Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Refleksja w związku Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych - część 2/2
LUCJAN I WŁADEK

Kilka zdań o Lucjanie i Władku. Lucjan pochodzi z Litwy kowieńskiej. Działa w konspiracji od 1940 roku, od 1943 r. walczy w szeregach partyzantki, najpierw na Wileńszczyźnie, a od 1945 r. na Białostocczyźnie i Podlasiu. Bierze udział w szeregu poważnych walk z grupami operacyjnymi NKWD - UB – LWP – KBW. Wymieńmy niektóre z nich: Sikory – 8 sierpnia 1945 r., Miodusy – 18 sierpnia 1945 r., Łempice – 29 listopada 1945 r., Brzozowo – Antonie - 28 kwietnia 1946 r., Śliwowo – 30 kwietnia 1946 r., Łosice – 2 lipca 1946 r. W każdym z tych bojów działo się, oj działo (sprawna kamera, np. w rękach Tomka Madejskiego, mogłaby wydobyć w scenach retrospekcji tej czy innej z ww. walk cały jej dynamizm, zaciekłość, a co się tyczy starć z NKWD czy UB także brak pardonu po obu walczących stronach).

Ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor"

Wspomniany szlak bojowy od Sikor do Łempic Lucjan przechodzi razem z Władkiem. Władek to rodowity podlasiak, do jesieni 1944 r. zamieszkujący wraz z żoną i trójką małych dzieci w pięknie położonej nad Bugiem wiosce Mężenin. Akowiec, zasłużony w akcji V; w październiku 1944 r. tylko przypadkowo unika aresztowania przez Sowietów. Od tego czasu na stałe pozostaje w polu.

Kpt. Władysław Łukasiuk "Młot"

Lucjan i Władek różnią  się mocno  zarówno  wyglądem, jak i osobowością. Lucjan to chudy dryblas o pociągłej twarzy, wrażliwy inteligent (w chwili wybuchu wojny miał rozpoczęte studia politechniczne) z zacięciem do muzykowania (potrafi bardzo ładnie grać na skrzypcach). Władek jest dobrze zbudowany, można powiedzieć krępy, średniego wzrostu; bardzo silny i wytrzymały fizycznie (walczy w partyzantce pomimo tego, że ma sztywną lewą nogę – to wynik wypadku podczas jazdy konnej, jakiemu uległ  jeszcze przed wojną podczas odbywania służby wojskowej). Mocny człowiek, mocnego charakteru. Bardzo dobry dowódca partyzancki, znający Podlasie jak własną kieszeń. Zdecydowany na walkę do końca, nie wierzy w żadne amnestie ani propozycje ugodowe ze strony komunistów. W tym sensie, nie ma złudzeń i nie zaprząta sobie głowy problemem czy i w jaki sposób w realiach terroru komunistycznego zakończyć walkę i wyjść z lasu.

Co innego Lucjan. Ma nadzieję, mimo wszystko, że zdoła jakoś wyprowadzić  podległych mu żołnierzy i  siebie z partyzantki i rozpocząć życie cywila. Od jesieni 1945 r. nie chce już dłużej walczyć, nie widzi sensu kontynuacji zbrojnego oporu. Taka postawa towarzyszy mu przez kolejne miesiące zmagań. Jednak Major oczekuje od Lucjana, aby ten dalej dowodził oddziałem. I Lucjan, jako człowiek bardzo ideowy i odpowiedzialny za swoich podkomendnych, nadal trwa w walce. Czyni tak pomimo poważnych kłopotów ze zdrowiem oraz próśb a czasem ostrych wyrzutów ze strony ciężarnej żony (Wanda spodziewa się wtedy pierwszego dziecka), która domaga się od Lucjana żeby przestał walczyć a zajął się nią. Zachował się list Lucjana do Wandy (przy czym Lucjan posługuje się w nim leśnym imieniem małżonki – przyp. GW) napisany w połowie 1946 r. Warto go przeczytać. Polecam jego lekturę zwłaszcza tym, którzy uważają, że ten tak bardzo sugestywnie nakreślony w filmie „Obława” obraz człowieka – partyzanta, dla którego uderzeniowa dawka bromu jest rzeczą zapewne najważniejszą spośród potrzebnych mu w bliskim planie do szczęścia, to jest właśnie właściwe wybitnym obrazom filmowym, a w każdym razie produkcjom zasługującym na uznanie, celne oddanie rzeczywistych pragnień czy rozterek ludzi przedstawionych na ekranie - w  tym przypadku  naszych przodków, którzy w „czasach nadaremnych” znaleźli się w szeregach leśnych. Innymi słowy, polecam lekturę tego listu tym, którzy sądzą, że narracja „Obławy” dotyka owej prawdy życia, do której odnosi się przywołana przeze mnie myśl Józefa Mackiewicza. Namawiam do niej także tych, którzy nie są zupełnie obojętni na świadectwa trudnej ludzkiej wielkości. Bo ów list jest właśnie takim świadectwem.
Don Najdroższa!
Twój ostatni list przesłany przez „Bobra” (Władysław Rymaszewski- poległ w walce z UB 3 kwietnia 1947 r. – przyp. GW), zrobił mi wielką przykrość. Wiem, że kochasz mnie bardzo, ale nie umiesz czy nie chcesz mnie zrozumieć. (...) Wiesz że Cię jedynie kocham i chciałbym zawsze z Tobą przebywać, ale mi warunki na to nie pozwalają. Naprawdę zostawiłbym już to wszystko, ale gdy pomyślę, że zrobiłbym tak samo jak ci, których zawsze potępiałem, wolę przeżywać męki rozstania, wolę zginąć z honorem niż narazić się na podobne powiedzenie (…) Przecież wiesz jak potępia się wszystkich, którzy wyjechali! Don! Piszesz, że nie chcę z Tobą przebywać dłuższy czas, aby inni nie krytykowali mnie. Nie Don! Ja tej krytyki się nie boję, ale nie chcę spraw ogólnych podporządkowywać sprawom osobistym (…). Don! Widzę jak ty się męczysz ,czuję to, ale nie mogę ci pomóc i to mnie dobija do reszty (...) Gdyby to się już nareszcie wszystko skończyło, naprawdę wtedy bylibyśmy szczęśliwi. Wiesz, że wtedy, gdy byłem chory prosiłem Boga, aby coś się ze mną stało takiego, bym musiał pozostać dłużej na kuracji, gdyż moglibyśmy wtedy przebywać razem. Don! Jak ja zazdroszczę tym, którzy już odeszli z oddziału, że mogą sobie swobodnie urządzić życie. Z drugiej jednak strony boję się, żeby w mieście nie było ze mną jak z „Mścisławem” (Ppor. Marian Pluciński
"Mścisław", skazany przez komunistyczny sąd na karę śmierci i zamordowany w więzieniu w Białymstoku 28 czerwca 1946 r. – przyp. GW). Wolę zginąć w walce niż na szubienicy. Wiesz, że u mnie już teraz nie ma litości u panów z UB, a przecież ja chcę żyć jak najdłużej z Wami, chcę choć trochę zaznać szczęścia przy Twoim boku. Don! Musisz pogodzić się z tym, że jeszcze dłuższy czas  będziemy musieli żyć z dala od siebie. Danuś! Pamiętaj, że jesteś moją żoną, że byłaś tak jak ja żołnierzem. Musisz trwać na swoim posterunku, musisz wychować nasze dziecko w duchu takim,w jakim i my byliśmy wychowani! (...)

Twój Witek

Podlasie, sierpień 1946 r. Grupa żołnierzy z pododdziału Żandarmerii 6. Brygady Wileńskiej AK. Oznaczeni numerami: 1. NN „Orzełek”; 2. NN „Sokolik”; 3. sierż./ppor. Antoni Borowik „Lech”, poległ 7 maja 1948 r. podczas próby przedarcia się przez pierścień obławy; 4. Czesław Pilecki „Jaskółka”; 5. ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”; 6. NN „Krzak”; 7. sierż. Władysław Wasilewski „Grot”; 8. NN „Żbik”; 9. Józef Cegliński „Zemsta”.

Pamiętam, że gdy pierwszy raz czytałem ten list, miałem przed oczyma znaną mi ze zdjęć postać Lucjana. Była mocno rozmazana, a to za sprawą  łez , które szkliły się wtedy w moich oczach. Tak, tak – wiem - ten list jest raczej daleko od bromowych, tak oklaskiwanych przez znawców kina, potrzeb partyzantów z filmu „Obława”. A jednak uważam, o święta naiwności, że odpowiednie przełożenie, bez zbędnej tkliwości, na język filmu tragedii Lucjana, Wandy i innych bohaterów tej opowieści – ludzi tak bardzo chcących normalnie żyć, i tak całkowicie  pozbawionych  przez komunistów szansy na normalne życie, dałoby bardzo mocny efekt. Ale pewnie nie mam racji.

ANTOŚ

Antoś, ten wyręczyciel listonosza w wymianie korespondencji pomiędzy ludźmi, którzy nie korzystają, bo nie za bardzo mogą, z usług poczty, po krótkim pobycie u Lucjana i spotkaniu z żoną Władka, której przekazuje wiadomości i list od męża, wraca na Podlasie, do oddziału. Zawsze szczęśliwie wraca, niezależnie od stopnia niebezpieczeństwa i skali trudności misji kurierskich, które realizuje na rozkaz Władka. Od początku 1948 r. przemieszcza się pomiędzy leśnymi obozowiskami oddziału Władka a tętniącymi życiem ulicami Wrocławia. Wiąże świat śmierci w walce, nierównej, ale jednak walce, ze światem, w którym spokój jest wyłącznie zwiastunem nadchodzącej śmierci po piekle przesłuchań. Spaja dwa pozornie biegunowo odległe od siebie rzeczywistości, w których  nieodległa przyszłość jest równie tragicznie ponura.

Wspomniani przez Lucjana w liście do Wandy panowie z UB nie próżnują. Urząd Bezpieczeństwa od miesięcy przygotowuje bardzo dużą operację wymierzoną w środowisko wileńskiej konspiracji, oznaczoną kryptonimem „X”. Rozpracowaniem w ramach tej operacji   objętych zostaje kilka tysięcy osób, wśród nich ukrywający się na Podhalu Major, wraz z towarzyszką jego życia, piękną kobietą i dzielnym żołnierzem 5 Brygady Wileńskiej z lat 1943 – 1947 Lidią Lwow „Lalą”, Lucjan i Wanda, a także Jadwiga i wspomniany w liście Władka „Kukuś” (Janusz Rybicki „Kukułka”).

Osielec na Podhalu, 1948 r. - w cywilu, już bez mundurów, po 4 latach spędzonych w partyzantce - od prawej: mjr Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka", Lidia Lwow "Lala", Wanda Minkiewicz "Danka" (żona "Wiktora").

Rozpoznanie poczynione przez komunistów jest bardzo dokładne. Uderzenie następuje na przełomie czerwca i lipca 1948 r. Zatrzymanych zostaje w ramach akcji „X”  sześć tysięcy osób. 26 czerwca 1948 r. w  ręce bezpieki wpadają  Major i Lidia Lwow, 1 lipca 1948 r. ubecy aresztują  Lucjana i Wandę, a 3 lipca 1948 r. Jadwigę, żonę Władka. W jej mieszkaniu ubecy zastawiają kocioł. Los sprawia, że właśnie wtedy po raz kolejny do Wrocławia przyjeżdża Antoś. Do mieszkania Jadwigi dociera 5 lipca 1948 r. Już na miejscu, praktycznie w progu lokalu, orientuje się, że w środku jest zastawiona zasadzka; nie wchodzi do środka i, mimo pościgu ubeków, ucieka. Nie dowiemy się nigdy, co pozwoliło mu rozpoznać czające się za drzwiami mieszkania Jadwigi niebezpieczeństwo. Tak jak nigdy nie ustalimy, co zdecydowało, że postanowił tam wrócić, aby ponownie podjąć próbę skontaktowania się z żoną Władka. Ot, losu gra.

Ppor. Antoni Wodyński "Odyniec", żołnierz 6. Brygady Wileńskiej AK, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników kpt. "Młota", postrzelony przez funkcjonariuszy UB we Wrocławiu 2 lipca 1948 roku, umarł po bestialskim przesłuchaniu we wrocławskim szpitalu 8 lipca 1948 r.

Zapewne nie chciał powrócić do oddziału, do Władka, z niczym, bez jakiejkolwiek informacji na temat aktualnej sytuacji Jadwigi, Lucjana i innych, z którymi nie mógł się już tym razem skontaktować. Tak czy inaczej, dwa dni później, 7 lipca 1948 r., podejmuje piekielnie ryzykowną próbę ponownego dotarcia do żony Władka. Tym razem nie ma już szczęścia. Przy próbie ucieczki z ubeckiej pułapki zostaje ciężko ranny w brzuch. Ubecy doskonale wiedzą kogo mają w swoich rękach i jak ważnymi informacjami dysponuje Antoś. Zaczyna się wyścig z czasem, koszmarny wyścig nie o ocalenie jego życia, lecz o wydobycie z niego wiadomości, zwłaszcza o aktualnym miejscu postoju oddziału Władka, a także o terminie i punkcie kontaktowym, w którym ma po powrocie na Podlasie dołączyć do oddziału. Ciężko ranny Antoś błyskawicznie zostaje przewieziony do gmachu WUBP we Wrocławiu. Nie epatujmy okrucieństwem, jak twórcy filmu „Obława” odciętą głową niemieckiego spadochroniarza, która następnie posłużyła jako wkładka do zupy podanej przez bohatera filmu dwóm jeńcom niemieckim, i oszczędźmy sobie opisu przebiegu  przesłuchania Antosia. Przypomnijmy sobie kadry z filmu „Akcja pod Arsenałem”, ze scenami pobytu Janka Bytnara „Rudego” w Alei Szucha. Przesłuchanie Antosia musiało wyglądać podobnie, a jeszcze ta rana postrzałowa, kula w brzuchu….

Siedzą od lewej: Antoni Wodyński "Odyniec", Czesława Czarnecka, Janusz Rybicki "Kukułka" (Kukuś), Marian Jankowski "Marek".

Na potrzeby tej opowieści wyobraźmy sobie, że o  jego przebiegu rozmawiają pomiędzy sobą ubecy:
- No i co, wyciągnąłeś z niego, gdzie jest „Młot”?
- Gówno wyciągnąłem. Twardy był, ścierwo. Sam zobacz.
Zaciekawiony ubek spogląda na protokół przesłuchania Antosia, na ostatnie materialne świadectwo istnienia tego dzielnego człowieka, na dowód jego heroicznej postawy w piekle ubeckiej katowni. W protokole odnotowano tylko trzy pytania, choć zadano ich Antosiowi znacznie, znacznie więcej. Zostały utrwalone na papierze dokumentu  przesłuchania obok trzech odpowiedzi, jakich udzielił Antoś:
-na pytanie: gdzie jest "Młot"? odpowiedział: - „Młot” wraz z oddziałem przebywa w lesie,  ostatnio  myśli o  zaprzestaniu walki i rozwiązaniu oddziału (Władek nie nosił się z takim zamiarem – przyp. GW),
- na pytanie: gdzie jest "Lufa" (pseudonim Henryka Wieliczki, partyzanta 5. i 6. Brygady Wileńskiej – przyp. GW)? odpowiedział: - niedawno spotkałem go przypadkowo na dworcu w Warszawie. Nie wiem gdzie teraz przebywa,
- na pytanie: gdzie jest Cyrski (fałszywe nazwisko jednego z partyzantów 5. Brygady Wileńskiej – przyp. GW)? odpowiedział: - nie wiem.
Nie podpisał protokołu przesłuchania, nie był w stanie. W miejscu przeznaczonym na podpis  przesłuchiwanego znajduje się odcisk jego kciuka.

Ubecy doskonale wiedzą kogo mają w swych rękach, ale w protokole przesłuchania wpisują, że przesłuchują nieznanego z imienia i nazwiska mężczyznę. Na skutek takiego zabiegu Antoś trafia do znajdującego się pod kontrolą WUBP szpitala we Wrocławiu jako NN. Tam umiera 8 lipca 1948 r. Jego zwłoki, jako zwłoki NN, zostają przekazane do Zakładu Anatomii Prawidłowej Kliniki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, gdzie są przechowywane przez ponad pół roku. W końcu stycznia 1949 r. ciało Antosia, oczywiście jako ciało NN, zostaje oddane do ćwiczeń studentom medycyny. Następnie, po upływie blisko miesiąca, zwłoki Antosia, czy raczej to, co z nich pozostało, zostają pogrzebane w nieznanym do dziś miejscu.

Na podhalańskiej kwaterze - pierwszy z lewej ppor. Antoni Wodyński "Odyniec" (1), w środku ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor" z żona Wandą (4 i 5).

WŁADEK

Oddział Władka nadaremnie czeka w ustalonym miejscu i terminie na powrót Antosia. Dzięki  jego heroicznej postawie podczas przesłuchania, partyzanci bezpiecznie odchodzą z wyznaczonego punktu kontaktowego. Nieobecność Antosia w umówionym czasie i miejscu jest oczywiście dla Władka niepokojąca, ale jeszcze niczego nie przesądza. Przecież Antoś zawsze wraca. Dopiero  cisza kolejnych tygodni przynosi ze sobą Władkowi smutną prawdę, że doszło do nieszczęścia, że już  nie zobaczy Antosia stojącego pośród żołnierzy oddziału, że  tym razem Antoś nie wróci. Strata tego dzielnego żołnierza oznacza dla Władka także zerwanie kontaktu z Jadwigą (przez kilka miesięcy Władek nie wie, że jego żona została aresztowana), z Lucjanem i innymi. Pozostaje mu tylko Podlasie, jego matecznik, już bez kontaktu ze światem, przy coraz silniejszych i celniej trafiających obławach komunistycznych, przy coraz bardziej sterroryzowanej przez komunistów miejscowej ludności. I tak trwa w walce przez kolejne miesiące….

Podlasie, jesień 1947 r. Żołnierze 2. szwadronu 6. Brygady Wileńskiej AK. Oznaczeni numerami: 0 – ppor. Antoni Wodyński „Odyniec”, zamordowany 8 lipca 1948 r.; 1 – ppor. Marian Nowak vel Walerian Nowacki „Bartosz”, zamordowany 3 lipca 1948 r.; 2 – plut. NN „Mściciel”; 3 – plut. NN „Wichura”; 4 – kpr. NN „Marynarz”; 5 – Władysław Łukasiuk „Młot”, zginął 27 czerwca 1949 r.; 6 – plut. Mieczysław Magadzia „Wilan”; 7 – Zdzisław Kręciejewski „Brzoza”; 8 – NN „Szach”; 9 – NN „Wicher”; 10 – kpr. NN „Akacja”.

LUCJAN

W tym samym czasie rozgrywa się ostatni rozdział życia Lucjana. Jego położenie jest beznadziejnie trudne. W chwili aresztowania Wanda jest przecież w ciąży z drugim dzieckiem; w więzieniu przychodzi na świat ich córka. Ubecy oczywiście chcą wykorzystać sytuację rodzinną Lucjana do zwerbowania go do współpracy. Ich celem jest przede wszystkim zabicie, albo jeszcze lepiej pojmanie Władka i tych, którzy trwają wraz z nim w zbrojnym oporze. A Lucjan może być w tym wydatnie pomocny.

Ppor. Lucjan Minkiewicz "Wiktor", zdjęcie wykonane po aresztowaniu przez UB w 1948 r.

Dostaje gwarancję w miarę łagodnego wyroku w zamian za pomoc w dotarciu do Władka; jednocześnie jest straszony, że jeżeli  odmówi  podjęcia współpracy, to los Danuty i dzieci będzie jeszcze gorszy od tego, który już jest ich udziałem. Ubecy  mają  zatem bardzo dużo do zaoferowania Lucjanowi, niezależnie od tego, że danych mu obietnic  nie zamierzają  dotrzymać. Ale Lucjan, pomimo, że stawką w tej grze jest jego życie i los jego żony i dzieci, nie zdradza Władka. Odmawia podjęcia współpracy….

Wanda Minkiewicz "Danka", żona "Wiktora". Zdjęcie wykonane po aresztowaniu przez UB w 1948 r.

ZAMIAST EPILOGU
 
Czas przerwać tę opowieść, bo nawet najwytrwalsi czytelnicy zapewne mają już dość.
  • Władek ginie 27 czerwca 1949 r. na skraju lasu rudzkiego, nieopodal wsi Czaje - Wólka;
  • Lucjan po ciężkim śledztwie zostaje skazany na karę śmierci. Jego los dopełnia się  8 lutego 1951 r. o godz. 19.55 w więzieniu mokotowskim w Warszawie;
  • Major także zostaje skazany na karę śmierci, w tym samym co Lucjan procesie. Jego życie zostaje przerwane kulą wystrzeloną w tył jego głowy przez więziennego kata raptem dwadzieścia minut po zastrzeleniu Lucjana;
  • Wanda również jest sądzona razem z Lucjanem. Zostaje skazana na 12 lat więzienia. Więzienne mury opuszcza w 1956 r. Ostatnie kilkanaście lat życia spędza na wpół sparaliżowana pod opieką troskliwej córki, Ewy. Umiera w 2001 roku;
  • Jadwiga zostaje skazana na 9 lat więzienia. Karę odbywa do lipca 1954 r. Umiera w tym samym roku co Wanda.
Miejsca pogrzebania przez komunistów ciał Władka, Lucjana i Majora pozostają nieznane.

To była krótka opowieść o ludziach, którzy bronili wolności w czasach dla niej najgorszych, i w jej obronie dali z siebie wszystko. Dosłownie i do końca. "Kłaniam się Ich cieniom."

Mój symboliczny ukłon przed Władkiem, Lucjanem, Antosiem, Majorem, Wandą i Jadwigą pierwotnie miał kończyć ten tekst. Ale po namyśle uznałem, że choć opowiedziana w nim historia nie ma happy endu, to jednak nie powinna kończyć się tak całkowicie tragicznie. Ekran – cały czas myślę o tym, że dożyję sfilmowania historii tych ludzi - tego nie zniesie. Dlatego z uśmiechem patrzę na fotografię wykonaną wczesną wiosną 1949 r., a na niej trzech mężczyzn w garniturach i kapeluszach. Stoją na tle samolotu. I nie powinno to nikogo dziwić, bo zdjęcie zostało wykonane na płycie lotniska w Sydney. Nie wiem kto zrobił tę fotografię, ale jeżeli nie znał historii uwiecznionej na niej trójki, to byłby bardzo zdziwiony, jak dużo pieniędzy za pomoc w schwytaniu tych ludzi (czyli w praktyce za ich głowy) dawała wówczas policja polityczna Polski Ludowej. A szczególnie za głowę jednego z nich. Za głowę „Kukusia”, czyli Janusza Rybickiego „Kukułki”.

Kpr. Janusz Rybicki "Kukułka" (Kukuś)

Tego samego, którego Władek, w przypomnianym w niniejszym szkicu liście z lutego 1948 r. do Lucjana, tak serdecznie zachęcał do wypadu na Podlasie. Obaj – Władek i Lucjan - lubili i cenili „Kukusia”, do początku sierpnia 1946 r. dowódcę jednego ze  szwadronów w  ich oddziale.

Również komuniści wysoko oceniali  bogaty dorobek bojowy „Kukusia”, stąd na ich liście życzeń lokował się on w ścisłej czołówce, był jednym z najbardziej poszukiwanych przez bezpiekę żołnierzy Brygad Wileńskich. A jednak nie zdołali go dopaść (nie mogli w to zresztą uwierzyć; intensywnie tropili go do połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a już bardziej rutynowo do końca lat sześćdziesiątych).

Białostocczyzna, lato 1945. Żołnierze z dowodzonego przez por. "Zygmunta" 1 szwadrony 5. Brygady Wileńskiej AK. Od lewej: kpr. Janusz Rybicki "Kukułka", Władysław Kendyśl "Tarzan", Szczepan Filipiuk "Kula", NN "Lot", Stanisław Romańczuk "Staś".

Dosłownie w ostatniej chwili przed aresztowaniem – na przełomie czerwca i lipca 1948 r. - „Kukuś” i dwaj inni partyzanci z oddziałów „pana Majora” („Zbyszek” i „Marek”) zdołali przedostać się przez zieloną granicę do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Austrii. Po kilku miesiącach pobytu na terenie Austrii i Niemiec dotarli do Włoch, a następnie na pokładzie okrętu „Generał Omar Bundy” dopłynęli 20 marca 1949 r. do wybrzeży Australii, do Sydney. Na antypody. Byli wolni.


Grzegorz Wąsowski
adwokat, współkieruje pracami Fundacji "Pamiętamy", zajmującej się przywracaniem pamięci o żołnierzach polskiego podziemia niepodległościowego
z lat 1944-1954

PS. I) Blisko rok temu miałem okazję przeczytać scenariusz pierwszego odcinka serialu telewizyjnego mającego opowiadać historię majora „Łupaszki” i jego podkomendnych. Nie mogłoby zabraknąć w tym serialu losów Władka, Lucjana i Antosia. Scenariusz jest świetny. Napisany został przez znanego i zdolnego scenarzystę i reżysera filmowego. Tylko co z tego, skoro wedle mojej wiedzy żadna rodzima telewizja, z tzw. publiczną na czele, nie wyraziła najmniejszego zainteresowania tym projektem. Takie czasy... czasy „Obławy” i „Pokłosia”.
PS. II)
1.
„niepamięć to dar” – fraza piosenki Toma Waitsa „The Part You Throw Away” (z albumu "Blood Money") w przekładzie Romana Kołakowskiego,
2. „czasy nadaremne” - zapożyczenie z wiersza K. Baczyńskiego „Spojrzenie”,
3. „z czasów Drugiej Apokalipsy” - zapożyczenie z wiersza Z. Herberta „Raport z oblężonego miasta”,
4. „Dlaczego powieść (…).” – zapożyczenie z książki Józefa Mackiewicza „Sprawa pułkownika Miasojedowa”,
5. „Jestem za ścisłością (…).” – fragment tekstu Józefa Mackiewicza „Literatura contra faktografia”, „Kultura”, nr 7-8 z 1973 r.


Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
Refleksja w związku Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych - część 1/2>
Strona główna>

środa, 27 lutego 2013, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: WINiNSZ, *.home.aster.pl
2013/02/27 19:33:59
Wspaniały artykuł Panie Grzegorzu!!! Choc losy wszystkich tych bohaterów doskonale mi znane ,to zebranie ich w taki sposób układa się w doskonały scenariusz. Cóż czasy takie ,że po śmierci Prezydenta Kaczyńskiego , obecna koteria nie zrobi nic by taki film powstał. Widzimy kłopoty chocby Historii Roja....To nie na rękę podac tak oficjalnie ,że Szechterowy brat mordował Polskich Bohaterów -jak opisanych w Pana artykule.
Z wielką niecierpliwością czekam na kolejne Pana teksty , które czyta się jednym tchem... Z szacunkiem WIN i NSZ
-
Gość: , *.red-193-153-220.dynamicip.rima-tde.net
2013/02/28 15:59:43
Niezwykli i odwazni ludzie walczacy ze zlem, ktorego nie mogli powstrzymac. Pomimo duzych jeszcze trudnosci pamiec o nich sie wreszcie przebija. Osobiscie brakuje mi jednak w tych rozwazaniach wyczerpujacego materialu o powojennych rekordziscie, skazanym na 38-krotna kare smierci, Wiktorze Stryjewskim "Cacku". Jest to postac godna przypomnienie rowniez dlatego, ze rozstrzelal on osobiscie jednego z najwiekszych bandytow w powojennej Polsce, Wladyslawa Rypinskiego "Rype".
-
2013/02/28 16:11:54
A w tym temacie muszę Pana ucieszyć... tak się ciekawie składa, że jestem na etapie przygotowywania materiału na stronę, poświęconemu właśnie sierż. Stryjewskiemu ps. "Cacko"... "chodził" mi po głowie już od wielu lat... :-) Wprawdzie, ze względu na ograniczoną ilość informacji, które w dodatku rozrzucone są w wielu publikacjach, trochę to potrwa zanim tekst ukaże się na stronie, jednak Pańska cierpliwość zostanie - mam nadzieję - nagrodzona :-)
Pozdrawiam !
-
Gość: , *.red-81-43-152.staticip.rima-tde.net
2013/03/08 21:53:18
Milo uslyszec, ze zajal sie Pan tematyka sierzanta. Dzialalnosc niepodleglosciowej partyzantki na pograniczu mazowiecko-pomorskim jest wogole bardzo slabo opisana. Co ciekawe, uaktywnila sie ona szczegolnie juz po amnestii 1947, przeprowadzajac kilka spektakularnych akcji (Okalewo,Biezun). Wiem, ze Pan Jacek Pawlowicz zbieral materialy w tamtych stronach do ksiazki poruszajacej ten temat, ale o publikacji wciaz cisza. Mysle, ze w aktach z procesu kierownictwa 11 grupy operacyjnej nsz jest pewnie wiele do przeczytania o Stryjewskim.
Zycze Panu powodzenia i czekam na tekst.