Zapomniani Bohaterowie

Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" i ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (część 3)

Komendant "Żelazny"
Dopiero po pewnym czasie "Żelazny" z "Wackiem" uświadomili sobie, że to "Bolek" był mordercą "Jastrzębia". Czy powodowała nim ambicja, chęć dowodzenia legendarnym oddziałem, czy był nasłanym agentem? - sprawa do dzisiaj nie została rozstrzygnięta. Obydwaj partyzanci skłaniali się ku drugiej z tych myśli, podobnie uważa dziś znawca problemów partyzanckich Henryk Pająk. Przyjęcie, że w oddziale był agent bezpieki i że był nim właśnie ów "Bolek", pozwalało wyjaśnić wiele tajemniczych wydarzeń. Już raz podczas potyczki podobnie jak "Jastrząb" został ostrzelany jeden z partyzantów - wtedy skończyło się na przestrzeleniu czapki, więc chociaż wydawało się, że strzały padły z boku - sprawę zlekceważono. Teraz strzały też padły z boku, z okien chyba w ogóle nikt nie zdążył strzelić. Przypomniano sobie po czasie różne tajemnicze zniknięcia "Bolka" z oddziału, jak i to, że właściwie nie bardzo było wiadomo, skąd przybył. Podobno miał pochodzić zza Buga - ale nie miał na to żadnych świadków. (Potem zaczęło się wyjaśniać, że pochodził z chełmskiego, jednak jego tożsamość do dzisiaj nie jest pewna). "Żelazny" z "Wackiem" wtajemniczyli w sprawę dowódcę sąsiedniego oddziału, zresztą przyjaciela "Jastrzębia" - Stanisława Kuchcewicza - "Wiktora". Ponieważ "Bolek" jako dowódca cieszył się dużym posłuchem - postanowiono, że likwidacji dokona właśnie oddział "Wiktora". Jako komendant oddziału włodawskiego "Bolek" otrzymał wezwanie do oddziału "Wiktora" - rzekomo po odbiór rozkazów od dowódcy całego zgrupowania - majora "Zapory". Upewnił się jedynie (co dodatkowo przypieczętowało podejrzenia!), że u "Wiktora" nie będzie "Żelaznego" i zgodził się pojechać po zapowiedziane rozkazy. Po przybyciu do kwatery "Wiktora" "Bolek" został zlikwidowany. Dowódcą został Edward Taraszkiewicz -"Żelazny", który walczył na czele oddziału jeszcze ponad cztery i pół roku. Sprawa "Bolka" do dzisiaj nie została wyjaśniona. Na pewno był mordercą, czy jednak był agentem od początku? Czy może raczej zdrajcą, który w pewnym momencie zaczął kontaktować się z UB? Czy zamordowanie dowódcy nie miało być "wpisowym" przy przejściu byłego patrioty na stronę czerwonych?

Akcja w "małej Moskwie"
Z licznych wyczynów "Żelaznego" na szczególną uwagę zasługuje akcja przeprowadzona nocą 2-3 lipca 1947 r. w "Małej Moskwie", czyli w Puchaczowie. Przeprowadzono ją wspólnymi siłami połączonych oddziałów "Żelaznego", "Ordona"-J. Struga i "Wiktora"-S. Kuchcewicza ". Akcja ta nagłaśniana była przez komunistyczną propagandę jako "masakra" przeprowadzana przez "bandytów z WiN" bądź "bandytów z AK". Jest faktem, że w Puchaczowie partyzanci urządzili obławę na działaczy PPR; według oficjalnej wersji spośród złapanych stracono 21 osób. Komuniści twierdzili oczywiście, iż byli to ludzie niewinni, a podpierając się dokumentami, stwierdzali, że tylko 8 ze straconych było członkami PPR. Sprawę tej dziwnej akcji wyjaśnił Henryk Pająk w znakomicie udokumentowanej pracy Uskok kontra UB (1992, s. 114 - 115). W aktach UB trafił on na dokument z 25 czerwca 1952 r. podpisany przez sekretarza PZPR z Lublina, Goraja Hipolita. Jego osoba nie była i nie jest ważna, istotny jest fragment, w którym podając nazwiska 13 spośród 21 straconych w Puchaczowie, sekretarz ów podawał, iż wszyscy wyżej wymienieni byli członkami PPR, natomiast formalnie nie byli ujęci w ewidencji członków PPR. Pokrętnie brzmiący cytat to klucz pozwalający rozszyfrować i tę tajemnicę, i tajne, zbrodnicze działania komunistów.

Tajne formacje PPR
"Żelazny" i "Uskok" (po aresztowaniu mjr cc Hieronima Dekutowskiego "Zapory", kpt. Zdzisław Broński "Uskok" dowodził zbrojnym podziemiem na całej Lubelszczyźnie do 21 maja 1949, kiedy to otoczony przez UB i MO w swojej kryjówce [kolonia Dąbrówka gm. Łuszczów, pow. Łęczna] popełnił samobójstwo rozrywając się granatem.) wielokrotnie otrzymywali informacje o dziwnych zachowaniach mieszkańców Puchaczowa - o ich wyjazdach "W Polskę", o partyjnych przyjęciach w Lublinie, podczas których mieszkańcy tej wioski dostawali nagrody i gratyfikacje. Idąc na akcję partyzanci wiedzieli, że będą mieli do czynienia z czerwonymi aktywistami - nie wiadomo, na ile się orientowali, że trafili na gniazdo "tajnych członków" PPR. Tajne formacje PPR zostały powołane rozkazem szefa resortu bezpieczeństwa, Stanisława Radkiewicza, wydanym 4 grudnia 1945 r. Rozkaz polecał kierownikom placówek UB, aby w jak największej tajemnicy przygotowali akcję, mającą na celu likwidowanie działaczy stronnictw, którzy sympatyzowali z konspiracyjną działalnością antypaństwową. Na mocy tego rozkazu werbowano grupy tajnych członków PPR, które używane były do morderstw i akcji terrorystycznych w odległych miejscowościach - zwłaszcza w okresie tzw. wyborów. Krwawe ślady działania tych czerwonych szwadronów śmierci odnaleziono też w Rzeszowskiem i na Mazowszu. Na co dzień członkowie tych formacji udawali normalnych ludzi, no, może trochę intensywniej parali się donosicielstwem. Ci z Puchaczowa aroganckim zachowaniem złożyli donos na samych siebie. Pewni swej bezkarności przestali zachowywać ostrożność. Jeździli do Lublina całą grupą, przechwalali się prezentami, opowiadali o bandyckich wyczynach. A w Puchaczowie sypali jeden drugiego. Rzeczywiście tylko 8 spośród zabitych było jawnymi członkami PPR. Ale 13 straconych należało do tajnej formacji morderców i chyba wyłowieniu tej grupy służyły nocne przesłuchania w Puchaczowie. Wyrok wydany przez "Żelaznego" był surowy, ale sprawiedliwy.

Likwidacja agentury komunistycznej

Innym wyczynem zasługującym na uwagę była likwidacja tajnej agentury we Włodawskiem - w październiku 1949 r. Rolę inspiratora odegrał tu przypadek. Podczas akcji ekspropriacyjnej na stacji w Stulnie (chodziło o 1,5 mln złotych wiezionych przez grupę 2 milicjantów i 3 ormowców z Włodawy!) "Żelazny" przejął wraz z pieniędzmi teczkę z dokumentami włodawskiego UB przeznaczonymi dla szefostwa w Lublinie. O jej znaczeniu świadczy fakt, że władze natychmiast spuściły ze smyczy około 10 tysięcy żołnierzy KBW i ubeków, by jak najszybciej wytropić partyzantów i odzyskać te dokumenty. Najważniejszą ich część stanowił bowiem spis tajnych szpiclów. Pogoń za teczką nie przyniosła jednak efektów. A kiedy odwołano już ekspedycję, partyzanci - według list UB - zaczęli likwidować komunistyczną agenturę we Włodawskiem. "Żelazny" stał się legendą nie tylko włodawskiego, lecz całej wschodniej Polski. I postrachem zdrajców.

Wpadł wskutek zdrady...
Walka Edwarda Taraszkiewicza z okupacją sowiecką trwała w sumie 7 lat. Od 1944 do 1951 roku. Jeszcze w połowie 1951 r. skutecznie atakował aparatczyków i agenturę komunistyczną, a likwidacją przewodniczącego komisji budowlanej przy WRN Ludwika Czugały i późniejszym rajdem po powiecie włodawskim, podczas którego wykonał wyroki na szczególnie groźnych szpiclach UB doprowadził władze do białej gorączki. Przysłany do lubelskiego WUBP sowiecki major Wołkow, wprawiony w likwidacji polskiego podziemia w innych regionach kraju, przeprowadził czystkę we włodawskim UB, podejrzewając, że część funkcjonariuszy sprzyja podziemiu i od tej pory pętla zaczęła się zaciskać wkoło "Żelaznego" i jego trzech ostatnich żołnierzy. Wpadł wskutek zdrady. Jedną z jego łączniczek była "Lilka" (Regina Ozga) - narzeczona Józefa Domańskiego - "Łukasza", partyzanta, który u boku "Żelaznego" wytrwał do końca. "Lilka" mieszkała w Lublinie u niejakiej Marii Wagnerowej, która także podobno sprzyjała partyzantom. Z przesłuchań wynika, że kiedyś napiekła "bandytom" racuchów, kiedy indziej przesłała im kurczaka.

Ogólnie jednak nie była to osoba godna zaufania. Z wywiadu środowiskowego (przeprowadzonego na jej temat przez milicję) wiadomo, że "...po śmierci męża i syna trudniła się pijaństwem..." Nie był też chyba godny zaufania lokator Wagnerowej, Władysław Wójcik, chociaż też niby sprzyjał partyzantom, a nawet przesyłał im różne przedmioty zakupione za własne pieniądze. Jak potem się okazało, częściej kupował na rachunek firmy, w której pracował, a robił to nie tyle z patriotyzmu, ile z chęci przypodobania się "Lilce". Łączniczka czasem przewoziła do oddziału, a czasem przesyłała na wskazane adresy czasem medykamenty, a czasem np. latarki - wszystko co było akurat potrzebne partyzantom i co dało się przesłać paczką bez wzbudzania podejrzeń. A ponieważ naprawdę kochała "Łukasza" - gdy oboje byli już w celach śmierci, chciała wziąć z nim ślub - pozostaje poza podejrzeniami. A jednak zdrada musiała wyjść stamtąd, z mieszkania Wagnerowej. Nie wiadomo, czy donosicielką była sama gospodyni, czy może jej lokator, czy raczej ktoś z kręgu ich znajomych, komu nieopatrznie zaufali. Równie dobrze oboje mogli dojść do wniosku, że trzeba "wkupić się" w łaski komunistów i zadziałali podobnie jak "Bolek", tylko innymi metodami. Faktem jest, że "Lilkę" aresztowano, gdy poszła nadawać paczkę. Na przesyłce był adres: Stanisław Kaszczuk, Zbereże - bezpieka postanowiła sprawdzić ten trop. Do Zbereża nad Bugiem wysłano kilka samochodów KBW.

Przed świtem 6 października 1951 roku UB i KBW zaczęło otaczać zabudowania Kaszczuka - lecz ujadanie psów zbudziło gospodarza. Kaszczuk, też zresztą członek konspiracji (ps. "Daleki") wszedł do stodoły, gdzie spał "Żelazny" i trzej jego partyzanci. UB otacza zabudowania - rzucił półgłosem. Partyzanci błyskawicznie się ubrali, wypadli ze stodoły i pomimo ostrzału przedarli się przez pierścień obławy. Niestety za tym pierwszym pierścieniem był drugi - żołnierze KBW czekający przy samochodach. Jeden z partyzantów- "Niewinny" (Marciniak) postanowił się ukryć w zaroślach, "Żelazny" z dwoma pozostałymi, podbiegł do samochodów i krzycząc: Samochód dla rannego żołnierza! wskoczył do najbliższego gazika. Pozostali partyzanci, "Kazik" i "Łukasz" (ten narzeczony "Lilki") - za nim. Terroryzując kierowcę automatem "Żelazny" kazał ruszać. Po chwili trafili jednak na grupę dowodzenia obławą wraz z psami. W napisanym po akcji raporcie ów kierowca, niejaki Ciemięrzewski, przypisuje sobie przemyślny plan dowiezienia "Żelaznego" w rejon działania KBW, z którego dowiadujemy się, że po wjechaniu na miejsce dowodzenia obławą, kierowca zawiadomił krzykiem, że w samochodzie jest "banda", po czym wysprzęglił, skręcił kierownicę w lewo i wyskoczył z samochodu, który wjechał w środek grupy operacyjnej UB-KBW.

Wyskakiwali w biegu, strzelali w biegu i padali w biegu... Edward Taraszkiewicz został podczas tej szarży zabity strzałem w serce. Zabity został także drugi z partyzantów, "Kazik" (Stanisław Torbicz). Jednak nie padli bez walki, zanim zginęli zabili jeszcze ubeka i kilku żołnierzy KBW. "Łukasz" został ranny, uciekał w głąb lasu, ale został złapany. Schwytany został też "Niewinny", który wcześniej się ukrył i nie brał udziału w szarży samochodu. W pokazowym procesie w sierpniu 1952 roku obydwaj otrzymali wyroki śmierci. Wyroki wykonano.

Październik 1951. Dziedziniec PUBP we Włodawie [zdjęcie zrobione przez UB]. Leżą zabici: Kazimierz Torbicz "Kazik" (od lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny". W ubraniu poszarpanym przez milicyjne psy siedzi Stanisław Marciniak "Niewinny". Skazany na karę śmierci, zamordowany 29 stycznia 1953 na Zamku Lubelskim.


Jeszcze kilka zdań o pozostałych osobach dramatu. Na karę śmierci skazana została także "Lilka", która w ostatnim słowie nie wyraziła skruchy, lecz oświadczyła: Byłam i jestem wrogiem Polski Ludowej (...). Wobec Boga i Ojczyzny, i ludzi mam czyste sumienie, bo nikomu nic złego nie zrobiłam. Kary nie wykonano, zmieniono na dożywocie. Dożywocie otrzymał także Stanisław Kaszczuk, w którego stodole "Żelazny" się ukrywał. Jego rodzinne gospodarstwo zrównano z ziemią. Oboje rodziców zabito podczas obławy. Jego brat Józef, który wiedział, a nie doniósł, dostał 12 lat. Pozostałe osoby, które kontaktowały się z oddziałem, otrzymały od 9 do 12 lat więzienia. Wspominam o tym, bo wysokość wyroków może być kluczem do rozwiązania zagadki tamtej zdrady. Otóż: sąsiedzi "Lilki", którzy także jakoś wspomagali "Żelaznego", otrzymali zaskakująco niskie wyroki. Wójcik, który kupował dla partyzantów różne rzeczy (czasem za zdefraudowane pieniądze!), otrzymał po odwołaniach ostatecznie 15 miesięcy - tyle, ile przesiedział w śledztwie. Co dziwne, sąd polecił go natychmiast wypuścić z aresztu. Niski wyrok - 2 lata - otrzymała też Wagnerowa, więc wyszła niedługo po Wójciku. Czy wyroki te były wynikiem wcześniejszej współpracy z UB, czy może wylewnych zeznań w czasie śledztwa - trudno dziś odpowiedzieć, na pewno warto o tych szczegółach pamiętać.

Kończąc opowieść, dopowiedzmy, że po zwycięstwie ok. 800 funkcjonariuszy nad czterema partyzantami w Zbereżu nad Bugiem przeprowadzono rewizje i aresztowania wśród współpracowników "Żelaznego". Jeszcze w tym samym dniu, 6 października 1951 r. w domu Romana Dobrowolskiego (skazany na śmierć i stracony) znaleziono archiwum i pamiętniki "Żelaznego", a wśród notatek napisaną jego ręką modlitwę:
Modlitwa żołnierzy Armii Podziemnej
Panie Boże Wszechmogący, daj nam siły i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęciliśmy nasze życie. Niech z krwi przelanej naszych braci, pomordowanych w lochach gestapo i czeki, niech z łez naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech z mogił naszych żołnierzy poległych na polach całego świata powstanie Wolna Polska. O Maryjo, królowo Korony Polskiej, błogosław naszej pracy i naszemu orężowi. O spraw, miłościwa Pani, Patronko naszych rycerzy, aby wkrótce u stóp Jasnej Góry i Ostrej Bramy zatrzepotały Polskie Sztandary z Orłem Białym i Twoim Wizerunkiem . Amen.
Być może komuś tekst ten wyda się niezbyt sprawny literacko, może nazbyt egzaltowany. Nim jednak zacznie krytykować, niech uświadomi sobie jedno: ci, którzy tę modlitwę odmawiali, dali dowody największego bohaterstwa, walczyli - kiedy inni utracili nadzieję, walczyli - kiedy inni wybierali zdradę. Walczący do jesieni 1951 roku oddział autora tej modlitwy, "Żelaznego" - Edwarda Taraszkiewicza, był jednym z najdłużej walczących oddziałów Powstania Antysowieckiego.

Bohdan Urbankowski, NASZA POLSKA NR 22/2001
środa, 08 marca 2006, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Blasio, 94.254.180.*
2009/12/07 01:50:12
Chwała bohaterom Rzeczypospolitej Polskiej !!!!!!! Niech będą wzorem dla przyszłych pokoleń, a przestrogą dla zdrajców ojczyzny.
-
Gość: Di Amgeli, *.hsd1.or.comcast.net
2010/06/03 08:04:36
Czesc modlitwy "Zelaznego" spelnila sie! Na Jasnej Gorze trzepocza Bialo-Czerwone Sztandary. Oby tylko mogla spelnic sie ta druga czesc! O tej polskiej Ostrej Bramie!Boze dopomoz! A poleglym Bohaterom za nasza wolnosc i wasza - wieczna pamiec!