Zapomniani Bohaterowie

WSPARCIE STRONY
Żołnierze Wyklęci - Zapomniani Bohaterowie na facebook
FUNDACJA ''PAMIĘTAMY''
MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH w Ostrołęce
WIL3 SZLAK
THE DOOMED SOLDIERS
Freedom And Independence
NATIONAL ARMED FORCES
Instytut Pamięci Narodowej
Zeszyty Historyczne WiN-u
GLAUKOPIS - Pismo Społeczno-Historyczne
Historia miejscowości Gminy Urszulin
ENDECJA.pl
Brygada Świętokrzyska NSZ

Leopold Okulicki
GRH Ogniowcy
Pamięci Żołnierzy Wyklętych
KAMPANIA WRZEŚNIOWA 1939


www.michalkiewicz.pl - strona autorska Stanisława Michalkiewicza
ALBUM POLSKI - Nasze Małe Ojczyzny
Witryna poświęcona twórczości i życiu Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)
Łysiakmania
WOLNI i SOLIDARNI
Społeczny Komitet Budowy Pomnika Ofiar Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem
13grudnia.org.pl
Żarowska Izba Historyczna
Strony Patriotyczne
SURGE POLONIA
Prawy Prosty. Niezależny Magazyn Informacyjny
Polsko-Polonijna Gazeta Internetowa KWORUM
Ogrody Wspomnień
Blog > Komentarze do wpisu
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 - 1949) - część 1
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 - 1949)

"Polska tonie w czerwonej powodzi.... Istnieje przysłowie, że "tonący brzytwy się chwyta", jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy - a nadzieja, której się chwytamy - pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą".
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Pamiętnik, 1 V 1949 r.


Kpt. Zdzisław Broński "Uskok"

Urodził się 24 grudnia 1912 r. w Radzicu Starym (gm. Ludwin, pow. lubartowski) w rodzinie chłopskiej, syn Franciszka i Apolonii z d. Warhulskiej. Był trzecim dzieckiem; miał starszych - siostrę i brata oraz młodszą siostrę. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do gimnazjum w Lublinie, którego nie ukończył. W 1934 r. powołany został do służby wojskowej w 50 pp. we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Do rezerwy został przeniesiony w stopniu plutonowego. Po odbyciu służby wojskowej pracował w gospodarstwie rodziców. Był członkiem miejscowego koła Związku Młodzieży Wiejskiej "Siew".

WOJNA I OKUPACJA
Zmobilizowany 14.08.1939 r., kampanię wrześniową odbył jako d-ca plutonu ckm w 50 pp 27 DP [WP] od Borów Tucholskich aż w okolice Grudziądza, gdzie w połowie września dostał sie do niewoli niemieckiej i osadzony został w stalagu II B w Hammerstein (między Piłą a Szczecinem). Po ucieczce z obozu jenieckiego w październiku 1940 r. powrócił w rodzinne strony.
Za pośrednictwem kolegów z "Siewu" nawiązał kontakt z Polską Organizacją Zbrojną, a po jej scaleniu z Armią Krajową (jesień 1942 r.) został dowódcą placówki AK nr XIV a w Radzicu Starym. Placówka wchodziła w skład I Rejonu w Obwodzie AK Lubartów Inspektoratu AK Lublin i liczyła 82 osoby. Zastępcą Brońskiego był plut. Jan Przypis "Szaruga".
Pod koniec 1943 r. na terenie tej placówki powstał oddział partyzancki Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Oddział liczył ok. 40 żołnierzy, a w okresie akcji "Burza" (lipiec 1944 r.) doszedł do stanu ok. 60. osób. Formalnie oddział zatwierdzony został rozkazem lubelskiego inspektora AK w połowie maja 1944 r. i wszedł w skład odtwarzanej 3 komp. VI baonu 8 ppleg. AK.
W lipcu 1944 r. "Uskok" wraz ze swym oddziałem został przydzielony do 27 Wołyńskiej DP AK i przebił się z nimi w rejon Czemiernik, a następnie podjął samodzielne działania. Stoczył kilka walk z Niemcami, m.in. w rejonie Ludwina (obecnie pow. łęczyński) stoczył potyczkę z pododdziałem Wehrmachtu, w której stracił jednego zabitego i dwu rannych, biorąc do niewoli 7 Niemców.

PO „WYZWOLENIU”
Po okupacji niemieckiej "Uskok" pozostał w podziemiu. Od sierpnia 1944 r. pełnił funkcję zastępcy, a następnie komendanta I rejonu obwodu AK Lubartów. Po przesunięciu w styczniu 1945 r. linii frontu na zachód, zorganizował oddział partyzancki liczący ok. 20 osób i przeprowadził z nim szereg akcji przeciwko funkcjonariuszom MO i UB oraz urzędom. Rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj z dnia 1 czerwca 1945 r. awansowany został "Uskok" do stopnia porucznika czasu wojny. Po oficjalnej likwidacji konspiracji poakowskiej (rozwiązanie Delegatury w sierpniu 1945 r.) "Uskok" i jego podkomendni nie skorzystali z zarządzonej przez dowództwo DSZ akcji "rozładowania lasów".
Wcześniej, bo 25.05.1945 r. został mianowany komendantem OPL II w Obwodzie WiN Lubartów krypt. „Leontyna” i tym samym wszystkie oddziały partyzanckie i drużyny dywersyjne działające w obw. lubartowskim WiN zostały podporządkowane jego dowództwu a on sam podlegał bezpośrednio komendantowi OPL w Inspektoracie, mjr cc Hieronimowi Dekutowskiemu „Zaporze”, który – po nieudanej próbie przejścia do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech – rozpoczął odtwarzanie swego zgrupowania.
O dalszym pozostaniu „Uskoka” i jego żołnierzy w podziemiu, obok czynników natury ideowej, zaważyła też niewiara w możliwość powrotu do normalnego życia wobec represji „ludowej władzy” w stosunku do ludzi podziemia.

Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (z prawej), obok mjr.cc Hieronim Dekutowski "Zapora"

ZNOWU W WALCE
Od połowy 1945 r. oddziały „Uskoka” prowadzą ciągłe działania przeciw przedstawicielom komunistycznej władzy.
Z 10 na 11.05.1945 r. w Spiczynie, pow. Lubartów, na zabawie zorganizowanej przez członków PPR z okazji zakończenia wojny, na miejscu rozstrzelano 11 osób (w tym 2 funkcjonariuszy PUBP w Lubartowie, 3 milicjantów, pozostali to członkowie PPR), uprowadzono 3 osoby, które następnie rozstrzelano (w tym wójta gminy Spiczyn).
19.06.1946 r. w Charlężu, pow. Lubartów, oddział podając się za grupę operacyjną UB wezwał miejscowych członków ORMO na zbiórkę „dla walki z bandami”, po zgłoszeniu się 8 ormowców, wszystkich rozstrzelano.
Z 31.10 na 1.11.1946 r. wraz z oddziałem por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” i sierż. Józefa Struga „Ordona” opanował w Łęcznej posterunek MO. Rozstrzelano 11 osób – milicjanta, oraz członków PPR i współpracowników UB.
26.11.1946 r. połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona”, razem ok. 70 ludzi, jadąc do Chełma w celu opanowania magazynów broni KOP-wschód natknęły się w Świerszczowie na grupę operacyjna KBW. Podczas stoczonej bitwy zginęło od kilku do kilkunastu żołnierzy KBW. Oddziały partyzanckie wycofały się tracąc jednego zabitego.
5.12.1946 r., ponownie połączone oddziały „Uskoka”, „Jastrzębia” i „Ordona” przeprowadziły akcję przeciwko skomunizowanej wsi Rozkopaczew, w której zabili jednego ormowca i spalili kilka zabudowań należących do aktywistów partyjnych.

Oddział kpt. "Uskoka" (siedzi - czwarty od prawej) - 1946 r.

„WIKTOR”
Gdy w końcu lata 1947 r. "Zapora" podejmuje dramatyczną próbę przedostania się na Zachód - rozkazem z 12 września mianuje "Uskoka" swoim następcą. Rozkaz ten dawał Brońskiemu zwierzchnictwo nad wszystkimi innymi oddziałami Lubelszczyzny - w praktyce, zdarzały się wypadki nie do końca uzgadnianych, improwizowanych często działań. Podobnie jak "partie" z 1863 roku, również i teraz oddziały powstańcze operowały na oddalonych terenach, co nakładało na dowódców obowiązek samodzielności. I podobnie jak w 1863 roku kontakt z władzami centralnymi był dość luźny.
Dużą autonomią cieszył się walczący we Włodawskiem oddział legendarnych braci Taraszkiewiczów; jeszcze większą - oddział ppor. cz.w. - Stanisława Kuchcewicza "Wiktora".
Ten ostatni dowódca zasługuje na kilka dodatkowych słów wspomnienia.
W okresie okupacji niemieckiej był zastępcą d-cy XIII plutonu, rej. I (Spiczyn) AK, mp. Łęczna. Najprawdopodobniej po wejściu Sowietów związał się z NSZ, dowodził patrolami Pogotowia Akcji Specjalnej w oddziałach "Zemsty" (ppor. Eugeniusz Walewski, zamordowany po ujawnieniu się - 3 grudnia 1945 r.) i "Boruty" (sierż. Stefan Brzuszek, 17.08.1946 r. popełnił samobójstwo, otoczony przez UB w bunkrze we wsi Kulik,pow.Chełm).
Po śmierci tego ostatniego "Wiktor" podporządkował się "Uskokowi". Pełnił funkcję dowódcy plutonu, a następnie szefa sztabu. Był d-cą patrolu i przez pewien czas zastępcą „Uskoka”. Przeprowadził wiele samodzielnych akcji, jak również we współpracy z oddziałami ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona”.

kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (z lewej) i Stanisław Kuchcewicz "Wiktor" w bunkrze pod stodołą Lisowskich w Dąbrówce - prawdopodobnie 1948 r.

Głośnym echem odbiły się zwłaszcza dwie spośród jego akcji - zasadzka w lesie pod Sernikami
(1 V 1947 r.) oraz pacyfikacja Puchaczowa (3.07.1947 r.), którą przeprowadził wspólnie z "Żelaznym" i „Ordonem”.
Zasadzka w lesie sernickim bywała przedstawiana przez propagandę jako dokonana przez "bandytów" z WiN masakra niewinnych młodzianków wracających z pierwszomajowego pochodu, z Lubartowa. Przebieg tej akcji do dziś nie został całkowicie wyjaśniony. UB schwytała w okolicy zupełnie przypadkowych ludzi, z których torturami wymusiła zeznania, iż zasadzkę przygotowywał "Uskok", a żołnierzy rozprowadzał jego zastępca "Babinicz" (Zygmunt Libera). W rzeczywistości żaden z tych dwóch dowódców o planowanej akcji nie wiedział. "Wiktor" postanowił ukarać chłostą szczególnie zasłużonych aktywistów ORMO i ZWM; zasadzkę przygotował na drodze, którą mieli powracać z obchodów "święta pracy" z Lubartowa. Prawdopodobnie jednak któryś z nadchodzących ormowców zauważył jakiś podejrzany ruch w lesie koło drogi i po prostu ze strachu wystrzelił. Rozpoczęła się bezładna strzelanina, w wyniku której padło 7 ormowców (niektórzy z nich byli jednocześnie w ZWM). Według innej wersji w wyniku strzelaniny zabitych zostało dwóch ORMO-wców - pozostali próbowali ucieczki, lecz zostali schwytani. Partyzanci wyselekcjonowali pięciu najbardziej gorliwych kolaborantów i wykonali na nich wyroki śmierci, spośród pozostałych - kilku poddano chłoście, kilku innym udzielono ostrzeżeń. Nie była to więc żadna "masakra", a wyrok sądu polowego.
O nocnym ataku na "czerwony" Puchaczów wypada powiedzieć więcej.
O serwilizmie puchaczowian wobec "komuny" wiedziano znacznie wcześniej, choć nikt nie przypuszczał,że osiągnął wymiary zbrodni i że mieszkańcy tej wsi tworzyli komunistyczne grupy egzekucyjne. Wiadomo było, że donoszą - i właśnie donosicielstwo stało się powodem pacyfikacji tej czerwonej wsi.
26 czerwca 1947 r. o godz. 8.00 PUBP w Lublinie otrzymał doniesienie agenturalne, że w zabudowaniach Michała Króla we wsi Turowola, pow. Lublin, kwaterowało 3 partyzantów. Natychmiast zorganizowano grupę operacyjną złożoną z szefa urzędu por. Mikołaja Joszczuka, 2 pracowników i 23 żołnierzy KBW. Grupa dojechała samochodem do Puchaczowa, a następnie przemaszerowała do Turowoli. Grupę podzielono na dwie części, które okrążyły podejrzane zabudowania. Walka trwała ok. 40 minut. Partyzanci korzystając, że w wojskowym erkaemie zabrakło amunicji, ostrzeliwując się, wydostali się ze stodoły i zaczęli się wycofywać. Podczas pościgu wszyscy zostali zabici. Poległ też żołnierz KBW Antoni Zawierucha. GO zdobyła erkaem diegtariew, elkaem niemiecki, automat pepesza, 2 pistolety i skrzynkę amunicji.
Poległymi okazali się być trzej żołnierze patrolu "Wiktora" (Stanisława Kuchcewicza), podległego kpt. Zdzisławowi Brońskiemu "Uskokowi". Byli to: Kazimierz Karpik "Czarny", Józef Król "Maryś", Stanisław Lis "Korzeń"/"Stach".

26 czerwca 1947. Zabici przez grupę operacyjną KBW-UB żołnierze kpt. "Uskoka". O lewej: Józef Król "Maryś", Stanisław Lis "Korzeń" i Kazimierz Karpik "Czarny".

Bezpośrednio po zagładzie swego patrolu, "Wiktor" postanowił ukarać winnych tej tragedii. Dzięki współpracy Bogumiła Korniaka (wkrótce aresztowanego, skazanego na śmierć i straconego), mieszkańca pobliskiego Stefanowa, udało się szybko zidentyfikować sprawców doniesienia. Okazali się nimi być trzej mieszkańcy Puchaczowa.
Zięć Michała Króla (u którego kwaterowali partyzanci) - Momrot - zameldował o ich pobycie partyzantów do trzech mieszkańców Puchaczowa, współpracujących z UB - Henryka Grota, Franciszka Ukalskiego i Władysława Augustowicza. Ci telefonicznie przekazali wiadomość do PUBP w Lublinie, który zorganizował obławę.

"Wiktor" postanowił szybko ukarać winnych tragedii, a ponadto postanowił wykonać wyroki na innych mieszkańcach podejrzewanych o współpracę z UB. Puchaczów był uważany za wieś silnie skomunizowaną i aktywnie współpracującą z władzą ludową. "Wiktor" nie konsultował swojej akcji z "Uskokiem" - bo zapewne nie otrzymałby na nią pozwolenia. Poza tym w bunkrze "Uskoka" przebywał wówczas mjr. cc. Hieronim Dekutowski "Zapora" - komendant oddziałów leśnych WiN Inspektoratu Lublin. "Zapora", w związku z przedłużającą się akcją ujawnieniową , zabraniał podejmowania walk z wyjątkiem koniecznej samoobrony.

Nie mając odpowiednich sił do przeprowadzenia takiej akcji, "Wiktor" nawiązał kontakt z dowódcami oddziałów operujących na sąsiednich terenach: Józefem Strugiem "Ordonem" i Edwardem Taraszkiewiczem "Żelaznym" (obaj nominalnie także podlegali "Uskokowi"). Koncentracja oddziałów (w sumie ok. 20 partyzantów) odbyła się w Albertowie. Wszyscy dowódcy uznali, że aktywiści z Puchaczowa stanowią ogromne zagrożenie dla pozostałych grup "Uskoka". Podczas odprawy ustalono plan akcji. Partyzantów podzielono na 4 grupy: "Wiktora", "Żelaznego", "Ordona" i "Bystrego" (Eugeniusza Lisa - brata poległego w Turowoli "Stacha"). Puchaczów podzielono na sektory podległe każdej z grup, a każdy z dowódców otrzymał wykaz osób przeznaczonych do likwidacji.

Cała akcja odbyła się nad ranem 3 lipca 1947 r., kiedy mieszkańcy byli pogrążeni w głębokim śnie. W jej wyniku zginęły 22 osoby (jedna ofiara zmarła później z ran).
Zlikwidowano m.in. dwóch donosicieli - Władysława Augustowicza i Franciszka Ukalskiego. Trzeci z nich - Henryk Grot - tego dnia nie był obecny w Puchaczowie i uniknął śmierci.
Komuniści twierdzili oczywiście, iż byli to ludzie niewinni, a podpierając się dokumentami, stwierdzali, że tylko 8 ze straconych było członkami PPR. Sprawę tej dziwnej akcji wyjaśnił Henryk Pająk w pracy „Uskok kontra UB” (1992, s. 114 - 115). W aktach UB trafił on na dokument z
25 czerwca 1952 r. podpisany przez sekretarza PZPR z Lublina, Hipolita Goraja, w którym podając nazwiska 13 spośród 21 straconych w Puchaczowie, sekretarz ów podawał, iż wszyscy wyżej wymienieni byli członkami PPR, natomiast formalnie nie byli ujęci w ewidencji członków PPR.
Cała akcja była kompletnym zaskoczeniem dla mieszkańców miejscowości, niektórych z nich zlikwidowano w czasie snu. Grupy likwidacyjne wycofały się bez strat. Ponadto jeden z oddziałów partyzanckich spalił most na rzece Śwince, wiodący z Łęcznej do Puchaczowa.

Kpt. Zdzisław Broński "Uskok" (1912 - 1949) - część 2
Strona główna - wprowadzenie >
poniedziałek, 20 marca 2006, gregg71

Polecane wpisy

Komentarze
2007/02/24 08:58:52
Pasjonuje mnie historia Uskoka.Zastanawiam się czy miał związki rodzinne w byłym rzeszowskim.
-
2007/02/24 16:37:55
Witam !!
Nie spotkałem się z takimi informacjami.
Pozdrawiam !!
-
Gość: Artur Jabłoński, *.piwet.pulawy.pl
2008/08/11 10:48:22
Czytam tak o tych Bohaterach z tamtego okresu czytam i nie wiem co dalej myśleć...
W moim domu z pokolenia mojego dziadka (ur.1896) na ojca (ur.1937) a pózniej na mnie (ur. 1976) przekazywana jest opowieść jak to Ci Bohaterscy Żołnierze a konkretnie odział "Uskoka" dowodzony przez Strzałę Walentego Waśkowicza zabrał z domu moich dziadków trzy młode kobiety w wieku 21, 22 i 23 lat za to że były innowiercami a konkretnie Badaczkami Pisma Świętego (obecni Świadkowie Jehowy). Zabrano je i słuch o nich zaginął a póżniej okoliczna wiejska hołota ubierała się w niedziele na mszę w znajome sukienki. Cała akcja była zaplanowanym z okolicznym księdzem działaniem dążącym do wykorzenienia konkurencji. To tyle... czytam dalej o tych Bohaterach.
-
2008/08/12 18:11:21
No, no... jakbym czytał "żółtego tygrysa"... cóż za napięcie... ;-)) A może by tak jakieś konkrety, które można skonfrontować ze źródłami archiwalnymi, co? Może jakieś nazwiska, nazwa wsi, data, nazwiska badaczek P.Św.(przypuszczam, że powinny być znane, jeśli znany jest tak dokładnie nawet ich wiek), może nazwisko tego "reakcjonisty" księdza?;-)
Panie Jabłoński... to nie jakieś forum dla wszelkiej maści trolli, którym się wydaje, że mogą wypisywać wszystko co im się przyśni. Następnym razem, jak będzie Pan tu rzucał takie niepotwierdzalne "fakty", będzie to ostatni Pański wpis.
-
Gość: Artur Jabłoński, *.piwet.pulawy.pl
2008/08/23 14:37:16
Mój Rozmówco Drogi,
Ja nie chcę niczego tu udowadniać czy dowodzić.
Poprostu wskazuję ze nic nie jest białe
Moj sposób opisania tych faktów - bo wierzę swojej rodzinie, nie musi się wcale Tobie podobać - mam to gdzieś
Dalszych faktów też nie podam to nie jest miejsce (forum internetowe ?!) i czas (skoro juz im pomniki stawiają ).
Ja jestem przekonany o własnych racjach - a prawdopodobne miejsce pochówku tych kobiet i tak dawno jest ornym polem. I niech tak pozostanie. Została pamięć nielicznych o tamtych wydarzeniach - mojego ojca i przekaz ustny.
A przy okazji to wydaje mi się ze trochę pobrudziłem Ci wyidealizowany obraz w tym temacie. Coż nie to bylo moim celem. Poprostu uważam że ludzie dzielą się na wspaniałych, sredniaków i takich dla ktorych piekło (jeśli istnieje) to za mało niezależnie od organizacji jaką prezentują. Tyle tego ...pozdrawiam.
Artur Jabłoński
-
Gość: Artur Jabłoński, *.piwet.pulawy.pl
2008/08/23 14:50:26
A zresztą raz kozie śmierć - jeśli naprawdę chcesz znać fakty, to możemy się kontaktować się mailowo
-
2008/08/23 16:54:56
WOW... wniosek z tego, że jeżeli jesteś przekonany o własnych racjach, to z miejsca musi to oznaczać, że twoje racje to prawda objawiona, która pewnie ma odebrać mi mowę, tak ? :-))) No, no... masz tupet! Jak mniemam, przeprowadziłeś zapewne krytykę źródła i skonfrontowałeś relację świadka z wszelkimi dostępnymi na ten temat materiałami... czy tylko tak, w swym nadętym przekonaniu o własnej nieomylności i wszechwiedzy, próbujesz zmusić mnie do wiary na słowo? Niedoczekanie !!
Oszczędź też sobie tego silenia się na ten nieudolny obiektywizm hipokryty (jak zechcę poczytać "Wyborczą", to sobie kupię), bo po zdaniu, że "nie czas (skoro już im pomniki stawiają)", wyraźnie widać, za jakimi czasami nostalgia ci łzę wyciska.
I proszę: nie pochlebiaj sobie, bo jak na dłoni widać, że Twoja wiedza o podziemiu i tym co się działo po wojnie, jest na takim poziomie, że nie jesteś mi w stanie nawet popsuć humoru, a co dopiero "wyidealizowanego obrazu". :-)))
Takich komentarzy, różnej maści "onety" są pełne, więc nie robią na mnie większego wrażenia, a jedynie wzbudzają od dawna uśmiech politowania, gdy komuś nagle uroi się odgrywać "autorytet" w dziedzinie, o której nie ma za grosz pojęcia. Cóż... można i tak, tyle, że jakakolwiek wymiana zdań z takim kimś, jest poza moim zainteresowaniem. Nie po to od 10 lat zajmuje się tematem, by pozwolić, by mi ktoś jedynie "przekonany o własnych racjach", próbował udowadniać, że "Ziemia jest płaska". Nie uważam, że żołnierze podziemia to jakieś anioły, ale też nikogo nie oskarżam bez dostatecznych dowodów, czego i tutaj wymagam.
A co do faktów, to oczywiście, że chcę je znać. Chętnie zweryfikuję je ze źródłami znajdującymi się w zasobie lubelskiego IPN :-) Adres e-mail znajdziesz w zakładce: kontakt z autorem strony.
-
Gość: Krzysiek, 212.106.22.*
2008/11/27 20:57:05
Proszę nie podawać poprzednich komentarzy. Ten niech zastąpi tamte. Twierdzę że Artur Jabłoński to komunista bo on nawet w piekło nie wierzy. To dla niego żle bo jak tak dalej będzie, to tam na pewno trafi. Przekazy ustne są zawsze w modzie. Jest to jedna z podstawowych technik dezinformacyjnych. Tak że albo jego tatuś czy kto tam z jego rodziny uległ tej technice nieświadomie ( to lepiej) albo celowo dezinformuje. Wiedz Panie Arturze że twoje gadanie świadczy tylko o tobie. Ty tamtym ludziom nic nie możesz zrobić. Oni zrobili tyle na co Ciebie z pewnością nigdy nie będzie stać. Raczej pomyśl na jakim świecie żyjesz i jaką cenę płacili ludzie za swoje przekonania a raczej wiarę. Co do przekazów ustnych to warto wspomnieć co się działo z AK owcami na przykład w Warszawie albo na wale pomorskim. Co z nimi komuniści zrobili. Ilu ich wybili?
-
Gość: Artur Jabłoński, *.piwet.pulawy.pl
2008/12/03 13:09:02
Hominis est errare, insipientis in errore perseverare !
-
2008/12/03 13:27:51
Quid stultius quam incerta pro certa habere, falsa pro veris?
Plane stultisat, si quis surdo citharizat.
-
Gość: żołnierz od Wołyniaka, *.tvkdiana.pl
2009/02/14 19:42:35
Polecma książkę Dionizego Garbacza- "Wołyniak legenda prawdziwa"

[...] Lotem błyskawicy Brzyską Wolę obiegla wiadomość, ze drogą od poludnia ciagnie niemiecka konnica-wspomina Marian Kosiarski- Mężczyźni szybko zbiegli do swoich kryjówek, a niektórzy zaczęli uchodzić do pobliskiego lasu. Rzeczywiscie na choryzoncie pojawił się 30-konny oddzial polowej żandarmerii wojskowej. Żandarmi, oprócz dobrego umundurowania i uzbrojenia w lekka broń maszynową, mieli zawieszone na szyi lornetki, mieli tez mapniki. To wlasnie ich niebieskie mundury widziane z daleka wywolaly u mieszkańców naszej wsi lek i przerażenie. Tymczasem sprężystym krokiem drogą, naprzeciw tego oddzialu, zdążał odważnie mieszkaniec Brzyskiej Woli, volksdeutsch Jan Pasek. gdy oddzoal konny zbliżył się do niego na kilkanaście kroków, wówczas Pasek zatrzymał się i gromko powitał Niemców "Heil Hitler"! W tym momencie dowódca oddzialu zatrzymal wojsko i rozkazal jednemu z żołnierzy "odpowiednio pozdrowić" przechodnia. W efekcie Pasek otrzymal kilkanaście batów na tylek i dlugo nie mogl poddźwignąć się z przydrożnego rowu. Okazało się że oddzial stanowili przebrani w mundury niemieckie partyzanci z Józkiem "Wołyniakiem" na czele. Dojechali zatłoczonej Niemcami szosy tarnogrodzkiej, meldując im, ze dokonuja oczyszczenia terenu z polskich bandytów. Niemcy zatrzymywali tabory, przepuszczali konny oddział..."

[...] W stronę "Wołyniaka" zdążął major NKWD. Major zatrzymał się 30 kroków od Józka i zasalutował, "Wołyniak" odpowiedział, ubezpieczenie ruskiego majora też trzymało dystans. Rozmowa szła po rusku, wywnioskowalem że major próbuje przkonać Józka do poddania się. W pewnym momencie ruski major wrzasnął: "paczemu wy ruskich soldatow ubijatie"! "Paczemu wy polskich partizanow strelajetie"!- "Wołyniak" krzyknął mu w twarz. "Pajdiosz"!!!- ruski major złapał "Wołyniaka" za klapę płaszcza, drugą ręką sięgną za nagan i szarpnął do siebie. W ręku "Wołyniaka" błysnął vis, huknęły dwa strzały i obaj runęli na ziemię. krótką serią Diegietariewa sciąłem pozostałych. Po mojej serii "Wołyniak" zerwał z majora mapnik. i czołgając sie do pierwszej linii krzyknął: "podpuscić ich bliżej!"... Cały plaszcz poniżej kolan postrzelany był jak sito. Kocioł w kotle. Ruscy wpadli w panikę. Jak strzela się do uciekajacych? - jak do kaczek. Ostrożnie posniosłem głowę. "Hura, Hura!" serie, wybuchy, krzyk- to nasi młodzi chłopcy roznosili juz Armię Czerwona na bagnetach- jenców pod Kuryłówką nie brano".

[...]Samochody udały się w kierunku Tarnogrodu. Zatrzymały się na rynku a "Wołyniak" nakazał przerwanie łączności telefonicznej. "Wołyniak" w swoim mundurze Armii Czerwonej wszedł na posterunek. Milicjanci z początku sądzili, że pod posterunek podjechało wojsko i UB, ale zaraz rozległ sie okrzyk: "ręce do góry!". Żołnierze "Wołyniaka" pozrzucali ze ścian portrety dostojników państwowych, rozbili biurko a dokumenty rozrzucili po podłodze. W pewnym momencie wszedł ich dowódca, kazał mi podejść do biurka na którym lezały dzieła Lenina i polecił mi opowiedzieć co w nich jest napisane. Na to odpowiedziałem, że nie wiem co w nich jest napisane, bo nie czytałem. Ale on ciągle nalegał abym mu opowiedzial co tam pisze..." Na rynku w Tarnogrodzie odbył się wiec na którym przemawial "Wołyniak". Zgromadzili się na nim mieszkańcy miasteczka. Mówił "Wołyniak o walce o niepodległą Polskę, okupacji Sowietów, o sprzedaniu ojczyzny przez komunistów. Na koniec zawołał: "Niech żyje Polska wolna i niepodległa!"...

Fragmenty książki Dionizego Garbacza- "Wołyniak, legenda prawdziwa". Warto zakupić książkę z Płytą dvd, filmem dokumentalnym o żołnierzach "Wołyniaka". Film zawiera wywiady z bliskimi współpracownikami Józka Zadzierskiego, min. Krystyną Świątoniowską, narzeczoną "Wołyniaka". Ostatni żołnierz "Wołyniaka", Michał Krupa "Wierzba", został ujety dopiero w lutym 1959 roku. Zdjęcie "Wierzby", często przewija się w filmach na youtube( mężczyzna z podniesionymi rękami rozbrajany przez ubeka) traktujacych na temat "żołnierzy wyklętych".
-
2009/02/14 20:43:06
Dziękuję za te fragmenty książki D. Garbacza. Ja ją znam, ale mam nadzieję, że dla czytelników strony będą swoistą zachętą do jej kupna... tyle, że chyba lepiej byłoby umieścić te fragmenty nie pod tekstem o kpt. "Uskoku", ale właśnie o kpt. Józefie Zadzierskim "Wołyniaku": podziemiezbrojne.blox.pl/2006/05/Kpt-Jozef-Zadzierski-Wolyniak-1923-1946-czesc-1.html lub bezpośrednio pod informacją o książce, z której Pan fragmenty przytacza: podziemiezbrojne.blox.pl/2008/06/WARTO-PRZECZYTAC-9.html
Pozdrawiam !!
-
Gość: Archiwista, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/04 06:52:37
Na temat zamordowania świadków Jehowy jest dokładny opis w aktach IPN, wspomina o tym takze Henryk Pająk w swoich książkach. Fakt taki miał miejsce. Uskok na terenie rzeszowszczyzny nie działał.
-
2009/05/04 08:11:02
Poproszę o sygnatury, nr kart, strony u Pająka... skąd wiadomo, że zrobili to ludzie "Uskoka", skąd wiadomo, że kobiety nie były agentkami UBP podszywającymi się pod Badaczy Pisma Św. I gdzie w tekście jest, że "Uskok" działał na Rzeszowszczyźnie?
-
Gość: Artur P., *.nplay.net.pl
2009/05/07 12:43:12
Zabawne - na forum "Historycy" jest dyskutowany w tych dniach problem dotyczący mordowania Świadków Jehowy przez żołnierzy podziemia narodowego. Czyżby ten sam interlokutor? W tym momencie czekam na reakcję Archiwisty.
-
2009/05/07 12:58:12
Cześć Arturze !
Wszystko możliwe... ja również czekam już od kilku dni ;-))
Pozdrawiam !
-
Gość: zezul, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/28 23:25:25
pochodzę z rodziny Uskoka,mój dziadek i Uskok byli jakimiś braćmi,
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2010/01/24 18:54:35
Szanowny panie
Interesuje się historią lubelszczyzny . Bardzo zaciekawił mnie pana opis rozstrzelania młodzieży powracającej z obchodów pierwszomajowych . pozwolę sobie zadać panu parę pytań . Ile osób szło w kolumnie z Lubartwa ? Ile ludzi tak naprawdę rozstrzelano ? A ile osób puszczono wolno ? I w jakich okolicznościach tak naprawdę padły pierwsze strzały i skąd te strzały były oddane od tych niby ORMO-wców ? Bo tak naprawdę w pańskim opisie zgadza się tylko liczba ofiar .
Czekam na pański komentarz .
-
2010/01/24 20:22:54
Szanowny Panie, jeżeli w moim opisie "tak naprawdę zgadza się tylko liczba ofiar", to uzasadnionym byłoby najpierw przedstawić swoją wersję i podać źródło, z którego czerpie Pan informacje. Do tej pory pozwolę sobie pozostać przy obecnej wersji.
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2010/01/25 20:36:56
Drogi Panie
Strzały , które padły od tych niby ORMO-wców nie padły od ludzi rozstrzelanych , lecz od innej osoby poruszającej się inną drogą . Droga ta rozpoczynała się od zabudowań dzisiejszego GS-u , a kończyła w Nowej Woli . Była ona praktycznie prostopadła do drogi , którą szli ludzie przy lasie . Kolumną przy lesie szło 9 osób : 7 mężczyzn i 2 dziewczyny . Kazano się wszystkim położyć i jeden z partyzantów , którego nazwiska w tym momencie nie mogę sobie przypomnieć rozstrzelał 7 mężczyzn , a dziewczynom kazał wstać i uciekać . Kiedy padły strzały poruszający się drugą drogą pan Kazimierz H widząc co się stało oddał strzały do tych niby ,,bohaterów'' , którzy rozstrzelali tych młodych ludzi . W tej nierównej potyczce został ranny o czym pewnie Pan nie wie . I mam jeszcze jedno pytanie : W oddziale Uskoka był jeden młody chłopiec o nazwisku Drob . Wyszedł z domu z panem Hodunem(lub Hoduń) i Lucjanem Sternikiem i do domu już nigdy nie powrócił . Kiedy rodzina pytała się gdzie jest ich syn i brat odpowiadali , że nie mają pojęcia , a po kilku latach oznajmili , że nie chciał się z nimi dzielić łupami i musieli go ,,sprzątnąć" . Jeśli Pan ma takie dobre znajomości wśród ludzi Uskoka to może zdradzą Panu miejsce jego pochówku z tych 2 osób został tylko pan Sternik , który mieszka w Kijanach . A wszystko to , o co teraz sie pytam działo się już po wojnie .
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2010/01/25 20:37:59
Sprostowanie . Ta droga była równoległa .
-
2010/01/25 23:16:16
Szanowny Panie !
Dziękuję za podanie Pańskiej wersji, choć nadal nie widzę źródła tych informacji. Jako, że działalność oddziału kpt. "Uskoka" nie leży tak dokładnie w głównym obszarze moich zainteresowań badawczych, pozwoliłem sobie skorzystać z pomocy kolegi z lubelskiego oddziału IPN, który od dłuższego czasu pracuje nad monografią oddziału "Uskoka", więc informacje są jak najbardziej źródłowe, choć po części jest to jeszcze wersja robocza tego wątku. Niemniej wyjaśnia sporo.
1 maja 1947 r. patrole Strzały i Wiktora zabiły w okolicy Sernik, pow. Lubartów, siedmiu członków ZWM, z których trzech należało również do ORMO. Ludzie ci wpadli w zasadzkę zorganizowaną przez partyzantów na skraju lasu sernickiego, gdy powracali z pochodu pierwszomajowego w Lubartowie. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie jaki przebieg miała ta akcja, ani jaki był cel owej zasadzki. Podkomendny Wiktora, Serafin Kamilewicz Wydra, w zeznaniach złożonych w 1948 r. tak opisywał owe wypadki:
Dobrą szarówką naszł[a] pierwsza grupa młodzieży i dziewczyn. Wtem Wiktor z Pomianem zatrzymali pierwszą grupę i kazali im siadać, po upływie jakie 5 do 10 minut naszła druga grupa samych chłopców i ze strony tych chłopców padł jeden strzał w stronę naszą, wtem kom[endanci] Wiktor i Strzała krzyknęli Ognia! i w tem czasie rozpoczęła się strzelanina, w trakcie czego z uciekających chłopców zostało zabitych czterech, a trzech z tej pierwszej grupy, które byli zatrzymani rozstrzelał ich z pistoletów sam dowódca Wiktor [...].
W kolejnych zeznaniach Kamilewicz podał nieco więcej szczegółów:
Na tych stanowiskach czekaliśmy koło 1-j godziny. Przez cały czas naszego pobytu na tych stanowiskach ps. Wiktor, Pomian i Sęp [Jerzy Marciniak Sęk] zatrzymywali powracających ludzi ze święta 1-go maja w Lubartowie legitymując zatrzymane osoby. Podczas tego zatrzymywania od strony Lubartowa nadeszło kilku mężczyzn z bronią, którzy na widok zatrzymywania powracających z Lubartowa ludzi, oddali kilka strzałów w kierunku naszych stanowisk. W tym czasie my będąc w zasadzce na nich, otworzyliśmy wszyscy ogień z broni palnej jaką kto miał w kierunku tych mężczyzn, powracających z Lubartowa z bronią, wynikiem strzałów z naszej strony do tych mężczyzn z których zostało od razu dwóch zabitych na drodze, a 5-ciu zostało wprowadzonych żywcem do lasu przez Wiktora i Pomiana i w lesie tym zostali zamordowani przez naszą bandę. [...]
c.d.n.
-
2010/01/25 23:19:37
Inny uczestnik akcji, Eugeniusz Lis Bystry, potwierdził wersję wypadków podaną przez Kamilewicza:
W lesie zatrzymaliśmy kilku małoletnich chłopców z okolicznych wsi, skąd oni byli tego nie wiem, tych chłopców i gajowego trzymaliśmy w lesie. Natomiast Wiktor dał mnie rozkaz ażeby stać na drodze w lesie i zatrzymywać wszystkich ludzi kto będzie jechał czy szedł, co ja też wykonałem i zatrzymywanych kierowałem do lasu, do Wiktora. Ja w tym czasie zatrzymałem kilkanaście osób, w tym były kobiety i mężczyźni, z tych zatrzymanych ja w ogóle nikogo nie znałem, tylko potem słyszałem od Wiktora, że był tam niejaki Czubacki, który rzucił się na Wiktora i zabrał mu pistolet, po czym Pomian zabił tegoż Czubackiego, skąd ten Czubacki był, tego ja nie wiem. Następnie po niejakim czasie szli jacyś ludzie przez las, z których jeden był z bronią, był to czł[onek] ORMO. Dany ORMO-wiec wystrzelił jeden raz z automatu w stronę nas, po czym ze strony naszej posypały się strzały za temi ORMO-wcami, którzy poczęli uciekać, ile zostało zabitych z tych uciekających, tego dokładnie nie wiem, wiem, ze wszystkich było razem zabitych 7-miu. Nadmieniam, że w tym czasie gdyśmy strzelali do tych uciekających to Wiktor strzelał kilku osobników, którzy byli zatrzymani i w tym czasie, gdy Wiktor strzelał to Czubacki narwał się na niego i odebrał mu pistolet i począł uciekać, po czym Pomian zabił Czubackiego. [] Kto dawał wywiad o tym, że będą iść ZWM-owcy tego ja nie wiem, przypuszczam, że wywiad skądś miał Strzała bo on coś rozmawiał z Wiktorem.

Trudno stwierdzić, jakie intencje przyświecały obu dowódcom, organizującym zasadzkę. Data jej przeprowadzenia może sugerować, że mogła ona mieć charakter typowo propagandowy, zamanifestowany, np. wymierzeniem kary chłosty członkom ZWM lub ORMO. Z drugiej strony Strzała, na którego terenie przeprowadzono ową akcję, mógł posiadać informacje o pobycie tego dnia w Lubartowie jakiejś ważnej osobistości (np. wysokiego funkcjonariusza UB lub członka PPR), którą być może planowano zlikwidować. Prawdopodobnie w tej kwestii pozostaniemy na zawsze w sferze domysłów.
c.d.n.
-
2010/01/25 23:28:04
Analiza przeprowadzonej akcji pozwala stwierdzić, że w momencie oddania strzału przez jednego z członków ZWM lub ORMO, wydarzenia wymknęły się partyzantom spod kontroli (wśród zatrzymanych wybuchła prawdopodobnie panika). Wiktor przystąpił wówczas do rozstrzeliwania osób, przetrzymywanych w głębi lasu. W tym miejscu zasadne wydają się dwa pytania: czy na los zatrzymanych miało wpływ zachowanie nadchodzącej grupy (oddanie strzału)? Czy też może Wiktor zdecydował już wcześniej o ich likwidacji (po uprzednim sprawdzeniu dokumentów), a reakcja wchodzących w zasadzkę osób tylko przyspieszyła egzekucję? Niestety, na obecnym etapie badań nie sposób udzielić na te pytania jasnej i wyczerpującej odpowiedzi.
Warto w tym miejscu przytoczyć fragment doniesienia informatora o pseudonimie Rogacz, złożonego funkcjonariuszowi WUBP w Lublinie, kilka dni po opisanych wydarzeniach:
W dniu 4 V [19]47 r. na zabawę w Zawieprzycach przyjechali konno Waszkiewicz [Waśkowicz] Walenty, ps. Strzała, Marciniak [Jerzy] ps. Sęk oraz Puchacz [Marian] []. Na zabawie w stanie podpitym Waszkiewicz mówił, że zabójstwo 7-miu osób to jest ich robota i boją się teraz Uskoka, ponieważ zrobili to na własną rękę. Było ich wszystkiego 7 osób.

Na razie to tyle w tym wątku, który może warto jeszcze uzupełnić o informacje, że relacje ocalonych z akcji w lesie sernickim potwierdzają wersje zeznań partyzantów (część zabita, po oddaniu przez nich feralnego strzału [m.in. najmłodszy z całej grupy], część zlikwidowana przez "Wiktora" i "Pomiana" w lesie).
I jeszcze jedno: protokoły oględzin zwłok raczej wykluczają egzekucję w leżącej pozycji.
Co do Pańskiego drugiego pytania, być może dam odpowiedź jutro, jeżeli znajdą się jakieś informacje na ten temat.
Pozdrawiam !
PS. Błędnie Pan wydedukował, jeżeli chodzi o moje "takie dobre znajomości wśród ludzi Uskoka"... niestety nie mam aż tak dobrych jak się Panu wydaje lub próbuje Pan sugerować.

-
2010/01/25 23:41:03
No to może jeszcze "do kompletu" zeznanie jednego z "ocalonych". Wynika z niego, że partyzanci zaczęli strzelać przez głupotę pana Kazimierza H. [Hodula], którego personalia tak skrzętnie Pan ukrywa... czyżby krewny? ;-)

1947 maj 2, Wólka Stara Protokół przesłuchania świadka Franciszka Szymaniaka
Zeznaje, że:
W dniu 1 maja 1947 r. około godz. 8-mej wieczorem, wracaliśmy z Lubartowa do domu, to jest: 1. Ja, 2. Hodul Kazimierz, 3. Budka Paweł, 4. Sipta Bronisław, 5. Jesionek Mieczysław. Przeszliśmy wioskę Serniki niedaleko lasku i cmentarza grzebalnego, po przedzie nas szło 11 dziewczyn, około pół kilometra. Dochodzimy do tego lasku, około 50 m. zauważyliśmy dziewczyny kręcących się w lasku, my posiadaliśmy jeden automat PPSz. W tym czasie, gdyśmy zauważyli dziewczyn[y] kręcących się w lasku, Hodul Kazimierz strzelił raz w górę, po tym strzale ja mu kazałem strzelić drugi raz, lecz ten nie strzelił. W tym czasie jeden z bandytów [fragment nieczytelny] na drogę rkm i od razu dał kilka strzały, od których zaraz na drodze został zabity Jesionek Mieczysław i my wszyscy zaczęliśmy uciekać.
Tenże bandyta strzelał bez przerwy z rkm-u. Za nami o jakieś dziesięć kroki, zaraz został zabity Sipta Bolesław, a my we trzech uciekali do tego wąwozu. Przed tym wąwozem został ranny Budka Paweł, który zmarł zaraz na polu, a Hodul Kazimierz został ranny w nogę, jednak uciekliśmy obaj.
Nadmieniam, że nikogo z bandziorów nie rozpoznałem, ani tych dziewczyn nazwisk nie znam.
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2010/01/26 12:26:58
Nie żaden krewny , a nazwisko poprawnie brzmi Hodun
-
2010/01/26 12:34:21
A może coś na potwierdzenie poprawności nazwiska, czy chciałbyś Pan bym tak we wszystko wierzył na słowo...? ;-)
-
2010/01/26 12:46:35
Coś Pan kręcisz... najpierw piszesz Pan coś takiego: W oddziale Uskoka był jeden młody chłopiec o nazwisku Drob. Wyszedł z domu z panem Hodunem (lub Hoduń) i Lucjanem Sternikiem i do domu już nigdy nie powrócił.[...] Potem sugeruje Pan, że zabili go [Droba] ludzie kpt. "Uskoka" za to, iż nie chciał dzielić się z nimi łupami (że niby to bandyci i złodzieje, tak?), a jednak z zeznań "ocalonego" świadka wynika, że niejaki Hodul [vel Hodun, vel Hoduń] stał raczej, kolokwialnie mówiąc, po drugiej stronie barykady. Zbieżność nazwisk, czy może w powiecie lubartowskim okazało się nagle, że Hodulów[-nów] jest "od metra"? ;-))
-
Gość: Fausto, 217.17.47.*
2010/04/20 23:59:25
Panowie, nie jestem zawodowym historykiem ani nawet amatorem historykiem ale postać kapitana Brońskiego jest mi szczególnie bliska (moja śp. Babcia, matka mojego ojca była z domu Brońska) i dlatego piszę te słowa.
Pamięć o kapitanie Brońskim jest w mojej rodzinie czczona i pielęgnowana. Wiem o nim sporo i nie ze źródeł pisanych ale z opowiadań moich śp Dziadków w domu, których kpt. Broński ukrywał się. Ale wciąż nie mogę zrozumieć jednego..
Powiedzcie mi, proszę jak to jest, że do dzisiaj nie wiadomo co się stało ze zwłokami kapitana Brońskiego albo raczej ze szczątkami, które z nich zostały.
Panowie, zwłoki kapitana Brońskiego to nie zwłoki majora "Hubala". Ich nie zabrali Niemcy, nie wywieźli nie wiadomo gdzie, może spalili, może zakopali, może porzucili w lesie albo wrzucili do rzeki lub jeziora.
Panowie, zwłoki kapitana Brońskiego zostały zabrane przez Polaków i coś z nimi zrobiono. Przecież ktoś, kto cokolwiek z nimi zrobił musiał jeszcze jakiś czas żyć. A prawdopodobnie maczał w tym palce więcej niż jeden UB-owiec. I przez tyle lat po śmierci "Uskoka" żaden z nich nic nie powiedział? Nie "chlapnął" językiem po pijanemu albo na trzeźwo? Nie pochwalił się, że coś wie? Panowie, nie takie tajemnice wychodziły na światło dzienne a los szczątków kapitana Brońskiego wygląda na najpilniej strzeżoną tajemnicę na świecie.
Bardzo proszę, jeśli ktoś coś wie, nawet jeśli to tylko domysły..napiszcie. ALbo tutaj albo do mnie na maila: jm_h@o2.pl
Będę bardzo wdzięczny za wszelkie informacje..
Panowie, napisz
-
Gość: Osioł, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/04/21 16:04:39
Przecież to normalna praktyka w UB. Można powiedzieć że nieznane miejsca pochówku żołnierzy podziemia niepodległościowego to charakterystyczna cecha epoki. Z pośród dowódców poakowskiego podziemia na lubelszczyźnie tylko "Jastrząb" ma swój grób. Rewelacją w samą w sobie jest trop grobu "Żelaznego" ale o tym jak ciężko uzyskać jakieś informację od żyjących UBeków chyba lepie Almann może opowiedzieć.
-
2010/04/21 17:17:18
Niestety od UB-eków nie jest ciężko uzyskać informacje... jest to po prostu niemożliwe ! Próbowałem, ale kanalie milczą jak grób, albo twierdzą, że nic nie wiedzą, bo byli np.... klucznikami. Ot, ciecie się nagle porobili, psia ich mać :-(
Pozdrawiam ! (Allman)
-
Gość: Fausto, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/21 18:42:01
Panowie, ale dlaczego tak jest? Zadaję to pytanie bo być może udzielenie na nie odpowiedzi mogłoby pomóc znaleźć sposób na złamanie ich zmowy milczenia. Co nimi kieruje? Jakiś rozkaz? Boją się czegoś albo kogoś? Lojalność wobec byłych mocodawców? Przecież ich byli szefowie albo już nie żyją albo są bardzo starymi ludźmi i jak mi się wydaje są już bez takich wpływów jakie mieli kiedy byli czynnymi UB-kami..Oni wydobywali z ludzi informację torturami. My nikogo nie będziemy torturować ale przecież nie jeden zapłaciłby każde pieniądze żeby dowiedzieć się gdzie spoczywają albo co się stało ze zwłokami ich bliskich. I co? Przekupić też ich nie można? Czy w ich przypadku nie działa zasada, że kupić można każdego, to tylko kwestia ceny? Oni nie biorą? Tacy nagle zrobili się kryształowi?
Albo wiadomo, że większość z nich piła i to ostro..I co? Przez tyle lat po wojnie i i okresie powojennym żaden z nich nie spruł się tak żeby coś powiedzieć?
Albo, że na starość lub w obliczu nadchodzącej śmierci żadnego nie ruszyło sumienie i chęć przynajmniej częściowego naprawienie dawnych krzywd? Myślę, że z mojej strony nie jest to naiwność. Ludzie na przestrzeni życia przechodzą ewolucję psychologiczną i robią niekiedy rzeczy, których "wtedy" nie zrobiliby.
Nie wiem dlaczego tak jest ale to ich zachowanie to jest dla mnie jedna z największych "zagadek epoki"
Panowie, czy są jakieś dokumenty w, których są nazwiska UB-wców, którzy brali udział w akcji w, której zginął kapitan Broński? Wiadomo kto nimi dowodził? A jeśli nie ma takich dokumentów to czy wiadomo to z jakichś innych źródeł? Czy w ogóle ktoś ma wiedzę na temat uczestników tej akcji?
Piszę o miejscu spoczynku kapitana Brońskiego bo zapewne jak wielu z Was wie, Jego historia już nie zbrojna ale czysto ludzka trwa i toczy się do dzisiaj i niektóre sprawy z jego życiorysu (bulwersujące i dla niektórych bardzo bolesne a, które stawiają go w dość dwuznacznym świetle), które zostały przyjęte za pewnik wcale nie są pewne a uzyskanie materiału biologicznego kapitana Brońskiego mogłoby te sprawy wyjaśnić. Szkoda, że na forum nie wszystko można napisać..
-
2010/06/11 19:48:39
@ 88: To nie czytaj... wal na gazeta.pl ;-) I jeszcze jedno: zanim po raz kolejny zaczniesz bełkotać o "zabijaniu Polaków", sprawdź może wcześniej związek frazeologiczny słów "OKUPANT" i "KOLABORANCI"... i trochę więcej poczytaj. Bye ! ;-)
-
Gość: Krzyś, 83.238.201.*
2010/11/01 20:10:35
Gwoli uzupełnienia - w wyniku przeprowadzonej przez "Wiktora", której celem miał być m. in. Henryk Grot, z uwagi na nieobecność tego ostatniego, śmierć poniosła jego żona, Franciszka (z d. Bartnicka???) i szesnastoletnia córka Barbara. Z relacji moich bliskich wynika, że żadna z nich nie była członkiem PPR, i żadna nie angażowała się w pracę Henryka Grota, co zresztą w przypadku córki wydaje się być absurdalne. Grób znajduje się na cmentarzu w Puchaczowie (nie zrobiłem fotografii, a miałem dzisiaj okazję...)
-
Gość: MariuszB, 46.134.68.*
2011/02/20 03:19:01
Nie jestem historykiem, moja babcia należała do NSZ, z jej opowieści wynika, ze ludzi, którzy mogli sprzeciwiac sie nowej władzy eliminowano.Ludzie podziemia walcząc o swoje przetrwanie, działając w coraz bardziej niesprzyjajacym środowisku, podejmowali działania brutalne, moze zbyt wiele osób zginęło niewinnie, ale nie mozna zapomnieć, ze to nie Zolnierze Podziemia fałszowali wybory, niepozwalali autentycznym stronnictwom politycznym w legalnym funkcjonowaniu. Gdyby komuniści respektowali demokratyczne reguły walki politycznej tych ofiar by nie bylo. Sowieci niestety byli grozniejszymi przeciwnikami niż Niemcy, bo urzywajac komunistycznej ideologii wciagali wielu ludzi w kolaboracje tak naprawdę przeciwko Polsce. Zolnieze Podziemia to widzieli, i reagowali jak reagowali na masowe przejawy kolaboracji na różnym poziomie ...To co stało sie z ze społeczeństwem po wojnie nie miało chyba odniesienia w przeszłości. To były dni hanby.Wtedy zaczynały sie kariery kolaborantow Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych. Prawdziwi patrioci zaszczyci, coraz mniej rozumiani przez tzw. społeczeństwo, walczyli jak potrafili, zadawali razy nie zawsze tym którzy zaslugiwali, i ginęli wierni swoim imponderabiliom...
-
Gość: karol, *.play-internet.pl
2012/04/16 12:59:14
na jednego akowca któremu przyświecały piękne idee jest wielu zwykłych bandziorów, którzy mordowali i grabili wykorzystując fakt, że mieli broń i byli w grupie.
-
2012/04/16 13:09:08
@ karol: czyżbyś prowadził jakieś badania, zgłębił dostępną literaturę tematu, zrobił jakieś statystyki, zgromadził przykłady, nazwiska, wydarzenia, daty... czy może tylko tak sobie bełkoczesz, na ile starcza intelektu?
-
Gość: Kowolik, *.srql1.win.bigpond.net.au
2015/09/22 16:21:18
Dawno temu mialem okazje rozmawiac z p. Tolkanowiczemzamieszkalym w Olecku. Byl On Polakiem z Wilenszczyzny wcielonym do armii sowieckiej . Ranny w koncu wojny zostal zdemobilizowany i zamieszkal w Spiczynie jednoczesnie uczeszczajac do Szkoly Ogrodniczej w Kijanach. Byl obecny na zabawie tanecznej w remizie strazackiej w Spiczynie kiedy mialy miejsce opisywane zdarzenia. Pan Tolkanowicz powiedzial mi ze z tego powodu iz z powodu trudnosci w zdobyciu cywilnego ubrania zmuszony byl uzywac sowieckiego munduru/ oczywiscie bez sowieckich symboli/.Z powodu owego munduru stal sie obiektem zainteresowania ludzi Uskoka jednak po wyjasnieniu udzielonymUskokowi przez pana Kurzaka ze Spiczyna zostal zwolniony. Pan Tolkanowicz powiedzial mi rowniez ze w trakcie calego zajsscia zostal przypadkowo zastrzelony bebnista czlonek orkiestry. Ciekawi mnie czy jest potwierdzenie w/w faktow w innych zrodlach. Pozdrawiam.