Zapomniani Bohaterowie

Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak" (1923-1946) - część 2
W połowie 1943 r. J. Zadzierski pod nowym pseudonimem "Wołyniak" rozpoczyna partyzancką działalność w OP-44 "Ojca Jana". Był to jeden z największych i najlepiej zorganizowanych oddziałów NOW, przez który przewinęło się blisko 3.000 ludzi. Przy oddziale istniała podchorążówka i szkoła oficerska.

mjr Franciszek Przysiężniak "Ojciec Jan"

Oddział ten ma na swoim koncie wiele sukcesów w walce z niemieckim okupantem, ale też co najmniej jedną dotkliwą porażkę. Było to w okresie Bożego Narodzenia '43, kiedy to jeden jedyny raz zatrzymano się na kilkudniowe kwaterowanie w śródleśnej wsi Graba, około 15 km na południe od Janowa Lubelskiego. 27 grudnia przyjechał tu ks. kapelan Franciszek Lądowicz; szykowano właśnie ołtarz, gdyż tego dnia miał się odbyć ślub dowódcy Fr. Przysiężniaka z Janiną Oleszkiewicz. Miała być wielka feta, tymczasem niespodziewanie na skraju wioski zagdakał erkaem, zaraz potem odezwały się cekaemy, zaświtały pistolety maszynowe, rwały się granaty. Do wsi weszły tyraliery niemieckie. Zaskoczeni partyzanci mieli odciętą drogę do lasu. "Wołyniak" w tym czasie czyścił swój rkm. Usłyszawszy strzały, w mig złożył karabin i wyskoczywszy boso na dwór, jął prażyć Niemców. Dzięki jego brawurze ocalało szefostwo oddziału, ale poległo kilkanaście innych osób. Oddział poniósł klęskę. "Wołyniak" i kilku innych żołnierzy opuściło wtedy oddział, obarczając kierownictwo winą za niefrasobliwość.

Miesiące partyzanckiej doli dzielił z "Wołyniakiem" zamieszkały obecnie w USA Józef Zawitkowski, który pół wieku później tak scharakteryzował kolegę:
"Był jednym z najstarszych stażem partyzantów u Ojca Jana . Nadzwyczaj odważny, ryzykant, nie znający lęku ochotnik na każdą akcję. Ulubioną jego bronią było parabelum szturmowe z długą lufą. Każdą broń potrafił w kilka minut rozłożyć i złożyć z zawiązanymi oczyma! Nigdy nie zawiódł, zawsze można było na niego liczyć."
Natomiast jeden z przełożonych, major Emil Kubler wspomina:
"Od pierwszego wejrzenia "Wołyniak" zaimponował mi swoją dziarską postawą i zachowaniem. Z takimi zapaleńcami – pomyślałem - dobrze mi będzie wojować w warunkach partyzanckich, oni nie zawiodą."
Za swe nieraz krwawe, ale udane akcje, otrzymał od swych przełożonych z NOW nie tylko przydomek "zuchwałego zagończyka", ale też należne mu odznaczenia i awanse do kapitana włącznie (rozkazem d-cy okręgu "Groma").

Po odejściu od "Ojca Jana" zawiązał własny, nieliczny bo 30-osobowy oddział, który operował głównie w północnej Rzeszowszczyźnie i w Lasach Janowskich.
Od początku 1944 roku przeprowadził wiele akcji przeciw administracji ukraińskiej oraz współpracującym z Niemcami służbom i pomocniczym oddziałom ukraińskim. Zlikwidował m.in. ukraińsko – niemieckie posterunki w Potoku, Kuryłówce, Cieplicach, Obszy. Walczył na Zasaniu z Niemcami, razem z sowiecka dywizją partyzancką im. Sidora Kowpaka. Dzięki likwidowaniu przez niego niemieckich grup kontyngentowych Niemcy na Zasaniu zaprzestali rekwirowania żywności we wsiach. Wiosną 1944 r. walczył z grupami UPA, jego oddział chronił ludność polska na Zasaniu przed napadami ukraińskimi. W lipcu 1944 przeprowadził wojska sowieckie przez San i umożliwił im zajęcie Leżajska bez żadnych walk i strat.

Pod koniec lipca 44 r., kiedy to władzę poczęli przejmować komuniści, dowództwo konspiracyjne Armii Krajowej podjęło tyleż przebiegłą, co ryzykowną decyzję wprowadzania swoich ludzi do władzy. Tym sposobem "Wołyniak" (oczywiście ze sfałszowanymi dokumentami i spreparowanym życiorysem) został komendantem nowo utworzonej Milicji Obywatelskiej w Leżajsku. Podobny fortel udał się jeszcze w Kulnie, Kuryłówce i paru innych miejscowościach. Jednak po około trzech miesiącach NKWD rozszyfrowało "konie trojańskie", zaczęły się aresztowania, katorżnicze śledztwa, wreszcie wywózki na Sybir.
Wagon, którym ich wieziono w listopadzie 44 roku był typowy dla tego typu transportów : towarowy (bydlęcy), z zaryglowanymi drzwiami i okratowanymi kolczastym drutem okienkami. "Wołyniak" jednak nie był by sobą, gdyby pogodził się z wyrokiem. W wagonie przebywał tylko tyle czasu, ile potrzeba było na wydłubanie w podłodze dziury. Co prawda nie straszne mu było obcowanie ze śmiercią, ale do głowy mu nie przyszła myśl, że ryzykując tę ucieczkę, mógł zginąć pod kołami pociągu. Wraz kilkoma towarzyszami zsunął się pod podłogę wagonu, chwila koncentracji i zwolnienie uścisku rąk ... Zwinięci w kłębek, toczyli się jeszcze kilkadziesiąt metrów po torach, po czym podnieśli się cali obolali, ale szczęśliwi, że uszli niewoli.
„Wołyniak” odpoczął w krzakach oczekując na zmrok. W myślach usiłował ustalić, gdzie jest i w jaką stronę się udać. Mniemał - słusznie, jak się potem okazało - że jest w okolicy Lubaczowa. Stąd ruszył w kierunku Niska, gdzie w niedalekim Zarzeczu szefem placówki AK był kolega z lasu, Józef Zawitkowski. "W pół wieku po tym wydarzeniu - wspomina Zawitkowski - mam w pamięci żywy obraz "Wołyniaka", który się u mnie zameldował po ucieczce z transportu na Sybir. Potłuczony, posiniaczony, cały w ranach, na łokciach i kolanach zdarta skóra... wierzyć się nie chciało, że w takim stanie zdołał przejść kilkadziesiąt kilometrów".
W Zarzeczu został opatrzony. nakarmiony, ale nie przystał na propozycję, by odpocząć choć kilka dni. Śpieszno mu było do Leżajska, a na drogę poprosił o nagan, naboje i granaty. Odnalazł UB-ków i NKWD-zistów, którzy go niedawno aresztowali i co do jednego zlikwidował!
Odtąd był nieprzejednanym wrogiem komunistów, Ukraińców z band UPA i tych wszystkich, którzy im sprzyjali. Jeszcze raz zorganizował oddział, tym razem pod auspicjami NZW. Liczył on ok. 150 ludzi i wsławił się wieloma akcjami przeciw UB, MO, KBW, PPR, UPA i NKWD na terenie Rzeszowszczyzny i południa Lubelskiego.


Ożanna, uroczystości z okazji święta 3 Maja 1945 r., na cztery dni przed bitwą z NKWD pod Kuryłówką. Przed oddziałami partyzantów NZW, stoją ich dowódcy, w kolejności (od prawej): kpt. Józef Zadzierski "Wołyniak", por. Stanisław Pelczar "Majka", Bronisław Gliniak "Radwan".

Dzięki jego dowództwu 19 marca 1945 r. polskie oddziały partyzanckie rozbiły idący z ukraińskiego Kulna, ukraińsko – sowiecki napad na polską Kuryłówkę, a 7 maja rozgromiły pod Kuryłówką ekspedycję karną NKWD, zabijając ponad 70 żołnierzy tej formacji. W Leżajskiem i na Zasaniu zwalczał antypolskie podziemie Ukraińców, pacyfikował wsie wspierające UPA, m.in. Dobrą, Wołczaste, Dobczę, Dąbrowice, Rudkę. W odwecie za napady oddziału UPA dowodzonego przez Iwana Szpontaka „Żeleźniaka” dokonał 17 IV 1945 r. wraz z innymi oddziałami NZW krwawej pacyfikacji ukraińskiej wsi Piskorowice. W 1945 i 1946 r. jego ludzie zniszczyli posterunki milicji m.in. w Giedlarowej, Jarocinie, Frampolu, Potoku Górnym, Tarnogrodzie. Toczył także potyczki z tropiącymi go na Zasaniu grupami operacyjnymi KBW. Legenda "Wołyniaka" na tych obszarach była tak wielka, że niemal wszystkie akcje były jemu przypisywane. Propagandziści PRL nie omieszkali tego wykorzystać dopisując na jego rachunek także niecne występki zwykłych bandytów, szabrowników i "koguciarzy".

Legendy jednak przeważnie krótko żyją. Po kolejnych pacyfikacjach terenu oraz akcjach UB i KBW liczebność jego oddziału spadła z ponad dwustu do kilkunastu partyzantów pod koniec 1946 r. W nocy z 11 na 12 listopada 1946 r. podczas potyczki w rejonie Tarnawca zostal ranny w rękę. Nie mógł poddać się regularnemu leczeniu, bo to groziło dekonspiracją i aresztowaniem. Niebawem rozwinęła się gangrena. Nie widząc wyjścia z sytuacji, nocą z 28 na 29 grudnia 1946 r. we wsi Szegdy popełnił samobójstwo.
Pochowano go konspiracyjnie na miejscowym cmentarzu, ale nawet po śmierci nie zaznał spokoju. UB węszyło za jego grobem, więc koledzy przenieśli jego ciało w inne miejsce cmentarza w Szegdach. Szykanowano ks. Węgłowskiego, który uczestniczył w pogrzebie. Dopiero 30 lat później na jego mogile pojawił się metalowy krzyż z tabliczką "Naród swemu Obrońcy", ale tylko nieliczni wtajemniczeni wiedzieli czyje szczątki kryje ten grób. I aż prawie pół wieku trzeba było, aby o bohaterze mówić z imienia i nazwiska, a miejsce jego wiecznego spoczynku by zostało godnie uhonorowane.
Kpt. Józef Zadzierski wzorowo spełnił swój żołnierski i obywatelski obowiązek. Był i jest wzorem polskiego oficera, wiernego syna narodu.

Pomnik nagrobny kpt. Józefa Zadzierskiego "Wołyniaka" w Tarnawcu k/Leżajska.


Tablica nagrobna na pomniku kpt. Józefa Zadzierskiego. Cmentarz w Tarnawcu.

Część 1 >
Strona główna - wprowadzenie >

Opracowano na podstawie:
Józef Łukasiewicz, Sybir w pół drogi. Wspomnienie o kpt. Józefie Zadzierskim "Wołyniaku", "Janowski Kurier Związkowy" nr 1 (43) luty 2000
Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944 - 1956. Słownik Biograficzny, tom. II,
wyd.: Instytut Pamięci Narodowej. Kraków-Warszawa-Wrocław 2004

czwartek, 18 maja 2006, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/11/11 19:14:57
wielki człowiek (szacunek )
-
Gość: , *.telpol.net.pl
2009/02/27 07:31:41
Człowiek o niespotykanej odwadze. Mój dziadek walczył u jego boku. Dzięki temu człowiekowi nie spalono wsi Rudka. Dzięki temu żyję ja. Męstwo, brawura, odwaga, Bóg, Honor, Ojczyzna - to wszystko zawierał w sobie Kpt. Józef Zadzierski - Wołyniak
Halka76
-
Gość: krisbrinck boston, 92.27.252.*
2009/05/18 16:04:03
Śtp.Kpt. Józef Zadzierski - Wołyniak, to wielki Polak dziękujemy za ten heroizm BÓG z TOBĄ na wieki.
-
Gość: Pamularz, *.chello.pl
2010/02/28 14:17:37
Wszystko pięknie, ale niestety, nie chodzi o Zarzecze koło Niska, ale to koło Jarosławia (zob. D. Garbacz, Żołnierze "Wołyniaka", Stalowa Wola 1999, s. 76).
Pozdrawiam!
-
Gość: Autsajder, *.centertel.pl
2011/01/03 01:15:36
POTRZEBUJĘ JAKNAJPILNIEJSZEGO KONTAKTU DO PANA JÓZEFA ZAWITKOWSKIEGO ( z USA ) LUB INNYCH ŻOŁNIERZY ODDZIAŁU FRANCISZKA PRZYSIĘŻNIAKA - " OJCA JANA " !!! Chodzi o potwierdzenie lub zaprzeczenie udziału tego oddziału w brawurowej akcji likwidacji bandy pospolitych przestępców w Zdziłowicach, rabujących okoliczne wioski w powiecie janowskim ( Janow Lubelski )... Banada nazywana była " Bandą Mazura " (nazwisko, nie pseudonim )... Czy ktoś ma jakiekolwiek informacje na temat tej akcji?
Mój e-mail : knightritter@wp.pl
-
Gość: Uchopsa, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/19 11:01:33
Prawdziwy patriota.
-
Gość: nacjonale, *.adsl.inetia.pl
2011/04/11 21:50:17
dzielny człowiek. Walczył dla kraju bo naprawde zależało mu na ojczyźnie. Szacunek dla wołyniaka
-
Gość: Ataman, *.static.optonline.net
2011/10/19 17:19:42
W Szegdach nie ma cmentarza, to pomylka.
"Wolyniak" zostal pochowany w Tarnawcu k/ Lezajska.
Pochowal Go "Wierzba" - Michal Krupa, "Garbaty" - Adam Kusz i organista z Tarnawca
-
Gość: amstaf358@wp.pl, *.centertel.pl
2013/01/12 00:00:54
Widać że to Był wielki KOZAK....
-
Gość: , 195.116.41.*
2013/11/02 17:29:36
Wieczna pamięć ludziom honoru. Wieczny szacunek i wdzięczność "Wołyniakowi".
-
Gość: Piast_US, *.washdc.fios.verizon.net
2017/01/16 20:35:06
Na pytanie osoby pytajacej o Bande Mazura chcialbym poinformowac, ze Jozef Zawitkowski, ps. "Wierny" nie ma zadnych informacji do przekazania na ten temat bo byl w tym czasie w II polskiej armii. "Wolyniak" kiedy popelnil samobojstwo mial narzyczona o nazwisku Swietoniowska.

Ja osobiscie poznalem ok 1972 r Ojca Jana jego zone i corke kiedy bylem w ich domu na obiedzie. Pamietam kiedy wyszlismy na maly spacer z Ojcem Janem ktory mial problem z chodzenim bo pracowal w z imnym pomieszczeniu o cementowych posadzkach w przetworni miesa bo jak mowil tylko na taka prace mogl dostac zezwolenie od wladz. Ojca Jana poznalem pierwszy raz w latach 1960 tych jako chlopiec jak rowniez porucznika Stanislawa Pelczera, ps "Majka" (na zdjeciu z Wolyniakiem) i Stanislawa Barana o ps "Kosiba". Pelczera przejechal samochod ciezarowy ktory czychal na niego przez kilka dni w poblizu zakladu pracy gdy przechodzil ulica. Typowy zamach UB w tamtych latach na bylych AKwcow.

Przy okazji chcialbym wspomniec tutaj rowniez Majora Antoniego Choroceja ps. "Pomian" z Wilna rodem, ktory ukonczyl szkole podoficerska dla maloletnich (15 latkow) w Nisku. Wojna zastala go w kieleckim. Byl miedzyinnymi inspektorem odpowiedzialnym za zrzuty sprzetu z Angli, and szefem obwodu Jaroslaw, mieszkal na Zarzeczu. Po wojnie przebywal z Ojcem Janem w roznych wiezieniach wiezieniach w tym w Strzelecach Opolskich, Wronkach, Rawicza i Lublinie na zamku.
Nowinski Staszek Baran Swiontoniowska
-
Gość: szczypiorek, *.ennet.pl
2017/08/22 19:32:07
Co do okoliczności śmierci Stanisława Pelczara - "Majki" - to w książce "Bitwy Wyklętych" autor Szymon Nowak na str. 139 podaje, że szykanowany i inwigilowany a dodatkowo zwolniony z pracy popełnił samobójstwo skacząc z okna swojego mieszkania na 4p. w Prudniku w maju 1970r.