Zapomniani Bohaterowie

Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
PARTYZANTKA KIELECCZYZNY
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
SRH ''Błyskawica''
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów




Najlepszy Polski Bloger - FREE YOUR MIND
www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
Geralt.blox.pl
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Polis2008
PAWEL ''FREEBIRD'' MICHALISZYN
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
Blog > Komentarze do wpisu
Mjr Franciszek Jerzy Jaskulski "Zagon", "Zagończyk" (1913 – 1947) - część 2

Akcje bojowe

Od początku działalności w Radomskiem "Zagończyk" podjął walkę o odbicie "terenu" z rąk komunistów. Powstańcy przede wszystkim odbijali uwięzionych kolegów - rozbijali więzienia i posterunki MO/UB, niektóre kilkakrotnie.

Z większych akcji wspomnieć trzeba o przeprowadzonym 13 stycznia 1946 r. najeździe na Pionki. Atak na czele 100-osobowego oddziału poprowadził osobiście Jaskulski, opanowano posterunek MO, rozbrojono Straż Fabryczną przy pionkowskiej wytwórni prochu, a przy okazji zdobyto 3 cekaemy, 6 pistoletów maszynowych, granaty i amunicję.

18 lutego oddziały "Zagończyka" stoczyły bitwę w Laskach i Ponikwie z obławą oddziałów NKWD wzmocnionych przez sowieciarzy z MO i UB. Trudno powiedzieć, czy mieli świadomość, iż walczą na tym samym miejscu, gdzie kiedyś walczyli żołnierze Piłsudskiego, a sam Komendant właśnie pod Laskami został ranny. Walczyli - jakby wiedzieli, obława NKWD została nieźle podziurawiona i z niczym powróciła do baz.

10 kwietnia 1946 r. żołnierze "Zagończyka" po raz drugi opanowali Pionki. Poszukiwali "zasłużonych" UB-owców z Kielc i Częstochowy, którzy jednak już wcześniej wyjechali z miasta. Partyzanci zaimprowizowali wiec antykomunistyczny i po 4 godzinach wyjechali.

16 maja "Zagończycy" wjechali do Zwolenia, opanowali posterunek MO, dokonali też akcji ekspropriacyjnej w Spółdzielni Rolniczo-Handlowej.

22 maja miała miejsce jedna z większych akcji "Zagończyka". W tym czasie wracają już sowieckie oddziały z frontu, po drodze zachowują się jak w kraju podbitym - rabując, a czasem nawet podpalając polskie miasta. 22 maja na ich trasie znalazł się Zwoleń. Określenie "pogrom" ludności nie będzie tu przesadzone. Ktoś jednak zdołał zawiadomić partyzantów, którzy przegonili (bądź tylko: dogonili) Rosjan i odbili zrabowane mienie. Podobne akcje powtarzają się w tym okresie kilkakrotnie.

15 czerwca dochodzi do bitwy oddziałów "Zagończyka" z kolejnymi oddziałami NKWD wracającymi z frontu. Rosjanie znowu napadli na Zwoleń, akcja była jeszcze bardziej brutalna, były przypadki gwałtów i rabunków, spalono kilka domów. Wezwani przez mieszkańców partyzanci pobili czerwonoarmistów, padło co najmniej 35 zabitych (dane z uzasadnienia wyroku). Okoliczności tej akcji nie są jednak do końca jasne. Według jednej z wersji partyzanci szykowali w tym czasie atak na Kozienice, a na oddziały sowieckie wpadli przypadkiem w Zwoleniu czy nawet już za miasteczkiem. (Pozwoliło to mówić komunistom o "zasadzce"- jakby Rosjanie wiedzieli o zbliżających się partyzantach!). Według innej wersji "zagończycy" pod wpływem próśb mieszkańców Zwolenia o ratunek przerwali planowaną akcję i uderzyli na enkawudzistów. Rosjan uratowały oddziały sowieckich "pograniczników" (z osławionej "zbiorczej dywizji" NKWD) i "polskiego" UB/MO z Radomia. Prócz Zwolenia Sowieci napadli i obrabowali w tamtych dniach kilka sąsiednich miejscowości - partyzantom kilkakrotnie się udało odbijać ukradzione przez nich konie. Warto w tym miejscu zauważyć, iż prowokacja kielecka zwana poprawnie "pogromem" (4 lipca 1946 r.) mogła mieć nie tylko polityczny, międzynarodowy wymiar. Oczywiście kolejne próby wywołania zajść antyżydowskich (Kraków, Rzeszów) dowodzą, jak bardzo komunistom zależało na przedstawianiu Polski jako kraju antysemickiego, w którym tylko obecność "sowieciarzy" może zapewnić spokój. Ale konkretnie w lipcu 1946 r. chodziło także o odwrócenie uwagi od prawdziwych pogromów dokonywanych na polskiej ludności przez Rosjan, ale także przez "polskich" ubowców, wśród których było wielu Żydów.

Żołnierze „Zagończyka” po ujawnieniu się we wrześniu 1946 r. w Radomiu. Stoją od lewej: Kazimierz Borkowski „Szatyn„, Zygmunt Załęcki. W środku siedzi NN „Tarzan”, z prawej Roman Pogodziński

Nie powiodła się natomiast próba opanowania Kozienic. Była to jedna z najpoważniejszych akcji podziemia antykomunistycznego w regionie radomskim.
14 czerwca 1946 r. żołnierze WiN przeprowadzili koncentrację w Gzowicach. Atakowali przejeżdżające samochody wojskowe, którymi zamierzali potem jechać do Zwolenia i Kozienic. Pierwsza faza operacji była udana. "Zagończyk" opanował centralę telefoniczną MO w Zwoleniu, aby odciąć łączność z Kozienicami. Niestety, wojska sowieckie urządziły zasadzkę na partyzantów koło miejscowości Błotne Górne. Po ciężkich walkach oddział wycofał się do lasu.

Żołnierze Franciszka Jaskulskiego opracowali również i realizowali plany eliminowania funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Zabili m.in. kpt. Dymitra Bakuna, dowódcę Komendy Powiatowej MO w Kielcach. Nawet poruszanie się w sporej obstawie nie uchroniło ubeckich siepaczy przed kulami partyzantów WiN. 18 lipca 1946 roku miała miejsce jedna z najbardziej spektakularnych akcji zgrupowania "Zagończyka". Oddział Tadeusza Zielińskiego, ps. "Igła", zorganizował zasadzkę na konwój, w którym jechał płk UB Alfred Wnukowski, szef aparatu bezpieczeństwa w Rzeszowie, jeden z bardziej znanych wówczas oprawców. W okolicach Modrzejowic, na trasie Radom - Iłża, Wnukowski wpadł w ręce żołnierzy "Igły", został zastrzelony; zginęła również jego żona Irena Sztejnach. Ta właśnie akcja była koronnym argumentem radomskiego SLD przeciwko postawieniu pomnika żołnierzy WiN w Radomiu. Postkomuniści twierdzą bowiem, że partyzanci dokonali wtedy egzekucji na bezbronnej kobiecie, która była w ciąży. Z relacji uczestników akcji wynika natomiast, że Irena Sztejnach była uzbrojona. Kamień ku czci Wnukowskiego znajduje się nadal w miejscu zorganizowania zasadzki.

Niestety, w tym samym czasie, gdy przeprowadzono udaną akcję przeciwko Wnukowskiemu, zaciskała się pętla wokół Franciszka Jaskulskiego, który 10 lipca 1946 r. zostaje mianowany dowódcą okręgu Kieleckiego WiN. 24 lipca 1946 roku "Zagończyk" odbił więźniów z transportu kolejowego na stacji Jedlnia-Letnisko. Istnieją poszlaki, że informację o transporcie przekazał Urząd Bezpieczeństwa. Po tej akcji, wobec konieczności ukrycia uwolnionych ludzi, "Zagończyk" pozostał w Jedlni praktycznie bez obstawy.

Zdrada

Podobnie jak "Uskok" czy "Orlik" również "Zagończyk" padł ofiarą zdrady.
26 lipca do łączniczki Jaskulskiego "Pantery" (Maria Szczęśniak) zgłosił się jeden z wracających z Gdańska ("Kruk") informując, że przyprowadził do Jedlni auta z bronią. Towarzyszących mu ludzi przedstawił jako konspiracyjną Milicję Morską. "Pantera" przyprowadziła "Zagończyka" - wtedy "Kruk" i rzekomi milicjanci rzucili się na niego. Aresztowano również jego brata i łączniczkę. "Kruk", który należał do najbardziej zaufanych ludzi majora "Zagończyka", po przejęciu kolejnego transportu broni postanowił potraktować ją jako "wpisowe" za przejście na stronę UB. UB-owcy doszli do wniosku, że jeżeli zdradził - to będzie zdradzać dalej. Nie zawiedli się. "Kruk" doprowadził ich do swego dowódcy.
Niestety, nie powiodły się ani próby odbicia Jaskulskiego z więzienia, ani jego ucieczki.

Fałszywe dokumenty używane przez por. Franciszka Jaskulskiego w 1946.

Podczas pobytu w celi, komuniści próbowali przekonać "Zagończyka" do zawarcia swoistego układu: w zamian za ujawnienie się jego ludzi, miał uzyskać wolność. Dla władz było to ważne, bo przez zgrupowanie przewijało się od 800 do 1.000 ludzi. Oczywiście major Jaskulski (od lipca dowódca okręgu WiN) nie miał w rzeczywistości żadnych szans na łagodne potraktowanie.

Jeden z wyklętych

11 stycznia 1947 roku odbył się w sądzie w Kielcach już drugi proces "Zagończyka" zorganizowany przez komunistów. Wyrokiem Sądu Rejonowego w Kielcach wydanym 17 stycznia 1947 r. major Franciszek Jaskulski skazany został na karę śmierci. W ostatnim słowie zresztą nie prosił o życie, tylko o śmierć. Akt oskarżenia zarzucał, że jego - jak to określono - "bandy" zamordowały: 17 funkcjonariuszy UBP, 25 funkcjonariuszy MO, 18 żołnierzy Wojsk Polskich, 48 żołnierzy Armii Czerwonej oraz 12 działaczy demokratycznych. Prośbę o ułaskawienie Jaskulskiego napisał w jego imieniu adwokat - Bierut jednak prośbę odrzucił. Major Franciszek Jaskulski został stracony 19 lutego 1947 roku, trzy dni przed ogłoszeniem amnestii. UB bardzo zależało na tym, aby jej nie doczekał. Egzekucję przeprowadzono w tajemnicy, nie wiadomo nawet, gdzie "Zagończyk" został pochowany.
Po jego śmierci, podziemie zbrojne było aktywne na Ziemi Radomskiej jeszcze przez kilka lat. Działał na tym terenie Tadeusz Zieliński "Igła", a do sierpnia 1950 roku por. Aleksander Młyński "Drągal".

Historia przyznała jednak rację Jaskulskiemu i jego żołnierzom. Poza SLD nikt nie kwestionuje patriotycznego charakteru działalności powojennego podziemia antykomunistycznego. Dziesięć lat temu prawnej rehabilitacji doczekał się również major "Zagończyk". 6 grudnia 1991 roku Sąd Wojewódzki w Kielcach unieważnił wyrok ze stycznia 1947 roku, skazujący Jaskulskiego na śmierć. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że mjr Franciszek Jaskulski "Zagończyk" działał na rzecz niepodległego państwa polskiego. Za walki z Niemcami "Zagończyk" otrzymał Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Walecznych.

Część 1 >
Strona główna - wprowadzenie >

czwartek, 20 kwietnia 2006, gregg71