Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
OPERACJA "LAWINA" - UBecka zbrodnia bez precedensu - część 2

Likwidacja

Przebieg transportów oraz bezpośrednie okoliczności zabójstwa członków zgrupowania "Bartka" nadal pozostają nieznane. Pewny jest jedynie fakt, że na Śląsku Opolskim doszło do zamordowania, według szacunkowych danych, co najmniej 90-100 osób. Dotychczasowe ustalenia wskazują na dwa domniemane miejsca masowych mordów żołnierzy "Bartka", znajdujące się na Opolszczyźnie: okolice tzw. zameczku Hubertus, położonego między miejscowościami Dąbrówka i Barut (obecnie na granicy powiatów gliwickiego i strzeleckiego) oraz okolice Łambinowic (obecnie powiat nyski). Nie można wykluczyć, że tych miejsc było więcej.

W pobliżu zameczku Hubertus, okoliczni mieszkańcy zauważyli nadjeżdżające w nocy 25 na 26 września auta, a rano ogromny wybuch. Słychać było strzały i krzyki, ale teren był otoczony przez kilka dni. Gdy obstawa wyjechała, odnajdywali w tym miejscu strzępy ciał. Gajowym był tu znajomy „Bartka” z okolic Bielska i to on go zawiadomił o zdarzeniu. Henryk Flame przyjechał do Hubertusa po amnestii w 1947 roku. Jak relacjonowała jego kochanka, która mu towarzyszyła, „Bartek” poszedł z gajowym w głąb lasu i nie było go kilkadziesiąt minut. Gdy wrócił, był wstrząśnięty i słowa nie powiedział.

Za w pełni wiarygodne informacje nie mogą uchodzić zeznania jednego z funkcjonariuszy UB Jana Fryderyka Zielińskiego, w 1946 r. referenta PUBP w Cieszynie, który miał być bezpośrednim, aczkolwiek - jak sam zeznał - biernym obserwatorem eksterminacji żołnierzy, dokonanej rzekomo przez grupę UB i kilkudziesięciu Rosjan. Nieznany jest żaden dokument władz bezpieczeństwa, opisujący faktyczny przebieg akcji.
Z zeznań przez niego złożonych wynika, że był świadkiem egzekucji około 69 członków NSZ ze zgrupowania „Bartka”, których przywieziono z terenów Podbeskidzia dwoma samochodami Ministerstwa Górnictwa w okolice Łambinowic (woj. opolskie), w pobliże znajdującego się tam wówczas poniemieckiego lotniska wojskowego. Przywiezionych ludzi "Bartka" umieszczono w bliżej nieustalonym budynku (określanym przez świadka jako budynek z nieotynkowanej cegły) na terenie posiadłości ziemskiej. Przed przyjazdem samochodów lekarz z Polikliniki na etacie UB wstrzykiwał do butelek z wódką środek odurzający. Następnie tak przygotowany alkohol podano przywiezionym członkom NSZ, po czym następnego dnia rano do budynku, w którym oni spali wrzucono granaty ogłuszające. Następnie ogłuszonych członków NSZ rozbierano, prowadzono nad wykopany wcześniej dół i tam strzałem w tył głowy pozbawiano życia.
W dalszej kolejności do dołów ze zwłokami zastrzelonych wrzucono tabliczki identyfikacyjne żołnierzy radzieckich i polskich w ilości odpowiadającej ilości ciał. Egzekucji mieli dokonywać Rosjanie, a będący na miejscu funkcjonariusze UB stanowili jedynie obstawę terenu. Ponadto z treści zeznań J. Zielińskiego wynika, iż z opowiadań kolegów dowiedział się, że następna grupa żołnierzy NSZ ze zgrupowania "Bartka" została zamordowana w ten sposób, iż umieszczono ich w uprzednio zaminowanym baraku, który wysadzono w powietrze.

Z wszystkich transportów prawdopodobnie ocalał zaledwie jeden członek zgrupowania. Według jego relacji uczestnicy wyjazdu na punkcie przeładunkowym umieszczeni zostali w jakimś budynku (myśliwskim zameczku lub poniemieckiej szkole) w pobliżu lasu nad jeziorem. Atak nastąpił w nocy, po kolacji suto zakrapianej alkoholem. Do pomieszczeń najpierw wrzucono granaty, następnie wywiązała się strzelanina, podczas której dobito rannych. W ten sposób mógł być wymordowany jeden z trzech transportów.

Istnieją również znaczne rozbieżności dotyczące miejsc i dat wyjazdów. Nie było jednego, głównego punktu koncentracji zgrupowania, a załadunek sprzętu i ludzi odbywał się w różnych miejscach. Cała akcja, która trwała prawdopodobnie od 5 do 25 września 1946 r., przeprowadzona została więc z opóźnieniem i odbiegała od założeń „Planu likwidacji »B «”. Liczba osób wyjeżdżających w poszczególnych transportach różniła się od planowanej. Problemy natury organizacyjnej dotyczyły przede wszystkim załadunku ludzi. Podczas całej akcji kilkanaście osób niejako „przy okazji” zostało zatrzymanych i postawionych przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Katowicach, który wydał następnie w ich sprawach kilka wyroków śmierci, wykonanych w grudniu 1946 r.


Zdjęcie wykonane po amnestii 1947 r. Henryk Flame „Bartek” (pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami (od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, N.N., Stanisław Włoch, ps. „Lis”).

Doszło również prawdopodobnie do kilku przypadków "pojedynczych" morderstw na żołnierzach "Bartka", jak i na nim samym. W marcu 1947 roku kpt. Flamme „Bartek” ujawnia się w ramach kolejnej amnestii wraz z częścią swoich żołnierzy. W dniu 1 grudnia 1947 roku ginie od skrytobójczej kuli milicyjnej w restauracji w Zabrzegu koło Czechowic-Dziedzic.


Zwłoki kpt. "Bartka" skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w Zabrzegu.

Odpowiedzialni

Wobec braku źródeł nie można ciągle jednoznacznie ustalić faktycznych celów przedstawionej prowokacji zorganizowanej przez władze bezpieczeństwa. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy od samego początku brano pod uwagę likwidację zgrupowania polegającą na zbiorowym zabójstwie, czy też organizatorzy i wykonawcy jako likwidację rozumieli ujęcie i osądzenie wszystkich członków zgrupowania, licząc się z ewentualnymi ofiarami śmiertelnymi.
Bezpośrednio wiąże się z tym zasadnicze pytanie, kto wydał rozkaz zamordowania żołnierzy. Czy było to z góry zaplanowane działanie, czy też decyzję podjęto już w trakcie akcji? Kto był bezpośrednim sprawcą masowego zabójstwa? Wendrowski, kluczowa osoba w całej operacji, na prawdopodobnych sprawców odpowiedzialnych za rozkaz zabicia żołnierzy "Bartka" wskazywał swych przełożonych - wiceministra Romana Romkowskiego oraz kierownika Wydziału III Departamentu III MBP mjr. Władysława Śliwę, a szefostwo WUBP w Katowicach (w tym szczególnie zastępcę szefa WUBP kpt. Marka Finka) odpowiedzialnych za wykonanie akcji.
Przy rozpatrywaniu odpowiedzialności kierownictwa WUBP warto wspomnieć o dokonanej przy współudziale Wendrowskiego na początku sierpnia 1946 r. likwidacji grupki ośmiu "spalonych" żołnierzy z Rzeszowszczyzny. Podając się za "kpt. Lawinę z Centrali" funkcjonariusz UB polecił im dokonanie przerzutu na ziemie zachodnie. Za stronę organizacyjną tej akcji odpowiadał WUBP w Katowicach, choć Wendrowski również zajmował się stroną techniczną działań, m.in. przygotowaniem samochodów do transportu. W tym przypadku nie dokonano fizycznej likwidacji całej grupy (zastrzelono "tylko" stawiających opór), lecz "jedynie" aresztowań w majątku WUBP koło Nysy, z ofiarami śmiertelnymi niejako "przy okazji". W ten sam sposób, bez fizycznej eksterminacji ludzi - jeśli wierzyć późniejszym zeznaniom Wendrowskiego - miała przebiegać likwidacja zgrupowania "Bartka".
Warto zwrócić uwagę, że w czasie stosunkowo niewielkiej akcji przerzutu żołnierzy z Rzeszowszczyzny Wendrowski zajmował się także bezpośrednio organizowaniem i stroną techniczną transportu. Mało wiarygodne wydają się więc jego zeznania, że w trakcie operacji ze zgrupowaniem "Bartka" "nie został - jak zeznawał - poinformowany o miejscu, terminie i sposobie likwidacji", tym bardziej że jego wyjaśnienia składane w latach dziewięćdziesiątych nie potwierdzają się w konfrontacji ze źródłami z roku 1946.

Nie ulega wątpliwości, że w przebieg gry operacyjnej bezpośrednio zaangażowany był wiceminister Romkowski, który wydawał dyspozycje w sprawach pośrednio związanych z samą likwidacją zgrupowania. Charakterystyczny jest fakt, że w kwestii odpowiedzialności za przeprowadzoną akcję Wendrowski nie wskazał na płk. Józefa Czaplickiego, ówczesnego dyrektora Departamentu III MBP, który - jak wiadomo - polecił mu nawiązanie kontaktu ze zgrupowaniem "Bartka". Wendrowski niejednokrotnie kontaktował się z Czaplickim latem 1946 r. podczas pobytów w Warszawie, studiując m.in. schematy organizacyjne struktur podziemnych. Z drugiej jednak strony znane do tej pory źródła nie upoważniają do postawienia tezy, że Wendrowski czy też Czaplicki byli bezpośrednio odpowiedzialni za masowe zabójstwo żołnierzy "Bartka".
Niewykluczona jest wersja, że decyzja o ich zamordowaniu, mogła zostać podjęta w ostatniej chwili i była sprzeczna z przygotowanym wcześniej „Planem likwidacji »B «”. Kto ją podjął - nadal nie wiadomo.

Na Opolszczyźnie wytypowano trzy miejsca, gdzie mogą znajdować się zbiorowe mogiły żołnierzy ze zgrupowania „Bartka”. Prokurator IPN-u Przemysław Piątek zamierza sięgnąć do teledetekcji oraz fotogrametrii, by odczytać zdjęcia lotnicze tego terenu i zrekonstruować jego wcześniejszy układ. Potem wykorzysta georadar do zbadania gruntu. Dwie mogiły mogą się znajdować na terenie dawnego folwarku niemieckiego.

Prokurator Piątek prowadzi trzy śledztwa w tej zagadkowej sprawie. Jedno dotyczy wymordowania żołnierzy „Bartka”, drugie – przestępstw śledczych, którymi objęto pozostałych na Podbeskidziu partyzantów, a trzecie – podżegania i pomagania przy zabójstwie Henryka Flame, który zastrzelony został przez milicjanta 1 grudnia 1947 roku w restauracji w Zabrzegu. Sprawcę sąd uznał za niepoczytalnego i umieści w szpitalu psychiatrycznym. Stamtąd wkrótce wyszedł i pracował w milicji na Opolszczyźnie. Podobno wpadł pod pociąg w Czechowicach-Dziedzicach i podobno nie był to przypadek.

Na liście pokrzywdzonych jest na razie 30 żołnierzy ze zgrupowania „Bartka”. On sam mówił, że stracił 90 ludzi, którzy gdzieś przepadli. Czy ktoś odpowie za tę śmierć? Wendrowski nie żyje, podobnie jak agent UB Czesław Krupowies, który też wszedł w struktury podziemia. Prokurator Piątek próbuje dotrzeć do pracowników represyjnego Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach, który wydawał wyroki w sprawach politycznych i m.in. umorzył sprawę zabójcy „Bartka”. Jego zdaniem zabójca bezprawnie uniknął odpowiedzialności karnej.
Historycy i prokuratorzy katowickiego IPN-u są coraz bliżej prawdy.

Opracowano na podstawie:
Tomasz Kurpierz, Likwidacja zgrupowania Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego „Bartka” w 1946 roku – próba rekonstrukcji działań aparatu bezpieczeństwa, [w:] "Pamięć i Sprawiedliwość", nr 1(5), warszawa 2004.


OPERACJA "LAWINA" - część 1>

Anglojęzyczna wersja tekstu (na stronie www.doomedsoldiers.com):
Operation "Avalanche", The UB Murder Without A Precedence. Annihilation of the NZS Armed Underground Units under command of Captain Henryk Flame "Bartek".>

Strona główna>

środa, 15 marca 2006, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: jorg, *.telkonet.pl
2009/02/06 18:07:54
chwała bochaterom
-
Gość: lukas, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/19 15:37:48
Miejsca, w których mogą być mogiły NSZ:
- Droga między Malerzowicami Wlk., a Bielicami;
- Lotnisko poniemieckie w Wierzbiu / koło Łambinowic;
- Poligon Wojskowy w Łambinowicach;
- Okolice wsi Grabin;
- Stary obóz w Łambinowicach.
-
Gość: Oland, *.81-166-240.customer.lyse.net
2013/02/24 18:56:53
Dziadkowie opowiadali mi o zbrodni w okolicach Toszka....Czas by się zgadzał....teren w promieniu kiilkunastu km był otoczony prze Milicje i UB......