK, ZELAZNY NIE!!!!
TEN "FOLKSDOJCZ" W WALCE O WLADZE W ODDZIELE ZASTRZELIL MEGO HRZESTNEGO OJCA I KUZYNA "BARABASA".
BYLEM SWIADKIEM JAK MOJ OJCIEC /partyzant Lupaszki/ TRZYMAL ZA KOLNIERZ PANASIUKA,PRZYLOZYL PANASIUKOWI "1911" /pistolet/ DO GLOWY I PYTAL:"COSCIE SK...NY ZROBILI Z "BARABASEM"??? PANASIUK TLOMACZYL SIE METNIE I WYNIKALO ZE "B-S" BYL CIEZKO RANNY I SAM SIE ZASTRZELIL-CO OKAZALO SIE SIE POTEM NIEPRAWDA!!!!!/byl wtedy rok 48,na zapleczu zakladu fotograficznego Panasiuka /kuzyna w/w/Syn P.chodzil ze mna do szkoly podstawowej we Wlodawie /obok PUBP.
Jezeli to kogos zainteresuje to moge napisac wiecej.
-
2016/12/02 12:46:22
Do jan2122@wp.pl: Szanowny Panie, nie będę się mocno rozwodził nad faktem, że bezmyślnie obraża Pan pamięć Edwarda Taraszkiewicza Grota, Żelaznego, powielając i posługując się komunistycznymi kłamstwami i obelgami, ale nie sposób przemilczeć tych bzdur, które Pan wypisuje na temat śmierci "Barabasa", udziału w tym zdarzeniu "Żelaznego" i Klemensa Panasiuka "Orlisa". Nie wiem z czego to wszystko wynika, być może pamięć już nie dopisuje, być może ktoś Panu naopowiadał bzdur, być może pół wieku komunistycznej propagandy zrobiły swoje, a być może wszystkiego po trochę, nie zmienia to jednak faktu, że w Pańskim wywodzie (pomijam ortografię i stylistykę, nie mówiąc już o tym rzekomym partyzancie Łupaszki) roi się od błędów, kłamstw, przeinaczeń i najzwyklejszych wymysłów... ot, pomieszanie z poplątaniem.
Po pierwsze, pański ojciec nie mógł w 1948 r. trzymać za kołnierz Panasiuka, niczego od niego usłyszeć, a już na pewno nic mu nie przykładał do głowy (nie będę się rozwodził nad wątpliwym faktem posiadania broni w 1948 r., chyba że miał tzw. służbową, a to by zmieniało dość sporo), bo Klemens Panasiuk ujawnił się 22 kwietnia 1947 r. w WUBP w Gdańsku (AIPN Gd, 00118/195Wojewódzki Urząd spraw Wewnętrznych w Gdańsku, Oświadczenie z ujawnienia: Panasiuk Klemens, k. 8-13) i w 1948 r. już go na terenie powiatu włodawskiego nie było, bo pomimo decyzji o ujawnieniu, żona i dzieci "Orlisa" zostali wysiedleni z nakazem osiedlenia się na Warmii (w 1963 r. odkupiła swój własny dom (sic!) i powróciła w swoje rodzinne strony). Por. Panasiuk we Włodawskie już nie powrócił, osiadł w Polwicy gm Oława. Zmarł w 1968 r. we Wrocławiu na raka oka. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Oławie.
Po drugie Edward Taraszkiewicz "Żelazny" od momentu wstąpienia do oddziału w lipcu 1945 r. pełnił funkcję adiutanta Klemensa Panasiuka "Orlisa", który od wkroczenia sowietów pełnił obowiązki komendanta II rejonu Armii Krajowej do kwietnia 1945 r., kiedy to podporządkował się strukturom Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj (DSZ), a następnie, od września 1945 r. był zastępcą Komendanta Obwodu WiN Włodawa. Jak widać, Żelazny nie miał żadnego powodu, by jak Pan napisał - walczyć o władzę ze Stefanem Bielińskim "Barabasem", ponieważ on żadnej specjalnej funkcji, której mógłby pożądać Żelazny, nie pełnił i żadnej władzy nie posiadał.
-
2016/12/02 12:51:35
Po trzecie, warto sięgnąć do łatwo dostępnych źródeł i bez problemu dowie się Pan jak wyglądała sytuacja z zastrzeleniem "Barabasa". Ja rozumiem, że po latach lżej na sercu się robi, jeśli ma się przekonanie, że członek własnej rodziny to bohater, który w dodatku poniósł śmierć z ręki "bandyty", niż żyć ze świadomością, że po prostu zginął, bo nie potrafił podporządkować się rozkazom, był cholerykiem i w dodatku za kołnierz nie wylewał. Ot, gdyby nie wódka, zapewne jego losy mogłyby potoczyć się inaczej....
A sytuacja w tego nieszczęsnego lipca 1945 r. została opisana dość dokładnie przez "Żelaznego" (nie widzę powodu i nie ma podstaw, by zarzucać mu kłamstwo) w jego kronikach i jak widać, to nie on zastrzelił "Barabasa", a i sam poszkodowany zginął z własnej winy, ponieważ zagrażał innym członkom oddziału. Poniżej stosowny fragment, który mam nadzieję, zakończy ten temat:
-
2016/12/02 12:58:00
Edward Taraszkiewicz pisze tutaj o sobie w trzeciej osobie:
"[...] W początkach lipca [1945 r.] otrzymuje bojówka rozkaz udania się do Woli Wereszczyńskiej, by zastrzelić tam dwóch szpiclów, braci Lutomskich, którzy pracowali bardzo aktywnie dla resortu włodawskiego. Mieliśmy rozkaz udać się do "Lwa" [Antoni Choma] i tam zakwaterować. "Lew" miał nam w dzień zrobić dokładny wywiad, gdzie śpią ci dwaj Lutomscy. "Grot" [Edward Taraszkiewicz, później zmienił pseudonim na "Żelazny"] i "Krogulec" [Eugeniusz Jarecki] udali się do Babska do kolegi "Lwa", którego pseuda nie znam i stamtąd "Grot" wysłał "Krogulca" na umówiony punkt, gdzie miał przybyć "Jastrząb" [Leon Taraszkiewicz], "Vis" [Jan Adam Ciepałowicz], "Barabas" [Stefan Bieliński]. Przybywszy na umówione miejsce "Barabas", który usłyszał, że akcja została odłożona do następnego dnia z braku wywiadu, zaczął wykrzykiwać oburzliwie [tak w dokumencie] a ja to wszystko p..., ja wszystko rzucam i idę do Włodawy, i to już jutro rano. "Jastrząb", "Vis" i "Lew" zaczęli uspokajać "Barabasa", postawili mu specjalnie pół litra wódki, które wspólnie wypili. "Barabas" jednakowoż i potem nie chciał z planu swego ustąpić, mimo że "Jastrząb" i "Vis" przemawiali do niego około dwóch godzin. "Jastrząb" mówił do niego: "O ile chcesz Stefek już koniecznie iść, odmelduj się u kom[endanta] Orlisa". Na to "Barabas": "Ja komendanta p...." Widząc taki stan rzeczy, znając "Barabasa" bardzo dobrze i wiedząc o tym dobrze, że "Barabas" mając słaby charakter, o ile tylko dostanie się do Włodawy, stanie się łatwo narzędziem w rękach żydokomuny. "Barabas" jako człowiek sztabowy wiedział o wszystkim, postanowił "Jastrząb" "Barabasa" rozbroić i oddać do decyzji p. kom[endanta] "Orlisa". Do śpiącego "Grota" i "Krogulca" przybył "Vis", który oświetlił cały stan rzeczy. "Grot" i "Krogulec" udali się pod przewodnictwem "Jastrzębia" do kwatery, gdzie był "Barabas" celem jego rozbrojenia. Przybywszy na miejsce "Grot" i "Krogulec" weszli do mieszkania, gdzie "Barabas" chodził nerwowo z odbezpieczonym pistoletem w rękach. "Grot" upatrzywszy odpowiedni moment schwycił go za rękę z pistoletem i rzecze mu łagodnie oddaj bracie broń, na co "Barabas": "Zginę, ale nie oddam!" Zaczął się z "Grotem" szamotać, powstał bardzo dramatyczny moment, nie wiadomo co by wynikło, gdyby "Krogulec" nie pociągnął za cyngiel od zaradki, kładąc trupem na miejscu cz.[eść] p.[amięci] "Barabasa". Został on tej samej nocy pochowany na pobliskim cmentarzu z oddaniem honoru wojskowego przez oddanie trzykrotnej salwy. Żegnaliśmy cz. p. "Barabasa" z ciężkim sercem i z łzą w oku, gdyż cz. p. "Barabas" był jako kolega i żołnierz bardzo szczery i dobry. Cała bojówka w dwa tygodnie później zbudowała mu duży brzozowy krzyż, uwili wianek, obłożyli grób dokoła darniną oraz dano na mszę świętą dla odpuszczenia wszelkich grzechów cz. p. "Barabasowi". Schwytanie tych dwóch szpiclów nie doszło przez powyższy wypadek do skutku.
(Edmund Edward Taraszkiewicz Żelazny, Trzy Pamiętniki, WarszawaLublin 2008)