Zapomniani Bohaterowie

Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Zygmunt Olechnowicz ps. "Zygma" - część 2
Trzecia Okupacja

Ci jednak oficerowie AK, którzy uniknęli aresztowani w Wilnie i w jego okolicach podejmują decyzję, by wracać na swoje „stare partyzanckie meliny”. W powszechnym chaosie, tropieni przez Sowietów żołnierze kresowi podejmują różnorakie decyzje. Jedni decydują się przedzierać się do Polski centralnej, by tam kontynuować walkę, sądząc że długo nie uda im utrzymać się na Wileńszczyźnie. Inni postanawiają przeczekać i  rozchodzą się do domów. Komendant „Ragner” decyduje się wracać nad Niemen i tam bronić, tak mu oddanej wcześniej, miejscowej ludności przed spodziewaną zemstą czerwonych. Rozpoczyna się trzecia okupacja. Pluton „Cześka” przebija się  na południe i dociera do swoich dawnych kwater. Niestety Zygmuntowi się to nie udaje. Odłączywszy się od grupy, wpada w ręce Sowietów.

Zygmunt Olechnowicz "Zygma", "Grom", adiutant ppor. Anatola Radziwonika "Olecha", 1948 r.

Początkowo, wraz z setkami innych, pojmanych w Puszczy Rudnickiej Akowców, przetrzymywany jest w naprędce stworzonym przez bolszewików obozie, mieszczącym się w ruinach zamku w Miednikach Królewskich koło Wilna. Stamtąd zostaje wysłany do Kaługi. Historia się powtarza. I z tego transportu udaje mu się uciec. Po kilkumiesięcznym przedzieraniu się przez Rosję, pieszo, lasami, korzystając z dobrego serca chłopa rosyjskiego i białoruskiego, dociera na Nowogródczyznę.
W tym czasie na Kresach szaleje czerwony terror, im bardziej się nasila tym mocniej wzmaga się opór. Rozbite formacje i poległych oficerów zastępują nowi. W dniu 3 grudnia 1944 roku, obława wojsk wewnętrznych NKWD rozbija pod wioską Niecieczą oddział ppor. „Ragnera”, wówczas dowódcy Zgrupowania "Południe" Okręgu AK. Padł Komendant, poległ jego brat Leon ps. „Drzewica” i co najmniej 4 podkomendnych.  Śmiertelnie ranny zostaje plutonowy „Ojciec” . Giną kolejni oficerowie pododdziałów Zgrupowania „Południe”: „Pion”, „Pazurkiewicz”, „Kuna”. Dla niektórych śmierć przychodzi w boju, inni jak „Pazurkiewicz” umierają w publicznych egzekucjach. W nocy 21 stycznia 1945 roku, śmierć w mundurze NKWD zabiera Komendanta Zgrupowania „Północ”, por. Jana Borysewicza „Krysię”. Porucznik Jan Borysewicz „Krysia”, jeden z najzdolniejszych i najdzielniejszych żołnierzy Nowgródczyzny ginie pod wsią Kowalki w Puszczy Nackiej, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, gdzie w 1863 roku, poległ jego wielki poprzednik, inny kresowy rycerz – Ludwik Narbutt – naczelnik Powstania Styczniowego w Lidzkiem.

Akowskie szeregi się wykruszają. Dowodzenie nad siatką konspiracyjną i grupami operującymi w lasach powiatów Lida i Szczuczyn Nowogródzki obejmuje ppor. Anatol Radziwonik noszący pseudonimy „Olech", "Mruk", "Ojciec". „Zygma” zostaje jego adiutantem. Los złączy ich na lata. Odtąd razem będą maszerować leśnymi duktami, przedzierać się przez niedostępne rojsty, cierpieć zimno w puszczańskich ziemiankach i walczyć z sowiecką władzą. Rozdzieli ich dopiero śmierć Komendanta „Olecha” w lasach w koło wioski  Raczkowszczyzna. Nastąpi to jednak dopiero w maju 1949 roku.

Nauczyciel ze wsi Iszczołniany


Ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”, „Stary”, oficer VII batalionu 77 pp AK, komendant połączonych poakowskich obwodów Szczuczyn i Lida, walczył z reżimem komunistycznym do 12 maja 1949 r., kiedy to poległ przebijając się przez trzy kordony obławy NKWD.

Kim był ppor. Anatol Radziwonik? Wiemy, że urodził się w Rosji w 1916 roku. Według dostępnych dokumentów ojciec Anatola – Konstanty - pochodził z Wołkowyska, gdzie pracował jako kolejarz. Matka zaś, z domu Makowiecka, wywodziła się z prawosławnej rodziny ze wsi Piekary. Anatol ukończył w okresie międzywojennym Państwowe Męskie Seminarium Nauczycielskie w Słonimiu, na Nowogródczyźnie. Jak wynika z jego świadectwa szkolnego, wydobytego z archiwum w Grodnie przez Andrzeja Poczobutta, był prawosławny. Czy w związku z tym czuł się też Białorusinem? W kwestionariuszu, który „Olech” musiał wypełnić dla władz sowieckich w 1940 roku podał narodowość polską. Było to wówczas aktem sporej odwagi, biorąc pod uwagę fakt, że nauczyciel, rezerwista WP i na dokładkę deklaratywnie Polak kwalifikował się do pierwszej grupy przeznaczonych do wywózki.  Pytanie czy w ogóle warto to roztrząsać? Moim zdaniem nie. Najważniejszy jest fakt, że walczył o niepodległość Polski w szeregach AK przeciw Niemcom i bolszewikom. Później zaś, mimo możliwości wyjazdu na zachód – do Polski centralnej - postanowił do końca bronić życia i godności ludności Kresów (i to zarówno ludności polskiej jak i białoruskiej) wywożonej, niszczonej i mordowanej przez komunistów.
Partyzantka „Olecha” miała i to wydaje mi się istotne, charakter nazwijmy go „internacjonalny”. W szeregach tych antykomunistycznych żołnierzy był Mikołaj ps. „Zielonyj”, Białorusin ps. „Poleszuk”. Znalazł się tam nawet Francuz ps. „Peter”. Wielu ze współpracujących z „Olechowcami”, mieszkańców Ziemi Lidzkiej była pochodzenia białoruskiego. Komendant miał też swoje wtyczki w lokalnym aparacie komunistycznym. W sielsowietach, rajkomach, nawet wśród milicji.

Po ukończeniu seminarium, podjął pracę w szkole wiejskiej w Iszczołnianach koło Żołudka w powiecie Szczuczyn Nowogródzki. Był nauczycielem i harcerzem. Podobno za „pierwszego Sowieta” się ukrywał. Nie został wywieziony. Po wkroczeniu Niemców przystąpił do pracy konspiracyjnej. Od 1944 roku walczył w szeregach partyzantki, dowodząc jednym z plutonów VII batalionu 77 pułku piechoty AK, pod wodzą legendarnego por. Jana Piwnika „Ponurego”. Podobnie jak większość żołnierzy Nowogródzkiego AK pod Wilno w lipcu 44’ dotarł, lecz w walkach o miasto wziąć udziału nie zdążył. Wrócił w Lidzkie i na nowo podjął walkę o Kresy. Początkowo jest jednym z lokalnych dowódców grup Akowskich. Po śmierci Komendantów: "Krysi", "Ragnera" i "Lalusia" oraz likwidacji części struktur AK i ewakuowaniu żołnierzy „za kordon”, zostanie sam na placu boju.

Jeden z pododdziałów ppor. "Olecha" przed ziemianką. Ppor. "Olech" siedzi przed grupą, nad nim NN "Lis". Drugi od lewej (w rogatywce) adiutant ppor. "Olecha", Zygmunt Olechnowicz "Zygma", "Grom".
          
Zbrojna walka z sowiecką okupacją na Nowogródczyźnie, której ster, jako ostatni  podjął ppor. Anatol Radziwonik trwała nieprzerwanie od lipca 1944 roku (czyli powtórnego wkroczenia Armii Czerwonej w granice RP) do początku lat pięćdziesiątych. Po faktycznej likwidacji struktur dowodzenia Okręgu Nowogródzkiego AK i ewakuacji części żołnierzy podziemia do Polski centralnej, późnym latem 1945 roku, na terenie Nowogródzkiego pozostało jeszcze wielu konspiratorów. Z dokumentów sowieckich wynika, że w 1945 roku „Olechowi” podlegało co najmniej 800 do 900 ludzi w dawnych powiatach - obwodach Lida i Szczuczyn. Większość z nich była zorganizowana w siatce konspiracyjnej. W lasach operowało stale parę grup liczących od kilku do kilkunastu, a czasami kilkudziesięciu partyzantów. W wyjątkowych sytuacjach, na poważniejsze akcje tworzono większe zgrupowania, mobilizując ludzi z terenowej siatki konspiracyjnej. Należy podkreślić, że jakkolwiek „Olechowa” partyzantka” miała charakter głównie samoobrony ludności Ziemi Lidzkiej, to do końca swego istnienia funkcjonowała w nazewnictwie (i tak też zapisała się w pamięci miejscowych po dziś dzień) jako Armia Krajowa – zupełnie inaczej niż w Polsce centralnej, gdzie mając do czynienia z antykomunistycznym podziemiem, słyszymy nazwy takie jak: AKO, WiN, NZW, KWP.

Komendant Radziwonik podejmując decyzję o pozostaniu na Kresach, postanowił przede wszystkim bronić ludności przed kołchozacją i terrorem bolszewików. Niszczono więc powstające spółdzielnie, odbierano zabójcze dla chłopów kontyngenty nakładane przez lokalne władze, atakowano posterunki milicji i sielsowiety. Tępiono donosicielstwo i agenturę.
Wielokrotnie zastanawiałem się, czy Ci ostatni kresowi partyzanci w istocie wierzyli w wybuch trzeciej wojny światowej. Wojny pomiędzy niedawnymi naszymi  sojusznikami – zachodnimi aliantami, a ZSRS? Czy większość z nich wierzyła w to, że nastanie konflikt powszechny, który przyniesie niepodległość Polsce i zniszczy Sowiety. Tego do końca nie wiem, choć z relacji nielicznych, którzy przeżyli zagładę, wiem  że tak  sądzili. Jestem pewny natomiast, że chłopcy ppor. „Olecha” byli zdeterminowani i gotowi na śmierć w tej nierównej walce z komunistami i wiem że ich sytuacja była zdecydowanie trudniejsza od kolegów „zza kordonu”. O tej szaleńczej wręcz determinacji niech świadczy, jakże powszechny u nich „obyczaj” nie oddawania się żywym w ręce bolszewików. Ostatnią kulę zostawił dla siebie wspomniany już „Kuna”. Dobił się też sierżant Paweł Klikowicz ps. „Irena”, zastępca ppor. Radziwonika .
Gdy 17 maja 1947 roku jego oddział wpadł w zasadzkę w Starodworcach koło Wasiliszek, ranny w obie nogi „Irena”, kierując akcją przebicia się swych chłopców przez linie bolszewików, rozkazał by go nie brać. Konający, miał powiedzieć „dość chłopcy, ze mnie i tak już dziś pożytku nie będzie”.
Tak odchodziła większość z nich. Ranny z brzuch, spróbuje dobić się i Zygmunt. Zostanie jednak odratowany.

Naprzeciw „Olechowców” była cała sowiecka machina przemocy: MWD , tysiące szpicli i donosicieli. Walczyli w terenie mieszanym etnicznie, gdzie dużo łatwiej było zainstalować agenturę. Nie mieli praktycznie żadnej łączności ze strukturami podziemnymi na obszarze  tzw. „Polski Ludowej”, nie wspominając już o kontakcie z Londynem. A jednak na przekór wszystkiemu trwali. Znamy tylko kilkadziesiąt nazwisk i  pseudonimów tych niezłomnych straceńców – żołnierzy Komendanta „Olecha” dowódcy Połączonych Obwodów Nr 49/67.
W okolicach Szczuczyna walczy wraz ze swym oddziałem, wymieniony już, 63 letni sierżant Paweł Klikowicz ps. „Irena” (jednocześnie będący zastępcą „Olecha”). W rejonie Wasiliszek i Wawiórki operowała grupa ppor. Witolda Maleńczyka ps. „Cygan”, bliżej Nowego Dworu i Ostryny „chodził” ze swoimi ludźmi  "Peter", "Francuz". Peter był prawdopodobnie Alzatczykiem. Jeszcze w czasie wojny zdezerterował z armii niemieckiej. Dzięki pomocy miejscowej ludności znalazł schronienie i wstąpił do AK. Pozostał na Kresach i postanowił bronić tych prostych ludzi, którzy wcześniej udzielili mu opieki i pomocy.

"Kresowi Straceńcy" ppor. "Olecha". Drugi rząd od dołu, od lewej: NN, "Zielony", "Zygma", "Olech"; trzeci rząd, drugi z lewej - Witold Wróblewski "Dzięcioł", czwarty rząd, pierwszy z prawej - "Peter"-"Francuz".

Nie chcąc powtarzać ustaleń badaczy historii partyzantki poakowskiej w Lidzkiem, nie mogę jednak się powstrzymać, pominąć i nie wymienić choćby kilku dat i nazw miejscowości, gdzie „Olech” toczył boje z bolszewikami. W końcu, w akcjach tych brał też udział Zygmunt. Myślę również, że warto przywołać te, zapomniane w obecnej Polsce, nazwy lidzkich miejscowości gdzie przez wieki trwała Polska. Polska, która odeszła wraz z ostatnimi partyzantami Komendanta „Olecha”.
Wieś Taboła (sierpień 45’), „Olech” atakuje Sowietów i odbija z ich rąk pojmanych przez nich wcześniej żołnierzy podziemia. Wrzesień tegoż roku, oddział „Olecha” atakuje „sowieciarzy” pod Lidą. Straty nieprzyjaciela wynoszą 3 zabitych. W tym samym miesiącu „Olech” dokonuje wypadu „poza swoje tereny” – pod Iwie. Po ostrzale, bolszewicy wycofują się. "Olechowcy"  pozostają bez strat własnych. W styczniu 46’ „Cygan” likwiduje, niemalże przed drzwiami posterunku milicji w Wasiliszkach funkcjonariusza MGB. W  rocznicę Święta Niepodległości, w dniu 11 listopada 1948 roku zostaje zniszczony pierwszy w Lidzkiem wzorcowy kołchoz im. Stalina, w Kulbaczynie  pod Ostryną. „Peter” niszczy pod Nowy Dworem „nowiutki” kołchoz im. Woroszyłowa. Atakowane są m.in. sielsowiety i kołchozy w Hołdowie i Wielkim Siole.

Planowa kolektywizacja na obszarach przyłączonych do sowieckiego imperium, niespodziewanie rozbija się w Lidzkiem. Skuteczny opór dosłownie grupki ludzi pod wodzą niejakiego „Olecha” wzbudza wściekłość bolszewików i jest nawet przedmiotem narad aktywu na szczeblu obłastii i samego Mińska. Atmosfera staje się nerwowa, kolejni urzędnicy tracą stołki, nie mogąc sprostać zarządzeniom centrali. Budowa kołchozów po prostu nie idzie, plany się walą, a ośmielony lud wspierany przez grupy desperatów z lasu, „z orzełkami na furażerkach”, stawia się coraz mocniej czynownikom.
Tak dłużej być nie może. Grodzieńscy towarzysze dostają wsparcie. W 1948 roku wymieniony zostaje szef MGB z rejonu Wasiliszek. W teren przysyłani zostają „najlepsi z najlepszych” oficerów operacyjnych sowieckich służb. Między innymi Anatolij Andriejew i Michaił Czekułajew. Ten drugi przybywa w grupie 40 absolwentów elitarnej Taszkienckiej Szkoły Wojskowego Kontrwywiadu „Siersz”. Czekułajew trafia do „pracy” na najtrudniejszym z odcinków frontu – do Wasiliszek pod Lidą.
    
Zygmunt Olechnowicz ps. "Zygma" - część 3>
Strona główna>

wtorek, 16 grudnia 2008, gregg71

Polecane wpisy

  • Komendant "Krysia" - część 1

    Por. Jan Borysewicz "Krysia", "Mściciel" i Zgrupowanie „Północ” "Co też sądzisz, co ja powinienem był uczynić wobec dwóch n

  • Komendant "Krysia" - część 2

    W czerwcu 1943 r. z placówki Bieńkiewicze wyruszył w pole zawiązekoddziału partyzanckiego nr 314 dowodzony przez ppor./por. JanaBorysewicza „Krysię”

  • Komendant "Krysia" - część 3

    Po dotarciu do Puszczy Nackiej oddziały Batalionu zajęły sięprzygotowywaniem bazy zimowej. Patrole poszczególnych kompaniirozpoczęły oczyszczanie terenu z band,

Komentarze
Gość: Wojciech klikowicz, *.w90-57.abo.wanadoo.fr
2015/03/01 10:18:21
Witam
Chciałbym sprostować wpis dotyczący sier. Ireny , jego prawdziwe imie i nazwisko brzmi Paweł Klikowicz
z uszanowaniem wnuk sierżanta Ireny
Wojciech Klikowicz
-
2015/03/01 11:07:54
Dziękuję za uwagę :-) Już poprawiłem :-)
Pozdrawiam,
Z wyrazami szacunku,
Grzegorz Makus
-
2016/01/18 21:40:43
straszne czasy a my narzekamy na obecne