Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
PSRH ''X D.O.K.''
Wierni Ojczyźnie
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
FUNDACJA ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939

Niepoprawni.pl - Blogerzy dla blogerów



www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
TWARDZI JAK STAL - muzyczny hołd dla NSZ
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
Strona Ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Imperium Romanum
Blog > Komentarze do wpisu
por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" i ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (część 1)
"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" - PARTYZANCCY BRACIA

W powstaniu antysowieckim nie było drugiej pary takich braci - tak bohaterskich i tak znienawidzonych przez komunistów. Propaganda PRL przedstawiała ich nie tylko jako "andersowców" na żołdzie imperializmu, to była wówczas normalka, i nie tylko jako "antysemitów", lecz także jako Niemców-folksdojczów, a nawet esesmanów i oprawców z Majdanka (!).

Starszy z braci Taraszkiewiczów, ten z rocznika 1921, miał na imię Edward, młodszy, z 1925 - Leon. Dowódcą oddziału WiN walczącego na ziemi chełmsko-włodawskiej był najpierw, jakby wbrew tradycji, młodszy z braci, noszący pseudonim "Jastrząb". Po nim dopiero, w niezwykle dramatycznych okolicznościach, oddział przejmie starszy - "Żelazny". W powstaniu antysowieckim nie było drugiej pary takich braci - tak bohaterskich i tak znienawidzonych przez komunistów.

Czerwiec 1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" (+ XI 1948), Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (+ X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" (+ XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina"

Wykładnia kłamstw komunistycznych
Propaganda PRL przedstawiała Taraszkiewiczów nie tylko jako "andersowców" na żołdzie imperializmu, to była wówczas "normalka", i nie tylko jako "antysemitów", to też była "normalka", tyle że przeznaczona dla zachodnich dziennikarzy, lecz także jako Niemców - folksdojczów, a nawet esesmanów i oprawców z Majdanka (!). Od komunistów dostało się też ich ojcu, Władysławowi, który zgodnie z tym, co głosili spece od moskiewskiej propagandy, na początku lat trzydziestych chodził razem z synami rozbijać strajki chłopskie, a w latach wcześniejszych i późniejszych znęcał się nad biedotą wiejską, miejską i starozakonną. Za wysługiwanie się "faszystowskim rządom Piłsudskiego" starego Taraszkiewicza dosięgnął jednak słuszny gniew ludu. Został powieszony w lesie na skórzanych lejcach i przez trzy dni - jak wyliczyła komunistyczna propaganda - szczerzył zęby, wisząc na sośnie. Były to oczywiście kłamstwa, do których, zgodnie z metodą komunistów, dokładano ziarnko prawdy.
Ojciec „Jastrzębia” i „Żelaznego”, Władysław Taraszkiewicz urodził się 18 IV 1896 r. we Włodawie. Był synem Franciszka i Agaty z domu Haciuk ze wsi Przewłoka koło Parczewa. Z zawodu był stolarzem - kołodziejem.
Matka, Róża Klara urodziła się 31 VIII 1902 r., była córką Piotra Syblili i Jadwigi z domu Matuszewska. Piotr Sybilla, dziadek przyszłych partyzantów, pochodził z Kościan w woj. poznańskim, a babka Jadwiga, z oddalonej ok. 10 km. wsi Zadory, również w woj. poznańskim, jednak w tamtych czasach był to jeszcze ziemie polskie włączone do zaboru pruskiego.
W poszukiwaniu pracy Piotr i Jadwiga Sybilla wyjechali do Duisburga, miasta położonego w zachodniej części Niemiec w Zagłębiu Ruhry.
Władysław Taraszkiewicz, wraz z jeńcami rosyjskimi i francuskimi został wywieziony w 1914 r. do Niemiec, do kopalni węgla w Zagłębiu Ruhry. Tam też poznał swoją przyszłą żonę Różę Klarę Sybilla. W Niemczech działał w organizacji „Sokoły”, do której później przystąpili również szwagrowie jego żony: Jaskowiak i Czekała.
Również w Niemczech, w Duisburgu urodziło się trzech ich synów: Edward - 22 stycznia 1921 r., Władysław - 9 lipca 1922 r. i Leon - 13 maja 1925 r. W sierpniu 1925 r. całą rodziną wrócili do Polski i zamieszkali we Włodawie.

Na tym jednak wątek niemiecki rodziny Taraszkiewiczów się nie kończy. W czasie okupacji hitlerowskiej Edward i Leon zostali wywiezieni na roboty do Niemiec. Edwarda tylko podejrzewano o jakąś nielegalną robotę i wysłano go "profilaktycznie"; u Leona, dosłownie pod łóżkiem, znaleziono materiały wybuchowe - wydał go szkolny kolega, niejaki Muszyński. Najpierw Niemcy chcieli go zamknąć w obozie, potem ze względu na młody wiek (16 lat!) zmieniono decyzję i Leon Taraszkiewicz został wysłany na roboty pod Kwerfurt, na zach. od Halle. Nawiasem mówiąc, do tego samego bauera, u którego pracował już starszy z braci.

Ucieczka z Zamku w Lublinie
Latem 1942 r. Leonowi udaje się uciec z Niemiec, resztkami sił dociera aż pod Radom. Tutaj drwale współpracujący z AK najpierw go dokarmiają, potem organizują mu rekwizyty malarza pokojowego, z którymi - niby do pracy - wędruje przez Polskę aż do Chełma. Na chełmskiej stacji przeżywa kolejną przygodę: aresztowanie i pobicie przez współpracującą z Niemcami ukraińską służbę ochrony kolei. Nie traci jednak fantazji i dosyć pomysłowo podaje się za swojego znajomego z Włodawy, nazwiskiem Blimke, który właśnie legalnie przyjeżdża z Niemiec na urlop do rodziny i któremu, czasem tak bywa, zginęły po drodze dokumenty. Jeszcze z Chełma Leon przesyła do matki autentycznego Blimkego gryps, ta zgadza się potwierdzić jego tożsamość. Nie jest pewne, czy zdążyło dojść do konfrontacji, gdyż tymczasem Leon zostaje przewieziony do więzienia na Zamku w Lublinie. Na przesłuchania Niemcy przeprowadzają go do siedziby gestapo. Podczas jednego z powrotów Leon rzuca się do ucieczki, zostaje postrzelony w rękę przez żandarma - udaje mu się jednak zaszyć w ruinach przy Bramie Krakowskiej. Potem czas jakiś ukrywa się u Stefana Koropczuka - ojca chrzestnego swej młodszej siostry. W pisanym po latach oświadczeniu Koropczuk wspomina: Nie mogłem go poznać, tak był pobity, obszarpany i ranny w rękę. Ślady pobicia dowodzą, iż podczas przesłuchań Taraszkiewicza poddawano torturom. Zawiadomiona przez Koropczuka matka przywozi Leonowi ubranie, co ułatwia mu dalsze ukrywanie się przed Niemcami. Nie chcąc narażać krewnych, Leon Taraszkiewicz szuka schronienia w lesie i zbiegiem okoliczności trafia do sowieckiego oddziału partyzanckiego "Anatola". Po wejściu Armii Czerwonej może robić karierę jako "utrwalacz władzy ludowej", może służyć w UB i MO - odmawia i zostaje znów aresztowany, tym razem przez "wyzwolicieli".

Początki konspiracji powojennej
W połowie grudnia 1944 r. zostaje aresztowany przez UB i ponownie trafia do więzienia na Zamku w Lublinie, skąd zostaje przewieziony do filii tegoż więzienia - obozu NKWD i UB w Błudku koło Suśca. Od jesieni 1944 roku do końca marca 1945 roku w wyniku katorżniczej pracy w kamieniołomach w pobliskich Nowinach i Józefowie zmarło ponad dwustu więźniów -żołnierzy AK, wielu zostało rozstrzelanych. Obóz został rozbity 25 marca 1945 roku przez oddziały Inspektoratu Zamojskiego AK Konrada Bartoszewskiego ps. "Wir" i Mariana Wardy ps. "Polakowski". Wcześniej wywiad Armii Krajowej ustalił, że w Błudku są więzieni żołnierze i oficerowie AK. "Żyli w strasznych warunkach, byli głodni i chodzili ubrani w worki po cemencie" - wspomina były żołnierz AK Antoni Danielewicz ps. "Lew". Niestety gdy nadszedł dzień odbicia obozu, okazało się, że wszyscy więźniowie zostali wywiezieni, na dwie godziny przed planowanym odbiciem.
Pod koniec marca 1945 r., przyszły "Jastrząb", wieziony z obozu w Błudku, transportem na wschód, wyskakuje z pociągu i wraca do rodzinnej Włodawy. Ukrywa się, szuka kontaktów, udaje mu się dotrzeć do dowódcy rejonu AK "Orlisa" (Klemens Panasiuk) i po zaprzysiężeniu wchodzi w skład leśnego oddziału "Sępa" (Tadeusza Bychawskiego). Tak wyglądał pierwszy rozdział życiorysu rzekomego esesmana i "kapo" z Majdanka - jak określała go propaganda PRL. Równie "prawdziwe" były dziennikarskie rewelacje na temat ojca Władysława Taraszkiewicza. Ani nie rozbijał wespół z synami strajków chłopskich (synowie mieli wtedy 11 i 15 lat), ani nie został przed wojną powieszony przez "gniewny lud", ani nie szczerzył zębów, wisząc na drzewie. Władysław Taraszkiewicz, syn Franciszka, po prostu ciągle żył, dożył lat 66 i zmarł w roku 1964 w Malborku. Jako ciekawostkę warto dodać, że Taraszkiewicze wywodzili się ze szlachty Księstwa Litewskiego, że optowali za wolną (od Rosjan) Białorusią, związaną jakąś unią z Polską. Starszy brat Franciszka, a stryjeczny dziadek obydwu partyzantów, Bronisław Taraszkiewicz, był jednym z twórców i animatorów kultury białoruskiej. Napisał pierwszą gramatykę języka, który uznał za ojczysty, przekładał też na białoruski Iliadę i Pana Tadeusza. Jako przywódca "Hromady" wpadł w konflikt z prawem polskim, został skazany na więzienie i w ramach wymiany więźniów politycznych zgodził się lekkomyślnie na wyjazd do ZSRR. Zmarł w łagrze sowieckim w 1938 roku.

"JASTRZĄB" i "ŻELAZNY" - Partyzanccy Bracia - część  2>
Strona główna>

środa, 08 marca 2006, gregg71

Komentarze
Gość: , vlan.efekt.net.pl
2011/03/10 22:48:11
to polacy ich rodziny.... pamietamy