Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Bitwa w Miodusach Pokrzywnych - 18 sierpień 1945 rok - część 1
Bitwa w Miodusach Pokrzywnych - 18 sierpień 1945 rok

Bitwa w Miodusach Pokrzywnych była, obok bitwy zgrupowania mjr. Mariana Bernaciaka „Orlika” w Lesie Stockim i bitwy połączonych oddziałów podziemia narodowego pod dowództwem mjr. Franciszka Przysiężniaka "Marka", „Ojca Jana” pod Kuryłówką, jedną z trzech największych bitew oddziałów podziemia antykomunistycznego, stoczonych w powojennej Polsce. Bitwa została stoczona 18 sierpnia 1945 r. przez 1 szwadron 5 Brygady Wileńskiej, pod dowództwem por. Zygmunta Błażejewicza „Zygmunta” i oddział ppor. Władysława Łukasiuka „Młota” z oddziałami NKWD, UB i LWP, pacyfikującymi tereny Podlasia. Walka zakończyła się całkowitym zniszczeniem grupy operacyjnej, siejącej do tej pory postrach wśród okolicznej ludności i śmiercią jej dowódcy.

Por. Zygmunt Błażejewicz "Zygmunt", dowódca 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej AK (fot. z lewej - przedwojenna z podchorążówki, z prawej fot. z 1946 r.)

Przed południem 15 sierpnia 1945 r. trzy szwadrony 5 Brygady Wileńskiej i oddział „Młota” wkroczył w zwartej kolumnie do Jabłonny Lackiej, w której właśnie odbywał się odpust. Postanowiono uczcić w ten sposób święto „Cudu nad Wisłą”. Mjr „Łupaszka” był nieobecny, wydaje się, że ogólna komenda nad Brygadą spoczywała w rękach por. „Zygmunta”. Mieszkańcy zgotowali partyzantom serdeczne przyjęcie, na każdym kroku spotykali się z objawami życzliwości, kobiety wręczały kwiaty. Żołnierze wzięli udział we mszy świętej, po której por. „Zygmunt” ze schodów kościoła przemawiał do zebranej ludności. Następnie kadra Brygady została zaproszona wraz z goszczącym w Jabłonnie duchowieństwem na plebanię, na obiad do księdza prałata Fijałkowskiego. Żołnierze wzięli natomiast udział w zabawie, zorganizowanej przez mieszkańców. Tańczono i śpiewano.

Wejście 1 szwadronu 5 Brygady Wileńskiej do Jabłonny Lackiej 15 sierpnia 1945 r.

Podczas obiadu do por. „Zygmunta” zgłosiła się delegacja gospodarzy z siatki terenowej AK-AKO z okolic Ostrożan gm. Drohiczyn. Wspomina on, że ludzie ci „dosłownie błagali o ratunek”. Jak wyjaśnili, na południowych terenach powiatu bielskiego, nad Bugiem, operowała sowiecka ekspedycja karna dowodzona przez mjr. NKWD Wasilija Gribko. Składała sie ona z 4 kompanii strzeleckiej 267 p. strzel. WW NKWD, plutonu 1 pp 1 DP LWP i grupy pracowników UBP w Bielsku Podlaskim. Sowieci mieli ze sobą niejakiego F[...] - dezertera z LWP, który przez krótki okres służył w partyzantce, zapewne „podesłany” przez resort, po czym zbiegł „do swoich”, oraz Mariana L[...], członka konspiracji, załamanego podczas tortur w śledztwie. Korzystając z ich informacji, dokonywali doraźnych represji na wskazanych ludziach z siatki terenowej. Dla „uprawomocnienia” tych działań mieli nawet ze sobą sędziego i prokuratora. Niezależnie od grupy operacyjnej mjr. Gribko, w rejonie Mielnika poszukiwała „bandy Łupaszki” szkoła oficerska 62 Dywizji Strzeleckiej WW NKWD. Ponadto w lecie 1945 r. na teren powiatu bielskiego stale wyjeżdżały grupy operacyjne 267 p. strzel. WW NKWD, 9 pułku KBW i 1 pp 1 DP. Przeczesywały teren, skontrolowały dziesiątki wsi, dokonując aresztowań, werbując agenturę, biorąc zakładników i podejmując doraźne działania represyjne. Grupy 9 pułku KBW penetrowały tereny nadnarwiańskie, m.in. 3-4 sierpnia 1945 r. w rejonie Suraża i 5 sierpnia 1945 r. w rejonie Cisówki. Por. „Zygmunt”, nie znając naturalnie tych wszystkich szczegółów, obiecał delegacji, że „zrobi porządek” z oddziałem mjr. Gribko.

Kościół w Jabłonnie Lackiej, z którego schodów por. "Zygmunt" przemawiał do ludności zgromadzonej na odpuście 15 sierpnia 1945 r.

Nocą 15/16 sierpnia 1945 r. 1 szwadron wraz z oddziałem „Młota” przeprawił się przez Bug na wysokości Drohiczyna. Całość sił znajdujących się pod komendą por. „Zygmunta” liczyła ok. 100 żołnierzy. Na przeprawie doszło do niecodziennego incydentu. Partyzanci zostali ostrzelani z prawego brzegu rzeki przez pojedynczego członka PPR, który zresztą zdołał uciec i skryć się gdzieś w terenie. Pojawienie się 1 szwadronu w powiecie bielskim zostało zasygnalizowane przez agenturę dowództwu NKWD w Bielsku Podlaskim. Przeciw por. „Zygmuntowi” wysłano natychmiast dwa bataliony 267 p. strzel. WW NKWD, kompanię 1 pp LWP, a także dywizyjną szkołę 62 DS NKWD w sile 142 żołnierzy, skierowaną spod Mielnika.
Tymczasem oddziały por. „Zygmunta” i ppor. „Młota przesunęły się na północny zachód (teren gminy Ciechanowiec). Pierwszy nocleg wypadł im we wsi Arbasy, gdzie ujęto i rozstrzelano koniokrada. Po dwóch dniach, w nocy 17/18 sierpnia 1945 r. oddziały stanęły na kwaterach we wsi Miodusy Pokrzywne. Na wschodnim skraju wsi, od strony majątku Ostrożany, zakwaterowana została grupa ppor. „Młota”, 1 szwadron zaś zajął resztę wioski. Około godz. 14:00, gdy miejscowe gospodynie kończyły przygotowywać posiłek dla partyzantów, do kwatery por. „Zygmunta” wpadł podoficer z oddziału „Młota”, meldując, że od strony Ostrożan zbliża się oddział przeciwnika. Zarządzono alarm, por. „Zygmunt” z partyzantami 1 szwadronu ruszył do wschodniej części wsi.
W tym momencie zerwała się gwałtowna ulewa. Po chwili od strony stanowisk ppor. „Młota”, gdzie na ubezpieczeniu stała drużyna kpr. Władysława Poryckiego „Wilka-1”, padły pierwsze strzały, zaraz potem rozpętała się gwałtowna wymiana ognia. Okazało się, że znaczna część grupy operacyjnej schroniła się przed deszczem w pierwszej wielkiej stodole na skraju wioski, gdzie zetknęła się z żołnierzami „Młota”. Około 25 żołnierzy grupy operacyjnej zdążyło zająć stanowiska w przydrożnym rowie na skraju wsi, reszta przyjęła obronę w owej stodole i jej bezpośrednim otoczeniu. Dalszy przebieg boju przedstawia relacja por. „Zygmunta”:

"Wybiegliśmy w ośmiu z naszej kwatery, dążąc do tej stodoły. Nie mieliśmy pojęcia, że jest napchana wojskiem. W prawo od stodoły stały chlewy, za którymi odbywała się niewidoczna dla nas walka, którą dowodził "Wiktor". Z rowu i poprzez dziury w stodole walił do nas nieprzyjaciel. Koło nas znalazł się ppor. "Młot" [...]. Ze stodoły, o kilkadziesiąt kroków od nas, wyskoczyło kilku żołnierzy - zginęli natychmiast. Zza rogu wychylił się bokiem jeden, rzucając granat, który wybuchł nie czyniąc nam szkody. Gdy chciał rzucić drugi, posłałem seryjkę z PPS. Granat wybuchł na miejscu, przy rzucającym. Ryknąłem – "Konar, rakietę w stodołę!". Natychmiast stanęła w płomieniach. W środku ginęli ludzie. Przez wrota wypadł, ppor. Piwowarski (słynny z "badań" w więzieniu). Mundur palił się na nim i dymił. Nie bardzo przytomny, gasił rękoma. Posłałem serię. Upadł bez ruchu. Stanęliśmy za chlewami. Stodoła nie była już groźna. Po chwili z rowu zaczęły do nas bić dwa "Dziekciary" (erkaemy Diegtariewa). "Konar", "Krystyna" i ja przywarliśmy do ziemi. "Młot", "Żwirko", dowódca 1 plutonu "Kruk", "Wacek" i pięciu naszych zalegli w płytkich dołkach. Nagle przed nami na równy teren, wybiegło dwóch od "Młota" z erkaemem, zajmując stanowisko obok glinianek (doskonała ochrona!). Nie zdążyli wystrzelić, jeden z "Dziekciarów" wykończył obydwóch. Z chlewa na nasze trzy głowy, sypały się drzazgi. Seria szła coraz niżej. No, kąt pochylenia przeszkodził w "dokończeniu zadania". Ryknąłem do tych z dołków – "Na obejście!". Zupełnie się nie kryjąc (były możliwości dojścia do glinianek) sierż. "Kruk" i "Wacek" wybiegli na odkryty teren i padli o 10-15 metrów od erkaemistów "Młota". "Kruk" drgnął jeszcze, celna seria z rowu dobiła go. Skoczył "Żwirko" i "Puchacz", kilkoma seriami z glinianek uspokoili najbliższy, zabójczy erkaem [...]. Drugi uciekł wraz z załogą. Dostali od strony "Wiktora". Z rowu wyskoczyli dwaj cywile w kapeluszach (prokurator i sędzia), biegnąc do pola z owsem. Jeden padł natychmiast, drugi grzał dalej z czarną teczką w ręku. Chwyciłem od "Stasia" (ciężko ranny później) austriacki kb. Mój PPS nie donosił. Wystrzeliłem raz. Sędzia do owsa nie dobiegł. Od "Wiktora" zaczęto wołać – "Nie strzelajcie! Walicie do nas." – to strzelała reszta z rowu. Odpowiedzieliśmy, że to nie my. Walka trwała dalej. Stanąłem tuż przy zaczynającym się palić drzewie, okryty gałązkami gęstego drzewa. W Tym momencie huknął strzał. Gałązka nad skronią spadła ścięta kulą, zrobiło mi się zimno. Później gorąco. To była kula dla mnie. Wola boska. Ten sam snajper z lornetką położył w czasie wali trzech moich żołnierzy strzałami w czoło! "Dziadźkę –Orkana", erkaemistę "Gołębia" i "Pikusia" na kartoflisku. Chlewy płonęły wraz ze stodołą jak stos. Kryjąc się za zabudowaniami, ruszyłem wraz z "Konarem" i "Krysią" na kartoflisko – pole walki "Wiktora". Za nami posuwał się "Młot" [...] Stanęliśmy za chatą oglądając pole walki. W tym momencie czapka leżącego w kartoflach "Pikusia" podskoczyła w górę. "To w łeb" – powiedział spokojnie "Młot" [...] Wróg dalej ostrzeliwał przez drogę, "pilnowany" z glinianek przez "Żwirkę" i "Puchacza". Koło palącej się chaty, po tej stronie drogi, ciężko ranny "Harłapan" z okrzykiem- "Nie dajcie się chłopcy" – dostrzelił się z pistoletu. Zaciągnąłem drużynę i omijając palące się zabudowania zająłem stanowisko w rowach koło "Żwirki" i "Puchacza". Gospodarze dzielnie walczyli z ogniem, lokalizując pożar – około jedna trzecia wsi spłonęła.
Nieprzyjaciel – piętnastu, po wystrzelaniu amunicji, podnosił ręce do góry. Rzucali broń i wyszli z rowu na naszą stronę drogi. "Żwirko" z "Puchaczem" podeszli do plutonowego o bolszewickiej mordzie. Ktoś krzyknął – "uwaga na granat!". Plutonowy rzucił ogromny granat pomiędzy nich. Przywarliśmy wszyscy do ziemi. Granat wybuchł nie czyniąc nikomu szkody. Bolszewik zmarł natychmiast. Podbiegł do nas młody kapral "Ja wasz, ja z wami!"
– Przejęty śmiercią najlepszych żołnierzy, którzy jeszcze leżeli koło nas, nie domyśliłem się, że to zdrajca Fijałkowski. I tak wszyscy zginęli – piętnastu. Razem 61 nieprzyjaciół. Uratował się tylko konny goniec majora Gribko [...]."


1 szwadron na postoju w Puszczy Białowieskiej. Stoi 9 z lewej por. "Zygmunt" (maj 1945 r.)

Bitwa w Miodusach Pokrzywnych - część 2>
poniedziałek, 31 lipca 2006, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
2011/03/04 22:58:56
Używam wobec tych wspaniałych ludzi,bohaterów Polski,określenia ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI.Nie jestem pierwszy ,który tak pisze.Kto ich wyklinał?Zydo-komuna.Dlaczego mamy za nimi to powtarzać?Byli dla mnie wzorem od najmłodszych lat dzieciństwa.Później gdy poznałem niektórych z nich moja wiara w to co robili umocniła się.Przyznaje,ze to wciąż ciąży na mojej psychice.Chciałem pójść ICH śladem, nie udało się.Dlaczego uległem propagandzie kororskiej,ze polska rewolucja nie wybiła nawet jednej szyby.Nie omeg tego zrozumieć .To jest skaza na moim sumieniu.Zrobiłem mnie,niż moglem zrobić.