Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" - część 1
Ostatnia walka ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” - 6 X 1951 r. w Zbereżu n/Bugiem.

„...Przychodziło mnie nieraz do głowy, że ta Rzeczpospolita zginąć musi. [...] Ludzi nie masz! - myślałem sobie - ludzi nie masz prawdziwie tę ojczyznę miłujących! [...] Aż razu pewnego [...] gdym was w dwa tysiące posłał do ataku na dwadzieścia sześć tysięcy ordy, a wyście na oczywistą śmierć, na pewne jatki lecieli z takim okrzykiem i ochotą, jakoby na wesele, przyszło mi nagle na myśl: „A owi moi żołnierze?” [...] Ci - rzekłem - z czystej miłości dla matki tam giną; ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; [...], z nich utworzę szkołę, w której młode pokolenia uczyć się będą. Ich przykład, ich kompania podziała; przez nich ten naród nieszczęsny się odrodzi...”.
H. Sienkiewicz - „Pan Wołodyjowski”


Część oddziału Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na kwaterze. Stoją od lewej: Eugeniusz Jarecki "Krogulec", Stanisław Pakuła "Krzewina", N.N. "Warszawiak", N.N, Adam Mielniczuk "Fryc", Feliks Prucnal "Grunwald", Leon Taraszkiewicz "Jastrząb". Klęczą od lewej: Ryszard Jakubowski "Kruk", Piotr Popielewicz "Tygrys", Antoni Kowalczyk "Huragan" (zdrajca, rozstrzelany przez "Żelaznego" w 1947 r.). Leżą od lewej: Stanisław Dębiński "Bąk", Zdzisław Kogut (Kogutowski) "Ryś".

Zbliżał się koniec maja 1951 roku. Mijał właśnie szósty rok od czasu gdy Edward Taraszkiewicz „Grot”, „Żelazny” (ur. 1921 r.), rozpoczął nieprzejednaną walkę z komunistycznym okupantem. Swój szlak bojowy rozpoczął w 1945 r., po powrocie z robót u bauera w Niemczech (Kwerfurt k/Halle), gdzie został wysłany wraz z bratem Władysławem (ur. 1922 r.), w oddziale pod dowództwem swojego młodszego brata Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (ur. 1925 r.), gdzie został jego zastępcą i gdzie obaj - urodzeni zagończycy – stali się współtwórcami największych sukcesów bojowych partyzantów Obwodu WiN Włodawa, m.in. opanowania Parczewa, rozbicia PUBP we Włodawie i uwolnienia ok. 100 więźniów oraz bezprecedensowej akcji uprowadzenia rodziny Bolesława Bieruta, którą przeprowadzili wspólnie z oddziałem NSZ Stefana Brzuszka „Boruty”.

Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" z łączniczką Mielniczukówną za Zbójna. 1946 r.

Po śmierci „Jastrzębia” 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu, podczas ataku na grupę ochronno-propagandową, „Żelazny” przejął dowodzenie oddziałem, nie skorzystał z amnestii w lutym 1947 r. i na czele kilkunastu, podobnych jemu straceńców, kontynuował dzieło brata, choć z miesiąca na miesiąc była to walka coraz bardziej beznadziejna i w coraz mniejszym składzie. Walka już tylko o ocalenie honoru i zachowanie prawa do godnej żołnierskiej śmierci, z bronią w ręku, a nie w ubeckich kazamatach.

1943 r. Na robotach w Niemczech, Kwerfurt (niem. Querfurt), na zachód od miasta Halle. Od lewej stoją: N.N., Henryk Wybranowski, Władysław Taraszkiewicz, Edward Taraszkiewicz, N.N., N.N. W tle widoczny zamek w Kwerfurcie (Burg Querfurt).

Obecny widok na zamek w Kwerfurt k/Halle.

Z biegiem lat ginęli kolejno najbardziej oddani przyjaciele, żołnierze i dowódcy. 30 lipca 1947 r. ubecka obława osaczyła i po krótkiej walce zabiła dowódcę bojówki współdziałającej z „Żelaznym” i jednocześnie jego przyjaciela, Józefa Struga „Ordona”. 6 listopada 1948 r. otoczony w kolonii Macoszyn ginie długoletni przyjaciel i współtowarzysz „Żelaznego” z robót w Niemczech, Henryk Wybranowski „Tarzan” wraz z Janem Torbiczem „Łosiem” (brat Stanisława ps. „Kazik”), u którego przebywał na kwaterze. 21 maja 1949 r. w Dąbrówce koło Łęcznej, rozerwał się granatem, otoczony w swoim bunkrze przez UB, przełożony „Żelaznego i dowódca oddziałów partyzanckich lubelskiego Okręgu WiN kpt. Zdzisław Broński „Uskok”. A jeszcze niespełna dwa miesiące wcześniej, osaczeni na kol. Łuszczów w domu swoich współpracowników Zarzyckich, razem ze Stanisławem Kuchcewiczem „Wiktorem” i kpt. „Uskokiem”, w brawurowej walce przebili się przez obławę UB.

Czerwiec 1947 r. Od lewej stoją: Henryk Wybranowski "Tarzan", Edward Taraszkiewicz "Żelazny".

Ale było coraz gorzej... Teren coraz bardziej nasycony był agenturą, społeczeństwo sterroryzowane represjami komunistów, oddziały niepodległościowego podziemia na Lubelszczyźnie praktycznie rozbite. Oprócz patrolu „Żelaznego” pozostawała jeszcze, zapuszczająca się często na teren powiatu włodawskiego, grupa byłego dowódcy patrolu w oddziale kpt. „Uskoka”, Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”.
Mimo tak rozpaczliwej sytuacji, ciągle byli ludzie gotowi ryzykować nawet życie, by pomagać „Żelaznemu” i jego żołnierzom. To dzięki nim mógł przetrwać w terenie aż do października 1951 r. To w ich gospodarstwach zawsze znajdował schronienie i wszelką pomoc. To oni stanowili najbardziej zaufaną grupę, tworząc doskonałą siatkę wywiadowczą, która zawsze na czas informowała o wszelkich zagrożeniach ze strony resortu i ich agentury, a „Żelaznemu” pozwalała ciągle kąsać i bez szwanku wychodzić z opresji. Niestety, wszystko do czasu...

Edward Taraszkiewicz ps. "Grot", "Żelazny"

Kroplą, która przelała czarę okazał się być właśnie koniec maja 1951 r. Przypadek sprawił, że 29 maja 1951 roku, rankiem, spod Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie wyruszył samochód wiozący do powiatu włodawskiego komisję budowlaną Wojewódzkiej Rady Narodowej, w której znajdowali się: przewodniczący komisji WRN Ludwik Czugała (w latach 1945–1950 przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej) oraz pracownicy WRN: Jan Zarosiński, Feliks Stasiak, Stanisław Soboliński, Józef Simbida, Zenon Stachurski i Janina Deneka. W tym samym czasie ppor. „Żelazny” wraz ze swoimi dwoma żołnierzami, Stanisławem Torbiczem „Kazikiem” i Józefem Domańskim „Łukaszem” ruszyli ze swojej kwatery ku szosie Włodawa – Lublin. Ich celem było zatrzymanie pierwszego lepszego samochodu i dokonanie akcji zaopatrzeniowych. Wyprawę przewidywali na cały dzień. Pięćdziesiąt pięć lat temu szosa Włodawa – Lublin nie była najruchliwsza, na samochód można było czekać nawet kilka godzin. Ale oni mieli czas. Dzień był ciepły, wiosna w pełni, leśne kwiaty w pełni rozkwitu...
Z minutowego harmonogramu tamtych wydarzeń, ustalonego na podstawie zeznań świadków, wynika - paradoksalnie - że, Czugałę zgubiło właśnie to, iż na kilka minut zatrzymali się, będąc już w drodze powrotnej do Lublina, aby nazrywać tych przydrożnych kwiatów. Gdyby nie te dziesięć minut, obydwa samochody nie miały szansy spotkać się w tym miejscu, zatem spotkać się w ogóle.
Ale tego dnia, również na teren powiatu włodawskiego, wyruszył samochód osobowy marki skoda, prowadzony przez Jana Zarosińskiego, członka PZPR i TPRR. Jego pasażerem był również członek PZPR Bronisław Kozak, członek Okręgowego Zarządu Bojowników o Wolność i Demokrację. Z kolei samochód marki „Dodge”, który wiózł komisję budowlaną, wczesnym rankiem wyruszył z Lublina, i przez Jabłonną i Praczew dojechał do Opola, gdzie wysiadły dwie osoby. Następnie przez Hołowno dotarli do Kodeńca i Sosnowicy, gdzie oglądali zaniedbany pałac, pod kątem jego przystosowania na siedzibę spółdzielni produkcyjnej. Stamtąd udali się do Włodawy, skąd wyjechali o godzinie 17:00, kierując się do Lublina.

Ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny".

Po przejechaniu około pięciu kilometrów, a więc już w środku włodawskich lasów, jedyna w tym gronie kobieta - Janina Deneka, zwróciła uwagę na istną powódź przydrożnych kwiatów. W odpowiedzi na te zachwyty, Ludwik Czugała kazał zatrzymać samochód. Popłynęły minuty...
W pewnym momencie trzymający się najbliżej szosy kierowca „Dodge'a” dostrzegł wyprzedzający ich samochód marki „Skoda”, w nim za kierownicą znajomego mu Janusza Zarosińskiego oraz siedzącego obok niego pasażera. „Skoda” pojechała dalej nie zatrzymując się, zaś pasażerowie półciężarówki zajęli swoje miejsca i samochód ruszył w dalszą drogę do Lublina.
Po ujechaniu około 10 kilometrów, kierowca „Dodge'a” dostrzegł w lusterku wstecznym dopędzającą ich z dużą szybkością „Skodę”. Samochód wyprzedził ich, ale w momencie gdy różnica odległości pomiędzy obydwoma pojazdami wynosiła ok. 100 metrów, raptownie wytracił szybkość i zatrzymał się w poprzek jezdni. Wyskoczyło z niej dwóch mężczyzn i zaczęli dawać znaki do zatrzymania się.
„Dodge” znieruchomiał w odległości kilku metrów od „Skody”. Jeden z mężczyzn, wyróżniający się spośród pozostałych wzrostem i krępą budową, zbliżył się i donośnie zapytał, kim są pasażerowie. W odpowiedzi usłyszał, że ma przed sobą członków komisji budowlanej. Wówczas mężczyzna odsłonił pistolet maszynowy i głosem nie znoszącym sprzeciwu polecił kierowcy jechać za nimi.
Obydwa pojazdy przebyły niecałe pół kilometra, następnie skręciły i zatrzymały się w lesie niedaleko wsi Dominiczyn (ok. 25 km. od Włodawy). W „Skodzie” nie było już pasażera - Bronisława Kozaka. Po zatrzymaniu samochodu, został on odprowadzony do lasu, gdzie zakneblowano mu usta i przywiązano go do drzewa, po czym „Skoda” odjechała. Kozak po pewnym czasie sam poluzował więzy, uwolnił się, dotarł do pobliskiego sanatorium w Adampolu, a stamtąd zaalarmowano KP MO we Włodawie.

„Żelazny”, który jeszcze na szosie polecił kierowcy „Dodge'a” jechać za „Skodą”, po zatrzymaniu, wydał pasażerom polecenie, aby zeszli z samochodu, a gdy to uczynili, rozkazał im zdjąć płaszcze i położyć je na ziemi. Kiedy to zrobili, po sprawdzeniu dokumentów, zwrócił się do Czugały z pytaniem, czy należy on do partii.
- Nie należę - usłyszeli w odpowiedzi.
- Jak to możliwe - ironicznie zdziwił się jego rozmówca - żeby dyrektor nie należał do partii?
Ludwik Czugała nic na to nie odpowiedział. Wówczas „Żelazny” cofnął się pół kroku, wydobył pistolet i strzelił mu w głowę. Gdy przewodniczący padł na plecy, oddał do niego jeszcze jeden strzał.
Jedyna w tym gronie kobieta Janina Deneka, zaczęła histerycznie krzyczeć.
- Cicho, cicho! Nic, nic! - uciszał ją jeden z napastników. „Żelazny” zwrócił się do któregoś z członków komisji:
- Ile procent normy wyrabiasz?
Ten odpowiedział, że wyrabia siedemset procent normy.
- Gdybyś miał wykształcenie jak ten - „Żelazny” wskazał na zwłoki Czugały - to zrobiłbym to samo tobie. Wam, ciemniakom, daruję, ale ten choć miał wykształcenie, to był wariatem!
Po tych słowach polecił jednemu z kolegów pozbierać płaszcze i wsiadł do „Skody”. Zwłoki Czugały pozostały na miejscu.

Były przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, Ludwik Czugała, zastrzelony przez "Żelaznego" 29 V 1951 r.

Następnie partyzanci odjechali w kierunku wsi Dominiczyn i rozpoczęli rajd po powiecie włodawskim, który na długo pozostał w pamięci komunistów. Tam zlikwidowali sekretarza PPR Stanisława Chudkowskiego, do którego „Żelazny” oddał dwa strzały. Jadąc dalej skręcili w kierunku Woli Werszczyńskiej. Zlikwidowali tam członka PZPR i GRN, a jednocześnie informatora PUBP Włodawa o krypt. „Promień”, Hipolita Tomaszewskiego. Brał on miedzy innymi udział w rozpracowaniu Janiny Korzeniowskiej, współpracownicy „Żelaznego”. Z relacji siostry Tomaszewskiego, wiadomo, że jeszcze w dniu zabójstwa, do swojego agenta wybrał się sam szef włodawskiego PUBP [sic!]. Następnie w Woli Wereszczyńskiej wymierzyli chłostę nauczycielkom Danucie Szulc i Krystynie Litwiniuk, za zbyt aktywne budowanie ustroju komunistycznego w Polsce. We wsi Lejno wykonali wyroki na sołtysie Czesławie Skoczylasie, a we wsi Komarówka na członku PZPR i agencie UB Józefie Kosińskim. Po zastrzeleniu Kosińskiego grupa udała się w kierunku północnym do lasów nadleśnictwa Makoszka. Tam zwolniono komisję oraz szoferów obu samochodów. Droga odwrotu patrolu „Żelaznego” wiodła do Zagłębocza. Tam zaszyli się w stodole u Stanisława Dobrowolskiego, którego stryj Roman Dobrowolski, zamieszkały wówczas w Urszulinie, był najbardziej zaufanym i jednym z ostatnich „kwatermistrzów” grupy ppor. „Żelaznego”, za co po aresztowaniu i procesie został skazany na śmierć i stracony.
Z materiałów zgromadzonych przez Wydział III WUBP w Lublinie wynika, że „Żelazny” strzelał do ludzi, co do których miał uzasadnione przekonanie, że podjęli współpracę władzami bezpieczeństwa lub odgrywają czynną rolę w instalowaniu władz komunistycznych. Świadczy o tym m.in. doniesienie informatora ps. „Komar” - syna zabita Józefa Kosińskiego, w którym podaje on:
„[...] przy zabójstwie Kosińskiego Józefa we wsi Komarówka gm. Wola Wereszczyńska był rozpoznany sam „Żelazny”. Przyczyny rozpoznania nastąpiły na wskutek tego, że Kosiński Józef uprzednio współpracował z bandą „Żelaznego”, a później zmienił swoje zdanie, poszedł na współpracę z grupą operacyjną K.B, przy której byli pracownicy UB, gdy wszedł do mieszkania „Żelazny” zdjął automat z pleców wymierzył do w/w i powiedział giniesz krew za krew za naszego chłopaka Zielińskiego Bogusława. Zieliński został zabity w bunkrze, który wydał w/w.”

Poza tym, o doskonałym rozpoznaniu agentury w terenie niech świadczy fakt, że po śmierci „Żelaznego”, w jego notatniku, przejętym przez UB na kwaterze u Romana Dobrowolskiego, znaleziono listę z 31 nazwiskami osób podejrzewanych o współpracę z aparatem bezpieczeństwa. Po sprawdzeniu w kartotece WUBP w Lublinie okazało się, że spośród nich 14 rzeczywiście figuruje w charakterze informatorów.

Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" - część 2>
sobota, 06 października 2007, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
2007/12/20 03:36:37
Czy ktoś wie gdzie mógłbym zdobyć więcej informacji na temat Antoniego Kowalczyka ps. "Huragan", opisanego w tekście jako zdrajca który poszedł na współpracę z UB?
Każda nawet niewiele znacząca informacja byłaby dla mnie przydatna
Pozdrawiam!
slawek.sienkiewicz@gmail.com
-
Gość: HuGo, *.multimo.gtsenergis.pl
2008/10/09 17:31:57
Bardzo ciekawa strona - opisujaca rzeczy w taki sposob, ze zmienila moj poglad na zolnierzy WiN itp. Dotychczas mialem ich za bohaterow - teraz mam o nich duzo gorsze zdanie - morderstwo 31 z ktorych tylko 17 mialo cos za uszami a reszta ginela niewinnie - to dosc typowa dla Stalina statystyka. Czym WiN roznil sie od tych z ktorymi walczyl?
-
2008/10/09 18:10:11
Może powinieneś więcej poczytać, to by Ci się fakty i liczby nie merdały, i nie oceniał bez wnikania w kontekst historyczny, i... nie wypisywał bzdur. Konkrety gościu... jak nie, to na onet.pl.
-
2008/12/06 20:45:08
Do zykowa:
Ależ oczywiście, że nie zaakceptowałem, bo w przeciwieństwie do wszelkiej maści internetowych śmietnisk, mam ten komfort, panie zykow, że jest to MÓJ blog i to JA decyduję o tym, czy chama na pokoje wpuszczam czy nie... a jak jeszcze cham nie ma nic do powiedzenia, a jedynie - na ile intelektu starcza - bełkocze, wtedy zostaje tam gdzie jego miejsce - w oborze :-)))
-
Gość: bilpool, *.chello.pl
2008/12/25 13:55:36
Nareszcie Ktoś pisze o rzeczach takich jakimi były
a nie takimi jakie nam pokazywali przez 40 lat .....
-
Gość: nikt wazny, *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net
2009/04/11 06:42:18
mowa jest o tym, ze istnial spis 31 podejrzewanych, a nie na ktorych wykonano wyrok. WiN zawsze prowadzil dochodzenie, zanim wykonal wyrok. tak wiec cala wasza dyskusja, panowie, jest bezprzedmiotowa. Wesolych Swiat Wielkanocnych! Chwala Bohaterom!!! Hanba ich ub-eckim mordercom...
dziekujemy za ratowanie honoru Polski i Polakow... dziekujemy za wolna Ojczyzne...
-
2011/02/02 19:13:54
@ Jarek: Szanowny Panie, to nie jest forum dyskusyjne, byś mógł Pan dawać upust własnej grafomanii, połączonej z porażającą wręcz ignorancją. Najpierw trzeba zagłębić się w temat, poświęcić wiele czasu na lekturę przedmiotu, poznać realia epoki i walki w niej antykomunistycznego podziemia, motywy zejścia tych ludzi do podziemia i późniejszych ich działań. Jak już się łaskawie Pan przebije przez ten gąszcz faktografii, to może po tym nie będzie Pan wypisywał truizmów rodem z Wyborczej, bo będzie Pan dokładnie wiedział o co, jak, i w jakich warunkach walczyli oraz jaką spuściznę ta ich walka pozostawiła przyszłym pokoleniom. Proszę sobie zapamiętać, cytowane na koniec, słowa prof. Henryka Elzenberga i już więcej nic tutaj nie pisać, ponieważ nie interesuje mnie żadna dyskusja typu "warto, czy nie warto"... na tym blogu jest tylko jedna opcja - WARTO !!! - w myśl zasady, że walka beznadziejna, walka o sprawę z góry przegraną, bynajmniej nie jest poczynaniem bez sensu. [...] Wartość walki tkwi nie w szansach zwycięstwa sprawy, w imię której się ją podjęło, ale w wartości tej sprawy.
-
Gość: michu, *.adsl.inetia.pl
2011/10/24 09:44:22
Chwała Bohaterom! To są prawdziwi patrioci- tyle lat po wojnie walczyli do swojego końca!
Chwała im i niech ziemia lekką im będzie !
-
Gość: , *.ibd.gtsenergis.pl
2012/04/05 13:51:23
Ten SKURWYSYN zastrzelil BARABASA za NIC.
-
2012/04/05 14:18:46
Zrobiłem wyjątek i wpuściłem ten wulgarny bełkot tylko po to, by udowodnić ci jakie idiotyzmy wypisujesz i pokazać czytelnikom, ile prawdy jest w takich chamskich wpisach anonimowych "znawców". Oto obszerny fragment z Kroniki "Żelaznego" (Edmund Edward Taraszkiewicz Żelazny, TRZY PAMIĘTNIKI, wstęp, redakcja naukowa i opracowanie dokumentów Andrzej T. Filipek, Bożenna Janocińska, WarszawaLublin 2008 - podziemiezbrojne.blox.pl/2008/12/TRZEBA-PRZECZYTAC.html ), który dokładnie opisuje okoliczności śmierci "Barabasza":
"W początkach lipca [1945 r.] otrzymuje bojówka rozkaz udania się do Woli Wereszczyńskiej, by zastrzelić tam dwóch szpiclów, braci Lutomskich, którzy pracowali bardzo aktywnie dla resortu włodawskiego. Mieliśmy rozkaz udać się do Lwa i tam zakwaterować. Lew miał nam w dzień zrobić dokładny wywiad, gdzie śpią ci dwaj Lutomscy . Grot [pierwszy pseudonim Edwarda Taraszkiewicza Żelaznego] i Krogulec udali się do Babska do kolegi Lwa, którego pseuda nie znam i stamtąd Grot wysłał Krogulca na umówiony punkt, gdzie miał przybyć Jastrząb, Vis, Barabas. Przybywszy na umówione miejsce Barabas, który usłyszał, że akcja została odłożona do następnego dnia z braku wywiadu, zaczął wykrzykiwać oburzliwie [tak w dokumencie] a ja to wszystko p..., ja wszystko rzucam i idę do Włodawy, i to już jutro rano. Jastrząb, Vis i Lew zaczęli uspokajać Barabasa, postawili mu specjalnie pół litra wódki, które wspólnie wypili. Barabas jednakowoż i potem nie chciał z planu swego ustąpić, mimo że Jastrząb i Vis przemawiali do niego około dwóch godzin. Jastrząb mówił do niego: O ile chcesz Stefek już koniecznie iść, odmelduj się u kom[endanta] Orlisa . Na to Barabas: Ja komendanta p.... Widząc taki stan rzeczy, znając Barabasa bardzo dobrze i wiedząc o tym dobrze, że Barabas mając słaby charakter, o ile tylko dostanie się do Włodawy, stanie się łatwo narzędziem w rękach żydokomuny. Barabas jako człowiek sztabowy wiedział o wszystkim, postanowił Jastrząb Barabasa rozbroić i oddać do decyzji p. kom[endanta] Orlisa. Do śpiącego Grota i Krogulca przybył Vis, który oświetlił cały stan rzeczy. Grot i Krogulec udali się pod przewodnictwem Jastrzębia do kwatery, gdzie był Barabas celem jego rozbrojenia. Przybywszy na miejsce Grot i Krogulec weszli do mieszkania, gdzie Barabas chodził nerwowo z odbezpieczonym pistoletem w rękach. Grot upatrzywszy odpowiedni moment schwycił go za rękę z pistoletem i rzecze mu łagodnie oddaj bracie broń, na co Barabas: Zginę, ale nie oddam! Zaczął się z Grotem szamotać, powstał bardzo dramatyczny moment, nie wiadomo co by wynikło, gdyby Krogulec nie pociągnął za cyngiel od zaradki, kładąc trupem na miejscu cz.[eść] p.[amięci] Barabasa. Został on tej samej nocy pochowany na pobliskim cmentarzu z oddaniem honoru wojskowego przez oddanie trzykrotnej salwy. Żegnaliśmy cz. p. Barabasa z ciężkim sercem i z łzą w oku, gdyż cz. p. Barabas był jako kolega i żołnierz bardzo szczery i dobry. Cała bojówka w dwa tygodnie później zbudowała mu duży brzozowy krzyż, uwili wianek, obłożyli grób dokoła darniną oraz dano na mszę świętą dla odpuszczenia wszelkich grzechów cz. p. Barabasowi. Schwytanie tych dwóch szpiclów nie doszło przez powyższy wypadek do skutku".
-
2012/04/05 14:19:32
I to byłoby na tyle w kwestii faktów historycznych, więc teraz możesz ten swój epitet z komentarza zastosować do kogoś, kto nawkładał ci tych bredni, do twego durnego łba.
-
Gość: jan2122@wp.pl, *.static.chello.pl
2017/01/04 12:21:28
ZNAM 9 WERSJI SMIERCI "BARABASA",ta jest 10-ta.
Pozdrawiam JAN/z RODZINY "BARABASA"-OBECNIE W KWIDZYNIU.
-
2017/01/04 12:35:58
Tutaj, w odpowiedzi na pański wcześniejszy komentarz, napisałem więcej: podziemiezbrojne.blox.pl/2016/05/Jastrzab-wroci-do-Wlodawy.html#ListaKomentarzy
-
Gość: jan2122@wp.pl, *.static.chello.pl
2017/01/04 13:22:27
STARY TORBICZ UMIERAL NA MOICH REKACH -W SZPITALU WE WLODAWIE-PRZEGADALISMY CALA NOC-RANO UMARL!!
TORBICZE BYLI SASIADAMI BARABASA Z PRZED WOJNY,Z KAZIKIEM RAZEM CHODZILI DO SZKOLY -NA WPROS POZNIEJSZEGO PUB.
I RAZEM Z UCIEKALI PRZEZ DZIURE W PODLODZE W STARYM WAGONIE JAK ICH SOWIETY WIOZLY NA SYBIR.UCIEKLI DO LASU-BO GDZIE MOGLI UCIEC????????????
BYL TO TORBICZ BIELINSKI I TARASZKIEWICZ.TARASZKIEWICZ JAKO NAJSTARSZY/GRANATOWY POLICJANT Z PRZED WOJNY OBJAL DOWUDZTWO-
RESZTA SIE "PRZYKLEILA".BARAS BYL MOIM CHRZESTNYM OJCEM!!!!
CZESC JEGO PAMIECI!!!!
-
2017/01/04 13:47:02
Ja rozumiem, że z wiekiem pamięć nie dopisuje, fakty się mieszają, niemniej nie bardzo rozumiem, że w dzisiejszych czasach, gdy tyle wokół dostępnych naukowych publikacji na rzeczony temat, nie skażonych komunistycznymi kłamstwami, nie wstyd Panu powielać te wszystkie bzdury i kalumnie powstałe w czasach PRL. To, co Pan wypisuje, to jakieś pomieszanie z poplątaniem, więc proponuję zapoznać się z faktami, bo to że Barabasz był Pańskim ojcem chrzestnym nie ma nic wspólnego z tym, że cokolwiek Pan wie na temat, w którym próbuje się poruszać. Po pierwsze, Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa (niem. Polnische Polizei im Generalgouvernement), znana lepiej jako Policja Granatowa (niem. Blaue Polizei) policja komunalna, finansowana przez polskie samorządy (szczątkowe struktury samorządowe, pozostające pod nadzorem niemieckiej administracji cywilnej), podporządkowana lokalnym komendantom niemieckiej policji porządkowej Ordnungspolizei. Nazwa policji pochodzi od granatowego koloru noszonych mundurów. Analogiczne policje istniały we wszystkich okupowanych krajach.
Formalnie została powołana w dniu 17 grudnia 1939 roku na terenie Generalnego Gubernatorstwa na podstawie rozporządzenia Generalnego Gubernatora Hansa Franka, tak więc żaden z braci Taraszkiewiczów nie mógł być jej członkiem przed wojną, pomijając już nawet fakt ich wieku :-)
-
2017/01/04 13:50:50
Po drugie, Edward (najstarszy, ur. 1921), Władysław (ur. 1922) i Leon (ur. 1925) Taraszkiewicze, po powrocie rodziny z Niemiec do Włodawy w 1925 r., zostali posłani do szkół powszechnych (zachowały się ich arkusze ocen w archiwum Państwowego Gimnazjum nr 1 we Włodawie). Edward rozpoczął naukę 1 września 1927 r. w Szkole Powszechnej Nr 2 we Włodawie (klasa I c) i po ukończeniu pięciu jej oddziałów, od roku 1932 kontynuował ją w Publicznej Szkole Powszechnej Nr 1 we Włodawie, którą ukończył 15 czerwca 1935 r. z ogólną oceną za wyniki w nauce dobrą i bardzo dobrą ze sprawowania. Szczególne uzdolnienia, promowane oceną bardzo dobrą, wykazywał z nauki rysunku oraz arytmetyki z geometrią. Dalszą naukę pobierał w Państwowej Koedukacyjnej Szkole Handlowej w Chełmie, gdzie mieszkał na stancji. Władysław ukończył pięcioklasową szkołę powszechną we Włodawie), a następnie uczył się krawiectwa w Siedliszczu [pow. chełmski]. Leon, podobnie jak jego najstarszy brat, uczęszczał do Szkoły Powszechnej Nr 2 we Włodawie, począwszy od roku szkolnego 1931/32. Ukończył pięć jej oddziałów i kontynuował naukę od roku 1936 we włodawskiej Publicznej Szkole Powszechnej Nr 1, która w międzyczasie zmieniła nazwę na Publiczną Szkołę Powszechną Stopnia III Nr 3. W roku szkolnym 1936/37 za wyniki w nauce uzyskał ogólną ocenę - dobrą, a ze sprawowania - bardzo dobrą. Zakończył edukację w 1938 r., a następnie pracował i kształcił się do zawodu masarza w zakładzie włodawskiego rzeźnika Franciszka Dejera.
-
2017/01/04 13:53:40
Po trzecie, Leon Taraszkiewicz, po aresztowaniu wraz z rodziną przez PUBP we Włodawie 18 XII 1944 r., został osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Dnia 13 lutego 1945 r., z rozkazu Wydziału Więziennictwa i Obozów MBP, został z grupą ponad 40 osób wywieziony do obozu NKWD i UB w Błudku - Nowinach koło Suśca. Podczas transportu Leonowi wraz z grupą ok. 10 współwięźniów udało się wyskoczyć z pociągu, jednak kilku z nich eskorta zastrzeliła. Po jakimś czasie dotarł on do Włodawy, gdzie ukrywał się kilka tygodni, a następnie w kwietniu 1945 r. wyruszył w teren powiatu by nawiązać kontakt z podziemiem. Korzystając ze znajomości jeszcze z okresu walki w partyzantce, udało mu się skontaktować z pozostającym w konspiracji por. Klemensem Panasiukiem ps. Orlis, ukrywającym się w domu jego łączniczki Heleny Brzyskiej, w kolonii Olszowo [pow. Włodawa]. Orlis pełnił obowiązki komendanta II rejonu Armii Krajowej do kwietnia 1945 r., kiedy to podporządkował się strukturom Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj. Leon Taraszkiewicz został zaprzysiężony, przyjął pseudonim Jastrząb i jako członek osobistej ochrony por. Orlisa, zaczął się ukrywać wraz z nim i Tadeuszem Bychawskim Sępem. Pod koniec maja 1945 r. od zaprzyjaźnionej rodziny Popielewiczów z Korolówki Leon dowiedział się, że jego siostra jest na wolności i przebywa u swojej chrzestnej matki, więc między innymi z tego powodu udał się do Włodawy. Po rozmowie z siostrą, Leon nawiązał we Włodawie kontakt z trzema szkolnymi kolegami, z którymi potajemnie spotkał się na ul. Mieszczańskiej (obecnie ul. Konopnickiej). Byli to: Jan Ciepałowicz, Stefan Karaczewski i Stefan Bieliński. Będąc przeciwnikami nowej, komunistycznej władzy, dowiedziawszy się, że jest on w partyzantce, wyrazili chęć wstąpienia do oddziału. Zabrali ze sobą zgromadzoną podczas okupacji niemieckiej broń (1 karabin Mauser, 1 kbk rosyjski, 1 rewolwer Nagant, 14 węgierskich granatów zaczepnych) i mundury (polskie i sowieckie), po czym udali się wszyscy do kol. Olszowo, gdzie kwaterował por. K. Panasiuk Orlis. Trzem nowym żołnierzom nadano pseudonimy: Jan Ciepałowicz - Vis, Stefan Karaczewski - Lech, Stefan Bieliński - Barabasz i po zaprzysiężeniu, wraz z Leonem Taraszkiewiczem Jastrzębiem, weszli w skład bojówki rejonowej, której dowódcą został mianowany Tadeusz Bychawski Sęp.
-
2017/01/04 14:03:00
Po czwarte, proszę już sobie dać spokój i zamiast wypisywać bzdury w internecie i zabierać ludziom czas, zabrać się za czytanie książek innych niż np. "Nad Bugiem" Smolaka. Więcej nie wpuszczę tutaj Pańskich komentarzy, ponieważ nic nie wnoszą, są zlepkiem półprawd i fałszu, a poza tym, bez jakiejkolwiek wiedzy merytorycznej, na podstawie tzw. wieści gminnej, obraża Pan ludzi, o których życiu i walce nie ma Pan bladego pojęcia, a jedynie kołacze się po głowie echo 45 lat komunistycznych kłamstw, których nie chce się Panu - czy to z lenistwa, czy też zacietrzewienia, że członek rodziny zginął w niezbyt chwalebnych okolicznościach - zweryfikować. Żegnam.