|
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni komendant NZW - część 2/2
![]() Żołnierze I Brygady Podlaskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego dowodzonej przez por. Tadeusza Narkiewicza "Ciemnego" (stoi 6 od lewej), maj 1947 r.
![]() Grupa żołnierzy z oddziału PAS NZW por. Tadeusza Narkiewicza "Ciemnego", 1947 r. W wyniku represji komunistycznych siły NZW i w ogóle podziemia na Białostocczyźnie topniały w zatrważającym tempie. O ile w 1945 r. w konspiracji i oddziałach leśnych było około 10 tysięcy żołnierzy NZW, o tyle wiosną 1947 r. w "lesie" trwała ich już tylko połowa. Największe uszczuplenie sił konspiracji spowodowała jednak tzw. amnestia. W 1947 r. skorzystało z niej przeszło 2 tysiące żołnierzy narodowego podziemia na Białostocczyźnie. Większości z nich komuniści nie pozostawili w spokoju i w następnych miesiącach i latach aresztowali. Amnestia była tylko zabiegiem taktycznym. Chodziło o rozładowanie lasów. Słusznie pisał Józef Mackiewicz na łamach londyńskich "Wiadomości", komentując ówczesną komunistyczną amnestię: Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami […]. Doskonale rozumiał to również "Bąk" i nie zamierzał się ujawniać. Poamnestyjne represje solidnie osłabiły siły III (krypt. XV) Okręgu NZW Białystok. W pierwszej połowie 1948 r. w szeregach organizacji pozostawało od 300 do 600 żołnierzy. Ich dowódcą był "Bąk". Nieprzerwanie towarzyszył mu jego syn Jerzy ps. "Konar", który pełnił zarazem funkcję adiutanta ojca. W ramach komend powiatowych NZW Łomża, Wysokie Mazowieckie i Ostrołęka działało kilka oddziałów partyzanckich, które od połowy 1945 r. przeprowadziły wiele spektakularnych akcji przeciwko komunistom. Były to m.in.:
![]() Komendant Kazimierz Żebrowski "Bąk" (oznaczony cyfrą 4) przed szeregiem żołnierzy III Okręgu NZW. Było coraz ciężej, teren został w sposób wręcz niewiarygodny nasiąknięty konfidentami UB. Samego tylko "Bąka" rozpracowywali agenci i informatorzy o kryptonimach: "Szczery", "Przybył", "Kaczka", "Kanarek", "Zgroza", "Staszek", "Szpak", "Gruchacz" czy "Złoczyńca". To oczywiście nie wszyscy. Wyłącznie miejscowi. Bardzo wiele przekazał, złamany ubeckimi torturami, żołnierz okręgu ppor. Jan Skowroński ps. "Cygan" – wyjawiając niemal wszystkie "meliny" Komendanta. Na podstawie jego zeznań aresztowano później dziesiątki dzielnych ludzi z rodzin udzielających wsparcia i opieki partyzantom. Oddziały partyzanckie stopniały do małych grup po kilka, góra kilkanaście osób, lecz nadal walczyły i "kąsały" komunistów. Jak wspominał, żołnierz łomżyńskiej konspiracji, Teofil Lipka: "Bąk" przyzwyczaił się do partyzantki i nic sobie z niej nie robił; szedł na śmiałego. Często do mnie zachodził – wiadomo, stary znajomy. ![]() Żołnierze I Brygady Podlaskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Od lewej N.N. "Śmiały", por. Henryk Jastrzębski "Zbych", por. Tadeusz Narkiewicz "Ciemny", sierż. Bolesław Olsiński "Pająk", "Szczerba" i ppor. Jan Skowroński "Cygan" (w wyniku jego zdrady osaczono i zabito por. T. Narkiewicza "Ciemnego"). Nocą 3 grudnia 1949 r. "Bąk" i "Konar" także znaleźli się w gospodarstwie Teofila Lipki we wsi Mężenin, w gminie Śniadowo powiatu Łomżyńskiego. Jednak tym razem dom i zabudowania gospodarcze państwa Lipków otoczyło UB i KBW.
Teofil Lipka przed wojną był rolnikiem. Po wybuchu wojny, dość wcześnie, bo już w lutym 1940 roku związał się z podziemiem. W trzy miesiące później, w ramach drugiej - kwietniowej deportacji ludności polskiej do ZSRS, został wraz z całą rodziną wywieziony na Syberię. Przeżył. Po ustaleniu granicy między Polską Ludową a Sowietami część z tych, którzy przeżyli łagry została zwolniona z obozów. Były to osoby pochodzące z terenów, które Stalin wraz z naszymi byłymi sojusznikami z Zachodu, łaskawie pozostawili w zarząd komunistycznej Polsce. Wśród nich był Teofil. W połowie maja 1946 r., pociąg którym podróżował przejechał most na Bugu. Wrócił do rodzinnej wsi. Następnego dnia Teofilowi złożyli wizytę niespodziewani goście. [...] Wieczór, ciepło. Nasi jeszcze z transportu [repatriacyjnego z Syberii – przyp. M.W.] nie przyjechali. Położyłem się spać w stodole. Po jakimś czasie ktoś mnie ciągnie za marynarkę. Odkręcam się i słyszę: - wstawaj Teofil. Patrzę: automat na plecach, hełm na głowie. To chyba Boguski z Wierzbowa. - Przyszli my ciebie odwiedzić. - A skąd wy wiecie… - Widzieliśmy jak żeś szedł przez wieś – mówi zadowolony. - Chodź na podwórko. Zobaczysz ilu nas jest. Rzeczywiście - całe podwórko ich stoi. W szeregu, brzękają karabinami. To był oddział "Zbycha" [ppor. Henryk Jastrzębski] i "Bąka" [por. Kazimierz Żebrowski] z NZW. Ze trzydziestu, wszyscy umundurowani. Przywitali się ze mną kolejno. - Będziemy do ciebie [Teofilu] przychodzić. Dobrze, żeś przyjechał. Wstąpiłem, przepadło. Kto ma żyć, żyć będzie. Jeszcze raz złożyłem przysięgę. Odbierał ją ode mnie "Bąk". To był jeden z najtwardszych Polaków. Powiedział, że broni nie złoży dopóki komuna w Polsce.[...]. ![]() Por. Henryk Jastrzębski "Zbych", "Bohun", dowódca oddziału partyzanckiego NZW operującego na terenie powiatów Łomża, Ostrów Mazowiecka i Ostrołęka. ![]() Por. Henryk Jastrzębski "Zbych", "Bohun" (z prawej) przyjmuje raport.
Potwierdza to również raport z dnia 10 grudnia 1949 r. sporządzony przez naczelnika Wydziału III WUBP do centrali w Warszawie, w którym czytamy, że indagowany Olszewski czy u niego w domu są bandyci, w kategoryczny sposób oświadczył, że u niego bandyci nie ukrywają się. Wspominany już Teofil Lipka tak zapamiętał ostatnie chwile Komendanta: [...] Cały czas trzymali mnie w domu, bo bali się, że w nocy tamci mają szansę ucieczki. Stałem z rękami do góry. Gdy rozwidniło się, powiedzieli (ubowcy): Chodź. Patrzę: między stodołą, a domem stoi karabin maszynowy, za chlewem – żołnierz z automatem. Sporządzona - tuż po walce - przez dr. Czesława Jurka sekcja potwierdza samobójstwo "Bąka", wskazuje ponadto, że Komendant był przed śmiercią postrzelony w lewą łopatkę. Ubowcy, co zresztą podobnie jak u gestapowców, było ich stałym zwyczajem, zrobili po śmierci zdjęcia poległym.– Niech tylko któryś z nas zginie, to ty nie wrócisz – powiedział do mnie szef UB. Wszedłem do stodoły, zajrzałem do zasieka – nie tam, gdzie oni leżą, ale na drugie klepisko. - Nie widzę tutaj nikogo - głośno mówię, żeby wszyscy słyszeli. A ten szef UB stał za węgłem i krzyknął: Są! Roztwieraj wierzeje! Wychodzić ze stodoły, bo podpalimy budynki. I odzywa się "Bąk" donośnym głosem: - Tak jest. Wychodzimy. Wybryknęli z tej słomy na klepisko koło mnie. "Bąk" miał dwa pistolety, a jego syn "Konar" żelazny automat, naboje na piersi. I biegną za stodołę. Dopiero zaczęła się strzelanina! Wyskoczyłem na podwórze i układłem się w taki dół. Patrzę: stodoła już się pali i sąsiada też zaczyna. "Bąk" z synem biegną w kierunku olszyny. Ci z podwórka grzeją do nich. "Konar" zachwiał się, krzyczy: Tato! Jestem ranny – i zwalił się na ziemię. "Bąk" zaraz się wrócił, ukląkł przy głowie syna, przeżegnał się, przystawił mu pistolet do głowy i dwa razy strzelił. Tamci krzyczą, żeby przestał się bić. "Bąk" strzelił sobie w głowę. Bój się skończył.
Śmierć Kazimierza i Jerzego Żebrowskich nie była końcem zbrojnego oporu na Ziemi Białostockiej. W ramach NZW walkę kontynuował sierż./ppor. Stanisław Grabowski "Wiarus" oraz ostatni z "samozwańczych" komendantów NN o ps. "Kordian". ![]() Patrol NZW sierż./ppor. Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" (pierwszy z lewej), ok. 1950 r. "Wiarus" do 1952 r. był szefem PAS w Komendzie Powiatu NZW "Mazur" Wysokie Mazowieckie. Drugi od lewej - NN "Jastrząb", trzeci - Józef Grabowski "Vis" - brat "Wiarusa". Ppor. "Wiarus", jeden z najdłużej walczących z komunistami żołnierzy NZW, będący szefem powiatu Wysokie Mazowieckie krypt. "Mazur" (od października 1948 r.) oraz szefem Pogotowia Akcji Specjalnej NZW woj. białostockiego - nawiasem mówiąc mianowanym uprzednio przez "Bąka" - zginął w zasadzce we wsi Babino (powiat Wysokie Mazowieckie) w dniu 22 marca 1952 r. Zadenuncjowała go agentka UB Franciszka Lenczewska nosząca kryptonim "Ewa". Wraz z dwoma swoimi żołnierzami poległ w walce z grupą operacyjną WUBP Białystok oraz 2. Brygady KBW. Partyzanci nie mieli żadnych szans, jednak gdy zorientowali się, że są otoczeni, podjęli próbę przebicia się przez kordon obławy. W wyniku półgodzinnej wymiany ognia wszyscy trzej zginęli. Oprócz Stanisława Grabowskiego "Wiarusa" polegli również: Lucjan Zalewski "Żbik" oraz Edward Wądołowski "Humor". Pozostałości oddziału "Wiarusa", nad którymi objął dowództwo chor. Kazimierz Wieczorkiewicz "Ordon", zostały rozbite przez komunistów do końca 1952 roku. Michał Wołłejko* * Michał Wołłejko jest historykiem, doktorantem na UKSW. Dziękuję bardzo autorowi za udostępnienie tekstu do publikacji. Ostatni komendant NZW - część 1/2> Strona główna> sobota, 03 grudnia 2011, gregg71
Komentarze
Gość: jacekw, 188.146.21.248.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl
2011/12/03 05:36:24
Tragiczne te nasze losy...mój ojciec ujawnił się dopiero pod konieat osiemdziesiątych i dobrze zrobił.
Gość: Eboyak, drz100.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/12/04 01:59:51
Codziennie o NICH rozmyślam, codzień ICH opłakuję i coraz bardziej mi wstyd !!!
|